Jestem w szczęśliwym, wydawałoby się, związku od 3 lat. Od 2 lat mieszkamy razem. Jak w każdym związku czasem było lepiej, czasem gorzej. Ale od stycznia zaczęło się między nami psuć. Nie kochaliśmy się, zaczęliśmy zachowywać się raczej jako znajomi, którzy mieszkają razem - mówiliśmy sobie zdawkowo co u nas się wydarzyło w ciągu dnia, rozmawialiśmy o rachunkach, trochę o studiach (ja nadal studiuję, on pracuje). Aż nagle w sierpniu dowiedziałam się, że mnie zdradził - z dziewczyną z mojego miasta, z którą kiedyś pracowałam, która dobrze wiedziała, że jesteśmy razem i razem mieszkamy. On zarzekał się, że to był tylko ten jeden raz, że zrobił to po pijaku i że nigdy więcej tego nie zrobi. Chciał nawet się wyprowadzić, abym mogła to przemyśleć. Jednak ja się nie zgodziłam - wybaczyłam mu. Choć zawsze gdy jest z kolegami na piwie zastanawiam się czy ona też tam jest (bo wiem, że w tym barze często bywa) i czy nie rozmawiają. Zaczęłam codziennie kontrolować mu telefon, ale nie było w nim żadnych rozmów ani smsów od niej. Jakiś czas temu, gdy był na piwie, wypił za dużo i ona wraz z innym kolegą go odprowadziła pod moje drzwi. Wiedziała dobrze, że jestem w mieszkaniu. Mój chłopk mówił, że nawet na nią nie patrzył, nie rozmawiał z nią. Potem okazało się, że dobierała się do tego kolegi.
Dziś ponownie wyszedł z kolegami na piwo, a potem pojechał na imprezę z nimi. Ja nie chciałam aby jechał, chciałam aby został ze mną. My nigdzie razem nie wychodzimy, zawsze to ja musze inicjować jakieś wyjścia, razem na imprezie nie byliśmy chyba rok a to nagle z kolegami chce wyjść. jeszcze przyszedł do mieszkania i mówił mi, przebierając sie na imprezę, że ja mu nigdy nie pozwalam nigdzie wyjść, że on też czasem chce pobawić się z kolegami beze mnie. Mówił, że ciągl go kontroluję i zawsze musi być tak jak ja chcę.
Czy naprawdę tak jest? Co mam robić, odpuścić? nie wiem kompletnie co mam ze sobą zrobić ...