Jeżeli chodzi o tę sprawę z rodzicami, to uważałam tę dziewczynę za swoją najlepszą przyjaciółkę. Akurat niedługo wcześniej rodzice się rozwiedli. Ona wiedziała o tym dokładnie, znała dobrze całą sprawę, ponieważ wszystko jej na bieżąco opowiadałam. Wiedziała dobrze jak mi jest np. trudno spędzać wigilię w dwóch domach (w tym z ojcem i jego nową partnerką). Dlatego uważam, że mogła darować sobie opowiadania jacy jej rodzice są szczęśliwi, jak jej ojciec na weselu zamawia dla mamy jakąs piosenkę romantyczną z dedykacją i wszyscy ich podziwiają, że są ze sobą tyle lat. Nie życzę jej przecież źle. I na obecnym etapie życia nie miałabym z tym problemu, ale wtedy było mi ciężko... Możecie sobie myśleć, że miałam te 19-20 lat i powinnam to zrozumieć. Ale mimo wszystko cięzko było zaakceptować tę sytuację. Tym bardziej, że wraz z rozwodem rodziców i z tym, że tata ma nową kobietę zaczęły się problemy finansowe. Ponadto kwestie wspólnego mieszkania pokazały mi jej nową twarz. Zobaczyłam, że jest inna niż mi się wydawało. Przytoczyłam jakieś przykładowe sytuacje, nie ma sensu opowiadać wszystkiego.
Nie chcę żeby to zabrzmiało głupio, ale teraz to wydaję mi się, że ona poczuła nade mną przewagę. Kiedy chodziłyśmy do liceum, moja sytuacja była inna. Z kasą nie było problemu, jeżeli chodzi o naukę to byłam naprawdę dobrą uczennicą, nie miałam z niczym problemów, w zasadzie skończyłam liceum z najlepszym wynikiem, wielokrotnie jej pomagałam w lekcjach, tłumaczyłam itd. Nie wymawiam jej tego. Mimo, że mogłam należeć do elity (wiem, że to śmieszne, ale w szkołach nadal tak jest) to i tak wolałam kolegować się z tymi skromniejszymi dziewczynami, bo one wydawały mi się szczersze. Tę moją koleżankę mało kto lubił. Może to zabrzmi śmiesznie, ale kiedy powinęła mi się noga, to rolę się zmieniły. Nagle najlepsza uczennica poszła na tę samą uczelnię co ona (czyli nie na najwyższym poziomie), nagle to ja nie mam pieniędzy ani na nowe ciuchy, ani nawet żeby iść coś zjeść ze znajomymi. Widzę, że ona czuję nade mną przewagę, patrzy z góry, nieraz opowiadała jaka to była sensacja, że ja zrezygnowałam z tego kierunku, jak wszyscy się dziwili. Ja nie czuję się tym upokorzona. Mozecie powiedzieć, że miałam wszystko i dobrze mi teraz tak. Nie byłam dzieckiem z bogatego domu, ale niczego mi nie brakowało, nie miałam prawa na nic narzekać. Nie żałuję niczego, bo te dwa lata życia bardzo wiele mnie nauczyły i takie doświadczenia też są potrzebne.
Było też inne takie sytuacje, w których sprawiła mi przykrość. Np. Jako przyjaciółce powiedziałam jej, że pierwszy raz kochałam się z chłopakiem. Byliśmy wtedy parą dwa miesiące. A ona zaczęła mnie traktować trochę jak szmatę. Wiadomo, że nie powiedziała tego dosłownie, ale innymi określeniami, a potem ciągłe aluzje co do tego. Jak widać, jestem z nim nadal, zaręczyliśmy się. Może było to szybko, ale kochałam go już wtedy. Chciałam po prostu zwierzyć się przyjaciółce, bo to było dla mnie ważne. Nie spodziewałam się takiej reakcji.
Mieszkanie z nią nie było ekstra, no ale wiadomo, że nie będę się czuła jak u siebie w domu. Były rzeczy, które mnie irytowały, jest trochę bałaganiarą, ale zawsze myślałam sobie, że mogło być gorzej. W sumie nie sprowadzała chłopaków, nie robiła imprez. Czasem przychodziły koleżnaki niby się uczyć, ale śmiały się i gadały całą noc. Nie mogłam spać, ale nie robiłam z tego nigdy problemu. Nie jestem dzieckiem, wiem, że do pewnych rzeczy trzeba przywyknąć.
Jeżeli chodzi o jej brata, to przecież wiem, że nie muszę z nim siedzieć przy komputerze na fb i obgadywać dziewczyn. po prostu go nie lubię, a raczej cięzko mieszka się z taką osobą. Ponadto oni bedą trzymać się razem. Są rodzeństwem. Nie chce mi się wierzyć, że będę miała coś do powiedzenia. Nawet teraz to o co mam do niej pretensje, to to, że wgl nie liczy się z moim zdaniem. Nadal uważam, że skoro płacę, to mam takie same prawa i mogła chociaż zapytać mnie o zdanie. Co o tym myślę, czy nie mam nic przeciwko temu, itd. Na tej podstawie przypuszczam, że moje zdanie we spólnym mieszkaniu, nadal będzie pomijane.
Co do mojego chłopaka, to fakt, nie był zadowolony, ale nie robił scen, tak jak przypuszczałam. Nie jest zadowolony, że bedę mieszkała daleko z obcym chłopakiem, ale mi ufa. Nie wiem jak to się ułoży. Na pewno jak bym chciałą czegoś szukać, to łatwiej mi będzie na miejscu oglądać mieszkania itd. Jak będzie mi bardzo źle to chyba będę musiała się wyprowadzić.
Wiem, że nie napiszę tutaj wszystkiego co chciałabym powiedzieć, że to tylko ja wiem jak jest, a tutaj pewnie coś przeoczę, o czymś nie napiszę. Wierzcie mi, że te problemy nie są wydumane, naprawdę czasem było mi ciężko i tylko się modliłam żebym już mogła wrócić na weekend, i teraz gdy sobie pomyślę, że mam tam wrócić i będzie jej brat, to odechciewa mi się wszystkiego. Czasem były u mnie koleżanki z roku i widziały kilka sytuacji i to raczej dziwiły się jej zachowaniu, a nie mojemu i mówiły, że ciężko mam. Chociaż wszystkie ją znają, bo zapoznawałam je, to żadna jej nie lubi. Mimo, że ja nie wynosiłam tych sytuacji, nikomu nie opowiadałam, tylko mamie. No cóż, sytuacja byłaby prostsza gdybym miała inną hajs. :-/