Hej, chciałam podzielić się z wami moją historią. Po 4 latach związku zerwał ze mną chłopak i mój cały świat legł w gruzach...
Wszystko zaczęło się dokładnie 4 lata temu- poznaliśmy się i zaczęliśmy ze sobą być. Ja studiowałam w innym mieście, ale co tydzień od środy do niedzieli spędzaliśmy razem. Było pięknie- to z nim przeżyłam wtedy swój pierwszy raz i czułam, ze mu naprawdę zależy. W grudniu wyjechaliśmy razem na urlop, było pięknie. W kwietniu jednak zaczęło się coś psuć, maj-pełen kłótni, niedomówień- okazało się że poznał kogoś i mnie zdradził (podobno nie spali ze sobą, ale spędzili prawie cały dzień). Po tej sytuacji z nim zerwałam, nie mogłam sobie poradzić, jednak on po miesiącu się odezwał, zaczął błagać o powrót. Tak go kochałam, że mimo bólu zgodziłam się. Bardzo się starał, było pięknie. Od października zamieszkaliśmy razem. Kłóciliśmy się dość często bo wspomnienia o zdradzie wracały, ale mimo wszystko bardzo się kochaliśmy. Jednak ciągle przewijały się kłamstwa- okazało się że miał bardzo dużo partnerek (ponad 20), wiele z nich tylko 'na seks', 'na jedną noc'. Bardzo mnie to bolało, gdyż jak wspomniałam, on był moim pierwszym. On był wcześniej typem imprezowicza, jednak bardzo się zmienił- wiele razy sugerowałam żebyśmy gdzieś wyszli, to zawsze odmawiał.
On wiedział że zawsze bardzo chciałam studiować za granicą, dlatego w ubiegłym roku podjęliśmy decyzję że najpierw on wyjedzie (miał mieszkać z moim tatą, który od wielu lat mieszka za granicą), a ja, gdy za rok skończę studia w Polsce, do niego dołączę. On bez problemu znalazł dobrą pracę i równo rok temu wyjechał. Ja starałam się jak najczęściej do niego latać - cały wrzesień spędziliśmy razem, prawie cały październik, listopad, w grudniu on przyjechał, w lutym ja itd..Jednak od kwietnia coś się zaczęło psuć. Na początku cały czas ze sobą rozmawialiśmy- gdy wracał z pracy a ja z uczelni rozmawialiśmy na Skype, przez telefon, opowiadaliśmy sobie wszystko... Od kwietnia/maja on nagle zaczął się coraz bardziej wycofywać. W czerwcu gdy przyleciał chciałam z nim poważnie porozmawiać, co robimy z naszą przyszłością, czy mam przylecieć na te studia, a on odpowiedział tylko "zrób tak żeby CI było dobrze". Rozpłakałam się i powiedziałam, że boję się że przylecę i się rozstaniemy. On na to odparł, że tak nie będzie. Nie wiedziałam co mam zrobić, w Polsce miałam dobrze płatną pracę, a z drugiej strony tak bardzo chciałam lecieć do niego i ułożyć sobie z nim życie. Pytałam go nie raz co mam zrobić, on jednak za każdym razem unikał poważnych rozmów. Ja czułam się ciągle zagrożona w tym związku, mimo że byliśmy ze sobą prawie 4 lata ciągle żyłam w niepewności czy chce ze mną budować wspólną przyszłość. Ciągle się denerwowałam i żyłam w napięciu. Tematy takie jak ślub, czy dziecko to były tabu. Zdecydowałam jednak że będę aplikowała na studia. W lipcu obroniłam pracę w Polsce i zostałam przyjęta na studia za granicą- miałam wrażenie, że on w ogóle się nie cieszył. Pod koniec lipca przyleciałam do niego ponieważ mieliśmy zakupione wcześniej bilety na wyjazd. Jednak tutaj on również się nie cieszył. Na sierpień miałam przylecieć do Polski, aby złożyć wypowiedzenie w pracy, przewieźć rzeczy z mieszkania w którym mieszkałam na studiach etc. Jednak między nami było coraz gorzej- on przestał się w ogóle mną interesować, mówiłam że wychodzę, a on nawet nie pytał gdzie. Nawet już przestał mówić 'kocham Cię', co najwyżej odpowiadał na moje wyznanie że on mnie też. Codziennie rano, mimo że był na facebooku nie odzywał się do mnie. Gdy wracał z pracy najczęściej był zmęczony i nie miał czasu rozmawiać. Ja się denerwowałam, dzwoniłam do niego.. i tak w kółko.
Przedwczoraj, 3 dni przed moim wylotem do niego, zadzwonił i powiedział że to koniec. Że mnie kocha, ale jego uczucie się wypaliło i nie wierzy że możemy być razem. Powiedział również, że gdy przylecę, jego już w tym mieszkaniu nie będzie. Od tamtej rozmowy odcięliśmy się od siebie.
Mój świat się zawalił. Wiem, że ten związek nie był idealny, oboje popełniliśmy dużo błędów. Zdaję sobie sprawę, że nie raz niepotrzebnie się denerwowałam, czy oskarżałam go o coś. Ale w sytuacji gdy on prawie cały dzień się nie odzywał miałam zawsze najczarniejsze myśli. Kiedy mieliśmy szansę coś zbudować on jednak nas przekreślił. Teraz zrezygnowałam z pracy w Polsce, a za granicę nie wiem czy chcę jechać. To w końcu głównie dla niego miałam to zrobić...