Drogie koleżanki/ koledzy,
opiszę po krótce moja sytuację.
Jakis czas temu poznałam M. Poznalismy się dzieki koleżance z mojej pracy. Ona zna go z roku. M. ma 24 lata, ułożony, porządny, ze wspaniałej rodziny, magister inżynier, pracowity.
Poznałam jego rodzine, znajomych, on moją. Wszyscy są zachwyceni. Dba o mnie, pisze dzwoni interesuje się. Wspaniały facet, pewnie każda inna o takim marzy. Bylismy na weselu jego brata, wymieniamy się weekendami, teraz był on w piatek jade ja ponieważ dzieli nas odległość a on ma duzo obowiązków w pracy.
Jest naprawdę wyjatkowy, gdy mówie, zę sie sie czuje ale chce zeby przyjechał to mowi odpoczywaj przyjade ale nic nie sprzataj nie gotuj nie rob zakupów, ze wszystkim Ci pomoge.
Opowiada sam z siebie co robi i gdzie jest co daje mi poczucie ze mimo ze na odleglosc to jest.
Przebakuje coś o wspolnym mieszkaniu.
Natomiast jest jeden mały zgrzyt, nie ma z mojej strony przynjamnije tego wielkiego WOW, wszzystkie moje poprzednie relacje zaczynaly sie od wielkiej fascynacji, wybuchów emocji tui jest inaczej.
Jest spokoj, rozmowa, wsparcie zainteresowanie.
Moja najlepsza przyjaciółka - mężatka i wzorowa matka mowi, ze tak jest lepiej, ze lepsze powolne budownaie uczucia nic wielki wybuch a potem wielki koniec, ze podobno lepsze toniz łatwo przyszło łatwo poszo.
Mysle o nim coraz czesciej, lubie coraz bardziej. On oczywiscie przedstawia mnie jako swoją oficialna partnerkę a ja sie boje, ze go skrzywdze.
Chociaz podobno prawdziwa milośc buduje sie kazdego dnia i kazdej nocy.
Natomiast wiem, ze chcialabym prawdziwej wielkiej milosci a nie sympatii i przyzywczajenia w zwiazku.
Poradzcie co robic by bylo lepiej i co w ogole o tym myslicie.
Pozdrawiam ![]()