Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 79 ]

1 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-09-02 22:25:56)

Temat: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Były wątki "kur domowych", były wątki "karierowiczek"*, były wątki konfrontujące jedną i drugą postawę. W każdym z nich pojawiały się wady i zalety danego stanu rzeczy, argumenty, przekonywania i w ogóle cała lista pokazująca, że "właśnie tak jest fajnie". Jednak nie o tym chcę tutaj rozmawiać.

Interesuje mnie inna kwestia - plusy pozostania w domu (mówię tutaj o takim rozwiązaniu na stałe, a nie tymczasowej sytuacji spowodowanej np. urodzeniem dziecka, niemożnością znalezienia  etatu czy przebranżowieniem) są raczej oczywiste, ale... czy potrafią zniwelować minusy? Czy wszystkie kobiety, które postanawiają zająć się domem, a utrzymanie rodziny zostawić mężowi, przemyślały dokładnie wszystkie konsekwencje i jakoś (jak?) się na nie przygotowały?

Do rzeczy - mam na myśli sytuacje, które w dowolnym momencie mogą spowodować, że mąż rodzinę przestanie utrzymywać (odejdzie do innej, odejdzie tak sobie, umrze, zachoruje, straci pracę itd.). Co wtedy? Zakładając, że mamy już trochę więcej lat niż przeciętna osoba poszukująca pierwszej pracy, ewentualni pracodawcy kręcą nosem na "przez ostatnie 20/30/X lat zajmowałam się domem", do emerytury jeszcze kawał czasu, a i nic właściwie na nią nie jest odłożone, żyć za coś trzeba, a pieniądze od męża zrobiły zdecydowane STOP? Załóżmy optymistycznie, że jakieś tam oszczędności są, ale nie na tyle oszałamiające, żeby przeżyć za nie nie wiadomo jak długo. Co wtedy robicie? Zastanawiałyście się nad taką sytuacją, postanawiając zrezygnować z pracy? Można się w ogóle na taką ewentualność przygotować?

* Nie bierzcie dosłownie tych określeń. tongue

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Moim zdaniem tak zwana "karierowiczka" jest zawsze (w podanych wyżej sytuacjach) lepszej sytuacji - np. w razie śmierci faceta - ma pracę, a nie musi jej szukać, ma doświadczenie, gdy wali się wszystko inne, to nie wali się przynajmniej sytuacja materialna. A napisałaś prawdę - pracodawcy nie lubią osób biernych, po rozmowie z wieloma osobami zatrudniającymi, to lubią osoby aktywne, które pracowały, rozwijały się zawodowo.

Na taką ewentualność moim zdaniem można się przygotować jedynie nie będąc zależną od faceta.

"Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem natury".

3

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

No tak, to wiadomo. Ciekawa jestem właśnie na ile te kobiety, które decydują się zostać w domu, robią to, będąc świadome wszystkich konsekwencji i jak na takie przypadki, jak opisane wyżej się przygotowują, o ile w ogóle. No bo o ile śmierć czy chorobę można zaliczyć do wypadków, na które nie każdy ma gotowy plan B, to jednak rozstania są dość częste, wystarczy patrzeć po wątkach na forum. I jasne, można pisać, że "on mnie kocha i nie zostawi", ale tak chyba zakłada każda osoba decydująca się na związek, nikt nie przewiduje zdrady - ale zakładać to jedno, a wiedzieć, co może się stać, to drugie.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

4

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kammiś napisał/a:

Na taką ewentualność moim zdaniem można się przygotować jedynie nie będąc zależną od faceta.

Och, na takie sytuacje (wyłączając z reguły zdradę) można się przygotować i zabezpieczyć na wiele sposobów.
Np. inwestując, choćby w nieruchomości.
Ale podstawową kwestią jest świadomość pewnych zagrożeń jakie mogą nastąpić w przyszłości.

5

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kammiś napisał/a:

Na taką ewentualność moim zdaniem można się przygotować jedynie nie będąc zależną od faceta.

Och, na takie sytuacje (wyłączając z reguły zdradę) można się przygotować i zabezpieczyć na wiele sposobów.
Np. inwestując, choćby w nieruchomości.
Ale podstawową kwestią jest świadomość pewnych zagrożeń jakie mogą nastąpić w przyszłości.

6 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-03 02:15:43)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Ale.... CO inwestowac jesli sie nie zarabia?
Ojciec inwestowal i pamietam ze kapital byl jednak konieczny wink
Wiec zeby sie zabezpieczyc przez nieruchomosci, to trzeba najpierw miec kapital na ta inwestycje. Jak inwestowac bez zarobkow przez np. 20 lat?
Poza tym nawet nie o zdrade chodzi - wystarczy choroba, wypadek, tego sie nie przewidzi.

"Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem natury".

7

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Rozumiem że masz na myśli tzw. plan B czyli co jeśli coś tam nie wypali...Ogólnie do katastrof bezrobotnych kobiet należy moim zdaniem uzależnienie od osób trzecich, czyli często od rodziny, kościoła, centrum psychiatrycznych, placówek zdrowia, domów pomocy społecznej, moprów i innych. Nie chce pisać co może być w ostateczności, ale można zobaczyć problem bezdomności, pijaństwa i innych patologii społecznych.

Nie wegetujmy - żyjmy !

8

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kammiś napisał/a:

Ale.... CO inwestowac jesli sie nie zarabia?
Ojciec inwestowal i pamietam ze kapital byl jednak konieczny wink
Wiec zeby sie zabezpieczyc przez nieruchomosci, to trzeba najpierw miec kapital na ta inwestycje. Jak inwestowac bez zarobkow przez np. 20 lat?

To oczywiste, że trzeba mieć kapitał wink
Przy tym przykładzie wyłączyłam zdradę małżonka (czy ogólnie jego nieuczciwość).
Jeśli to wyłączyć, to gdy mąż zarabia i zabezpieczenie ma być na wypadek utraty źródła dochodu przez rodzinę, to inwestowanie jest taką formą zabezpieczenia na przyszłość.

9

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

witajcie
dziś weszłam na to forum i co widzę?
temat który od jakiegoś czasu zaprząta mi myśli.
Szybko wyszłam za mąż bo w wieku 20 lat. Pojawiło sie dziecko. Zmiana ustroju. Ja tylko ze średnim wykształceniem z maturą, ale bez finansów na studia i bez perspektyw na pracę bo tej pracy zwyczajnie nie było.
A może była, tylko czy był sens pracować i nie mieć z tego prawie nic? opłacając opiekunkę do dziecka, dojazdy, nie zostawało prawie nic.
Mąż zmienił pracę .Żyło nam sie na tyle dobrze, że mogłam pozwolić sobie na siedzenie w domu. Siedzenie dużo powiedziane bo w domu non stop jest co robić. Pojawiło się drugie dziecko. Nie musiałam się szarpać ze złobkami i td .. mogłam spokojnie poświęcić sie ich wychowaniu. To jest jeden z ogromnych plusów tej sytuacji. Móc wysłuchać dziecko wtedy kiedy tego potrzebuje, przebywać z nim, rozwiewac jego wątpliwości..Również miałam mozliwość realizowania marzeń , mogłam studiować, skonczyłam studia magisterskie.. Mąż nadal ten sam, nadal dobrze zarabiający .. mogliśmy inwestować a to w fundusze a to w nieruchomości, mogliśmy w niecały rok wybudować dom, mogłam organizować ogród, byłam w zywiole..  to równiez jest ogromny plus.
Są jednak równiez minusy niestety..
Dziś mam prawie 40-kę , odchowane dzieci , skończone studia z wyróznieniem ale nie mam DOŚWIADCZENIA .. smutne ale prawdziwe.  Przede mną jeszcze 20 lat pracy, czuję w sobie ogromny potencjał, wiele pomysłów.. ale jak pracodawca widzi że przez ostatnie 15 lat nie pracowałam to robi wielkie oczy. Nie pracowałam najpierw bo tej pracy nie było, brak kwalifikacji i td a jak mam kwalifikacje , stabilna sytuacje rodzinną to okazuje się że brak mi doświadczenia.. koło się zamyka.
Smutne to jest. Mogłabym takiemu pracodawcy powiedzieć gdy pyta dlaczego pani nie pracowała tyle lat, że miałam ten luksus i nie musiałam bo mogłam spełniac się jako mama , żona, pani domu czy jak ktoś to nazwał kura domowa.. ale mogłoby być to różnie odebrane..
Z drugiej strony widze co dzieje się na rynku pracy. kto pracuje, jakie ma kwalifikacje. Spotykam swoje koleżanki w urzędach które nie są po studiach a pracują i mają sie dobrze.. Tutaj duże znaczenie ma równiez poplecznictwo, znajomości......

10

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Żyjemy w takich czasach, że będąc w domu, możemy pracować. Nie musimy rezygnować ani z życia rodzinnego ani z pracy. Oczywiście, że nie będzie to 8 godzin dziennie. Czasami wystarczą tylko 2. Jednakże by "nie wypaść z branży".

11

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
luc napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ale.... CO inwestowac jesli sie nie zarabia?
Ojciec inwestowal i pamietam ze kapital byl jednak konieczny wink
Wiec zeby sie zabezpieczyc przez nieruchomosci, to trzeba najpierw miec kapital na ta inwestycje. Jak inwestowac bez zarobkow przez np. 20 lat?

To oczywiste, że trzeba mieć kapitał wink
Przy tym przykładzie wyłączyłam zdradę małżonka (czy ogólnie jego nieuczciwość).
Jeśli to wyłączyć, to gdy mąż zarabia i zabezpieczenie ma być na wypadek utraty źródła dochodu przez rodzinę, to inwestowanie jest taką formą zabezpieczenia na przyszłość.

Luc, to jest pomysł, tylko że kojarzy mi się z oszczędnościami, co prawda na większą skalę, ale jednak... z czymś, z czego trudno będzie jej utrzymać się do końca życia. Bo gdyby były to inwestycje takiego rzędu, że cała rodzina spokojnie może z tego wyżyć, to... w ogóle po co pracować? Siedzieć i odcinać kupony. big_smile

A co z ubezpieczeniem?

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

12

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
Eileen napisał/a:
luc napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ale.... CO inwestowac jesli sie nie zarabia?
Ojciec inwestowal i pamietam ze kapital byl jednak konieczny wink
Wiec zeby sie zabezpieczyc przez nieruchomosci, to trzeba najpierw miec kapital na ta inwestycje. Jak inwestowac bez zarobkow przez np. 20 lat?

To oczywiste, że trzeba mieć kapitał wink
Przy tym przykładzie wyłączyłam zdradę małżonka (czy ogólnie jego nieuczciwość).
Jeśli to wyłączyć, to gdy mąż zarabia i zabezpieczenie ma być na wypadek utraty źródła dochodu przez rodzinę, to inwestowanie jest taką formą zabezpieczenia na przyszłość.

Luc, to jest pomysł, tylko że kojarzy mi się z oszczędnościami, co prawda na większą skalę, ale jednak... z czymś, z czego trudno będzie jej utrzymać się do końca życia. Bo gdyby były to inwestycje takiego rzędu, że cała rodzina spokojnie może z tego wyżyć, to... w ogóle po co pracować? Siedzieć i odcinać kupony. big_smile

A co z ubezpieczeniem?

Inwestowac mozna w rozne rzeczy i nie zawsze musza to byc ogromne pieniadze. Byleby inwestycja byla bezpieczna i z perspektywami, a mozna sobie maly kapitalik pomnozyc.

Natomiast jesli chodzi o plan B w przypadku zony przy mezu, to chyba naturalne wydaje mi sie, ze 1. spisuje sie odpowiednie umowy i polisy na wypadek tego i owego, 2. wiele kobiet w podobnej sytuacji zaklada sobie konta oszczednosciowe, na ktore szanowny malzonek wplaca co miesiac jakas kwote..wlasnie na wypadek, gdy jego zabraknie. Moze to byc polisa ubezpieczeniowa, wszystko jedno, byleby gdzies cos sie zbieralo.
Jest to tez poniekad jego zaplata za jej prace w domu, bo przeciez taka kobieta nie siedzi tylko pracuje w domu.

O wlasny interes trzeba samemu dbac i nie odpuszczac malzonkowi tylko zabezpieczyc sie na wszelka ewentualnosc.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

13

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Mussuka, wszystko ładnie, pięknie, rozsądnie. Ale...Mamy troje dzieci. Pracuje tylko mąż, ja po urodzeniu 3 dziecka nie mam możliwości dojazdu do pracy, rowerem po polnej drodze zimą jakoś mi się nie uśmiecha dymać kilkanaście km.A nawet jeśli, w moim miasteczku 1300 to ogromne pieniądze. Minus opiekunka, dojazdy (ale jakie?) i zostałoby mi jakieś 500 zł. Jakieś kanapki -100 na m-c, 400 zostaje. Przy dobrych wiatrach. Maż zarabia 1800, plus zasiłki. Raty kredytu mamy 1200+ opłaty. Ciężko mi patrzeć, że on pracuje sam, ostatnio zachorował i mieliśmy katastrofę. Ale odłożyć? Nie ma nawet grosza. Rozmawialismy o polisie ubezpieczeniowej. Ale nie mam pojęcia, skąd na to brać...Sprzedaliśmy drugie auto, chcieliśmy bardzo wspólnego dziecka a to wydatki, poprzednie mam z pierwszego małżeństwa.Sprzedaliśmy moje mieszkanie 34m, kupiliśmy domek malutki, ale wygodny, dla wszystkich. Mąz bardzo chciałby, żebym została w domu, mamy duży ogród i mnóstwo pożytku z niego, satysfakcji ale także pracy. Córka ma roczek, żłobka nie ma. Miotam się w tym, szukałam pracy przez net, myślałam nawet o pracy w godzinach wieczornych, nocnych (np bar, kuchnia). Mąż wracałby, ja bym jechała. Po co to/?Ano właśnie po to, że bardzo boję się zostać z ręką w nocniku, do tej pory pracowałam i wychowywałam dzieci sama, cenię sobie posiadanie pieniędzy zarobionych własnoręcznie. I w razie tragedii nie poszłabym na finansowe dno. Może w końcu mogłabym kupić sobie np jakąś wodę toaletową... Bo od jakichś dwóch lat nie pozwalam sobie na takie luksusy. Remont, opłaty, i aby coś do gara.
Taką mam rzeczywistość, a wy tu o inwestowaniu w nieruchomości...Ech...

... żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce...

14

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Mrs. Ice, przepraszam, ale napisze to krotko i niestety szczerze, do bolu szczerze.

Po pierwsze facet, ktory majac zone i 3-ke dzieci nie postara sie o prace za wiecej niz 1800 brutto (czy netto?) to dupa nie chlop. Wybacz, prowadze firme w Polsce i moj najmlodszy pracownik, chlopak dopiero po studiach dostaje 2500 na reke. Dodam, ze nie jest to zadne miasto wojewodzkie, mala miejscowosc pod Wrockiem. Zawod - magazynier i logistyk. Dojezdza ok. 50 km codziennie z innego miasta, autobusem.

Druga sprawa - jak sie nie ma praktycznie za co zyc i marne szanse na poprawe, to powiekszanie jeszcze wlasnego stadka jest dosc nierozsadnym posunieciem. Wychodze z zalozenia, ze najpierw praca i bezpieczenstwo finansowe, potem dzieci. A nie na opak.

Apropos roweru, ja zasuwam polnymi, lesnymi i asfaltowymi drogami w sumie  po 16 km dziennie do pracy i z powrotem. Dla zdrowia i sportu. W zimie jezdze autobusem. I dla mnie to zadna tragedia, ani powod, zeby z pracy rezygnowac.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

15

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Mussuka - treściwie, dosadnie i na temat wink
Jeżeli ktoś ma coraz więcej dzieci, zarabia cały czas minimalną krajową, to naprawdę nie powinien mieć "pozwolenia" na dzieci. Jest nieodpowiedzialną dupą wołową za przeproszeniem.
Jak się chce - to można. Tylko trzeba chcieć.

16

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Mussuka
Niestety ale region regionowi nie jest równy.
Zagladam na oferty pracy lokalnych przedsiębiorców i widzę co się dzieje.
Facet jako murarz i zarobki ledwo 1500 na ręke to szał?
Nie wspomne ile godzin na budowie.
Są owszem sytuacje gdy zarobi nawet to 2,5 na ręke, ale często nie ma umowy. Gdy sie odezwie to często słyszy że nie teraz , czy mu zle i td.. odpuszcza..
Mój mąż dojedzał 50 km w jedna stronę godzina w jedną strone. zarabiał ldwo 2 tysiaki które ledwo starczały.. dlatego musiał szukać pracy z agranicą. Wiele się zmieniło. Nasz standard, nasze marzenia i td.. ale tutaj w kraju cięzko jest się wybić. Ja nie chcę wiele, może tu głupio zabrzmi, ale ja nawet nie zastanawiałam się tak nad zarobkami gdybym podjęła pracę w wymarzonym zawodzie co nad samą realizacją siebie.
Druga sprawa , masz rację osoby o niższym statusie społecznym znacznie częściej mają więcej dzieci,są mało zaradni, często żyja chwilą i liczą na zasiłki. Przykre.. ja na kolejne dziecko czekałam 7 lat i nie dlatego że nie mogłam zajść w ciążę tylko dlatego że nie było mnie na nie stać.

17 Ostatnio edytowany przez kathon (2014-09-03 12:05:25)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
Mussuka napisał/a:

Po pierwsze facet, ktory majac zone i 3-ke dzieci nie postara sie o prace za wiecej niz 1800 brutto (czy netto?) to dupa nie chlop. Wybacz, prowadze firme w Polsce i moj najmlodszy pracownik, chlopak dopiero po studiach dostaje 2500 na reke.

Tak to jest, jak się zna realia tylko ze swojego podwórka.
Zapraszam w rejony dolnego śląska, blisko Wrocława, wiele firm i jeśli ktoś dostaje 2500zł na rękę, to często - uwaga! - jest na stanowisku kierowniczym. Zaskakujące? Bardzo. Przykre? Również. Ale takie są realia. Więc nie generalizujmy, że chłop to dupa wołowa jak zarabia połowę średniej krajowej, bo kobieta nie dość, że nie dupa, to nawet nie wołowa, jak jedyne co potrafi to siedzieć w domu i narzekać, zamiast również poszukać pracy i zacząć zarabiać pieniądze - na wspólny dom, wspólne dzieci i wspólną przyszłość.
Ach nie, przepraszam smile. Lepiej się "spełniać" jako matka i gospodyni domowa smile. Wszak facet jak ten koń, uprząż na plecy i niech utrzymuje całą rodzinę, kiedy kobieta całe dnie spędza sobie w domu, w ogródku i z koleżankami kawkę popija smile.

Ale nic to, nie zwracajcie na mnie uwagi, chętnie poczytam co dalej drogie panie mają w tym temacie do powiedzenia smile.

ladyinblue napisał/a:

Żyjemy w takich czasach, że będąc w domu, możemy pracować. Nie musimy rezygnować ani z życia rodzinnego ani z pracy. Oczywiście, że nie będzie to 8 godzin dziennie. Czasami wystarczą tylko 2. Jednakże by "nie wypaść z branży".

Ale przecież "po co" smile

18 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-09-03 12:18:43)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kathon napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Po pierwsze facet, ktory majac zone i 3-ke dzieci nie postara sie o prace za wiecej niz 1800 brutto (czy netto?) to dupa nie chlop. Wybacz, prowadze firme w Polsce i moj najmlodszy pracownik, chlopak dopiero po studiach dostaje 2500 na reke.

Tak to jest, jak się zna realia tylko ze swojego podwórka.
Zapraszam w rejony dolnego śląska, blisko Wrocława, wiele firm i jeśli ktoś dostaje 2500zł na rękę, to często - uwaga! - jest na stanowisku kierowniczym. Zaskakujące? Bardzo. Przykre? Również. Ale takie są realia. Więc nie generalizujmy, że chłop to dupa wołowa jak zarabia połowę średniej krajowej, bo kobieta nie dość, że nie dupa, to nawet nie wołowa, jak jedyne co potrafi to siedzieć w domu i narzekać, zamiast również poszukać pracy i zacząć zarabiać pieniądze - na wspólny dom, wspólne dzieci i wspólną przyszłość.
Ach nie, przepraszam smile. Lepiej się "spełniać" jako matka i gospodyni domowa smile. Wszak facet jak ten koń, uprząż na plecy i niech utrzymuje całą rodzinę, kiedy kobieta całe dnie spędza sobie w domu, w ogródku i z koleżankami kawkę popija smile.

Ale nic to, nie zwracajcie na mnie uwagi, chętnie poczytam co dalej drogie panie mają w tym temacie do powiedzenia smile.

zaraz, zaraz, chyba pisalam o podworku wlasnie w okolicach Wroclawia. I nie farmazonie, bo wlasnie w zeszlym tygodniu podpisywalam liste plac. Chcesz wiedziec, ile kierownik u mnie zarabia? Moze lepiej nie. Bo ten od 2500 to zwykly magazynier, chociaz chlopak po studiach, zdolny i przyszlosciowy. Sadze, ze gdybym mu mniej zaproponowala, to poszedlby szukac gdzie indziej a ja lubie inwestowac w dobrych pracownikow.

Tyle o realiach, ktore znam jedynie z opowiesci:)

A w kwesti kobiet i pracy, jestem, o dziwo, podobnego zdania, ze na dom powinni pracowac oboje. Zreszta sama tez od zawsze  czyli od po studiach pracowalam na siebie, potem na rodzine.

Tylko, ze w tej konkretnej sytuacji Mrs Ice, kiedy maz zyczy sobie aby zona zostala jednak z 3-ka dzieci w domu, no to juz sam sobie jakby narzuca obowiazek postarania sie o finanse dla rodziny. Skoro, jak ona pisze, maz bardzo by chcial zeby zostala w domu, a ponadto bardzo chcial 3-go dziecka, to niech teraz glowa i nie tylko ta czescia kreci, zeby te swoja gromadke porzadnie wykarmic. Sorry, ale taki mamy klimat.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

19

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kathon napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Ach nie, przepraszam smile. Lepiej się "spełniać" jako matka i gospodyni domowa smile. Wszak facet jak ten koń, uprząż na plecy i niech utrzymuje całą rodzinę, kiedy kobieta całe dnie spędza sobie w domu, w ogródku i z koleżankami kawkę popija smile.

.

więc według Ciebie sytuacje w których to kobieta wychowuje dzieci a facet jest w pracy to spijanie kawki i plotki???
Powiem Ci że jesteś w dużym błędzie i mało wiesz jeszcze o życiu.
Dzięki mojemu spokojowi, optymizmowi, wiary w męża mój mąż mógł sie realizować.
To on wbrew pozorom wypracował składki na emeryturę a nie ja.
Ja TYLKO  zmieniałam pieluchy, ryłam podłogi, wstawałam w nocy gdy dzieci chorowały.
Ale przecież to jest nic. To tylko moje lajtowe zycie polegające na wypchnięciu faceta na cięzką orkę!
To ja ryzykowałam więcej od męża.
To ja ryzykowałam że znajdzie młodą siksę i sajonara.
To ja czekałam na niego uśmiechnieta , gotowa na wszystko.
To ja mam w cv przepaść 15-letnią nie on.

Nadal uważasz że to facet ma uzdę a kobieta lejce??
to jest zbyt zawiłe aby w takich kategoriach to rozpatrywać..

20

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

ja tylko zauwaze, ze to nie byly MOJE slowa w tym cytacie:)

Uwazam nadal, ze albo a) - oboje pracuja i na swoja przyszlosc zarabiaja albo b) - jedno zajmuje sie domem i dziecmi (pracuje) a drugie stojki na rynku pracy odstawia, zeby taka robote znalezc, ktora pozwoli mu jego pracujacej domowo polowicy i dziatkom godziwy byt zabezpieczyc. I dodatkowo byt w przyszlosci, kiedy on przykladowo sie ulotni w ten czy inny sposob.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

21 Ostatnio edytowany przez kathon (2014-09-03 12:33:06)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
dwa w jednym napisał/a:

więc według Ciebie sytuacje w których to kobieta wychowuje dzieci a facet jest w pracy (ciach)

Ponieważ ja WIEM jak wygląda wychowywanie dzieci, WIEM również jak wygląda ciężka praca, z grzeczności nie napiszę co myślę o Twojej litanii i świętym oburzeniu smile.
Znam też te zmęczone życiem, ciężko pokrzywdzone przez los kobiety spracowane wychowaniem dziecka w domu smile. Och, ileż to się nasłuchałem! Ale próba jakiejkolwiek dyskusji zawsze kończyła się taką reakcją jak Twoja smile co jest wielce zabawne, bo im bardziej "umęczona" tym większy krzyk podnosi.
Tak więc z całym szacunkiem, mnie to nie rusza.

Mussuka napisał/a:

ja tylko zauwaze, ze to nie byly MOJE slowa w tym cytacie:).

Co niniejszym potwierdzam smile.

22

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

KATHON
  bo jest znaczna róznica pomiędzy pojęciami WIEM  a DOŚWIADCZYŁEM ..
tutaj mozna sie wypowiadać z uwagi na fakt, że jest to forum publiczne, a jeśli tobie się to nie podoba to możesz posty czytać wybiórczo
no jeśli twoje dyskusje z druga stroną są na takim poziomie jak tutaj to wybacz wcale mnie dziwi że jest tyle krzyku tongue bo wyobraź sobie dzisiejsze kobiety na szczęście mają coraz mniej wspólnego z ciemnogrodem...

23

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Prawda jest taka, że jak ktoś chce - to potrafi! A reszta tylko narzeka wink

24 Ostatnio edytowany przez kathon (2014-09-03 13:14:46)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Widzę, że lubisz zabawy słowne smile - WIEM, DOŚWIADCZYŁEM, JESTEM STRASZNIE UMĘCZONA WYCHOWYWANIEM DZIECKA - rzeczywistości jednak tym nie zmienisz smile.
Reszty nie skomentuję, bo jest trochę wyrwana z kosmosu. Nadmienię tylko, że nikt tutaj nie krzyczy, a ciemnogród owszem, się skończył, ale po drugiej stronie - teraz faceci nie tylko WIEDZĄ, ale również DOŚWIADCZAJĄ wychowywania dzieci smile.

25

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Ale mialobyc o tym, jakie ew. niebezpieczenstwa czekaja na zone przy mezu, kiedy ow maz sie oddali w nieznanym kierunku albo na wieczny odpoczynek uda. A nie o powodach, dla ktorych kobiety decyduja sie na taka a nie inna role w zyciu i o tym, kto wychowuje dzieci i ile z tym roboty.

No i tu kwestia finansow wyszla. Bo milosc miloscia, ale samymi amorami geby nie napelnisz. A ponadto milosc zjawiskiem ulotnym jest, wiec strzezonego...

Gdybym chciala zostac z dziecmi w domu, to niestety, ale szukalabym jedynie na tyle zaradnego partnera, zeby mnie na to siedzenie na zapiecku bylo stac. Mniej zaradny niestety zmusza do wspoludzialu w dokladaniu do budzetu. Lekko nie ma ale nikt tego nie obiecywal.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

26

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
Mussuka napisał/a:

Inwestowac mozna w rozne rzeczy i nie zawsze musza to byc ogromne pieniadze. Byleby inwestycja byla bezpieczna i z perspektywami, a mozna sobie maly kapitalik pomnozyc.

oczywiście.
Podany przez mnie przykład z nieruchomościami, to tylko jedna z form.

Mussuka napisał/a:

O wlasny interes trzeba samemu dbac i nie odpuszczac malzonkowi tylko zabezpieczyc sie na wszelka ewentualnosc.

To m.in. miałam na myśli pisząc o świadomości pewnych zagrożeń w przyszłości.
Niestety chyba sporo kobiet tego nie robi. Pewno nawet większość.

27

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Muszę przyznać, że całe dotychczasowe zycie poświęciłam pracy, często rezygnowałam z wakacji i czasu wolnego cały czas dążąc za kolejnymi awansami, nowymi projektami, stałam się trochę korpoludkiem. Jednak teraz mając 29 lat, mam swoje mieszkanie, męża, stabilną pracę, dobrą pensję i oszczędności i wiem, że jeśli teraz bym miała dziecko i musiała iść na wychowawczy to bym albo utrzymała tą pracę albo znalazła coś innego bo wykonywałam już wiele zadań i mam spore doświadczenie. Chodzi mi tu o to, że jeśli mama chęci i ambicje to odnajdziemy się w każdej sytuacji.

28

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
dwa w jednym napisał/a:

Ja TYLKO  zmieniałam pieluchy, ryłam podłogi, wstawałam w nocy gdy dzieci chorowały.
Ale przecież to jest nic. To tylko moje lajtowe zycie polegające na wypchnięciu faceta na cięzką orkę!

No, owszem. Ty pisałaś z ironią, a ja się z tym zgadzam całkiem szczerze - TYLKO. Wiesz dlaczego? Bo kobieta, która pracuje, potem ma to samo do zrobienia w domu, np. jeśli mąż pracuje za granicą albo jest samotna. Nie rozumiem podejścia, w którym kobiety zostające w domu uważają, że mają tak samo ciężko (albo ciężej) niż te pracujące - przecież pracującym dom sam się nie organizuje, też trzeba pomyć naczynia, posprzątać, wyprasować, wyprać itd. itp. I nie zawsze mąż ma taką pracę, która pozwala mu na przejęcie połowy obowiązków. A nawet jeśli się dzielą, to hm... licząc, że każde z tych zajęć, czyli dom/praca, zajmuje tyle samo, to kobieta wracając z pracy, ma jeszcze połowę w domu do odbębnienia.

Tyle że nie chodzi mi o udowadnianie, jak kobiety zostające mają źle czy trudno, ale o to, co robią, jak się przygotowują na ewentualność pozostania samej.

Bo napisałaś:

To ja ryzykowałam więcej od męża.
To ja ryzykowałam że znajdzie młodą siksę i sajonara.
To ja czekałam na niego uśmiechnieta , gotowa na wszystko.
To ja mam w cv przepaść 15-letnią nie on.

więc widać, że sama zdajesz sobie z tego sprawę. Więc jestem ciekawa, jak się przed tym zabezpieczać, jak przygotować na to, żeby nagle nie odkryć, że ciężko znaleźć pracę z 15-letnią przerwą w CV.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

29

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

EILLEN
ja to TYLKO  wcale nie pisałam w kontekście ironii.
Zwracałam uwagę na fakt, że u dużej części społeczeństwa praca kobiet będących w domach nie jest doceniana.
Ja do nikogo nie mam pretensji , to był i jest nasz wybór, całkiem świadomy. Zdaję sobie też sprawę, że na bycie w domu może pozwolić sobie niewiele kobiet niestety
Uważam równiez że kobiety pracujące mają mega trudne zadanie.
Muszą być dobrymi logistykami, menadzerami aby wszystko działało jak trzeba.
Nie ma niestety złotego środka..
w tym co napisałam wyżej chciałam pokazac plusy i minusy tej sytuacji.
taki był chyba cel tego wątku?

30

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Nie no, wiadomo, że w drugą stronę też nie można przesadzać, bo zajęcie w domu przy dzieciach jest i nie ma co się oszukiwać.

W wątku chodziło mi raczej o to, jak kobiety, które rezygnują z pracy w założeniach na stałe czy na wiele lat, mogą przygotować się na rozstanie z mężem/jego śmierć/chorobę/utratę pracy itd., żeby później nie obudziły się z ręką w nocniku.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

31

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kathon napisał/a:

Widzę, że lubisz zabawy słowne smile - WIEM, DOŚWIADCZYŁEM, JESTEM STRASZNIE UMĘCZONA WYCHOWYWANIEM DZIECKA - rzeczywistości jednak tym nie zmienisz smile.
Reszty nie skomentuję, bo jest trochę wyrwana z kosmosu. Nadmienię tylko, że nikt tutaj nie krzyczy, a ciemnogród owszem, się skończył, ale po drugiej stronie - teraz faceci nie tylko WIEDZĄ, ale również DOŚWIADCZAJĄ wychowywania dzieci smile.

Wszystko zależy w jakim wieku, sam wiem że wychowanie rocznego dziecka to czysta katorga, płacz aż rozwala. Ciągłe zmiany pieluch masakra. Tu jest naprawdę wiele problemów ale już 4-5 lateka to light smile
Wiem to z doświadczenia smile

Nie leć na nieosiągalne bo się poparzysz.
Optymista nie ma wyobraźni, pesymista woli działania a realista ma to i to.
Pilna pomoc w temacie wyłudzonej pożyczki!!!

32

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
dwa w jednym napisał/a:

w tym co napisałam wyżej chciałam pokazac plusy i minusy tej sytuacji.
taki był chyba cel tego wątku?

Raczej nie taki, bo wątki na temat plusów i minusów już były.
W tym wątku chodzi o to czy kobiety niepracujące, pozostające na utrzymaniu męża myślą o ewentualnych nieszczęściach w przyszłości i czy się na taką ewentualność zabezpieczają.

33

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

jeżeli nie myślą i się nie zabezpieczają to znaczy, że nie są zbyt rozumne ...

i nie należy się o to obrażać, bo taka prawda jest
w życiu bywa różnie, jeden plan to za mało, potrzebne są awaryjne - zawsze

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

34

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Moja koleżanka świetnie się zabezpieczyła. Mają troje dzieci, tylko on pracuje. Dom zapisany na nią, samochód na nią, konto w banku na nią, lokaty na nią. Jak mąż odejdzie, to on zostanie z niczym

35 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-03 20:12:42)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
Mussuka napisał/a:

Mrs. Ice, przepraszam, ale napisze to krotko i niestety szczerze, do bolu szczerze.

Po pierwsze facet, ktory majac zone i 3-ke dzieci nie postara sie o prace za wiecej niz 1800 brutto (czy netto?) to dupa nie chlop. Wybacz, prowadze firme w Polsce i moj najmlodszy pracownik, chlopak dopiero po studiach dostaje 2500 na reke. Dodam, ze nie jest to zadne miasto wojewodzkie, mala miejscowosc pod Wrockiem. Zawod - magazynier i logistyk. Dojezdza ok. 50 km codziennie z innego miasta, autobusem.

Druga sprawa - jak sie nie ma praktycznie za co zyc i marne szanse na poprawe, to powiekszanie jeszcze wlasnego stadka jest dosc nierozsadnym posunieciem. Wychodze z zalozenia, ze najpierw praca i bezpieczenstwo finansowe, potem dzieci. A nie na opak.

Apropos roweru, ja zasuwam polnymi, lesnymi i asfaltowymi drogami w sumie  po 16 km dziennie do pracy i z powrotem. Dla zdrowia i sportu. W zimie jezdze autobusem. I dla mnie to zadna tragedia, ani powod, zeby z pracy rezygnowac.

Popieram :)
W ogóle dla mnie niepracowanie Z WYBORU to moim skromnym zdaniem głupota, brak wyobraźni i szczyt lenistwa.

Nie rozumiem też tego zapisywania WSZYSTKIEGO na kobietę, w dodatku niepracującą.
Jak on odejdzie... a to przypuszczenia, że odejdzie ONA już nie ma? Dlaczego tylko co do niego zachodzi takie przypuszczenie i zabezpieczanie się w tym względzie. Bo kobieta z góry święta?
W ogóle nie chciałabym żeby cokolwiek ktokolwiek na mnie kiedykolwiek zapisywał - odkąd pamiętam jestem zwolenniczką absolutnej rozdzielności majątkowej.

Ktoś napisał, że zostałoby mu ledwie 400 zł z wypłaty po odliczeniu opiekunki. Ale o tym, że dzieciak pójdzie do przedszkola/szkoły - a za szkołę już nie ma opłaty miesięcznej i te wydatki odpadną, a praca i doświadczenie zostanie, to już się nie myśli.

A co do tego, że kobiety zostające w domu mają rzekomo trudniej to zgadzam się z Eilen.
Mam dwie koleżanki - jedna ma lat 27, dwójkę dzieci, jest SAMOTNĄ MATKĄ, pracuje, studiuje zaocznie. I daje radę.
Druga - ma jednego dzieciaka, cały dzień siedzi w domu. Obiad ugotuje, potem spacerki, kawusia z koleżanką.
I co z tego, że dzieciaki tej pierwszej muszą być w żłobku/przedszkolu/świetlicy do wieczora? Moim zdaniem i tak bardziej rozsądna jest ta pierwsza. I o wiele bardziej zarobiona niż ta co "pracuje" w domu.

"Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem natury".

36

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia:)
Kammiś , młodziutka jesteś i obyś się nie rozczarowała.
Mi nie zależy na udawadnianiu czegokolwiek.
Zakładam hipotetyczną sytuację..w sumie bardzo mi bliska nawet:)
zakładam że jest kobieta, ma dwoje dzieci . Pracuje na 2 zmiany.
Dzieci w wieku 7 i 5 lat.
Mieszka tylko 3 km od szkoły dzieci, miasta i td.
jest w pracy na druga zmianę i kto odbiera jej dzieci???

odnoszę wrażenie, że wiele osób z zazdrości neguje kobiety które nie pracują. Mam na mysli kobiety niepracujące  świadome, często mające wyższe wykształcenie, czasami dorabiające w domu i td..

37

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kammiś napisał/a:

W ogóle dla mnie niepracowanie Z WYBORU to moim skromnym zdaniem głupota, brak wyobraźni i szczyt lenistwa.

Teraz to się trochę zapędziłaś.
Oczywiście masz prawo do takiego zdania, ale nie musisz od razu pisać obraźliwie pod adresem niepracujących kobiet.
Znam jeszcze inne przyczyny, dla których kobiety nie pracują i tylko zajmują się domem.

Ale nie o tym wątek.
Może się wypowie kobieta, która zabezpiecza się na wypadek nieszczęścia z dochodami męża.

38

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kammiś napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Ktoś napisał, że zostałoby mu ledwie 400 zł z wypłaty po odliczeniu opiekunki. Ale o tym, że dzieciak pójdzie do przedszkola/szkoły - a za szkołę już nie ma opłaty miesięcznej i te wydatki odpadną, a praca i doświadczenie zostanie, to już się nie myśli.

A może myśli się o tym, że jak dziecko pójdzie do przedszkola, to będzie często chorowało? I co ma zrobić matka, która o 7 stwierdzi, że dziecko ma gorączkę, a na 8 ma do pracy? Właśnie to powstrzymało mnie przed powrotem do pracy. Nie mam babci, cioci ani nikogo, kto mógłby wtedy zająć się malym. i co? Jestem głupia i leniwa? Nie, po prostu nie wrócę do pracy, bo zaraz pójdę na zwolnienie. Ja na szczęście prowadzę własne biznesy i stać mnie na siedzenie w domu, ale nie każdy tak ma. Więc może trochę zrozumienia dla drugiego człowieka?

39

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
kammiś napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Mrs. Ice, przepraszam, ale napisze to krotko i niestety szczerze, do bolu szczerze.

Po pierwsze facet, ktory majac zone i 3-ke dzieci nie postara sie o prace za wiecej niz 1800 brutto (czy netto?) to dupa nie chlop. Wybacz, prowadze firme w Polsce i moj najmlodszy pracownik, chlopak dopiero po studiach dostaje 2500 na reke. Dodam, ze nie jest to zadne miasto wojewodzkie, mala miejscowosc pod Wrockiem. Zawod - magazynier i logistyk. Dojezdza ok. 50 km codziennie z innego miasta, autobusem.

Druga sprawa - jak sie nie ma praktycznie za co zyc i marne szanse na poprawe, to powiekszanie jeszcze wlasnego stadka jest dosc nierozsadnym posunieciem. Wychodze z zalozenia, ze najpierw praca i bezpieczenstwo finansowe, potem dzieci. A nie na opak.

Apropos roweru, ja zasuwam polnymi, lesnymi i asfaltowymi drogami w sumie  po 16 km dziennie do pracy i z powrotem. Dla zdrowia i sportu. W zimie jezdze autobusem. I dla mnie to zadna tragedia, ani powod, zeby z pracy rezygnowac.

Popieram smile
W ogóle dla mnie niepracowanie Z WYBORU to moim skromnym zdaniem głupota, brak wyobraźni i szczyt lenistwa.

Nie rozumiem też tego zapisywania WSZYSTKIEGO na kobietę, w dodatku niepracującą.
Jak on odejdzie... a to przypuszczenia, że odejdzie ONA już nie ma? Dlaczego tylko co do niego zachodzi takie przypuszczenie i zabezpieczanie się w tym względzie. Bo kobieta z góry święta?
W ogóle nie chciałabym żeby cokolwiek ktokolwiek na mnie kiedykolwiek zapisywał - odkąd pamiętam jestem zwolenniczką absolutnej rozdzielności majątkowej.

Ktoś napisał, że zostałoby mu ledwie 400 zł z wypłaty po odliczeniu opiekunki. Ale o tym, że dzieciak pójdzie do przedszkola/szkoły - a za szkołę już nie ma opłaty miesięcznej i te wydatki odpadną, a praca i doświadczenie zostanie, to już się nie myśli.

A co do tego, że kobiety zostające w domu mają rzekomo trudniej to zgadzam się z Eilen.
Mam dwie koleżanki - jedna ma lat 27, dwójkę dzieci, jest SAMOTNĄ MATKĄ, pracuje, studiuje zaocznie. I daje radę.
Druga - ma jednego dzieciaka, cały dzień siedzi w domu. Obiad ugotuje, potem spacerki, kawusia z koleżanką.
I co z tego, że dzieciaki tej pierwszej muszą być w żłobku/przedszkolu/świetlicy do wieczora? Moim zdaniem i tak bardziej rozsądna jest ta pierwsza. I o wiele bardziej zarobiona niż ta co "pracuje" w domu.

Można też zostać w domu z dzieckiem jakiś czas (to już wiadomo różnie, ale choćby rok, dwa czy trzy lata) i w międzyczasie pracować dorywczo, jest wiele możliwości, a potem jak dziecko pójdzie do przedszkola zacząć pracować na stałe np. Wtedy opiekunka pewnie odpadnie, przedszkole trzeba opłacić, ale chociaż jedno odpadnie tongue Tak ja rozumuję. No albo można powoli wracać do pracy, niekoniecznie na cały etat, mniej zapłaci się opiekunce, mniej godzin, doświadczenie jest, a czas spędzony z małym dzieckiem też. Różne są możliwości.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

40

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Eileen - gratulować tematu;)

Zgodzę się, że sytuacja kobiety zajmującej się domem i pracującej, ma swoja plusy i minusy.

Mam koleżankę, która lubi być matką i żoną. Nie kryje, że w tej roli spełnia się najlepiej.
Kiedyś spytałam ją, co by było gdyby... Odpowiedziała, że jej mąż i ojciec ich dzieci pójdzie w skarpetkach. Dziewczyna zna prawo i nie zawaha się go użyć;)

Znam kobietę, która nie pracuje, a ma konto oszczędnościowe - oszczędza na czarną godzinę.

Znam też taką, która w momencie, kiedy jej związek wygasł - trwała przy mężu jeszcze dwa lata. Czemu? Bo każdy swój wybryk partner rekompensował biżuterią. Wyjaśniła mi, że każdy karat, to kolejny miesiąc zapłaconego czynszu na swoim.

Nie wiem, co kieruje kobietami, że ufają mężom na tyle, żeby pozbawić się własnego grosza.

Wiem jednak, że zbytnia ufność i oparcie na barkach mężczyzny może odbić się czkawką.

Co się dzieje z kobietami bez stażu w momencie, kiedy stracą źródło dochodów w postaci męża?
Idą w zaparte!

Wbrew pozorom, to kobiety są realistkami i gdy odczują głód - znajdą sposób.

Pytanie, czy ten sposób nie obedrze ich z godności?

Partnerski związek nie polega na wymogach narzucanych dochodem z pracy.
Prawdziwy partner zabezpieczy kobietę, która naiwnie zgodzi się na "oddać siebie".

Znam faceta, który zapisał cały swój majątek i dorobek swoich rodziców na żonę. Chciał zadeklarować lojalność.
Jego żona nigdy nie wykorzystała hojności partnera. Gdy przyszedł czas zajęła się swoim życiem zawodowym i pomimo trudności dobrze prosperuje. Nigdy nie zapomniała o geście męża, ale zbudowała własną drogę, zamiast oczekiwać manny z nieba.

Czy warto liczyć na emeryturę po mężu? Można - nie przeczę, ale czy własna nie dostarczy większej satysfakcji?
Nie piszę o wieku starczym, ale produktywnym. Tym, w którym mamy wpływ na własną przyszłość i nie liczymy na czudzą łaskę.

41

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

zapewniam ciebie że to o czym piszesz to zdarza się niestety rzadko.. często kobieta musi sie określić czy wraca i nie marudzi, bedzie dyspozycyjna .. lub nie wraca i rozwiązuje się  z nią umowę..
Czytając te posty odnosze wrazenie że piszecie o kobietach Polkach które tylko piastuja kierownicze stanowiska, mają nienormowany czas pracy i super godzą obowiązki pomiedzy domem a pracą.
Musze was zmartwić, wiele kobiet ryje na etacie w biedronce , w weekendy , święta .. ich dzieci często cały tydzien ledwo widzą mamę..
czy nadal uważacie że zabijanie się na etacie to taki miód ? i trzeba ponad wszystko trzymać się etatu??

42

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
dwa w jednym napisał/a:

czy nadal uważacie że zabijanie się na etacie to taki miód ? i trzeba ponad wszystko trzymać się etatu??

Tak. Tak, jeżeli to zapewni kobiecie możliwość decydowania o własnym losie.

Kobiety pracują znacznie ciężej nad utrzymaniem "domowego ogniska", niż we współczesnych obozach pracy.
Z tytułu drugiego wariantu przynajmniej mają zapewniony socjal.

Jeżeli już rezygnują z pracy zawodowej, to powinny postarać się o polisę.

Nie ma nic za darmo!

Facet to rozumie.
Jak wbudować ten fakt w świadomość kobiety?

43

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

no własnie. To jest ta różnica pomiędzy świadomym wyborem a poddaniem się mezowi, partnerowi, bezrobociu...

44

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
dwa w jednym napisał/a:

no własnie. To jest ta różnica pomiędzy świadomym wyborem a poddaniem się mezowi, partnerowi, bezrobociu...

Nie chce mi się z tobą gadać.
Czemu?
Prezentujesz podobny poziom do mojego, ale kusi się o przykłady i uzasadnienie.

Wracając do tematu.
Kobiety na etacie mają niełatwo, ale znacznie trudniej.

45

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Ewka heheh a to mnie rozbawiłaś:P:P może zamiast sledzic forum zacznij od gramatyki:P:P języka polskiego oczywiście

wracając do tematu
pozostaje tylko mieć nadzieje że kobiety będą świadome czym ryzykują i jakie moga być konsekwencje ich decyzji związanych z oddaniem się domowemu ognisku:P:P

46

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
dwa w jednym napisał/a:

zapewniam ciebie że to o czym piszesz to zdarza się niestety rzadko.. często kobieta musi sie określić czy wraca i nie marudzi, bedzie dyspozycyjna .. lub nie wraca i rozwiązuje się  z nią umowę..
Czytając te posty odnosze wrazenie że piszecie o kobietach Polkach które tylko piastuja kierownicze stanowiska, mają nienormowany czas pracy i super godzą obowiązki pomiedzy domem a pracą.
Musze was zmartwić, wiele kobiet ryje na etacie w biedronce , w weekendy , święta .. ich dzieci często cały tydzien ledwo widzą mamę..
czy nadal uważacie że zabijanie się na etacie to taki miód ? i trzeba ponad wszystko trzymać się etatu??

Jasne, pewnie dziecko będzie wolało mamusię, która jest w domu, a nie taką, którą nagle zacznie widywać tylko wieczorami, ALE jeśli nagle tatusiowi coś się stanie, to swoją obecnością mamusia dziecka nie nakarmi, a śmiem przypuszczać, że w okresie głodu dziecko chętnie przehandlowałoby parę godzin z mamusią za kilka kanapek.

Mam koleżankę, która lubi być matką i żoną. Nie kryje, że w tej roli spełnia się najlepiej.
Kiedyś spytałam ją, co by było gdyby... Odpowiedziała, że jej mąż i ojciec ich dzieci pójdzie w skarpetkach. Dziewczyna zna prawo i nie zawaha się go użyć;)

No tak, a co jeśli mężowi coś się stanie? Kogo oskubie w takim wypadku? wink

Znam też taką, która w momencie, kiedy jej związek wygasł - trwała przy mężu jeszcze dwa lata. Czemu? Bo każdy swój wybryk partner rekompensował biżuterią. Wyjaśniła mi, że każdy karat, to kolejny miesiąc zapłaconego czynszu na swoim.

Może ktoś powie, że to "zaradność", ale dla mnie to żałosne jednak. Owszem, mogła to zrobić z wyboru, ale... czy tak naprawdę miała wielki wybór, jeśli inaczej nie miałaby za co żyć? Ja bym jednak chciała móc odejść od mężczyzny w dowolnym momencie i właśnie zadbanie o niezależność finansową daje kobietom taką możliwość. W innych wypadkach pojawiają się na forum wątki "pije, bije, ale nie mam gdzie iść i za co żyć". To kolejny przykład na to, że warto się jakoś zabezpieczać, bo nie każdy facet będzie miał taki "gest" jak ten z powyższego przykładu. tongue

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

47

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Jestem niepracująca trochę z konieczności ale i też z wyboru.
Mało  tego żyję z kimś bez ślubu,tak więc ktoś mógłby powiedzieć że w razie czego zostanę goła i wesoła,
ale tak nie będzie.
Na wypadek śmierci partnera jest kilka polis które pozwolą mi zyc dobrych kilka lat.
Na wypadek rozstania są lokaty  zapisane na mnie,mam też konto na które wpływa co miesiąc parę groszy.
Dodatkowo płacę składki aby w przyszłości mieć emeryturę,może wysoka ona nie będzie ale porównywalna do tej jaką bym miała pracując za najniższą krajową.
Mam też mieszkanie do którego zawsze mogę wrócić, tak więc pod mostem nie wyląduję,póki co z tego mieszkania też wpływają pieniądze za wynajem.


A czy siedzenie w domu z dziecmi to cięzka praca? szczerze mówiąc według mnie nie,fakt czasem psychicznie człowiek ma dosyć,ale ogólnie mówiąc jak się jest zorganizowanym to można tak cały dzień ułożyć aby mieć czas na wszystko łącznie z przyjemnościami wink
Pranie ,sprzątanie,gotowanie to przy dobrej organizacji zajmuje chwilę.


Niestety znam osoby które są w domu bo mąż pan i władca zabronił pracować
bo jest tak zazdrosny ze każde wyjscie żony do pracy równa się zdradzie.
Co z tego że żyją za 2 tysiące,że młodsze dziecko nie ma własnego pokoju,że dzięki wypłacie żony mogliby kupic sobie własne mieszkanie,ale nie ONA do pracy nie pójdzie bo zdradzi i co wtedy?

48

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
lena812 napisał/a:

Jestem niepracująca trochę z konieczności ale i też z wyboru.
Mało  tego żyję z kimś bez ślubu,tak więc ktoś mógłby powiedzieć że w razie czego zostanę goła i wesoła,
ale tak nie będzie.
Na wypadek śmierci partnera jest kilka polis które pozwolą mi zyc dobrych kilka lat.
Na wypadek rozstania są lokaty  zapisane na mnie,mam też konto na które wpływa co miesiąc parę groszy.
Dodatkowo płacę składki aby w przyszłości mieć emeryturę,może wysoka ona nie będzie ale porównywalna do tej jaką bym miała pracując za najniższą krajową.
Mam też mieszkanie do którego zawsze mogę wrócić, tak więc pod mostem nie wyląduję,póki co z tego mieszkania też wpływają pieniądze za wynajem.

O, i to jest bardzo rozsadne podejscie:) Co je moje to je moje.

Ja, pomimo tego, ze pracuje wlasciwie od zawsze, bo jeszcze na studiach sobie dorabialam, a obecnie na stanowisku kierowniczym, co niektorych moze razic ale mnie pasuje, bo do niego ciezka praca doszlam, mam i dom na siebie i konto typu zaskorniak, na ktore wplywaja calkiem ladne sumki comiesieczne. Oczywiscie na panstwowa emeryture sciagaja mi w pracy). Wychodze z zalozenia, ze skoro umiem liczyc, to bede licyc tylko na siebie. Wszystko pozostale to bonus. Ale zadna gwarancja.

To nawet nie tyle jest zabezpieczenie na przypadek ew. odejscia partnera ile na spokojna i godna starosc, za lat jeszcze huhuhu..i wiecej:)

Nigdy nie lubilam zalezec od cudzych pieniedzy, ani rodzicow ani partnera. Nawet jesli daje je z dobrej nieprzymuszonej woli, to dla mnie te pieniadze sa nadal "cudze". Wiec jakbym miala na starosc kiedys egzystowac, gdyby on dostawal swoja emeryture a ja bym z niej tez korzystala nie majac wlasnego grosza w kieszeni? Jakos mi sie to z moim swiatopogladem kloci.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

49

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

nie można wrzucać wszystkich do jednego wora ! ja jestem ponad 26 lat kurą , ale była to nasza obopólna zgoda , on zarabia ja "wydaję"  mamy role podzielone choć czasem ja jego on mnie zastępuje w codzienności , gdyby jednego z nas zabrakło bądż każdy idzie swoją drogą jesteśmy podzieleni moje-twoje-nasze , aha jeszcze jedno ważne na takie coś mogą sobie pozwolić dobrze zarabiający\prosperujący.

50

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
facelia napisał/a:

gdyby jednego z nas zabrakło bądż każdy idzie swoją drogą jesteśmy podzieleni moje-twoje-nasze , aha jeszcze jedno ważne na takie coś mogą sobie pozwolić dobrze zarabiający\prosperujący.

o to wlasnie chodzilo, mozna nie pracowac zawodowo, ale glowka powinna pracowac caly czas:)

I z tym drugim zdaniem tez sie w calosci zgadzam.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

51

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
dwa w jednym napisał/a:

Ewka heheh a to mnie rozbawiłaś:P:P może zamiast sledzic forum zacznij od gramatyki:P:P języka polskiego oczywiście

wracając do tematu
pozostaje tylko mieć nadzieje że kobiety będą świadome czym ryzykują i jakie moga być konsekwencje ich decyzji związanych z oddaniem się domowemu ognisku:P:P

To oczywiście była próbka mojego wątpliwego poczucia humoru. Mam nadzieję, że nie uraziłam.

Odnośnie tematu, to zgadzam się, że kobiety, które zdają się na łaskę męża sporo ryzykują. Mi taka ruletka, by nie odpowiadała.

Eileen napisał/a:
ewka3 napisał/a:

Mam koleżankę, która lubi być matką i żoną. Nie kryje, że w tej roli spełnia się najlepiej.
    Kiedyś spytałam ją, co by było gdyby... Odpowiedziała, że jej mąż i ojciec ich dzieci pójdzie w skarpetkach. Dziewczyna zna prawo i nie zawaha się go użyć;)

No tak, a co jeśli mężowi coś się stanie? Kogo oskubie w takim wypadku? wink

W tym konkretnym przykładzie mężczyzna jest wysoko ubezpieczony. Dodatkowo pracuje legalnie w Norwegii i jego cała rodzina podlega tamtemu systemowi opieki pomimo, że mieszkają w Polsce. Nie znam się na przepisach, tak mi mówiła koleżanka.

Ale mam znajomą, która owdowiała w wieku trzydziestu dziewięciu lat. Mąż nie był ubezpieczony. Pozostała sama z trójkom dzieci. Najmłodsze miało wówczas niespełna trzy latka. Dodatkowo kredyt na dom i nieuregulowane płatności firmy męża. Pomogli znajomi i rodzina. Dzięki protekcji miejscowych władz otrzymała pracę w szkole. Spłaciła długi i wyszła na prostą, tylko jakim kosztem.

52 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-09-04 20:30:31)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Byłam sobie ja kiedyś taka ambitna taka sru do przodu, taka samodzielna. Ale zachorowałam i niestety z etatu nici. Jestem na utrzymaniu partnera, ale mam też swoje, zarobione choć nie na etacie. Wiem jedno mam łeb nie od parady, poradzę sobie, choć mam nadzieję że nie będę musiała. Na chwilę obecną więcej dostanę w domu robiąc to co robię i więcej zaoszczędzę bo praca też kosztuje, dodatkowo gotowanie domu wychodzi również na +, u nas na kierowniczym dostaje się zwykle 1200 a inni dostają jeszcze mniej bo prawo o najniższej można obejść, to po co mi to? Tak zajmę się domem i dorobię w domu. Trochę szkoda bo praca to jednak samorealizacja, nowi ludzie, a tak mieszkam w tym mieście od kilku lat i nie mam żadnych znajomych ;/

53

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Znam parę przypadków gdzie to kobieta siedzi w domu, no bo w sumie jej to odpowiada. Maz zarabia, daje kase za chwile wszystko sie rozpada maz poznaje kochankę, przestaje dawac kasę, wyprasza zone ze swojego mieszkania. Zona (byla) pomieszkuje troche u rodzicow, siostry, brata, szuka pana (kolejnego co ja będzie utrzymywać) i jakoś żyje a przecież nie pojdzie pracować za minimalna krajową albo co gorsza nie będzie sprzątać ulic. Wiek różny od 30 do 60. Żadnego roku przepracowanego niby studia skończone ale co z tego jak brak doświadczenia.

Zawsze na czarna godzinę powinniśmy miec parę zloty na osobnym koncie, dorabiać sobie, chodzic na różne kursy.
Wszystko pieknie cacy tylko w naszej Polsce jest naprawdę ciezko znaleźć pracę dla mlodych a co dopiero dla starszych kobiet budzących sie z reka w nocniku.

54

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Dla mnie w ogóle nie do pomyślenia jest, jak można, nawet mając bogatego męża/pomocnych rodziców którzy chcą przepisać na Ciebie jakieś dobra materialne, nieruchomości - nie chciec z własnej woli, dla własnej satysfakcji, pójść do pracy. Ja nawet gdybym nie mogła pracować w zawodzie to i tak poszłabym do jakiejś pracy, może i gorszej, ale poszłabym. Po pierwsze, trzeba mieć własną kasę i stale do tego dążyć, po drugie, emerytury nawet jak z tego dużej nie będzie albo nie będzie wcale, to zawsze można coś na starość odłożyć jak się postarasz. Po trzecie - lenistwo do tego stopnia, by nie chcieć wychodzić z domu nawet w celach towarzyskich do pracy, do ludzie, to kalectwo.

55

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
olazolecka napisał/a:

Po trzecie - lenistwo do tego stopnia, by nie chcieć wychodzić z domu nawet w celach towarzyskich do pracy, do ludzie, to kalectwo.

Pierwszy raz w życiu słyszę, żeby ktoś chodził do pracy w celach towarzyskich.
Praca polega na świadczeniu określonej umową usługi dla pracodawcy za wynagrodzenie.
Ale mniejsza o to.

Dyskusja dotyczy tego, czy kobiety decydując się na zajmowanie domem i rodziną, przemyślały swoją decyzję. Rozważyły wszystkie za i przeciw oraz czy zdają sobie sprawę, co ryzykują w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń.

Podejrzewam, że nie łatwo zaczynać od nowa, kiedy ma się już swoje lata.
Sama miałam długą przerwę w stażu zawodowym, spowodowaną wychowaniem dzieci, i jak pies biegałam z CV w zębach pukając do wszystkich możliwych drzwi. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym w ogóle nie posiadała doświadczenia.

W dzisiejszych czasach nie łatwo znaleźć pracę młodym, a co dopiero osobom dojrzałym.

Kobiety, które z jakiś powodów wybierają dom, powinny mieć świadomość, że może się coś nieprzewidzianego wydarzyć. Jeżeli męża/partnera stać na to, by mieć zawsze czysty dom i skarpetki, to może warto by zabezpieczyć swoją panią domu?

56

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
facelia napisał/a:

nie można wrzucać wszystkich do jednego wora ! ja jestem ponad 26 lat kurą , ale była to nasza obopólna zgoda , on zarabia ja "wydaję"  mamy role podzielone choć czasem ja jego on mnie zastępuje w codzienności , gdyby jednego z nas zabrakło bądż każdy idzie swoją drogą jesteśmy podzieleni moje-twoje-nasze , aha jeszcze jedno ważne na takie coś mogą sobie pozwolić dobrze zarabiający\prosperujący.

Hm, nie rozumiem. Jak jesteście podzieleni? Że np. jak on Cię zostawi, to coś tam zostaje dla Ciebie? No przy rozwodzie można majątek podzielić, ale, załóżmy, że chodzi o mieszkanie, to jedna strona drugą np. spłaca, jeśli dorobili się go wspólnie. No to zakładając, że nie zarabiasz, to z czego go spłacisz? Albo z czym zostaniesz, jak on spłaci Ciebie? A jak umrze, to jak jesteście "podzieleni"? Wiadomo, odziedziczysz po nim, czy coś, ale za co będziesz dalej żyć?

No i jeszcze jestem ciekawa, jak wyglądałby ten podział w przypadku, kiedy by partner zostawił Cię dla innej. Nawet jeśli wcześniej umówilibyście się, że w przypadku rozstania to jest Twoje, a to moje, a tamto..., to hm... o ile to nie jest jakoś (jak?) zabezpieczone prawnie, to ciężko oczekiwać, że on się z tego wywiąże.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

57

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

A gdyby tak spojrzeć nieco z innej strony, nie chodzi mi tu o taką sobie zwykłą pracę 8 godzin i już, ale o typową karierę, zasuwanie od świtu do zmroku, wyjazdy, czy nie warto życie wypośrodkować? Wiele związków choć bardzo udanych rozpada się przez karierę, pieniądze są, ale nie ma nic po za tym chyba trudno tu mówić o szczęściu.

58

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Poleganie tylko na dochodach męża zawsze jest ruletką. Przykładem moja matka. Nigdy nie pracowała. To nieistotne dlaczego. Ojciec w późnym wieku zachorował ciężko, a opieka nad nim przekroczyła możliwości domowe. Trafił do ZOL. Wraz z nim do ZOL trafiło 70% jego emerytury. Matka została z grosikami, a miała już 77 lat. Na szczęście miała mnie.
Ojciec zmarł i matka ma po nim emeryturę, ale ciągle pamiętam jej przerażenie gdy obudziła się z ręką w nocniku.
Dlatego kobieta domowa MUSI myśleć o różnych sytuacjach, które stwarza życie, musi się zabezpieczyć inaczej jesli nie ma własnych dochodów.

59 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2014-09-05 19:57:45)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
facelia napisał/a:

nie można wrzucać wszystkich do jednego wora ! ja jestem ponad 26 lat kurą , ale była to nasza obopólna zgoda , on zarabia ja "wydaję"  mamy role podzielone choć czasem ja jego on mnie zastępuje w codzienności , gdyby jednego z nas zabrakło bądż każdy idzie swoją drogą jesteśmy podzieleni moje-twoje-nasze , aha jeszcze jedno ważne na takie coś mogą sobie pozwolić dobrze zarabiający\prosperujący.

Wcale nie uogólniamy. Wypowiadamy własne zdania.
Niestety mało jest tu opinii kobiet, które świadomie wybrały zajmowanie się gospodarstwem domowym, a szkoda. Chciałabym poznać ich sposoby zabezpieczania się na wypadek nie przewidzianych zdarzeń. W ogóle chciałabym się dowiedzieć, czy myślą o takich ewentualnościach, czy może jest to "niespodzianka", która przytrafia się innym, nie nam.
Nie będę ukrywać, że mój partner początkowo widział właśnie taki model związku. 

marena7 podała, niestety, nierzadki przykład sytuacji, w której znalazła się jej mama. Przyczyną nie była zdrada, ani tragiczna śmierć. Żywiciel się rozchorował, a partnerka nie mogła się nim opiekować. Takich okoliczności się nie planuje.

Nie twierdzę, że kobiety zajmujące się domem są gorsze czy lepsze. Zastanawiam się tylko, jak sobie radzą z zabezpieczeniem na przyszłość. Czy czują się niepewnie? Czy rozpatrują, co by było gdyby?
Nie lubię pracować, bez przesady, ale lubię komfort psychiczny, że jakby co, to sobie poradzę.

60 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-09-06 01:28:40)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
lena812 napisał/a:

Jestem niepracująca trochę z konieczności ale i też z wyboru.
Mało  tego żyję z kimś bez ślubu,tak więc ktoś mógłby powiedzieć że w razie czego zostanę goła i wesoła,
ale tak nie będzie.
Na wypadek śmierci partnera jest kilka polis które pozwolą mi zyc dobrych kilka lat.
Na wypadek rozstania są lokaty  zapisane na mnie,mam też konto na które wpływa co miesiąc parę groszy.
Dodatkowo płacę składki aby w przyszłości mieć emeryturę,może wysoka ona nie będzie ale porównywalna do tej jaką bym miała pracując za najniższą krajową.
Mam też mieszkanie do którego zawsze mogę wrócić, tak więc pod mostem nie wyląduję,póki co z tego mieszkania też wpływają pieniądze za wynajem.


A czy siedzenie w domu z dziecmi to cięzka praca? szczerze mówiąc według mnie nie,fakt czasem psychicznie człowiek ma dosyć,ale ogólnie mówiąc jak się jest zorganizowanym to można tak cały dzień ułożyć aby mieć czas na wszystko łącznie z przyjemnościami wink
Pranie ,sprzątanie,gotowanie to przy dobrej organizacji zajmuje chwilę.


Niestety znam osoby które są w domu bo mąż pan i władca zabronił pracować
bo jest tak zazdrosny ze każde wyjscie żony do pracy równa się zdradzie.
Co z tego że żyją za 2 tysiące,że młodsze dziecko nie ma własnego pokoju,że dzięki wypłacie żony mogliby kupic sobie własne mieszkanie,ale nie ONA do pracy nie pójdzie bo zdradzi i co wtedy?

Hm, a z ciekawości, jak to jest, że nie pracujesz, a opłacasz składki? Skądś pieniądze trzeba brać. Nie ma w tym złośliwości, tylko ciekawość, więc pytam. Chyba, że masz jakąś działalność dorywczą, coś sprzedajesz sama w sieci czy coś, nie wiem. No bo inaczej też jak? Na lokatach też samo się nie weźmie, więc albo dorabiasz albo od męża, tak mi się wydaje. Tak pytam smile

Co do samego tematu oczywiście, warto mieć zabezpieczenie. Mnie samej wydaje się, że nie pracując to jest ciężko, dlatego moje pytanie do Leny skąd wtedy bierze na to pieniądze. Czysta ciekawość, nic więcej. Czasy łatwe nie są, opłaty drogie, a pensje niskie, to mogę powiedzieć, że wydaje mi się, że teraz chyba mało kogo stać, żeby zostać w domu. Jednak jak stać, dobrze się odnajduje w domu to decyzja tej osoby i nie ma nic złego. Tylko oczywiście jeśli da się, to warto jakoś się zabezpieczyć albo chociaż zdawać sobie sprawy z ryzyka. No bo ono jest.

Bycie w domu, o ile się nie lenimy też może być trudne, zajmowanie się dziećmi itp, to energię zajmuje, to nie jest też hop siup. Dlatego lepiej jednak, żeby mąż czy partner nie przyglądał się z boku, ale też w miarę możliwości ile może brał w tym udział. Wtedy sam też będzie widział, że to nie jest łatwe i nie będzie np podejrzewał, że żona się leni czy że jej zajęcie to jest lekkie. Zarówno partner powinien mieć zrozumienia dla partnerki, skoro się na to oboje zgodzili, jak i ona wobec niego.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

Posty [ 1 do 60 z 79 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021