netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

7 odpowiedzi2 503 wyświetleniazałożony przez NatłokEmocji, 28.08.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez NatłokEmocji (2014-08-28 21:35:45)

Temat: Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

Hej, muszę się wypisać.

Jestem dwudziestoparoletnią dziewczyną.
Mojego byłego już chłopaka poznałam, gdy jeszcze chodziłam do liceum, w ostatniej klasie. Wtedy byłam imprezową(ale nie do przesady), spontaniczną, wesołą dziewczyną, żyjącą z mamą, z którą nie mogłam złapać kontaktu.
Zakochaliśmy się w sobie bez pamięci, on robił dla mnie wszystko, ja nie wierzyłam w to, że w końcu mnie ktoś pokochał, przez baardzo złe relacje z mamą straciłam trochę poczucie własnej wartości. Byłam jak dwie osoby, dla ludzi uśmiechnięta, pogodna, w domu cień człowieka. Czasem też nie wierzylam, ze ktos mnie kocha, ze pokochal, bywaly klotnie, jakies niedomowienia..
Przeprowadziłam się do niego, do większego miasta (pochodzę z totalnej wiochy), zaczęłam jakieś studia, które przerwałam. Zaczęły się problemy, z pieniędzmi, bo mama nie chciała mi pomagać, a ja nie chciałam z nią wchodzi w jakieś sądowe porachunki. Mój chłopak mieszkał z rodzicami, ja się wprowadziłam do nich, po paru miesiącach były mega zgrzyty, więc wyniosłam się do pokoju, a tam wspólokatorka była mega toksyczna, zniszczyła mi trochę psychikę. I tak postanowiliśmy razem zamieszkać. Ja miałam pracę, ale mało zarobkową, mało rozwijającą. On tez miał pracę, którą lubił, ale też kokosów z tego nie było (bywały czasem, bo zarabiał różnie). Kłóciliśmy się często o kasę, a ja jestem, panikarą, ale taką mega. Wpadłam w stany depresyjne, przestałam być taka jak dawniej, robiłam mu czasem jazdy, ze wyszedl z kolegami na piwo, wydal tyle i tyle, a nie mamy kasy i ja sie bardzo boje, nie czuje sie bezpiecznie. Na problemy rozmawialismy zdawkowo, a jak rozlegle, byla z tego jakas kłótnia.
On bardzo lubi piwo. Bywały miesiące, gdy pił codziennie, a jako, ze miałam ojca alkoholika, a on matkę, bałam się. Zaczynałam mu gderać, że się uzależni, że się boję, że stanie się taki jak jego matka. To byłą dla niego najgorsza pogarda.
Parę razy czułam, że jestem z nim z lęku przed samotnością, ale te myśli były ulotne.
Ja zaczęłam popadać w depresję, a on nie mógł sobie z tym poradzić, z tym, że czasem robiłam z niego worek treningowy. Dochodziła mega niska samoocena i to, że poczułam, że powraca moje dawne schorzenie, które zniszczyło mi wiele, wiele w życiu (jąkanie). Mam tak, że się tego wstydzę, ale w końcu mu powiedziałam, że się boję, że nie znajdę innej pracy. W tej pracuję również w weekendy, więc często wychodził sam, a ja mu robiłam jazdy o to, że miał wypić 2 piwa a wypił 8 itp. itd.
Czułam, że nie jestem sobą, mówiłam mu o tym, czułam się jak w zamkniętej klatce mojej psychiki. Nie jąkam się przy nim ani ludziach dobrze znanych, więc on mówił, że to sobie ubzdurałam. Dla mnie to była katastrofa, zaczęłam się zamykać na ludzi, miałam tylko praktycznie jego i jakies tam sporadyczne kontakty.
Próbował mnie motywować kopniakami, a ja potrzebowałam czułości, ciepła. Mówiłam mu o tym, że nigdy nie miałam ciepła rodzinnego, że chce. Dawał mi na jakiś czas, do kolejnej mojej awantury o pierdołę, przez moją psychikę. On nigdy mnie nie zabrał do logopedy, psychologa, przebąkiwał, że pojdziemy, ale ja chciałam, by mnie wyciągnął za fraki. Parę razy go rzucałam, ale tak na pół dnia dosłownie, chciałam na tym na niego wpłynąć (wiem, źle)
I tak żylismy, przeprowadzilismy sie do innego mieszkania, obiecalismy sobie, ze robimy kolejny fresh start, że będzie dobrze. A ja nie potrafiłam patrzec na to, ile on pije. Nie upijal sie, pił tylko piwo, bo lubi, ale nie czułam bezpieczeństwa. Często panikowałam w srodk miesiąca, że nie kończą nam się pieniądze, że co zrobimy, a on podchodził do tego na mega luzie. Parę razy zmusiłam go, bysmy zrobili jakis plan, chcialam fajnego, stabilnego związku. Jeśli juz sie godził na cos takiego, z ogromna niechecia.
Ja przytyłam, zajadałam emocje, probowalam prosic, by byl taki czuły jak kiedys. Mowil mile słowa, ale na życzenie, co jakis czas. Ja wpadłam w mega mega marazm. Bałam się zmienic pracę, a w swojej się obrzydliwie dusiłam, panuje tam zla atmosfera, złe godziny, czuję jak tracę młodość.
Poczułam się trochę samotna, bo on kiedy widział, że mam dobry humor to odpuszczał jakąś probe wsparcia. Czułam się samotna w tym zwiazku, nie wiem dlaczego, bo był dla mnie dobry.
Ja zaczęłam pobłażać jego zainteresowania, wjezdzac mu na ambicje, ze moze zarabiac wiecej, ze moze byc lepiej itp. a sama ze soba nic nie robiłam, przestałam marzyć, przestałam widzieć cokolwiek pozytywnego. Potraciąłm znajomosci, nie wykorzystywałam szans na zdobycie nowych.

On mowil czesto, ze teskni za starą dziewczyną, że tak nie moze byc itd.

W tym roku zaczęłam się wkurzać, powoli cos zmieniac, poprosilam go o terapie, naciskac, bysmy odlozyli itd. On sie ucieszyl, zgodzil sie. Na te terapie nie poszlam, bo mielismy wazniejszy, pilny wydatek.
Ale zaczelam patrzec na wszystko inaczej, zaczelam troche rozumiec, ze moze wychodzic raz na tydzien z kumplami, ze jak ja nie moge, to pojde kiedy indziej, wychodzilismy razem. Dalej byly klotnie, bo we mnie pozostaly te czaski paniki o brak bezpieczenstwa. Zaczęłam szukać pracy, pomyslalam, ze to czas na zmiane.
Wcześniej też nie było tak,że moje zachowanie jest pernamentne, tez bywało duzo chwil, gdzie dbalam o niego, wychodziłam, bylismy na wakacjach itp.


Zostawił mnie dwa tygodnie temu. Świat mi sie zawalil, bo go bardzo kocham, przynajmniej mi sie tak wydaje. Powiedział, ze nie chce mnie krzywdzic, ale musi, przestal kochać, dusi się, przestał tęsknić..Ze nie chce zwiazku, chce robic co chce, zeby nikt mu nie truł d*** itd. Przezylam mocno. Najbardziej mi było żal, ze nie pokaze mu, jak sie zmienilam, a on tak bardzo chciał. Że nie byłam sobą wtedy, że miałam jakis okropnie cięzki czas. Błagałam, by został, że się zmienię, teraz na pewno. On powiedzial, zebym sie nie zmieniala, bo jestem naprawdę fajną dziewczyną, z bałaganem w głowie, ale fajną. I że on mnie hamował w jakiś sposób, nie potrafił mi pomóc, że bez niego rozkwitnę jak kwiat.


Spotkałam go wczoraj z inną dziewczyną. Cios w serce. Patrzył na nią tak czule. (wiem, że poznał ją po rozstaniu, tego jestem pewna, nie był z nią w czasie trwania związku)

Czuję, że zniszczyłam miłość mojego życia. Byliśmy 5 lat. Oo mowi, ze po prostu sie odkochał i co bym nie zrobiła, tak musiało być. Ostatnio powiedział, że gdyby nie mój charakter pesymistyczno-kompulsywny, nerwicowy itd.
Nie umiem sbie wybaczyc, nienawidze się. To jest facet idealny, inteligenty, zabawny itd. A ja palę po 3 paczki papierosow, nie jem, czuje taki zal do siebie, nie umiem sie pogodzic..

Ludzie mi tłuką do głowy, ze nie był taki perfekcyjny, ale dla mnie był. Juz nigdy nie spotkam nikogo takiego..

2 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2014-08-31 12:49:20)

Odp: Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

NatłokEmocji, może idź w końcu do tego psychologa. Związku i chłopaka Ci to nie wróci, ale możesz wiele zyskać dla siebie.

Czytam o braku kontaktu z matką, radości, że w końcu (!) ktoś Cię pokochał, potrzebie czułości, braku poczucia bezpieczeństwa itd...
To wszystko są problemy, które musisz przezwyciężyć, żeby kiedyś żyć normalnie, stworzyć zdrowy związek.

NatłokEmocji napisał/a:

On powiedzial, zebym sie nie zmieniala, bo jestem naprawdę fajną dziewczyną, z bałaganem w głowie, ale fajną.

Nie znam Cię, ale po tym jednym poście odniosłam takie samo wrażenie.

3 Ostatnio edytowany przez natkap (2014-08-31 13:58:58)

Odp: Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

Poczytaj sobie o DDA - dorosłe dzieci alkoholików.
Znalazłam u Ciebie kilka zachowań, które są spowodowane tym, że żyłaś w domu z rodzicami,
którzy nadużywali alkoholu.

I przestań się winić! Straciłaś może chłopaka, ale teraz najważniejsza jesteś Ty, byś radziła sobie sama ze sobą.
...bo największym kłopotem jest to, że nie akceptujesz się w 100%.
Nawet jakbyś nie była winna rozpadu związku i tak byś doszukiwała się winy w sobie.
Przykro mi, ale tak zachowują się dorosłe dzieci alkoholików.

Poczytaj sobie dużo o tym.

Nie rozpaczaj już po stracie chłopaka. Naprawdę, jeśli on nie jest w stanie Ci dać troszkę czułości,
zrozumieć Twój problem, który widać gołym okiem, to nie jest facet dla Ciebie.
On tylko potrafił gadać, a nic nie potrafił w tym kierunku zrobić.
Wiem, co mówię.. bo moja koleżanka, która też jest DDA ma chłopaka, który rozumie nawet jej napady złości
i nie boi się, nie krzyczy na nią, nie zostawia ją, tylko ją uspokaja.
To był chłopak, który chciałby mieć dziewczynę, która nie ma żadnych problemów.
Najlepiej by w ogóle ich nie miała, to by miał radochę.
A zwiazek to też dbanie o drugą osobę i troszczenie się o nią.
Zobaczysz Kochaniutka, w swoim czasie poznasz chłopaka,
który będzie umiał ogarnąć wszystkie Twoje smutki i złości.
Teraz sobie tego nie wyobrażasz, ale przekonasz się, że miałam rację.
Nie płacz Kochana, jesteś wartościową kobietą, teraz zajmij się sobą.

4

Odp: Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

Mam wrażenie, że czytam moją historie. Tyle że u mnie minął tydzień.

Trzymam za Ciebie kciuki.

5

Odp: Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

Ja nawet nie mam możliwości porozmawiania z partnerem,który mnie zostawił... Zablokował mnie na portalu społ. a także w tel. sad Okłamałam go w związku z moja przeszłością tj. za co eks mąz przebywa w areszcie...Jestem wrakiem człowieka.Od 9 dni biore antydepresanty.

6

Odp: Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

Jak się nie spróbujesz naprostować psychicznie, to rozwalisz sobie każdy związek.
Skoro facet Ci tego nie umiał powiedzieć, to ja Ci powiem - NATYCHMIAST WSTAŃ I WY***DALAJ DO LEKARZA.

7

Odp: Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

byliście ze sobą 5 lat... nic dziwnego, że czujesz silne przywiązanie, miłość... powinnaś wziąć się za siebie. wszyscy Ci to powiemy, no ale co innego tutaj można.

to musi być okropnie bolesne, znam to z własnego życia, jak ktoś kogo tak bardzo kochamy - nie potrafił nas szanować, pomóc w chorobie, wesprzeć, tylko szuka ucieczki do innej.

a Ty chciałabyś takiego faceta, który pije tyle i nie liczy się z Twoim zdaniem?

nie bez powodu wymyślono powiedzenie "ten typ tak ma".

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie umiem przestać widzieć winy z powodu rozstania

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026