netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Stracone szanse

33 odpowiedzi6 194 wyświetleniazałożony przez Bu55, 12.08.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1

Temat: Stracone szanse

Gdybym chciała opowiedzieć swoją historię, nie wiem czy starczyłoby tutaj miejsca, dlatego postaram się ją skrócić w miarę możliwości. Byłam w związku 7 lat. Za 2 tygodnie miał się odbyć nasz ślub, jednak stało się tak, że rozstaliśmy się. Zaczęło się psuć rok temu jesienią. Z racji tego, że studiuję dziennie w innym mieście, a On pracował w naszym rodzinnym, spotykaliśmy się w weekendy. Przez cały ten czas On mieszkał u mnie, z moimi rodzicami. Dlaczego? Bo moi rodzice byli dla niego ważniejsi od jego mamy (miała/ma problem alkoholowy). On zawsze był traktowany przez moją rodzinę jak syn/wnuk/kuzyn itd. Jednak pewne zdarzenia sprawiły,że bardzo zawiódł się na mojej mamie. Od tej pory coś zaczęło się psuć. Nasz kontakt nie był taki, jak zawsze. Sporo było cichych dni, mniej kłótni. Próbowałam znaleźć tego przyczynę, ale nie chciał mówić, co mu jest. W końcu rozstaliśmy się. Wtedy jakby coś w nim pękło. Mówił,że coś niedobrego z nim się dzieje, określał siebie mianem "złego człowieka". Przestał czuć cokolwiek, stał się obojętny. Całą winę zgonił na siebie. Mówił,że już od dłuższego czasu było źle, ale myślał,że sam sobie da radę i nie chciał mi nic powiedzieć aż zaszło za daleko. Próbowałam nakłonić go do wizyty u psychologa, ale nie chciał. Cierpiałam po rozstaniu, ale miałam też w sobie wiarę, że nie wszystko jeszcze skończone. Czasami odzywał się do mnie, pisał i widać było,że szuka kontaktu ale zawsze powtarzał,żebym nie miała nadziei. W końcu napisałam do niego szczerego maila. Opisałam, co czuję, czego się boję i przyznałam,że wiem,co zrobiłam źle. Odpisał,że kiedyś mi wytłumaczy wszystko. Od tego maila zaczęliśmy mieć lepszy kontakt. Pisaliśmy ze sobą, czasami dzwoniliśmy, parę razy widzieliśmy się. ALE. Jestem osobą o niskiej samoocenie i pesymistką. Wiele razy byłam zazdrosna bezpodstawnie, czasami słuchałam "życzliwych doradców". To wszystko złożyło się na to, że zaczęłam go naciskać, pytać co z nami będzie, czy widzi dla nas szanse. Bałam się,że znajdzie sobie kogoś innego lub że tylko tak ze mną się odzywa, a ja sobie robię nadzieje. Na moje pytanie zawsze odpowiadał "może" lub unikał odpowiedzi. Z czasem zaczął się denerwować i dlatego były dni a nawet tygodnie,że to ja starałam się o kontakt, bo on nie chciał, uciekał ode mnie. W lipcu coś ruszyło do przodu - pierwszy pisał, codziennie, żartował. No i oczywiście przez swoją głupotę zmarnowałam tą szansę. Zaczęłam sobie wymyślać, że może kogoś ma, a może tylko tak się chce odzywać. Nie wytrzymał. Powiedział, że pracował nad sobą cały czas, dawał mi sygnały,że robię źle ale nie wyciągałam żadnych wniosków a teraz nie ma sił,aby znów dać mi kolejną szansę, bo jaką ma pewność,że znów się to nie powtórzy? Mówił też, że sam nie wie, co teraz zrobić. I wczoraj napisałam mu od serca, szczerze, dlaczego taka byłam. Uzyskałam odpowiedź, że gdybym wyciągała wnioski w porę to by nie miał teraz do mnie żalu i że nie mogę go kochać, bo teraz jest innym człowiekiem niż go znałam. Nie ma sił i chęci,żeby cokolwiek naprawiać i już nic się nie da naprawić. No i znowu wspomniał,że dawał mi szanse. Przyznał też, że nie umie wprost powiedzieć, gdy coś jest źle, tylko gdy już coś w nim pęka, to wtedy mówi.

I teraz na koniec. Bardzo to przeżywam, cały czas płaczę dlatego,że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Zdaję sobie sprawę, że tego związku już się nie da uratować, skoro nie chce mi dać kolejnej szansy, a co ważniejsze, skoro nie chce pracować już nad tym. Mam jeszcze nadzieję,że może kiedyś, coś się zmieni, ale zaczynam patrzeć na to na zimno i widzę, że przecież nie zmuszę nikogo do bycia ze mną. Chciałabym zapytać, co zrobić ze sobą? Jak zacząć pracować nad swoim charakterem? Strasznie męczę się tymi podejrzliwościami i zazdrością...chcę się zmienić nie dla niego, ale przede wszystkim dla siebie samej. Czy ktoś może był w podobnej sytuacji?

2 Ostatnio edytowany przez Karola_23 (2014-08-12 16:26:11)

Odp: Stracone szanse

Następny kretyn co porafi obniżyć dziewczynie samoocenę i zwalić winę na nią Laska nic nie robiłaś źle to niektórzy mężczyźni mają jakieś chore problemy ze sobą i chcą zwalić wine na nas,a my się potem zamartwiamy co źle zrobiłyśmy. Powiem Ci strasznie długi związek i jedyne co ru stracilaś to czas dla chłopaka ,który sam nie wie czego chce. Ciesz się ,że nie stracisz go już więcej tylko weź się w garść smile i nie kontaktuj się z nim. Boli strasznie , będziesz co chwila myśleć ,że mogłaś zrobić inaczej ,ale uwierz mi z czasem już się pogodzisz z rozstaniem ,a on będzie sobie pluł w gębę ,że zawalił sprawe, a nie na Ciebie.

Jedyne co możesz teraz zrobić to pomyśleć tylko o sobie !!!  ,a nie o ty co mozesz zmienić dla niego. Zmień się dla siebie najlepiej postaw sobie jakies nowe wyzwanie.

3

Odp: Stracone szanse

Dziękuję Ci za odpowiedź smile
Bardziej chodzi mi o to,że to nie przez niego mam taką niską samoocenę. Zawsze taką miałam, odkąd pamiętam niestety....

4

Odp: Stracone szanse

Chłopak nie udźwignął tego wszystkiego. Matka alkoholiczka, ale ciągle matka, konflikt (z tego, zrozumiałem, nie  zawiniony przez niego) z Twoją matką, a na dokładkę Ty, ze swoją podejrzliwością i podatnością na wpływ innych osób. Od Ciebie oczekiwał chyba zaufania i wsparcia. Wziął na siebie winę, bo zdecydował się odejść w takiej sytuacji. To przykre, ale tak to widzę. Myślę, że powinnaś dać mu trochę czasu, a samej zacząć pracować nad sobą i to z pomocą spęcjalisty, aby podnieść swoją wartość we własnych oczach. Pozdrawiam.

5

Odp: Stracone szanse

Odświeżam, bo chciałabym na moim przykładzie pokazać, jak można stracić zaufanie do kogoś bardzo bliskiego w 1 dzień.

Zawsze broniłam mojego Ex, usprawiedliwiałam go, uwierzyłam, że naprawdę jest tak, jak mówi o sobie - nie ma uczuć, wszystko jest mu obojętne. Proponowałam pomoc, wizyty u psychologa. Zawsze nie, bo on sam sobie musi pomóc. Pisaliśmy ze sobą, on dzwonił, czasami mnie odwiedzał w naszym dawnym mieszkaniu. Po moim nieodpowiednim zachowaniu w wakacje zaczął mniej się odzywać, ale odzywał. Jeszcze miesiąc temu żalił się, że może mieć raka, później że nie ma pieniędzy. Starałam się pomóc, pocieszałam. Aż tu 3 tygodnie temu przyznał się, że ma kogoś. Dostałam jakby obuchem po głowie. Weszłam z nim w dość żenującą dyskusję, w której próbował mi wmówić, że nie dawał nam żadnej nadziei na odbudowę związku, że zawsze twierdził, że powinniśmy iść swoją drogą. Po tym straciłam resztki zaufania. W jeden dzień przestałam wierzyć we wszystko, co słyszałam tyle lat. Napisałam krótko, że albo odbiera na następny dzień swoje rzeczy (tak, pomimo 9 miesięcy od rozstania nadal tkwiły w mieszkaniu) albo wyrzucam je do piwnicy. Przyjechał. Chciałam z nim ustalić, że w takiej sytuacji nie ma mowy o żadnym kontakcie.

Tutaj chwila wyjaśnienia - 3 lata temu moi rodzice wzięli dla niego kredyt, który przeznaczył na kupno nowego auta. Kredyt nie powiem, bo spłaca rzetelnie i jeszcze sporo rat zostało. Do tej pory było tak, że co miesiąc przyjeżdżał do moich rodziców i oddawał. Zaproponowałam,żeby od tej pory wpłacał na konto banku po prostu, żeby uniknąć przypadkowych spotkań. Co usłyszałam? Że dlaczego, że mnie i tak nie ma na tygodniu, to on sobie będzie ich odwiedzał.

Nie udało mi się nic ustalić, poza tym że powiedziałam,że nie będę się narzucać i wchodzić między nich, więc się odzywać nie będę. On oczywiście zaczął opowiadać,że zawsze mogę się zwrócić z każdym problemem i takie tam. Oczywiście musiał mi powiedzieć o swoich problemach, o tym że na nic nie ma czasu, bo tyle pracuje itd. Więc spytałam, kiedy ma czas dla dziewczyny? Odpowiedział mówiąc, że teraz jeszcze musi mieszkanie wyremontować. Przyznał mi rację, że wszystko co mówiłam było prawdą, że się nie myliłam i gadał, że się nam nie ułożyło. Do tego wypytywał się o moje zdrowie, o pracę, szkołę. Pamiętacie, jak mi pisał w smsach,że nie dawał mi nigdy nadziei? Otóż w rozmowie powiedział, że WALCZYŁ O NAS ale naciski go przydusiły do końca. Zaprzeczył więc sam sobie.

Na pytanie, dlaczego wcześniej mi o niej nie powiedział, bo podobno poznali się w wakacje, a więc wtedy gdy jeszcze ze mną pisał, odpowiedział że nie wie. Nagle znalazł uczucia, stwierdził,że sam sobie nie pomoże i przy niej uczy się wszystkiego od nowa. A więc skłamał.
Przed tym, jak się przyznał, złapałam go na kłamstwie parę razy. Nocuje czasami w weekendy u naszych znajomych i im opowiadał co innego, że u niego wszystko ok, że się mu w pracy wiedzie itd. Do mnie wprost przeciwnie - ma problemy, nie ma kasy. Tych kłamstewek było tyle, że początkowo myślałam, że z tą dziewczyną też kłamie. Szczególnie, że moi znajomi byli w szoku, bo gdy u nich nocował z nikim się nie kontaktował (wiadomo, związki na początku są takie, że się albo dzwoni do siebie albo smsuje). Co więcej! Nawet nie pisnął słówkiem, że ma kogoś, czyli kolejne kłamstwo.

Okazało się kim jest owa wybranka serca. Młodsza o 7 lat dziewczyna, z 3 klasy LO. Wiem, wiem, wiek to nic, aleeee...Ex ma problemy z psychiką. Śmiało mogę powiedzieć, że poważne. Nie jest stały emocjonalnie. Sam mi powiedział, że ją też może skrzywdzić. Do tego dochodzą inne kłopoty. Gdy dowiedziałam się, kto to jest, myślałam że źle usłyszałam. On! On który zawsze się śmiał z takiej różnicy wieku, On, który nie cierpiał tak zwanych "lanserów" (dziewczyna uwielbia opowiadać o swoim życiu na portalach społecznościowych, milion zdjęć itd. itp.) i Ona, dla której to pierwszy chłopak, która wdała się w związek z facetem po przejściach, po 7letnim związku, który jeszcze w tym roku miał zakończyć się ślubem.

Nie powiem, wstrząsnęło mną to, ale nie chcę im życzyć źle. Będzie, co ma być. Nie wiem, czy Ona go udźwignie, nie wiem czy On wydobrzeje. W sumie to nie powinno mnie już obchodzić.

I teraz moja przestroga: Nie wierzcie bezgranicznie, nie litujcie się i nie żałujcie, nie proście o miłość. Ja przez takie coś wypaliłam się emocjonalnie. Nie wiem, jakim cudem osoba, którą znałam jak własną kieszeń nagle stała się tak obcą, że w ogóle jej nie rozpoznaję. Nosił mnie na rękach, bardziej chciał ślubu niż ja, gadał że byłam miłością jego życia. I co ? I posłuchał swojego brata, mamy. Zachował się jak dziecko, mimo tego że zawsze uważał siebie za nad wyraz dojrzałego. Teraz mam mętlik w głowie, już sama nie wiem co było prawdą a co nie, ale staram się o tym nie myśleć.

Wiem, jestem przekonana, że nasze drogi jeszcze się przetną (część rzeczy nadal zalega w moim rodzinnym domu, łóżko które kupił dla nas i miał odebrać do tej pory stoi w pokoju, mamy wspólnych znajomych) i wiem, że gdyby zaczął znów robić tę minę zbitego psa i się żalić, to by mi się zrobiło go żal. Ale są pewne rzeczy, których nie da się naprawić. I będę trwać w tym postanowieniu. Dlatego, jeśli będzie Wam kiedyś żal swoich ex partnerów, najpierw zastanówcie się, czy to co mówią jest szczere i czy naprawdę jeszcze coś do Was czują. Okazuje się, że niczego i nikogo nie można być pewnym na 100 procent. No, chyba że śmierci jedynie.

6

Odp: Stracone szanse

Przykre jest to jak ludzie mogą oszukiwać i zniszczyć tyle lat wspólnego życia. Jednak jak to się mówi nie ma tego złego. Nie wyszłaś za niego, nie było ślub, tak teraz jeszcze byś się musiała szarpać z rozwodem. Masz teraz czas żeby popracować nad sobą i rozkwitnąć.

7

Odp: Stracone szanse

Dziękuję smile Na razie jestem na etapie, że jeszcze kocham i czasami trudno mi znieść tą myśl, że sobie taką młodą dziewczynę wybrał, która jakby nie było, nie przeszła jeszcze tego co my, jest mniej dojrzała...że w ogóle zawsze opowiadał, że z taką nie mógłby być. No cóż, widocznie poprzestawiały mu się priorytety.

8

Odp: Stracone szanse

Excop nie broń świń.

9

Odp: Stracone szanse

Kicur, żeby facet nie był solidarny ze swoim gatunkiem ? wink

a tak w ogóle, to co myślicie ? Dziewczyna, młoda, dla której to pierwszy chłopak i On - 25lat, po 7letnim związku, chęci na ślub i dom. Jak myślicie, związek może być udany? Ja tak powiem od siebie, że myślę, że tylko wtedy, jeśli ona będzie bardzo dojrzała, a on poukładany w środku i szczery.

10

Odp: Stracone szanse
kicur napisał/a:

Excop nie broń świń.

Jasnowidzem, ani papieżem nie jestem, niestety.
Troszkę wyskoczyłaś z tym, jak Filip z konopi, co prawda, ale czy któreś z nas jest nieomylne?

11

Odp: Stracone szanse

Nie jestem kobietą tylko facetem.

12

Odp: Stracone szanse

Excop,fajnie ze sie odezwales. Jestes facetem po przejsciach i ciekawi mnie Twoje zdanie,na pytanie ktore zadalam wyzej . Co sadzisz?

13 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-29 23:01:02)

Odp: Stracone szanse
Bu55 napisał/a:

Kicur, żeby facet nie był solidarny ze swoim gatunkiem ? ;)

a tak w ogóle, to co myślicie ? Dziewczyna, młoda, dla której to pierwszy chłopak i On - 25lat, po 7letnim związku, chęci na ślub i dom. Jak myślicie, związek może być udany? Ja tak powiem od siebie, że myślę, że tylko wtedy, jeśli ona będzie bardzo dojrzała, a on poukładany w środku i szczery.

Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że dziewczyna "dodaje sobie" dorosłości, by zaimponować koleżankom związkiem z dorosłym mężczyzną.
Czego oni od siebie oczekują naprawdę i jak to się potoczy, trudno powiedzieć.

Ps. Dzięki za zwrócenie uwagi, Kicur, że istnieją dwie płci. Postaram się zapamiętać.:)

14

Odp: Stracone szanse

Dziekuje za odpowiedz smile

Panowie,bez nerwow smile

15

Odp: Stracone szanse

Na początek napiszę, że jesteś bardzo inteligentną dziewczyną smile Umiesz ładnie pisać, bez byków, a to teraz rzadkość.

A teraz przejdę do rzeczy. Jak tylko przeczytałam Twojego pierwszego posta to od razu pierwsze co mi przyszło na myśl to to, że Ty mu się po prostu znudziłaś po tych 7 latach i dlatego gada jakieś bzdury, wymyśla jaka Ty byłaś niedobra i w ogóle, byle tylko znaleźć jakąś wymówkę, żeby Cię spławić. Żeby mieć po prostu powód do rozstania.

Ogólnie chłopak kompletne zero, nie masz za kim płakać, szkoda tylko zmarnowanych 7 lat. Zachciało mu się nastolatki do łóżka, to poderwał jakąś łatwą licealistkę i teraz będzie mieć z nią seks i pewnie o to mu chodziło, bo widocznie z Tobą już mu się sprzykrzyło. I myślę, że tu głównie o to chodzi. Zwykły dupek i tyle.

Poza tym szokuje mnie jak mogłaś dopuścić do tego, żeby Twoi rodzice brali kredyt na niego. Dla mnie to chore. Nie rozumiem tego brania kredytów na faceta. Nie rób tego więcej bo to głupota.

16

Odp: Stracone szanse
Bu55 napisał/a:

Dziekuje za odpowiedz smile

Panowie,bez nerwow smile

To żadne nerwy, Bu, bo i z jakiego powodu? Przekomarzamy się tylko. smile

A dodając do tego, co już napisałem w odpowiedzi na Twoje pytanie, to moje doświadczenia w tej materii są podobne, ale jednak inne.
Moja przyszła żona była jeszcze młodsza od tamtej, ja z kolei starszy od niej "tylko" o 4 lata. Ona, jako 16-latka, była już matką, "wdową" po śmierci ojca dziecka i była moją pierwszą i przez 14 lat jedyną dziewczyną.
Czyli mnie/nam się udało.
Dlaczego?
Może dlatego, że jako nastolatka "z przeszłością" dojrzała szybciej, niż jej rówieśnice, ja zaś jestem stały w uczuciach?
Z Twojego opisu tej dziewczyny wynika, że raczej nie myśli jeszcze poważnie o swojej przyszłości, jako ewentualej partnerki życiowej Twojego ex.
Czego on się spodziewa po tym związku?
Może ekscytuje go naiwna "niewinność" młódki?

Pozdrawiam.

17

Odp: Stracone szanse

Tutaj Cię zdziwię. Uwierz, że przez 6,5 roku było wszystko okej, tzn. On się bardziej nawet starał niż ja. Nie umiem tego wytłumaczyć, bo nie potrafię teraz streścić tylu lat, ale naprawdę jego plany były poważne i gdybym miała go określić, jako typ psychologiczny to zdecydowanie - depresyjny,. Wieloma rzeczami się przejmował (nie wiem, jak teraz), opinią innych też. Poza tym bardzo wpływowy człowiek, o czym przekonałam się najbardziej po rozstaniu, gdy przyznał,że słuchał "mądrych rad" swego brata. Jego największym problemem jest przeszłość i określanie siebie jako DDA.

Staram się być obiektywna. Nie bronię Go, nie wybielam siebie. Wiem, co robiłam źle, wiem,że to było też głupie. Myślę, że najbardziej mnie zabolało nie rozstanie, ale to  jaki jest teraz. I wiesz co jest najgorsze? Że gdy jest sam, w naszym dawnym mieszkaniu, widzę że nadal gdzieś tam w głębi jest tym, kim był. To mi najbardziej nie daje spokoju, ale słowo się rzekło... Wiadomo, że boli, że cierpi człowiek, ale mam swój honor i nie po to buduję ciągle swoją samoocenę, żeby znów Go słuchać.

Co do kredytu, to uwierz, został wzięty, bo wtedy naprawdę był tak lojalnym człowiekiem, że nikomu by to nie przyszło do głowy. W sumie to myślę, że z tym się nie zmienił, bo raty spłaca zawsze w terminie. Co więcej chciał mi zostawić rzeczy, które kupował z zamiarem wstawienia do naszego przyszłego mieszkania. Uznałam, że to zbyt drogie prezenty i chce je oddać. Nie chcę, żeby za pewien czas ktoś mi coś wypominał.

Dziękuję, że odpisałaś i za komplement smile Z tym pisaniem różnie bywa wink

18

Odp: Stracone szanse

Excop, przypomniałeś mi swoim wpisem jeszcze o jednym.

Owa dziewczyna jest dość znana w moich rodzinnych stronach. Śpiewa, udziela się artystycznie itd. Nie wiem, jaka jest, bo jej nie znam. Z wyglądu wydaje się być dojrzalsza niż jej rówieśnicy (ale to tylko po stroju oceniam, więc nie wiem), jednak po tym, jak wstawia milion zdjęć na różne portale nie sądzę, aby była aż tak. Z tego co mi powiedział, to podobno Ona chce, aby On miał ze mną kontakt i wiedział, że może na mnie liczyć. Poza tym Ona boi się, że pomyślę, że mi Go odbiła. Nie wiem, na ile to prawda. Trudno mi to określić.
Mnie chodzi tylko o to, że ja będąc w Jej wieku (chyba) nie udźwignęłabym związku z facetem z takimi problemami. Oczywiście, pewnie wierzyłabym,że to miłość do końca życia, byłoby fajnie, ale nie wiem, czy dałabym radę gdyby przyszło szare życie. No ale nie mnie to oceniać. Ja mogę być nieobiektywna (chociaż się staram) wink

Dlatego też myślę,że to nie jest panienka do łóżka. Taka na raz, dwa. Co nie zmienia faktu, że może pojmować miłość jako romantyczne uniesienia i wieczne kwiatuszki itd.

A czego On się spodziewa? Hmmm...pomyślałam, że ucieka przed poważnym życiem. Chciał już ślubu, dziecka, domu, to teraz chce o tym nie myśleć. Wiadomo, że taka młoda dziewczyna nie chciałaby w tym wieku zakładać rodziny.

19

Odp: Stracone szanse
Bu55 napisał/a:

Excop, przypomniałeś mi swoim wpisem jeszcze o jednym.

Owa dziewczyna jest dość znana w moich rodzinnych stronach. Śpiewa, udziela się artystycznie itd. Nie wiem, jaka jest, bo jej nie znam. Z wyglądu wydaje się być dojrzalsza niż jej rówieśnicy (ale to tylko po stroju oceniam, więc nie wiem), jednak po tym, jak wstawia milion zdjęć na różne portale nie sądzę, aby była aż tak. Z tego co mi powiedział, to podobno Ona chce, aby On miał ze mną kontakt i wiedział, że może na mnie liczyć. Poza tym Ona boi się, że pomyślę, że mi Go odbiła. Nie wiem, na ile to prawda. Trudno mi to określić.
Mnie chodzi tylko o to, że ja będąc w Jej wieku (chyba) nie udźwignęłabym związku z facetem z takimi problemami. Oczywiście, pewnie wierzyłabym,że to miłość do końca życia, byłoby fajnie, ale nie wiem, czy dałabym radę gdyby przyszło szare życie. No ale nie mnie to oceniać. Ja mogę być nieobiektywna (chociaż się staram) wink

Dlatego też myślę,że to nie jest panienka do łóżka. Taka na raz, dwa. Co nie zmienia faktu, że może pojmować miłość jako romantyczne uniesienia i wieczne kwiatuszki itd.

A czego On się spodziewa? Hmmm...pomyślałam, że ucieka przed poważnym życiem. Chciał już ślubu, dziecka, domu, to teraz chce o tym nie myśleć. Wiadomo, że taka młoda dziewczyna nie chciałaby w tym wieku zakładać rodziny.

Jeśli to, co on o niej mówi jest prawdą, patrzyłbym na to inaczej.
Wygląda mi to na to, że dziewczyna trzyma go na dystans, "sprzedając" mu takie teksty.
Może nie jest taka naiwna, czego można by się było spodziewać po 18-latce?
On z kolei rzeczywiście jest dupkiem, jakich mało, skoro pozwala sobie opowiadać byłej narzeczonej o rozterkach nowej wybranki.
Robi z Ciebie "przyjaciółkę od serca" i jednocześnie sugeruje, że znajdzie "pocieszenie" u Ciebie, gdyby z młódką mu nie wyszło.
Chłopak rzeczywiście nie wie czego chce.
Tym bardziej nie powinnaś godzić się na traktowanie Ciebie, jako ewentualnego "towaru zastępczego".

Pozdrawiam.

20 Ostatnio edytowany przez Bu55 (2014-11-30 20:48:40)

Odp: Stracone szanse

Po wczorajszym,gdy byl bardzo oburzony,ze wiem kim Ona jest (nie wiedziec czemu ja ukrywa),zablokowalam jego numer w specjalnym programie i postanowilam w ogole nie wchodzic z Nim w dyskusje. Zaczal unikac naszych znajomych nawet. Dla mnie to glupie zachowanie,bo jesli wybral sobie Ja,to po co to kryc i sie tak osmieszac? Zenada. Sporo osob mowi,ze jeszcze na kolanach wroci. Lepiej,zeby tego nie robil,bo bedzie jak w tej balladzie,gdzie Pani zabila Pana wink

Co do tego,ze sam nie wie czego chce,to mysle,ze jak mu brat szepnie,co ma zrobic,to tak zrobi.

Dziekuje za Twoje odpowiedzi. Sa bardzo madre i obiektywne. Czesto trudno o takie niestety. I przepraszam za brak znakow,ale pisze z telefonu.

21

Odp: Stracone szanse

Ciesze się że coraz więcej na tym portalu widzę silnych i dowarzanych a przed wszystkim mądrych kobiet to napawa mnie optymizmem po co niektórych osobach już nie wspomnę jakich...

22

Odp: Stracone szanse

Czy taka odważna, to nie wiem...polemizowalabym. To się okaże, gdy Go spotkam na żywo, czy jest tak, jak mówię. Uczucia to uczucia niestety, i czasami glupie serce wyrywa do przodu.

23

Odp: Stracone szanse

Odświeżam, bo znowu się pogubiłam. Już było dobrze, już się pozbierałam. Znalazłam nową pracę, dostałam awans. Czasami docierały mnie informacje, jaka ta dziewczyna jest z nim szczęśliwa (nadal milion zdjęć w necie) i coraz częściej śmieszyło mnie to niż smuciło. I nagle jego urodziny. Konsekwentnie nie składam życzeń, a w nocy dostaję 2 smsy. Jeden z pytaniem o numer do naszego wspólnego kolegi, a drugi z treścią,że brakuje mu 4 lat do 30stki a duchowo czuje się na 40ści. Podaję mu numer i życzę 100 lat. A ten zaczyna rozmowę. I ja, głupia (!!!), odpisuję. O dziwo, nie jest agresywny, nie reaguje, gdy piszę mu,że jestem zdziwiona jego nagłą przemianą. Ze spokojnego człowieka w lansera. Wypytuje o pracę, czy mam kogoś itd. Rozmowa ucina się wieczorem - on pisze,że jest zaskoczony,że chcę z nim rozmawiać, ja mu odp,że to on ciągnie rozmowę a nie ja i że choćbym chciała,to się go nie wyprę, bo nie mogę go wymazać z życiorysu,ale to nie znaczy,że nie mam żalu. Za 2 dni dzwoni z jakimś głupim pretekstem i na koniec pada zapowiedź odwiedzin w mojej pracy. Od tego minęły 3 dni a ja coraz częściej o nim myślę, głowię się o co mu chodzi. Wiem,że nie ma szans na żadne powroty,a z drugiej strony serce zabiło mocniej. A już myślałam,że się udało pozbierać chociaż trochę...

24

Odp: Stracone szanse

Dziewczyno przestań pisać z człowiekiem, który ma źle w głowie.
Przeczytałem wcześniejsze wpisy, związek 7 lat zakończony rozpadem. Pierdzieli głupoty a w sumie poszukał sobie młodszą , a ty wzdychasz do niego jak był by to ostatni facet na ziemi.
Odezwał się, jak moja była. Urodziny moje a ona mi składa życzenia i tam takie blaba. Napisałem krótko, aby życzenia składała swojemu wybrankowi a nie mnie.
Zakończyć te relacje z takim człowiekiem.
Ponadto nie masz co żałować, można rzec uwolniłaś się od człowieka, który ma zadatki w przyszłości na alkocholika. Bo to jest tylko kwestia czasu.

25

Odp: Stracone szanse

Bu55, wcale się nie pozbierałaś, bo wciąż żyjesz jego życiem.
A czy oni mają szanse? takie same jak wy mieliście. Mają i to spore, różnica 8 lat jest idealna, ona jest młoda, energiczna, z tego co piszesz inteligentna, to dlaczego miałby się nie zakochać?

26

Odp: Stracone szanse

Dzieki,kop jest mi potrzebny wink

Inteligencje pomine,nigdzie nie pisalam,ze taka jest wink

27

Odp: Stracone szanse

Tak to właśnie jest, że kiedy udaje nam się trochę chociaż zapomnieć i pozbierać on się odzywa i serce zaczyna bić mocniej a kolejne dni toczą się z myślą o nim...dużo już za Tobą... zaczęłaś żyć swoim życiem a on przestał być Twoją pierwszą myślą i ostatnią i mimo tego, że znowu zaczęłaś się nad nim zastanawiać najgorsze już na pewno za Tobą.
Powodzenia bo jesteś silną kobietą i poradziłaś sobie w najgorszym momencie! big_smile

28

Odp: Stracone szanse

Dziekuje! Az mam swieczki w oczach smile

Paradoksalnie,gdyby nie to rozstanie,nie poszlabym do przodu. Nie zdecydowalabym sie,aby objac kierownicze stanowisko, nie nauczylabym sie jezdzic na rolkach i wiele innych rzeczy. A dlaczego nie? Bo zawsze nade mna chuchal i dmuchal.

I tak mysle,ze teraz,jak wie,ze sobie poradzilam bez niego,to nagle mu sie przypomnialo,zeby sie kolegowac. Co jest dziwne,bo zawsze opowiadal,ze nie rozumie osob,ktore koleguja sie ze swoimi ex,majac nowa partnerke/partnera.

Czas pokaze,co bedzie. Napisalam tu,zeby sie wygadac i jest lzej smile

29

Odp: Stracone szanse

Ja z moim ex też nie jestem od paru miesięcy, dokładnie 4. Dopowiem, że aktualnie jest ze swoją ówczesną kochanką (od jakiegoś pół roku może trochę dłużej). Oczywiście do mnie też dochodzą informacje od "życzliwych" o wspólnych zdjęciach i ich szczęściu. Ja urwałam kontakt całkowicie (łączy nas aktualnie kredyt za wyposażenie wspólnego mieszkania). Prosiłam żeby robił tylko przelew bez informowania mnie o tym- przecież mogę sobie sprawdzić wpływ na konto w razie gdyby go nie było to się skontaktuję. Niestety mój ex chyba nie rozumie, że nie chcę mieć z nim kontaktu. Telefon na urodziny, co miesiąc telefony i smsy, że zrobił przelew. Ostatnio przypadkiem spotkaliśmy się na imprezie ciągle podchodził i próbował zagadać. W końcu nie wytrzymałam i wyszłam- od razu smsy i telefony czy to będzie duży nietakt jak by chciał ze mną chwilę porozmawiać. Odpisałam krótko "nie mamy o czym" w końcu dał spokój. Od tego czasu względna cisza.

A teraz jaki był cel tego posta:
Póki nie dasz jasnego komunikatu, że nie życzysz sobie kontaktu to będzie mącił Ci dalej w życiu. Wiem, że to trudne jak się jeszcze nie odzyskało pełnej równowagi,ale on teraz zburzy wszystko co udało Ci się zbudować. Pisałaś, że nie ma powrotu, ale już pewnie próbujesz rozgryźć "a może mu się nie układa, a może jednak dalej coś czuje itd". Takie myślenie powoduje tylko cofanie się na początek drogi. Nie pozwól sobie na to cierpienie po raz kolejny bo wiesz doskonale jak to boli. A jemu? Pewnie się układa jak to w związkach. Pokłóci się z dziewczyną to sobie przypomni o Tobie. Czy jest szczęśliwy?- Nie istotne nad tym już nie powinnaś dumać.

30 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-04-21 12:26:38)

Odp: Stracone szanse

Moze mial romans z kims w Twojej rodzinie? Np. z Twoja matka?

Przede wszystkim byl jakis powod. Ty niestety nadal tego powodu nie znasz.

31

Odp: Stracone szanse

Maniek, no na pewno nie z moją mamą, ale zdrady już nie wykluczam...

Najgorsze,że za miesiąc idę na przyjaciółki wesele i on tam ma być z dziewczyną. Najstraszniejsze jest to,że moja przyjaciółka ich nie prosiła a jej narzeczony, bo mieli być świadkami na naszym ślubie i z przyzwoitości został zaproszony. Co więcej, narzeczony przyjaciółki powiedział im wprost, że ona ich nie zaprasza. Jakie było wszystkich zdziwienie, gdy mimo to potwierdzili swoje przybycie... Unikam z nim kontaktu, na smsy nie odpisuję. Ale niestety wpadłam na niego, gdy byłam u rodziców. I zaczął coś gadać o swoim wieku,że już ma tyle lat i że stary. Tak, jakby nagle mu coś z tym uwierało. Do tego stwierdził,że na tym weselu pewnie będzie usadzony ze starszymi osobami. Powiedziałam mu wprost,że nie musi przecież iść... no to nic na to nie odpowiedział. Ja już nie wiem, czy on jest taki głupi, czy chce się pokazać z tą swoją, czy to w końcu ona chce pokazać swoją wyższość?

Wiem jedno, muszę jakoś dać radę. Pierś do przodu, uśmiech i idę. Chociaż już czuję, że to spotkanie z nimi odchoruję zapewne.

32

Odp: Stracone szanse
Bu55 napisał/a:

Maniek, no na pewno nie z moją mamą, ale zdrady już nie wykluczam...

Najgorsze,że za miesiąc idę na przyjaciółki wesele i on tam ma być z dziewczyną. Najstraszniejsze jest to,że moja przyjaciółka ich nie prosiła a jej narzeczony, bo mieli być świadkami na naszym ślubie i z przyzwoitości został zaproszony. Co więcej, narzeczony przyjaciółki powiedział im wprost, że ona ich nie zaprasza. Jakie było wszystkich zdziwienie, gdy mimo to potwierdzili swoje przybycie... Unikam z nim kontaktu, na smsy nie odpisuję. Ale niestety wpadłam na niego, gdy byłam u rodziców. I zaczął coś gadać o swoim wieku,że już ma tyle lat i że stary. Tak, jakby nagle mu coś z tym uwierało. Do tego stwierdził,że na tym weselu pewnie będzie usadzony ze starszymi osobami. Powiedziałam mu wprost,że nie musi przecież iść... no to nic na to nie odpowiedział. Ja już nie wiem, czy on jest taki głupi, czy chce się pokazać z tą swoją, czy to w końcu ona chce pokazać swoją wyższość?

Wiem jedno, muszę jakoś dać radę. Pierś do przodu, uśmiech i idę. Chociaż już czuję, że to spotkanie z nimi odchoruję zapewne.

Witaj, Bu.
Według mnie, powinnaś zmierzyć się z tym. Niezależnie od powodów, dla których on przyjdzie na ślub.
Dziwię się trochę bezrefleksyjności pary, zapraszającej Was na ślub.
Wiedząc o Waszym rozstaniu, nie powinni zapraszać Was w ogóle, wiedząc, w jakiej niezręcznej sytuacji możecie zostać postawieni. Zapewne każde z Was zrozumiałoby to.
W międzyczasie proponuję, byś przeczytała pierwszy wątek Vanilla44 z tego samego działu. Sytuacja jest, a raczej była, wręcz identyczna.
Ten ślub to doskonała okazja do tego, byś kazała mu wypchać się jego "przyjaźnią", raz na zawsze.

33

Odp: Stracone szanse

Excop! Dziękuję, że odpisałeś. Jakoś Twoje odpowiedzi zawsze mi dają wiarę. Przeczytam, oczywiście. Nie mam żalu do przyjaciółki, ale troszkę było mi przykro, gdy dowiedziałam się, że zostanie zaproszony. Oczywiście, że pójdę. I znając mnie, doskonale zachowam nerwy na wodzy. Tylko, że właśnie muszę mu dać do zrozumienia, że żadną wielką, kochającą się rodziną nie będziemy.

34

Odp: Stracone szanse

Witaj.Najlepsza jest zawsze terapia-i konsekwencja.Jezeli sie jej poddajemy ,nalezy byc wytrwalym,cierpliwym.Nikt nie zmienia sie ad hoc.Sama tez nie dasz sobie z tym rady-samemu,bez przewodnika sie bladzi.To,ze sie obwiniasz za rozpad tego zwiazku ,rzeczywiscie pokazuje ,ze masz niska samoocene.W tym zwiazku byl rowniez on i on rowniez wplynal na Wasze rozstanie.Najwazniejsze jest teraz bys zajela sie wylacznie soba .Zadbaj o siebie.Nie analizuj w kolko co by bylo gdyby.Skoncentruj sie na tym co jest.Rozstanie boli-to normalne.Nie tylko Ty sie rozstajesz.Sama rozstawalam sie kilkakrotnie,wiec Cie rozumiem.Zycze Ci duzo sily .Pzdr.

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026