netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Trudna sytuacja- bardzo trudna

4 odpowiedzi1 841 wyświetleńzałożony przez amaro, 08.08.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Trudna sytuacja- bardzo trudna

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Trudna sytuacja- bardzo trudna

witam, przejdę odrazu do rzeczy

mam 20 lat, w zeszłym roku poznałem dziewczynę 2 lata młodszą. pisaliśmy dość dużo, wstawałem z samego rana żeby z nią popisać, w końcu sie spotkaliśmy. po kilku spotkaniach i po 2 propozycji zostaliśmy parą. baa trwało to wszystko tak namiętnie, bajecznie że nie mogłem w to uwierzyć. naprawde czułem się szcześliwy i uwierzyłem w siebie. mówiłem jej (powąznie) ze chciałbym z nią byc juz na zawsze. i tak z dnia na dzień coraz bardziej to uczucie rosło, aż zrobilem sie pantoflem, chciałem wszystko tak jak jej pasuje, bez swojego zdania w wiekszosci ale nie w ogóle.  zależało mi na niej tak mocno że nie ma na to słów. przestałem tzn. zrobiłem przerwę od palenia a od 3 lat jarałem dzien w dzień. uwazałem ze jest to dziewczyna dla ktorej wyrzekne się wielu rzeczy które lubie. było po mnie widać jak bardzo mi zalezy, gdy sie poklocilismy to ja bardziej histeryzowałem niż ona. wyłem jak dziecko przy niej gdy mnie raniła. i przyszedł czas że po 3 miesiącach mnie zostawiła, dodam że w tym czasie raz na krotki okres odeszła ale wrociła twierdzac ze to naprawimy. ja przez ten tydzien straciłem rozum, płakałem nocami i dniami i ćpałem kokaine, fete. bardzo mnie to bolało a dragi działały na mnie przeciwbólowo.

gdy do mnie wróciła juz nie było jak wczesniej, ciagle mi robiła awantury o duperele dosłownie a ja i tak coraz bardziej bylem posluszny jak pies z obawy ze ją strace a wiedziałem ze jesli do tego dojdzie to napewno coś we mnię pęknie i bardzo sie bałem tego dnia który jak się okazało nadchodził wielkimi krokami. czułem że jest coś nie tak.

pewnego dnia zaraz między świetami a sylwestrem gdy wrócilem z pracy napisała mi ze nie chce juz byc ze mną.  w zimowy wieczór na letnio ubrany wybiegłem z domu. zmierzałem w stronę torów z oczywistym zamiarem (mowilem ze bardzo sie przywiązałem i jest dla mnie całym swiatem i boje sie ze cos sobie zrobie gdy mnie zostawi)

pech a w sumie fart chciał że po drodze spotkałem ziomka i lipa z mojego planu bo mnie wziął za łeb, na impreze do starszych ziomków ktorzy mi tlukli do głowy że mi przejdzie itp. cóz jednak nie.

pierwszy tydzień po rozstaniu praktycznie nic nie jadłem, nie spałem tylko bardzo to przezywałem. piłem dzien w dzien od rana wóde i to sam w domu. po tygodniu niespania byłem dosc wymeczony a wtedy znow dorwałem sie prochów. i tak sie zaczeło ze cpałem około 3 miesiecy dzien w dzien praktycznie. miałem 3 proby samobojcze ktore dzieki przyjaciołom sie nie powiodły.

czesto do niej pisałem, mówiłem że tesknie, chciałem jakoś dać znak że jej potrzebuję, że to nie jest chwilowe zauroczenie, raz gdy sie spotkaliśmy to na kolanach ją błagałem i ryczałem przy tym. i tak nie wróciła. cóz dalej ćpanie dzien w dzien, chlanie i coraz wiecej problemow psychicznych, depresja mnie żżerała, zwłaszcza że miałem objawy depresji przed tym gdy ją poznałem a gdy bylismy parą jakoś tak ustało.

w okresie ćpania narobiłem sobie wiele problemów, z sądem grozila mi odsiadka za niedostosowanie sie do postanowienia wyroku, mialem to gdzieś bo straciłem jakikolwiek sens życia i było m iwszystko jedno. myslalem ze to jest juz moj koniec. byłem bliski smierci z powodu odwodnienia, przemeczenia, nie jedzenia.

po kilku miesiącach moich ciągłych propozycji spotkania ona sama mi zaproponowała. oczywiscie sie zgodziłem i to byl moment w którym przestałem cpac bo uznałem ze jest jakas nadzieja. och ale byłem głupi

do czasu spotkania wziąłem się za siebie.tak postanowilem sobie ze przestane jesli mamy sie znow widywac. i tak jedno spotkanie było naprawdę miłe, mieliśmy wrażenie jakbyśmy się znali od w ciuul lat, to było jakieś 4 miesiące od zerwania. i tak coraz czesciej sie spotykalismy, pisalismy, dzwonilismy. robiło mi to nadzieje ze do mnie wróci. i to bardzo. ale tez bardzo mnie bolało to że nie moge jej całować, przytulić. roznosiło mnie od środka. zwłaszcza gdy opowiadała o byłym ktorego zraniła i że załuje....

zdarzało się nie raz mi wracac od niej zapłakany np. z powodu tego że dzien wczesniej mowila ze moze to bylby dobry pomysl a na drugi że bym sobie nie robił nadzieji. i to trwało tak z 3 miesiące, po kazdej klotni z nią albo palilem albo znow ćpałem. w pewnym sensie chcialem jej zrobić na złość a w sumie sobie. pokazać ze zranione uczucia potrafia zabić i chciałem zrobić z siebie przykład żeby załowała jakbym się przekrecił i miałą poczucie winy. cóz przedawkowałem kilka razy ale jakoś złego diabli nie biorą. i konczyło sie to najwyzej na tygodniowym dochodzeniu do siebie.

chciałem wiele razy porozmawiać z nią o tym ale było mi wstyd, bałem sie ze urwie kontakt ze mną a przyjazn to dla mnie była jakaś namiastka tego co było kiedyś. czasem sie przytulalismy i calowalismy itp z zaznaczeniem że bez zobowiązań. dla mnie to i tak wiele znaczyło choć przez chwile poczuć się jak wtedy gdy byliśmy razem. jestem pewny tego że odrobina jej wsparcia i zostawił bym to gówno na zawsze.

nie ukrywałą ze spotyka sie z innymi, oczywiscie bardzo mnie to bolało. a najbardziej mnie zabolalo gdy na koncercie spotkała chłopaka w którym się kocha. opowiadała mi o nim że ja olewa itp. ziomek naprawde spoko typ. ale gdy zaczeła sie do niego przytulać całować przy mnie to już nie wytrzymałem. nacpałem sie tam wszystkim co było. dopalacze, koka, mefedron byle by mnie znieczuliło do konca imprezy. nazajutrz jeszcze na haju powiedziałem w sposób jak nigdy co myślę czyli wygarnąłem od a do z w bardzo wulgarny sposób. ze to koniec bo nie wytrzymam. i tak 3 tygodnie milczałem az zadzwoniła i sie spotkalismy, troche mi przykro było bedąc jej przyjacielem tak jej wygarnąć. wyjasnilismy sobie kilka spraw i przeprosilismy sie. typ ją olał jak ona mnie.

powiedziałem jej że to dla mnie zbyt trudne przyjaźnić się, że nie wytrzymam tego. ciągle o niej myslałem, bolało mnie jak mi opowiadała z kim to ona sie nie spotkała itp.

nie powiedziałem jej oczywiscie o moim problemie. ale powiedziałem co czuje i że nadal ją kocham i tesknie kazdego dnia. oznajmiła mi że nie potrafi mnie pokochać, próbowała ale nie potrafi. oczywiscie nie chce nikogo zmuszac do tego zeby na siłe coś. także odszedłem i od tej pory jej nie widziałem. zająłem się sportem i uznałem że może tak wyjde z tego. cóz nie ćpałem cały miesiąc bo trenonawałem ostro ale dziś już 2 dzień znów poćpałem i znów o niej myślę. ulegam słabościom ale jednak nie poddaję się.

ciągle mam w glowie to żeby nadal się starać ale wiem jakie błędy popełniłem bo chociaz to nie moja 1 dziewczyna to napewno 1 miłość. nigdy nie sądziłem że tak kogoś pokocham. potrzebuje uczucia od dziewczyny bo nigdy nie miałem miłosci w domu. tylko ona mi powiedziała ze mnie kocha, chociaz tego nie czuła. ale jednak zostało mi to w sercu. prosze o pomoc. czy to ja jestem tak zakochany czy tak głupi? walczyć nadal? kocham ją ciągle tak samo. chociaz mineło 7 miesięcy odkąd mnie zostawiła. oddałbym za nią zycie i bardzo mi zalezy na niej, dodam że bardzo sie zżyłem z nią emocjonalnie.

2

Odp: Trudna sytuacja- bardzo trudna
amaro napisał/a:

witam, przejdę odrazu do rzeczy

mam 20 lat, w zeszłym roku poznałem dziewczynę 2 lata młodszą. pisaliśmy dość dużo, wstawałem z samego rana żeby z nią popisać, w końcu sie spotkaliśmy. po kilku spotkaniach i po 2 propozycji zostaliśmy parą. baa trwało to wszystko tak namiętnie, bajecznie że nie mogłem w to uwierzyć. naprawde czułem się szcześliwy i uwierzyłem w siebie. mówiłem jej (powąznie) ze chciałbym z nią byc juz na zawsze. i tak z dnia na dzień coraz bardziej to uczucie rosło, aż zrobilem sie pantoflem, chciałem wszystko tak jak jej pasuje, bez swojego zdania w wiekszosci ale nie w ogóle.  zależało mi na niej tak mocno że nie ma na to słów. przestałem tzn. zrobiłem przerwę od palenia a od 3 lat jarałem dzien w dzień. uwazałem ze jest to dziewczyna dla ktorej wyrzekne się wielu rzeczy które lubie. było po mnie widać jak bardzo mi zalezy, gdy sie poklocilismy to ja bardziej histeryzowałem niż ona. wyłem jak dziecko przy niej gdy mnie raniła. i przyszedł czas że po 3 miesiącach mnie zostawiła, dodam że w tym czasie raz na krotki okres odeszła ale wrociła twierdzac ze to naprawimy. ja przez ten tydzien straciłem rozum, płakałem nocami i dniami i ćpałem kokaine, fete. bardzo mnie to bolało a dragi działały na mnie przeciwbólowo.

gdy do mnie wróciła juz nie było jak wczesniej, ciagle mi robiła awantury o duperele dosłownie a ja i tak coraz bardziej bylem posluszny jak pies z obawy ze ją strace a wiedziałem ze jesli do tego dojdzie to napewno coś we mnię pęknie i bardzo sie bałem tego dnia który jak się okazało nadchodził wielkimi krokami. czułem że jest coś nie tak.

pewnego dnia zaraz między świetami a sylwestrem gdy wrócilem z pracy napisała mi ze nie chce juz byc ze mną.  w zimowy wieczór na letnio ubrany wybiegłem z domu. zmierzałem w stronę torów z oczywistym zamiarem (mowilem ze bardzo sie przywiązałem i jest dla mnie całym swiatem i boje sie ze cos sobie zrobie gdy mnie zostawi)

pech a w sumie fart chciał że po drodze spotkałem ziomka i lipa z mojego planu bo mnie wziął za łeb, na impreze do starszych ziomków ktorzy mi tlukli do głowy że mi przejdzie itp. cóz jednak nie.

pierwszy tydzień po rozstaniu praktycznie nic nie jadłem, nie spałem tylko bardzo to przezywałem. piłem dzien w dzien od rana wóde i to sam w domu. po tygodniu niespania byłem dosc wymeczony a wtedy znow dorwałem sie prochów. i tak sie zaczeło ze cpałem około 3 miesiecy dzien w dzien praktycznie. miałem 3 proby samobojcze ktore dzieki przyjaciołom sie nie powiodły.

czesto do niej pisałem, mówiłem że tesknie, chciałem jakoś dać znak że jej potrzebuję, że to nie jest chwilowe zauroczenie, raz gdy sie spotkaliśmy to na kolanach ją błagałem i ryczałem przy tym. i tak nie wróciła. cóz dalej ćpanie dzien w dzien, chlanie i coraz wiecej problemow psychicznych, depresja mnie żżerała, zwłaszcza że miałem objawy depresji przed tym gdy ją poznałem a gdy bylismy parą jakoś tak ustało.

w okresie ćpania narobiłem sobie wiele problemów, z sądem grozila mi odsiadka za niedostosowanie sie do postanowienia wyroku, mialem to gdzieś bo straciłem jakikolwiek sens życia i było m iwszystko jedno. myslalem ze to jest juz moj koniec. byłem bliski smierci z powodu odwodnienia, przemeczenia, nie jedzenia.

po kilku miesiącach moich ciągłych propozycji spotkania ona sama mi zaproponowała. oczywiscie sie zgodziłem i to byl moment w którym przestałem cpac bo uznałem ze jest jakas nadzieja. och ale byłem głupi

do czasu spotkania wziąłem się za siebie.tak postanowilem sobie ze przestane jesli mamy sie znow widywac. i tak jedno spotkanie było naprawdę miłe, mieliśmy wrażenie jakbyśmy się znali od w ciuul lat, to było jakieś 4 miesiące od zerwania. i tak coraz czesciej sie spotykalismy, pisalismy, dzwonilismy. robiło mi to nadzieje ze do mnie wróci. i to bardzo. ale tez bardzo mnie bolało to że nie moge jej całować, przytulić. roznosiło mnie od środka. zwłaszcza gdy opowiadała o byłym ktorego zraniła i że załuje....

zdarzało się nie raz mi wracac od niej zapłakany np. z powodu tego że dzien wczesniej mowila ze moze to bylby dobry pomysl a na drugi że bym sobie nie robił nadzieji. i to trwało tak z 3 miesiące, po kazdej klotni z nią albo palilem albo znow ćpałem. w pewnym sensie chcialem jej zrobić na złość a w sumie sobie. pokazać ze zranione uczucia potrafia zabić i chciałem zrobić z siebie przykład żeby załowała jakbym się przekrecił i miałą poczucie winy. cóz przedawkowałem kilka razy ale jakoś złego diabli nie biorą. i konczyło sie to najwyzej na tygodniowym dochodzeniu do siebie.

chciałem wiele razy porozmawiać z nią o tym ale było mi wstyd, bałem sie ze urwie kontakt ze mną a przyjazn to dla mnie była jakaś namiastka tego co było kiedyś. czasem sie przytulalismy i calowalismy itp z zaznaczeniem że bez zobowiązań. dla mnie to i tak wiele znaczyło choć przez chwile poczuć się jak wtedy gdy byliśmy razem. jestem pewny tego że odrobina jej wsparcia i zostawił bym to gówno na zawsze.

nie ukrywałą ze spotyka sie z innymi, oczywiscie bardzo mnie to bolało. a najbardziej mnie zabolalo gdy na koncercie spotkała chłopaka w którym się kocha. opowiadała mi o nim że ja olewa itp. ziomek naprawde spoko typ. ale gdy zaczeła sie do niego przytulać całować przy mnie to już nie wytrzymałem. nacpałem sie tam wszystkim co było. dopalacze, koka, mefedron byle by mnie znieczuliło do konca imprezy. nazajutrz jeszcze na haju powiedziałem w sposób jak nigdy co myślę czyli wygarnąłem od a do z w bardzo wulgarny sposób. ze to koniec bo nie wytrzymam. i tak 3 tygodnie milczałem az zadzwoniła i sie spotkalismy, troche mi przykro było bedąc jej przyjacielem tak jej wygarnąć. wyjasnilismy sobie kilka spraw i przeprosilismy sie. typ ją olał jak ona mnie.

powiedziałem jej że to dla mnie zbyt trudne przyjaźnić się, że nie wytrzymam tego. ciągle o niej myslałem, bolało mnie jak mi opowiadała z kim to ona sie nie spotkała itp.

nie powiedziałem jej oczywiscie o moim problemie. ale powiedziałem co czuje i że nadal ją kocham i tesknie kazdego dnia. oznajmiła mi że nie potrafi mnie pokochać, próbowała ale nie potrafi. oczywiscie nie chce nikogo zmuszac do tego zeby na siłe coś. także odszedłem i od tej pory jej nie widziałem. zająłem się sportem i uznałem że może tak wyjde z tego. cóz nie ćpałem cały miesiąc bo trenonawałem ostro ale dziś już 2 dzień znów poćpałem i znów o niej myślę. ulegam słabościom ale jednak nie poddaję się.

ciągle mam w glowie to żeby nadal się starać ale wiem jakie błędy popełniłem bo chociaz to nie moja 1 dziewczyna to napewno 1 miłość. nigdy nie sądziłem że tak kogoś pokocham. potrzebuje uczucia od dziewczyny bo nigdy nie miałem miłosci w domu. tylko ona mi powiedziała ze mnie kocha, chociaz tego nie czuła. ale jednak zostało mi to w sercu. prosze o pomoc. czy to ja jestem tak zakochany czy tak głupi? walczyć nadal? kocham ją ciągle tak samo. chociaz mineło 7 miesięcy odkąd mnie zostawiła. oddałbym za nią zycie i bardzo mi zalezy na niej, dodam że bardzo sie zżyłem z nią emocjonalnie.

Witam. Chłopcze, weź się za siebie, bo niedługo skończysz  "złotym strzałem". Piszesz, że problemy sercowe leczysz m. in.  Metadonem. Znaczy to, że jesteś na "dochodzącej"terapii odwykowej? Poproś o zamkniętą detoksykację, bo z tak niskim poczuciem własnej wartości sam sobie nie poradzisz, a wnet pójdziesz siedzieć  jeśli się nie ogarniesz i zostaniesz "oczyszczony" przymusowo. Z tą dziewczyną daj sobie spokój w ogóle. Na razie nie nadajesz się na poważnego partnera dla jakiejkolwiek kobiety, chyba w charakterze podnóżka. Nie chcesz chyba powtórki z rozrywki? Nie sądzę, że jesteś masochistą. Potrzebujesz specjalistycznej terapii dla osób o niskim progu samooceny. I najważniejsze - zmień "ziomów"! Sądzę, że stać Cię na dobrego psychologa uzależnień, skoro stać Cię na kokainę? Naprawdę, szczerze Ci radzę, zrób coś, póki nie jest za późno. Chyba nie jesteś jeszcze całkowicie w łapach nałogu.Pozdrawiam.

3

Odp: Trudna sytuacja- bardzo trudna
amaro napisał/a:

witam, przejdę odrazu do rzeczy

mam 20 lat, w zeszłym roku poznałem dziewczynę 2 lata młodszą. pisaliśmy dość dużo, wstawałem z samego rana żeby z nią popisać, w końcu sie spotkaliśmy. po kilku spotkaniach i po 2 propozycji zostaliśmy parą. baa trwało to wszystko tak namiętnie, bajecznie że nie mogłem w to uwierzyć. naprawde czułem się szcześliwy i uwierzyłem w siebie. mówiłem jej (powąznie) ze chciałbym z nią byc juz na zawsze. i tak z dnia na dzień coraz bardziej to uczucie rosło, aż zrobilem sie pantoflem, chciałem wszystko tak jak jej pasuje, bez swojego zdania w wiekszosci ale nie w ogóle.  zależało mi na niej tak mocno że nie ma na to słów. przestałem tzn. zrobiłem przerwę od palenia a od 3 lat jarałem dzien w dzień. uwazałem ze jest to dziewczyna dla ktorej wyrzekne się wielu rzeczy które lubie. było po mnie widać jak bardzo mi zalezy, gdy sie poklocilismy to ja bardziej histeryzowałem niż ona. wyłem jak dziecko przy niej gdy mnie raniła. i przyszedł czas że po 3 miesiącach mnie zostawiła, dodam że w tym czasie raz na krotki okres odeszła ale wrociła twierdzac ze to naprawimy. ja przez ten tydzien straciłem rozum, płakałem nocami i dniami i ćpałem kokaine, fete. bardzo mnie to bolało a dragi działały na mnie przeciwbólowo.

gdy do mnie wróciła juz nie było jak wczesniej, ciagle mi robiła awantury o duperele dosłownie a ja i tak coraz bardziej bylem posluszny jak pies z obawy ze ją strace a wiedziałem ze jesli do tego dojdzie to napewno coś we mnię pęknie i bardzo sie bałem tego dnia który jak się okazało nadchodził wielkimi krokami. czułem że jest coś nie tak.

pewnego dnia zaraz między świetami a sylwestrem gdy wrócilem z pracy napisała mi ze nie chce juz byc ze mną.  w zimowy wieczór na letnio ubrany wybiegłem z domu. zmierzałem w stronę torów z oczywistym zamiarem (mowilem ze bardzo sie przywiązałem i jest dla mnie całym swiatem i boje sie ze cos sobie zrobie gdy mnie zostawi)

pech a w sumie fart chciał że po drodze spotkałem ziomka i lipa z mojego planu bo mnie wziął za łeb, na impreze do starszych ziomków ktorzy mi tlukli do głowy że mi przejdzie itp. cóz jednak nie.

pierwszy tydzień po rozstaniu praktycznie nic nie jadłem, nie spałem tylko bardzo to przezywałem. piłem dzien w dzien od rana wóde i to sam w domu. po tygodniu niespania byłem dosc wymeczony a wtedy znow dorwałem sie prochów. i tak sie zaczeło ze cpałem około 3 miesiecy dzien w dzien praktycznie. miałem 3 proby samobojcze ktore dzieki przyjaciołom sie nie powiodły.

czesto do niej pisałem, mówiłem że tesknie, chciałem jakoś dać znak że jej potrzebuję, że to nie jest chwilowe zauroczenie, raz gdy sie spotkaliśmy to na kolanach ją błagałem i ryczałem przy tym. i tak nie wróciła. cóz dalej ćpanie dzien w dzien, chlanie i coraz wiecej problemow psychicznych, depresja mnie żżerała, zwłaszcza że miałem objawy depresji przed tym gdy ją poznałem a gdy bylismy parą jakoś tak ustało.

w okresie ćpania narobiłem sobie wiele problemów, z sądem grozila mi odsiadka za niedostosowanie sie do postanowienia wyroku, mialem to gdzieś bo straciłem jakikolwiek sens życia i było m iwszystko jedno. myslalem ze to jest juz moj koniec. byłem bliski smierci z powodu odwodnienia, przemeczenia, nie jedzenia.

po kilku miesiącach moich ciągłych propozycji spotkania ona sama mi zaproponowała. oczywiscie sie zgodziłem i to byl moment w którym przestałem cpac bo uznałem ze jest jakas nadzieja. och ale byłem głupi

do czasu spotkania wziąłem się za siebie.tak postanowilem sobie ze przestane jesli mamy sie znow widywac. i tak jedno spotkanie było naprawdę miłe, mieliśmy wrażenie jakbyśmy się znali od w ciuul lat, to było jakieś 4 miesiące od zerwania. i tak coraz czesciej sie spotykalismy, pisalismy, dzwonilismy. robiło mi to nadzieje ze do mnie wróci. i to bardzo. ale tez bardzo mnie bolało to że nie moge jej całować, przytulić. roznosiło mnie od środka. zwłaszcza gdy opowiadała o byłym ktorego zraniła i że załuje....

zdarzało się nie raz mi wracac od niej zapłakany np. z powodu tego że dzien wczesniej mowila ze moze to bylby dobry pomysl a na drugi że bym sobie nie robił nadzieji. i to trwało tak z 3 miesiące, po kazdej klotni z nią albo palilem albo znow ćpałem. w pewnym sensie chcialem jej zrobić na złość a w sumie sobie. pokazać ze zranione uczucia potrafia zabić i chciałem zrobić z siebie przykład żeby załowała jakbym się przekrecił i miałą poczucie winy. cóz przedawkowałem kilka razy ale jakoś złego diabli nie biorą. i konczyło sie to najwyzej na tygodniowym dochodzeniu do siebie.

chciałem wiele razy porozmawiać z nią o tym ale było mi wstyd, bałem sie ze urwie kontakt ze mną a przyjazn to dla mnie była jakaś namiastka tego co było kiedyś. czasem sie przytulalismy i calowalismy itp z zaznaczeniem że bez zobowiązań. dla mnie to i tak wiele znaczyło choć przez chwile poczuć się jak wtedy gdy byliśmy razem. jestem pewny tego że odrobina jej wsparcia i zostawił bym to gówno na zawsze.

nie ukrywałą ze spotyka sie z innymi, oczywiscie bardzo mnie to bolało. a najbardziej mnie zabolalo gdy na koncercie spotkała chłopaka w którym się kocha. opowiadała mi o nim że ja olewa itp. ziomek naprawde spoko typ. ale gdy zaczeła sie do niego przytulać całować przy mnie to już nie wytrzymałem. nacpałem sie tam wszystkim co było. dopalacze, koka, mefedron byle by mnie znieczuliło do konca imprezy. nazajutrz jeszcze na haju powiedziałem w sposób jak nigdy co myślę czyli wygarnąłem od a do z w bardzo wulgarny sposób. ze to koniec bo nie wytrzymam. i tak 3 tygodnie milczałem az zadzwoniła i sie spotkalismy, troche mi przykro było bedąc jej przyjacielem tak jej wygarnąć. wyjasnilismy sobie kilka spraw i przeprosilismy sie. typ ją olał jak ona mnie.

powiedziałem jej że to dla mnie zbyt trudne przyjaźnić się, że nie wytrzymam tego. ciągle o niej myslałem, bolało mnie jak mi opowiadała z kim to ona sie nie spotkała itp.

nie powiedziałem jej oczywiscie o moim problemie. ale powiedziałem co czuje i że nadal ją kocham i tesknie kazdego dnia. oznajmiła mi że nie potrafi mnie pokochać, próbowała ale nie potrafi. oczywiscie nie chce nikogo zmuszac do tego zeby na siłe coś. także odszedłem i od tej pory jej nie widziałem. zająłem się sportem i uznałem że może tak wyjde z tego. cóz nie ćpałem cały miesiąc bo trenonawałem ostro ale dziś już 2 dzień znów poćpałem i znów o niej myślę. ulegam słabościom ale jednak nie poddaję się.

ciągle mam w glowie to żeby nadal się starać ale wiem jakie błędy popełniłem bo chociaz to nie moja 1 dziewczyna to napewno 1 miłość. nigdy nie sądziłem że tak kogoś pokocham. potrzebuje uczucia od dziewczyny bo nigdy nie miałem miłosci w domu. tylko ona mi powiedziała ze mnie kocha, chociaz tego nie czuła. ale jednak zostało mi to w sercu. prosze o pomoc. czy to ja jestem tak zakochany czy tak głupi? walczyć nadal? kocham ją ciągle tak samo. chociaz mineło 7 miesięcy odkąd mnie zostawiła. oddałbym za nią zycie i bardzo mi zalezy na niej, dodam że bardzo sie zżyłem z nią emocjonalnie.

Witam. Chłopcze, weź się za siebie, bo niedługo skończysz  "złotym strzałem". Piszesz, że problemy sercowe leczysz m. in.  Metadonem. Znaczy to, że jesteś na "dochodzącej"terapii odwykowej? Poproś o zamkniętą detoksykację, bo z tak niskim poczuciem własnej wartości sam sobie nie poradzisz, a wnet pójdziesz siedzieć  jeśli się nie ogarniesz i zostaniesz "oczyszczony" przymusowo. Z tą dziewczyną daj sobie spokój w ogóle. Na razie nie nadajesz się na poważnego partnera dla jakiejkolwiek kobiety, chyba w charakterze podnóżka. Nie chcesz chyba powtórki z rozrywki? Nie sądzę, że jesteś masochistą. Potrzebujesz specjalistycznej terapii dla osób o niskim progu samooceny. I najważniejsze - zmień "ziomów"! Sądzę, że stać Cię na dobrego psychologa uzależnień, skoro stać Cię na kokainę? Naprawdę, szczerze Ci radzę, zrób coś, póki nie jest za późno. Chyba nie jesteś jeszcze całkowicie w łapach nałogu.Pozdrawiam.

4

Odp: Trudna sytuacja- bardzo trudna

Sądze że po częsci ma pan rację. Odwyku nie potrzebuję bo nie jestem uzależniony aczkolwiek o tej terapii pomyślę. Prosiłbym o zamknięcie tematu lub skasowanie.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Trudna sytuacja- bardzo trudna

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026