Witam.
Od 17 czerwca pracowałam przy sprzedaży lodów z automatu. Umowę mam podpisaną od dnia 1 lipca, gdyż szef zwlekał z nią (Tak naprawdę pierwszą umowę podpisywałam 25 czerwca, ale szefowi nie chciało się pójść do księgowej i termin mu upłynął)
Mam podpisaną umowę zlecenie i mam napisane, że wykonuje prace pomocnicze w kuchni. Przy podpisywaniu szef powiedział, że mam tak dlatego, gdyż sprzedaż lodów powinna być z umową o pracę.
Dowiadywałam się jednak głównie z internetu, że sprzedaż lodów podciągnąć można pod pomoce kuchenne i przy okazji moze być umowa zlecenie.
Druga sytuacja jest taka: Na umowie mam inną kwotę wynagrodzenia, a inaczej się z nim umawiałam. Umowiliśmy się na konkretną kwotę za godzinę i w związku z tym wyjdzie o wiele więcej niż tak jakby na umowie miało być.
Podpisywałam umowę do końca września, jednak musiałam zrezygnować z pracy (miałam do tego prawo, dałam tygodniowe wypowiedzenie). Teraz szef nie chce mi wypłacić pieniędzy, bo mówił, że go kantowałam. Wyjaśniam sprawę: Ja nie byłam na żadnym szkoleniu, przyszłam na przyuczenie, gdzie wszystko tłumaczyła mi dziewczyna, która pracowała tam może tydzień wcześniej. Ona jak i szef mówili mi żebym starała się nie anulować paragonu jak klient się rozmyśli czy zmieni decyzję. Nie chce mu się potem pieprzyć ze skarbówką. Mówili mi, że najważniejsze by kasa się zgadzała. Więc tak robiłam. Jak klient się rozmyślił/zmienił decyzję to żeby kwota się zgadzała - naliczałam na przykład loda za mniejszą kwotę, żeby mu ta kasa się zgadzała. Tak mi tłumaczyli. Przynajmniej tak tez zrozumiałam. Czasami jak już było dużo klientów, nie naliczałam nic na tę kasę, żeby uregulować. Wszystko dlatego, bo NIE MOGŁAM ANULOWAĆ PARAGONÓW.
Teraz szef pieniędzy wypłacić mi nie chce, mówi że go kantowałam i wszystko musi sprawdzić na kamerce. Ponieważ naliczałam innego loda, a innego robiłam. Mówi, że przejrzy wszystko i odejmie mi od pensji tę różnicę, którą naliczałam inaczej.
Pierwsze pytanie moje brzmi. Co jagę w tej kwestii zrobić, udać się do odpowiedniego instytutu?
Po drugie; Nie miałam szkolenia BHP i jakiegoś badania, o których wspominał. Zwlekał z tym, bo otwierał w tym miejscu jeszcze bar i pewnie czekał, by dla wszystkich pracowników zrobić na raz. Mam wzmiankę o szkoleniu na umowie, mówił mi o nim, także szkolenie mieć powinnam. Moja mama dowiadywała się też o tej sprawie u znajomej, która przeprowadza kursy BHP.
Czy to też mogę wnieść do PIPu na przykład?
No i po trzecie: Jak czytałam w kodeksie ;
Dający zlecenie powinien zwrócić przyjmującemu zlecenie wydatki, które ten poczynił w celu należytego wykonania zlecenia, wraz z odsetkami ustawowymi; powinien również zwolnić przyjmującego zlecenie od zobowiązań, które ten w powyższym celu zaciągnął w imieniu własnym.
Musiałam pójść do lekarza medycyny pracy, zapłacić 50 zł żeby dodatkowo dał mi zaświadczenie o tym, że mogę wykonywać pracę itp. Bo w książeczce miałam już i tak wpis od lekarza wcześniej.
Moglabym ubiegać się o zwrot tej kwoty?
I jeszcze jedno. Skoro niby pomoc przy kuchni podciągnąć można pod sprzedaż lodów i sprzedaż lodów mogłaby być jako umowa zlecenie to dlaczego on tak postąpił? Powiedział mi, że powinnam mieć umowę o pracę i inaczej też zrobił z wypłatą, że co innego wpisał na umowie, a mimo wszystko umówił się z nami na więcej? (cóż za taką kwotę co na umowie nikt by się nie zgodził pracować prawie codziennie czasami po godzin 12.)