Tak jak w temacie: Po co/do czego potrzebny Wam mężczyzna/facet? (poza seksem, oczywiście).
1 2014-07-26 23:14:10 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-26 23:14:43)
Podobne tematy
Nie potrafię powiedzieć do czego jest mi "potrzebny". A do czego komuś dorosłemu potrzebni są rodzice? A dzieci? Po prostu kocham swojego faceta i nie chcę żyć bez niego. Tak zwyczajnie, bez potrzeby.
3 2014-07-26 23:28:53 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-26 23:33:11)
Nie potrafię powiedzieć do czego jest mi "potrzebny". A do czego komuś dorosłemu potrzebni są rodzice? A dzieci? Po prostu kocham swojego faceta i nie chcę żyć bez niego. Tak zwyczajnie, bez potrzeby.
Kochasz bez potrzeby? OK. Może tak po prostu kochasz, bo kochasz i już? Dlaczego go tak bardzo kochasz, więc? Bo co? A jak nie, to co tak bardzo sprawia, że go tak bardzo Go kochasz? Ja na przykład, jestem dobry i uczciwy, chociaż wiem, że to nie popłaca itp.
4 2014-07-26 23:37:01 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-26 23:39:12)
Co sprawia że Go kocham? jeju, dużo rzeczy! jego uśmiech. zaradność, którą podziwiam. niepanikowanie, nietracenie "zimnej krwi". To że jest taki opiekuńczy (chociaż czasem mnie to wkurza
). To, że jest inteligentny i ambitny i tak świetnie sobie radzi i wszystko przychodzi mu z łatwością - to podziwiam. Kocham jego uśmiech, oczy i drobne "kurze łapki". To, że ma doświadczenie życiowe i przez to czuję się przy nim bezpieczna jak nigdy przy nikim na żadnym etapie życia - a sprawić, żebym miała poczucie bezpieczeństwa przy mojej bojaźliwości to nie lada wyzwanie
że jest dla mnie taki dobry, chociaż nie uważam, żebym zasłużyła. że polubił nie tylko mnie, ale nawet mojego wrednawego kota. że mnie tak bardzo pociąga jak żaden inny facet. że potrafi robić mi niespodzianki bez powodu i że o mnie pamięta, o tym o czym zapomni nawet matka. że jest przy mnie jak mi źle. że potrafi wziąć wolne i iść ze mną na głupie pobieranie krwi, mimo że wie że nie bedzie to miłe, bo bede wymiotować i mdleć. i że mimo że to jest obrzydliwe on sie mnie nie brzydzi w takiej sytuacji. i dużo dużo dużo innych takich rzeczy ![]()
edit: i jeszcze za to, że zazwyczaj jest bardzo, bardzo, bardzo ostry, ale dla mnie nigdy taki nie jest. nie wiem czemu, ale za to jestem mu szczególnie wdzięczna. że traktuje mnie tak jakbym była jego "księżniczką", mimo że dla wielu osób jest oschły albo bardzo służbowy, oficjalny.
Typowy bad boy. Oby sie nagle cudownie nie zmienił.
6 2014-07-26 23:47:50 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-26 23:48:27)
Co sprawia że Go kocham? jeju, dużo rzeczy! jego uśmiech. zaradność, którą podziwiam. niepanikowanie, nietracenie "zimnej krwi". To że jest taki opiekuńczy (chociaż czasem mnie to wkurza
). To, że jest inteligentny i ambitny i tak świetnie sobie radzi i wszystko przychodzi mu z łatwością - to podziwiam. Kocham jego uśmiech, oczy i drobne "kurze łapki". To, że ma doświadczenie życiowe i przez to czuję się przy nim bezpieczna jak nigdy przy nikim na żadnym etapie życia - a sprawić, żebym miała poczucie bezpieczeństwa przy mojej bojaźliwości to nie lada wyzwanie
że jest dla mnie taki dobry, chociaż nie uważam, żebym zasłużyła. że polubił nie tylko mnie, ale nawet mojego wrednawego kota. że mnie tak bardzo pociąga jak żaden inny facet. że potrafi robić mi niespodzianki bez powodu i że o mnie pamięta, o tym o czym zapomni nawet matka. że jest przy mnie jak mi źle. że potrafi wziąć wolne i iść ze mną na głupie pobieranie krwi, mimo że wie że nie bedzie to miłe, bo bede wymiotować i mdleć. i że mimo że to jest obrzydliwe on sie mnie nie brzydzi w takiej sytuacji. i dużo dużo dużo innych takich rzeczy
edit: i jeszcze za to, że zazwyczaj jest bardzo, bardzo, bardzo ostry, ale dla mnie nigdy taki nie jest. nie wiem czemu, ale za to jestem mu szczególnie wdzięczna. że traktuje mnie tak jakbym była jego "księżniczką", mimo że dla wielu osób jest oschły albo bardzo służbowy, oficjalny.
Haha, to prawie jak ja
Tyle jedno mnie zastanawia: Mianowice, dlaczego nie zasługujesz na jego dobroć, no i dlaczego wkurza Cię Jego opiekuńczość?
![]()
Do kochania potrzebny
czlowiek w pewnym wieku potrzebuje partnera, czuje ten instynkt (tak jak matka ktora chce dziecko) ze to TEN na cale życie. W zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i w nie szczęściu.
Typowy bad boy. Oby sie nagle cudownie nie zmienił.
BadBoy, no nie wiem. Podasz może swoją definicję Badboya?
9 2014-07-26 23:50:35 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-26 23:56:41)
W pewnym wieku? Ma sie rozumieć odkąd hormony buzują, tak koło 12 r.ż? ![]()
BadBoy, no nie wiem. Podasz może swoją definicję Badboya?
A chociażby, że jest ostry dla wszystkich, osiąga swoje cele, a dla tej jednej jedynej jest dobry. Takie są początki. Opanowany, zaradny, potrafi dawać różne emocje. Silny, ambitny, dobry w seksie, moze miec wiele kobiet etc
Kobieta nie zasługuje na niego, bo czuje sie gorsza od niego, mało wartościowa, a on troche jak ojciec, ona sie przy nim czuje malutka, czasem jak córka (nadopiekunczosc, pozniej moze przyjsc zaborczosc, ograniczanie). Ona moze byc zazdrosna. Bad boystwo jak nic. Pozniej on sie zmieni, znudzi mu sie adoracja, motylki opadną i może być taki ostry dla niej jak dla całego świata.
Ot znany scenariusz od wieków, choc pewnie w wersji pesymistycznej.
Albo zyli długo i szczesliwie, a on na wieki wieków bronił ją przed złym swiatem i zawsze była dla niego atrakcyjna ![]()
10 2014-07-26 23:51:11 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-26 23:52:38)
Do kochania potrzebny
czlowiek w pewnym wieku potrzebuje partnera, czuje ten instynkt (tak jak matka ktora chce dziecko) ze to TEN na cale życie. W zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i w nie szczęściu.
Rozumiem doskonale, ale jak wygląda według Ciebie miłość w szczęściu czy nieszczęściu? I jakie TO szczęście ma na to wpływ? Ma lub może nie ma?
Tak jak w temacie: Po co/do czego potrzebny Wam mężczyzna/facet? (poza seksem, oczywiście).
Poza seksem? Ale to miała być moja odpowiedź...
No dobrze poza tym jest mi potrzebny jako "towarzysz" czyli ktoś z kim ogólnie można miło i ciekawie spędzić czas. Potrzebny do okazania ogromu uczuć które trzymam w środku. Tak prozaiczniej jest również potrzebny we współ-utrzymaniu mieszkania, przydaje się także do cięższych pakunków i jako wsparcie emocjonalne.
W przyszłości może się przydać do zrobienia dziecka i bycia ojcem dla dziecka.
Ogólnie mężczyźni (jak i kobiety) są bardzo wielofunkcyjni ![]()
ego82 napisał/a:Tak jak w temacie: Po co/do czego potrzebny Wam mężczyzna/facet? (poza seksem, oczywiście).
Poza seksem? Ale to miała być moja odpowiedź...
No dobrze poza tym jest mi potrzebny jako "towarzysz" czyli ktoś z kim ogólnie można miło i ciekawie spędzić czas. Potrzebny do okazania ogromu uczuć które trzymam w środku. Tak prozaiczniej jest również potrzebny we współ-utrzymaniu mieszkania, przydaje się także do cięższych pakunków i jako wsparcie emocjonalne.
W przyszłości może się przydać do zrobienia dziecka i bycia ojcem dla dziecka.
Ogólnie mężczyźni (jak i kobiety) są bardzo wielofunkcyjni
OKI, czyli rozumiem, że seks dla Ciebie najważniejszy jest? Hmmm... te uczucia, czy nie należałoby zaliczyć do miłości? To zależy jakie uczucia masz na myśli?
kammiś napisał/a:Co sprawia że Go kocham? jeju, dużo rzeczy! jego uśmiech. zaradność, którą podziwiam. niepanikowanie, nietracenie "zimnej krwi". To że jest taki opiekuńczy (chociaż czasem mnie to wkurza
). To, że jest inteligentny i ambitny i tak świetnie sobie radzi i wszystko przychodzi mu z łatwością - to podziwiam. Kocham jego uśmiech, oczy i drobne "kurze łapki". To, że ma doświadczenie życiowe i przez to czuję się przy nim bezpieczna jak nigdy przy nikim na żadnym etapie życia - a sprawić, żebym miała poczucie bezpieczeństwa przy mojej bojaźliwości to nie lada wyzwanie
że jest dla mnie taki dobry, chociaż nie uważam, żebym zasłużyła. że polubił nie tylko mnie, ale nawet mojego wrednawego kota. że mnie tak bardzo pociąga jak żaden inny facet. że potrafi robić mi niespodzianki bez powodu i że o mnie pamięta, o tym o czym zapomni nawet matka. że jest przy mnie jak mi źle. że potrafi wziąć wolne i iść ze mną na głupie pobieranie krwi, mimo że wie że nie bedzie to miłe, bo bede wymiotować i mdleć. i że mimo że to jest obrzydliwe on sie mnie nie brzydzi w takiej sytuacji. i dużo dużo dużo innych takich rzeczy
edit: i jeszcze za to, że zazwyczaj jest bardzo, bardzo, bardzo ostry, ale dla mnie nigdy taki nie jest. nie wiem czemu, ale za to jestem mu szczególnie wdzięczna. że traktuje mnie tak jakbym była jego "księżniczką", mimo że dla wielu osób jest oschły albo bardzo służbowy, oficjalny.
Haha, to prawie jak ja
Tyle jedno mnie zastanawia: Mianowice, dlaczego nie zasługujesz na jego dobroć, no i dlaczego wkurza Cię Jego opiekuńczość?
![]()
Mhm, chociażby dlatego, że poszliśmy do łóżka dosyć szybko - na 8. randce, a wcześniej nie znaliśmy się prawie wcale. Mimo wszystko mam gdzieś głęboko w głowie zakorzenione, że kobieta nie powinna uprawiać seksu zbyt szybko i że to "jej wina". A w dodatku nie byliśmy trzeźwi, raczej nie tak wg "schematu" powinien wyglądać pierwszy raz z nowo poznanym facetem - po imprezie, dopiero 8. randka, pijana dziewczyna i to w dodatku niezbyt powściągliwa (żeby nie powiedzieć że aż ostra, lekko może wulgarna). Spodziewałam się, że albo z rana wyrzuci mnie ze swojego domu, albo więcej się nie odezwie, albo potraktuje mnie jak łatwą panienkę tylko na seks... A on widział, że jestem zakłopotana, zrobił mi kawę, pocałował, poszedł do sklepu po żel pod prysznic (bo miał tylko męski a ja mam alergię na mocne kosmetyki), zapytał czy zostanę i czy ma coś ugotować (ale nie zostałam, więc odwiózł mnie do domu). Tak to mniej więcej wyglądało, spodziewałam się czegoś innego, a byłam bardzo mile zaskoczona.
No czasem wkurza mnie jego opiekuńczość... przykład: ostatnio okazało się, że mam lekką leukopenię (mało białych krwinek) i to normalne, że szybko robią mi się siniaki. Uderzył mnie przez przypadek drzwiami (znaczy sama pod nie wlazłam, a on je akurat otworzył) i "matko, przepraszam, nie chciałem, może zrobić ci okład, bardzo boli?"
a ja mam siniaki nawet sama nie wiem od czego i kiedy, wystarczy że np. zahaczę o kant stołu (a jestem gapa), jeden siniak więcej czy mniej nie robi mi różnicy. A on robił sobie wyrzuty sumienia przez to, że przez przypadek zrobił mi jednego malutkiego siniaczka więcej ![]()
14 2014-07-27 00:11:27 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 00:13:24)
ego82 napisał/a:kammiś napisał/a:Co sprawia że Go kocham? jeju, dużo rzeczy! jego uśmiech. zaradność, którą podziwiam. niepanikowanie, nietracenie "zimnej krwi". To że jest taki opiekuńczy (chociaż czasem mnie to wkurza
). To, że jest inteligentny i ambitny i tak świetnie sobie radzi i wszystko przychodzi mu z łatwością - to podziwiam. Kocham jego uśmiech, oczy i drobne "kurze łapki". To, że ma doświadczenie życiowe i przez to czuję się przy nim bezpieczna jak nigdy przy nikim na żadnym etapie życia - a sprawić, żebym miała poczucie bezpieczeństwa przy mojej bojaźliwości to nie lada wyzwanie
że jest dla mnie taki dobry, chociaż nie uważam, żebym zasłużyła. że polubił nie tylko mnie, ale nawet mojego wrednawego kota. że mnie tak bardzo pociąga jak żaden inny facet. że potrafi robić mi niespodzianki bez powodu i że o mnie pamięta, o tym o czym zapomni nawet matka. że jest przy mnie jak mi źle. że potrafi wziąć wolne i iść ze mną na głupie pobieranie krwi, mimo że wie że nie bedzie to miłe, bo bede wymiotować i mdleć. i że mimo że to jest obrzydliwe on sie mnie nie brzydzi w takiej sytuacji. i dużo dużo dużo innych takich rzeczy
edit: i jeszcze za to, że zazwyczaj jest bardzo, bardzo, bardzo ostry, ale dla mnie nigdy taki nie jest. nie wiem czemu, ale za to jestem mu szczególnie wdzięczna. że traktuje mnie tak jakbym była jego "księżniczką", mimo że dla wielu osób jest oschły albo bardzo służbowy, oficjalny.
Haha, to prawie jak ja
Tyle jedno mnie zastanawia: Mianowice, dlaczego nie zasługujesz na jego dobroć, no i dlaczego wkurza Cię Jego opiekuńczość?
![]()
Mhm, chociażby dlatego, że poszliśmy do łóżka dosyć szybko - na 8. randce, a wcześniej nie znaliśmy się prawie wcale. Mimo wszystko mam gdzieś głęboko w głowie zakorzenione, że kobieta nie powinna uprawiać seksu zbyt szybko i że to "jej wina". A w dodatku nie byliśmy trzeźwi, raczej nie tak wg "schematu" powinien wyglądać pierwszy raz z nowo poznanym facetem - po imprezie, dopiero 8. randka, pijana dziewczyna i to w dodatku niezbyt powściągliwa (żeby nie powiedzieć że aż ostra, lekko może wulgarna). Spodziewałam się, że albo z rana wyrzuci mnie ze swojego domu, albo więcej się nie odezwie, albo potraktuje mnie jak łatwą panienkę tylko na seks... A on widział, że jestem zakłopotana, zrobił mi kawę, pocałował, poszedł do sklepu po żel pod prysznic (bo miał tylko męski a ja mam alergię na mocne kosmetyki), zapytał czy zostanę i czy ma coś ugotować (ale nie zostałam, więc odwiózł mnie do domu). Tak to mniej więcej wyglądało, spodziewałam się czegoś innego, a byłam bardzo mile zaskoczona.
No czasem wkurza mnie jego opiekuńczość... przykład: ostatnio okazało się, że mam lekką leukopenię (mało białych krwinek) i to normalne, że szybko robią mi się siniaki. Uderzył mnie przez przypadek drzwiami (znaczy sama pod nie wlazłam, a on je akurat otworzył) i "matko, przepraszam, nie chciałem, może zrobić ci okład, bardzo boli?"a ja mam siniaki nawet sama nie wiem od czego i kiedy, wystarczy że np. zahaczę o kant stołu (a jestem gapa), jeden siniak więcej czy mniej nie robi mi różnicy. A on robił sobie wyrzuty sumienia przez to, że przez przypadek zrobił mi jednego malutkiego siniaczka więcej
Oj tam, niech Cię to tak bardzo znowu nie wkurza, bo to jedynie oznacza, że Cię kocha/martwi się o Ciebie. Powinnaś się w sumie z tego cieszyć i w ogóle, bo to zapewne oznacza, że Cie kocha
No chyba że nie odwzajemniasz Jego uczucia, to inna sprawa, która została już wykluczona ![]()
potrzebny mężczyzna kobiecie może być np po to, aby kobieta mogła się czuć przy kimś bezpieczna, potrzebna oraz aby czuła się dowartościowana.
OKI, czyli rozumiem, że seks dla Ciebie najważniejszy jest?
Nie masz zbyt dużego poczucia humoru prawda?
Hmmm... te uczucia, czy nie należałoby zaliczyć do miłości? To zależy jakie uczucia masz na myśli?
pozytywne ![]()
- troską
- zaufaniem
- radością
- fascynacją
- namiętnością
Ogólnie całym pakietem.
Ja nie związałam sie ze swoim bo mi jest do czegoś potrzebny tylko bo się zakochałam.
potrzebny mężczyzna kobiecie może być np po to, aby kobieta mogła się czuć przy kimś bezpieczna, potrzebna oraz aby czuła się dowartościowana.
Bardzo ciekawa i w sumie prawdziwa odpowiedź. Jak myślisz, co naprawdę sprawia, że czujesz się w pełni bezpieczna?
19 2014-07-27 00:17:21 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 00:24:38)
Ja nie związałam sie ze swoim bo mi jest do czegoś potrzebny tylko bo się zakochałam.
To jest piękne, bo też się zakochałem, i naprawdę wiem jakie to cudowne. Ale co tak naprawdę sprawia, że go w sumie kochasz?
Jakbyś mogła tu wyrazić swoje uczucia?
beloved18 napisał/a:potrzebny mężczyzna kobiecie może być np po to, aby kobieta mogła się czuć przy kimś bezpieczna, potrzebna oraz aby czuła się dowartościowana.
Bardzo ciekawa i w sumie prawdziwa odpowiedź. Jak myślisz, co naprawdę sprawia, że czujesz się w pełni bezpieczna?
Ja czuję się bezpieczna przy moim chłopaku szczególnie gdy mnie przytuli, w sumie mi wystarczy ta pewność że mam go zawsze gdy go potrzebuję i jest to odwzajemnione ![]()
21 2014-07-27 00:21:04 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 00:22:23)
ego82 napisał/a:OKI, czyli rozumiem, że seks dla Ciebie najważniejszy jest?
Nie masz zbyt dużego poczucia humoru prawda?
ego82 napisał/a:Hmmm... te uczucia, czy nie należałoby zaliczyć do miłości? To zależy jakie uczucia masz na myśli?
pozytywne
- troską
- zaufaniem
- radością
- fascynacją
- namiętnością
Ogólnie całym pakietem.
Hmm... a czy jeszcze istnieją takie kobiety?
Jak myślisz, dlaczego Cię kocha, się w Tobie zakochał? (Bo to mała różnica).
22 2014-07-27 00:23:37 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-27 00:28:38)
W pewnym wieku? Ma sie rozumieć odkąd hormony buzują, tak koło 12 r.ż?
ego82 napisał/a:BadBoy, no nie wiem. Podasz może swoją definicję Badboya?
A chociażby, że jest ostry dla wszystkich, osiąga swoje cele, a dla tej jednej jedynej jest dobry. Takie są początki. Opanowany, zaradny, potrafi dawać różne emocje. Silny, ambitny, dobry w seksie, moze miec wiele kobiet etc
Kobieta nie zasługuje na niego, bo czuje sie gorsza od niego, mało wartościowa, a on troche jak ojciec, ona sie przy nim czuje malutka, czasem jak córka (nadopiekunczosc, pozniej moze przyjsc zaborczosc, ograniczanie). Ona moze byc zazdrosna. Bad boystwo jak nic. Pozniej on sie zmieni, znudzi mu sie adoracja, motylki opadną i może być taki ostry dla niej jak dla całego świata.Ot znany scenariusz od wieków, choc pewnie w wersji pesymistycznej.
Albo zyli długo i szczesliwie, a on na wieki wieków bronił ją przed złym swiatem i zawsze była dla niego atrakcyjna
Jeju, dla bliskich koleżanek i kolegów aż taki nie jest, aczkolwiek potrafi im ostro odpowiedzieć. Ale np. dla studentów (jest doktorantem) już bardzo. Ja sama zostałam kiedyś, na 1. roku bardzo ostro potraktowana, co było dla mnie wtedy sporym zaskoczeniem bo jestem "kujonicą" i szczerze mówiąc trochę się przyzwyczaiłam że wszyscy prowadzący mnie lubią.... Tylko za to, że był grudzień i że się spóźniłam, bo mnie zasypało, a mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami, za miastem, 25 kilometrów od uczelni, były straszne korki, a i tak wyjechałam o 5.40 żeby dojechać na 8... pamiętam, wtedy chciało mi się płakać, miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ale nie wiem co we mnie wstąpiło, że mu odpowiedziałam i to podając definicję siły wyższej z kodeksu... i wtedy go zatkało. Jakby nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś mu odpowie i się sprzeciwi na jego zajęciach. Powiedział tylko "dobrze, niech pani siada". Wymagał dużo więcej niż wymaga program. Poprawiałam u niego ocenę, miałam 4, ale nie wystarczało mi to do średniej do stypendium. Mimo że byłam dobrze przygotowana, poszłam na te konsultacje cała w nerwach. Przepytał mnie z róznych rzeczy - także takich, których w książce i sylabusie nie ma. Dał mi 5, ale poczułam, że to jakaś jego łaska. I nie podnosił głosu, a mimo to czułam, że coś robię źle, że on ma bezwzględną władzę. No ale to w relacjach ze studentami, to co innego... Dalej takich jest... wyniki kolokwiów to 70% dwój....
Po tych zajęciach kontakt się urwał na rok, aż do momentu, kiedy zaczęliśmy współpracować nad konferencją (działam w kole naukowym).
Teraz zakłada własną działalność i pracowników też traktuje bardzo ostro, aczkolwiek nie przekracza granic, obserwowałam, nie jest to żadne łamanie prawa. Opanowany jest zawsze
Swoje cele osiąga tak sprawnie, że po prostu go podziwiam.
Ale jedno się nie zgadza - nie czuję się gorsza. On mi pokazuje, jak dużo mogę. Piszę artykuły do publikacji, studiuję dwa kierunki studiów, uważam się za ładną - nie mam kompleksów (no, może poza jakimiś drobnymi - że nie mam idealnie prostych dwójek (zębów) czy że szybko łamią mi się paznokcie, wysusza skóra itp). Nie uważam, że do niego nie pasuję, w gruncie rzeczy mamy podobny styl ubierania, zainteresowania, plany na przyszłość, poglądy, ale ja jestem raczej łagodna, nawet jak w środku mnie nosi. Aczkolwiek nadal jestem wdzięczna za to, jak potraktował mnie po tym naszym pierwszym wspólnym razie. Wielu facetów nie chciałoby chyba łatwej dziewczyny. ja nie jestem łatwa... ale mnie poniosło, bo on bardzo mi się podoba. Ale nie czuję się mało wartościowa
Cenię sobie swoje zdobywane właśnie wykształcenie, swoją figurę, to że jestem zadbana i że mówią że jestem inteligentna (nie mnie to oceniać).
W łóżku jest cudowny.... tu się trochę bałam/może jeszcze podświadomie boję nadal, że nie podołam, bo nie mam takiego wielkiego doświadczenia.
kammiś napisał/a:ego82 napisał/a:Haha, to prawie jak ja
Tyle jedno mnie zastanawia: Mianowice, dlaczego nie zasługujesz na jego dobroć, no i dlaczego wkurza Cię Jego opiekuńczość?
![]()
Mhm, chociażby dlatego, że poszliśmy do łóżka dosyć szybko - na 8. randce, a wcześniej nie znaliśmy się prawie wcale. Mimo wszystko mam gdzieś głęboko w głowie zakorzenione, że kobieta nie powinna uprawiać seksu zbyt szybko i że to "jej wina". A w dodatku nie byliśmy trzeźwi, raczej nie tak wg "schematu" powinien wyglądać pierwszy raz z nowo poznanym facetem - po imprezie, dopiero 8. randka, pijana dziewczyna i to w dodatku niezbyt powściągliwa (żeby nie powiedzieć że aż ostra, lekko może wulgarna). Spodziewałam się, że albo z rana wyrzuci mnie ze swojego domu, albo więcej się nie odezwie, albo potraktuje mnie jak łatwą panienkę tylko na seks... A on widział, że jestem zakłopotana, zrobił mi kawę, pocałował, poszedł do sklepu po żel pod prysznic (bo miał tylko męski a ja mam alergię na mocne kosmetyki), zapytał czy zostanę i czy ma coś ugotować (ale nie zostałam, więc odwiózł mnie do domu). Tak to mniej więcej wyglądało, spodziewałam się czegoś innego, a byłam bardzo mile zaskoczona.
No czasem wkurza mnie jego opiekuńczość... przykład: ostatnio okazało się, że mam lekką leukopenię (mało białych krwinek) i to normalne, że szybko robią mi się siniaki. Uderzył mnie przez przypadek drzwiami (znaczy sama pod nie wlazłam, a on je akurat otworzył) i "matko, przepraszam, nie chciałem, może zrobić ci okład, bardzo boli?"a ja mam siniaki nawet sama nie wiem od czego i kiedy, wystarczy że np. zahaczę o kant stołu (a jestem gapa), jeden siniak więcej czy mniej nie robi mi różnicy. A on robił sobie wyrzuty sumienia przez to, że przez przypadek zrobił mi jednego malutkiego siniaczka więcej
Oj tam, niech Cię to tak bardzo znowu nie wkurza, bo to jedynie oznacza, że Cię kocha/martwi się o Ciebie. Powinnaś się w sumie z tego cieszyć i w ogóle, bo to zapewne oznacza, że Cie kocha
No chyba że nie odwzajemniasz Jego uczucia, to inna sprawa, która została już wykluczona
Ale wiesz, słuchanie przeprosin i pytań czy dobrze się czuję co pół godziny może zirytować ![]()
Kocham go jak nikogo nigdy wcześniej. Wcześniej byłam w związkach tak trochę dlatego że chciałam kogoś mieć, żeby nie być samotną itp. Teraz jestem zakochana na zabój, mimo że zawsze byłam strasznie powściągliwa i rozsądna w tych sprawach.
24 2014-07-27 00:27:51 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-27 00:30:03)
To czemu uważasz, ze nie zasługujesz na niego, czy na to by on był dla Ciebie taki? Dla mnie to zaprzeczenie ; )
Ja nie jestem łatwa heheh. Nie ma takiego terminu wg mnie w relacjach damsko-męskich. Wszystko zalezy od stopnia atrakcyjnosci drugiej strony.
Wcześniej byłam w związkach tak trochę dlatego że chciałam kogoś mieć, żeby nie być samotną
Oj wkopujesz się coraz bardziej ;d
A i obojgu gratuluje. Chyba pierwszy facet z tego forum, który jest zakochany i jednocześnie nie odrzucony. Szampan leci.
25 2014-07-27 00:32:58 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 00:33:59)
thepass napisał/a:W pewnym wieku? Ma sie rozumieć odkąd hormony buzują, tak koło 12 r.ż?
ego82 napisał/a:BadBoy, no nie wiem. Podasz może swoją definicję Badboya?
A chociażby, że jest ostry dla wszystkich, osiąga swoje cele, a dla tej jednej jedynej jest dobry. Takie są początki. Opanowany, zaradny, potrafi dawać różne emocje. Silny, ambitny, dobry w seksie, moze miec wiele kobiet etc
Kobieta nie zasługuje na niego, bo czuje sie gorsza od niego, mało wartościowa, a on troche jak ojciec, ona sie przy nim czuje malutka, czasem jak córka (nadopiekunczosc, pozniej moze przyjsc zaborczosc, ograniczanie). Ona moze byc zazdrosna. Bad boystwo jak nic. Pozniej on sie zmieni, znudzi mu sie adoracja, motylki opadną i może być taki ostry dla niej jak dla całego świata.Ot znany scenariusz od wieków, choc pewnie w wersji pesymistycznej.
Albo zyli długo i szczesliwie, a on na wieki wieków bronił ją przed złym swiatem i zawsze była dla niego atrakcyjnaJeju, dla bliskich koleżanek i kolegów aż taki nie jest, aczkolwiek potrafi im ostro odpowiedzieć. Ale np. dla studentów (jest doktorantem) już bardzo. Ja sama zostałam kiedyś, na 1. roku bardzo ostro potraktowana, co było dla mnie wtedy sporym zaskoczeniem bo jestem "kujonicą" i szczerze mówiąc trochę się przyzwyczaiłam że wszyscy prowadzący mnie lubią.... Tylko za to, że był grudzień i że się spóźniłam, bo mnie zasypało, a mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami, za miastem, 25 kilometrów od uczelni, były straszne korki, a i tak wyjechałam o 5.40 żeby dojechać na 8... pamiętam, wtedy chciało mi się płakać, miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ale nie wiem co we mnie wstąpiło, że mu odpowiedziałam i to podając definicję siły wyższej z kodeksu... i wtedy go zatkało. Jakby nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś mu odpowie i się sprzeciwi na jego zajęciach. Powiedział tylko "dobrze, niech pani siada". Wymagał dużo więcej niż wymaga program. Poprawiałam u niego ocenę, miałam 4, ale nie wystarczało mi to do średniej do stypendium. Mimo że byłam dobrze przygotowana, poszłam na te konsultacje cała w nerwach. Przepytał mnie z róznych rzeczy - także takich, których w książce i sylabusie nie ma. Dał mi 5, ale poczułam, że to jakaś jego łaska. I nie podnosił głosu, a mimo to czułam, że coś robię źle, że on ma bezwzględną władzę. No ale to w relacjach ze studentami, to co innego... Dalej takich jest... wyniki kolokwiów to 70% dwój....
Po tych zajęciach kontakt się urwał na rok, aż do momentu, kiedy zaczęliśmy współpracować nad konferencją (działam w kole naukowym).Teraz zakłada własną działalność i pracowników też traktuje bardzo ostro, aczkolwiek nie przekracza granic, obserwowałam, nie jest to żadne łamanie prawa. Opanowany jest zawsze
Swoje cele osiąga tak sprawnie, że po prostu go podziwiam.
Ale jedno się nie zgadza - nie czuję się gorsza. On mi pokazuje, jak dużo mogę. Piszę artykuły do publikacji, studiuję dwa kierunki studiów, uważam się za ładną - nie mam kompleksów (no, może poza jakimiś drobnymi - że nie mam idealnie prostych dwójek (zębów) czy że szybko łamią mi się paznokcie, wysusza skóra itp). Nie uważam, że do niego nie pasuję, w gruncie rzeczy mamy podobny styl ubierania, zainteresowania, plany na przyszłość, poglądy, ale ja jestem raczej łagodna, nawet jak w środku mnie nosi. Aczkolwiek nadal jestem wdzięczna za to, jak potraktował mnie po tym naszym pierwszym wspólnym razie. Wielu facetów nie chciałoby chyba łatwej dziewczyny. ja nie jestem łatwa... ale mnie poniosło, bo on bardzo mi się podoba. Ale nie czuję się mało wartościowaCenię sobie swoje zdobywane właśnie wykształcenie, swoją figurę, to że jestem zadbana i że mówią że jestem inteligentna (nie mnie to oceniać).
W łóżku jest cudowny.... tu się trochę bałam/może jeszcze podświadomie boję nadal, że nie podołam, bo nie mam takiego wielkiego doświadczenia.
OK, jest zaradnym facetem, który odnosi sukcesy itp. Ciekawe czy kochałabyś go, gdyby miał zawodówkę?
Jak sądzisz? Przecież są takie kobiety, i mimo wszyskto wydają się kochać swoich facetów?
To czemu uważasz, ze nie zasługujesz na niego, czy na to by on był dla Ciebie taki? Dla mnie to zaprzeczenie ; )
Ja nie jestem łatwa heheh. Nie ma takiego terminu wg mnie w relacjach damsko-męskich. Wszystko zalezy od stopnia atrakcyjnosci drugiej strony.
Mhm... bo pewnie zawsze znalazłby się ktoś ładniejszy czy mądrzejszy ode mnie. Mimo że nie jestem brzydka i głupia, to mam pewien defekt z dzieciństwa - matka zawsze pytała, czy ktoś "dostał lepszą ocenę","szybciej pobiegł na wfie" itd. Pamiętam, jak była na mnie wściekła, bo nie wygrałam konkursu z matmy. Albo zawodów konnych. W sumie zrozumiałe, bo byłam ich jedynym dzieckiem i ładowali we mnie kupę pieniędzy i czasu, ale jednak to zostaje w człowieku... Nigdy nie była do końca zadowolona, nawet kiedy miałam najlepsze wyniki w całej szkole. Porównywała mnie do wszystkich - czy jakaś dziewczynka jest lepiej ubrana, czy ktoś dostał lepszą ocenę. Chciała żebym była najlepsza we wszystkim - skończyła ASP, to że nie mam żadnych zdolności plastycznych to dla niej chyba życiowa porażka. Musiałam chodzić na francuski, angielski, lekcje tańca. Jedynie konie sama sobie wybrałam. To jednak zostaje w człowieku - porównuję się ze wszystkimi... Głupi złamany paznokieć, leciutko krzywe dwójki (których aparat nie dał rady naprostować), leciutki cellulit, który widzę tylko ja, ocena 4,5 a nie 5 potrafi sprawić, że będę się czuła jak ostatnia niedojda. Przed każdym egzaminem przeżywam straszny stres. Mimo że dużo osób mówi że jestem niby bardzo ładna, to tak do tego nie podchodzę. Aczkolwiek dbanie o siebie sprawia mi przyjemność. No i nawet średnia 4,6 na jednym kierunku i 4,7 na drugim mimo że mnie cieszy, to zawsze obsesyjnie analizuję, co mogłoby być lepiej...
No i jestem od niego sporo młodsza - 7 i pół roku. Nie mam wielkiego doświadczenia w łóżku, a to dla niego pewnie bardzo ważna sfera.
No i to że poszłam do łóżka po pijaku.
Wybaczcie, że się tak uzewnętrzniam, ale trochę wypiłam i poza tym łatwiej to Wam tu napisać niż wygadać się komuś w realu - nawet najlepszej przyjaciółce jest ciężko to wszystko powiedzieć.
Prinzessin_de napisał/a:Ja nie związałam sie ze swoim bo mi jest do czegoś potrzebny tylko bo się zakochałam.
To jest piękne, bo też się zakochałem, i naprawdę wiem jakie to cudowne. Ale co tak naprawdę sprawia, że go w sumie kochasz?
Jakbyś mogła tu wyrazić swoje uczucia?
Bo jest taki haki jest....ciepły , kochający i opiekuńczy i kocha mnie taka jaka jestem.
kammiś napisał/a:thepass napisał/a:W pewnym wieku? Ma sie rozumieć odkąd hormony buzują, tak koło 12 r.ż?
A chociażby, że jest ostry dla wszystkich, osiąga swoje cele, a dla tej jednej jedynej jest dobry. Takie są początki. Opanowany, zaradny, potrafi dawać różne emocje. Silny, ambitny, dobry w seksie, moze miec wiele kobiet etc
Kobieta nie zasługuje na niego, bo czuje sie gorsza od niego, mało wartościowa, a on troche jak ojciec, ona sie przy nim czuje malutka, czasem jak córka (nadopiekunczosc, pozniej moze przyjsc zaborczosc, ograniczanie). Ona moze byc zazdrosna. Bad boystwo jak nic. Pozniej on sie zmieni, znudzi mu sie adoracja, motylki opadną i może być taki ostry dla niej jak dla całego świata.Ot znany scenariusz od wieków, choc pewnie w wersji pesymistycznej.
Albo zyli długo i szczesliwie, a on na wieki wieków bronił ją przed złym swiatem i zawsze była dla niego atrakcyjnaJeju, dla bliskich koleżanek i kolegów aż taki nie jest, aczkolwiek potrafi im ostro odpowiedzieć. Ale np. dla studentów (jest doktorantem) już bardzo. Ja sama zostałam kiedyś, na 1. roku bardzo ostro potraktowana, co było dla mnie wtedy sporym zaskoczeniem bo jestem "kujonicą" i szczerze mówiąc trochę się przyzwyczaiłam że wszyscy prowadzący mnie lubią.... Tylko za to, że był grudzień i że się spóźniłam, bo mnie zasypało, a mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami, za miastem, 25 kilometrów od uczelni, były straszne korki, a i tak wyjechałam o 5.40 żeby dojechać na 8... pamiętam, wtedy chciało mi się płakać, miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ale nie wiem co we mnie wstąpiło, że mu odpowiedziałam i to podając definicję siły wyższej z kodeksu... i wtedy go zatkało. Jakby nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś mu odpowie i się sprzeciwi na jego zajęciach. Powiedział tylko "dobrze, niech pani siada". Wymagał dużo więcej niż wymaga program. Poprawiałam u niego ocenę, miałam 4, ale nie wystarczało mi to do średniej do stypendium. Mimo że byłam dobrze przygotowana, poszłam na te konsultacje cała w nerwach. Przepytał mnie z róznych rzeczy - także takich, których w książce i sylabusie nie ma. Dał mi 5, ale poczułam, że to jakaś jego łaska. I nie podnosił głosu, a mimo to czułam, że coś robię źle, że on ma bezwzględną władzę. No ale to w relacjach ze studentami, to co innego... Dalej takich jest... wyniki kolokwiów to 70% dwój....
Po tych zajęciach kontakt się urwał na rok, aż do momentu, kiedy zaczęliśmy współpracować nad konferencją (działam w kole naukowym).Teraz zakłada własną działalność i pracowników też traktuje bardzo ostro, aczkolwiek nie przekracza granic, obserwowałam, nie jest to żadne łamanie prawa. Opanowany jest zawsze
Swoje cele osiąga tak sprawnie, że po prostu go podziwiam.
Ale jedno się nie zgadza - nie czuję się gorsza. On mi pokazuje, jak dużo mogę. Piszę artykuły do publikacji, studiuję dwa kierunki studiów, uważam się za ładną - nie mam kompleksów (no, może poza jakimiś drobnymi - że nie mam idealnie prostych dwójek (zębów) czy że szybko łamią mi się paznokcie, wysusza skóra itp). Nie uważam, że do niego nie pasuję, w gruncie rzeczy mamy podobny styl ubierania, zainteresowania, plany na przyszłość, poglądy, ale ja jestem raczej łagodna, nawet jak w środku mnie nosi. Aczkolwiek nadal jestem wdzięczna za to, jak potraktował mnie po tym naszym pierwszym wspólnym razie. Wielu facetów nie chciałoby chyba łatwej dziewczyny. ja nie jestem łatwa... ale mnie poniosło, bo on bardzo mi się podoba. Ale nie czuję się mało wartościowaCenię sobie swoje zdobywane właśnie wykształcenie, swoją figurę, to że jestem zadbana i że mówią że jestem inteligentna (nie mnie to oceniać).
W łóżku jest cudowny.... tu się trochę bałam/może jeszcze podświadomie boję nadal, że nie podołam, bo nie mam takiego wielkiego doświadczenia.OK, jest zaradnym facetem, który odnosi sukcesy itp. Ciekawe czy kochałabyś go, gdyby miał zawodówkę?
Jak sądzisz? Przecież są takie kobiety, i mimo wszyskto wydają się kochać swoich facetów?
Ale ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie "co by było gdyby". Kocham go takim jakim jest i już. Edukacja jest dla mnie bardzo ważna, nie ukrywam. Tak po prostu zostałam wychowana, to jest aż silniejsze ode mnie. Gdyby nagle, nie wiem, nie obronił doktoratu, też bym go kochała.
29 2014-07-27 00:43:18 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 00:51:58)
ego82 napisał/a:Prinzessin_de napisał/a:Ja nie związałam sie ze swoim bo mi jest do czegoś potrzebny tylko bo się zakochałam.
To jest piękne, bo też się zakochałem, i naprawdę wiem jakie to cudowne. Ale co tak naprawdę sprawia, że go w sumie kochasz?
Jakbyś mogła tu wyrazić swoje uczucia?
Bo jest taki haki jest....ciepły , kochający i opiekuńczy i kocha mnie taka jaka jestem.
I to właśnie jest w tym cudowne. Jaka dla Niego jesteś, że tak bardzo Cię kocha?
30 2014-07-27 00:46:47 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 00:50:28)
ego82 napisał/a:kammiś napisał/a:Jeju, dla bliskich koleżanek i kolegów aż taki nie jest, aczkolwiek potrafi im ostro odpowiedzieć. Ale np. dla studentów (jest doktorantem) już bardzo. Ja sama zostałam kiedyś, na 1. roku bardzo ostro potraktowana, co było dla mnie wtedy sporym zaskoczeniem bo jestem "kujonicą" i szczerze mówiąc trochę się przyzwyczaiłam że wszyscy prowadzący mnie lubią.... Tylko za to, że był grudzień i że się spóźniłam, bo mnie zasypało, a mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami, za miastem, 25 kilometrów od uczelni, były straszne korki, a i tak wyjechałam o 5.40 żeby dojechać na 8... pamiętam, wtedy chciało mi się płakać, miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ale nie wiem co we mnie wstąpiło, że mu odpowiedziałam i to podając definicję siły wyższej z kodeksu... i wtedy go zatkało. Jakby nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś mu odpowie i się sprzeciwi na jego zajęciach. Powiedział tylko "dobrze, niech pani siada". Wymagał dużo więcej niż wymaga program. Poprawiałam u niego ocenę, miałam 4, ale nie wystarczało mi to do średniej do stypendium. Mimo że byłam dobrze przygotowana, poszłam na te konsultacje cała w nerwach. Przepytał mnie z róznych rzeczy - także takich, których w książce i sylabusie nie ma. Dał mi 5, ale poczułam, że to jakaś jego łaska. I nie podnosił głosu, a mimo to czułam, że coś robię źle, że on ma bezwzględną władzę. No ale to w relacjach ze studentami, to co innego... Dalej takich jest... wyniki kolokwiów to 70% dwój....
Po tych zajęciach kontakt się urwał na rok, aż do momentu, kiedy zaczęliśmy współpracować nad konferencją (działam w kole naukowym).Teraz zakłada własną działalność i pracowników też traktuje bardzo ostro, aczkolwiek nie przekracza granic, obserwowałam, nie jest to żadne łamanie prawa. Opanowany jest zawsze
Swoje cele osiąga tak sprawnie, że po prostu go podziwiam.
Ale jedno się nie zgadza - nie czuję się gorsza. On mi pokazuje, jak dużo mogę. Piszę artykuły do publikacji, studiuję dwa kierunki studiów, uważam się za ładną - nie mam kompleksów (no, może poza jakimiś drobnymi - że nie mam idealnie prostych dwójek (zębów) czy że szybko łamią mi się paznokcie, wysusza skóra itp). Nie uważam, że do niego nie pasuję, w gruncie rzeczy mamy podobny styl ubierania, zainteresowania, plany na przyszłość, poglądy, ale ja jestem raczej łagodna, nawet jak w środku mnie nosi. Aczkolwiek nadal jestem wdzięczna za to, jak potraktował mnie po tym naszym pierwszym wspólnym razie. Wielu facetów nie chciałoby chyba łatwej dziewczyny. ja nie jestem łatwa... ale mnie poniosło, bo on bardzo mi się podoba. Ale nie czuję się mało wartościowaCenię sobie swoje zdobywane właśnie wykształcenie, swoją figurę, to że jestem zadbana i że mówią że jestem inteligentna (nie mnie to oceniać).
W łóżku jest cudowny.... tu się trochę bałam/może jeszcze podświadomie boję nadal, że nie podołam, bo nie mam takiego wielkiego doświadczenia.OK, jest zaradnym facetem, który odnosi sukcesy itp. Ciekawe czy kochałabyś go, gdyby miał zawodówkę?
Jak sądzisz? Przecież są takie kobiety, i mimo wszyskto wydają się kochać swoich facetów?
Ale ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie "co by było gdyby". Kocham go takim jakim jest i już. Edukacja jest dla mnie bardzo ważna, nie ukrywam. Tak po prostu zostałam wychowana, to jest aż silniejsze ode mnie. Gdyby nagle, nie wiem, nie obronił doktoratu, też bym go kochała.
OKI, wyobraź sobie Go, że jest zwykłym murarzem na budowie itp. Powiedzmy że po zawodówce, ma kasę, może się sam utrzymać itp. Sprawy pracy, czy finansów na bok, bo przecie sama sobie radzisz?
Kim wtedy jest dla Ciebie? Co w nim dostrzegasz, co Ci się podoba?
Coraz bardziej przekonuje mnie fakt, ze wiekszosci kobietom to bardzo łatwo zawrócic w glowie i tak naprawde same nie wiedzą czemu to sie dzieje. Nie żebym to uważał za cos bardzo złego, ale takie argumenty do mnie nie przemawiają jak 'kocham go bo kocham', albo 'bo mnie kocha jaką jestem'. Albo 'tak po prostu'. Pozniej jak gdzies więź sie zniszczy to nigdy sie nie dowiesz czemu. A Ty kammiś po prostu nie dostałaś akceptacji i masz też syndrom nie wystarczająco dobrej, wiec masz ten schemat bycia gorszą w relacjach. Tak 'realnie' tez ciagle na takie kobiety trafiałem, więc wystarczyło byc lekko lepszym od nich samych i dać troche ciepła i juz motylki i juz napalone ;d
kammiś napisał/a:ego82 napisał/a:OK, jest zaradnym facetem, który odnosi sukcesy itp. Ciekawe czy kochałabyś go, gdyby miał zawodówkę?
Jak sądzisz? Przecież są takie kobiety, i mimo wszyskto wydają się kochać swoich facetów?
Ale ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie "co by było gdyby". Kocham go takim jakim jest i już. Edukacja jest dla mnie bardzo ważna, nie ukrywam. Tak po prostu zostałam wychowana, to jest aż silniejsze ode mnie. Gdyby nagle, nie wiem, nie obronił doktoratu, też bym go kochała.
OKI, wyobraź sobie Go, że jest zwykłym murarzem na budowie? Powiedzmy, że po zawodówce, ma kasę, może się sam utrzymać itp .Sprawy pracy, czy finansów na bok, bo przecie sama sobie radzisz?
Kim wtedy jest dla Ciebie? Co w nim dostrzegasz, co Ci się podoba?
Z wyobraźnia u mnie kiepsko...
Ale te cechy, które już wymieniłam: silny charakter, opiekuńczość, to, że tak łagodnie mnie traktuje. Inaczej niż wszystkich pozostałych. To mnie w pierwszej chwili najmocniej zaintrygowało, przykuło moją uwagę, mimo że wtedy nikogo nie szukałam, wręcz nie chciałam mieć w tym czasie faceta. Tak - właśnie to. Nie wiem dlaczego, jego traktowanie mnie (a przecież na wydziale masę jest ładnych i inteligentnych studentek) tak diametralnie różni się od traktowania innych. To też chyba defekt mojego wychowania. Jestem jedynaczką, mimo wszystko podświadomie dobrze odbieram to jak ktoś traktuje mnie "wyjątkowo". A to, że jest chłodny dla innych jeszcze to wrażenie spotęgowało. To, że jest inteligentny i elokwentny. I wysportowany. I ma masę zainteresowań.
33 2014-07-27 00:54:34 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-27 01:04:16)
Coraz bardziej przekonuje mnie fakt, ze wiekszosci kobietom to bardzo łatwo zawrócic w glowie i tak naprawde same nie wiedzą czemu to sie dzieje. Nie żebym to uważał za cos bardzo złego, ale takie argumenty do mnie nie przemawiają jak 'kocham go bo kocham', albo 'bo mnie kocha jaką jestem'. Albo 'tak po prostu'. Pozniej jak gdzies więź sie zniszczy to nigdy sie nie dowiesz czemu. A Ty kammiś po prostu nie dostałaś akceptacji i masz też syndrom nie wystarczająco dobrej, wiec masz ten schemat bycia gorszą w relacjach. Tak 'realnie' tez ciagle na takie kobiety trafiałem, więc wystarczyło byc lekko lepszym od nich samych i dać troche ciepła i juz motylki i juz napalone ;d
Z tym że mogę powiedzieć szczerze? Nauczyłam się też oceniać innych dosyć ostro. Jestem ostra i dla siebie, i dla innych. Jego też oceniałam na początku. Sama nie uważam się za brzydką, dobrze się uczę, dbam o siebie, jestem dosyć wysportowana (teraz trochę słaba przez problemy z krwią), dużo czytam, mam ogólne pojęcie o wielu sprawach, umiem dyskutować na różne tematy, jestem dosyć wygadana i śmiała, kiedyś angażowałam się politycznie itp. Żebym się kimś zainteresowała (może posypią się mi gromy na glowę, ale chcę być szczera) to dosyć dużo wymagam.
Ale, co ciekawe, teraz, jak jestem dorosła to matka w pełni mnie akceptuje. Chwali, jest dumna. Dopóki mieszkałam z rodzicami, to chyba czuła się odpowiedzialna za to żebym była jak najlepsza we wszystkim. Chociaż zakazów nie miałam, kar też nie, nie było krzyków, a tym bardziej podniesienia ręki - nawet jak mówiłam jako dziecko, że jej nienawidzę, znosiła to z kamienną twarzą. Tylko gadanie i porównywanie do wszystkich dookoła. I do "lepszych", i do "gorszych". Właściwie teraz też to robi. Ale nie czuję braku akceptacji...
A jeszcze jedno - od wieku nastoletniego zwracam tylko uwagę na bardzo pewnych siebie przedstawicieli płci męskiej... nie wiem czemu.
edit: a, i jak już ktoś mi się spodoba, jak się zauroczę, to zawsze byłam i jestem gotowa na bardzo wiele. A teraz jak pierwszy raz stwierdziłam, że Go kocham, to już w ogóle... ![]()
34 2014-07-27 00:54:41 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-07-27 00:57:31)
Do dobrego seksu, do utrzymywania towarzystwa, to widzenia czesci siebie w kims.
Do odwracania mojej uwagi od rzeczy, ktore sa dla mnie najwazniejsze.
Do zorganizowania mojego pogrzebu jesli umre .
Do podjecia decyzji w sprawie mojego zdrowia jesli bedzie taka potrzeba
Do zakonczenia mojego zycia, jesli znajde sie w sytuacji w ktorej nie bede chciala dalej zyc, a nie bede mogla prosic o eutanazje o wlasnych silach.
Do bycia moim przyjacielem.
To cos jak kontrakt pomiedzy dwojka ludzi na tym niebezpiecznym swiecie.
'pomozemy sobie w razie czego'
Oczywiscie jesli mowa o romansie, to wtedy do pomagania sobie , przyjazni i znow do tego bym widziala swoje cechy w kims. Romans nie ogranicza sie dla mnie do seksu.
35 2014-07-27 00:58:39 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 01:04:43)
potrzebny mężczyzna kobiecie może być np po to, aby kobieta mogła się czuć przy kimś bezpieczna, potrzebna oraz aby czuła się dowartościowana.
I tu może się pojawić pytanie, co to znaczy czuć się "bezpiecznie". Nie to, żebym nie wiedział, aleee.... dla niektórych może to oznaczać finansowe uczucie bezpieczeństwa, dla innych bardziej uczuciowych, może nie mieć to takiego znaczenia, i chcą czuć się bezpiecznie uczuciowo, albo zupełnie inaczej, fakt, że partner ich nie zdradza itp. 3 zupełnie różne aspekty...
Dodam, że zaradność, równa jest "zielonym". Z resztą sam przecie lubię ten zapach, więc jak najbardziej wskazane, tak więc nie mam zamiaru tu czegokolwiek negować itp.
Potrzebny jest mi do tego żebym czuła się spełniona. Może to śmieszne, żenujące, sama nie wiem jakie, ale lubię być taką typową kobieciną, która zajmuję się domem, pierze gacie i dogadza mężowi w kuchni. A nic nie daje mi takiego spełnienia jak jego wdzięczność za to że uprasowałam mu koszulkę, zrobiłam kawę czy kanapki. Kurde, mało mi w życiu potrzeba do szczęścia ![]()
Do dobrego seksu, do utrzymywania towarzystwa, to widzenia czesci siebie w kims.
Do odwracania mojej uwagi od rzeczy, ktore sa dla mnie najwazniejsze.
Do zorganizowania mojego pogrzebu jesli umre .
Do podjecia decyzji w sprawie mojego zdrowia jesli bedzie taka potrzeba
Do zakonczenia mojego zycia, jesli znajde sie w sytuacji w ktorej nie bede chciala dalej zyc, a nie bede mogla prosic o eutanazje o wlasnych silach.
Do bycia moim przyjacielem.
To cos jak kontrakt pomiedzy dwojka ludzi na tym niebezpiecznym swiecie.
'pomozemy sobie w razie czego'Oczywiscie jesli mowa o romansie, to wtedy do pomagania sobie , przyjazni i znow do tego bym widziala swoje cechy w kims. Romans nie ogranicza sie dla mnie do seksu.
Romans sprawia, że trzeba Ci pomagać? Tak to zrozumiałem. ....
38 2014-07-27 01:11:59 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 01:16:18)
Potrzebny jest mi do tego żebym czuła się spełniona. Może to śmieszne, żenujące, sama nie wiem jakie, ale lubię być taką typową kobieciną, która zajmuję się domem, pierze gacie i dogadza mężowi w kuchni. A nic nie daje mi takiego spełnienia jak jego wdzięczność za to że uprasowałam mu koszulkę, zrobiłam kawę czy kanapki. Kurde, mało mi w życiu potrzeba do szczęścia
Nikt tego tu nie powiedział. Więc, jeśli tak właśnie czujesz, to super! Nie martw się co do osób, które tak mogą TO powiedzieć, bo tak naprawdę nie zasługują nawet na to ![]()
kawabezmleka zazdroszcze
To czego mi potrzeba w zyciu do szczescia to baaardzo duzo i droga do wszystkiego jest bardzo trudna. Nie przejmuj sie ja ktos Ci dokuczy .
Haha, z tym romansem, byc moze ja sie zle wyrazilam. Chodzilo mi o to, ze romans nie polega dla mnie tylko na seksie. Jesli moj kochanek wpadnie w klopoty to mu pomagam, a jak ja wpadne (co jest malo mozliwe) to on mi. Albo pomagamy sobie doradzajac sobie wzajemnie, albo sie pocieszajac
40 2014-07-27 01:29:32 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-27 01:37:42)
A dobra, jak już tu jestem i tyle powiedziałam to się wygadam do końca... wino mi chyba nie służy, ale nie ch będzie........
Jest parę rzeczy, które mnie zastanawiają. Na przykład to, że mój ojciec bardzo się cieszy, że z nim (facetem moim) jestem. Nie wiem dlaczego, przecież się wcześniej chyba nie znali. Wiem tylko, że dobry kolega mojego ojca był patronem mojego F, ale to przecież nie znaczy, że mój ojciec go znał... albo cholera wie. wiem tylko że jak przyszliśmy w odwiedziny do moich rodziców to mój ojciec gadał z F i mówił że ma o mnie dbać (podsłuchałam będąc w ogrodzie bo mieli otwarte okno). dziwnie to brzmiało, trochę mi się nie podobało.
Ale mój ojciec od zawsze traktuje mnie jak małą córeczkę. do dzisiaj. i w sumie ja też tak o sobie i o nim myślę. zawsze będzie dla mnie "tatusiem", do którego zawsze mogę przyjsć co by się nie działo.
No i wiem że jestem trochę niedojrzała emocjonalnie. o ile wiedza zawsze szła do przodu i zaradność, i wiem z obowiązkami zawsze dawałam radę o tyle z emocjami miałam zawsze problem. często były i są silne i skrajne i bardzo szybko się zmieniają.
i trochę czuję się taka małą dziewczynką. lubię jak ktoś się mną opiekuje. najpierw ojciec, teraz F. tym bardziej że jest ode mnie trochę starszy. no bo ja mam dopiero 21 lat. chyba nie można ode mnie wymagać pełnej dojrzałości jak u 30latki.
Uwielbiam czuc sie beztrosko, ale niestety wszystkim się czesto przejmuje. a przy nim mam takie chwile ze czuje sie jak malutka dziewczynka. wiem że to głupie ale bardzo lubie sie tak czuc
no i uwielbiam to że on jest trochę dominujący, zwłaszcza w łóżku. bo ja nie lubie dominować
41 2014-07-27 01:30:45 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-07-27 09:14:35)
ego82 napisał/a:beloved18 napisał/a:potrzebny mężczyzna kobiecie może być np po to, aby kobieta mogła się czuć przy kimś bezpieczna, potrzebna oraz aby czuła się dowartościowana.
Bardzo ciekawa i w sumie prawdziwa odpowiedź. Jak myślisz, co naprawdę sprawia, że czujesz się w pełni bezpieczna?
Ja czuję się bezpieczna przy moim chłopaku szczególnie gdy mnie przytuli, w sumie mi wystarczy ta pewność że mam go zawsze gdy go potrzebuję i jest to odwzajemnione
I Super !! Nie znam Twojego faceta, ale gdyby "przytulałaby Cię "marchewka", owinięta w rurki, która wygląda jak ON, czułabyś to samo?
kawabezmleka zazdroszcze
To czego mi potrzeba w zyciu do szczescia to baaardzo duzo i droga do wszystkiego jest bardzo trudna. Nie przejmuj sie ja ktos Ci dokuczy .
Haha, z tym romansem, byc moze ja sie zle wyrazilam. Chodzilo mi o to, ze romans nie polega dla mnie tylko na seksie. Jesli moj kochanek wpadnie w klopoty to mu pomagam, a jak ja wpadne (co jest malo mozliwe) to on mi. Albo pomagamy sobie doradzajac sobie wzajemnie, albo sie pocieszajac
Super, pewnie masz duże powodzenie. Tak czy siak, późno się robi, jak na dziś. Tak więc pozdrawiam!
kammiś lecisz po bandzie nieźle
przypominasz mi moją byłą ;p
kammiś lecisz po bandzie nieźle
przypominasz mi moją byłą ;p
jeju, napisałam prawdę. chociaż mógłbyś się nie śmiać.
44 2014-07-27 02:30:25 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-27 02:34:56)
Ja sie nie smieje, to tylko emotka
![]()
Pisz pisz jeszcze ![]()
Płochliwe to ![]()
Dobranoc!
Ja sie nie smieje, to tylko emotka
![]()
![]()
Pisz pisz jeszcze
nic nie piszę.. idę spać. dobranoc ![]()
Haha moze ja zaczne mowic o swoich problemach teraz ![]()
A piłaś? ![]()
Wode pilam.
Jak ona działa też tak dobrze na takie zwierzenia... ![]()
w sumie nie wiem co mialabym mowic, bo u mnie wszystko w glowie ok...poza tym, ze jestem stuknieta i mam zly dzien dzis.
Wode pilam.
Zważywszy na fakt, że piszesz bez polskich znaków nie jestem pewna Twojej odpowiedzi... ;-)
poza tym, ze jestem stuknieta i mam zly dzien dzis.
Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna.
To Charles Bukowski, jak ulał pasuje do mnie. ;-)
haha Vian, Ty zawsze cos napiszesz, ze przywola usmiech na moja twarz.
mialam na mysli prawdziwa wode
tego drugiego napoju nie moge zniesc od kiedy mialam 17 lat i sie przepilam, ze wymiotowalam dalej niz widzialam. Teraz mi zapach starczy i juz mi niedobrze.
53 2014-07-27 03:41:32 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-07-27 03:56:29)
Och, ja tak mam z tequilą. Nigdy nie pij z hipisem, który jest 3 razy cięższy od Ciebie i pije od 40 lat bez wyraźnych przerw. A jak już byś piła, to nie daj sobie wmówić, że popijanie tequili piwem to ekstra pomysł, bo wszyscy teksańczycy tak robią. ;-)
przywola usmiech na moja twarz
^^
Ja napilam sie na ogromnej imprezie.
Co dziwne kilka miesiecy przed ta impreza wypilam sama pol litra, do tego piwo i likier. I nic. Nic mi nie bylo, swietnie sie bawilam.
Dawne czasy. Ostatnio kiedy wypilam wino na zakonczenie dnia zdjec, po 4 kieliszkach wina bylam pijana. Ale musze przyznac, ze spalam tego dnia chyba 2 godziny.
Jestem na to juz za stara ![]()
55 2014-07-27 05:04:53 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-07-27 05:10:13)
A to ja do tej pory tak mam. Raz mogę wypić butelkę bourbona i nic, a innym razem dwa drinki i się chwieję. I nie wiem, od czego to zależy. Energii kosmicznej chyba.
Ale i tak masz lepiej jak ja, ja jak nie spałam, a się napiję, nawet niekoniecznie dużo, to... zasypiam i to w takich miejscach typu stołek barowy. Do tego trzymam się idealnie prosto, więc póki nie zachrapię, to można tego nawet nie zauważyć. Ja na Twoim miejscu usnęłabym z nosem w butonierce reżysera. ;-)
Ps.
Albo w biuście reżyserki.
To mogłoby być nawet miłe... ^^
56 2014-07-27 06:14:35 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-07-27 06:15:13)
Haha, to tak my we trzy poszlysmy na wino . Trzy aktorki.
Na szczescie odbilo mi dopiero jak wrocilam do domu, smialam sie i przewracalam na podloge.
Ja mam tak , ze pije do pewnego stopnia a jak mi za duzo, to uciekam do domu czasem doslownie uciekam, zeby znajomi mnie nie zatrzymywali.
Juz mi lepiej w kazdym razie
Klopoty dawnego kochanka i za duzo wolnego na mnie spadlo.
Nienawidze miec wolnego.
Bo to praca sprawia, ze czuje sie zywa.
Ja mam tak , ze pije do pewnego stopnia a jak mi za duzo, to uciekam do domu czasem doslownie uciekam, zeby znajomi mnie nie zatrzymywali.
Ciekawi mnie ten objaw. To cos znaczy? Zauwazylem to u kogos.
cisowianka napisał/a:Do kochania potrzebny
czlowiek w pewnym wieku potrzebuje partnera, czuje ten instynkt (tak jak matka ktora chce dziecko) ze to TEN na cale życie. W zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i w nie szczęściu.
Rozumiem doskonale, ale jak wygląda według Ciebie miłość w szczęściu czy nieszczęściu? I jakie TO szczęście ma na to wpływ? Ma lub może nie ma?
Wlasnie o to chodzi ze tak samo wygląda , jeśli czlowiek kocha i szanuje druga polówkę to żaden problem byc z nim w szczęściu jak i w nieszczęściu , w chorobie i w zdrowiu.
Chyba nie powinno byc tak ze ja to jestem z facetem bo ma kase, jest przystojny, zdrowie mu nie szwankuje.
Jak dla mnie pytanie autorki jest nie zrozumiale. Po co/do czego mi partner jest potrzebny. Żeby mi gwoździa wbil do ściany
no bez przesady.
Przychodzi milość i jest się z kimś, bycie oparciem w każdej sytuacji.
thepass pisałes cos tam o tym ze dziewczyna ktora nie otrzymala akceptacji w domu rodzinnym czuje sie potem w zwiazku gorsza i dostaje motylow od byle czego ;p okrutne ale w sumie to prawda , mi sie tak kiedys zdarzylo, choc mam nadzieje ze juz nigdy wiecej ![]()
60 2014-07-27 10:54:07 Ostatnio edytowany przez flores18261 (2014-07-27 13:27:47)
By każdego dnia budzić się i zasypiać obok Niego i wspierał mnie dobrym słowem , i chronił by był moim przyjacielem. Sex to tylko uzupełnienie . Razem jest przejść przez życie.... Gdy jest ktoś obok... Gdy jest moc do kogoś się odezwać ... Bo najgorszą rzeczą chyba jest umrzeć w samotności....
W sumie to do niczego mi nie jest potrzebny facet. Bez niego też sobie świetnie radzę, po prostu czasem miło jest chłopa posmyrać albo sobie z nim podyskutować ![]()
Tak jak w temacie: Po co/do czego potrzebny Wam mężczyzna/facet? (poza seksem, oczywiście).
Bo lepiej żyje się we dwoje. Fajnie kogoś wspierać i mieć w życiu podporę
Inaczej wraca się z pracy, jak się wie, że ktoś tęskni i na Ciebie czeka ... ![]()
Coraz bardziej przekonuje mnie fakt, ze wiekszosci kobietom to bardzo łatwo zawrócic w glowie i tak naprawde same nie wiedzą czemu to sie dzieje.
A ja się obawiam, że po prostu chcą być kochane i boją się samotności. Stąd ta kompletna nieznajomość powodów czy przyczyn.
...
Zastanawiałam się nad odpowiedzią po co mi mężczyzna i nic mądrego nie potrafię wydumać. No ale pewnie jestem właśnie na takim etapie ;-)
thepass nie wiem czy to cos znaczy. Po prostu uciekam, wpadam do domu, rozbieram sie do naga, myje sie i ide spac. Widocznie moj mozg wie, ze ma dosyc.
65 2014-07-27 19:31:54 Ostatnio edytowany przez MissyLady (2014-07-27 19:33:52)
Prosta odpowiedz facet do niczego nam nie jest potrzebny
przynajmniej mi ![]()
Biorąc pod uwagę jacy są beznadziejni są współcześni faceci to zastanawiajac się głebiej nad tym stwierdzam że wogólę nie jest mi potrzebny żaden facet ![]()