Witam
Kurczę od czego zacząć.
W sobotę byłam na pierwszej randce z facetem, który mi się podoba. Była kolacja, potem poszliśmy do klubu potańczyć, on zaproponował, a ja pomyślałam czemu nie po kilku drinkach będę bardziej rozmowna, pewniejsza siebie.
Do popołudnia w sobotę denerwowałam się randką, jest to moja pierwsza randka po rozwodzie. I w sumie przed mężem to może byłam z 4 facetami na randce.Byłam mężatką sześć lat i wtedy co oczywiste nigdzie z żadnym innym nie wy,chodziłam, wypadłam całkowicie z takich rozrywek, a może nigdy tak naprawdę w nich nie uczestniczyłam?
Do rzeczy w klubie było sympatycznie, wypiłam trochę za dużo. Zaproponował, żebyśmy pojechali do niego do mieszkania i zgodziłam się. Od progu zaczął mnie całować, ja oczywiście odpowiedziałam na jego pieszczoty, praktycznie zerwał ze mnie ubranie i uprawialiśmy sex. Sex był ekstra i ja już taka wygłodniała byłam, potrzebowałam faceta, sexu, dotyku. Obudziłam się rano u niego z potwornym kacem pijackim i moralnym.
Niby nic złego nie zrobiłam, w końcu oboje jesteśmy po 30sce, wolni, niezależni, a mimo wszystko czuje się z tym źle.
Ciągle myślę jak on to odebrał, czy wydałam mu się puszczalska, że tak na pierwszej randce. Nie ukrywam, że tą znajomość traktuje poważnie i chciałabym , żeby on też tak to traktował.
Może już jestem staroświecka, może nie potrzebnie się przejmuje?
Facet telefonuje codziennie, pisze mi maile jak mu dobrze było i że musimy to powtórzyć. Skłamałabym, że nie chciałabym tego powtórzyć, ale boje się, ze tylko na tym nasza przyjaźń będzie polegać, a ja chcę czegoś więcej.
W sobotę mamy się spotkać na drinku, a ja się boję, że skończy się tym samym.
Na dziś jest postanowienie, że absolutnie sobotnia randka nie może skończyć się w łóżku, ale wiem, ze on na mnie bardzo dziąła i nie wiem czy będę w stanie po kilku drinkach oprzeć się mu.