Witam. Z moją kobietą jesteśmy od 4-lat w związku, nawet zdążyliśmy się zaręczyć, ostatnimi czasy coś nam się nie układało i tak powolutku, powolutku wszystko się kumulowało, aż w końcu pękło, wykrzyczeliśmy sobie swoje żale, właściwie to ona robiła i powiedziała mi, że chce przerwy ode mnie, że coś się chyba wypaliło.. Początkowo chciałem z nią rozmawiać, ale za moment doszedłem do wniosku, że to i tak nie ma sensu więc odpuściłem. Po jednym dniu zacząłem pisać sms wiadomej treści, że przepraszam etc. i to był chyba błąd bo ona zaczęła kręcić, że ona potrzebuje czasu, że kocha mnie, ale nie chce już tak żyć w takim związku, za moment znów, że czasu chce, ale czy to coś da to nie jest pewna.. No i tak w kółko.. No i w końcu jako urażony samiec Alfa napisałem jej sms, że mam dość tych jej gierek i żeby się określiła jasno i wyraźnie bo mogę czekać w nieskończoność i tak się niczego nie doczekam. Odpisała tylko:"Dobrze, koniec kropka".. I teraz nie wiem jak interpretować jej słowa - mam wrażenie, że je wymusiłem i z dwojga złego wolała wolała teraz tak napisać bym jej dał spokój, ale z drugiej strony może coś w tym być..? Dodam tylko, że ja mam 24 lata ona zaś 23. Oczywiście musiałem o czymś zapomnieć
po którymś tam sms napisała, że to nie ma sensu by wracać do siebie bo ona musi poczuć potrzebę powrotu... To w takim wielkim skrócie, za wszystkie opinie dziękuję:)
Podobne tematy
Jak dla mnie sprawa jest jasna. Przekaz jej smsa jest az nadwyraz oczywisty, tylko chyba Ty to wypierasz ze swiadomosci.
Młoda dziewczyna, najwyraźniej doszła do wniosku, że nie chce spędzić z Tobą reszty życia i się ulotniła. Bywa i tak:)
Możesz ją nazwać teraz "Byłą". Dziewczyna najwyraźniej uświadomiła sobie, że to dla niej za wczesny wiek na zakładanie rodziny i że oczekuje czegoś innego na tym etapie życia.
Zaręczyny są bardziej zobowiązujące niż "chodzenie" więc kręciła się, wierciła, przyciśnięta wiła aż wreszcie wypluła z siebie kłaczek i poczuła ulgę.
Zalecam przerwę na hobby i przyjaciół, a potem rozejrzenie się za inną kandydatą na partnerkę życiową.
Popieram opinie koleżanek z forum...
Wygląda to jednoznacznie, ale zapomniałem dodać, że przerabialiśmy już coś podobnego około 1,5 roku temu.. Może teraz sprawa podobnie,ale zakończenie będzie zupełnie inne..
niestety, chyba nie ma co do tego już wracać...bo to raczej koniec...
napisałem jej sms, że mam dość tych jej gierek i żeby się określiła jasno i wyraźnie bo mogę czekać w nieskończoność i tak się niczego nie doczekam
Jedyna sensowna rzecz, jaką zrobiłeś, choć optymalnie byłoby to powiedzieć twarzą.
Nic nie rób, siedź cicho.Jak coś ma z tego być to sama przyjdzie.Jak nie- to i tak nie.
Czyli wszystko co powiedziałem, napisałem (oprócz tego co zacytowałeś) było złe i do du...?
Także myślę, że cisza... totalny brak kontaktu choć z drugiej strony korci mnie by pisać jej ciągle by w końcu zmieniła zdanie, gdzieś tam w głębi duszy czuje, że ona walczy sama ze sobą.. Jest taka niepewna choć stara się nie pokazywać tego i poprzez sms chce pokazać, że jest stanowcza.
Im bardziej bedziesz sie jej narzucsl, tym ona bedzie bardziej na nie, taka typowa reakcja obronna. Daj jej pomyslec, chociaz osobiscie sadze po tym co napisales, ze sprawa jest raczej przegrana.
Na 90% to koniec.
Nic nie pisz do niej, pozwól jej zatęsknić.
W międzyczasie możesz na luzie porozglądać się za inną kandydatką.
Witam.
Noc nadała wiele do myślenia, tak jak mówicie Panowie i Panie, totalna cisza jak makiem zasiał - brak sms'ów, brak dzwonienia, brak jakiegokolwiek kontaktu może tu tylko być brane pod uwagę. Zdałem sobie sprawę, że i tak swojej pozycji nie polepszę gdy będę pisał, wydzwaniał, ba! to może pogorszyć jeszcze bo ona może uznać, że jest natrętny i to ją tylko utwierdzi w przekonaniu aż właściwie zrobiła. Dobrze, że mamy okres wakacyjny więc w weekendy będę zajęty
a w tygodniu praca. Tak jak pisałem wcześniej, podobną sytuację mieliśmy z 1,5 roku temu i wtedy również pisałem, dzwoniłem, prosiłem po prostu w tym momencie powieliłem błąd, ten sam który krzyżował mi plany. Co ma być to będzie, jedno jest pewne - cisza i czas to będzie idealnym rozwiązaniem, ona odetchnie może coś przemyśli, ja także poukładam sobie w głowie - zastanawiam się tylko co zrobić gdyby ewentualnie poprosiła o spotkanie, czy lecieć z podkulonym ogonem i cieszyć się jak wariat czy może udawać, że tak na prawdę jest mi to już obojętne i nie przystawać na pierwszy lepszy termin spotkania w cztery oczy, albo może wybiorę coś pomiędzy? Ucieszę się, ale dam do zrozumienia, że to nie ona będzie wyznaczać terminy tylko wspólnie dojdziemy do porozumienia..? Dużo zastanawiałem się co było przyczyną takiej sytuacji jaka nastąpiła teraz, ostatnimi czasy miała ciężki okres w swoim życiu, tak na prawdę żyła w biegu i być może ten maraton ją zmęczył? Ktoś tutaj napisał abym w międzyczasie szukał innej kandydatki, no ale przecież na razie nie mogę bo gdyby mnie ujrzała z inną to już nawet nie mógłbym myśleć o naszym ponownym zejściu się.. Robić to dyskretnie, po cichu? To takie trochę chore bo bądź co bądź jestem człowiekiem wolnym (nie chodzi o związek itd) i gdy mam ochotę wyjść na miasto to robię to, gdy mam ochotę wyjść do baru to również tam się znajduję, ale jednak chyba wolę przewegetować te kilka, kilkanaście dni..
13 2014-08-07 08:17:17 Ostatnio edytowany przez Szarlotkanagorąco (2014-08-07 08:17:46)
Jesteś desperatem, a ona ma Cię już dość. Nie będzie żadnego powrotu.
Ona teraz jest na etapie poczucia,że pozbyła się kuli u nogi i organizuje sobie życie bez Ciebie.
Polecam też zajęcie się samym sobą.
Jesteś desperatem, a ona ma Cię już dość. Nie będzie żadnego powrotu.
Ona teraz jest na etapie poczucia,że pozbyła się kuli u nogi i organizuje sobie życie bez Ciebie.
Polecam też zajęcie się samym sobą.
Przeczytałaś na pewno WSZYSTKIE jego wypowiedzi? Np. tą z dziś po 7 napisaną?
Wyłania mi się z niej zupełnie kto inny, a mianowicie rzeczowy, konkretny chłopak, któremu owszem zależy, ale nie jest właśnie ani desperatem ani memeją.
Owszem ona może i pozbyła się "kuli u nogi", ale plan działania chłopaka jest dobry.
zastanawiam się tylko co zrobić gdyby ewentualnie poprosiła o spotkanie, czy lecieć z podkulonym ogonem i cieszyć się jak wariat czy może udawać, że tak na prawdę jest mi to już obojętne i nie przystawać na pierwszy lepszy termin spotkania w cztery oczy, albo może wybiorę coś pomiędzy?
W żadnym wypadku nie stosować się do pierwszej opcji!!
Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest uznanie faktu, że nie jesteście już razem i najprawdopodobniej nigdy już nie będziecie. Wiadomo, lepiej było by, gdyby jasno określiła, że nie chce z Tobą być, a nie, że coś się wypaliło, musi się zastanowić i potrzebuje przerwy (zresztą już nie pierwszej). A Ty trwaj w niepewności i czekaj na swoją Panią, tylko ciekawe jak długo??
Witam.
Noc nadała wiele do myślenia, tak jak mówicie Panowie i Panie, totalna cisza jak makiem zasiał - brak sms'ów, brak dzwonienia, brak jakiegokolwiek kontaktu może tu tylko być brane pod uwagę. Zdałem sobie sprawę, że i tak swojej pozycji nie polepszę gdy będę pisał, wydzwaniał, ba! to może pogorszyć jeszcze bo ona może uznać, że jest natrętny i to ją tylko utwierdzi w przekonaniu aż właściwie zrobiła. Dobrze, że mamy okres wakacyjny więc w weekendy będę zajęty
a w tygodniu praca. Tak jak pisałem wcześniej, podobną sytuację mieliśmy z 1,5 roku temu i wtedy również pisałem, dzwoniłem, prosiłem po prostu w tym momencie powieliłem błąd, ten sam który krzyżował mi plany. Co ma być to będzie, jedno jest pewne - cisza i czas to będzie idealnym rozwiązaniem, ona odetchnie może coś przemyśli, ja także poukładam sobie w głowie - zastanawiam się tylko co zrobić gdyby ewentualnie poprosiła o spotkanie, czy lecieć z podkulonym ogonem i cieszyć się jak wariat czy może udawać, że tak na prawdę jest mi to już obojętne i nie przystawać na pierwszy lepszy termin spotkania w cztery oczy, albo może wybiorę coś pomiędzy? Ucieszę się, ale dam do zrozumienia, że to nie ona będzie wyznaczać terminy tylko wspólnie dojdziemy do porozumienia..? Dużo zastanawiałem się co było przyczyną takiej sytuacji jaka nastąpiła teraz, ostatnimi czasy miała ciężki okres w swoim życiu, tak na prawdę żyła w biegu i być może ten maraton ją zmęczył? Ktoś tutaj napisał abym w międzyczasie szukał innej kandydatki, no ale przecież na razie nie mogę bo gdyby mnie ujrzała z inną to już nawet nie mógłbym myśleć o naszym ponownym zejściu się.. Robić to dyskretnie, po cichu? To takie trochę chore bo bądź co bądź jestem człowiekiem wolnym (nie chodzi o związek itd) i gdy mam ochotę wyjść na miasto to robię to, gdy mam ochotę wyjść do baru to również tam się znajduję, ale jednak chyba wolę przewegetować te kilka, kilkanaście dni..
Po pierwsze nie nastawiaj sie ze bedzie dobrze, lepiej mile sie zsskoczyc. Nie tworz scenariuszy w glowie, bo zycie potrafi mocno zaskakiwac. Co do spotkania z kims nowym to przeciez nie musza byc zaraz zobowiazujace spotkania. Nie szukaj przyczyn ani w niej, ani w sobie, ani w jakichs okolicznosciach, bo znajac zycie i tak nie dojdziesz prawdziwej przyczyny. To co ona mowi dziel na pol.
Racja, racja, racja! Nie ma co dramatyzować, trzeba zająć się sobą bo w innym wypadku to pozostałoby mi tyko łóżko i karton chusteczek.. Zrobię tak, że jeszcze zatęskni i zobaczy kogo straciła a czy wtedy będzie mowa o powrocie? Jeżeli o to zapyta to w tym momencie odda mi możliwość rozdzielania kart ![]()
Ech, Ty dalej nic nie rozumiesz... Wykresl ja z mysli, zycia i wszystkiego.
Jedyną rzeczą teraz jakiej nie rozumiem to jesteś Ty, czy ja napisałem coś złego? To chyba dobrze, że nie załamuje rąk i nie siedzę w 4 ścianach ![]()
To dobrze, ze nie zalamujesz rak, ale ciagle tylko robisz to pod katem powrotu do niej, jej decyzji etc. Zrob to dla siebie i wroc do swiata zywych.
Już dzisiejszy dzień uznam za udany - nie odezwałem się do niej ani słowem, praktycznie o tym nie myślałem ani przez moment. Właściwie to już mi jest obojętne to czy kiedykolwiek się odezwie czy też nie, w zasadzie to może i to wszystkim wyjdzie na dobre - po co męczyć się w związku jak jest tyle ciekawych atrakcji dookoła? :-) Trzeba wracać do świata żywych jak to ktoś przede mną napisał i to jest prawda. Nie mam zamiaru rozpaczać i myśleć bo życie ucieknie mi pomiędzy palcami. ![]()
Jednak z Tobą jest coś mocno nie tak. Najpierw histeryzujesz jak baba z brzuchem; dzień później kładziesz lachę na pannie z którą byłeś zaręczony- tj. planowałeś wspólne życie. Straszny dzieciuch z Ciebie.
Słuchaj, dostałem tutaj wiele dobrych porad, które mówiły, że wygląda to na praktycznie pewne rozstanie to jaki sens miałoby zamykanie się w domu? Ludzie przeżywają większe tragedie i muszą dźwignąć się to ja nie dam rady..? Po prostu zrozumiałem, że świat się nie wali (a na pewno nie cały), może zamiast wyzywania mnie od dzieciuchów zastanowił byś się nad tym, że to jej palemka odbiła? Wiadomo, że we wszystkich związkach jest czas lepszy i gorszy, ale sztuką jest przeżyć oba stany, ja chciałem z nią rozmawiać, ona ewidentnie nie miała ochoty, mam usiąść i płakać? Poza tym zakładając ten temat nie histeryzowałem, ale chciałem mądrzejszych głów zapytać się jak im się wydaje, co z tej sprawy wyniknie. Faktycznie, przez pierwszych kilka dni byłem smutny, właściwie to zrozpaczony, ale to wynikało z szoku jaki przeżyłem bo ani początek tej kłótni ani koniec nie wskazywał, że to tak będzie. Wszyscy piszą żebym zajął się hobby, pracą i właśnie tak robię, Ty ewidentnie pijesz do tego, że tak nie powinienem robić. Może to dziwne, ale człowiek jest w stanie zrozumieć pewne rzeczy w przeciągu kilkunastu godzin i u mnie było właśnie tak, może się odezwie a może nie, ewidentnie walka z mojej strony nie ma sensu bo to jak walka z wiatrakami. Trzeba iść do przodu bo człowiek zaczyna żyć gdy przestaje go męczyć przeszłość i dokładnie tak staram się robić. Temat mój nie był wołaniem o pomoc a jedynie zasięgnięciem rad ludzi starszych, mądrzejszych z większym doświadczeniem. Dziękuję.
Ty ewidentnie pijesz do tego, że tak nie powinienem robić.
Piję do tego, że o mało nie ohajtałeś się panną na której Ci nie zależy... łamiąc sobie życie i jej.
No chyba że zaręczyny był ot tak, bo fajnie brzmi.
To co mam usiąść i płakać? Przez najbliższe pół roku mają mnie znajomi uznać za martwego? Dlaczego ja mam rozpaczać skoro jej nie jest przykro? Im szybciej się ogarnę tym lepiej, mniej bólu ![]()
Co dalej..? Jak to interpretować..? Co robić..?
Witam. Opowiem czego dotyczy mój problem. Otóż miesiąc temu rozstałem się z dziewczyną z którą byłem 4 lata, przez dwa, trzy dni próbowałem z nią rozmawiać, ale nie przyniosło to wymiernych skutków. Po przeczytaniu kilku opinii na różnych forach postanowiłem usunąć się w cień i czekać.. Dała znać o sobie w połowie miesiąca, że szybko się pocieszyłem bo widziała mnie kiedyś na drinku z moją koleżanką.. Odpisałem, że to nie pocieszenie a forma porady co robić - tak było w rzeczywistości, rozmawiałem z nią o tej sytuacji i chciałem wysłuchać jej opinii. Przed trzema dniami to ja odezwałem się do niej z pytaniem czy samotność jest tym czego chce.. Wymigała się odpowiedzi twierdząc, że teraz to i tak już za późno, że nie ma na razie siły na próbę powrotu.. Chciałem jej przetłumaczyć, że zmieniłem się, że nie jestem już tym samym człowiekiem co wcześniej (bo to o to była kłótnia..). Ciągle powtarza, że teraz na pewno nie chce myśleć o powrocie, ale nie wyklucza tego w przyszłości.. Gdy to usłyszałem aż zagotowało się we mnie, ale nie wybuchłem gniewem (w końcu zmieniłem się..) i delikatnie przetłumaczyłem jej, że jeżeli się do kogoś coś czuje to próbuje się to naprawić.. Stwierdziła, że nie umie... Zadałem jej pytanie po którym miał nastąpić przełom: Czujesz coś do mnie jeszcze..? Jeżeli nie to powiedz, że jestem Ci obojętny i nic nas już nie łączy. Stwierdziła, że nie zapomni mnie nigdy i nie jestem jej obojętny.. I tutaj rodzą się moje wątpliwości, czy walczyć dalej o nią..? Co dalej robić..?
Zna moje stanowisko, chcę spróbować odbudować nasz związek, ale ona skutecznie mnie odtrąca.. Czasami po rozmowach z nią mam mętlik w głowie bo nie wiem tak na prawdę czego ona chce.. Oczywiście, nie była to nasza pierwsza kłótnia (jak w każdym normalnym związku), ale próbowałem z nią rozmawiać na temat swojego zachowania, jak stwierdziła nie byłem dość czuły i często oddalałem się od niej.. Przyznam, że tak było momentami, ale zrozumiałem swój błąd i jestem świadom tego co zrobiłem.. Acha i na sam koniec dodam, że przy każdej próbie przypomnienia sobie naszych wspólnych fajnych chwil ona za moment wypomina zdarzenia negatywne..
P.S Dzisiaj odwiedziłem ją, była to wizyta niezapowiedziana i zapewne niechciana.. Pragnąłem by powiedziała mi prosto w oczy, że już nic do mnie nie czuje i jestem jej obojętny.. Nie chciała, uchylała się od tego i w końcu przeszło jej przez gardło to co chciałem usłyszeć (a raczej czego nie chciałem, ale to już inny temat..), nie wiem, ale mam wrażenie, że wymusiłem to na niej, czy ona na prawdę tak uważa? Nie wiem.. Jestem w kropce bo spojrzałem jej prosto w oczy po tym co powiedziała i odszepnąłem tylko "pa.."
Hmm, daj jej jeszcze czas. Jeśli między wami coś się konkretnie porobiło no to trzeba czasu. Nie rób sobie nadmiernie nadziei. Może wróci, ale musi poczuć, że to będzie dobra decyzja. Nie narzucaj się jej tak jak do tej pory. Chyba trzeba po prostu poczekać na rozwój sytuacji.
Po kilku rozmowach z nią dowiedziałem się, że odeszła bo przyjęliśmy zbyt statyczne życie.. w wolne dni mieliśmy plany by wyjechać do innego miasta itd i kończyło się na planach (z różnych powodów..). Nie wiem czy przypadkiem ona nie chce sobie poszaleć, wyszumieć się a później odezwać się jak już będzie miała dość - jest przekonana, że będę czekał jak piesek. Ktoś wyżej napisał, że trzeba czasu.. tylko ile? minęły dokładnie 33 dni od naszego rozstania, nic nie drgnęło nawet na milimetr więc po co czekać..? Nie rozumiem jej bo boi się jednoznacznie odpowiedzieć na pytania czy mnie kocha, czy jej zależy, ale gdy pytam o powrót dostaje riposte: nie chcę wracać, na pewno nie teraz może w przyszłości......
Skoro stawia Cię jako wyjście awaryjne to sobie ją daruj. Jak zatęskni po roku to już będzie jej problem. Lepiej urwij z nią kontakt i żyj własnym życiem tak jak pisałeś. Nie myśl o nadziei, niech wasze drogi się po prostu rozejdą. Życzę Ci, żebyś za rok był szczęśliwy i zakochany, ale już w kimś kto po prostu jest fajnym życiowym kompanem.
Wiadomo, szkoda 4 lat i wspólnych planów, ale na siłę nie da się nic zatrzymać, ludzie się też zmieniają więc jeśli ona nie chce nic ratować to nie ma to sensu. Myślę, że skoro pisze o przyszłości to nadal coś do Ciebie czuje, ale nie da się przecież w kimś odkochać w takim czasie.
Zacznij nowy rozdział i niech ma tytuł "własne szczęście".
Co do tego wyjścia awaryjnego to nie mam pewności, że tak jest. Po prostu to są moje domysły bo rok temu mieliśmy podobną sytuację (podobną, ale nie identyczną - tam był mniejszy czas rozłąki) i kiedy ona twierdziła, że potrzebuje czasu, że na razie nie ma sił, ale mnie kocha ja popełniłem błąd ponieważ przyleciałem na jej zachciankę, oczywiście nie zjawiłem się u niej po 2 minutach od dostania telefonu, ale jednak mogłem wtedy wygarnąć jej, że nie jestem zabawką, którą może rzucić w kont po czym można ją podnieść. Dlaczego wtedy tak nie zrobiłem? Chyba nie chciałem jej urazić bo byłem tak szczęśliwy, że chciała zejść się ze mną z powrotem. Gdyby tym razem sytuacja była podobna już bym się nie zawahał i powiedział jej co myślę o takich sytuacjach. Zauważyłem nawet, że boi się spotkania w 4 oczy (nie, nie żebym ją bił czy coś podobnego..), po prostu ona chyba jeszcze nie dojrzała do związku, a mówią że to kobiety szybciej dojrzewają
Skoro stawia Cię jako wyjście awaryjne to sobie ją daruj. Jak zatęskni po roku to już będzie jej problem. Lepiej urwij z nią kontakt i żyj własnym życiem tak jak pisałeś. Nie myśl o nadziei, niech wasze drogi się po prostu rozejdą. Życzę Ci, żebyś za rok był szczęśliwy i zakochany, ale już w kimś kto po prostu jest fajnym życiowym kompanem.
Wiadomo, szkoda 4 lat i wspólnych planów, ale na siłę nie da się nic zatrzymać, ludzie się też zmieniają więc jeśli ona nie chce nic ratować to nie ma to sensu. Myślę, że skoro pisze o przyszłości to nadal coś do Ciebie czuje, ale nie da się przecież w kimś odkochać w takim czasie.
Zacznij nowy rozdział i niech ma tytuł "własne szczęście".
Zgadzam się. Panienka odstawiła Cię, Autorze do ...poczekalni. Znudziłes się jej chyba, zapragnęła pobawić sie jeszcze lub uprzytomniła sobie, ze jeszcze do poważnego zwiazku ...nie dorosła. Bywa...
Czekajac wciąż na nią tylko będziesz tracić zycie i zabijac sie myslami, podczas gdy ona - jak sam widzisz - ma Cię głęboko w...
Ty chcesz zawalczyć, chciałeś ratować ten związek, ale ona nie przejawiała nawet sladu takich chęci. A do tego potrzeba dwojga... Sam nic nie zdziałasz.
Co do ostatnich słów cytowanego tu wpisu Spokojnej Babki: "skoro pisze o przyszłości to nadal coś do Ciebie czuje". Wątpię. Potraktowałbym to jako wykrecenie sie od ostatecznosci, taka forma zwodzenia, dawania złudnej nadziei. Nic wiecej. Owszem, nie da sie "odkochać" w tak krótkim czasie. Tylko jest tu jeden warunek konieczny do spełnienia: trzeba kochać. Jeśli ta dziewczyna do związku nie dorosła, to moze i do tego uczucia też, a tylko wszystko ...sie jej "wydawało"? Mozliwe. Wówczas i bardzo mozliwe, ze i "odkochać się" mozna w przeciągu paru raptem dni.
Tak jak napisałeś - sam nic nie zdziałam. Czy coś czuje nadal..? Akurat tutaj mam inny pogląd na tą sprawę bo gdy byliśmy razem to widziałem to, że ona kocha, troszczy się i zależy jej na tym związku. Faktycznie, mieliśmy kilka kłótni przez te 4 lata - czasami ja nawaliłem, czasami ona i gdy chciałem wyjaśnień dlaczego tak się stało jak się stało ona twierdziła, że kocha mnie, ale nie ma już siły naprawiać tego, twierdzi, że popełniłem wiele błędów przez które wcześniej się kłóciliśmy (o zgrozo, babki są idealne bo zawsze to mężczyźni są winni wszystkiemu..) i już nie chce się angażować i przywiązywać bo, jak twierdzi "boi się, że poraz kolejny zawiedzie się..", po tym co napisała odpowiedziałem jej,że w związku trzeba ROZMAWIAĆ i jeżeli coś mi się nie podoba to mówię to głośno i wyraźnie a także z jasnym przekazem bo ukrywać niezadowolenie jest proste, przecież jak się nazbiera tego to można wyrzucić z podwójną mocą. Czy mogło jej się wydawać, że kocha? Przez 4 lata nie można nie zauważyć uczucia więc to, że kochała/kocha to wiem, ale do końca nie jestem pewien czy dorosła do związku.
Przez ten miesiąc kiedy nie miałem z nią kontaktu wiele sobie przemyślałem, wiele zrozumiałem i jej to po prostu powiedziałem, odpowiedziała, że wierzy, ale... może w przyszłości. No przecież to ręce opadają - czy ona uważa, że ja teraz będę sobie siedział na kanapie z telefonem w ręku aż łaskawie mi napisze, że już nabrała sił..? Nie wiem czy to pomoże w zapomnieniu, ale próbuje myśleć o niej tylko negatywnie, to znaczy przywołuje jej negatywne cechy, a niestety teraz widzę ich jeszcze więcej bo dla mnie to jest chore, że ktoś boi się mówić prosto, unika spotkania nie wiadomo z jakiego powodu, nie pozwala sobie nic wyjaśniać a tym bardziej zaufać - no jeżeli nie ma zaufania to o czym my w ogóle mówimy..? Dodam, że ja mam 22 lata a ona 21 i być może wiek jest tutaj też jednym z powodów, po prostu może ja jestem zbyt dojrzały jak na swój wiek a ona nie do końca.
Acha i zapomniałem dodać jeszcze, że każda próba rozmowy i próba wytłumaczenia czego kolwiek odbierana jest jako atak i krytyka w jej stronę.
czy ona uważa, że ja teraz będę sobie siedział na kanapie z telefonem w ręku aż łaskawie mi napisze
Dokładnie tak uważa, a cały ten wątek potwierdza że ma słuszność.
Nie Ty jesteś dojrzały kolego.
Ty jesteś naiwne dziecko, a ona jest najzupełniej normalna.
Ma Cię w dupie, komunikuje Ci to po kobiecemu w sposób najdosadniejszy a do Ciebie nie dociera.
Dodam, że ja mam 22 lata a ona 21 i być może wiek jest tutaj też jednym z powodów, po prostu może ja jestem zbyt dojrzały jak na swój wiek a ona nie do końca.
Nic się nie martw ani Ty nie jesteś dojrzalszy od przeciętnego 22 latka, ani ona niedojrzala nie jest. Dziewczyna ma Cię dość, i jakoś czytając co piszesz wcale się jej nie dziwię.
Nie dość że frajer, to jeszcze kłamca:
Dodam tylko, że ja mam 24 lata ona zaś 23.
Saphire88 napisał/a:czy ona uważa, że ja teraz będę sobie siedział na kanapie z telefonem w ręku aż łaskawie mi napisze
Dokładnie tak uważa, a cały ten wątek potwierdza że ma słuszność.
Nie Ty jesteś dojrzały kolego.
Ty jesteś naiwne dziecko, a ona jest najzupełniej normalna.
Ma Cię w dupie, komunikuje Ci to po kobiecemu w sposób najdosadniejszy a do Ciebie nie dociera.
Jeżeli uważasz, że ona jest dojrzała a ja nie to przepraszam, pomyliłeś się. Czy osoba niedojrzała dąży do naprawienia związku? Czy osoba niedojrzała chce rozmawiać, ale twarzą w twarz? Czy osoba niedojrzała Czy osoba niedojrzała jest w stanie zmienić się by uszczęśliwić tą drugą osobę?... Nie no oczywiście - człowiek dojrzały boi się rozmawiać w cztery oczy, człowiek dojrzały kończy związek poprzez krzyk. Człowiek dojrzały mota się w swoich słowach (raz mówi, że kocha a za moment gdy odwiedzam ją to prosto w oczy mówi, że jestem jej obojętny [fakt, może i powiedziała to abym tylko usłyszał to, ale jednak prosto w oczy to powiedziała]. Jeżeli tak zachowują się osoby dojrzałe to ja jednak wolę swoją niedojrzałość :-)))
Nie dość że frajer, to jeszcze kłamca:
Saphire88 napisał/a:Dodam tylko, że ja mam 24 lata ona zaś 23.
Przepraszam, wkradł się błąd, nie zauważyłem go wcześniej. Wersja poprawna to ta druga - ja 22, ona 21. Ale żeby od frajerów od razu wyzywać..?
Nie dość że frajer, to jeszcze kłamca:
Saphire88 napisał/a:Dodam tylko, że ja mam 24 lata ona zaś 23.
E tam pomieszało mu się z żalu okrutnego
pitagoras napisał/a:Nie dość że frajer, to jeszcze kłamca:
Saphire88 napisał/a:Dodam tylko, że ja mam 24 lata ona zaś 23.
E tam pomieszało mu się z żalu okrutnego
Nie pojmuję powodów tej Waszej jakiejś złośliwości wobec Autora. Chłopakowi zalezy na tamtej dziewczynie - coś w tym złego? Moze i powinien ją olać "sikiem prostym", co w oczach wielu tu wypowiadających się (ukłony
) byłoby ...dowodem dojrzałości. Jak dla mnie jedynie dowodem, że mało znaczyła tamta dziewczyna (jak nie ta to inna) i stąd tak łatwe odpuszczenie. A to wcale o dojrzałosci nie dowodzi. Bardziej o wyrachowanym podejściu do zwiazku... Ale to moje zdanie. Skoro chłopak tu trafił, skoro pisze, pyta i szuka pomocy - czemu mu dokopujecie? Za pare lat też nabierze takiej "dojrzałości" jak co niektórzy tutaj i na byle złe zachowanie ...tymczasowej panienki - kopnie ją w dupe i poszuka następnej. O ile takiej "dojrzałości" nabierze. Na moje oko jest dość wrażliwym i uczuciowym facetem (dlatego go dobijacie?) i chyba do tego nie dojrzeje...
Oby.
Czepiacie sie mało istotnych słów (jaka do cholery to różnica czy 22 czy 24 lata?), zaczynacie mu robić ublizajace uwagi, no sorry...
Osobiście nie widzę niczego złego w mysleniu, próbach, chęciach i pragnieniach powrotu do zerwanego zwiazku. O ile to miało w naszym zyciu znaczenie, a ta druga osoba stanowiła wartość szczególną, ze stratą której trudno sie uporać. Owszem, z czasem cos sie zmienia i już inaczej patrzymy na dawną stratę/rozstanie. Większość z Was to juz w swoim zyciu przerabiała - nie pamietacie jak sie czuliscie? Czy zgodnie z powiedzeniem: "nie pamieta wół jak cielęciem..." wyparte to juz z pamieci i tylko przejawy czegoś podobnego u innych (tu Autora) wzbudzaja furię, której ujscie to złosliwe słowa...
Chłopak zbyt krótko jest "po" i całkiem chyba zrozumiałe te jego rozterki. Dajcie mu czas i naprowadzajcie na własciwą drogę jego mysli miast mu jeszcze tu dokopywac...
Pozdrawiam.
41 2014-09-03 21:41:03 Ostatnio edytowany przez Saphire88 (2014-09-03 21:43:45)
Bardzo dziękuję za miłe słowo. Najwidoczniej ta dwójka delikwentów nie popełnia błędów, są nieomylni :-) Słuchajcie, jeżeli szedłbym Waszym tokiem myślenia to wywróżyłbym sobie kiepską przyszłość, Wy nie ubolewaliście nad odejściem najbliższej osoby? Jeżeli tak to życzę powodzenia w przyszłości. Autor/autorka o nicku "kosmiczny nick" idealnie rozgryzł(a) mnie, trafił(a) w sedno - nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z tego typu sprawami ponieważ to była moja pierwsza na serio dziewczyna, wcześniej to były przelotne znajomości a cztery lata robią swoje, w dzisiejszych czasach ludzie są ze sobą pół roku i już chcą się rzucać na linę. Strata jest tym większa bo przeżyliśmy dużo, były wesołe momenty (wakacyjne wyjazdy) jak i te smutne (śmierć jednego z moich rodziców..) dlatego chyba mam prawo może nie rozpacz, ale na pewno cierpieć?
A tak już na sam koniec Panie "pitagoras" to frajerem jest człowiek, który nie walczy o miłość i jest mu ona obojętna, poza tym myślę, że Twój nick jest zupełnym przeciwieństwem tego co masz w głowie.. śrut i siano..
42 2014-09-03 22:05:52 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-09-03 22:08:28)
A tak już na sam koniec Panie "pitagoras" to frajerem jest człowiek, który nie walczy o miłość i jest mu ona obojętna, poza tym myślę, że Twój nick jest zupełnym przeciwieństwem tego co masz w głowie.. śrut i siano..
Ale założyłeś ten wątek żeby się powymądrzać i udowodnić swoją wulgaryzm,tak?
Frajerstwo to nie inwektywa, tylko nazwanie po imieniu Twojego zachowania.Masz głowę napchaną wyobrażeniami o tym jak powinny wyglądać relacje damsko -męskie. Szczere rozmowy w cztery oczy, wyjaśnianie nieporozumień, logiczne dyskusje...
Tylko że to za cholerę nie działa w praktyce- co najlepiej widzisz na sobie.
To co uważasz za ratowanie związku w istocie było jego dobijaniem.''Zmieniać się by uszczęśliwić drugą osobę''- to ma być oznaka dojrzałości????
Chryste Panie.
Prawda jest taka, że spieprzyłeś na całej linii.I masz dwie opcje: dostrzeżesz to i spróbujesz wyciągnąć wnioski na przyszłość by nie powielać błędów; albo...
Będziesz robić to co teraz, czyli tkwić w durnym urojeniu, że jesteś wulgaryzm; no tylko że raczej nie znajdziesz nikogo do dzielenia się tym urojeniem.
Czy to ja zacząłem się wymądrzać? Myślę, że nie do końca wiesz co jest grane bo tracisz kontakt z rzeczywistością. No jeżeli w tych relacjach nie ma szczerych rozmów i wyjaśnień to po jaką cholerę w ogóle wiązać się z kimś..? Przecież to tej najbliższej osobie opowiesz o swoich problemach, rozterkach. Jeżeli nie będzie rozmów to wygadujmy się w gronie przyjaciół. Tak, to będzie oznaka dojrzałości bo może do tej pory nie wiedziałem do końca jak funkcjonuje związek i przyznałem się, że faktycznie wiele razy byłem mało czuły, ale to wynikało nie z tego, że tak mi się chciało i już, ale np byłem zmęczony po pracy albo miałem po prostu gorszy dzień.. Przyznałem, że tak było a wiem, że miłość trzeba pielęgnować, niestety ja często spoczywałem na laurach.. Pewnie, że to doświadczenie mnie wzmocni, następnym razem będę wiedział jak się zachowywać, ale dlatego napisałem tu by bardziej doświadczeni ludzie pomogli mi w tym a nie na wstępie wyzywali od frajerów..
następnym razem będę wiedział jak się zachowywać.
Znaczy jak?
Bo ja Ci mówię, że nawet nie wiesz co się stało i dlaczego....
I mówię Ci też, że dziewczyna jest jak najbardziej OK, a Twoje zachowanie dziecinne i naiwnie-nudne.
Ale, w sumie to nie moja brocha.Adios
Jak? Nie podam następnej kobiecie wszystkiego na tacy, nie będę na jej zawołanie i nie będę bał się wyrażać swojego zdania.. To były moje błędy, gdyby poczuła, że trzymam leciutki dystans, że nie możemy się widywać codziennie to byłoby inaczej. Na szczęście teraz mam tyle czasu wolnego, że siłownia+sport to jest na porządku dziennym. Jeżeli jesteś tak święcie przekonany, że wiesz co się stało i dlaczego to proszę, masz pole do popisu.
Też uważam, że jak się kocha i się z kimś jest to się naprawia. Niby to związek, a nie małżeństwo, ale osoby co związków nie naprawiały to nie naprawią też małżeństwa.
Myślę, że trzeba ją sobie odpuścić. Może to się samo jeszcze sklei. Nie wystarczą tu Twoje chęci, ona musi się postarać, też powalczyć. Rozstanie jest bolesne dla obojga więc to nie tylko ona jest pokrzywdzona i potrzebuje czasu (+ na jakieś przemyślenia). Uważam, że jesteś dojrzały i takich facetów ze świecą szukać, bo na ogół jak widzę na forum to wiele facetów zwiewa przy problemach, a chęć naprawy ze strony dziewczyny uznają za czepialstwo. Myślę, że znajdziesz normalną partnerkę na życie i nie będzie to eks.
Życzę szczęścia.
Dziękuję bardzo za miłe słowo. Na pewno będzie przykro bo to 4 lata minęły, dużo wspomnień i miłych chwil, ale po prostu ja już więcej zrobić nie mogę, wszystko co było w mojej mocy to uczyniłem. Zastanawiam się, co zrobić gdy się odezwie.. być może, że się odezwie, tego nie wie nikt i jak postąpić w takiej sytuacji?
...wszystko co było w mojej mocy to uczyniłem. Zastanawiam się, co zrobić gdy się odezwie.. być może, że się odezwie, tego nie wie nikt i jak postąpić w takiej sytuacji?
To zależy na którym etapie Twoich "przemian" (bo takie zaczną w końcu w Tobie zachodzić) to nastąpi. Teraz to zapewne powitałbyś ją "z otwartymi ramionami" ![]()
Myślę, że mimo tego, co teraz myślisz i co czujesz, za jakiś czas już chłodniej to wszystko będziesz postrzegać... I być może za jakiś czas, gdy się odezwie (o ile tak jednak będzie) ...Ty już nie będziesz chcieć jej znać. Bo za dużo przecierpiałeś i za dużo to wszystko - przez nią - bolało. Uświadomisz sobie wreszcie to, że jej na Tobie jednak az tak nie zależało - czego dowodem jej brak jakichkolwiek działań. I wówczas już skończą się Twoje rozterki. Może to brzmi brutalnie, ale tak właśnie bywa... Niewykluczone, ze ta dziewczyna dopiero "po czasie" ochłonie gdy się już wybawi, wyszaleje i zechce wrócić do Ciebie - faceta z przeszłości, dla którego była kimś wyjątkowym, kto traktował ją szczególnie. Bo ...inni, w miedzy czasie poznani, nowi faceci okazywali się zwykłymi dupkami. Cóż, mam nadzieję, że nie będziesz już wtedy miał chęci być dla niej - kogoś, kto Cię zostawił jak śmiecia, kto miał w du... związek z Tobą, kto nie chciał naprawiać relacji, kto nie cenił Twej obecności we własnym życiu - "kołem ratunkowym", czekającym, tęskniącym i wyrozumiałym.
Na wszystko jest odpowiedni czas.
Na czekanie, na powrót też.
Myślę, że każdy dzień przynosi coraz mniej cierpienia, na szczęście nie siedzę w domu z założonymi rękoma - pracuje, ćwiczę i spędzam czas z przyjaciółmi i powiem tak: myśli pojawiają się tylko podczas samotności, ale one także miną. Ewidentnie chciała sobie zostawić otwartą furtkę przez którą może wejść ["Teraz nie chcę próbować..może w przyszłości.."] tylko że w przyszłości ta furtka zmieni zamek. Nie mam zamiaru być wyborem numer 2 lub 3. Nie pozwolę by myślała sobie, że zawsze jestem dostępny i gdyby się odezwała to wytłumaczę jej to, kulturalnie, ale dosadnie. Potrafiła mnie potraktować jak śmiecia więc dlaczego ja miałbym później być dla niej tylko opcją na nudę..? Błąd popełniłem rok temu bo była podobna sytuacja i gdy ja prosiłem ona twierdziła, że potrzebuje czasu na to wszystko, musi ochłonąć i po jakimś czasie odezwała się - oczywiście nie poleciałem od razu jak napisała, ale jednak wróciliśmy do siebie, teraz wiem, że był to błąd ponieważ powinienem wtedy to wszystko skończyć na amen. Poczuła, że będę zawsze czekał i bez żalu odrzuciła mnie teraz. W sumie wolałbym aby nigdy już nie dawała mi o sobie znać, chcę zająć się swoim życiem i nie chciałbym aby mąciła mi w głowie. Najlepsze rozwiązanie to poznać kogoś, ale jakoś nie potrafiłbym z kimś "świrować" po tak krótkim czasie, za mało wody upłynęło w rzece, ale do tego dojdę i dlatego patrzę optymistycznie w przyszłość. Jak stwierdziła jakiś czas temu: "spędzamy inaczej czas wolny..", to fakt ja każdą swoją chwilę spędzam albo uprawiając sport albo relaksując się czytając książki bądź po prostu słuchać muzyki, ona zaś musi się zapewne wybawić i nie obwiniam jej za to, po prostu mam inny charakter, ale przecież rzadko trafiają się pary, które lubią i robią to samo, prawda? Zabrakło odwagi by powiedzieć gdy było wszystko OK, czekała na odpowiedni moment, naliczała moje przewinienia i wystrzeliła jak Filip z konopi. Powoli zdejmuję różowe okulary i dostrzegam to co wcześniej umykało mi.
Teraz masz czas tylko dla siebie, nie musisz się tłumaczyć nikomu z niczego, robisz co lubisz. Z tego co piszesz to wnioskuję, że jesteś domatorem. Naprawdę są pary, które lubią to samo, ale zawsze powinno być minimum 1 inne hobby, żeby spędzić czas oddzielnie.
Ból za jakiś czas minie. Myślę, że ta woda powoli odpłynie i napłynie świeża, czysta, otworzysz się wtedy na inne kobiety. Będzie dobrze
Jak będziesz wybierał dziewczynę to zwróć uwagę na tryb życia, czy jest domatorką czy bardziej woli wychodzić. Trzeba pasować do siebie temperamentem, mieć wspólne tematy, ale też zupełnie "swoje", prywatne. Bo oprócz tego, że się z kimś jest to potrzebna jest przestrzeń do bycia ze sobą sam na sam oraz z innymi ludźmi. Na pewno ten związek nie był bez celu, teraz wiesz więcej czego oczekujesz od życia i kobiet.
Masz nowe doświadczenia i dzięki nim kolejna relacja będzie wzbogacona o to co już wiesz.
Jakby się odezwała to decyzja należy do Ciebie, ale słusznie piszesz. Furtka jest, zamknięta ale bez kłódki, a niedługo kłódka powstanie i ona powrotu mieć nie będzie. Wspomnienia zostaną, ale emocje się ochłodzą i zaczniesz życie osobiste na nowo.
Dobrze, że skupiasz się teraz na sobie, ćwiczysz, dbasz o siebie. To bardzo zdrowe podejście. ![]()
Pozdrawiam serdecznie. ![]()
Zgadza się, jestem domatorem, ale też nie wygląda to tak, że zamykam się w domu i tylko tam spędzaliśmy czas. Były wyjścia do kina, były wypady na pizzę może rzadziej spędzaliśmy czas w innym mieście, ale gdy był maj, czerwiec, lipiec to co tydzień wychodziliśmy ze znajomymi na miasto. Widocznie to dla niej mało. Nie życzę jej źle, ale chciałbym by kiedyś pożałowała tego jak mnie potraktowała bo (nie chwaląc siebie) to jestem ułożonym chłopakiem, który ma stałą pracę z dobrymi zarobkami jak na moje małe miasto, mam hobby, nie biorę używek a alkohol to tylko i wyłącznie na jakiejś uroczystości bądź w weekend. Widocznie nie pasowało jej zbyt ułożone życie. Widywaliśmy się praktycznie codziennie (czasami nie mogło jedno z nas) więc tą pustkę musiałem sobie jakoś zapełnić i teraz mimo wszystko nie rozmyślam zbyt często. Pewnie, że jest mi przykro bo przywiązałem się do niej bardzo a, że jestem człowiekiem zamkniętym w sobie to tym bardziej pozostaje w pamięci bo wie o mnie wszystko, ale widocznie ona jeszcze nie dorosła do związku "na poważnie". Życzę jej wszystkiego najlepszego i nigdy nie powiem o niej złego zdania, byliśmy ze sobą tyle, że nie mógłbym jej oczerniać. Potrzebuje czasu i to pewne, zapewne na dłuższy czas nie będę szukał dziewczyny a czy ona się odezwie..? Wątpię bo tak jak i ja jest charakterna i nie będzie chciała się przyznać do błędu.
Dobrze ale czy nikt tego nie widzi? To całe pisanie autora to tylko ja, ja, ja. Ja jestem super, dojrzaly, ułożony, rozsądny taki siak owaki, ja się staram, poświęcam, robię to i tamto a ona nie dobra, niedojrzala nie docenia i pewnie chce się wyszumiec. Po 4 latach związku nie wiesz czego ona.chce? Po czterech latach.związku przyznajesz ze nie macie wspólnych zainteresowań. Pisałeś wcześniej że się zmieniłeś. Kiedy? Jak? Po co? Prosiła Cię o jakąś konkretną zmianę? Mówiła Ci kiedykolwiek co jej w Waszym związku nie pasuje?
piszesz że nie chcesz jej oczerniac ale robisz to pokazując siebie jako szczyt kobiecych marzeń a ją jako niezdecydowana
niedojrzala dziewczynę. Z góry zakładasz że to jej widzimisię, że to ona zawaliła i że będzie żałować.
Generalnie widzę egocentryka, który ma w nosie co się do niego mówi .
Ewidentnie chciała sobie zostawić otwartą furtkę przez którą może wejść ["Teraz nie chcę próbować..może w przyszłości.
Na moje, to jest litościwa wersja ''odpieXXXXol się wreszcie''.
Dobrze ale czy nikt tego nie widzi? To całe pisanie autora to tylko ja, ja, ja. Ja jestem super, dojrzaly, ułożony, rozsądny taki siak owaki, ja się staram, poświęcam, robię to i tamto a ona nie dobra, niedojrzala nie docenia i pewnie chce się wyszumiec. Po 4 latach związku nie wiesz czego ona.chce? Po czterech latach.związku przyznajesz ze nie macie wspólnych zainteresowań. Pisałeś wcześniej że się zmieniłeś. Kiedy? Jak? Po co? Prosiła Cię o jakąś konkretną zmianę? Mówiła Ci kiedykolwiek co jej w Waszym związku nie pasuje?
piszesz że nie chcesz jej oczerniac ale robisz to pokazując siebie jako szczyt kobiecych marzeń a ją jako niezdecydowana
niedojrzala dziewczynę. Z góry zakładasz że to jej widzimisię, że to ona zawaliła i że będzie żałować.
Generalnie widzę egocentryka, który ma w nosie co się do niego mówi .
Posłuchaj, no jak może być ktoś dojrzały jak boi się spotkania w cztery oczy? Kiedy ja mam do kogoś problem to nie rozwiązuje go przez internet czy sms tylko mówię prosto z mostu twarzą w twarz i wtedy ta druga osoba wie o co mi chodzi i ewentualnie możemy rozwiązać ten problem. Ja tego nigdy nie ukrywałem, że nie mamy wspólnych zainteresowań, mi nigdy to nie przeszkadzało, że ona lubi książki takie i takie a filmy takie i takie.. To ona miała pretensje, że oglądam piłkę nożną, że jeżdżę z chłopakami grać, a wiesz co jest najlepsze? Ja zawsze robiłem tak aby był wilk syty i owca cała czyli po grze w piłkę szybciutko do domu wykąpać się i ogarnąć i do niej, nie leciałem z chłopakami do barów i nie odpoczywałem przy piwku.Czy się zmieniłem? Tak, bo po miesiącu rozłąki tak na prawdę na spokojnie przemyślałem wszystko i tak jak wcześniej pisałem, przyznałem rację, że czasami brakowało mi czułości wobec niej. Czy mówiła, że jej coś nie pasuje? NIE! Gdy wszystko było OK to cichutko siedziała, kiedy już tak się pokłóciliśmy lekko to ona wtedy wylewała wszelkie żale jak to źle nie postępuje, jak mogę oczerniać ją skoro złego słowa nie napisałem na nią? Czy stwierdzenie, że postępuje lekko dziecinnie to oczernianie? Nie, nie jestem kobiecym marzeniem bo mam wiele wad i wiem o tym, jak byś czytała dokładnie moje posty to przeczytała byś, że to była moja pierwsza poważna dziewczyna a więc w kontaktach z kobietami mam małe doświadczenie, mam prawo popełniać błędy i gdybym teraz cofnął czas to postępowałbym inaczej. Napisałem po prostu, że wiele poświęciłem dla tego związku, odsunąłem na boczny tor kolegów zrezygnowałem z treningów w piłkę aby się z nią widywać, później wróciłem do gry, ale tak jak pisałem nie kolidowało to tak jak wcześniej, potrafiłem wrócić z pracy, złapać co kolwiek do jedzenia i lecieć do niej! Nie powiem, bo ona także poświęcała się, ale na pytanie dlaczego robisz tak i tak odpowiadała podczas kłótni: ja nie muszę się tłumaczyć..
Jestem egocentrykiem, który ma to w nosie, ale opinie ludzi, którzy nie mają nic mądrego do powiedzenia. Tak jak napisałem wcześniej, jeżeli Ty także kłótnie rozwiązujesz poprzez sms albo internet to... żal mi Ciebie.
Saphire88 napisał/a:Ewidentnie chciała sobie zostawić otwartą furtkę przez którą może wejść ["Teraz nie chcę próbować..może w przyszłości.
Na moje, to jest litościwa wersja ''odpieXXXXol się wreszcie''.
I o to mi chodzi dokładnie! Brakuje ludziom mówienia czegoś wprost a później mam się domyślać co ona poprzez to chciała powiedzieć? Raz mówi, że nie zapomni mnie, że nie jestem jej obojętny zaś za moment, że nie chce odbudowywać związku a po następnych 10 minutach pisze, że teraz nie, może w przyszłości...
Przecież to ręce opadają - powinna powiedzieć wprost: "Posłuchaj, czuję do Ciebie coś, ale już nie mam siły, nie chcę się przywiązywać, nie chcę robić sobie nadziei, przepraszam, ale zrozum mnie." i to byłby jasny przekaz co chce powiedzieć. A takie wodzenie za nos to jest najgorsze bo po każdej rozmowie z nią leżałem na łóżku i myślałem co ona chciała przekazać... Każda próba wytłumaczenia jej czego kolwiek kończyła się na tym, że niby chcę się kłócić.. A ja tylko chciałem rozmawiać.
Ale tak jest i tego nie zmienisz.
A w tej konkretnej znajomości nie ma juz o czym rozmawiać po prostu.
Kobieta nigdy, przenigdy nie powie wprost pewnych rzeczy i należy to przyjąć do wiadomości nie próbując zmieniać.
Będzie dobrze. Nie przejmuj się tymi opiniami na forum. Jesteś porządnym chłopakiem, bo wiele osób po rozstaniu oczernia swoich eks. Ty masz szacunek do niej i ludzi, a to się chwali. Myślę, że ona Ciebie doceni jak się sparzy, ale Ty wtedy będziesz szczęśliwy z kobietą życia. Życzę Ci tego z całego serca ![]()
Ale tak jest i tego nie zmienisz.
A w tej konkretnej znajomości nie ma juz o czym rozmawiać po prostu.
Kobieta nigdy, przenigdy nie powie wprost pewnych rzeczy i należy to przyjąć do wiadomości nie próbując zmieniać.
Bo kobiety tak na prawdę same niewiedzą czego chcą i to jest fakt. Nie potrafią powiedzieć wprost a później w gronie koleżanek żalą się, że jej były to był tak, taki i taki.. Był zły bo nie domyślił się o co jej chodzi.. ;/ Jeżeli ja w pewnym momencie poczułbym, że ten związek nie ma sensu to powiedziałbym jej to prosto w oczy, wtedy moglibyśmy porozmawiać czemu tak się dzieje i może byśmy podjęli próbę reanimacji tego uczucia..
Swiata nie zmienisz, komunikacji baby nie nauczysz. Albo jestes krok w przod i sie Toba zachwyca "jaki domyslny" (a tak naprawde czynami pokazujesz, ze 'bez ciebie sobie nie poradzi'), albo dostajesz baty. Nie poznasz w zyciu przypadku gdzie kobieta reaguje na logiczne argumenty.
Będzie dobrze. Nie przejmuj się tymi opiniami na forum. Jesteś porządnym chłopakiem, bo wiele osób po rozstaniu oczernia swoich eks. Ty masz szacunek do niej i ludzi, a to się chwali. Myślę, że ona Ciebie doceni jak się sparzy, ale Ty wtedy będziesz szczęśliwy z kobietą życia. Życzę Ci tego z całego serca
Nie,nie ja nie jestem z tych, którzy oczerniają ludzi bo mi się związek rozpadł. Wiele jej zawdzięczam, była przy tych dobrych chwilach jak i przy tych złych, smutnych. Pomagała mi wiele razy i tego jej nie zapomnę. To fakt, nie jestem typem romantyka i nie jestem wylewny w swych uczuciach, ale obdarzam ludzi bliskich mi szczególnym uczuciem, może nie mówię 1000 raz dziennie "Kocham Cię" a komplementami nie sypię na prawo i lewo, ale byłem przy niej zawsze, wysłuchiwałem jej problemów, zawsze próbowałem pomóc. Mogła na mnie liczyć w większości spraw w których mogłem pomóc a największe tajemnice jej życia zachowam dla siebie do końca moich dni. Czy kiedyś mnie doceni? Możliwe, ale nigdy tego nie powie mi ani nikomu innemu bo to by znaczyło mniej więcej to, że "Popełniłam błąd rozstając się z nim, teraz uważam to za błąd.." a tej satysfakcji mi nie da bym nie pomyślał, że na moje wyszło. Życzę jej jak najlepiej, oby jej się ułożyło życie bo zasługuje na to, przeszła wiele a widok gdy jest smutna powodował u mnie łzy.. łzy, których nie widziała bo nie chciałem pokazywać tego..
Swiata nie zmienisz, komunikacji baby nie nauczysz. Albo jestes krok w przod i sie Toba zachwyca "jaki domyslny" (a tak naprawde czynami pokazujesz, ze 'bez ciebie sobie nie poradzi'), albo dostajesz baty. Nie poznasz w zyciu przypadku gdzie kobieta reaguje na logiczne argumenty.
Tym razem dostałem baty i to srogie, ale wyciągnąłem wnioski z tej lekcji i następnym razem to ja wygram
Pocieszam się tym, że to był nasz wspólny pierwszy poważny związek i ona jeszcze nie przekonała się jak to być z chłopakiem, który stawia wszystko ponad nią, albo gdy pije i ćpa.. W zasadzie mam piłkę po swojej stronie bo teraz tylko ona może się odezwać do mnie w wiadomym celu, jaka będzie moja reakcja..? Zegar tyka, czas umyka a ja z dnia na dzień mam się coraz lepiej
Jak bedziesz usługiwał, zycie zmieniał pod kobiete i słuchał tego czego "chce" to raczej nie wygrasz:P Rozmowy nic nie dają, bo jak jest zakochana to mozesz nawet drapać sie po tyłku, a i tak bedzie dobrze i bedzie chciala z Toba byc. One moga troche wzmocnic to co jest, ale jak juz brakuje i zastanawiasz sie "jak jej dogodzic, by nie odeszła" to juz po ptakach.
Jak bedziesz usługiwał, zycie zmieniał pod kobiete i słuchał tego czego "chce" to raczej nie wygrasz:P Rozmowy nic nie dają, bo jak jest zakochana to mozesz nawet drapać sie po tyłku, a i tak bedzie dobrze i bedzie chciala z Toba byc. One moga troche wzmocnic to co jest, ale jak juz brakuje i zastanawiasz sie "jak jej dogodzic, by nie odeszła" to juz po ptakach.
Myślę, że błąd popełniłem na samym początku znajomości bo to ja dążyłem do naszego związku i pokazałem jej to co najlepsze na samym początku, przy najbliższej okazji dam kobiecie się wykazać by pokazała, że umie walczyć o faceta.
64 2014-09-04 20:49:26 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-04 20:50:26)
I zostaniesz sam, bo Ci powie, ze chce byc zdobywana:P
A nie, sorry , nie powie. Powie cos o kompletnie innym znaczeniu.
To ja wybieram zawód ksiądz ![]()