Witam, piszę na tym forum, ponieważ nie mam do kogo się odezwać z problemem, który właśnie mnie spotkał.
Za miesiąc obchodzę dwudzieste urodziny. Parę dni temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Test wyszedł pozytywny. Czuję, że cały mój świat się zawalił. Myślałam, że podeszłam do tematu odpowiedzialnie - wszystkie stosunki były zabezpieczone, po prostu ten jeden, jedyny raz, antykoncepcja zawiodła... Ta informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
Jestem zakochana w ojcu swojego dziecka, jednak niestety, jak się okazało, bez wzajemności. Jest to jedyna osoba, która jak do tej pory wie o mojej sytuacji. Był cudownym człowiekiem, widziałam w nim idealnego faceta, nigdy nie wyznał mi miłości, jednak przez cały ten czas zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy byli dla siebie najbliższymi osobami, spotykaliśmy się, gdy tylko był czas wolny, rozmawialiśmy codziennie, nierzadko od rana do wieczora ... Przedwczoraj powiedziałam mu o wszystkim, spotkaliśmy się. Zrobił mi awanturę i wyprosił z mieszkania. Powiedział, że nie chce mieć z tym dzieckiem nic wspólnego, że on tego nie chciał, nie planował i zrujnuje mu to życie, ponieważ nie wiąże on ze mną żadnych konkretnych planów ... co strasznie mnie zabolało i dobiło podwójnie.
Od października powinnam pójść na studia. Powinnam, bo obecna sytuacja jednak w dużej mierze mi to utrudni, jeżeli nie uniemożliwi w ogóle. Nie brakuje mi niczego pod względem finansowym, moi rodzice bardzo dobrze prosperują, jednak z tatą prawie w ogóle nie utrzymuje kontaktu, najbliższa jest mi jedynie mama oraz mój brat ... Tylko, że ja boję się im o tym wszystkim powiedzieć. Nie umiem, nie potrafię. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, czy aby na pewno kocham to dziecko, które się we mnie rozwija. Jestem wściekła i czuję się upokorzona ze strony faceta, z którym wiązałam jakieś nadzieje. A koniec końców zostałam z tym wszystkim sama.
Mam wrażenie, że moja mama coś podejrzewa, dzisiaj do mnie przyszła i powiedziała, że wyglądam fatalnie (co jest zapewne efektem stresu i problemów) i bez przerwy pyta, co się dzieje i czy aby na pewno nie jestem w ciąży ... a ja cały czas powtarzam, że wszystko jest w porządku, choć to kłamstwo. Boję się powiedzieć prawdę.
Chciałabym po poprosić o jakiekolwiek rady w związku z tym, co mnie spotkało i chciałabym też móc mieć z kim o tym porozmawiać, ponieważ nie mam takiej osoby w świecie rzeczywistym. Nie potrzebuję słów krytyki i pogardy, bo już bardziej dokopać mi się nie da. Chciałabym, żeby ktoś mnie podtrzymał na duchu i dodał otuchy. Tylko tyle i aż tyle.