netkobietyWszystkie działy
Wychowanie, zdrowie i edukacja dziecka

Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

44 odpowiedzi5 573 wyświetleniazałożony przez Eileen, 16.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 45 ]

1

Temat: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Wszystkim wiadomo, jak w przeciętnej publicznej szkole wygląda klasa - około 30 osób, jedna nauczycielka i... zapraszamy do nauki. O ile jeszcze w wielu miejscach przyjęło się robić testy z języków obcych i dzielić dzieci na grupy, to jednak testów z matematyki, polskiego i całej reszty przedmiotów się nie robi, bo - w założeniach - program jest dla każdego dziecka.

Oczywiste, że w tak dużej grupie, każde dziecko ma inne zdolności - mniejsze lub większe. I często nauczyciel staje przed wyborem - wytłumaczyć kolejny raz temat jakiś tam, co odbije się tym, że nie zdążą przerobić materiału zaplanowanego na dany semestr/rok, czy iść zgodnie z rozpiską i nie patrzeć na tych, którzy dalej ani w ząb. wink

Jeśli wybierze opcję pierwszą, istnieje szansa, że część tych z zaległościami w końcu zrozumie i będzie mogła dalej w pełni uczestniczyć w lekcjach. Tyle że... na koniec zostaną nieprzerobione w ogóle tematy lub tylko "opowiedziane" pobieżnie, co by odfajkować, że było i tyle. Z kolei druga opcja daje możliwość przerobienia większej ilości materiału, jednak - głównie w przypadku matematyki, fizyki, chemii - oznacza, że ci, co byli z tyłu, będą z tyłu jeszcze bardziej, bo np. nie umiejąc rozwiązać równania z jedną niewiadomą, nie rozwiążą tym bardziej układu 2-3 równań.

Jak więc powinien postąpić nauczyciel wg Was w podobnych sytuacjach? Czyje "dobro" powinno być ważniejsze? Dlaczego?

2

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Oczywiście poziom wyznaczają ci przeciętni. Słabeuszom można coś tłumaczyć raz czy drugi, ale bez przesady.
Podobnie z dziećmi wybitnie uzdolnionymi - zwykle są ulubieńcami nauczycieli, ale to nie oznacza, że nauczyciel ma prawo poswięcac takiemu uczniowi pół lekcji.

Z drugiej strony z wlasnej szkoły pamiętam, że bardzo mało jest dzieci, które mają faktyczny problem z nauką a znacznie więcej jest takich, ktore maja zaleglosci.

Zwykle tez dla dzieci takich byly organizowane lekcje wyrownawcze wiec to tez nie bylo tak, ze takie dzieci byly pozostawione samym sobie.

3

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Może powiem jak to było u mnie, nie było wracania do materiału, chyba że dosłownie cała klasa miała z nim problem, ale nauczyciele brali pod uwagę możliwości ucznia, jego starania a nie tylko znajomość materiału, więc jeśli ktoś się starał, odrabiał prace, chodził na zajęcia dodatkowe, to dostawał podciągniętą nieco ocenę.

Pamiętam taki wpis w regulaminie do biologi "Ocena dobra u Kowalskiego nie jest równa ocenie dobrej u Iksińskiej".

Sama miałam podciągniętą ocenę z matmy w liceum, bo ze wszystkich przedmiotów miałam 5 i 6, jedynie z matmy miałam 2, wyciągnięto mi je na 3 tongue Pani po prostu wiedziała że jestem matematycznym głupkiem i choćbym stawała na rzęsach to lepiej nie będzie, za to z geometrii byłam bardzo dobra. Szkoda bo kocham matematykę, wszystko jest matematyką i bardzo chciałabym lepiej ją rozumieć, ale no cóż tak już mam wink

Uważam że to dobre że uczniów nie traktuje się jako masę, tylko jednak bierze się pod uwagę to że jeden uczeń ma talent, nie musi wkładać dużo pracy, a drugi choć bardzo się stara to mu nie wychodzi.

Oczywiście nie dotyczy to leserów którym się po prostu nie chce, mówię o uczniach którzy mają problemy, ale się starają.

4

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Uważam ,ze zawsze lepiej cisnąć w goreć z programem i poziomem, stawiać wysoko poprzeczkę,  niż ciągnąc w dół kosztem zaległości i kiepskiego poziomu , no ale ja  na temat edukacji mam  typowo azjatyckie podejście i w umiarze popieram ich model dyscypliny  - wysokie wymogi i poziom również z tej wyższej półki   
Lepiej niech dziecko  zmusi się do maksimum swoich możliwości, niż by nie dawało z siebie nawet minimum, bo tak łatwiej

5

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
mortisha napisał/a:

Uważam ,ze zawsze lepiej cisnąć w goreć z programem i poziomem, stawiać wysoko poprzeczkę,  niż ciągnąc w dół kosztem zaległości i kiepskiego poziomu , no ale ja  na temat edukacji mam  typowo azjatyckie podejście i w umiarze popieram ich model dyscypliny  - wysokie wymogi i poziom również z tej wyższej półki   
Lepiej niech dziecko  zmusi się do maksimum swoich możliwości, niż by nie dawało z siebie nawet minimum, bo tak łatwiej

No dobra, ale co z dziećmi które no starają się, ale są po prostu no nazwijmy to po imieniu głupsze? Mogłyby mieć swoje klasy, ale to też byłoby już takie sortowanie na lepszych i gorszych, trochę bez sensu.

6

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Czemu bez sensu?  może i z sensem
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy
Zresztą   takie sortowania są  tylko  bardziej humanitarnie rozegrane. Są szkoły  o bardzo wysokim poziomie gdzie nie każdy pierwszy lepszy  tam się potrafi dostać,  wymogi  wiedzy, inteligencji kosmicznie wysokie, perfekt napisane /zaliczone wcześniej  egzaminy trzeba zdać ,a są tez takie szkoły, które przyjmują wszystkich jak leci bez wcześniejszych testów i egzaminów i tu pisze o podstawówkach również smile
Nasza akurat chodzi do sportowej gdzie miała maksymalna ilość punktów z zaliczonej praktyki, kto nie uzyskał wysokich not ten się nie dostał

7

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Małpa69 napisał/a:
mortisha napisał/a:

Uważam ,ze zawsze lepiej cisnąć w goreć z programem i poziomem, stawiać wysoko poprzeczkę,  niż ciągnąc w dół kosztem zaległości i kiepskiego poziomu , no ale ja  na temat edukacji mam  typowo azjatyckie podejście i w umiarze popieram ich model dyscypliny  - wysokie wymogi i poziom również z tej wyższej półki   
Lepiej niech dziecko  zmusi się do maksimum swoich możliwości, niż by nie dawało z siebie nawet minimum, bo tak łatwiej

No dobra, ale co z dziećmi które no starają się, ale są po prostu no nazwijmy to po imieniu głupsze? Mogłyby mieć swoje klasy, ale to też byłoby już takie sortowanie na lepszych i gorszych, trochę bez sensu.

No tak, trochę bez sensu. A z drugiej strony trochę bez sensu jest chyba nierealizowanie materiałów przez całą klasę ze względu na nienadążającą część. Czy w ogóle z takiej sytuacji jest wyjście? Mi przychodzi na myśl tylko to, o czym mniej więcej pisała mortisha - po prostu testy, segregujące uczniów wg wiedzy/zdolności, nie wiem.

Z drugiej strony jest jeden argument przeciwko takim podziałom - że jednak ci lepsi jakoś ciągną słabszych, nie tylko przez pomoc w nauce, po prostu zawsze jest jakaś grupa, która ten poziom "trzyma", tak by tego nie było. No ale znowu (nie wiem już od której strony big_smile) - te mądrzejsze dzieci nie mają chyba obowiązku ciągnięcia grupy do góry, w sensie nie muszą myśleć, jak tamtym będzie lepiej, tylko jak im. Tak źle i tak niedobrze, ale moim zdaniem takie testy to najlepsze wyjście.

8

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Ale chodzi o szkołę podstawowa, gimnazjum czy liceum? W podstawówce istnieje ten problem, bo dzieci do klas są przyjmowane bez żadnych kryteriów. W gimnazjum też jest, ale mniejszy, bo są już kryteria. A w liceum pewnie też jest, ale na znacznie mniejszym poziomie, bo np. w elitarnych liceach uczniowie są na wyrównanym poziomie (nadal ktoś jest lepszy lub gorszy, ale nie jest tak, że odstaje).

9 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-09-16 19:24:10)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Dlatego właśnie piszę, że dobrym rozwiązaniem jest kiedy nauczyciel omawia materiał normalnie, ale bierze poprawkę na co mniej zdolnych uczniów i jeśli się starają traktuje ich ulgowo. Uważam że o ile takie dzielenie dzieci ma sens na etapie gimnazjum, liceum, o tyle w podstawówce wydaje mi się to nieetyczne, pozwólmy dzieciom być dziećmi nie powinny czuć się ani lepsze ani gorsze.

10

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Małpa69, dlaczego nieetyczne? Przecież nie chodzi o jakieś dzielenie "Ty coś umiesz, a Ty jesteś zerem", tylko o podział tego w ich własnym interesie. Piszesz, żeby traktować ulgowo kogoś, kto się stara, ale nie daje rady - przecież to mu nie pomoże. Nie lepiej by było, gdyby powtórzył klasę albo uczył się tam, gdzie poziom byłby do niego dostosowany, niż gdyby machnąć ręką na to, że nie umie, bo "się stara"? Przecież te braki w końcu wyjdą na jaw, im później, tym gorzej dla niego. W podstawówce właśnie to może być do nadrobienia tylko tabliczka mnożenia czy pole wielokąta, a jak się ocknie w szkole średniej, to mu wyjdzie naście lat do nadrabiania.

11 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-09-16 20:35:59)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Eileen u mnie w podstawówce (chodziłam do rejonu), była klasa integracyjna, innymi słowy taka dla mniej zdolnych uczniów, albo takich z problemami wychowawczymi, wadami wymowy i raczej większość tych "lepszych" miała do nich wąty, nie jeden z mojej klasy dokuczał tamtym dzieciom. To tylko dzieci które z jednej strony choć urocze to potrafią być na prawdę wredne, wiadomo nie uchronimy dzieci przed tym zupełnie, ale uważam że podstawówka nie jest miejscem do tego aby takie segregacje przeprowadzać.

Eileen tu nie chodzi jak mówiłam o leni, tylko o dzieci w niewielkim stopniu upośledzone, nie wszędzie są szkoły dla takich osób, a dzielenie ich w jednej to poroniony pomysł. Zresztą zwykle takie dzieci w szkołach specjalnych jeszcze bardziej głupieją bo chłoną jak gąbka wszelkie zachowania rówieśników. Znam osobiście taki przypadek ze szkoły specjalnej gdzie połączono dzieci upośledzone z dziećmi jak z kryminału, efekt... no cóż dzieci upośledzone zaczęły naśladować tych drugich.

Gimnazjum czy liceum to już nie problem, kto jest dobry może iść do lepszej szkoły, jak ktoś był dobry a poszedł to gorszej to już jego problem. Podstawówka to tylko podstawówka, nie przeceniałabym jej roli.

12

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Zgadzam się z Eileen - równanie do przeciętności wszystkim szkodzi - zdolnym, bo nie mogą się rozwijać, niezdolnym, bo nie nadążają, a i wśród przeciętnych są osoby o różnym stopniu przeciętności.

13 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2014-09-17 11:48:26)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Wiele lat pracowałam w szkołach publicznych i często zadawałam sobie to pytanie.Odpowiedź przyszła po prostu sama.Kiedy widziałam,że klasa jest słabiutka z mojego przedmiotu, robiłam wszystko by po prostu nadrobić zaległości bo  nie da się iść do przodu jak się nie ma podstaw.Jeśli zauważyłam kogoś odstającego od poziomu pracowałam z nim indywidualnie by się rozwijał i nie nudził.
Kiedy klasa była nienajgorsza zawsze podciągałam poziom trochę wyżej i obserwowałam jak idzie praca uczniom.
Przyznam,że nie spotkałam się z czymś takim jak "dziecko mniej zdolne". Może dlatego,że starałam się tak tłumaczyć i tak pracować z dziećmi by każdy miał szansę zrozumieć materiał.
Do znudzenia powtarzaliśmy,wracaliśmy do przerobionych zagadnień i w sumie kłopoty mieli tylko ci,którym się nie chciało.

Moja córka chodzi do szkoły prywatnej i tutaj wyraźnie widać,że poziom jest wysoki. Na razie jest w trzeciej klasie ale już na zakończeniu roku nie było głaskania po główce(jak to bywa w klasach 1-3) w stylu: wszyscy jesteście dobrzy-wszyscy dostaniecie nagrody/dyplomy. Nagrody dostała dwójka dzieci po to by zdopingować inne do pracy.
Zazwyczaj po czwartej klasie w tej szkole przeprowadzana jest rozmowa z rodzicami dzieci słabszych,że albo muszą wiecej pracować by nie odstawać albo powinny zmienić szkołę.Oczywiście jeśli rodzice  mają inne zdanie mogą  w szkole dziecko zostawić.Ale jeśli nie biorą się do roboty jest im coraz trudniej.
Szkoła de facto przyjmuje do podstawówki wszystkie dzieci jednak pierwszeństwo mają dzieciaki zdolne w jakiejś dziedzinie i na dniach otwartych rodzice sobie gwarzą z nauczycielami i dyrekcją a dzieci mają jakieś testy i badania w kwestii przydatności ich w danej szkole.

14

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Małpa69, ja nie mówiłam o dzieciach z lekkim upośledzeniem, po prostu w zwykłych klasach też zawsze zdarzają się dzieci, które są mniej zdolne i odstają z programem.

Co do dzieci z upośledzeniem, no to jeśli to wynika z choroby, a nie z tego, że po prostu czegoś nie zrozumiały, to nawet jedno powtórzenie więcej nie sprawi, że dogonią resztę i będą odtąd z materiałem na bieżąco, tylko po prostu na każdą część materiału będą potrzebować dużo więcej czasu. Tutaj by trzeba przyjąć całkiem inne tempo na cały rok właściwie, jeśli akurat jest tak, że upośledzenie powoduje wolniejsze "ogarnianie" nauki, więc to chyba tym bardziej odpada - nie można dostosować nauki całej klasy pod jedno chore dziecko, nieważne, jakby się to niehumanitarne czy egoistyczne wydawało. Przecież pozostała część klasy ma prawo do nauki w normalnym tempie.

Generalnie dzieci z upośledzeniem uważam za trochę inny temat, bo jeśli to właśnie jest sprawa choroby, to kilka powtórzonych lekcji niczego nie zmieni - pojawią się nowe tematy i co? Każdy powtarzać do skutku? Z programem nauczyciele nieraz nie wyrabiają się w klasach z samymi dziećmi zdrowymi... Najlepszym chyba wyjściem są szkoły integracyjne, tyle że wiadomo, zbyt wiele takich pewnie nie ma. Akurat w moim mieście (nie największe, powiat) był taki zespół szkół integracyjnych, podstawówka i gimnazjum, moja przyjaciółka tam chodziła. W klasie był normalny nauczyciel a do tego dodatkowa osoba, np. po pedagogice, nie pamiętam, jak to się nazywało (nauczyciel wspierający? nie, jakoś inaczej, ale sens ten), która siedziała zawsze przy tych dzieciach z upośledzeniem jakimś i pomagała im - tłumaczyła dodatkowo, pomagała z pisaniem itd., a cała klasa robiła swoje normalnie.

15

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Zgadzam się z gojką też uważam że termin 'dziecko mniej zdolne" jest terminem ciut przereklamowanym...Moim zdaniem dobry nauczyciel tak zrobi i tak dostosuje materiał żeby każdy zrozumiał... Miałam w gimnazjum nauczycielkę matematyki...panią leciwą która jeszcze mojego tatę uczyła...Cóż nie było u niej ucznia który by nie rozumiał...Na pierwszy ogień szła teoria...przepytywała z niej na wyrywki jak złapała kogoś kto nie wykuł regułek stawiała pałę, na drugi dzień znów go pytała jeśli znów nie umiał znów pała i tak do skutku...wszyscy chodzili jak szwajcarskie zegarki...Zawsze powtarzała "jak naumiesz się regułki to i zadanie zrobisz" Jeśli ktoś mimo wykucia regułki kulał całej klasie zadawała ćwiczenia a z tym kimś pracowała indywidualnie przy tablicy-kazała mówić głośno co po czym robi i czemu tak...Na bieżąco poprawiała...To był nauczyciel z powołania...Jak złapała kogoś że gada na lekcji brała długą drewnianą linijkę i krzyczała "Łapy!"- nie przejmowała się że jest zakaz "bicia" dzieci tylko trzaskała po łapach aż duden szedł...żadno się mamusi nie poskarżyło.Dzieciaki ją szanowały mimo ze miała niecałe 150 cm wzrostu przez co nazywaliśmy ją "Gucia" podczas gdy innych nauczycieli obrzucali kiełbasą z kanapek i  przeżutymi kulkami papieru (fuj!).Zapracowała sobie na szacunek i autorytet bo nigdy nie powiedziała "nie obchodzi mnie że nie rozumiesz, daj mi spokój muszę gonic z programem" Na koniec każdego tematu pytała "Czy wszyscy rozumieją?" jeżeli odp była twierdząca na drugi dzień losowo brała 3 osoby do tablicy i dawała jakiś przykład, jeżeli ktoś nie umiał go zrobić stawiała pałę i mówiła "Wiesz za co ta pała? nie za to że nie umiesz, tylko za to że mnie wczoraj oszukałeś/łaś po czym brała delikwenta  na bok i tłumaczyła do skutku... Każdemu tłumaczyła do zarzygania. I o dziwo nigdy z programem do tyłu nie była...Chcieć to móc. Szkoda że tacy nauczyciele to jednostki wymierające już...

16

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

W maturalnej klasie dostaliśmy nową matematyczkę, bo przy poprzedniej połowa klasy miała korki(a było nas w klasie trochę ponad 20, 6h matematyki tygodniowo). Babeczka przez cały rok przerobiła materiał 3 klasy, zrobiła powtórkę z klas 1-2 i dawała jeszcze radę całą klasę wywołać do tablicy. Dwukrotnie. Jeśli ktoś się starał, regularnie odrabiał zadania i ogarniał, co się dzieje - miał większy luz. Jak ktoś nie nadążał - stał przy tablicy do oporu. Ci, którzy podeszli do matury, mieli ok. 50% z matmy. A były niezłe barany w klasie.

Z kolei będąc w gimnazjum byłam w bardzo dobrej klasie, na koniec 3 z 24 dziewczyn nie miały paska. I trzeba przyznać, że miałyśmy świetny zespół nauczycieli, słabiej uczące się dziewczyny równały w górę, zawsze można było liczyć na to, że nauczyciel został z nami po lekcjach, żeby coś wytłumaczyć.

Takie podejście mi się podoba - żeby wyłożyć materiał jak najprostszym językiem, słabszych brać na pierwszy ogień, bo ci, którzy rozumieją to sobie poradzą. I w przypadku matematyki/fizyki/chemii - do tablicy, non stop. Czasami brakuje na to czasu, szczególnie jeśli klasa liczy 30 i więcej osób. Jednak wydaje mi się, że powinny być jakieś zajęcia wyrównujące(takie miałam w podstawówce). Kumaci sobie poradzą, tylko nie można pozwolić na zaległości, ale tym mniej trzeba dać szansę na to, by mogli spokojnie opanować podstawy. Jeśli takowe się przyswoi, to później jest już łatwiej.

17

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Zgadzam się z Tobą w 100%, tylko widzisz ludzie są teraz wyrachowani i usłyszałam  np w liceum od chemicy " A co myslicie że zostanę z wami po lekcjach, a kto mi za to zapłaci, jak jesteście na tyle tępi że nie rozumiecie podstawowych rzeczy to niech wam matka z ojcem korepetycje załatwi". Rozumiem pieniadze są każdemu potrzebne ale czasem wystarczy trochę pokory i ludzkiego podejścia do sprawy...

18

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

No ja nie uwazam zeby nauczycielka w liceum miala jakis moralny obowiazek zostawac po lekcjach za free i tlumaczyc. Licealisci są o krok od doroslosci. To nie są malutkie dzieci. Kiedys trzeba sie z tą dorosloscia zmierzyc, bo za chwile bedziemy oczekiwac, że na studiach wykladowcy powinni zostawac po godzinach i slabszym studentom tlumaczyc zaleglosci.

;P

19 Ostatnio edytowany przez Magda8891 (2014-09-17 15:25:54)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Moralnego obowiązku nie ma zostać po lekcjach ale ma obowiązek  wynikający z zawodu jaki wykonuje porządnie nauczyć i czasem wystarczy zwykła ludzka uprzejmość...I nie oszukujmy się ale po pierwsze nie tłumaczą jak się należy a po drugie podsyłają jedna drugiej sobie ludzi na korki... Mówisz o krok od dorosłości... Ten krok jeszcze długo nie zostanie postawiony a obowiązkiem nauczyciela jest przygotować porządnie ludzi do matury... Popatrz w liceach ile jest osób które nie mają problemu z matmą chemią czy fizyką? na palcach jednej ręki można zliczyć ...Raptem następują jedne po drugich pokolenia debili? Dyskalkulatów???

20 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2014-09-17 15:25:49)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
ObietnicaPoranka napisał/a:

Zgadzam się z Eileen - równanie do przeciętności wszystkim szkodzi - zdolnym, bo nie mogą się rozwijać, niezdolnym, bo nie nadążają, a i wśród przeciętnych są osoby o różnym stopniu przeciętności.

Zdolni mogą się bez problemu rozwijać na kółkach i przez branie udziału w olimpiadach, a dla tych mało zdolnych są lekcje wyrównawcze lub korepetycje.

21

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Magda8891 napisał/a:

Moralnego obowiązku nie ma zostać po lekcjach ale ma obowiązek  wynikający z zawodu jaki wykonuje porządnie nauczyć i czasem wystarczy zwykła ludzka uprzejmość...I nie oszukujmy się ale po pierwsze nie tłumaczą jak się należy a po drugie podsyłają jedna drugiej sobie ludzi na korki... Mówisz o krok od dorosłości... Ten krok jeszcze długo nie zostanie postawiony a obowiązkiem nauczyciela jest przygotować porządnie ludzi do matury... Popatrz w liceach ile jest osób które nie mają problemu z matmą chemią czy fizyką? na palcach jednej ręki można zliczyć ...Raptem następują jedne po drugich pokolenia debili? Dyskalkulatów???

Zobacz ile mlodzieży szlo kiedys do liceów a ile teraz. Nie kazdy musi miec mature - czas sobie przypomniec o szkolach zawodowych jezeli nie jest sobie w stanie przyswoic chemii czy fizyki.

22 Ostatnio edytowany przez Magda8891 (2014-09-17 15:47:07)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

A myslisz że w szkołach zawodowych czy technikach nie ma matematyki czy chemii? Grubo się mylisz smile Taki cukiernik bez znajomości chemii...Rewelacja.  Jasne że nie każdy musi mieć maturę tylko potem nie narzekajmy że Polskę zalewa fala ludzi darmozjadów ciągnących kasę z mopsu... Jeżeli będzie cukiernikiem czy blacharzem to zwłaszcza w mniejszym mieście pracy nie znajdzie... A Pani nauczycielka dalej bedzie pierdziała w stołek i dawła z siebie minimum

23

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Iceni napisał/a:

Zobacz ile mlodzieży szlo kiedys do liceów a ile teraz.

No szło dużo młodzieży do zawodówek masz rację ale hello!!! to już nie komuna gdzie każdy po zawodówce miał pracę!!!

24

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Bez przesady, ja też nie uważam, żeby nauczyciel miał obowiązek zostawania po godzinach, jeśli nie ma ochoty. Argument z tym, że wiele osób nie rozumie, więc to on źle uczy, jest bez sensu - równie dobrze można powiedzieć, że skoro część rozumie, to znaczy, że pozostali mają gdzieś to, co nauczyciel mówi. Przecież nauczyciel ma kilka klas, niech zostanie z każdą po lekcjach raz... no sorry, też ma prawo do prywatnego życia i czasu wolnego. Gdybym już miała zostawać za darmo po lekcjach, to tak, jak ktoś wyżej wspomniał - na kółkach przedmiotowych dla tych zdolnych właśnie, żeby ich przygotować do konkursów itd. Reszta może znaleźć korki.

25

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Magda8891 napisał/a:

A myslisz że w szkołach zawodowych czy technikach nie ma matematyki czy chemii? Grubo się mylisz smile Taki cukiernik bez znajomości chemii...Rewelacja.  Jasne że nie każdy musi mieć maturę tylko potem nie narzekajmy że Polskę zalewa fala ludzi darmozjadów ciągnących kasę z mopsu... Jeżeli będzie cukiernikiem czy blacharzem to zwłaszcza w mniejszym mieście pracy nie znajdzie... A Pani nauczycielka dalej bedzie pierdziała w stołek i dawła z siebie minimum

A myslisz   że dla takich po ogolniaku pracy jest wiecej? ;D
A jezeli ktos sobie w liceum nie radzi to jeszcze mniejsza szansa jest ze sobie poradzi na studiach ;P

26 Ostatnio edytowany przez Magda8891 (2014-09-17 18:29:05)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Iceni napisał/a:
Magda8891 napisał/a:

A myslisz że w szkołach zawodowych czy technikach nie ma matematyki czy chemii? Grubo się mylisz smile Taki cukiernik bez znajomości chemii...Rewelacja.  Jasne że nie każdy musi mieć maturę tylko potem nie narzekajmy że Polskę zalewa fala ludzi darmozjadów ciągnących kasę z mopsu... Jeżeli będzie cukiernikiem czy blacharzem to zwłaszcza w mniejszym mieście pracy nie znajdzie... A Pani nauczycielka dalej bedzie pierdziała w stołek i dawła z siebie minimum

A myslisz   że dla takich po ogolniaku pracy jest wiecej? ;D
A jezeli ktos sobie w liceum nie radzi to jeszcze mniejsza szansa jest ze sobie poradzi na studiach ;P

No na pewno prędzej znajdziesz prace po ogólniaku niż po zawodówce...Ogólniak daje otwarte drzwi na studia zawodówka nie daje nic... smile I przepraszam Cię bardzo ale ja np całą podstawówkę i gimnazjum miałam z matmy 5 a w liceum wogóle sobie z matą czy chemią nie radziłam Ledwo wyciągnęłam na 2. Tylko i wyłącznie dzięki moim rodzicom których było stać na korki zdałam maturę z matmy na 86% na poziomie rozszerzonym a poszłam na studia UJ gdzie miałam między innymi logikę i zdałam egzaminy na 4 smile wiec oczymś to świadczy smile Nie czuję się debilem przez to że w liceum sobie nie radziłam ze ścisłymi przedmiotami smile za to uważam że pani nauczycielka tak z chemii jak i z matematyki marnowała czas nie tylko swój ale i nasz nie tłumacząc jak trzeba.

27

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Eileen napisał/a:

Bez przesady, ja też nie uważam, żeby nauczyciel miał obowiązek zostawania po godzinach, jeśli nie ma ochoty. Argument z tym, że wiele osób nie rozumie, więc to on źle uczy, jest bez sensu - równie dobrze można powiedzieć, że skoro część rozumie, to znaczy, że pozostali mają gdzieś to, co nauczyciel mówi. Przecież nauczyciel ma kilka klas, niech zostanie z każdą po lekcjach raz... no sorry, też ma prawo do prywatnego życia i czasu wolnego. Gdybym już miała zostawać za darmo po lekcjach, to tak, jak ktoś wyżej wspomniał - na kółkach przedmiotowych dla tych zdolnych właśnie, żeby ich przygotować do konkursów itd. Reszta może znaleźć korki.

Szkoda że nie każdy na te korki ma wink

28

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Magda8891 napisał/a:
Iceni napisał/a:
Magda8891 napisał/a:

A myslisz że w szkołach zawodowych czy technikach nie ma matematyki czy chemii? Grubo się mylisz smile Taki cukiernik bez znajomości chemii...Rewelacja.  Jasne że nie każdy musi mieć maturę tylko potem nie narzekajmy że Polskę zalewa fala ludzi darmozjadów ciągnących kasę z mopsu... Jeżeli będzie cukiernikiem czy blacharzem to zwłaszcza w mniejszym mieście pracy nie znajdzie... A Pani nauczycielka dalej bedzie pierdziała w stołek i dawła z siebie minimum

A myslisz   że dla takich po ogolniaku pracy jest wiecej? ;D
A jezeli ktos sobie w liceum nie radzi to jeszcze mniejsza szansa jest ze sobie poradzi na studiach ;P

No na pewno prędzej znajdziesz prace po ogólniaku niż po zawodówce...Ogólniak daje otwarte drzwi na studia zawodówka nie daje nic... smile I przepraszam Cię bardzo ale ja np całą podstawówkę i gimnazjum miałam z matmy 5 a w liceum wogóle sobie z matą czy chemią nie radziłam Ledwo wyciągnęłam na 2. Tylko i wyłącznie dzięki moim rodzicom których było stać na korki zdałam maturę z matmy na 86% na poziomie rozszerzonym a poszłam na studia UJ gdzie miałam między innymi logikę i zdałam egzaminy na 4 smile wiec oczymś to świadczy smile Nie czuję się debilem przez to że w liceum sobie nie radziłam ze ścisłymi przedmiotami smile za to uważam że pani nauczycielka tak z chemii jak i z matematyki marnowała czas nie tylko swój ale i nasz nie tłumacząc jak trzeba.

Z tą pracą po ogólniaku tobym się kłóciła. Dużo zależy od szczęścia. Po zawodówce zawsze jest jakiś papier w ręku, z którym można gdzieś startować. A jak ktoś chce kontynuować naukę - może sobie na to pozwolić.

Jednakże, wracając do tych zajęć wyrównujących, nadal uważam, że takie powinny być. Wiadomo, nauczyciele chcieliby za to kasę i myślę, że jest to całkowicie zrozumiałe. I też wydaje mi się, że jeśli ktoś jest słaby z jakiegoś przedmiotu to korki są jak najbardziej pożądane. Sama, od końca gimnazjum, na takie chodziłam. Jednak skłaniam się ku temu, że skoro szkoła ma czegoś uczyć, to też powinna pomóc osobom słabym. Jeśli są zajęcia dla najlepszych, to dlaczego nie miałoby być tak w drugą stronę?

29

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

W takim razie kto kończył zawodówkę? gwarantuje że większość jest po liceum...Czemu akurat liceum? nie oszukujmy się ale wszyscy wiemy co ludzie z liceów myślą o tych z zawodówek smile I mają po części rację bo ich zachowanie to tylko wierzchołek góry lodowej

30

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Magda8891 napisał/a:
Iceni napisał/a:

Zobacz ile mlodzieży szlo kiedys do liceów a ile teraz.

No szło dużo młodzieży do zawodówek masz rację ale hello!!! to już nie komuna gdzie każdy po zawodówce miał pracę!!!

A czy każdy po studiach ma pracę???

Nie czarujmy się, dobry fachowiec po zawodówce często zarabia dwa razy więcej niż osobnik po studiach zrobionych "dla zasady".

31

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Magda8891 napisał/a:
Eileen napisał/a:

Bez przesady, ja też nie uważam, żeby nauczyciel miał obowiązek zostawania po godzinach, jeśli nie ma ochoty. Argument z tym, że wiele osób nie rozumie, więc to on źle uczy, jest bez sensu - równie dobrze można powiedzieć, że skoro część rozumie, to znaczy, że pozostali mają gdzieś to, co nauczyciel mówi. Przecież nauczyciel ma kilka klas, niech zostanie z każdą po lekcjach raz... no sorry, też ma prawo do prywatnego życia i czasu wolnego. Gdybym już miała zostawać za darmo po lekcjach, to tak, jak ktoś wyżej wspomniał - na kółkach przedmiotowych dla tych zdolnych właśnie, żeby ich przygotować do konkursów itd. Reszta może znaleźć korki.

Szkoda że nie każdy na te korki ma wink

Okej, nie każdy ma, ale czy to dalej oznacza, że nauczyciel ma stać się instytucją charytatywną i siedzieć po godzinach? Godzina jego pracy też ma swoją cenę, dlaczego to on ma poświęcać czas - czyli kasę, bo w tym czasie mógłby np. dawać korki właśnie odpłatnie, a nie rodzice dziecka?

32

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Jak sama nazwa wskazuje nauczyciel ma nauczać a skoro nie robi tego tak jak trzeba to niestety efektem tego są klasy gdzie bardzo dużo dzieciaków jest zagrożonych...Nie mówię o ludziach którzy się nie chcą nauczyć bo zdaję sobie sprawę że jak ktoś nie chce to na siłę nauczyciel mu do głowy nie wbije ale jeżeli ktoś naprawde chce się nauczyć to nie rozumiem czemu taki nauczyciel nie może poświęcić mu czasu...Jak pisałam nie każdy ma na korki...A czasem wystarczy porządnie indywidualnie wytłumaczyć i nie trzeba przesiadywać godzinami...Tak po ludzku...Ale ludzkości w nas coraz mniej... Problem w tym że wszystko jest przeliczane na kasę,a że w trakcie godzin pracy się pani nie przykłada to inna sprawa...Jak pisałam wyżej jak nauczyciel chce to nauczy wszystkich na każdym poziomie... Nie wiem czy teraz są w szkołach zajęcia wyrównawcze u mnie były tylko w podstawówce

33

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

nauczyciel - naucza
a uczeń się - uczy
problem może jest w tym, że jeden do kitu naucza a drugi się ... nie uczy
częściej - to drugie wink

34

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
in_ka napisał/a:

nauczyciel - naucza
a uczeń się - uczy
problem może jest w tym, że jeden do kitu naucza a drugi się ... nie uczy
częściej - to drugie wink

A no właśnie więc jak pisałam wyżej jak ktoś nie chce to nic na siłe ale jak ktoś chce a nie ma kasy to niestety ale pomocy nie dostanie...

35

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Magda8891 napisał/a:

Jak sama nazwa wskazuje nauczyciel ma nauczać a skoro nie robi tego tak jak trzeba to niestety efektem tego są klasy gdzie bardzo dużo dzieciaków jest zagrożonych...

Równie dobrze można powiedzieć, że dziecko ma się uczyć, a skoro tego nie robi, to jego problem. tongue

Nie mówię o ludziach którzy się nie chcą nauczyć bo zdaję sobie sprawę że jak ktoś nie chce to na siłę nauczyciel mu do głowy nie wbije ale jeżeli ktoś naprawde chce się nauczyć to nie rozumiem czemu taki nauczyciel nie może poświęcić mu czasu...Jak pisałam nie każdy ma na korki...

Móc może, ale nie dziwię się, że nie zawsze chce. Dlaczego? Bo taki nauczyciel sam nie zarabia kupy forsy, więc skoro za to też ma nie zarobić, to woli poświęcić ten czas np. rodzinie albo właśnie dawać korki. Przecież nie zarabiają kokosów. To, że pracuje w instytucji, w której w jakiś sposób pomaga innym, nie oznacza, że ma obowiązek robienia czegokolwiek za darmo. Czy np. wymagałabyś tak samo, żeby taksówkarz odwiózł Cię gdzieś za darmo, bo nie masz pieniędzy? Czy uznałabyś, że należy się komukolwiek coś za darmo, tylko dla tego, że on tego nie ma i go na to nie stać? Pewnie nie, bo większość dotyczy rzeczy, które nie są koniecznie potrzebne - nikt nie wymaga od producenta komputerów, żeby rozdawał laptopy za darmo, dlaczego więc nauczyciel ma pracować charytatywnie tylko dlatego, że jego praca może być niezbędna?

A czasem wystarczy porządnie indywidualnie wytłumaczyć i nie trzeba przesiadywać godzinami...Tak po ludzku...Ale ludzkości w nas coraz mniej... Problem w tym że wszystko jest przeliczane na kasę,a że w trakcie godzin pracy się pani nie przykłada to inna sprawa...

Jeżeli pani się rzeczywiście nie przykłada w trakcie zajęć, to tym bardziej nie przyłoży się, siedząc za darmo po godzinach. U mnie w szkole było sporo osób zagrożonych, od podstawówki po liceum. Tak samo w każdej klasie zdarzała się grupka, która radziła sobie świetnie. Dla mnie niestety w 99% gadanie o nauczycielu, który nie umie tłumaczyć to wyjaśnienia typowego rodzica, który tłumaczy swoje dziecko. Wiadomo, jeden prowadzi lekcję lepiej, drugi gorzej, ale zawsze można się czegoś nauczyć, jeśli się chce. Poza tym w podstawówce/gimnazjum nie trzeba korków, przeciętny rodzic jest w stanie wytłumaczyć dziecku materiał. Jeśli nie pamięta, to niech siądzie i sobie przypomni, nawet jak zdarzy się jakiś nieogarniający tego, co w gimnazjum, to nie uwierzę, że nie jest w stanie pomóc dziecku z podstawówki... A w sumie, jeśli nie ogarnia materiału z I gimnazjum, to może to jednak nie wina nauczyciela, tylko ee... coś dziedzicznego? big_smile big_smile big_smile

36

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Jeśli taksówkarz mnie nie dowiezie to dojdę na pieszo,a jakie wyjście ma takie dziecko? Na pieszo nie dojdzie...I miałam nawet taki przykład w rodzinie dość dalekiej co prawda ale zawsze..rodzice patologia 11 dzieci co rok to prorok..większość dzieciaków nie chciała się uczyć ale był wyjątek...Jeden z nich bardzo chciał a nie miał nawet książek,więc książki kupiłam...Niestety nie mogłam w nauce pomagać bo byłam na codzień ok 400km dalej...Pani ceniła swoją pracę co poniekąd rozumiem ale czemu skoro sama ceni swój czas to wystarczyło poruszyć problemna radzie pedagogicznej...Takich dzieci wbrew pozorom jest sporo.Tylko chęci żeby im pomóc coraz mniej.Co ma zrobić takie dziecko które chce a nie może bo...rodzice patologia, bo zarobki ich nie pozwalają na korki. A co do laptopów to nie raz znalazła się dobra dusza która komuś w potrzebie ufundowała takowy smile I naprawdę rozumiem że kokosów nie zarabiają ale trochę uczuć ludzkich i naprawdę wszystkim byłoby lepiej...

37

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Anik38 napisał/a:
ObietnicaPoranka napisał/a:

Zgadzam się z Eileen - równanie do przeciętności wszystkim szkodzi - zdolnym, bo nie mogą się rozwijać, niezdolnym, bo nie nadążają, a i wśród przeciętnych są osoby o różnym stopniu przeciętności.

Zdolni mogą się bez problemu rozwijać na kółkach i przez branie udziału w olimpiadach, a dla tych mało zdolnych są lekcje wyrównawcze lub korepetycje.

Nie w każdej szkole są kółka - w mojej były, ale w sąsiedniej, do której chodzili moi znajomi już nie.
Zajęcia wyrównawcze - moja koleżanka, która miała problemy z nauką chodziła na takie i nic nie dawały. Pomogły dopiero korepetycje.
Korepetycje - nie każdego rodzica na nie stać, nie każdy widzi taką potrzebę. Są rodzice, którzy uważają, że szkoła jest koniecznością, a nie że nauka jest potrzebą człowieka.


Magda8891 napisał/a:

Zgadzam się z gojką też uważam że termin 'dziecko mniej zdolne" jest terminem ciut przereklamowanym...Moim zdaniem dobry nauczyciel tak zrobi i tak dostosuje materiał żeby każdy zrozumiał...

Tylko, że inny w domu odrabiał prace domowe i nie zapominał o tym, co zrozumiał. Inny zrozumiał, ale za kilka dni zapomniał albo nie umiał tego odnieść do innych zagadnień. Dzieci, ich uzdolnienia, możliwości są zróżnicowane. W dobrych liceach jest inaczej, ale w podstawówce są dzieciaki o różnej inteligencji i z różnych domów.


Iceni napisał/a:

Zobacz ile mlodzieży szlo kiedys do liceów a ile teraz. Nie kazdy musi miec mature -

Teraz to każdy musi być magistrem (a za 10-15 lat pewnie i doktorem wink ).

Magda8891 napisał/a:

No szło dużo młodzieży do zawodówek masz rację ale hello!!! to już nie komuna gdzie każdy po zawodówce miał pracę!!!

Myślę, że szybciej pracę znajdzie hydraulik, elektryk, szewc, krawcowa niż yyyy - no właśnie kim się jest po ogólniaku? Ogólnowykształceniowcem? LO powinno być wyłącznie dla osób, które chcą studiować. A studia nie powinny stawać się szkołą obowiązkową. Po jeśli ktoś się nie nadaje na studia, ale cudem je skończy, to i tak żadnego fachu nie będzie miał, nie będzie specjalistą od niczego. A tak umiałby naprawiać buty i byłby (np. na moim osiedlu) na wagę złota wink


Magda8891 napisał/a:

W takim razie kto kończył zawodówkę? gwarantuje że większość jest po liceum...Czemu akurat liceum? nie oszukujmy się ale wszyscy wiemy co ludzie z liceów myślą o tych z zawodówek smile I mają po części rację bo ich zachowanie to tylko wierzchołek góry lodowej

Ktoś idzie do liceum, bo ma kiepską opinię o ludziach z zawodówki? Kiepski powód big_smile. Do liceum idzie się, żeby zdobywać wiedzę, rozwijać zainteresowania lub je odkryć i poszerzać w ramach studiów. A później żeby stać się ekspertem, specjalistą w swojej dziedzinie. Inaczej to strata czasu i powód do frustracji w przyszłości. Ilu ludzie po studiach nie ma pracy? Pełno - częściowo im się nie udaje ze względu na taki a nie inny rynek pracy, ale ilu z nich po prostu na niczym się nie zna?

38

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Jako początkujący nauczyciel w początkującej placówce miałam obowiązek zadeklarować zostawanie po lekcjach i powtarzanie materiału z bardziej opornymi ewentualnie przygotowywanie tych wybitnych do olimpiad.
Kiedy przyszedł nowy dyrektor zdecydowanie ukrócił takie praktyki. Owszem- nadal takie zajęcia z niektórych przedmiotów były z tym, że nauczyciel miał je płatne. Oczywiście ten nauczyciel, których chciał.
I tu zaczęły się pretensje rodziców- jaki ten dyrektor jest zły bo przy poprzednim wszyscy musieli zostawać po lekcjach a teraz to nawet się im za to płaci a im i tak się nie chce. No skandal! Uwierzcie, że rodzice i dzieci mają takie wymagania wobec nauczycieli na jakie im się pozwoli.
Zupełnie inna kwestia jest jak nauczyciel wymaga nieco więcej niż inni- np. każe na lekcje ubierać się schludnie i nie pozwala na roznegliżowane kreacje.zadaje np. więcej na weekend czy wolne dni,stawia pały jak znajdzie u ucznia ściągę nawet wtedy gdy on z niej nie skorzystał - no to wtedy skandal,rodzice piszą skargi do kuratorium no bo jak to tak....

39

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

@up co do tego co myślą ludzie z liceum o takich w zawodówce to wiem coś o tym. Sam jestem w technikum ale i tak czasem wyraża się o nas jak o podgatunku człowieka gdzie jestem pewien, że bije 90% tych osób nie tylko fizą i metą ale chociażby tym, że najzwyczajniej w świecie czytam -> i to nie szmiry typu 50 twarzy albo jakieś tanie "przygodówki"
sam żałuję, że poszedłem akurat do technikum (chociaż zależy jak pójdzie z egzaminem zawodowym bo co roku zdaje jakieś 20% ale moja szkoła w zeszłym się spięła i dało radę 68% osób ^^) bo jako takiej "praktyki" w zawodzie w ogóle nie mieliśmy a teoria to jest w książkach + jeśli zdecyduję się na studia to wiele rzeczy mi się powtórzy w pierwszych latach
a jak wygląda właśnie wspomniana fiza czy meta? gdybym sam tego się nie uczył to by było naprawdę kiepsko -> pan od fizyki przychodził -> puszczał filmik o fukishimie czy czarnobylu (jakaś godzina czyli do dokończenia w domu) a następna lekcja kartkówka - trzy pytania dziękujemy
były po dwie oceny na semestr i 3 były z filmików które puścił a temat to była 10min dyktowania notatki i to wszystko
a pani od mety to robimy zadania które ja strzelam w 5 minut i reszte lekcji siedzę; kiedyś to mi dawała coś dodatkowego żebym się nie nudził ale jak ona na pierwszej lekcji w tym roku po 10 minut dowaliła mowę "ale mi się nie chcę " to wiadomo jak to będzie wyglądać

40 Ostatnio edytowany przez Madzia92 (2014-09-17 23:02:10)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Jeśli mogę się wtrącić..Po Liceum Ogólnkształcącym oprócz papierka  z średnim wykształceniem nie ma się nic , chyba że ktoś idzie na studia .. Hello kto po studiach dostał migusiem prace " w zawodzie " ? Łapka w góre , nie 10 , 15 lat temu  TERAZ  ??? Bardzo ciekawa jestem . Bo po zawodówkach które były zamykane i są na nowo otwierane ( I to dlatego że było masa chętnych na zawodówki ) zdobywa się niższe wykształcenie i zawód , odbywa się praktyki , ma się kontakt z ludźmi , i ćwiczy to co się ewentualnie będzie chciało robić . A do LO zawsze można iść zaocznie , tak samo do Policealnej ( Ja np tak zrobiłam ) i co ? Ma się zawód , wykształcenie średnie , fach , i jako tako kierunek później podciągający , na studia też można iść jak ktoś zda mature ... Zawodówka gorsza ? A przepraszam w czym ? Bo na chwilę obecną jak się tu żyje to umiejetnąści są brane w pierwszej kolejności nie papierek z średnim ...A kształcić się dalej można , robic kursy ..nie widze w tym czegoś " gorszego " .

Co do szkół ... Podstawówka w moim odczuciu ( czyli mojej szkole ) była przerobiona okey .. dla słabszych były zajęcia wrównawcze dla ambitniejszych jakieś kółka , panie powtarzały materiał tak długo aż się nauczyliśmy ... to chyba kwestia też klasy bo u nas był taki " system " że zdolniejsza osoba siedziała z słabszą i pomagała ...spotykaliśmy się też i uczylismy np na świetlicy ... jeśli np chodzi o matematykę to dużo dało czy polski ...ale była taka sobie historia czy przyroda czy plastyka i też nie każdy musiał być w tym " perfect"

Gimnazjum średnio wspominam , w sumie Ja chodziłam do dwóch bo się przeprowadzałam w 2 klasie do miasta obok . Te pierwsze było " odbębnione " przez nauczycieli ..Więc skoro oni nie wymagali to i uczniowie olewali ...Jak były problemy z nauka " to się ucz w domu " korki czy cokolwiek , nauczyciela np matmy nie interesowało to że to co on gada to dla nas abstrakcja , on zrobił lekcje? zrobił - i po temacie . hmm Te drugie gimnazjum wspominam lepiej ...mniejsza szkoła mniejsza klasa nauczyciele wymagali więc Ja byłam tym nic nierozumiejącym tłukiem ...ale koleżanki , zajęcia z nauczycielami i samozaparcie - dało rezultat oceny między 3-5 z czego te 3 to były matma fizyka ii chyba to w sioo

Zawodówka no to była jazda 3 , 2 dni szkoły plus praktyki ..więc nauka była w domu ale ... wystarczy słuchać na lekcji chodzić do tej szkoły a nie opierniczać się pod murem z fajką i piwskiem  i da się na 5 zdać wszystko ...nauczyciele starali się "równać " do przeciętnych żeby każdy rozumiał i miał jako takie równe szanse ...jak ktoś ambitniejszy ( zawodówka to wiecie bardziej na pratykach zalezy ) to mógł .

LO zaoczne to jest jazda...ludzie w róznym przedziale wiekowym z róznymi doświadczeniami i umiejętnościami .... tu nauczyciele " odbębniają " lekcje zadawaja materiał do domu i co 2-3 lekcje sprawdzian , kartkówka zalezy ...także uczymy się systematycznie ale duzo tego jest i trzeba samemu ...

Mówię na moim doświadczeniu prawda jest taka każda szkoła każdy nauczyciel mają swoje wymagania ....i każdy zawsze ma jakieś "ale" bo ty można lepiej tego nie trzeba itp itd ....Każdy powinien się starać aby uczyć się dla siebie więcej a nie obijać się bo wtedy sie " cofa " tak naprawdę ...
To moje takie zdanie

41

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Madzia92 napisał/a:

LO zaoczne to jest jazda...ludzie w róznym przedziale wiekowym z róznymi doświadczeniami i umiejętnościami .... tu nauczyciele " odbębniają " lekcje zadawaja materiał do domu i co 2-3 lekcje sprawdzian , kartkówka zalezy ...także uczymy się systematycznie ale duzo tego jest i trzeba samemu ...

Do matury jakoś trzeba się przygotować, a kartkówki i sprawdziany są najlepszą formą, żeby sprawdzić, co zostało w głowie. Moja matematyczka, o której wcześniej wspominałam, zawalała nas karczkami. Anglistka od początku nas zajeżdżała sprawdzaniem znajomości słówek, gramatyki etc. I się opłaciło. Ogólniak to już nie podstawówka.


gojka102 napisał/a:

Zupełnie inna kwestia jest jak nauczyciel wymaga nieco więcej niż inni- np. każe na lekcje ubierać się schludnie i nie pozwala na roznegliżowane kreacje.zadaje np. więcej na weekend czy wolne dni,stawia pały jak znajdzie u ucznia ściągę nawet wtedy gdy on z niej nie skorzystał - no to wtedy skandal,rodzice piszą skargi do kuratorium no bo jak to tak....

Moja mama jako nauczycielka bardzo mocno chwali takie praktyki. Kiedyś mi zresztą opowiadała, jak to sama była w szkole. Nie uczysz się, zachowujesz jak idiota - rozmowa z rodzicami. I były pretensje do DZIECI, nie do nauczycieli.
Jakaś taka dziwna praktyka powstaje - dziecko nie chce się uczyć, ma słabe oceny - wina nauczyciela, dyrekcji, w ogóle skandal...

42

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Igla 16 osobiście mi lepiej jeśli jest co 2-3 spotkania sprawdzian niż raz w mc z zawałem.materiału smile także jak dla mnie to na plus , choć jak wiadomo nie każdemu to sie musi podobać

43 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-09-18 04:21:26)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Dobry nauczyciel sobie poradzi, a kiepski po prostu nie. U nas w liceum było bardzo dużo osób kiepskich z matmy, w tym ja. A do tego babka nie umiała przekazać swojej wiedzy. Owszem, bardzo chciała, ale kiepsko tłumaczyła i potwierdzić mógł to każdy. Miała z nami też wyrównawcze, ale nikt z nas dzięki temu lepiej nie rozumiał materiału, więc postępy na nich czynione były również kiepskie. Efektem czego byłó to, że na 30 osób było u nas 19 zagrożeń z matmy. No i nie przez lenistwo, ale w głównej mierze za to, że tak źle tłumaczyła nam materiał, nie dawaliśmy rady. Nie tłumaczę tak tego, że nauczyciel to winny jak uczniowie mają zagrożenia, ale w tej sytuacji w dużej mierze tak było. Ci dobrzy z matmy dawali sobie radę, bo im wiele nie trzeba, ale my, czyli Ci słabsi niestety już nie. Tutaj dobry nauczyciel jest ważny. Tak więc widać tutaj nawet wyrównawcze niewiele dawały, bo kiepska nauczycielka.

Natomiast, potem nie zdałam, zabrakło mi jednego punktu na poprawce, a na ustnym dostałam zadanie, którego nie umiałam... No i nie zdałam. Na szczęście przyjęto mnie do liceum wieczorowego, mama pomogła mi w tym, powiedziała, że nie ma co tracić przez to roku smile No i co? Przyjęli mnie do 3 liceum, mimo niezdania, nie musiałam powtarzać roku. Chodziłam tam co 2 tygodnie, płaciłam, ale na szczęście nie jakoś dużo i od tego faceta od matmy nauczyłam się więcej niż przez pozostałe lata nauki. Ja słaba z matmy zaczęłam w końcu dawać sobie radę. A zajęcia tylko co 2 tygodnie, widać da się przy dobrym nauczycielu smile A tak to w edukacji oprócz tej babki w liceum od matmy miałam w gimnazjum, podstawówce też babki i kurczę, nie chcę uogólniać, ale one też kiepsko uczyły. Jakaś zmora tongue Matura już łatwa była to fakt, ale i tak dzięki temu facetowi od matmy dopiero zdałam ją na 60 %.

Tak że myślę, że jak dobry nauczyciel, to często nawet i te dodatkowe wyrównawcze czy jakieś czekanie z materiałem nie będą konieczne, bo nawet słabsi uczniowie sobie poradzą jak bardzo dobrze tłumaczy, tak było przynajmniej w moim przypadku, a jak widać ja naprawdę byłam kiepska z matmy, zawsze miałam z nią problem, a dopiero w tym wieczorowym od tego faceta z matmy czegoś się lepiej nauczyłam. Nie mówię, wiadomo, mimo dobrego nauczyciela nadal ktoś niby może nie dawać rady, mieć braki, ale to wtedy warto pokazać uczniowi rozwiązania, motywować czasem można chwilę zostać po lekcji, wytłumaczyć czy wyrównawcze. No i dobry nauczyciel na tych wyrównawczych to coś wytłumaczy i naprawdę to do uczniów wiele trafi, a słaby nie będzie w stanie tego dobrze wytłumaczyć i z tych wyrównawczych niewiele się wyniesie, tak jak było u nas.

Natomiast do kogo dostosowywać poziom, to właśnie ciężkie pytanie, bo jak mówię jak dobry nauczyciel to pewnie i trudniejsze rzeczy można opanować, ale jednak do najlepszych poziomu lepiej nie równać, bo wiadomo, że jednak np ja nie będę z matmy tak dobra jak szóstkowy uczeń, więc równanie poziomu tak wysoko nawet przez dobrego nauczyciela byłoby kiepskie. No to najlepiej do tego przeciętnego, ale tych trudniejszych rzeczy też uczyć, z tym, że nie wymagać, by każdy je znał. Przeciętny uczeń, jak ja pewnie załapie podstawy jak ja podstawy z matmy i ok, to starczy, u mnie to i tak wiele, bo naprawdę byłam kiepska. A inny uczeń np jest bardzo dobry, ma dryg, to pewnie załapie dużo więcej, potem to wykorzysta i po prostu będzie miał lepszą ocenę. Czy czekać z materiałem jak ktoś nie nadąża? Z raz można tak zrobić, ale tak nagminnie to nie. Wtedy raczej wszyscy stracą niż zyskają, a jak ktoś ma braki to musi to nadrabiać, jeśli wcześniej olewał, wtedy wiadomo, że nie ma lepszej opcji.

A i powiem jeszcze tak, ten facet od matmy dawał też inną atmosferę. Zawsze bałam się, stresowałam na matmie iść do tablicy, przy tej babce też. Była miła, ale nie miała takiego podejścia no i źle tłumaczyła jak pisałam. Jak szłam u niego, to nawet jak czegoś nie umiałam, to przestałam w ogóle mieć strach, by podejść do tablicy. Umiał to pan wytłumaczyć dobrze i w końcu przy tej tablicy nawet jak nie umiałam, to pomógł tak, że wkrótce napisałam to dobrze albo coś tam mi poprawił i było ok. Tak z super podejściem. A w gimnazjum to babka miła też, ale nie lubiłam iść do tablicy, bo ona wtedy liczyła, że będziesz umiał, a jak nie umiałeś, to tylko ciskała gromy wzrokiem i jak podpowiedziała przy tablicy to niechętnie. No i jak wtedy masz lubić być przy tablicy czy się czegoś nauczyć? A takie podejście jak ona to w sumie ma chyba sporo nauczycieli, że przy tablicy jesteś, to masz umieć, jak nie to będzie bura. No i nic dziwnego, że potem uczeń się stresuje. Ja dopiero w tym wieczorowym LO zobaczyłam, że może być inaczej, co mnie bardzo cieszy.

Uważam, że atmosfera terroru nic nie da, to wręcz dla mnie jak poniżanie ucznia, potem on czuje się taki maluczki i gorszy. Nie chodzi o to, by nie mieć wymagań, ale by stworzyć odpowiednią atmosferę, by pójście do tablicy nie kojarzyło się z pójściem na ścięcie. A wiadomo, że jako słabsza z matmy czasem postałam dłużej i w tym wieczorowym LO przy tablicy, ale wszystko odbyło się w takiej atmosferze, że przestałam się tym stresować i właśnie komuś, kto gorzej umiał pan poświęcał więcej czasu, bo wiadomo bez sensu brać do tablicy tych co to świetnie umieją. Lepiej brać więcej tych, co potrzebują się nauczyć, ale właśnie przy odpowiedniej atmosferze. Teraz już wiem, że tak jest świetnie i wtedy po prostu w końcu zapomniałam o tym stresie, dopiero przy tym facecie. To jest matma, ale przy innych przedmiotach podobnie warto postępować i tak intuicyjnie nauczyciel może naprawdę wiele zrobić smile

Rozpisałam się tongue No, ale akapity są, więc odczytać się da big_smile

44 Ostatnio edytowany przez Magda8891 (2014-09-18 08:33:41)

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Ja w miesiąc (w zasadzie nie cały ) po studiach znalazłam pracę w zawodzie smile No ale może miałam po prostu szczęście smile Prawda jest taka że teraz nawet na kasę do biedronki wymagane jest minimum średnie wykształcenie smile

45

Odp: Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?
Eileen napisał/a:

Wszystkim wiadomo, jak w przeciętnej publicznej szkole wygląda klasa - około 30 osób, jedna nauczycielka i... zapraszamy do nauki. O ile jeszcze w wielu miejscach przyjęło się robić testy z języków obcych i dzielić dzieci na grupy, to jednak testów z matematyki, polskiego i całej reszty przedmiotów się nie robi, bo - w założeniach - program jest dla każdego dziecka.

Oczywiste, że w tak dużej grupie, każde dziecko ma inne zdolności - mniejsze lub większe. I często nauczyciel staje przed wyborem - wytłumaczyć kolejny raz temat jakiś tam, co odbije się tym, że nie zdążą przerobić materiału zaplanowanego na dany semestr/rok, czy iść zgodnie z rozpiską i nie patrzeć na tych, którzy dalej ani w ząb. wink

Jeśli wybierze opcję pierwszą, istnieje szansa, że część tych z zaległościami w końcu zrozumie i będzie mogła dalej w pełni uczestniczyć w lekcjach. Tyle że... na koniec zostaną nieprzerobione w ogóle tematy lub tylko "opowiedziane" pobieżnie, co by odfajkować, że było i tyle. Z kolei druga opcja daje możliwość przerobienia większej ilości materiału, jednak - głównie w przypadku matematyki, fizyki, chemii - oznacza, że ci, co byli z tyłu, będą z tyłu jeszcze bardziej, bo np. nie umiejąc rozwiązać równania z jedną niewiadomą, nie rozwiążą tym bardziej układu 2-3 równań.

Jak więc powinien postąpić nauczyciel wg Was w podobnych sytuacjach? Czyje "dobro" powinno być ważniejsze? Dlaczego?

Faktycznie, ze zdolnościami jest różnie...i nie ma nauczyciel wpływu jaka dostanie klasę. Jako juz sędziwego wieku nauczycielka, w swojej klasie decydowalam się na takie o to rozwiazania: jeśli ktoś na lekcji chciał by mu powtórzono, czegoś nie rozumiał, to tak robilam, ale z materiałem, ogólnie trzeba iść dalej, wiec...
Są tzw.zajęcia wyrównawcze, gdzie można więcej poświęcić czasu dzieciom, które na danym etapie tego potrzebuja.
Co do zdolności: one często nie są wyrównane, jedni do matmy, inni do gry w pilke- jednakowoż obaj są ważni dla świata.. Chociaż zastanawiające jest nad klasowymi lobuzami, którzy demoralizuja pozostałych.. Nie mam tutaj wyrobionej opinii...
Cóż, życie nauczyciela jest ciężkim chlebem.. wink ale dającym satysfakcję ... smile

Posty [ 45 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Dzieci zdolne, przeciętne i z zaległościami - do kogo równać poziom?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026