Witam,
Trafiłem przypadkiem na to forum i przy okazji chciałbym podzielić się swoim problemem i poprosić o jakąś radę.
Otóż ciężko dogadać mi się z żoną w sprawie obowiązków domowych przez co bez przerwy jest w domu bałagan i trzeba poruszać się po nim slalomem, co mi bardzo utrudnia życie.
Za "Chiny Ludowe" nie mogę namówić żony żeby odkładała wszystko na swoje miejsce. I tak na przykład: odkręci olej, wleje go do patelni, butelkę odstawia gdzie popadnie a korek z butelki jeszcze gdzie indziej. To samo tyczy się jedzenia: gdzie by nie jadła to tam zostawi talerz, sztućce, kubki, papierki po batonikach i t.p. W domu można znaleźć również zwinięte wkładki na umywalce, nie ścieli łóżka przed wyjściem do pracy (śpimy oddzielnie i ja mam zawsze czas pościelić, mimo tego że szykuję i odprowadzam dziecko do przedszkola), poduszki, koce leżą na dywanie. Wejdzie do domu, nie postawi butów przy szafce na obuwie (już nie wspomnę o wstawieniu do szafki) tylko leżą te buty na środku korytarza. Otworzy szafę, weźmie ubranie, drzwi już nie zamknie od tej szafy (dobrze że lodówkę chociaż zamyka).
Ja wiem, że to są może pierdoły ale tego tyle jest, że ciężko normalnie funkcjonować w domu.
Jak tylko zwracam żonie uwagę to krzyczy razem ze swoją rodziną, że jestem terrorystą, drwią ze mnie, że mam ułożone ubrania w półce. Byli strasznie oburzeni jak tłumaczyłem żonie, że po zmianie pieluchy u dziecka to lepiej ją wyrzucić od razu, niż ma się ona walać po kanapach, krzesłach, dywanach. Dziesiątki przykładów można podawać a ja i tak jestem zły.
Nie potrafię zrozumieć tego lenistwa bo żona nie pracuje tak ciężko i długo, a i tak nie chce jej się nic zazwyczaj.
Natomiast nie mogę narzekać na gotowanie Agnieszki bo tu spisuje się dobrze, aczkolwiek ja mam obiady w pracy, dziecko je w przedszkolu więc nie jest żona jakoś szczególnie przeciążona w kuchni.
Co do grubszego sprzątania co tydzień, też jest ciężko ale jak pokrzyczę no to coś tam porobi na odczepnego. Brakuje mi takiego podziału obowiązków żebym nie musiał się za każdym razem prosić że sprzątamy. Słownie, nie można się z nią dogadać, więc zrobiłem w kalendarzu taki grafik, kto za co odpowiada w danym tygodniu. Żona stwierdziła, że jestem kretyn i w standardzie używa wiele obraźliwych i wulgarnych słów pod moim adresem, przez co ja tez się staje przy niej wulgarny.
Ja, mimo tego, że jestem osobą przewlekle chorą, gdzie objawem tej choroby są zmęczenie, bóle stawów i mięśni, gorączka, nerwowość i t.p. jestem w trakcie rocznej terapii, gdzie raz w tygodniu dostaję silny zastrzyk, po którym jestem nie do życia przez 48h, jakoś znajduję siły na odkurzenie, wytarcie kurzu raz w tygodniu czy mycie podłóg (nie wspomnę o codziennym porządku pozostawionym po sobie bo tak się tego nauczyłem od małego). To dlaczego młoda, zdrowa kobieta nie potrafi tego zrobić?
Tak myślałem, że może jestem pedantem. Ale mi nie przeszkadza fakt, że ściereczka w zlewie leży z prawej a nie z lewej strony. Nie przeszkadza mi, że wazon stoi niesymetrycznie do świecznika. Mam to gdzieś, tylko ja nie chce się potykać na każdym kroku o jakieś rzeczy.
Już myślałem nad rozwodem ale dlaczego dziecko ma na tym konflikcie cierpieć (z resztą nie wyobrażam sobie życia bez synka, bo jasne jest, sąd w naszym kraju przyzna opiekę matce).
W domu też jest sporo rzeczy do zrobienia dla faceta np. sprawy remontowe czy chociaż mamy dwa auta przy których ciągle jest coś do pogrzebania. Nie mam na to czasu. Po co samochód odstawiać do mechanika jak mogę samemu zrobić i nie muszę płacić za robotę?
Jak mam z żoną rozmawiać jak ja na każdym kroku słyszę że jestem idiota i terrorysta?
