Witam
Jako dziecko bardzo często przebywałam w szpitalu.Od 2 mca życia kilka razy w szpitalu w miejscowości gdzie mieszkali moi rodzice następnie jak miałam 5 mcy przewieziono mnie do szpitala oddalonego o kilkaset km od domu i byłam tam przez rok bez przepustek.później bardzo często przebywałam w szpitalach z przerwami do ok 8 roku życia.
Tak naprawdę to od niepamiętnych czasów zmagam się z depresją .
Przeszłam kilka psychoterapii i widzę poprawę(dużą)poprawę.
Na żadnej z nich nie przepracowałam tematu szpitala.Uznałam ,że to nie ma związku z depresją a może się bałam.
Miałam ogólnie dużo przejść w życiu i tym się zajmowałam.
Mama co jakiś czas wspomina jak będąc w szpitalu byłam przywiązywana do łużka gdy zaczynałam chodzić żeby nie przeszkadzać pielęgniarkom.Inne dzieci wtedy mi dokuczały a ja je gryzłam bo w inny sposób nie mogłam się bronić.
Mama nie mogła mnie odwiedzać.
Później jak już pamiętam były izolatki Dzieci mogłam obserwować tylko przez szyby.
To było 40 lat temu.
Może na forum jest jakaś osoba,rzeczywistość oddziałów dziecięcych tamtych lat.Może ktoś kto miał tam praktyki albo pracował wtedy na takim oddziale.
Czy rzeczywiście tak to wyglądało?
Podobne tematy
Moim zdaniem powinnaś koniecznie poruszyć na terapii problem szpitala. Takie długie rozłąki z rodzicami i ta szpitalna rzeczywistość prawie jak jakaś dżungla na pewno mocno cię poraniły. Wydaje mi się, że warto to przepracować.
Masz rację Emilio.Wiem o tym ale nie mam odwagi.Myśląc o szpitalu od razu płaczę nawet gdy pisałam post powyżej to zaczęłam płakać.
Na razie nie mam możliwości pójścia na terapię.Byłam na takiej trzymiesięcznej i wiem ile to kosztuje czasu i wysiłku, nie jest to łatwe.
Szukam osób, które mają podobne przejścia albo wiedzą jak wyglądało życie szpitalne w tamtych czasach .
Haniu, myślę, że omijałaś temat szpitala właśnie dlatego, że to Cię najbardziej boli i od tego zaczęły się Twoje problemy. Koniecznie od tego tematu trzeba zacząć terapię. Na pewno jest Ci trudno o tym mówić, ale dzisiaj zrobiłaś duży krok do przodu pisząc o tym. Dobrze, że wyzwoliły się emocje, które do tej pory tłumiłaś.
5 2014-09-18 20:25:25 Ostatnio edytowany przez Hania74 (2014-09-18 20:26:02)
Napewno pójdę na psychoterapię ale za jakiś czas.Na razie oswajam temat.Próbuję sobie coś przypomnieć, wyobraziść sobie co wtedy mogłam czuć.Nie jest to łatwe ponieważ zawsze kończy się łzami ale wiem, że muszę ze łzami to wszystko wyrzucić.Zależy mi na tym żeby wiedzieć jak wtedy wyglądały szpitale.Czasami coś mi się przypomina ale jak przez mgłę.
Na szczęście teraz dzieci w szpitalach mają lepiej.
Są wenflony i wkłucia centralne a kiedyś każda kroplówka to nowe wkłucie w żyłę.
Czasami patrzę na dzieci ,które się boją czegoś i jak biegną do rodzica- ja musiałam radzić sobie sama.
Teraz dopiero kiedy mam własne dziecko widzę jak wielkie znaczenie ma kontakt z rodzicami.
Mi to wszystko zabrano:(
Moja mama nic o mnie nie wie- kiedy zaczęłam siadać, mówić, kiedy wyszedł mi pierwszy ząb,w co się lubiłam bawić , co lubiłam jeść, kiedy powiedziałam pierwsze słowo......Pustka, straszna pustka............................
Depresja to stan skupienia, ciszy, a ja odnoszę wrażenie, ze byc może miałaś ADHD - nadpobudliwosc i dlatego wiazano Cie ( okropne metody, barbarzyńskie ), lub zamykano w izolatce ?
Czlowiek z depresja jest przeciwnością nadpobudliwości, jego " klatka " to jego cielesna powloka. Trzeba by wiecej wiedzieć o Tobie, by rozmyślnie moc odpowiedzieć.
Tamtych lat nit Ci Haniu, nie zwróci, trzeba skopić się na teraźniejszości... jeśli możesz staraj się nie wracac wspomnieniami do tamtych ciemnych lat Twojego zycia
7 2014-09-20 09:27:58 Ostatnio edytowany przez Hania74 (2014-09-20 09:29:50)
Dzięki za odpowiedź Maksi.
Nie miałam ADHD , na pewno, zresztą moja choroba nie pozwalała mi na nadmierną aktywność.
Przywiązywali mnie dlatego ,że jak dziecko rośnie to zaczyna interesować się światem i uczy się chodzić.Więc jak każde dziecko próbowałam wychodzić z łóżeczka i raczkować a później chodzić co bardzo utrudniało życie pielęgniarkom.Bały się,że wypadnę z łóżka albo oddale się gdzieś a co najgorsze zacznę uciekać bo zabiegi jakie przechodziłam były bolesne więc mnie przywiązywały:(
Tak samo było z zabawkami- nie dostawałam ich bo ciągle mi spadały a im się nie chciało ich podnosić.Więc jak już dostałam zabawkę to jak mi wypadła to już jej więcej nie dostałam..............Tak opowiadała mi mama.
W izolatce zamykano mnie gdy pogarszał się mój stan zdrowia wtedy każdy mógłby mnie czymś zarazić , nie mogłam mnieć z nikim kontaktu oprócz personelu szpitalnego:(:(
To jakaś obskurna i niesamowita historia znęcania ( a z pewnością złego traktowania ) się nad dziećmi w Dziecięcym szpitalu. - Jeśli masz taka wewnętrzną potrzebę, by podzielić się tym co Ciebie spotkało w tej placówce, dobrze by dać płatne ogłoszenie w codziennej gazecie z tej okolicy. Nie wykluczone, ze napiszą do Ciebie inne osoby, które jako dzieci były tam źle traktowane, być może wspólnie wspominając będziecie potrafili zaleczyć swoje głęboko wyryte rany pozostające w Waszych psychikach po dziś ?
Warto by spróbować nawiązać taki kontakt, skoro życie ze wspomnieniami z dzieciństwa odbija się echem w Twoim dorosłym życiu.
Zle traktowani nastolatkowie w katolickich gimnazjach dla chłopców w Irlandii zdołali upublicznić ich koszmarne wspomnienia gwałcenia przez wychowawców księży, których kościół początkowo chronił. Wnet ośmieleni t? spraw? osoby w innych regionach świata przedstawili podobne relacje i stopniowo udawało się doprowadzić zboczeńców przed trybunały. Kościoły w Szkocji i w Irlandii musiały wypłacić pokrzywdzonym wielomilionowe odszkodowania w ?.
Tak Maksio, ta historia też wydaje mi się jak z koszmarów.Wręcz nieprawdopodobna .
Nie pamiętam tamtego okresu a to co wiem usłyszałam od mamy i taty.Tata do tej pory nie potrafi o tym mówić.
Rozmowy na ten temat są dla mnie bardzo trudne.
Przebywałam w szpitalu od ok. 4mca życia do 15 mca życia bez przerwy.Podobno byłam najdłużej przebywającym dzieckiem na tym oddziale:(
Dlatego właśnie poprzez te forum szukam osób które pracowały wtedy w szpitalach dziecięcych, żeby porozmawiać czy takie praktyki były często stosowane czy akurat tamten oddział był wyjątkowy.
Wiem ,że nigdzie rodzice nie mogli być z dziećmi na oddziałach w latach siedemdziesiątych.
Może znajdzie się jakaś emerytowana pielęgniarka, salowa albo student , który miał praktyki.Na priva prześlę ewentualnie namiary oddziału.
Moze znajdziesz w archiwach szpitala jaki byl powod przetrzymywania Ciebie tam przez 11 miesiecy ? Wg mojego rozeznania powodem nie mogla byc depresja Twoja - moze wiec chodzilo tu o depresje rodzicow ?
Takie male dzieci nie maja jeszcze kory mozgowej tak wyksztalconej, by mozna bylo mowic o ich depresjii.
Maksio źle mnie zrozumiałaś.To nie depresja była powodem pobytów w szpitalu.Jestem chora na wrodzoną chorobę somatyczną.
Chodzi mi o to że od ok. dwudziestu lat cierpię dodatkowo na depresję. Zastanawiam się jaki wpływ na moją psychikę miał taki długi pobyt w szpitalu.
Byłam już na terapi(kilku terapiach) i przerobiła już zdarzenia,które mogły spowodować depresję ale nigdy nie poruszałam dogłębnie tematu szpitala bo to mnie przerasta.
Rzeczywiście, źle Ciebie zrozumiałem, ale, czy może mieć wpływ na dorosłe życie pobyt w szpitalu pomiędzy 4 a 15 miesiącem życia ? - Moze potrzebne Ci sa jakies spec leki na ktore nie mozesz sobie pozwolic, bo zagraniczne i drogie - moze wiesz co mogłoby Ci pomoc ? - Z mojej orientacji to potzreba światła słonecznego, a jak nie ma przeciwwskazań to może kwarcówkę od czasu do czasu. - Osobom z depresja potrzebne sa endorfiny, takie hormony szczęścia, których najczęściej ludziom brak i ten brak powoduje rożne chorobstwa z depresja włącznie, czy czym depresja to wierzchołek góry lodowej, bo za nia kryją sie inne choroby. Jest sposób na to, by zwiększyć wytwarzanie endorfin, wejdź na stronę
3w.naltrexon.com
Gdy jakieś nieszczęścia, odrzucenie spotkało Cie w późniejszym wieku, mógłbym założyć, iz ta obecna depresja ma związek z " tamt? " historia, ale skoro wtedy miałaś miedzy 4 a 15 miesięcy życia - watpie by miała jakiś związek, chociażby dlatego ze Twoj umysł daleki był wówczas od ukształtowania sie,
Jednym z powodow depresji jest takze bardzo ubogie stężenie we krwi witaminy D3. Jeli mozesz pozwolic sobie na wydanie 60 zl na takie badanie ( może mniej ) dobrze by poznać jego wynik.
Powinnaś mieć we krwi co najmniej od 20 do 60 ng/ml, ale 30 ng/ml byloby idealnie. Brak witaminy D3 wpływa na funkcjonowanie w organizmie ponad 1000 hormonów, a jej brak jest w skutkach fatalny. Ciągle przebywamy w pomieszczeniach, jeździmy samochodami, odcięci od promieni słonecznych - stad nasze krzyczące braki