Witam. Mam 22 lata, moja była dziewczyna 20. Mam za sobą sporo różnych doświadczeń z kobietami, jednak to była dla mnie pierwsza prawdziwa miłość, z tego co wiem, ja też byłem chyba pierwszym, który jej tak zawrócił w głowie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Przez rok tworzyliśmy dobry związek, jednak ze względu na nasze charaktery i fakt, że nikt nie chciał ustępować nieraz kłóciliśmy się o błahe rzeczy, aż atmosfera trochę siadła, ona niewytrzymała i powiedziała, że będzie lepiej jak to zakończymy, dla mnie to był szok. Ja trochę podrażniony tym, że wcześniej to ona zerwała ani myślałem znowu zabiegać o jej względy, nie odzywała się z 4 tygodnie, a ja w tym czasie rozwinąłem ciekawą znajomość z inną dziewczyną (niestety nic z tego nie wyszło, uczucie do byłej okazało się silniejsze) gdy eks dowiedziała się, że mam nowy obiekt westchnień popadła niemal w depresje, zasypała mnie wiadomościami jak to za mną tęskni, z jednej skrajności, że mnie kocha w drugą, żebyśmy nie utrzymywali ze sobą kontaktu, to może zapomni o mnie. Myślałem, że droga do powrotu jest otwarta, bo w kolejnych dniach dobrze się nam rozmawiało, niestety sprawy w swoje ręce chyba wzięły jej "przyjaciółki", kilkanaście dni później, twierdziła, że już nic do mnie nie czuje, że ją zraniłem tym flirtem, prosiłem o powrót za co do dziś źle się z tym czuję, że musiałem się bardzo przed nią uniżyć, ale to nic nie pomogło. Z racji wspólnych znajomych widzieliśmy się kilka razy po całej sytuacji, zachowywała się tak, jakby faktycznie jej przeszło, koleżeńskie "cześć" trochę smutku na jej i mojej twarzy i każdy szedł w swoją stronę, chociaż wewnątrz mnie rozwalało. Sytuacja odmieniła się, gdy widziałem ją w maju po 2 miesięcznej przerwie, na moje przywitanie zareagowała odwróconym wzrokiem nie odezwała się nic, minę miała taką jakbym zrobił jej straszną krzywdę. Z racji wspólnych znajomych raz na jakiś czas wpadamy na siebie, po tej sytuacji przestałem się do niej odzywać nawet na powitanie, bo widziałem, że chyba sobie tego nie życzy, tylko widziałem, że często zwiesza na mnie wzrok i na ogół smutną minę, ja mimo, że nigdy mi do śmiechu nie było sprawiałem wrażenie bardzo wyluzowanego i uśmiechniętego. Piszę, ponieważ w niedzielę przypadkowo spotkaliśmy się na jednej imprezie, co dziwne tym razem nie robiła żadnych scen normalnie się przywitała, pomyślałem sobie, że pewnie tym razem jej faktycznie przeszło, tym bardziej, że ma kilku adoratorów, którzy zabiegają o jej względy, ale dopiero wtedy zaczęły się jej jazdy kilka razy przyłapałem jej wzrok długo wpatrzony we mnie, zapamiętałem szczególnie jedną sytuację, gdy błyskawicznie (chyba nieświadomie) odgarniała grzywkę, jakby chciała "lepiej wyglądać", jednak za nic nie podeszła do mnie, trzymała się na dystans, trochę wypiła i kleiła się do innych, żałośnie to z jej strony wyglądało, raczej tak jakby na siłę szukała chłopaka, ja udawałem, że tego nie widzę. Widziałem, że strasznie stresuje ją moja obecność, ponieważ szybko chciała opuścić imprezę, gdy chciałem z nią porozmawiać, jak układa sobie życie, odpowiedziała, żebym się nie interesował.
Mam pewien problem, niestety mimo upływu blisko roku ciągle za nią tęsknie, bardzo chciałbym do niej wrócić, tylko żeby schowała gdzieś tą swoją urażoną dumę. Nie wiem co mam sądzić o jej zachowaniu, z jednej strony wygląda to tak, że chyba nie radzi sobie z uczuciami, z drugiej nie da się do siebie zbliżyć? Drogie Panie jak Wy to widzicie? jest jakiś sposób, aby do niej dotrzeć?
Podobne tematy
Pytasz panie, ale ja też odpowiem jak ja to widzę. Nic nie możesz zrobić, ta dziewczyna sama musi przestać grać przede wszystkim przed sobą.
Ja dałbym sobie spokój i poszukał dziewczyny dojrzalszej. Ona jeszcze sporo napsuje Ci krwi.