Witam Was Kobietki,
Mam problem z przyjaciółką. Otóż... zacznę od początku.
Dwa lata temu Asia zaczęła być z takim jednym chłopakiem- Marcinem. Ona z Warszawy a on z Krakowa. Wiadomo jak wyglądają związki na odległość. Widywanie się co dwa trzy tygodnie i ciągła tęsknota: teoretyczna miłość. Sama byłam w czymś takim i bardzo dobrze wiem jak to się przedstawia. Taka "miłość" istnieje tylko wtedy kiedy jest ten weekend pod czas którego ludzie się widzą. Ona więc, teoretycznie w nim zakochana, i on w niej tak samo. Na każde spotkanie ogromny bukiet kwiatów i wypady gdzie tylko ona zachciała. Ale tak tylko mi się wydawało, że jest pięknie. Po półtora roku, rozstali się.
Po rozstaniu wygadała mi się, co się działo między nimi itd. Co było dokładnym powodem rozstania? Nie wiem. To on z nią się rozstał. Zadzwonił i powiedział, że to koniec. Asia w końcu zaczęła mi mówić jak to było między nimi. On ją uderzył- powiedziała że tylko raz to zrobił ale dla mnie o jeden raz za dużo. Te wszystkie wypady gdzie tylko chciała też nie były takie piękne, on wywierał na niej poczucie winy że to on musi płacić (tak, najpierw pytał się, gdzie ona chce iść a później taka akcja), te kwiaty były na pokaz. Oświadczył się jej. Ona nie przyjęła. Z tego co wiem, sex ich też do najprzyjemniejszych nie należał. Zdradziła go- o ile możemy mówić o zdradzie w takim związku- nie raz. Jednak nadszedł ten dzień rozstania, ucieszyłam się z tego powodu kiedy opowiedziała mi trochę. Ponoć to nie wszystko. Więcej nie chciała mówić.
Dzięki mnie poznała Michała. Mówi, że się zakochała itd. Wiem, że szuka kogoś na siłę. Nie ukrywam, może mi zazdrościć, że ja zdobywam tego kogo chcę, taka kolej rzeczy. Może z zazdrości i ona trzyma/ła się tego iż go KOCHA. Co on na to? Chce ją poznać, zobaczyć jaka jest. Asia jest dość specyficzną osobą. Twierdzi: "teraz, żeby ktoś zdobył mnie musi najpierw podbić świat a potem traktować mnie jak księżniczkę". Dość egoistyczne podejście i dziwne. Mówi ciągle o sobie itd. Wiem, że Michał nie jest nią zbytnio zainteresowany. Nie chciałam ich sfatać bo to nie o to chodzi. Ona mówi cały czas, że jest dorosła, to i ja nie chce jej się wpraszać w życie. Do czego zmierzam. On nie jest nią zbytnio zainteresowany a ona na niego napalona. To co wyprawiała... Szkoda gadać w ogóle. Setki telefonów i smsów do mnie w stylu: czy z tego coś będzie? etc. Męczące. Ale ja cały czas ją wspierałam i wspieram mówiąc: daj sobie czasu itd. Tylko ile tego czasu można sobie dawać? Nie oszukujmy się. W końcu zaczęłam być oschła w stosunku do niej, nie chciałam jej urazić mówiąc, że on nie ma się ku niej, tak jak ona ku niemu. Widywali się czasem, i on zupełnie inaczej podchodził do niej, tak jak by może i coś chciał... Ale gdyby chciał to już dawno by wyszło coś z tego.
Cały czas się trzymała tego, że kocha Michała. Do pewnego dnia. Był to wtorek w tym tygodniu. Napisała mi: "potępisz mnie?" Odpowiedziałam: "zależy o co chodzi." Odpisała mi, że Marcin był w Warszawie w poniedziałek i dużo rozmawiali. Wrócili do siebie. Zdębiałam w tym momencie. Odpowiedziałam iż jest dorosła i wie co robi. Dodałam, ze wie jak to było już z nim i dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzi się. Jakoś dziwnie odpisała.
Teraz moje pytanie do Was Kobietki, i bardzo proszę o radę:
Mam na nią dość duży wpływ. Mogę mieć jeszcze większy jeśli użyję porządnych argumentów. Jak odwieść ją od pomysłu powrotu do Marcina- tego co ją pobił itd...? Wiem, że ona go nie kocha. Widzę, że nie wierzy w to iż może jeszcze trafić na kogoś kto będzie jej wart. Wiem, że z Marcinem zmarnuje sobie życie. Czemu mówię, że życie? Powiedziała, że dziś ma przyjechać do Wawki i prawdopodobnie oświadczy się jej. Spytałam się, czy zgodzi się. Odpowiedziała, że tak, bo nie ma nic do stracenia, bo nic dobrego jej już nie spotka.
Dziewczyny, proszę poradźcie mi, co bym mogła zrobić, aby uwierzyła w siebie? Aby uwierzyła w to iż warto czekać? Aby zrozumiała w końcu, że jak facet uderzył raz to zrobi to i drugi i dziesiąty? Że pięknie może być tylko na początku?
Jutro mam z nią rozmawiać. Spiszę sobie na kartce moje argumenty. Postanowiłam sobie, że będę stanowcza i ostra w stosunku do niej. Powiem jej co myślę o tym wszystkim. Tylko potrzebuje argumentów, które ja przekonają. Może macie jakieś opowieści które zadziałały by i wybiły jej z głowy powrót do tego potwora?
Proszę, pomóżcie ![]()