Cześć.
Pisze tutaj, ponieważ chciałabym się podzielić z Wami moja 'historią', ale tez dlatego ze może niektóre dziewczyny, będące obecnie w sytuacji, w ktorej bylam ja, ślepo zakochane po przeczytaniu jej, przystopują, zastanowią się nad swoim 'związkiem', ale tez oczekując wsparcia, moze dobrego słowa...
Mam 20 lat, w maju zdałam mature. Mojego byłego 'chłopaka' poznalam w szkole, mając 17 lat. Na początku mało rozmawialiśmy, pózniej normalne, jako kumple, przyjaciele. Od października 2013 roku, kiedy on zaczął do mnie pisać, zaczęliśmy sie spotykać, w szkole pozostając tylko 'przyjaciółmi'. To nie był normalny związek, ale ja byłam w nim zakochana do szaleństwa, miał to coś, był taki jak chciałam. Ten charakter, ten wygląd, ten facet... Spotykalismy sie u niego, głownie po to zeby uprawiać seks- to był mój pierwszy chłopak jeżeli o to chodzi. Czasami chodziliśmy gdzieś razem, ale rzadko. On nie traktował mnie jak swoją dziewczynę, raczej jako zabawkę, ale ja liczyłam, ze sie zakocha tak jak ja. Tak sie nie stało. Pod koniec maja dowiedziałam sie ze jestem z nim w ciąży, to nie było tak ze sie nie zabezpieczaliśmy, po prostu stało się. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć, bałam sie reakcji jego, moich rodziców. W końcu to zrobiłam, najpierw rodzice, oczywiście ogromny szok, utrzymujący się pare tygodni, byli źli na mnie na siebie, byli po prostu załamani, zwłaszcza po tym czego dowiedzieli sie pózniej. dopiero po 3 tygodniach odwazylam sie powiedzieć jemu...ciężko opisać co czuł, jak był wściekły, załamany. W pamieci utkwiło mi ze 'Spierdoliłam mu życie', choć dobrze wiedział, ze 'wpadliśmy' przez niego... Chyba nigdy nie czułam i nie poczuje tego co czułam wtedy, 'mój świat się zawalił', 'spieprzyłam sobie życie'- myślałam wtedy, byłam rozbita kompletnie. Pierwsze 2 miesiące były najgorsze, tak ciężko nie było mi nigdy i mam nadzieje, ze już nie będzie. On odezwał sie po paru dniach, nie chciałam z nim rozmawiać ale przecież musiałam. Stało sie to czego obawialam sie najbardziej. Powiedział ze będzie 'jakoś opiekował sie dzieckiem ale nie będzie ze mną' - i to powiedzał on, człowiek ktory stracił ojca. Nikt kto tego nie przeżył nie jest w stanie nawet wyobrazić sobie co czułam. Nie jestem w stanie opisać tego słowami.
Teraz choć jest mi cieżko żyć ze świadomością, ze nie będę miała tego o czym zawsze marzyłam, a mianowicie o kochajacej sie, szczęśliwej rodzinie.
Momio tego nie poddaje się chodzę do psychologa, mam to szczęście, ze dzięki rodzicom niczego mi nie brakuje.
Wiem ze muszę byc silna, dla mojej 'małej Fasolki'. Jest mi ciezko, ale kocham moje dziecko. Dla niego stram nie załamywać, bo przecież, jak to mowi mój psycholog, JESTEM JUŻ MATKĄ, choć moje dziecko urodzi sie za niecałe 4 miesiące.
Jego ojciec pyta tylko czy wszystko z nim w porządku i czy czegos mi nie brakuje, powiedział ponadto, ze jemu 'tez jest ciezko i cały czas o tym myśli'...
Tak. To bybylo ma tyle. Nie żałuje tego ze będę miała dziecko, bo zawsze chciałam je miec, jedyne czego to tego ze wybrałam dla niego takiego nieodpowiedzialnego ojca, ktory raczej będzie weekendowym tatusiem. To ciężka sytuacja, ale dziecko nie jest temu winne, ja tez, wiem ze byłam bardzo głupia, zaślepiona na maxa tą miłością, ale wiem, ze teraz najwaniejsza jest 'moja Fasolka' o dla niej jestem silna i zawsze będę.
Pisze tutaj, bo moze oczekuje jakiegoś wsparcia, moze tego ze jakaś dziewczyna jest w podobnej sytuacji, albo była i powie mi jak sobie radziła/radzi. Bo jedno wiem na pewno, moje życie zmieniło sie o 360 stopni.