netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

"... jestem dorosły/a"

66 odpowiedzi6 234 wyświetleniazałożony przez igla16, 23.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 67 ]

1 Ostatnio edytowany przez igla16 (2014-07-23 16:43:28)

Temat: "... jestem dorosły/a"

Do założenia wątku skłoniło mnie kilka tematów, w których padło stwierdzenie "jestem dorosły/a" w kontekście przede wszystkim kontroli rodzicielskiej. Praktycznie wszystkie osoby, które pisały o tym, że rodzice chcą wiedzieć, gdzie są ich dzieci, kiedy wrócą itp. Rodzice również nie zawsze byli chętni do utrzymywania osób podobno dorosłych.
Młodzi się wkurzają, i trochę się nie dziwię, dorośli też już nie wytrzymują.


Dziwi mnie trochę ten fenomen. My, młodzi, chcemy być dorośli, uważani za dojrzałych, ale... wcale tak nie jest. Przynajmniej w większości przypadków. Pod studiach czy innych szkołach, w wieku 20-kilku lat, większość siedzi w domu rodzinnym i wcale im się nie spieszy, żeby znaleźć JAKĄKOLWIEK pracę. By było na drobne wydatki, na jakiś wyjazd, żeby chociaż kilka złotych odłożyć. Lub dołożyć się do domowych wydatków. Jakim więc cudem rodzina ma uważać taką osobę za dorosłą, dojrzałą i odpowiedzialną?


Z drugiej strony jednak trochę rozumiem podejście osób w moim wieku. Praca nie zawsze jest dobrze płatna, a młodzież nie bardzo się pali, by żyć na własny rachunek. W końcu standard życia się obniża. Poza tym łatwiej jest znaleźć coś słabo płatnego, mieszkać z rodzicami i zmniejszyć wydatki, a tym samym czasie szukać czegoś lepszego.
Rozumiem też trochę wkurzanie się o określanie zasad, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś ale. Skoro: nie pracujemy, nie uczymy się, niby szukamy tej pracy, to dlaczego rodzice nie mają stawiać warunków?
U mnie w domu tak właśnie jest. Jak pracowałam, to kupowałam sobie jakieś pierdółki, nie musiałam prosić mamę o "20 dyszki, bo wychodzę". Jednak i tak musiałam, do tej pory muszę, dostosować się. Chcę iść na imprezę - nie ma sprawy, ale wracam o jakiejś ludzkiej porze, bo w domu są również inni domownicy, którzy rano wstają do pracy/szkoły, a jak chcę pobalować dłużej - śpię u chłopaka. Chcę jechać na wakacje? Ok, zarobić minimum 3/4. Gdyby zabrakło to można porozmawiać o dołożeniu. Mi taki system bardzo się podoba. Mam dużo luzu, ale albo się uczę i dorabiam, albo do pracy.


Jestem ciekawa jak wy na to wszystko się zapatrujecie? Czym dla was jest dorosłość? Czym powinni kierować się młodzi ludzie, a czym rodzice? Jak mają oni stawiać granicę, by nie było konfliktów? Jak powinni się zachowywać młodzi? Czy dziwicie się, że się irytują, kiedy rodzina stawia pewne warunki czy może nie?

2

Odp: "... jestem dorosły/a"
igla16 napisał/a:

U mnie w domu tak właśnie jest. Jak pracowałam, to kupowałam sobie jakieś pierdółki, nie musiałam prosić mamę o "20 dyszki, bo wychodzę". Jednak i tak musiałam, do tej pory muszę, dostosować się. Chcę iść na imprezę - nie ma sprawy, ale wracam o jakiejś ludzkiej porze, bo w domu są również inni domownicy, którzy rano wstają do pracy/szkoły, a jak chcę pobalować dłużej - śpię u chłopaka. Chcę jechać na wakacje? Ok, zarobić minimum 3/4. Gdyby zabrakło to można porozmawiać o dołożeniu. Mi taki system bardzo się podoba. Mam dużo luzu, ale albo się uczę i dorabiam, albo do pracy.

Masz fajny dom i zdrowe relacje z rodziną, chyba zazdroszczę smile

Często jest tak, że młodym ludziom rodzice sami podcinają skrzydła powtarzając do znudzenia, że sobie bez nich nie poradzą. Trudno wtedy młodym podejmować decyzje.

3

Odp: "... jestem dorosły/a"

Bo to jest stan 18- latka - "jestem dorosły, bo tak prawo mówi!" i tyle ^^

Wydaje mi się, ze tak naprawdę nikt młodych ludzi nie uczy czym jest dorosłość. Bardzo mało rodziców każe iść swoim dorosłym dzieciom do pracy, dorabiać, nie stawiają im warunków, że do tego i tego czasu powinni się wyprowadzić. Młodzi nie czują presji i nic nie muszą i potem takie kwiatki z tego wychodzą. Moim zdaniem w pewnym wieku rodzice powinni wręcz wyganiać dzieci z domu.

4

Odp: "... jestem dorosły/a"

Dla mnie dorosłość zaczyna się wtedy, gdy człowiek staje się samodzielny i odpowiedzialny za siebie.
Można mieć 40 lat, siedzieć na garnuszku i być gówniarzem.
Można mieć 18, a pracować i się utrzymywać samodzielnie i być dorosłym.

5

Odp: "... jestem dorosły/a"

Racja. Mój kuzyn ma 40 lat i mieszka z matką. Pracy nie ma. Nie szuka, wybrzydza. Jest dorosły?
Więc nie można powiedzieć, że "to jest stan 18- latka".
Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

6

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:

Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

Czyli za studia i inne przyjemności płacą rodzice. Dla mnie taka osoba nie jest dorosła, co z tego, że ma papier?

7

Odp: "... jestem dorosły/a"
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:

Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

Czyli za studia i inne przyjemności płacą rodzice. Dla mnie taka osoba nie jest dorosła, co z tego, że ma papier?

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

8

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:

Racja. Mój kuzyn ma 40 lat i mieszka z matką. Pracy nie ma. Nie szuka, wybrzydza. Jest dorosły?
Więc nie można powiedzieć, że "to jest stan 18- latka".
Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

Można powiedzieć, że to stan 18 latka, bo każdy "młody gniewny" wybrzydza i siedzi na garnuszku u rodziców smile

Studiowanie nie ma nic do dorosłości.

kammiś napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:

Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

Czyli za studia i inne przyjemności płacą rodzice. Dla mnie taka osoba nie jest dorosła, co z tego, że ma papier?

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

Jakie tam "duże obowiązki" to samo co w liceum tylko trochę bardziej da się kombinować i przerwy są dłuższe. No i usprawiedliwień nie trzeba pisać na kolanie na przerwie XD

Osoba dorosła to taka, która sama na siebie zarabia, utrzymuje się, nie potrzebuje pomocy rodziców, załatwia swoje sprawy i radzi sobie w życiu, bez względu na to gdzie pracuje i ile studiów ma za sobą.

9

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:

Racja. Mój kuzyn ma 40 lat i mieszka z matką. Pracy nie ma. Nie szuka, wybrzydza. Jest dorosły?
Więc nie można powiedzieć, że "to jest stan 18- latka".
Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

Moja siostra dorabiała w trakcie studiowania dwóch kierunków. Fakt, nie miała własnego mieszkania itp, mama pomagała jak mogła, ale zawsze kilka groszy jej wpadło. Chyba się da, prawda? A zawsze lepiej to wygląda, kiedy student robił cokolwiek w trakcie studiów, a nie tylko studiował.
Jednak uważam, że wiele zależy od nastawienia. Jeśli się chce, to można wiele zdziałać, a jak ktoś jest wygodnicki to wiecznie będzie miał z czymś problem.


A jak wg. was rodzice powinni motywować swoje "dorosłe" już dzieci, by zajęły się czymś, poszły do pracy? Czy uważacie, że już dużo wcześniej należy uświadamiać swoje dzieci o tym, iż nie zawsze będzie się mieszkało z rodzicami i nie będą oni wiecznymi sponsorami?

10 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-07-24 19:16:39)

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:

Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

Czyli za studia i inne przyjemności płacą rodzice. Dla mnie taka osoba nie jest dorosła, co z tego, że ma papier?

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

Wolę siedzenie na kasie w markecie, niż skończone 2 kierunki i brak pracy po nich.
Dorosłość, powtarzam, to możliwość ponoszenia odpowiedzialności za swoje wybory, oraz bycie SAMODZIELNYM, nie na czyimś utrzymaniu, czy ma się studia, czy też nie.

Osobiście nie widzę NIC złego i uwłaczającego w byciu kasjerką. Przynajmniej osoba zarabia na życie. Swoją drogą, w jakim świecie Ty żyjesz, masy ludzi po studiach lądują na bezrobociu. Każda praca jest dobra.

I tak, w porównaniu z ''dorosłym'' życiem, studia to pestka. Sama przyjemność. Ale dowiesz się o tym dopiero jak dorośniesz i posmakujesz prawdziwego życia, pracy codziennie po 9 godzin, płacenia rachunków i innych smakołyków. Nie masz stu procent pewności, że pewnego dnia nie będziesz zmuszona właśnie do bycia kasjerką, bo Cię codzienność przerośnie.

11

Odp: "... jestem dorosły/a"
Teo napisał/a:
kammiś napisał/a:

Racja. Mój kuzyn ma 40 lat i mieszka z matką. Pracy nie ma. Nie szuka, wybrzydza. Jest dorosły?
Więc nie można powiedzieć, że "to jest stan 18- latka".
Poza tym np. osoba studiująca dwa kierunki i nie utrzymująca się sama jest bardziej dorosła od osoby która nie pracuje i nic nie robi.

Można powiedzieć, że to stan 18 latka, bo każdy "młody gniewny" wybrzydza i siedzi na garnuszku u rodziców smile

Studiowanie nie ma nic do dorosłości.

kammiś napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Czyli za studia i inne przyjemności płacą rodzice. Dla mnie taka osoba nie jest dorosła, co z tego, że ma papier?

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

Jakie tam "duże obowiązki" to samo co w liceum tylko trochę bardziej da się kombinować i przerwy są dłuższe. No i usprawiedliwień nie trzeba pisać na kolanie na przerwie XD

Osoba dorosła to taka, która sama na siebie zarabia, utrzymuje się, nie potrzebuje pomocy rodziców, załatwia swoje sprawy i radzi sobie w życiu, bez względu na to gdzie pracuje i ile studiów ma za sobą.

Zależy jeszcze CO się studiuje. Jak ktoś idzie na politologię, gdzie faktycznie program jest niczym w przedszkolu, to ja się nie dziwię.... Ale jeżeli się idzie na kierunek, na którym prawie 50% ma warunki, to wybacz - nie jest to jak w liceum. I nie wszyscy kombinują. Przerwy są dłuższe? Wykłady też są dłuższe, a czas wolny jest po to, żeby opanować 700 stronicową książkę na egzamin, niejednokrotnie NA PAMIĘĆ, bo tego wymaga wykładowca i pyta nawet o powtórzenie przypisu słowo w słowo.

12

Odp: "... jestem dorosły/a"
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Czyli za studia i inne przyjemności płacą rodzice. Dla mnie taka osoba nie jest dorosła, co z tego, że ma papier?

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

Wolę siedzenie na kasie w markecie, niż skończone 2 kierunki i brak pracy po nich.
Dorosłość, powtarzam, to możliwość ponoszenia odpowiedzialności za swoje wybory, oraz bycie SAMODZIELNYM, nie na czyimś utrzymaniu, czy ma się studia, czy też nie.

Osobiście nie widzę NIC złego i uwłaczającego w byciu kasjerką. Przynajmniej osoba zarabia na życie. Swoją drogą, w jakim świecie Ty żyjesz, masy ludzi po studiach lądują na bezrobociu. Każda praca jest dobra.

I tak, w porównaniu z ''dorosłym'' życiem, studia to pestka. Sama przyjemność. Ale dowiesz się o tym dopiero jak dorośniesz i posmakujesz prawdziwego życia, pracy codziennie po 9 godzin, płacenia rachunków i innych smakołyków. Nie masz stu procent pewności, że pewnego dnia nie będziesz zmuszona właśnie do bycia kasjerką, bo Cię codzienność przerośnie.

Po pierwsze - studia trzeba wybierać z głową. Ale niektórzy idą na te swoje pasjonujące kierunki i są polonistą albo historykiem, a fakt jest faktem - pracy w tych zawodach za wiele nie ma i bardzo dobrze, bo gospodarka by się załamała ładując tyle na budżetówkę - to raz. Dwa - w czasie studiów trzeba umieć się zakręcić, a studenci tego nie robią, tylko imprezują - duży błąd.
Trzy - są kierunki, po których dobrą pracę ma się na 100%. Kuzyn skończył medycynę. Na bezrobociu nie wyląduje nigdy. Trzeba też zwrócić uwagę na możliwości rodzinne - tak jest np. w przypadku prawników.
Również nie widzę nic złego i uwłaczające w byciu kasjerką, aczkolwiek wymarzona praca to to nie jest. Poza tym odpowiedzialność to również martwienie się o PRZYSZŁOŚĆ, a nie tylko o opłacenie rachunków w następnym miesiącu. Osobiście uważam, że np. prawnik czy lekarz, który długo się kształcił i ma potem dobrą pracę, jest o wiele bardziej odpowiedzialny za swoją przyszłą rodzinę i jej byt niż osoba, która zarabia 1500 i ledwie wiąże koniec z końcem, musząc wszystkiego odmawiać swoim dzieciom. I to się sprawdza - ludzie na medycynie nie mają czasu na dorabianie. Czyni ich to niedorosłymi?
Dorosłość to nie tylko pieniądze, ale także nasze wybory na przyszłość. Ja bym nie chciała, żeby moje przyszłe ewentualne dzieci czy mąż wstydziły się, że mamusia nie zdała matury czy ma tylko zawodówkę. Akurat wykształcenie jest dla mnie najważniejszą rzeczą. A osoby, które je zaniedbują są moim zdaniem nieodpowiedzialne i niedojrzałe.

13

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

Wolę siedzenie na kasie w markecie, niż skończone 2 kierunki i brak pracy po nich.
Dorosłość, powtarzam, to możliwość ponoszenia odpowiedzialności za swoje wybory, oraz bycie SAMODZIELNYM, nie na czyimś utrzymaniu, czy ma się studia, czy też nie.

Osobiście nie widzę NIC złego i uwłaczającego w byciu kasjerką. Przynajmniej osoba zarabia na życie. Swoją drogą, w jakim świecie Ty żyjesz, masy ludzi po studiach lądują na bezrobociu. Każda praca jest dobra.

I tak, w porównaniu z ''dorosłym'' życiem, studia to pestka. Sama przyjemność. Ale dowiesz się o tym dopiero jak dorośniesz i posmakujesz prawdziwego życia, pracy codziennie po 9 godzin, płacenia rachunków i innych smakołyków. Nie masz stu procent pewności, że pewnego dnia nie będziesz zmuszona właśnie do bycia kasjerką, bo Cię codzienność przerośnie.

Po pierwsze - studia trzeba wybierać z głową. Ale niektórzy idą na te swoje pasjonujące kierunki i są polonistą albo historykiem, a fakt jest faktem - pracy w tych zawodach za wiele nie ma i bardzo dobrze, bo gospodarka by się załamała ładując tyle na budżetówkę - to raz. Dwa - w czasie studiów trzeba umieć się zakręcić, a studenci tego nie robią, tylko imprezują - duży błąd.
Trzy - są kierunki, po których dobrą pracę ma się na 100%. Kuzyn skończył medycynę. Na bezrobociu nie wyląduje nigdy. Trzeba też zwrócić uwagę na możliwości rodzinne - tak jest np. w przypadku prawników.
Również nie widzę nic złego i uwłaczające w byciu kasjerką, aczkolwiek wymarzona praca to to nie jest. Poza tym odpowiedzialność to również martwienie się o PRZYSZŁOŚĆ, a nie tylko o opłacenie rachunków w następnym miesiącu. Osobiście uważam, że np. prawnik czy lekarz, który długo się kształcił i ma potem dobrą pracę, jest o wiele bardziej odpowiedzialny za swoją przyszłą rodzinę i jej byt niż osoba, która zarabia 1500 i ledwie wiąże koniec z końcem, musząc wszystkiego odmawiać swoim dzieciom. I to się sprawdza - ludzie na medycynie nie mają czasu na dorabianie. Czyni ich to niedorosłymi?
Dorosłość to nie tylko pieniądze, ale także nasze wybory na przyszłość. Ja bym nie chciała, żeby moje przyszłe ewentualne dzieci czy mąż wstydziły się, że mamusia nie zdała matury czy ma tylko zawodówkę. Akurat wykształcenie jest dla mnie najważniejszą rzeczą. A osoby, które je zaniedbują są moim zdaniem nieodpowiedzialne i niedojrzałe.

Gdyby było tak, jak piszesz, to na świecie mielibyśmy tylko lekarzy i prawników. Gówna też ktoś musi wywozić.

14 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-24 20:00:18)

Odp: "... jestem dorosły/a"
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Wolę siedzenie na kasie w markecie, niż skończone 2 kierunki i brak pracy po nich.
Dorosłość, powtarzam, to możliwość ponoszenia odpowiedzialności za swoje wybory, oraz bycie SAMODZIELNYM, nie na czyimś utrzymaniu, czy ma się studia, czy też nie.

Osobiście nie widzę NIC złego i uwłaczającego w byciu kasjerką. Przynajmniej osoba zarabia na życie. Swoją drogą, w jakim świecie Ty żyjesz, masy ludzi po studiach lądują na bezrobociu. Każda praca jest dobra.

I tak, w porównaniu z ''dorosłym'' życiem, studia to pestka. Sama przyjemność. Ale dowiesz się o tym dopiero jak dorośniesz i posmakujesz prawdziwego życia, pracy codziennie po 9 godzin, płacenia rachunków i innych smakołyków. Nie masz stu procent pewności, że pewnego dnia nie będziesz zmuszona właśnie do bycia kasjerką, bo Cię codzienność przerośnie.

Po pierwsze - studia trzeba wybierać z głową. Ale niektórzy idą na te swoje pasjonujące kierunki i są polonistą albo historykiem, a fakt jest faktem - pracy w tych zawodach za wiele nie ma i bardzo dobrze, bo gospodarka by się załamała ładując tyle na budżetówkę - to raz. Dwa - w czasie studiów trzeba umieć się zakręcić, a studenci tego nie robią, tylko imprezują - duży błąd.
Trzy - są kierunki, po których dobrą pracę ma się na 100%. Kuzyn skończył medycynę. Na bezrobociu nie wyląduje nigdy. Trzeba też zwrócić uwagę na możliwości rodzinne - tak jest np. w przypadku prawników.
Również nie widzę nic złego i uwłaczające w byciu kasjerką, aczkolwiek wymarzona praca to to nie jest. Poza tym odpowiedzialność to również martwienie się o PRZYSZŁOŚĆ, a nie tylko o opłacenie rachunków w następnym miesiącu. Osobiście uważam, że np. prawnik czy lekarz, który długo się kształcił i ma potem dobrą pracę, jest o wiele bardziej odpowiedzialny za swoją przyszłą rodzinę i jej byt niż osoba, która zarabia 1500 i ledwie wiąże koniec z końcem, musząc wszystkiego odmawiać swoim dzieciom. I to się sprawdza - ludzie na medycynie nie mają czasu na dorabianie. Czyni ich to niedorosłymi?
Dorosłość to nie tylko pieniądze, ale także nasze wybory na przyszłość. Ja bym nie chciała, żeby moje przyszłe ewentualne dzieci czy mąż wstydziły się, że mamusia nie zdała matury czy ma tylko zawodówkę. Akurat wykształcenie jest dla mnie najważniejszą rzeczą. A osoby, które je zaniedbują są moim zdaniem nieodpowiedzialne i niedojrzałe.

Gdyby było tak, jak piszesz, to na świecie mielibyśmy tylko lekarzy i prawników. Gówna też ktoś musi wywozić.

Ależ oczywiście, że musi. Ale czy wybór takiej przyszłości wiąże się z dorosłością i odpowiedzialnością? Polemizowałabym.

Z nauki również można wyżyć, bo stypendiów jest całkiem sporo, i to już będąc studentem. I wcale nie czuję się niedojrzała z powodu braku posiadania etatu. Nie uważam też że moje koleżanki są niedojrzałe dlatego, że pomagają im rodzice, mnie samej opłacają czynsz za mieszkanie - trudno by było, żebym opłacała go sama przy dwóch kierunkach. Gdybym miała problemy, gdyby nie było stypendiów - też poszłabym do rodziców i wiem, że nie wprowadzaliby jakiś sztucznych ograniczeń, bo znają mnie i mają do mnie zaufanie.  Nawet mojemu chłopakowi, kiedy zaczynał doktorat (na 1. roku nie można mieć stypendium) i aplikację rodzice sporo dokładali - bo aplikację trzeba opłacić, bo musiał odpocząć i jechać na wakacje. I to czyniło go niedorosłym? Jest o wiele bardziej dorosły od gówniarza (mojego znajomego), który pracuje na stacji benzynowej i ma kasę na swoje piwko z kolegami. Przynajmniej może się pochwalić porządnym wykształceniem i dużą wiedzą i teraz umie na tyle, że stać go na utrzymanie siebie, a ja nie martwię się, że gdyby coś się stało (np. w razie wpadki) musielibyśmy męczyć się i ledwo wiązać koniec z końcem. A to normalne, że rodzice pomagają swoim dorosłym już dzieciom.

Powiem jeszcze jedno - o wiele bardziej dziwią mnie kobiety będące stale na utrzymaniu mężów niż studenci, którzy na utrzymaniu rodziców są chwilowo.

15 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-07-24 20:33:22)

Odp: "... jestem dorosły/a"

Czyja gdzieś napisałam, że pomaganie jest nienormalne? Pasożytowanie i nadużywanie pomocy jest nienormalne.
Co się tyczy kobiet na utrzymaniu mężów, cóż, mnie mąż ''utrzymywał'' np. podczas ciąży. I to jest całkiem normalne.
Zależy od ustaleń małżonków, ot ich priorytetów, są pary, które mają taki wzór - kobieta na gospodarstwie (co jest ciężką pracą, tylko, że nie zarobkową), a mężczyzna w pracy, zarabiający na rodzinę. Ot, ich wybór.

Co się tyczy pomocy rodziców na studiach - poradziłabyś sobie bez niej? Nie. Otóż nie jesteś samodzielna. A według mnie, kto nie jest samodzielny finansowo, w jakiś sposób pozostaje zagubionym dzieckiem we mgle. Poza sytuacjami, w których obu stronom to pasuje.
Wyobraź sobie, że nagle (tfu, tfu, naprawdę absolutnie tego nie życzę) rodzice przestają Ci pomagać finansowo. Otóż dorosłość polega na tym, by sobie w takiej sytuacji poradzić, a nie pójść na dno. Co byś zrobiła?

16 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-24 20:42:59)

Odp: "... jestem dorosły/a"
Cynicznahipo napisał/a:

Czyja gdzieś napisałam, że pomaganie jest nienormalne? Pasożytowanie i nadużywanie pomocy jest nienormalne.
Co się tyczy kobiet na utrzymaniu mężów, cóż, mnie mąż ''utrzymywał'' np. podczas ciąży. I to jest całkiem normalne.
Zależy od ustaleń małżonków, ot ich priorytetów, są pary, które mają taki wzór - kobieta na gospodarstwie (co jest ciężką pracą, tylko, że nie zarobkową), a mężczyzna w pracy, zarabiający na rodzinę. Ot, ich wybór.

Co się tyczy pomocy rodziców na studiach - poradziłabyś sobie bez niej? Nie. Otóż nie jesteś samodzielna. A według mnie, kto nie jest samodzielny finansowo, w jakiś sposób pozostaje zagubionym dzieckiem we mgle. Poza sytuacjami, w których obu stronom to pasuje.
Wyobraź sobie, że nagle (tfu, tfu, naprawdę absolutnie tego nie życzę) rodzice przestają Ci pomagać finansowo. Otóż dorosłość polega na tym, by sobie w takiej sytuacji poradzić, a nie pójść na dno. Co byś zrobiła?

Zadziwię Cię  - poradziłabym sobie. Wynajęłabym tylko mały pokój i przestała latać po sklepach, zrezygnowała z auta na rzecz spaceru czy tramwaju. Ot cała filozofia.
A widzisz, ja bym sobie nie pozwoliła na utrzymywanie przez faceta nigdy (na urlopie macierzyńskim płacą...). Taka różnica. Uważam, że kobieta nigdy nie może być w żaden sposób zależna od mężczyzny. Chyba, że jest to jej ojciec.
A te kobiety utrzymywane przez facetów i pracujące "w gospodarstwie" są samodzielne? Prędzej poradzi sobie student, który do tej pory nie pracował. Dlaczego? Bo każdy będzie wolał młodego człowieka, który się szybko uczy i jest produktywny niż osobę, która przez 10 lat siedziała w domu.

17 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-07-24 20:49:31)

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:

Prędzej poradzi sobie student, który do tej pory nie pracował. Dlaczego? Bo każdy będzie wolał młodego człowieka, który się szybko uczy i jest produktywny niż osobę, która przez 10 lat siedziała w domu.

Absolutnie się z tym nie zgodzę. Student bez doświadczenia zawodowego, to w moich kręgach jest co najwyżej wyzyskiwanym stażystą.
Sama przez to przechodziłam w trakcie i po studiach.

A co się tyczy bycia utrzymywaną przez męża, czy przez ojca - dla mnie to taki sam wstyd. Ale to tylko moje zdanie.

18

Odp: "... jestem dorosły/a"
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:

Prędzej poradzi sobie student, który do tej pory nie pracował. Dlaczego? Bo każdy będzie wolał młodego człowieka, który się szybko uczy i jest produktywny niż osobę, która przez 10 lat siedziała w domu.

Absolutnie się z tym nie zgodzę. Student bez doświadczenia zawodowego, to w moich kręgach jest co najwyżej wyzyskiwanym stażystą.
Sama przez to przechodziłam w trakcie i po studiach.

A co się tyczy bycia utrzymywaną przez męża, czy przez ojca - dla mnie to taki sam wstyd. Ale to tylko moje zdanie.

Zależy jeszcze w jakim wieku.
A 40latka również bez doświadczenia w czym jest lepsza? Na dodatek nie jest młoda, siła/sprawność/efektywność już nie jest taka jak u 20latka.
Zależy też jakie studia. Część moich koleżanek już pracuje w kancelariach. Nie na stażu. Student doświadczenia zawodowego nie ma, bo ma np. 19 lat i dopiero osiągnął wiek produkcyjny. 40latek w wieku produkcyjnym jest już od dawna. Zresztą pytałam o to ojca - pracodawcę. Sprawdza studia, działalność w kołach naukowych, stowarzyszeniach, wszelką aktywność ponadprogramową. Jeżeli ma do dyspozycji młodego i starszego, a poziom ich umiejętności jest taki sam, to  wybiera młodszego. Nic dziwnego zresztą. Pracodawca to nie organizacja charytatywna dla młodych matek, które urodziły trójkę dzieci, ani nie studiowały, ani nie pracowały, tylko siedziały w domu i po 10 latach nagle zachciało im się iść do pracy. poza tym student ma jeszcze jedną zaletę - nie ma rodziny. A to pracodawców także interesuje.

19 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-07-24 21:07:12)

Odp: "... jestem dorosły/a"

A co z młodą matką, która chce wrócić do pracy, ma doświadczenie i skończyła studia? Na pewno prędzej ją pracodawca wybierze, niż studencinę bez doświadczenia.

Trochę się oddalamy od tematu wątku.

20

Odp: "... jestem dorosły/a"

Według mnie osoba dorosła to taka, która wywiązuje się świetnie ze swoich obowiązków, które stawia przed nią określony etap życia. Ja np. studiując dziennie 2 kierunki jednocześnie pracowałam, spałam po 4 godziny, czasem wcale, dlatego że nie miałam po prostu innego wyjścia. Zazdrościłam osobom, które nie musiały podejmować takiego wysiłku (i zazdroszczę do dzisiaj, bo nabawiłam się problemów zdrowotnych dzięki temu), jednakże nie uważam żeby inne osoby (niepracujący znajomi z roku) były mniej dorosłe ode mnie w tym momencie; po prostu wywiązywały się z tego, co wspólnie ustaliły z rodziną i na co pozwalała im ich sytuacja - czyli nauka, staże itd. Taki etap życia po prostu.

21

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:

Zadziwię Cię  - poradziłabym sobie. Wynajęłabym tylko mały pokój i przestała latać po sklepach, zrezygnowała z auta na rzecz spaceru czy tramwaju. Ot cała filozofia.

Heh smile Uwielbiam teorie big_smile Sama byłam w nich świetna swego czasu smile Rozumiem, że jeszcze nie musiałaś wynajmować sobie malutkiego pokoju i zrezygnować z samochodu na rzecz spaceru? Ehh... młodość i naiwność smile
Jak jesteś taka pewna siebie, to zrób sobie taką próbę - wynajmij mały pokój i zrezygnuj z samochodu. Utrzymaj się sama i pozostań na studiach. Gwarantuje Ci, że padniesz na pysk, a spacery w jesienno- zimowe wieczory przestaną wydawać się takie fajne i proste smile

kammiś napisał/a:

A widzisz, ja bym sobie nie pozwoliła na utrzymywanie przez faceta nigdy (na urlopie macierzyńskim płacą...). Taka różnica. Uważam, że kobieta nigdy nie może być w żaden sposób zależna od mężczyzny. Chyba, że jest to jej ojciec.

Facet, czy ojciec, co za różnica? I tak jestes na utrzymaniu i tak. Ani facet, ani ojciec nie ma obowiązku Cię utrzymywać po 18 roku życia.

kammiś napisał/a:

A te kobiety utrzymywane przez facetów i pracujące "w gospodarstwie" są samodzielne? Prędzej poradzi sobie student, który do tej pory nie pracował. Dlaczego? Bo każdy będzie wolał młodego człowieka, który się szybko uczy i jest produktywny niż osobę, która przez 10 lat siedziała w domu.

AAAAHAHAHAHAHAHAHA To mnie rozbawiłaś XD Student bez doświadczenia, zielony we wszystkim sobie poradzi?! Gdzie?! Nawet na kase trzeba mieć doświadczenie, a nie spotkałam jeszcze ŻADNEJ firmy, która by przyjęła studenta bez doświadczenia, który jedyne co ma do zaoferowania to dobre chęci, na jakieś stanowisko płatne powyżej 1500 zł miesięcznie. I cieszą się ci, co tyle dostają, bo zwykle to 1200 zł jest.

22 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-07-24 23:23:34)

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:

Dorosłość to nie tylko pieniądze, ale także nasze wybory na przyszłość. Ja bym nie chciała, żeby moje przyszłe ewentualne dzieci czy mąż wstydziły się, że mamusia nie zdała matury czy ma tylko zawodówkę. Akurat wykształcenie jest dla mnie najważniejszą rzeczą. A osoby, które je zaniedbują są moim zdaniem nieodpowiedzialne i niedojrzałe.

Rozumiem, że wszyscy bez tytułu magistra są Twoim zdaniem gorsi od Ciebie??? A nie pomyślałaś o tym, że nie każdy ma możliwość skończenia studiów z różnych względów, finansowych lub dlatego, że nie czuje takiej potrzeby. Myślisz, że mechanik samochodowy jest gorszy i mniej umie niż lekarz??? Dziwny sposób wartościowania ludzi przyjęłaś. Współczuję .....

kammiś napisał/a:

Powiem jeszcze jedno - o wiele bardziej dziwią mnie kobiety będące stale na utrzymaniu mężów niż studenci, którzy na utrzymaniu rodziców są chwilowo.

Co do kobiet na utrzymaniu mężów, to do takich akurat teraz należę, nie było szczytem moich marzeń niepracowanie i zajmowanie się wyłącznie domem i dziećmi ale to był jedyny możliwy wybór. W Polsce polityka prorodzinna nie istnieje. Nikt nie czekał na mnie po urlopie macierzyńskim z otwartymi ramionami, na moje miejsce zatrudniono mężczyznę. Może masz pomysł co mogłam zrobić? Gdzie znaleźć pracę na takiej prowincji, gdzie szczytem marzeń jest praca szwaczki za najniższą krajową?
Nie czuję się z tego powodu gorsza, więc proponuję żebyś nie oceniała, bo sama nie wiesz co Cię w życiu spotka.

Dość kategorycznie wypowiadasz się na temat czyjejś wartości. Skup się raczej na sobie, przeanalizuj sposobu myślenia i przestań występować w roli sędziego ferującego nikomu niepotrzebne wyroki. Bo to jest oznaka niedojrzałości a dojrzałość jest oznaką dorosłości.

23

Odp: "... jestem dorosły/a"
Teo napisał/a:

AAAAHAHAHAHAHAHAHA To mnie rozbawiłaś XD Student bez doświadczenia, zielony we wszystkim sobie poradzi?! Gdzie?! Nawet na kase trzeba mieć doświadczenie, a nie spotkałam jeszcze ŻADNEJ firmy, która by przyjęła studenta bez doświadczenia, który jedyne co ma do zaoferowania to dobre chęci, na jakieś stanowisko płatne powyżej 1500 zł miesięcznie. I cieszą się ci, co tyle dostają, bo zwykle to 1200 zł jest.

Teo, przesadzasz. Aby dostać pracę, tak naprawdę nie liczy się wiek ani doświadczenie, a posiadane kompetencje i ich dopasowanie do danego stanowiska. Znam kilka osób po 40, które mimo lat doświadczenia dalej kompetentne nie są i mogą być z powodzeniem zastąpione przez osoby bez doświadczenia, za to zmotywowane, chętne do pracy i szybko przystosowujące się do nowych warunków.

24

Odp: "... jestem dorosły/a"

Z perspektywy czasu... za przeproszeniem mając 18 lat, ale mieszkając z rodzicami to gów*o wiedziałam o życiu, mając lat 19 wyprowadziłam się z domu, żyjemy na własną rękę, sami i to dopiero jest dorosłe życie.

Uważam że jeżeli mieszka się z rodzicami i jest się na ich utrzymaniu, to należy przestrzegać ich reguł i mają oni prawo tego wymagać.

25

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś  napisał/a:

Jest o wiele bardziej dorosły od gówniarza (mojego znajomego), który pracuje na stacji benzynowej i ma kasę na swoje piwko z kolegami. Przynajmniej może się pochwalić porządnym wykształceniem i dużą wiedzą i teraz umie na tyle, że stać go na utrzymanie siebie, a ja nie martwię się, że gdyby coś się stało (np. w razie wpadki) musielibyśmy męczyć się i ledwo wiązać koniec z końcem.

powiem Ci że mój zaczynał właśnie od stacji benzynowej,w między czasie robił studia,w miedzy czasie wpadliśmy i wyobraź sobie że było nas stać na wszystko,fakt to było 14 lat temu więc inaczej na stacjach benzynowych się układało,mimo że mój miał wtedy 24 lata miał ułożone w głowie lepiej niż nie jeden 30 latek
jego dobrzy koledzy zaczynający od najniższej krajowej na stacji benzynowej dzisiaj są ajentami tych że stacji,zarabiają bardzo dobrze

nigdy nie było sytuacji że nie mamy co do garka włożyć albo za co zapłacic rachunki,pieniądze zawsze były
myslę że tu nie kwestia wykształcenia jest ważna aż tak,ale to co kto ma w głowie
bo mo żna i dobre studia skończyć i mieć nas*ane w główce,przy tym do niczego nie dojść,a można i być po zawodówce,mieć trochę oleju w głowie i dojść do czegoś,fakt czasem ciężką pracą ale można coś osiągnąc

26 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-07-25 09:10:09)

Odp: "... jestem dorosły/a"

Ja jestem na utrzymaniu męża i wiesz jakoś on tak chciał i ja na to poszłam również ze względu na mój stan zdrowia, zajmuje się domem, zwierzakami różnymi papierkowymi sprawami, jemu to pasuje mi też w czym problem? Uważasz że bycie kurą domową to nie jest samodzielność? Ogarnięcie domu i wszystkich związanych z nim spraw nie jest takie bajecznie proste tak Ci się tylko wydaje bo gucio o tym wiesz. Obiadki podstawione pod nosek docenia się dopiero jak samemu się sterczy w garach, potem to wszystko sprząta.

I nie, nie będę miała najmniejszego problemu ze znalezieniem pracy, w każdej chwili mogę pojechać i zarabiać 4000+ bo mam bardzo rzadki, a potrzebny zawód, do którego coraz mniej szkół uczy, och nie skończyłam studiów (byłam na dwóch kierunkach, ale było wtedy ze mną bardzo źle zdrowotnie) i co one by mi dały? Market? Więcej mam z wyuczonego zawodu i pewność że mogę mieć pracę w każdym momencie nawet od jutra.


I kammiś wierz mi, to co miałam na studiach (bądź co bądź ścisłych) to był lajt w porównaniu do dorosłego, samodzielnego życia. Nie wiem czemu niektórzy ludzie tak bardzo szczycą się tym że skończyli studia, dziś w studiach nie ma nic wyjątkowego, to tylko kolejny papier i bez głowy na karku, siły przebicia, nie da Ci on nic.

Nie wiem jak można z siebie robić takiego głupio mądrego, nie mieć o czymś zielonego pojęcia a wywyższać się i mądrzyć.

27

Odp: "... jestem dorosły/a"
Sylwia720 napisał/a:
Teo napisał/a:

AAAAHAHAHAHAHAHAHA To mnie rozbawiłaś XD Student bez doświadczenia, zielony we wszystkim sobie poradzi?! Gdzie?! Nawet na kase trzeba mieć doświadczenie, a nie spotkałam jeszcze ŻADNEJ firmy, która by przyjęła studenta bez doświadczenia, który jedyne co ma do zaoferowania to dobre chęci, na jakieś stanowisko płatne powyżej 1500 zł miesięcznie. I cieszą się ci, co tyle dostają, bo zwykle to 1200 zł jest.

Teo, przesadzasz. Aby dostać pracę, tak naprawdę nie liczy się wiek ani doświadczenie, a posiadane kompetencje i ich dopasowanie do danego stanowiska. Znam kilka osób po 40, które mimo lat doświadczenia dalej kompetentne nie są i mogą być z powodzeniem zastąpione przez osoby bez doświadczenia, za to zmotywowane, chętne do pracy i szybko przystosowujące się do nowych warunków.

Zamieniają, owszem, bo takiemu zielonemu studencikowi bez doświadczenia mogą płacić 1200 zł i im się nie będzie rzucał, ze mało, bo on nic nie wie i nie umie i nie może mieć wymagań. Starszym i doświadczonym trzeba płacić więcej, a to się nie opłaca.

28

Odp: "... jestem dorosły/a"

Przyjmują studentów, a wiecie dlaczego? U mnie w mieście jest to bardzo często spotykane. Znajome nie mogą znaleźć pracy, bo w sklepach wymagane jest status 'student' - bo nie muszą za niego płacić ubezpieczenia i składek - więc firmy oszczędzają na tym, a przyjmując na status sprzedawcy, to każdy potrafi się szybko nauczyć podstawowych rzeczy/czynności.
Dla mnie również dorosłość to zarabianie na siebie i utrzymywanie się. Wyleciałam z domu zaraz po liceum. Studiowałam prywatnie dziennie ponad 600km od rodzicow, pracowałam popołudniami i po nocach żeby opłacić sobie pokój i studia i mieć na życie - od rodziców nie brałam nic, bo było mi po prostu wstyd. Uznałam, że studia to moja 'zachcianka', więc sama powinnam na nie zarobić. Gdyby nie to, to poszlabym do jakiejś pracy, nabrała doświadczenia i wtedy zaczęłabym studia. Niestety wróciłam do domu, bo sytuacja rodzinna mnie do tego zmusiła. Przerwałam studia, które mi i tak się ostatecznie nie przydały i nie mialabym w nich przyszłości. Zamieszkałam z powrotem w domu rodzinnym, ale znalazłam pracę i dokładałam się do rachunków. Robiłam co chciałam, ale rodzice i tak dzwonili do mnie gdzie jestem i o której wróce tongue Ojciec stosował zasadę "mieszkasz pod moim dachem, więc masz postępować tak, jak każę", ale to, że miałam swoje lata to ustaliliśmy tylko, że dorzucam się do rachunków i po prostu bedę informowała jak późno wrócę do domu, to wszystko. Potem znalazł mnie mój luby i po 5 miesiącach bycia razem, poszliśmy na swoje. Tak jest do teraz smile Oboje mamy pracę - nie za 3000zł, tylko połowę tego, ale w branży, jaką lubimy. Może w przyszłości coś się zmieni, ale na razie stać nas na utrzymanie siebie, domu, samochodu, i cos odłożenie.

29

Odp: "... jestem dorosły/a"
Sylwia720 napisał/a:

Według mnie osoba dorosła to taka, która wywiązuje się świetnie ze swoich obowiązków, które stawia przed nią określony etap życia. Ja np. studiując dziennie 2 kierunki jednocześnie pracowałam, spałam po 4 godziny, czasem wcale, dlatego że nie miałam po prostu innego wyjścia. Zazdrościłam osobom, które nie musiały podejmować takiego wysiłku (i zazdroszczę do dzisiaj, bo nabawiłam się problemów zdrowotnych dzięki temu), jednakże nie uważam żeby inne osoby (niepracujący znajomi z roku) były mniej dorosłe ode mnie w tym momencie; po prostu wywiązywały się z tego, co wspólnie ustaliły z rodziną i na co pozwalała im ich sytuacja - czyli nauka, staże itd. Taki etap życia po prostu.

Zgadzam sie w stu procentach. a tu na forum wszystko zostalo sprowadzone do zarobkow. A dojrzalosc objawia sie tez na wielu innych polach.

30 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-25 13:31:42)

Odp: "... jestem dorosły/a"
Małpa69 napisał/a:

Ja jestem na utrzymaniu męża i wiesz jakoś on tak chciał i ja na to poszłam również ze względu na mój stan zdrowia, zajmuje się domem, zwierzakami różnymi papierkowymi sprawami, jemu to pasuje mi też w czym problem? Uważasz że bycie kurą domową to nie jest samodzielność? Ogarnięcie domu i wszystkich związanych z nim spraw nie jest takie bajecznie proste tak Ci się tylko wydaje bo gucio o tym wiesz. Obiadki podstawione pod nosek docenia się dopiero jak samemu się sterczy w garach, potem to wszystko sprząta.

I nie, nie będę miała najmniejszego problemu ze znalezieniem pracy, w każdej chwili mogę pojechać i zarabiać 4000+ bo mam bardzo rzadki, a potrzebny zawód, do którego coraz mniej szkół uczy, och nie skończyłam studiów (byłam na dwóch kierunkach, ale było wtedy ze mną bardzo źle zdrowotnie) i co one by mi dały? Market? Więcej mam z wyuczonego zawodu i pewność że mogę mieć pracę w każdym momencie nawet od jutra.


I kammiś wierz mi, to co miałam na studiach (bądź co bądź ścisłych) to był lajt w porównaniu do dorosłego, samodzielnego życia. Nie wiem czemu niektórzy ludzie tak bardzo szczycą się tym że skończyli studia, dziś w studiach nie ma nic wyjątkowego, to tylko kolejny papier i bez głowy na karku, siły przebicia, nie da Ci on nic.

Nie wiem jak można z siebie robić takiego głupio mądrego, nie mieć o czymś zielonego pojęcia a wywyższać się i mądrzyć.

nie mam obiadkow podstawionych pod nos, bo mieszkam sama od roku. i nie dosc ze musze ogarnac dom, zatroszczyc sie o siebie, mam problemy zdrowotne to nie mam mezusia ktory zarabia na moje utrzymanie. nie dostane stypendium to albo bede musiala prosic rodzicow (czego nie chce) albo bede chodzic glodna. Juz mowilam - zalezy kal kto podchodzi do studiow. dla mnie studia to jak praca na etacie, nawet w wakacje sie nimi zajmuje (pisanie artykulow do publikacji, kolo naukowe) wiec lajt sobie odpuscilam juz dawno. nie mowie o ludziach, ktorzy chca pozaliczac wszystko na trojach bo to zenada.

Braku glowy na karku nikt nie moze mi zarzucic. za to moj kuzyn, bedac w rodzinie o bogatej tradycji zawodow prawniczych poszedl do zawodowki i dzisiaj stoi przy maszynie za 1500. nie z doroslosci tylko z lenistwa. bo nie chcialo sie uczyc w gimnazjum. i ten ostracyzm w rodzinie mu sie nalezy bo tylko wstyd przynosi. Trzeba sie loczyv z t czego oczekuja od nas bliscy.

31

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:
Sylwia720 napisał/a:

Według mnie osoba dorosła to taka, która wywiązuje się świetnie ze swoich obowiązków, które stawia przed nią określony etap życia. Ja np. studiując dziennie 2 kierunki jednocześnie pracowałam, spałam po 4 godziny, czasem wcale, dlatego że nie miałam po prostu innego wyjścia. Zazdrościłam osobom, które nie musiały podejmować takiego wysiłku (i zazdroszczę do dzisiaj, bo nabawiłam się problemów zdrowotnych dzięki temu), jednakże nie uważam żeby inne osoby (niepracujący znajomi z roku) były mniej dorosłe ode mnie w tym momencie; po prostu wywiązywały się z tego, co wspólnie ustaliły z rodziną i na co pozwalała im ich sytuacja - czyli nauka, staże itd. Taki etap życia po prostu.

Zgadzam sie w stu procentach. a tu na forum wszystko zostalo sprowadzone do zarobkow. A dojrzalosc objawia sie tez na wielu innych polach.

Zostało sprowadzone do zarobków, bo osoba dorosła musi się umieć utrzymać. Musi być samodzielna. Bez tego jest zależna od innych.

32

Odp: "... jestem dorosły/a"

I jeszcze jedno - jak i rodzice i corka/syn sa normalni to nie ma problemu z ustalaniem jakis chorych zasad. juz w liceum nie mialam problemu zeby powiedziec: /wyjezdzam ma weekend" i o pozwolenie nie prosilam nigdy. bo rodzice wiedzieli ze nie wroce z brzuchem i nie zaniedbam szkoly. a jak ktos sobie jezdzi i baluje a potem ma poprawki to nic dziwnego ze rodzice sie wkurzaja. Dojrzalosc to myslenie i konsekwencjavh w przyszlosci.

33

Odp: "... jestem dorosły/a"
Teo napisał/a:
kammiś napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Czyli za studia i inne przyjemności płacą rodzice. Dla mnie taka osoba nie jest dorosła, co z tego, że ma papier?

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

Jakie tam "duże obowiązki" to samo co w liceum tylko trochę bardziej da się kombinować i przerwy są dłuższe. No i usprawiedliwień nie trzeba pisać na kolanie na przerwie XD

Bez przesady. Są kierunki, na których nie da się (lub bardzo trudno jest) pogodzić naukę z pracą.
Oczywiście student np. politologii (bez urazy dla kogokolwiek) może studiować i pracować. Na niektórych kierunkach się nie da (bez uszczerbku dla nauki).
Póki moje dzieci "wywiązują się" z uczenia, nie leserują - utrzymuję ich na studiach. Praktykę zdobywają przy okazji różnych wolontariatów.
Jednocześnie są w pozostałym zakresie samodzielne. Nie sprowadzam samodzielności tylko do kwestii finansowej.
Przy tym wszystkim, nie sprawuję nad nimi kontroli. Same wiedzą, że jak nawalą, to poniosą konsekwencje.

34 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-07-25 15:56:50)

Odp: "... jestem dorosły/a"

Droga kammiś zapewniam Cię że nie jechałam na trójach i jak wspomniałam jednocześnie robiłam dwa ścisłe kierunki i tak dla mnie to był lajt, bo nauka to dla mnie przyjemność i do dziś chętnie czytam książki z kierunków mnie interesujących, dla samej siebie.

Proponuję Ci żebyś zaczęła podchodzić do ludzi z szacunkiem, bo nigdy nie wiesz co Cię spotka w życiu. Ja nie mam z tym problemów że mam Mojego i związek partnerski z równym podziałem obowiązków który nam obojgu odpowiada, zazdrościsz że tak się rzucasz? Bo tak to niestety wygląda.

Kammić wielu ludzi po studiach zarabia 1500 zł, a wielu po zawodówce kilka tysięcy, bo w tej chwili więcej jest ludzi po studiach niż tych z zawodem w ręku.

Nie przyszło Ci do głowy że niektórzy lubią pracę na kasie? Ja znałam faceta który pracował na stacji benzynowej przy hot dogach i robił je z takim namaszczeniem i przyjemnością że oczy ze zdumienia przecierałam.

To że dla Ciebie liczą się studia i kariera nie znaczy że dla kogoś innego nie jest ważniejsze spełnienie i rodzina i powinnaś to uszanować, bo na chwilę obecną jesteś potwornie zadufana w sobie, a wierz mi to w życiu nie pomaga, właśnie tacy ludzie najczęściej zostają bezrobotnymi bo oni do takiej byle jakiej pracy nie pójdą a do lepszej ich nie chcą.

Nie jesteś samowystarczalna tudzież Twoje gospodarstwo prowadzone na spółę z kimś nie jest samowystarczalne, nie jesteś samodzielna, proste.

Lubisz się licytować, wywyższać, zgrywać naj naj naj, życie to szybko weryfikuje, a takim umówmy się szczerze narcyzom bezkrytycznie zapatrzonym w siebie w życiu nie jest łatwo, nie mówię tego złośliwie tylko szczerze, przyjrzyj się swojemu zachowaniu z boku.

35

Odp: "... jestem dorosły/a"
Cynicznahipo napisał/a:

Zostało sprowadzone do zarobków, bo osoba dorosła musi się umieć utrzymać. Musi być samodzielna. Bez tego jest zależna od innych.

Szanuję Twoje zdanie, jednak wedle tej definicji dorosłymi osobami nie byłyby: żona która z różnych powodów nie ma dochodów, lub para, która dopiero razem jest w stanie się utrzymać (bo żadne z osobna by nie dało rady i są od siebie zależni);

Ja definiowałabym dorosłość raczej jako umiejętność podejmowania racjonalnych wyborów oraz ponoszenia konsekwencji własnych decyzji, czyli: mam dziecko, to się nim zajmuję i nie liczę na to że państwo będzie je utrzymywać, biorę kredyt to go spłacam, podejmuję studia to robię to dobrze i je kończę etc.

Wiele zależy również od kontekstu tak naprawdę, czyli np. ktoś ma spoko sytuację w domu, to zostaje, uczy się, a kto nie ma ten wyprowadza się z domu i żyje na własny rachunek. w świetle takich kontekstów oba wybory są racjonalne i dobre dla danej jednostki.

36

Odp: "... jestem dorosły/a"
Teo napisał/a:

Zamieniają, owszem, bo takiemu zielonemu studencikowi bez doświadczenia mogą płacić 1200 zł i im się nie będzie rzucał, ze mało, bo on nic nie wie i nie umie i nie może mieć wymagań. Starszym i doświadczonym trzeba płacić więcej, a to się nie opłaca.

Może są jakieś miejsca w których tak jest, ja się jednak z czymś takim nie spotkałam, pewnie kwestia branżowa.
I nie zgadzam się, że osoba zaraz po studiach lub student z reguły nic nie wie i nie umie (często tak bywa, ale w takich przypadkach zostaje to już na całe lata zwykle). Liczą się kompetencje, a nie odbębnione lata. Jasne, doświadczenie jest ważne, pod warunkiem, że potrafimy z niego korzystać, przekuwamy je na kompetencje (wbrew pozorom, naprawdę nie każdy to potrafi big_smile ) i że nie jest to nasz jedyny atut.

37

Odp: "... jestem dorosły/a"
luc napisał/a:
Teo napisał/a:
kammiś napisał/a:

Po pierwsze - studia to nie "przyjemności" tylko duże obowiązki i ciężka praca, o ile ktoś naprawdę się do niej poczuwa.
Po drugie - a dorosła jest osoba, która funduje sobie całe życie siedzenia na kasie w supermarkecie już po szkole średniej? Wątpię. Nie widzę dorosłości, raczej brak przyłożenia się do obowiązków w liceum.

Jakie tam "duże obowiązki" to samo co w liceum tylko trochę bardziej da się kombinować i przerwy są dłuższe. No i usprawiedliwień nie trzeba pisać na kolanie na przerwie XD

Bez przesady. Są kierunki, na których nie da się (lub bardzo trudno jest) pogodzić naukę z pracą.
Oczywiście student np. politologii (bez urazy dla kogokolwiek) może studiować i pracować. Na niektórych kierunkach się nie da (bez uszczerbku dla nauki).
Póki moje dzieci "wywiązują się" z uczenia, nie leserują - utrzymuję ich na studiach. Praktykę zdobywają przy okazji różnych wolontariatów.
Jednocześnie są w pozostałym zakresie samodzielne. Nie sprowadzam samodzielności tylko do kwestii finansowej.
Przy tym wszystkim, nie sprawuję nad nimi kontroli. Same wiedzą, że jak nawalą, to poniosą konsekwencje.

A no właśnie. Rozsądny głos w dyskusji smile
Są takie kierunki - wiem coś o tym. Kuzyn na medycynie ma pracować? Nie wiem gdzie i kiedy, ma masę nauki, co nie znaczy, że go to męczy i sprawia mu trudność. Po prostu to na tyle odpowiedzialne studia, że musi się im w pełni poświęcić, żeby w przyszłości być dobrym lekarzem. A praktykę zdobędzie - na każdych wakacjach mają obowiązkowe praktyki.
Ja tak samo, na pracę obecnie pozwolić sobie nie mogę - studiuję jednocześnie prawo i ekonomię, szefuję w kole naukowym, piszę artykuły do publikacji, doświadczenie zdobywam na praktykach, chociaż i tak planuję doktorat i aplikację. I wcale nie uważam się niedojrzała z powodu wyboru takiej drogi życiowej. Przynajmniej będę mogła się pochwalić należytym wykształceniem. O wiele bardziej podziwiałabym ubogiego profesora albo doktora, który nie umie znaleźć pracy niż osobę, która miała problemy z edukacją. Pieniądze to nie wszystko.
Moim zdaniem o dojrzałości świadczy też: wywiązywanie się z obowiązków, sumienność, punktualność, odpowiedzialność za drugą osobę w związku, dbałość o zdrowie, rozsądek. Dziwne, że o tym prawie nikt już nie pamięta.

38 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-25 22:57:13)

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:
luc napisał/a:
Teo napisał/a:

Jakie tam "duże obowiązki" to samo co w liceum tylko trochę bardziej da się kombinować i przerwy są dłuższe. No i usprawiedliwień nie trzeba pisać na kolanie na przerwie XD

Bez przesady. Są kierunki, na których nie da się (lub bardzo trudno jest) pogodzić naukę z pracą.
Oczywiście student np. politologii (bez urazy dla kogokolwiek) może studiować i pracować. Na niektórych kierunkach się nie da (bez uszczerbku dla nauki).
Póki moje dzieci "wywiązują się" z uczenia, nie leserują - utrzymuję ich na studiach. Praktykę zdobywają przy okazji różnych wolontariatów.
Jednocześnie są w pozostałym zakresie samodzielne. Nie sprowadzam samodzielności tylko do kwestii finansowej.
Przy tym wszystkim, nie sprawuję nad nimi kontroli. Same wiedzą, że jak nawalą, to poniosą konsekwencje.

A no właśnie. Rozsądny głos w dyskusji smile
Są takie kierunki - wiem coś o tym. Kuzyn na medycynie ma pracować? Nie wiem gdzie i kiedy, ma masę nauki, co nie znaczy, że go to męczy i sprawia mu trudność. Po prostu to na tyle odpowiedzialne studia, że musi się im w pełni poświęcić, żeby w przyszłości być dobrym lekarzem. A praktykę zdobędzie - na każdych wakacjach mają obowiązkowe praktyki.
Ja tak samo, na pracę obecnie pozwolić sobie nie mogę - studiuję jednocześnie prawo i ekonomię, szefuję w kole naukowym, piszę artykuły do publikacji, doświadczenie zdobywam na praktykach, chociaż i tak planuję doktorat i aplikację. I wcale nie uważam się niedojrzała z powodu wyboru takiej drogi życiowej. Przynajmniej będę mogła się pochwalić należytym wykształceniem. O wiele bardziej podziwiałabym ubogiego profesora albo doktora, który nie może znaleźć pracy niż osobę, która miała problemy z edukacją. Pieniądze to nie wszystko.
Moim zdaniem o dojrzałości świadczy też: wywiązywanie się z obowiązków, sumienność, punktualność, odpowiedzialność za drugą osobę w związku, dbałość o zdrowie, rozsądek. Dziwne, że o tym prawie nikt już nie pamięta.

Edit: ajj, zamiast edytuj kliknęłam cytowanie, przepraszam smile

39

Odp: "... jestem dorosły/a"
kammiś napisał/a:
luc napisał/a:
Teo napisał/a:

Jakie tam "duże obowiązki" to samo co w liceum tylko trochę bardziej da się kombinować i przerwy są dłuższe. No i usprawiedliwień nie trzeba pisać na kolanie na przerwie XD

Bez przesady. Są kierunki, na których nie da się (lub bardzo trudno jest) pogodzić naukę z pracą.
Oczywiście student np. politologii (bez urazy dla kogokolwiek) może studiować i pracować. Na niektórych kierunkach się nie da (bez uszczerbku dla nauki).
Póki moje dzieci "wywiązują się" z uczenia, nie leserują - utrzymuję ich na studiach. Praktykę zdobywają przy okazji różnych wolontariatów.
Jednocześnie są w pozostałym zakresie samodzielne. Nie sprowadzam samodzielności tylko do kwestii finansowej.
Przy tym wszystkim, nie sprawuję nad nimi kontroli. Same wiedzą, że jak nawalą, to poniosą konsekwencje.

A no właśnie. Rozsądny głos w dyskusji smile
Są takie kierunki - wiem coś o tym. Kuzyn na medycynie ma pracować? Nie wiem gdzie i kiedy, ma masę nauki, co nie znaczy, że go to męczy i sprawia mu trudność. Po prostu to na tyle odpowiedzialne studia, że musi się im w pełni poświęcić, żeby w przyszłości być dobrym lekarzem. A praktykę zdobędzie - na każdych wakacjach mają obowiązkowe praktyki.
Ja tak samo, na pracę obecnie pozwolić sobie nie mogę - studiuję jednocześnie prawo i ekonomię, szefuję w kole naukowym, piszę artykuły do publikacji, doświadczenie zdobywam na praktykach, chociaż i tak planuję doktorat i aplikację. I wcale nie uważam się niedojrzała z powodu wyboru takiej drogi życiowej. Przynajmniej będę mogła się pochwalić należytym wykształceniem. O wiele bardziej podziwiałabym ubogiego profesora albo doktora, który nie umie znaleźć pracy niż osobę, która miała problemy z edukacją. Pieniądze to nie wszystko.
Moim zdaniem o dojrzałości świadczy też: wywiązywanie się z obowiązków, sumienność, punktualność, odpowiedzialność za drugą osobę w związku, dbałość o zdrowie, rozsądek. Dziwne, że o tym prawie nikt już nie pamięta.

Pamięta, pamięta. Ale za to się nie utrzymasz, a na rodziców nie można liczyć całe życie. Dlatego trzeba spiąć pupę i sobie radzić. Zapewniam, że jest to możliwe, nawet, jeśli się studiuje dziennie.

40

Odp: "... jestem dorosły/a"

Jeżeli DOROSŁE dziecko z DOROSŁYM rodzicem podejmują wspólne decyzje co do sposobu ich zamieszkania i utrzymania... (np. w okresie studiów) to też nie ma w tym NIC złego. I NIKOMU nic do tego tongue Bo czemuż to ach czemuż, ma być TYLKO "JEDNA SŁUSZNA RACJA"? Hę? Czemuż nie ma WIELU opcji do wyboru - by na dany moment wybrać OPTYMALNĄ?
Dojrzałość tkwi również w DOPUSZCZENIU możliwości, iż KAŻDY integralnie, samodzielnie i niezawiśle podejmie decyzje o tym, W KTÓRYM momencie "pójdzie na swoje" wink NIC "na siłę i nic młotkiem" po prostu...

41

Odp: "... jestem dorosły/a"
Anhedonia napisał/a:

Jeżeli DOROSŁE dziecko z DOROSŁYM rodzicem podejmują wspólne decyzje co do sposobu ich zamieszkania i utrzymania... (np. w okresie studiów) to też nie ma w tym NIC złego. I NIKOMU nic do tego tongue Bo czemuż to ach czemuż, ma być TYLKO "JEDNA SŁUSZNA RACJA"? Hę? Czemuż nie ma WIELU opcji do wyboru - by na dany moment wybrać OPTYMALNĄ?
Dojrzałość tkwi również w DOPUSZCZENIU możliwości, iż KAŻDY integralnie, samodzielnie i niezawiśle podejmie decyzje o tym, W KTÓRYM momencie "pójdzie na swoje" wink NIC "na siłę i nic młotkiem" po prostu...

Jeśli rodzice oraz dzieci prowadzą dyskusję na dobrym poziomie, kiedy ich decyzja jest wspólna i przemyślana, to wtedy chyba też możemy mówić o byciu dorosłym, prawda?

Jestem ciekawa waszego zdania na temat dorosłego i świadomego dogadywania się z rodzicami, jeśli się z nimi mieszka. Nie ważne czy całkowicie na ich utrzymaniu, czy też częściowo. Kiedy wyrażanie własnego zdania i "walka" o nie jest oznaką bycia dojrzałym? Czy rodzice mogą być "niedorośli", kiedy narzucają swoim pełnoletnim dzieciom, o której mają wracać? Czy dzieci są dorosłe/niedorosłe, gdy chcą wracać później lub inaczej? Kiedy dorosłe dziecko okaże się niedojrzałe?

42

Odp: "... jestem dorosły/a"
igla16 napisał/a:

Jestem ciekawa waszego zdania na temat dorosłego i świadomego dogadywania się z rodzicami, jeśli się z nimi mieszka. Nie ważne czy całkowicie na ich utrzymaniu, czy też częściowo. Kiedy wyrażanie własnego zdania i "walka" o nie jest oznaką bycia dojrzałym? Czy rodzice mogą być "niedorośli", kiedy narzucają swoim pełnoletnim dzieciom, o której mają wracać? Czy dzieci są dorosłe/niedorosłe, gdy chcą wracać później lub inaczej? Kiedy dorosłe dziecko okaże się niedojrzałe?

Mi się wydaje ,że wszystko zależy od sytuacji, od tego jak się strony umówią no i jacy to są ludzie. Zwykle, skoro mieszkają ze sobą już tak długo to wiedzą mniej więcej na co się piszą. Są różni studenci i różni rodzice. Bywa że osoba studiująca zobowiązuje się, że w ramach pozostania na utrzymaniu będzie się przykładać do studiów i nie przeszkadzać we współżyciu, po czym wraca w środku tyg nad ranem i jeszcze dzwoni dzwonkiem do drzwi - wtedy rodzice mają prawo się wkurzać. Albo jak ktoś porzuca kolejne kierunki studiów - czasem można się pomylić ale bez przesady tongue
Bywa również, że ktoś w trakcie studiów musi pracować, żeby dokładać się do rachunków i utrzymać siebie a potem słyszy wyrzuty że się uczy po nocach albo że wraca późno z pracy i tutaj ma prawo wkurzać się student.

43 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-07-26 16:49:33)

Odp: "... jestem dorosły/a"
Cynicznahipo napisał/a:
kammiś napisał/a:
luc napisał/a:

Bez przesady. Są kierunki, na których nie da się (lub bardzo trudno jest) pogodzić naukę z pracą.
Oczywiście student np. politologii (bez urazy dla kogokolwiek) może studiować i pracować. Na niektórych kierunkach się nie da (bez uszczerbku dla nauki).
Póki moje dzieci "wywiązują się" z uczenia, nie leserują - utrzymuję ich na studiach. Praktykę zdobywają przy okazji różnych wolontariatów.
Jednocześnie są w pozostałym zakresie samodzielne. Nie sprowadzam samodzielności tylko do kwestii finansowej.
Przy tym wszystkim, nie sprawuję nad nimi kontroli. Same wiedzą, że jak nawalą, to poniosą konsekwencje.

A no właśnie. Rozsądny głos w dyskusji smile
Są takie kierunki - wiem coś o tym. Kuzyn na medycynie ma pracować? Nie wiem gdzie i kiedy, ma masę nauki, co nie znaczy, że go to męczy i sprawia mu trudność. Po prostu to na tyle odpowiedzialne studia, że musi się im w pełni poświęcić, żeby w przyszłości być dobrym lekarzem. A praktykę zdobędzie - na każdych wakacjach mają obowiązkowe praktyki.
Ja tak samo, na pracę obecnie pozwolić sobie nie mogę - studiuję jednocześnie prawo i ekonomię, szefuję w kole naukowym, piszę artykuły do publikacji, doświadczenie zdobywam na praktykach, chociaż i tak planuję doktorat i aplikację. I wcale nie uważam się niedojrzała z powodu wyboru takiej drogi życiowej. Przynajmniej będę mogła się pochwalić należytym wykształceniem. O wiele bardziej podziwiałabym ubogiego profesora albo doktora, który nie umie znaleźć pracy niż osobę, która miała problemy z edukacją. Pieniądze to nie wszystko.
Moim zdaniem o dojrzałości świadczy też: wywiązywanie się z obowiązków, sumienność, punktualność, odpowiedzialność za drugą osobę w związku, dbałość o zdrowie, rozsądek. Dziwne, że o tym prawie nikt już nie pamięta.

Pamięta, pamięta. Ale za to się nie utrzymasz, a na rodziców nie można liczyć całe życie. Dlatego trzeba spiąć pupę i sobie radzić. Zapewniam, że jest to możliwe, nawet, jeśli się studiuje dziennie.

Ja się zgodzę z kammiś w pewnym sensie (nie całkiem)... są kierunki, gdzie nie ma możliwości połączenia ich z pracą.

44

Odp: "... jestem dorosły/a"

Też zgadzam się po części z kammiś. Niektórych kierunków takich jak: prawo, medycyna, weterynaria itd. (w trybie dziennym) nie da się pogodzić z pracą.
No można czasem dorabiać w weekendy aby mieć trochę swojej kasy, ale nie zarobisz tyle aby móc się utrzymać.
Ktoś wcześniej powiedział, że osoba bez doświadczenia nie znajdzie pracy płatnej powyżej 1500zł/msc. Z tym też się nie zgodzę, mam wielu znajomych (jestem tuż po maturze), którzy zarabiają powyżej 1500. Zresztą samej udało mi się taką pracę znaleźć.

Dla mnie o dojrzałości świadczy umiejętność podejmowania rozsądnych decyzji, odpowiedzialność, myślenie o przyszłości. Jeśli ktoś ustalił z rodzicami, że do końca studiów będą mieszkali razem. To ja nie widzę w tym żadnego problemu. Na pewno nie zarzucałabym takiej osobie niedojrzałości. Po prostu wybrała inną ścieżkę życiową.
Wśród moich znajomych na swoje idą zazwyczaj Ci, którzy mają beznadziejny kontakt z rodziną, albo mieszkają na wsi.

45

Odp: "... jestem dorosły/a"

No dokładnie, o to mi chodzi... może zareagowałam ostro, ale studiuję dwa dość wymagające kierunki - jeden szczególnie i wiem, że pewne rzeczy są niemożliwe. O ile przy prawie można dorabiać, to przy medycynie? Wiem, ile oni się tam uczą, w dodatku mają ciągłe praktyki w szpitalach. Dorabiać dorabiałam, aczkolwiek przy stypendiach już mi to niepotrzebne. Utrzymałabym się sama, ale bez pewnych wygód, a skoro moja rodzina może sobie na nie pozwolić to dlaczego mam odmawiać opłacania rachunków i nie mieć na przyjemności, skoro dla moich rodziców nie stanowi to żadnego problemu? Tak samo zrobię w przyszłości z moimi ewentualnymi dziećmi, jeśli będzie mnie na to stać. I nie zamierzam nakładać na nie ograniczeń - bardzo dobrze by było gdyby właśnie mieszkały same, z moją pomocą.

46

Odp: "... jestem dorosły/a"

Hmm uważam że nie ma nic złego w mieszkaniu z rodzicami, w wielu tematach sama mówiłam o tym że nadal chętnie mieszkałabym razem z moimi bo to cudowni ludzie, chętnie dokładałabym się do rachunków i nadal z nimi była, nie mam jednak takiej możliwości.

Nie widzę problemu w tym że ktoś mieszka z rodzicami, a rodzice pomagają mu na studiach, jednak nikt nie wmówi mi że osoba mieszkająca z rodzicami jest w pełni samodzielna, albo posiadła mądrość wiążącą się z dorosłym życiem na własną rękę, a różnica jest ogromna.

47

Odp: "... jestem dorosły/a"

Małpa69- Wiadomo, że nie będzie wiedziała jak wygląda prawdziwe dorosłe życie, ale nie nazwałam bym tego niedojrzałością. Według mnie te dwie sprawy da się rozdzielić.

48

Odp: "... jestem dorosły/a"

Noele ale mówiliśmy o samodzielności, tak na prawdę mało kto jest zupełnie, 100% samodzielny, a na pewno nie jest taką osobą student na utrzymaniu rodziców.

49 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-07-27 08:52:01)

Odp: "... jestem dorosły/a"

Dziwna sprawa z tym nazewnictwem...
Czy dorosły=dojrzały=samodzielny?
Wg. tego co mnie uczono, to CAŁKIEM RÓŻNE sprawy. Niech za przykład posłuży dramatyczna sytuacja owej 17-letniej dziewczyny, która samodzielnie BYŁA zmuszona prowadzić gospodarstwo rolne i zginęła w trakcie obsługiwania maszyny rolniczej. To przykład jednej strony medalu. Są oczywiście przykłady i z tej drugiej...
NIEMNIEJ - co za cholera jakaś - żeby człowiek nie mógł decydować JAK ma żyć, bo pod jakiś pieprzony pręgierz wpada, gdy robi to, co (wraz z rodzicami) uznaje za optymalne. NAWET jeśli w oczach ogółu jest to niemile widziane zjawisko - ROBI to komuś krzywdę (poza ewentualnie im samym)?
To na groma ta krytyka?
Wolność się objawia w dokonywaniu wyborów - czemu więc krytykanci dążą do jej ograniczania?

50

Odp: "... jestem dorosły/a"

Też myślę, że wszystko zależy od nazewnictwa. Według mnie osoba dorosła=osoba dojrzała.
Jeśli chodzi o radzenie sobie w dorosłym życiu (samodzielność), wydaje mi się że osoba dojrzała nie miałaby z tym problemu. Gdyby nie miała innego wyboru, zrezygnowałaby ze studiów dziennych na rzecz zaocznych i rozpoczęła pracę. Tylko po co rezygnować ze swoich marzeń takich jak (bycie lekarzem) tylko dlatego, że w tym wieku nie wypada mieszkać z rodzicami.

51

Odp: "... jestem dorosły/a"
Małpa69 napisał/a:

Noele ale mówiliśmy o samodzielności, tak na prawdę mało kto jest zupełnie, 100% samodzielny, a na pewno nie jest taką osobą student na utrzymaniu rodziców.

Temat jest o dorosłości, a nie o samodzielności i pierwszy post również. Tylko niektóre osoby sprowadziły wszystko do finansów.

52

Odp: "... jestem dorosły/a"
Noele95 napisał/a:

...po co rezygnować ze swoich marzeń takich jak (bycie lekarzem) tylko dlatego, że w tym wieku nie wypada mieszkać z rodzicami.

Dokładnie.
Rezygnować z ułatwień bytowych skutkujących być może "złamaniem" tzw. ścieżki kariery bo ... komuś (do tego obcemu) COŚ nie pasuje i twierdzi, że nie wypada? Nie wypada to afiszować się w kościele w wyzywającym ubranku, przyjmijmy wink
Reszta to sprawa WYBORÓW osób zainteresowanych i ich rodziców. Szlag by mnie trafił gdyby moje dziecko zrezygnowało z możliwości, bo ktoś mu głupot nakładł do głowy... nie wypada, nie wypada - może jeszcze: WSTYD!?

53 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-07-27 16:57:40)

Odp: "... jestem dorosły/a"

Kammiś niestety dorosłość w dużej osobie opiera się na finansach.

Fajnie że myślisz o swojej przyszłości mi jedynie nie podoba się Twoje podejście że Twoja droga jest jedyną słuszną, bo uwierz mi znam wielu ludzi nie mających studiów, a robiących większe pieniądze niż ludzie po studiach, nie każdy ma aspiracje i możliwości np rodziców których stać na to by dziecku pomóc. To że dla Ciebie kariera jest najważniejsza nie znaczy, że dla innych też i powinnaś to uszanować. Zwróciłam uwagę jedynie na to że człowiek będący na utrzymaniu rodziców, wielu rzeczy nie wie i kiedyś zderzy się z rzeczywistością, człowiek na utrzymaniu rodziców jest od nich zależny, nigdzie nie napisałam że to źle, gdybym mogła chętnie dalej żyłabym z rodzicami dokładając im się do opłat, czy to świadczyło by o braku dorosłości? Nie, ale pewnych rzeczy bym nie wiedziała, a z drugiej strony miałabym najbliższe mi osoby obok siebie co dla mnie jest bardzo ważne.

54 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-07-27 17:11:59)

Odp: "... jestem dorosły/a"
Małpa69 napisał/a:

Kammiś niestety dorosłość w dużej osobie opiera się na finansach.

Fajnie że myślisz o swojej przyszłości mi jedynie nie podoba się Twoje podejście że Twoja droga jest jedyną słuszną, bo uwierz mi znam wielu ludzi nie mających studiów, a robiących większe pieniądze niż ludzie po studiach, nie każdy ma aspiracje i możliwości np rodziców których stać na to by dziecku pomóc. To że dla Ciebie kariera jest najważniejsza nie znaczy, że dla innych też i powinnaś to uszanować. Zwróciłam uwagę jedynie na to że człowiek będący na utrzymaniu rodziców, wielu rzeczy nie wie i kiedyś zderzy się z rzeczywistością, człowiek na utrzymaniu rodziców jest od nich zależny, nigdzie nie napisałam że to źle, gdybym mogła chętnie dalej żyłabym z rodzicami dokładając im się do opłat, czy to świadczyło by o braku dorosłości? Nie, ale pewnych rzeczy bym nie wiedziała, a z drugiej strony miałabym najbliższe mi osoby obok siebie co dla mnie jest bardzo ważne.

W dużej mierze się opiera, aczkolwiek składa nie tylko z nich.
Uwierz mi, znam wielu ludzi z pieniędzmi, a wiedzą malutką i wręcz robiących z siebie pośmiewisko w towarzystwie bo się np. dorobili w Niemczech. Oni również wielu rzeczy nie wiedzą, mimo że od 18 roku życia utrzymują się sami. Zderzenie z rzeczywistością jest ogromne, np. kiedy zabraliśmy brata kolegi, który przyjechał właśnie z budowy z Niemiec, na spotkanie koła naukowego. Kasy masa (tym bardziej w przeliczeniu na PLN), ale jak była na koniec dyskusja, w której brali udział wykładowcy, to się chłopak spłoszył. Takie zderzenie z życiem sfer troszeczkę wyższych. Poza tym zauważyłam, że na budowach, w fabrykach panują trochę gorsze obyczaje - sąsiedzi rodziców się budują, co drugie słowo k**** i ch**. W środowisku doktorantów, doktorów, profesorów, adwokatów, radców prawnych takie zachowanie w pracy jest nie do przyjęcia. I jakaś kultura osobista wchodzi im w krew.  Pieniądze są bardzo ważne - nie wyobrażam sobie ich braku na chwilę obecną, ale nie są one jedynym czynnikiem wpływającym na człowieka.
Nie uważam, że moja droga jest jedyną słuszną - aczkolwiek swoim przyszłym ewentualnym dzieciom (no, za 10 lat to bym chyba chciała...) nie pozwoliłabym na wybór drogi bez edukacji. A wiadomo że dla dzieci człowiek chce najlepiej, lepiej nawet niż dla siebie samego.

55 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-07-27 18:00:59)

Odp: "... jestem dorosły/a"

Kammiś dzieci jeśli już dorosłe i tak zrobią co zechcą i nie zawsze pokrywa się to z tym co my byśmy chcieli, niestety. Rozumiem o co Ci chodzi, ale wiesz znam ludzi bez szkoły z bardzo dużą wiedzą, nie skończyli szkoły z różnych przyczyn często z powodu buntu wobec systemu, a mają na prawdę bardzo bardzo dużą wiedzą i podczas rozmowy z nimi to widać, nie ma reguły, ludzie są różni, jedni bez bata nad głową niczego się nie nauczą, a inni bez szkoły i tak będą dążyć do wiedzy, to zależy od determinacji i chęci rozwoju dla siebie samego.

56 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-07-27 19:06:15)

Odp: "... jestem dorosły/a"

Małpa69 podpisuję się obiema łapkami pod tym co napisałaś.

kammiś napisał/a:

W środowisku doktorantów, doktorów, profesorów, adwokatów, radców prawnych takie zachowanie w pracy jest nie do przyjęcia. I jakaś kultura osobista wchodzi im w krew.  Pieniądze są bardzo ważne - nie wyobrażam sobie ich braku na chwilę obecną, ale nie są one jedynym czynnikiem wpływającym na człowieka.
Nie uważam, że moja droga jest jedyną słuszną - aczkolwiek swoim przyszłym ewentualnym dzieciom (no, za 10 lat to bym chyba chciała...) nie pozwoliłabym na wybór drogi bez edukacji. A wiadomo że dla dzieci człowiek chce najlepiej, lepiej nawet niż dla siebie samego.

kammiś mój kuzyn właśnie obronił  pracę doktorską, z całą pewnością posiada ogromną wiedzę (z tej dziedziny), jest świetny, jest do tego pasjonatem ale .... w życiu codziennym, gdyby nie mamusia i żona, zgubiłby sam siebie, nie potrafi włączyć pralki, kiedyś założył dwa różne buty i tak poszedł na imieniny znajomego big_smile Żyje w swoim naukowym świecie, słowo na "k" i "ch" nie przyjdzie mu nawet do głowy ale co z tego??? Nie potrafi sam, wykonać żadnej czynności domowej.....czy poradziłby sobie sam w życiu ??? Szczerze wątpię!

Co do adwokatów, moja koleżanka z pracy skończyła prawo, miła była bardzo, lubiłam ją ale.... w momencie kiedy krzyżowały nam się obowiązki zawodowe, był problem, bo ona nie potrafiła odebrać maila, nie mówię już o napisaniu, program, który obsługiwała od 4 lat ciągle był dla niej nienauczalny, problemem było obliczenie czegokolwiek a skończyła studia i miała dyplom .... jak sobie w życiu radziła??? Miała wujka prezesa, ciocię która miała znajomości i stanowisko i .....jakoś się samo jej życie zawodowe nieźle kręciło. Czy poradziłaby sobie sama i znalazła dobrą pracę??? Nie, bo nawet CV i list motywacyjny pisałam jej sama, bo w końcu została zwolniona, bo ktoś się "dopatrzył", że za dyplomem nie idą żadne umiejętności.

A teraz o moim prezesie, dużej firmy notowanej na giełdzie, wykształconym i pokazywanym czasem w TV. Nie lubił strasznie kiedy jego pracownicy przeklinali, wzywał na dywanik i beształ .... mam Ci napisać jakich słów używał??? big_smile Bardzo zabawnie to wyglądało, kiedy taki wrażliwy, wykształcony i świetnie ubrany i pachnący cudnie pan, zniesmaczony tym, że ktoś powiedział słowo na "k" a on je przypadkowo usłyszał w gabinecie, besztając używał słów jeszcze gorszych big_smile 

I na koniec mój znajomy, człowiek po szkole zawodowej ale pasjonat, z takim zamiłowaniem i znawstwem tematu opowiada o przyrodzie, że aż miło słuchać a jego wiedza w wielu dziedzinach mnie zaskakuje. Wykształcenie ma znaczenie, jest ważne ale nie najważniejsze w życiu.
I jeszcze o dzieciach:
Na to co zrobią dzieci będziesz miała wpływ do pewnego momentu, a gdyby córka chciała zostać fryzjerką? Bo to jej pasja? Wyrzuciłabyś ją z domu czy zmusiła do studiowania medycyny bo to dobry zawód na przyszłość????

57

Odp: "... jestem dorosły/a"

Mnie też wydaje się, że nie zawsze inteligencja idzie w parze z wykształceniem. Znam wiele "wykształciuchów" którzy rzucają mięsem gorzej niż typowy żul z pod monopolowego, a o życiu nie wiedzą nic. Ale nie można generalizować.

Jeśli moja córka uparłaby się aby zostać fryzjerką, wsparłabym ją. Lecz jednocześnie starała się przekonać do wybrania innej ścieżki życiowej. Namawiałabym ją na studiowanie bo wiem, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest się wybić bez wykształcenia.
A fryzjerstwo zawsze może jej się znudzić.

Są też osoby, które same się utrzymują, lecz z dojrzałością/dorosłością mają nie wiele wspólnego. Wystarczy włączyć program informacyjny, aby usłyszeć jak to ojciec zapomniał o dziecku i zostawił je w samochodzie. (itd.) To ma być dorosły człowiek? Nawet jeśli sam się utrzymuję, to mentalnie jest nastolatkiem.
Według mnie dorosłość jest stanem umysłu, a nie umiejętnością samodzielnego utrzymania się.

58

Odp: "... jestem dorosły/a"
Joga napisał/a:

Małpa69 podpisuję się obiema łapkami pod tym co napisałaś.

kammiś napisał/a:

W środowisku doktorantów, doktorów, profesorów, adwokatów, radców prawnych takie zachowanie w pracy jest nie do przyjęcia. I jakaś kultura osobista wchodzi im w krew.  Pieniądze są bardzo ważne - nie wyobrażam sobie ich braku na chwilę obecną, ale nie są one jedynym czynnikiem wpływającym na człowieka.
Nie uważam, że moja droga jest jedyną słuszną - aczkolwiek swoim przyszłym ewentualnym dzieciom (no, za 10 lat to bym chyba chciała...) nie pozwoliłabym na wybór drogi bez edukacji. A wiadomo że dla dzieci człowiek chce najlepiej, lepiej nawet niż dla siebie samego.

kammiś mój kuzyn właśnie obronił  pracę doktorską, z całą pewnością posiada ogromną wiedzę (z tej dziedziny), jest świetny, jest do tego pasjonatem ale .... w życiu codziennym, gdyby nie mamusia i żona, zgubiłby sam siebie, nie potrafi włączyć pralki, kiedyś założył dwa różne buty i tak poszedł na imieniny znajomego big_smile Żyje w swoim naukowym świecie, słowo na "k" i "ch" nie przyjdzie mu nawet do głowy ale co z tego??? Nie potrafi sam, wykonać żadnej czynności domowej.....czy poradziłby sobie sam w życiu ??? Szczerze wątpię!

Co do adwokatów, moja koleżanka z pracy skończyła prawo, miła była bardzo, lubiłam ją ale.... w momencie kiedy krzyżowały nam się obowiązki zawodowe, był problem, bo ona nie potrafiła odebrać maila, nie mówię już o napisaniu, program, który obsługiwała od 4 lat ciągle był dla niej nienauczalny, problemem było obliczenie czegokolwiek a skończyła studia i miała dyplom .... jak sobie w życiu radziła??? Miała wujka prezesa, ciocię która miała znajomości i stanowisko i .....jakoś się samo jej życie zawodowe nieźle kręciło. Czy poradziłaby sobie sama i znalazła dobrą pracę??? Nie, bo nawet CV i list motywacyjny pisałam jej sama, bo w końcu została zwolniona, bo ktoś się "dopatrzył", że za dyplomem nie idą żadne umiejętności.

A teraz o moim prezesie, dużej firmy notowanej na giełdzie, wykształconym i pokazywanym czasem w TV. Nie lubił strasznie kiedy jego pracownicy przeklinali, wzywał na dywanik i beształ .... mam Ci napisać jakich słów używał??? big_smile Bardzo zabawnie to wyglądało, kiedy taki wrażliwy, wykształcony i świetnie ubrany i pachnący cudnie pan, zniesmaczony tym, że ktoś powiedział słowo na "k" a on je przypadkowo usłyszał w gabinecie, besztając używał słów jeszcze gorszych big_smile 

I na koniec mój znajomy, człowiek po szkole zawodowej ale pasjonat, z takim zamiłowaniem i znawstwem tematu opowiada o przyrodzie, że aż miło słuchać a jego wiedza w wielu dziedzinach mnie zaskakuje. Wykształcenie ma znaczenie, jest ważne ale nie najważniejsze w życiu.
I jeszcze o dzieciach:
Na to co zrobią dzieci będziesz miała wpływ do pewnego momentu, a gdyby córka chciała zostać fryzjerką? Bo to jej pasja? Wyrzuciłabyś ją z domu czy zmusiła do studiowania medycyny bo to dobry zawód na przyszłość????

Próbowałabym przemówić do rozumu. Do zawodówki idzie się w wieku 15-16 lat, więc na szczęście rodzice tutaj mają pełne prawo ingerencji. Ja sama nie chciałam iść do szkoły z typowym "wyścigiem szczurów", ale poszłam i to bez krzyków, tylko co chwila słyszałam drobne sugestie. Dzisiaj nie żałuję.

Mhm, akurat u mnie na studiach to raczej widzę zaradnych przyszłych prawników, nie takich co sobie nie dadzą rady z własnym zawodem i obowiązkami. Ja nie mówię że ludzie po zawodówkach nie mają pasji. Ale kiedy ja chodzilam do liceum to aż baliśmy się mijać zawodówkę... krzyki, przekleństwa, ubliżanie. Naprawdę. Nie mówię że wszyscy tacy są, ale to się częściej zdarza niż w dobrym liceum, bo tu rodzice trzymają rękę na pulsie. Jakoś tak w grupie ludzie działają tak jak grupa. Poza tym ile z nas ile razy mijało budowę? Gwizdy, zaczepianie. Chciałybyście żeby tak zachowywał sie Wasz facet? Albo być tak podrywaną? A mimo wszystko prawnik/wykładowca/asystent posła/pracownik biurowy/prezes/księgowy/lekarz/weterynarz/dentysta itd. nie ma takich "rozrywek" w trakcie pracy

59

Odp: "... jestem dorosły/a"

Noele dobra fryzjerka w prestiżowym salonie na brak pieniędzy i rozwoju osobistego nie może narzekać wink

Myślę że w życiu trzeba umieć znaleźć złoty środek, ja staram się pozostać w równowadze, nie przesadzać w żadną stronę. Mam dużą wiedzę z kierunku który studiowałam, dobrze opanowałam zawód którego uczyłam się w liceum profilowanym, ale potrafię też zająć się domem, remontem i innymi pierdołami. Czuje się zaradna życiowo i to dla mnie ważne, daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Swoją drogą warto umieć znaleźć wspólny język z różnymi ludźmi, dla przykładu jak idę do mechanika, to staram się wczuć w jego sytuację i zawsze zyskuję na tym albo ekspresową usługę, albo rabacik wink

60

Odp: "... jestem dorosły/a"

Małpa69- Mi nie chodzi tylko o pieniądze. Problem jest w tym, że jeżeli znudzi jej się bycie fryzjerką, to nie ma żadnych innych perspektyw. Zapytałabym się jej czy to jest na pewno zawód, który chce wykonywać do końca życia. I długo drążyłabym ten temat, aby była pewna swojego wyboru i jego konsekwencji. Bo bycie 50 letnią fryzjerką-wypaloną zawodowo, nie jest fajną sprawą.

61

Odp: "... jestem dorosły/a"

Noele, a no pewnie, niezależnie od zawodu, bardzo kiepsko jest robić coś co nie sprawia frajdy i czego ma się dość.

62

Odp: "... jestem dorosły/a"

Są kierunki po których masz wiele różnych możliwości. Wtedy jak Ci jedna praca nie będzie pasować, możesz ją zmienić.
np. ochrona środowiska, możesz po niej pracować w biurze, w terenie, bądź po zrobieniu specjalizacji jako nauczyciel.
Jak idziesz do zawodówki fryzjerskiej (nie wiem czy coś takiego jest), możesz zostać po niej tylko i wyłącznie fryzjerem. Więc w tym wypadku to musi być BARDZO przemyślana decyzja.

63

Odp: "... jestem dorosły/a"

A no dlatego robiłam OŚ jednocześnie z biologią, niestety nie skończyłam z powodów osobistych.

Jednaj jeśli fryzjerstwo jest czyjąś prawdziwą pasją to czemu nie, pasja pozwala stać się wybitnym w danej dziedzinie, pasja, nie słomiany zapał.

64

Odp: "... jestem dorosły/a"

No pewnie, że tak. Dlatego wcześniej napisałam, że jeśli byłby to świadomy wybór- nie miałabym nic przeciwko. wink

65

Odp: "... jestem dorosły/a"
Małpa69 napisał/a:

...gdybym mogła chętnie dalej żyłabym z rodzicami dokładając im się do opłat, czy to świadczyło by o braku dorosłości? Nie, ale pewnych rzeczy bym nie wiedziała, a z drugiej strony miałabym najbliższe mi osoby obok siebie co dla mnie jest bardzo ważne.

big_smile
OK - dowiedziałabyś się W INNYM MOMENCIE. Czy to od razu taka tragedia?
Myślę, że warto by do tematu podejść z większą ilością luzu... póki nas samych problem nie dotyczy wink
żadne "wypada/NIE wypada" nie ma kluczowego znaczenia DLA wyborów owych innych osób. Przeciwnie: nic nikomu do ICH wyborów wink

Posty [ 1 do 65 z 67 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026