Zauważyliście, że od niektórych zawodów niemalże wymaga się pracy charytatywnej czy wyraża oburzenie, że ktoś normalnie wycenia swoje usługi? Najczęściej dotyczy to osób z kwalifikacjami, które umożliwiają innym "normalne życie" - dotyczą zdrowia, nauki itd.
Do tematu zainspirowały mnie dwie wypowiedzi znalezione na tym forum. Jedna dotyczyła nauczycieli - że jak to, nie chcą zostawać za darmo po lekcjach i tłumaczyć dzieciom dodatkowo materiału albo dają - jakże niegodnie - płatne korepetycje, a przecież to kwestia wyłącznie życzliwości. Druga dotyczyła rehabilitantów - nie powinni żądać takich opłat za rehabilitację, skoro od tego zależy czyjeś zdrowie/życie. Pojawił się nawet pomysł, że wszystko powinno się opierać jakby na handlu wymiennym (nie pamiętam dokładnie, jak to zostało ujęte), że jeden daje to, co ma, inny za to coś innego. Jakby zrównanie cen, odebrałam to jako "ja Tobie dam chleb, Ty mnie za to będziesz rehabilitował".
Dlaczego uważa się, że jeśli coś komuś jest niezbędne, to ma to dostać za darmo, mimo że przecież wymaga takiej samej pracy od osoby wykonującej usługę? Nikt nie oczekuje np. nowej konsoli od producenta, ale bezpłatnego siedzenia po godzinach od nauczyciela czy darmowej prywatnej rehabilitacji już tak. Przecież np. rehabilitant tak samo poświęcał czas na kształcenie jak informatyk, mechanik czy aptekarz i robił to po to, żeby później mieć zawód i zarabiać. O ile zrozumiałe jest dla mnie pragnienie np. znalezienia rehabilitacji dla dziecka, to kompletnie wykracza poza moje możliwości oczekiwanie, że ktoś powinien poświęcać godzinę swojego czasu dziennie (+ x czasu np. na dojazdy) za darmo albo za kwotę oderwaną kompletnie od rzeczywistości. Dlaczego jednym pozwala się dorobić, a u innych widzi się od razu "dorabianie czyimś kosztem"?