A jednak, mój facet o mnie nie walczy. Tak więc to koniec. Przeprowadziłam się do domu rodzinnego na wsi. Nie umiem sobie w tym miejscu poradzić ze sobą. Wszędzie stąd daleko i nie mam możliwości przemieszczenia się do jakiegoś miasta. Co mogę zrobić, żeby nie zwariować? Dla mojego faceta zrezygnowałam z inwestowania w siebie, on był zawsze ważniejszy, jego praca, studia, mieszkanie. Aktualnie ja nie mam nic. Na studiach zupełna kicha, nie odbyłam żadnego planowanego stażu, stoczyłam się. Zawsze zajmowaliśmy się nim, jego problemami.. ja nie jestem osobą, która domaga się uwagi i rozmowy, ale mimo wszystko tego potrzebuje. Jeśli nie dostanę stażu w mojej wsi, będę musiała wrócić do Krakowa (z jednej strony dobrze), ale nie mam tam nic. Miałam tam tylko jego.
Jak mam żyć, co mam robić? Co Wam pomagało po rozstaniu? Odpada kurs tańca lub wyjścia, bo nie mam jak dojechać. Co Wam pomagało? Jak wyjść z tego g*** w którym jestem. Zaznaczam, że zaniedbałam studia, moja wiedza jej minimalna, nie mogłam się uczyć angielskiego, bo on wymagał uwagi jak niemowlę. Chciałam powtórzyć kurs excela, ale teraz nie dam rady, bo jestem wykończona psychicznie, a przedtem był ON. Jestem na wsi, nie wiem czy dostanę staż, jak nie to nie wiem co dalej. Finansistka ze mnie kiepska, żeby dostać pracę w Krakowie trzeba być świetnym, znać angielski, excela.. Proszę, potrzebuję rady. Nie mam z kim porozmawiać.
Podobne tematy
Nie sztuką teraz prawić Ci kazania, że przy zakochaniu serce jest gorące, ale rozum należy mieć chłodny. Zaangażowałaś się za bardzo w życie swojego faceta, zapominając o swoich ambicjach, o pracy nad sobą i inwestowaniu w siebie. Czasu nie cofniemy, ale możemy zastanowić się, co dalej.
Nie poddawaj się i nie zakładaj od razu, że będzie beznadziejnie. Nie trać dni na wmawianiu sobie, że do niczego się nie nadajesz, a życie Twoje pozbawione jest sensu. Nabierz siły i pewności siebie. Zgłoś się do Urzędu Pracy, popytaj znajomych o jakiś etat, poszukaj czegoś w Sieci. Stawiaj małe kroki SAMA, bo przecież masz teraz czas tylko dla siebie. Z kursów na pewno coś pamiętasz, a w Internecie aż roi się od instrukcji programów. Nauka angielskiego też nie wymaga nauczyciela, kiedy przedtem miałaś już z tym językiem styczność.
Pierwszy krok w nowym etapie życia jest naprawdę ciężki, ale jeśli go nie zrobisz będziesz stać cały czas w miejscu.
Niby wiem o tym wszystkim, ale jakoś nie umiem się podnieść. Cały czas płaczę, chce coś ze sobą zrobić, ale nie umiem się zmobilizować. Nie wiem jak to zrobić. Jak tylko zasiadam do komputera zżerają mnie dziwne myśli, nie jestem w stanie zacząć się uczyć.
Jak się zmotywować?
Twoje myśli skupione są na rozstaniu i rozpamiętywaniu tego, co było. Trudno się temu dziwić, gdy z rutynowego życia przy Jego boku, zostałaś sama. Masz teraz mnóstwo czasu, nie wiedząc jak go spożytkować, bo przecież zawsze On Ci go zajmował.
Jak się zmobilizować? Wydawać, by się mogło, że już to zrobiłaś. Jesteś świadoma, że poświęciłaś się dla Niego, całkowicie rujnując siebie. Chcesz zacząć pracę, jesteś chętna do nauki i odświeżenia swojej pamięci. Bardziej zastanawiałabym się, jak zregenerować siły.
Może pozwól sobie na chwilę relaksu, wytchnienia? Wyjdź gdzieś ze znajomymi, porozmawiaj z kimś szczerze. Zacznij odkrywać kolory otaczającego świata. W życiu trzeba znaleźć chwilę na odpoczynek i zabawę.
Po pierwsze się wypłacz i tak jak wspominały dziewczyny, wygadaj się. To zawsze pomaga.
Przestań wracać do tego, co było dobre, a co złe i na nowo to analizować.
Znalazłaś na tyle odwagi, żeby to skończyć, więc nie pakuj się w to na nowo.
Mieszkasz na wsi, tak jak ja. Masz naturę na wyciągnięcie ręki, spaceruj, przyglądaj się wszystkiemu, od robaczka po chmury
Gwarantuję, że nie raz się szczerze uśmiechniesz, zachwycisz
Masz więcej czasu? Świetnie, w końcu o siebie zadbasz. Rób, na co masz ochotę, co pozwoli Ci się poczuć lepiej. Książki, rękodzieło, fotografia, pisanie artykułów, dzienników, eksperymentowanie w kuchni, sport. Może jakaś szkoła policealna? Kursy? Są często bezpłatne, więc na pewno coś dla siebie znajdziesz. Niech to będzie jakaś odskocznia.
Wiem, że to wszystko trudne, wiem ile kosztuje to nerwów, zdrowia. Ale dasz radę. Odeszłaś od niego, więc najgorsze za Tobą.
Wiesz co ja najpierw zrobiłam, gdy do mnie dotarło, że to już koniec? Strzeliłam sobie porządny makijaż. To nic, że byłam rozczochrana i zasmarkana, ale poczułam się PIĘKNA. Później oczywiście wszystko spłynęło, ale wróciłam do łazienki i umalowałam się jeszcze raz.
I przestałam płakać.
Wydaje się to strasznie banalne, ale mi pomogło. I takiej ochoty na życie jak mam teraz, nie miałam nigdy dotąd
I tego samego Ci życzę ![]()
kokoss i nie żałujesz decyzji o rozstaniu?
Najgorsze jest to, że nie potrafie się skupić na niczym. I przez to jestem bezproduktywna.
Febre, według mnie byłaś za dobra,i jedyna osoba która powinna żałować rozpadu tego związku to on. Nie ty! co prawda nie wiem jak było między nami,wnioskuje na tym co przeczytałaś. Też jestem świeżo po zerwaniu,ciężko strasznie,równie wszystko zaniedbałem. Wiem jedno,najgorszym wyjściem jest zamykać się z sobą w sobie,trzeba rozmawiać z kimś,a że ja potrzebuje świeżego zdania na temat mnie,to dlatego tutaj się zarejestrowałem,na początku się wstydziłem,bo co to chłopak 24 będzie się tu rejestrował.. Ale teraz wiem,że nie żałuje. Ludzie tutaj OBCY pomogli mi bardzo. ŻYJ Febre! nie załamuj się,będzie dobrze! pozdrawiam cię!
Było ciężko. Już na początku mnie zdradził, wybaczyłam. Potem poniżał po alkoholu, tego nie mogłam wybaczyć i nie umiałam + drobne kłamstwa, których nie toleruję. Ale bylo też tyle pięknych chwil. To jedyny facet, który potrafił przeprosić, wyciągał wnioski i się poprawiał. Ale wspomnienie tego co było złe przyprawia mnie o dreszcze. Ja chce mojego faceta kochać, podziwiać. A jego nie mogę. Gdybym była pewna, że dobrze robię. Boję się, że to ten jedyny (tak mi się wydawało) a teraz co?!
Nie, teraz nie tęsknię, mimo, że jestem miesiąc po rozstaniu.
Jak wiesz, byłam w toksycznym związku. Wystarczająco się napłakałam, wycierpiałam.
I jak napisał niemasensu, tak jak Ty, byłam za dobra. Łudziłam się, że mu pomogę, że się zmieni, że trudne dzieciństwo...
Pozwalałam się coraz gorzej traktować.
Człowiek, któremu zaufałam i pokochałam zaczął mnie krzywdzić, a co najgorsze czerpał z tego satysfakcję.
To chyba wystarczający argument.
Ktoś, kto chciał mnie zniszczyć nie zasługuje na moją uwagę. I tego sumiennie pilnuję.
W moim przypadku dokładnie to samo - trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia go do złego traktowania. Ale ja też nie byłam święta pod koniec. Mściłam się na nim poniżając go.
Mimo wszystko boję się, że tracę coś ważnego. Bo on się poprawiał, był coraz lepszy. To ja nie mogłam już wytrzymać. Boję się, że to ja mam problem, jestem przewrażliwiona i nadwrażliwa.
To jedyny facet, który potrafił przeprosić, wyciągał wnioski i się poprawiał. Ale wspomnienie tego co było złe przyprawia mnie o dreszcze. Ja chce mojego faceta kochać, podziwiać. A jego nie mogę. Gdybym była pewna, że dobrze robię. Boję się, że to ten jedyny (tak mi się wydawało) a teraz co?!
Jedyny facet, który umiał przeprosić... na świecie?
Jedyny też który żeby przeprosić najpierw musi dowalić najmocniej od początku zwiazku i obiecać, że sie zmieni? To jest takie ok?
A z tym ostatnim zdaniem to sie wiesz, obroc 8 razy wokół własnej osi, zrób salto i 5 razy pajacyka, a pozniej oblej zimną wodą.
Sprawdz maila.
thepass, nie ukrywajmy jacy są teraz faceci i kobiety. Wszyscy kłamią, mącą, zdradzają. Nie liczy się rodzina, nie liczy się druga osoba, nie liczy się nic. Nie można być wobec siebie w porzadku bo po co. Nie chce żyć z takimi ludźmi. Myslałam, że tej mój ukochany jest inny. Byłam przekonana, że mnie nigdy nie skrzywdzi. Bardzo się zakochałam i bardzo kochalam. Bardziej niż siebie. Mialam nadzieję, że on to zobaczy i doceni.. Wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi. Do niedawna mimo wszystko wierzyłam, że to ten.
Mail sprawdzony, odczytany, odpisany.
Trudno, żeby ktoś wymagał od Ciebie "świętości", kiedy rzekomo najbliższa Ci osoba, gnoi Cię na każdym kroku.
To normalna i zdrowa reakcja. Dzięki temu, że zaczęłaś się bronić, że zaczęło Ci przeszkadzać, uwolniłaś się od niego.
Uczucie straty czegoś cennego jest typowym dla uzależnionych od swoich dręczycieli.
Nie martw się, minie, tylko musisz dać sobie szansę.
Pisałam w Twoim poprzednim wątku,że w kwestii kłamstwa nasze poglądy są niemal identyczne.
Jeżeli Ty ( i ja
) potrafisz być szczera, oddana, wyrozumiała itp itd to inni ludzie też potrafią. Nie wszyscy,ale jacyś na pewno.
Nigdy nie jest za późno żeby zacząć układać życie od nowa.
Tylko musisz pamiętać ,że twarda z Ciebie babka, że świetnie dasz sobie radę.
Pierwszy krok za Tobą, odeszłaś od kogoś kto nie potrafił Cię docenić i uszanować. Tu już powinnaś być z siebie dumna.
Teraz kolejne - układnie swojego życia:) Pozbyłaś się balastu,teraz możesz zadbać o siebie:)
Musisz na to wszystko spojrzeć inaczej. To ON stracił,nie Ty.
Ja , jak jeszcze byłam smarkata to zakochałam się na zabój. W gimnazjum byłam, koleś starszy. Wkręciłam się w Niego do tego stopnia,że nawet nie załapałam ,że robi mnie w balona,że zdradza, kłamie etc. To było takie moje pierwsze, bardzo bolesne zderzenie z podłożem. Zerwałam, uciekłam. Sama się dziwie,że wtedy potrafiłam to wszystko skończyć jak tylko się dowiedziałam, że nie uwierzyłam w Jego ściemy. Miałam jakieś 14/15 lat a zachowałam się jak prawdziwa twardzielka. Ostatni cios jaki pozwoliłam sobie zadać to poinformowanie mnie ,że ta druga jest dużo lepsza ode mnie, że ja to raczej niewiele sobą reprezentuję. Wtedy obiecałam sobie ,że nie będę beczeć, wyć w poduszkę, nie i koniec. I wiesz,że faktycznie nie ryczałam? Naprawdę! Bolało jak cholera, tęskniłam, wspominałam,śniłam. Ale cały czas byłam silna. Teraz jak sobie to przypominam...Ten facet był palantem, naprawdę tragedia:D Ale ja , mimo,że zadłużyłam się w kimś takim sama sobie zaimponowałam. Ze wszystkich moich rozstań, to przetrwałam z największą klasą.
A wiesz ile razy myślałam,że właśnie kopnęłam 'tego jedynego' w tyłek? CHYBA Z MILION:o
'Sometimes you have to be your own hero' - ten cytat mam tu w profilu wpisany. Mam to wygrawerowane na zawieszce przy rzemyku. Najchętniej , wytatuowałabym to sobie na czole.
Cholernie ważne!
Masz okazję być swoim własnym bohaterem. Pierwszy krok już zrobiłaś! Chapeau bas! Dawaj , rób kolejne:)
Poznasz jeszcze wielu facetów, różnych , przeróżnistych! Siebie masz tylko jedną:) Życie jest krótkie, szybko przemija.
Szkoda go na wypinanie dupska w oczekiwaniu na kolejne kopniaki od 'tego jedynego'.
Wstawaj z kolan i układaj swoje puzzle od nowa;)
Mi pozostaje tylko trzymać kciuki:)
...Bardzo się zakochałam i bardzo kochalam. Bardziej niż siebie...
...i w tym tkwi problem, zastanów się lepiej czemu tak się dzieję. Dlaczego stawiasz mężczyznę ponad siebie.
Daj sobie czas, przemyśl, wyciągnij wnioski i zrób coś dla siebie.
Hahaha, ananaasowa_ i kokoss uwielbiam Was. Jak mam jakąś podłamkę to wchodzę tu i czytam co napisałyście. Wydaje mi się, że jesteśmy ulepione we trzy z tej samej gliny
.
Macie racje. Obwiniałam się, że w końcu go poniżałam, ale ile można wytrzymać. Dziś rozmawialiśmy chyba ostatni raz. On chce coś ze sobą zrobić, już zapisał się do psychoterapeuty, ale niech zmienia się nie moim kosztem. Może kiedyś.. ale na pewno nie teraz. Teraz kolej na mnie, ahoj, życie.
Ja wkręciłam sie w związek z o 5 lat młodszym kolesiem. Zakończyłam to w sierpniu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak cierpiałam. Jak on mógł? Ja atrakcyjna on przeciętny może nawet trochę gorzej. To rozstanie bolalo mnie fizycznie. W pewnym momencie powiedziałam dość! Ogarniam. Przeciez on to dziecko a ja wartościowa laska
mi pomogły przede wszystkim rozmowy i wypłakanie się a teraz juz tylko praca nad sobą i dużo czasu dla siebie. Tez podobnie jak autorka pierwszego postu skupiałam sie tylko na nim (może matkowałam) ale w końcu coś mnie otrzeźwiło. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno zlewka totalna brak kontaktu i do przodu a będzie ok ![]()
Tak jest febre, czas być superbabką! ![]()
Ufff ja rok temu przeżywałam to samo co ty
Dziś pakuję walizkę na weekendowy wypad z nowym facetem
Miałam miesiąc wyciągnięty z życia, schudłam bardzo dużo ( tu akurat nie narzekam
) ale jakoś tak wstałam 1 października i powiedziałam DOŚĆ! Na lodówce, w kalendarzu, w telefonie naklejałam karteczki "motywujące" samą siebie. Jasne, że wracały jakieś wspomnienia kiedy przechodziłam obok ulubionej knajpki, miejsc gdzie spędzaliśmy czas. I co z tego? Nie jestem kamieniem mam uczucia, grunt by się w nich nie "rozpływać" dać sobie czas na żałobę, na żal i wściekłość. W 95 % czas leczy rany, tylko trzeba go sobie dać ![]()
Tikens a dlaczego się rozstaliście?
Nie łam się mała:) Ważne żebyś trzymała pion i w stu procentach skupiła się na sobie:)
Każde rozstanie da się przetrwać ,nie ma rzeczy niemożliwych:)
Jak masz dziwne myśli przed kompem weź nerwosol. Pomaga. Ale psycholog też by się przydał.