Do założenia wątku skłoniło mnie kilka tematów, w których padło stwierdzenie "jestem dorosły/a" w kontekście przede wszystkim kontroli rodzicielskiej. Praktycznie wszystkie osoby, które pisały o tym, że rodzice chcą wiedzieć, gdzie są ich dzieci, kiedy wrócą itp. Rodzice również nie zawsze byli chętni do utrzymywania osób podobno dorosłych.
Młodzi się wkurzają, i trochę się nie dziwię, dorośli też już nie wytrzymują.
Dziwi mnie trochę ten fenomen. My, młodzi, chcemy być dorośli, uważani za dojrzałych, ale... wcale tak nie jest. Przynajmniej w większości przypadków. Pod studiach czy innych szkołach, w wieku 20-kilku lat, większość siedzi w domu rodzinnym i wcale im się nie spieszy, żeby znaleźć JAKĄKOLWIEK pracę. By było na drobne wydatki, na jakiś wyjazd, żeby chociaż kilka złotych odłożyć. Lub dołożyć się do domowych wydatków. Jakim więc cudem rodzina ma uważać taką osobę za dorosłą, dojrzałą i odpowiedzialną?
Z drugiej strony jednak trochę rozumiem podejście osób w moim wieku. Praca nie zawsze jest dobrze płatna, a młodzież nie bardzo się pali, by żyć na własny rachunek. W końcu standard życia się obniża. Poza tym łatwiej jest znaleźć coś słabo płatnego, mieszkać z rodzicami i zmniejszyć wydatki, a tym samym czasie szukać czegoś lepszego.
Rozumiem też trochę wkurzanie się o określanie zasad, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś ale. Skoro: nie pracujemy, nie uczymy się, niby szukamy tej pracy, to dlaczego rodzice nie mają stawiać warunków?
U mnie w domu tak właśnie jest. Jak pracowałam, to kupowałam sobie jakieś pierdółki, nie musiałam prosić mamę o "20 dyszki, bo wychodzę". Jednak i tak musiałam, do tej pory muszę, dostosować się. Chcę iść na imprezę - nie ma sprawy, ale wracam o jakiejś ludzkiej porze, bo w domu są również inni domownicy, którzy rano wstają do pracy/szkoły, a jak chcę pobalować dłużej - śpię u chłopaka. Chcę jechać na wakacje? Ok, zarobić minimum 3/4. Gdyby zabrakło to można porozmawiać o dołożeniu. Mi taki system bardzo się podoba. Mam dużo luzu, ale albo się uczę i dorabiam, albo do pracy.
Jestem ciekawa jak wy na to wszystko się zapatrujecie? Czym dla was jest dorosłość? Czym powinni kierować się młodzi ludzie, a czym rodzice? Jak mają oni stawiać granicę, by nie było konfliktów? Jak powinni się zachowywać młodzi? Czy dziwicie się, że się irytują, kiedy rodzina stawia pewne warunki czy może nie?