Borykam się z dużym problemem i po prostu muszę się kogoś poradzić. Otóż - z moją dziewczyną jestem stosunkowo krótko i jest to mój pierwszy "poważny związek". Już jakiś czas temu zauważyłem, że jest ona bardzo rozchwiana emocjonalnie, ale przez ostatni tydzień po prostu przegina. Zaczęło się w zeszły piątek, kiedy to podczas wspólnego wyjścia zaczęła rzucać tekstami "ale ty ewidentnie masz mnie w dupie" i sugerować, że za rzadko zapewniam ją o swoim uczuciu. A ostatni raz mówiłem jej, że ją kocham jakiś tydzień wstecz. Za mało? W nocy wysłała mi SMSa "Ja rozumem, że ty miłość okazujesz czynami, ale ja po prostu potrzebuję słów, dotyku... Kocham Cię i tak". No i spoko - zwiększyłem swą wylewność i ze 3 dni temu, wieczorem nasza wymiana SMSów wyglądała tak (a, zawsze piszemy wieczorem; obojętnie czy się widzimy w ciągu dnia czy nie):
Ona: Słuchaj, to zadzwoń do X i potwierdź rezerwacje. Bardzo się cieszę, że pojedziemy gdzieś razem
Ja: Ok. Też się cieszę, tylko szkoda, że na tak krótko [[2 dni, a wcześniej planowaliśmy 5]]
Ona: Jak chcesz to możemy nigdzie nie jechać...
Ja: Daj spokój, nie o to mi chodziło!
(ze 20 minut później)
Ona: Wiesz co... Gdybym chciała od Ciebie odejść to nawet nie próbowałbyś mnie zatrzymać. Zapomniałbyś o mnie z dnia na
dzień. A ja Cię kocham i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Szkoda, że Ty tak nie myślisz.
Ja: Wcale tak nie jest. O co ci chodzi?
Ona: O nic. Po prostu nie kochasz mnie i nie zaprzeczaj. Wiem, że olałbyś fakt, że mnie zabrakło.
Ja: Przecież Cię kocham i nie rozumiem, jak możesz tak w ogóle mówić. Coś się stało?
Ona: Być może teraz jest odpowiedni moment, abyśmy dali sobie czas.
Ja: Skoro chcesz... Tylko co to da?
Ona: Może powinniśmy zerwać kontakt na jakiś czas. Beze mnie będzie Ci lepiej.
Brak kontaktu chyba dobrze nam zrobi. Przekonasz się, że wcale mnie nie potrzebujesz.
I tyle... Teraz nie wiem, co robić. Zerwać jakoś nie chce. Mam pisać czy nie pisać... Pozornie wygląda to tak jakby po prostu mnie nie chciała, ale w takim razie po co mówiłaby, że mnie kocha? Na samym początku naszej relacji miała mi za złe, że za rzadko się kontaktowaliśmy. Na przykład jak napisałem do niej dopiero wieczorem to miała pretensje, że przez cały dzień na pewno o niej nie myslę. Dała bardzo wyraźnie do zrozumienia, że wręcz wymaga zainteresowania. Tego, żebym się z nią często spotykał i regularnie pisał, dzwonił. I tak też było. Mieliśmy kontakt właściwie cały czas i była bardzo zadowolona aż do czasu, kiedy stwierdziła, że za rzadko mówię jej o uczuciach. A teraz mam wrażenie, że po prostu strzeliła focha, abym za nią latał. Odnoszę wrażenie, że pogrywa ze mną, abym
zachowywał się dokładnie tak, jak ona sobie wymyśliła.
Staram się zachować spokój, ale mam dylemat. W miarę ją znam i czuję, że jakbym teraz przestał do niej pisać, to tylko utwierdziłbym ją w przekonaniu, że nie jest dla mnie nikim ważnym. Mam wrażenie, że ona chcę, abym o nią zawalczył i pokazał jej, że mi zależy. A ta manipulacja jest swego rodzaju sposobem na zwrócenie na siebie uwagi i jest spowodowana tym, że to ona nie radzi sobie ze swoimi emocjami. Swoją drogą, podczas okresu (czyli teraz) zawsze jej odp....la, ale nigdy nie aż do tego stopnia. I męczy mnie także brak konkretnego określenia swojego stanowiska. "Może, "chyba". To czego ona w końcu chce? Sam już nie wiem... W dodatku jeszcze usprawiedliwiam ją wspomnianym okresem czy problemami rodzinnymi, które obecnie ma. Już mnie ręka swędzi, żeby zapytać ją wprost jak mam to rozumieć, tylko jest jeden problem: do 3.08 się nie zobaczymy, więc w grę wchodzą tylko te nieszczęsne SMSy. Na chłodno, co robić?