Hej wszystkim.
Mój problem polega na tym, że prawdopodobnie faceci odbierają mnie jako zdesperowaną dziewczynę. Sama się tak postrzegam, mam wrażenie, że moje bliższe otoczenie również, więc podejrzewam, że faceci z którymi się spotykałam/spotykam też. Otóż jestem sama już dość długi czas i brakuje mi faceta. Nie udaję że czuję się szaloną i spełnioną singielką, bo wcale tak nie jest. Codziennych obowiązków na głowie trochę mam, studiuję, zaczynam pracę, czasem spotkam się ze znajomymi, swojego hobby jeszcze nie odkryłam, ale ciągle próbuję. Mimo tego strasznie doskwiera mi samotność. Wokół mnie są same pary, na wszystkich grupowych wyjściach jestem jedyną osobą, która nikogo nie ma. Czuję się przez to spaczona i jakaś taka hmm, wybrakowana?
Zauważyłam u siebie tendencję do szybkiego zakochiwania się i postrzegania każdego faceta jako potencjalnego partnera. Najbardziej oczywiście ciągnie mnie do tych, których mieć nie mogę. Kilka razy popełniłam ten sam błąd - zaczynałam znajomość z facetem od łóżka [ nie dochodziło do seksu, ale do innych "rzeczy" owszem ] i nigdy potem nie doczekałam się żadnego odzewu z ich strony. Takich sytuacji miałam naprawdę sporo, wpadłam w ogromne kompleksy i zmieniłam swoje postępowanie. Aktualnie wszystkie znajomości zaczynam w inny sposób. Niestety to nic nie daje, bo żaden facet nie jest mną zainteresowany na poważnie, a nawet jeśli jest to szybko traci zainteresowanie.
Chciałabym się dowiedzieć co mogę zmienić w sobie albo w swoich zachowaniu aby kogoś do siebie przyciągnąć. Dzisiaj i wczoraj cały dzień płakałam, nie chce mi się wychodzić do ludzi, czuję się bezwartościową kobietą, która jedyne co ma do zaoferowania to ładną buźkę.
Co facetom przeszkadza u kobiet? Co odrzuca? Moi koledzy nie mówią mi nigdy prawdy, pewnie nie chcą mnie urazić. Jak klasyfikujecie dziewczyny - te do łóżka i te na poważnie zapewne. Ja chyba często dostaję łatkę tej łóżkowej. Jak z taką łatką zerwać i czy w ogóle da sie?