niedojrzały dorosły brat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » niedojrzały dorosły brat

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

Temat: niedojrzały dorosły brat

cześć, znów się Was potrzebuję poradzić, bo znów dziwne rzeczy w mojej rodzinie. Teraz o drugim bracie, tamten co się nie odzywał to już spoko. A teraz drugi... jest wielkim dzieckiem. Ale od początku.
Generalnie ci co są tu regularnie i widzą moje wątki pewnie wiedzą, że moja rodzina do normalnych nie należy. Ba, pewnie znajduje się gdzieś na odległym końcu tego spektrum na krańcach kosmosu. Nieobecny ojciec pod  pantoflem matki, wiecznie nieszczęśliwej, że wpędziła się w rolę kury domowej. Wzajemna przemoc, kiedyś fizyczna, teraz głównie słowna. W tej rodzinie czwórka dzieci, chyba nikt nie wyszedł normalny.
Teraz, mój najstarszy brat ma obecnie 40 lat i nie jest dorosły. Wieczne dziecko, ale widzę w  tym całkowitą winę moich rodziców, którzy wobec nas zawsze stosowali wszelkie ograniczenia, zero możliwości podejmowania decyzji, traktowanie nas całe życie, do teraz, jak dzieci, kontrola absolutna łącznie z tym kiedy i co jemy w jakim tempie i w jakiej ilości... trudno, żeby z tego wyszedł dojrzały człowiek. Ja się zbuntowałam, nie wiem z czego to wynika, mój brat nie miał siły czy pozwolenia. Generalnie miał też pod górkę w życiu, jakieś zapalenie opon mózgowych w dzieciństwie, które wg moich rodziców poważnie go opóźniło w rozwoju, ale szedł z klasy do klasy, bo kazali. Rodzice motywowali biciem. On potem miał jakieś dzikie przejścia w internacie. Do tej pory nie potrafi o siebie zadbać. O ile kiedy jest w pracy, to sobie sprząta, gotuje itd, to będąc u rodziców wraca do stanu dziecka. Teraz wrócił, bo sprzęgło mu się wiele rzeczy. Astma, ostre zapalenie zatok, zapalenia przyzębia czy czegoś tam, nadciśnienie, teraz badają mu serce. A on - jak dziecko - nie pilnuje leków, jak się tylko polepszy, odstawia. Nie chodzi do lekarza, jak go matka nie umówi, to nie idzie. Pogotowie go zabierało już kilka razy, bo astma nie daje mu zrobić nic. On własnego mieszkania nie ma, robił na czarno. Siedzi u rodziców i oczekuje od nich opieki. Oni nie dają rady, zajmują się moim kolejnym (ostatnim) bratem. A ten nic sobie z tego nie robi, matka gotuje, pierze, sprząta, a on nawet swoim zdrowiem się nie zajmie. U lekarza nie wie, o co pytać, potem i tak się nie stosuje. Generalnie historia wygląda tak, że jak nie wyleczy zębów, nie wylecz zatok, jak nie wyleczy zatok, nie ustabilizuje  astmy... a jak nie ustabilizuje astmy to szczerze mówiąc nie wiem, zejdzie któregoś razu do sklepu i nie wróci sad

Człowiek od 20 lat zębów nie myje, u dentystów był wtedy, jak mu wyrywali kolejne zepsute zęby. Nic sobie z tego nie zrobił.

Jak mu przemówić do rozsądku?

Ja wiem, że mi powiecie, że się nie da - dorosły jest. Ale nie zachowuje się jak dorosły, a ja się o niego martwię i boję. Niby jego decyzja, co zrobi ze swoim życiem i czy skończy się za parę lat z powodu jakiegoś kosmicznego zakażenia, czy padnie na tą astmę... ale czuję, że nie mogę stać bezczynnie i patrzeć... bo to ne wpływa tylko na niego, ale też na ludzi dookoła, zwłaszcza rodziców, którzy wzięli go do  siebie, bo "dziecko" potrzebuje pomocy i opieki.

Ehh

If you can be anything, be kind.
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez zaklopotana123451 (2018-05-29 14:15:20)

Odp: niedojrzały dorosły brat

Cześć :-) Możesz spróbować go przekonać do tego, żeby przemyślał swoje życie i w końcu zaczął być samodzielny. Możesz również zaproponować mu wizytę u psychologa, jeżeli sam sobie nie radzi. Ale najważniejsze, to musisz zapamiętać, że być może nie będziesz w stanie pomóc swojej rodzinie, nawet pomimo Twoich chęci, jeżeli oni nie będą chcieli zmienić sytuacji, to Ty nic z tym nie zrobisz. Musisz przede wszystkim zadbać o swoje życie, złapać dystans na te problemy rodzinne i skupić się na sobie. Możesz jedynie zmieniać na lepsze swoje życie i to proszę zapamiętaj.

"Liczy się nie to, kim ktoś się urodził, ale kim wybrał, by być."

3

Odp: niedojrzały dorosły brat
zaklopotana123451 napisał/a:

Cześć :-) Możesz spróbować go przekonać do tego, żeby przemyślał swoje życie i w końcu zaczął być samodzielny. Możesz również zaproponować mu wizytę u psychologa, jeżeli sam sobie nie radzi. Ale najważniejsze, to musisz zapamiętać, że być może nie będziesz w stanie pomóc swojej rodzinie, nawet pomimo Twoich chęci, jeżeli oni nie będą chcieli zmienić sytuacji, to Ty nic z tym nie zrobisz. Musisz przede wszystkim zadbać o swoje życie, złapać dystans na te problemy rodzinne i skupić się na sobie. Możesz jedynie zmieniać na lepsze swoje życie i to proszę zapamiętaj.

dzięki za odpowiedź smile Generalnie żeby było jasne - emocjonalnej pomocy nie potrzebuję, ja nie przeżywam tego jak końca świata, mam swoje zajęcia, żyję daleko od rodziny, nie zamierzam zbawiać świata. Mam - wydaje mi sie  - zupełnie zdrowy dystans do tego, co się dzieje. ALE, moja rodzina jest teraz w kryzysie, więc się przejmuję. Nie zamierzam załamać rąk i się rozpłakać.

Wiem, że może tak być, że nic nie zmienię. Ale może być tak, że jest coś, co mogę zrobić i chcę spróbować. Pytanie brzmi - jak? Jak przekonać kogoś, żeby przemyślał swoje życie? Liczę na konkrety, może ktoś ma to za sobą. Choć dużej nadziei nie mam.

Propozycja pójścia do psychologa... w pierwszej  chwili pomyślałam, że niewypał, bo nie wyobrażam sobie, żeby chciał. Ale... kto wie, może spróbuję. Mam minimalną szansę, takie 1%, że mnie wysłucha do końca xD to się raczej nie wydarzy. Bo on problemu nie widzi. Przecież rodzice są od tego, żeby się zająć swoim dzieckiem.

If you can be anything, be kind.
Odp: niedojrzały dorosły brat

Rozumiem, że zdenerwowało Ciebie to, co napisałam, to naturalne. Jeżeli chodzi o płacz, to często nawet pomaga i później inaczej patrzy się na różne sprawy. Nikt Ci nie da konkretnej rady, bo nikt nie zna Ciebie ani Twojej rodziny. Jeżeli ktoś uparcie nie widzi problemu, to ciężko takiej osobie coś wytłumaczyć. Tak, rodzice są od tego, żeby wychować dobrze dziecko, jednak mówimy tutaj o 40-letnim mężczyźnie.

"Liczy się nie to, kim ktoś się urodził, ale kim wybrał, by być."

5 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-05-29 20:30:47)

Odp: niedojrzały dorosły brat

Nie gniewaj się, ale może sama powinnaś pójść do psychologa? I jeden, i drugi brat to dorośli faceci. Ty jesteś dorosłą kobietą, dlaczego żyjesz ich życiem?

Miałam to samo z moją matką. Też wiecznie się zamartwiałam, jak nie nią, to siostrą... Tak się nie da żyć. Pomogła terapia.

Pochodzę z podobnej rodziny, co Twoja.

-----

Co do brata, to obawiam się, że skoro do tej pory mu nikt do rozsądku nie przemówił, ani nie zmotywował go pogarszający się stan zdrowia, to wątpię, że coś zdziałasz. Możesz ewentualnie zaproponować swoje towarzystwo i wsparcie podczas hipotetycznego leczenia u psychologa/psychiatry.
Jak to nic nie da, to chyba zostaje jedynie ubezwłasnowolnienie, ale totalnie sobie tego nie wyobrażam.

6 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-05-29 17:17:07)

Odp: niedojrzały dorosły brat

Zastanawiam się nad tym, po co masz, Monoceros, wtrącać się w relację brata z rodzicami. Jak wynika z Twych postów, i rodzicom, i bratu, układ opiekuńczo-wychowawczy odpowiada. I oni są zadowoleni, bo mają kim się opiekować, i on, bo może leżeć i pachnieć a wszystko wpada mu do paszczy. To, że ich sposób życia nie jest zgodny z Twoim, nie znaczy, że mają go zmieniać wedle Twych upodobań.

Brat choruje i nie chce się leczyć? Może warto zapytać go o przyczyny niechęci do życia, i do zdrowia (ja widzę ich aż nadto). A póki co brak chęci do leczenia się  nie jest powodem do wszczęcia, jak radzi Cyngli, procesu ubezwłasnowolnienia.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

7

Odp: niedojrzały dorosły brat

Zgodzę się z Cyngli i Wielokropkiem- nie ma takiej siły, która zmusiłaby dorosłych ludzi do zmiany zachowań. Oni tego sami powinni chcieć, a tu ani chęci ani motywacji nie widzę.

Można przeprowadzić coś w rodzaju interwencji, ale do tego trzeba by było przekonać całą rodzinę, co przy chęci ubezwłasnowolniania swoich dzieci przez Twoich rodziców, wydaje mi się prawie niemożliwe.

8

Odp: niedojrzały dorosły brat

Hm..., no niby racja że to dorośli ludzie ale taki układ rodzinny zdrowy się nie wydaje i co wiecej na zdrowie nie wychodzi. nie ma co się dziwić Monoceros, że się martwi.
Czasem może warto interweniować co nie oznacza życia czyimś życiem. Przyglądać (tylko przyglądać) się destrukcyjnym zachowaniom bliskich osób nie zawsze należy, czasem można coś zrobić. Tyle, że jeśli spotka się to z twardym oporem - no to chyba powinnaś odpuścić. Spróbuj pogadać, może coś dotrze, a jak nie - to nie, nie ma kwasu robić na zapas.

9 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-05-29 18:21:13)

Odp: niedojrzały dorosły brat
Wielokropek napisał/a:

Zastanawiam się nad tym, po co masz, Monoceros, wtrącać się w relację brata z rodzicami. Jak wynika z Twych postów, i rodzicom, i bratu, układ opiekuńczo-wychowawczy odpowiada. I oni są zadowoleni, bo mają kim się opiekować, i on, bo może leżeć i pachnieć a wszystko wpada mu do paszczy. To, że ich sposób życia nie jest zgodny z Twoim, nie znaczy, że mają go zmieniać wedle Twych upodobań.

Brat choruje i nie chce się leczyć? Może warto zapytać go o przyczyny niechęci do życia, i do zdrowia (ja widzę ich aż nadto). A póki co brak chęci do leczenia się  nie jest powodem do wszczęcia, jak radzi Cyngli, procesu ubezwłasnowolnienia.

Teraz brak, ale jak nie będzie chciał brać leków i chodzić do lekarzy, to tfu tfu, ale w końcu może pojawić się stan zagrożenia życia.

A wtedy pomysł z ubezwłasnowolnieniem wydaje się jak najbardziej logiczny.

10

Odp: niedojrzały dorosły brat

Póki może kierować własnym życiem, to nikomu nic do tego, jak on żyje. A i później, na szczęście, nie tak łatwo ubezwłasnowolnić.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

11 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2018-05-29 20:28:01)

Odp: niedojrzały dorosły brat

Mam wrażenie, że źle to tu ubrałam w słowa, bo jestem odbierana,  jakbym wisiała na słuchawce, żyła ich życiem i niczym innym się nie przejmowałam. No tak nie jest. Wydaje mi się, że całkiem nieźle radzę sobie już teraz z trzymaniem granicy, bo właśnie wypracowałam to na terapii. A teraz poczułam się, jakbyście mi mówili, że moje zainteresowanie stanem zdrowia członka rodziny było dziwne i wymagało terapii? Ja nie mówię że chcę ingerować w to, co jest między moimi rodzicami a nim, tylko martwię się o brata i pytam, co dla niego mogę zrobić, jeśli cokolwiek... Słyszę tutaj, że mam to olać i mam się nie przejmować, bo nie moje życie... No jednak moja rodzina. Nie rozumiem, czemu mówicie mi, że angażuję się ZA BARDZO, oraz że powinnam zignorować to, że mój brat jest chory i nie chce się leczyć. Nosz kurde, serio? To brzmi: "och, masz astmę? Pff, co mnie to obchodzi, nie będę żyła twoim życiem". Tak reagujecie na kogoś, kto u was w domu jest chory, zero zainteresowania czy pomocy, bo przecież jest dorosły i to jego życie? Nie wierzę.


PS. Ależ mnie zezłościły wasze odpowiedzi big_smile z czegoś to wynika. Jedna doradza mi płacz, druga terapię, trzecia mówi, że ja chcę zmieniać ich wedle swoich upodobań, omg. GDZIE jest granica, między życiem czyimś życiem a martwieniem się, bo ktoś w domu choruje non stop od listopada?

If you can be anything, be kind.

12

Odp: niedojrzały dorosły brat

Myślę, że Tobie jest ciężko zrozumieć, że tak naprawdę nie możesz zrobić NIC.
A to nie jest do końca zdrowe, bo zdradza Twoje zbytnie zaangażowanie się w życie brata. Dlatego też reagujesz złością.

To tylko moje zdanie, możliwe, że się mylę.

Co możesz zrobić poza rozmawianiem, namawianiem? To jest dorosły mężczyzna, jeśli nie przemawiają do niego racjonalne argumenty, to jak inaczej do niego trafić?

13 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2018-05-29 20:45:57)

Odp: niedojrzały dorosły brat

Ja nie zapytałam, co zrobić poza namawianiem, zapytałam JAK przemówić do rozsądku, bo jeszcze z nim o tym nie gadałam, właśnie w myśl tego, że to nie jest moje życie, nie jest moje zdrowie, nie są moje pieniądze, nie są moje nerwy. Chce chorować, jest mu dobrze? Spoko. Nie powiem, że rozumiem, ale niech sobie tak ma. Od listopada siedzi u rodziców. Nie mówię, że to akceptuję, dla mnie to dziwne ale tych opinii nie wyrażam, zachowuję dla siebie. Matka narzeka, jak dzwoni, że nie wie co robić, więc mówię jej, że to jej decyzja, że tak się nim zajmuje, że nie musi, że on jest dorosły. Przykro mi, nie znalazłam w sobie tyle siły, by jej powiedzieć "wiesz co, nie moja sprawa". Moje porady nie zmieniły się od listopada, mówię jej, żeby przestała się nim zajmować, bo to nic nie zmienia. Ona dalej swoje, on dalej swoje. No to ok. Sami go sobie wychowali.


ALE w chwili, kiedy jego stan zdrowia się pogarsza i jego zachowanie wcale nie pomaga, sytuacja zaczyna być poważna, to się po ludzku martwię, że może jednak powinnam (chciałabym) się wtrącić. Mam patrzeć bez słowa, nic nie powiedzieć, nawet o tym, że się martwię i czy on wie, co robi, i czy naprawdę tego chce i czy potrzebuje pomocy? Do jakiego momentu mam ignorować fakt i zbywać milczeniem, że on sam sobie robi krzywdę?

Wielokropek napisał/a:

Brat choruje i nie chce się leczyć? Może warto zapytać go o przyczyny niechęci do życia, i do zdrowia (ja widzę ich aż nadto)

Biorę sobie tę poradę. Może to jest to "jak"

If you can be anything, be kind.

14

Odp: niedojrzały dorosły brat

Myślałam, że już była rozmowa.

Szczerze, to nie wiem, jak dotrzeć do takiego człowieka. On najwyraźniej nie chce żyć i może o to właśnie powinnaś go zapytać, dlaczego.

15

Odp: niedojrzały dorosły brat

Nie mamy racji? Być może. To świadczy wobec tego o nas, wypowiadających się w Twym wątku, nie o Tobie. Skąd więc Twa złość? Znajdź odpowiedź, być może zawiera ważną dla Ciebie informację.

Wybacz, ale w Twych postach nie znalazłam troski ani o rodziców, ani o brata. Nie uważam też "przemawiania do rozumu" za objaw miłości czy chęci pomocy, raczej jako zachowanie osoby, która "wie lepiej". Może mylę się (po raz kolejny), ale gdy faktycznie ktoś ma ochotę wesprzeć drugą osobę, to zastanawia się, czego ta osoba potrzebuje, a jeśli nie zna odpowiedzi, to pyta ją (bo tylko ona wie, inni mogą się tylko domyślać), poprzedziwszy stwierdzeniem o tym, że zależy jej na tej osobie. Tak, wiem, trudno jest niekiedy mówić bliskim o swych uczuciach (no, może z wyjątkiem złości, bo z tym na ogół większość nie ma problemu).

Byłaś wychowana w ten sam sposób co brat. Co Tobie dało siłę, by zrezygnować z toksycznej relacji? Co spowodowało, że zaczęłaś walczyć o siebie? Może w odpowiedziach na te pytania kryje się wskazówka.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

16

Odp: niedojrzały dorosły brat
Wielokropek napisał/a:

Byłaś wychowana w ten sam sposób co brat. Co Tobie dało siłę, by zrezygnować z toksycznej relacji? Co spowodowało, że zaczęłaś walczyć o siebie? Może w odpowiedziach na te pytania kryje się wskazówka.

Monoceros może być po prostu inna, podłożem mogą być inne cechy charakteru albo wnioski ze zdobywanych doswiadczeń. Piszę tak ponieważ moje decyzje rażąco odbiegają od decyzji mojej siostry (żadna z nas nie jest dysfunkcyjna jednak).
Odbieram Cię, Monoceros, jako kogoś kto się po prostu martwi o bliskich przy pogarszającej się sytuacji. Mi się wydaje, że rodzice powinni zaprzestać opieki niczym nad dzieckiem - niech udzielają rad co brat mógłby zrobić ale pozostawić Go samego w wykonaniu tego co zrobić powinien. Ty mogłabyś próbować Go przekonywać że to dla Niego najlepsze - w ten sposób stworzy się 'wspólny front'. Pomagać Mu słowem - nie wyręczaniem w czymkolwiek. Jak sam będzie musiał coś robić pewnie zacznie mieć wątpliwości czy robi dobrze czy żle i może sam zacznie pytać. Wtedy to już spoko bo odwrócą się role, On będzie szukał pomocy u Was pomocy dla siebie. A jeśli brat zdecydowanie zamknie się i nie zacznie działać - chyba należy pozostawić Go samemu sobie, chyba, że coś zacznie zagrażać jego życiu.

17

Odp: niedojrzały dorosły brat

Monoceros, nikt nie pisze, że olać, ale uzmysłowić sobie, że nie masz wpływu na decyzje dorosłych ludzi.

Z matką rozmawiałaś i przekonywałaś ja wielokrotnie, a i tak nic to nie dało. Możesz spróbować z bratem, ale nie wróżę świetnych rezultatów, bo jest on wspierany przez współuzależnioną matkę. Twój brat z dużym prawdopodobieństwem choruje na depresję i powinien trafić do psychiatry. Jednak tylko on może podjąć decyzję by pójść do specjalisty. Zamknięte koło.

Porozmawiaj, jak najbardziej, ale gdy odpowiedź będzie odmowna, odetnij się, bo to strata Twojego czasu i energii. Co więcej, to wspieranie bezwolności Twojego brata.

18

Odp: niedojrzały dorosły brat

Niezwykle trudno czyta mi się te posty, a ten szczególnie:

Wielokropek napisał/a:

Nie mamy racji? Być może. To świadczy wobec tego o nas, wypowiadających się w Twym wątku, nie o Tobie. Skąd więc Twa złość? Znajdź odpowiedź, być może zawiera ważną dla Ciebie informację.

Wybacz, ale w Twych postach nie znalazłam troski ani o rodziców, ani o brata. Nie uważam też "przemawiania do rozumu" za objaw miłości czy chęci pomocy, raczej jako zachowanie osoby, która "wie lepiej". Może mylę się (po raz kolejny), ale gdy faktycznie ktoś ma ochotę wesprzeć drugą osobę, to zastanawia się, czego ta osoba potrzebuje, a jeśli nie zna odpowiedzi, to pyta ją (bo tylko ona wie, inni mogą się tylko domyślać), poprzedziwszy stwierdzeniem o tym, że zależy jej na tej osobie. Tak, wiem, trudno jest niekiedy mówić bliskim o swych uczuciach (no, może z wyjątkiem złości, bo z tym na ogół większość nie ma problemu).

Byłaś wychowana w ten sam sposób co brat. Co Tobie dało siłę, by zrezygnować z toksycznej relacji? Co spowodowało, że zaczęłaś walczyć o siebie? Może w odpowiedziach na te pytania kryje się wskazówka.

Bez przesady. Po kilku zdaniach zostałam oceniona, jakby moje przejęcie się tą sytuacją było nie wyrazem mojej troski, zmartwienia, rosnącego niepokoju, a jako przejaw potrzeby wywyższenia się i pokazania, że ja mam rację? Bo użyłam tego zwrotu? Pewnie o czymś świadczy. Nawet wiem o czym: chcę wiedzieć jak dotrzeć do niego LOGICZNIE. Nie pytam jak go wspierać emocjonalnie, bo ja doskonale sobie zdaję sprawę, że nie jestem w stanie tego robić, to nie moja rola, nie moje zadanie, nie mam na to teraz sił ani ochoty. Znam swoje granice. I tak, wyszłam z pozycji, która "wie lepiej". Mnie to nie dziwi. Chyba tak jest, kiedy bliski robi sobie sam krzywdę, to inni chcą go powstrzymać przed tym dostępnymi środkami. Moje dostępne środki? Rozmowa: przemawianie do rozumu w przeciwieństwie przemówienia do emocji. Wsparcie emocjonalne? Nie w tym momencie.

Z pewnością to naiwne, czekam na jakąś magiczną recepturę jak większość osób tutaj, ale usłyszeć, że w moim podejściu nie widać chęci pomocy czy objawu miłości - trudno się to czyta. Bardzo mnie to poruszyło. Ale być może spojrzę na to innym spojrzeniem gdy nie będę taka zmęczona.

Przyszłam tu nieco bezradna i przestraszona. Taka prawda. To raczej znak, żeby zająć się sobą, a nie innymi.

Dlaczego jestem inna? Cholera wie, czytałam książki, miałam przyjaciół, trafiłam w dobre środowisko, wysłałam się na studia na psychologię, trafiłam w kolejne dobre środowisko, trafiłam na terapię, pracowałam nad sobą. Część - szczęście, część - moja praca.

If you can be anything, be kind.

19

Odp: niedojrzały dorosły brat

Logicznie dotrzeć do osoby, która postępuje zgodnie z emocjami, wbrew rozumowi? Niemożliwe.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

20

Odp: niedojrzały dorosły brat

i z tym się całkiem zgadzam i to do mnie przemawia, dzięki

If you can be anything, be kind.

21

Odp: niedojrzały dorosły brat

Gdy chcę się z kimś porozumieć, mówię jego językiem. wink

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

22

Odp: niedojrzały dorosły brat

Masz całkowitą rację. Pomyślałam sobie, że w ogóle sama też go traktuję jak dziecko.

If you can be anything, be kind.

23

Odp: niedojrzały dorosły brat

Monoceros nic z tym nie da się zrobić póki rodzice nie powiedzą mu spadaj zajmij się sobą. Mu jest tak wygodnie i nic to nie przekona do zmiany. Krótko gdy rodziców zabraknie to albo dorosnie albo wyląduje na ulicy. Tak to wygląda przerabialem to z bratem i jedyne co poskutkowało to przekonanie rodziców do pokazania mu drzwi i usamodzielnienia się.

Udane małżeństwa nie są efektem znalezienia idealnej osoby, lecz kochania niedoskonałego człowieka, którego wybrało się na współmałżonka.
J.Evert

24 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-06-02 10:26:53)

Odp: niedojrzały dorosły brat

Brat to brat. To członek rodziny a dobro takiej osoby nigdy nie jest nam obojetne.

Moja dorosła już siostra, kiedy widzialam, że pakuje się w zły związek po 3 dniach znajomości, dostała ode mnie, podyktowane szczerą troską i lękiem o nią, dość nieprzebrane w słowach rady, i była mi za to wdzięczna.
Widziałam w niej osobę słabsza, nie tak świadoma jak ja, osobę w gorszym położeniu, i czulam się w obowiazku przekazać jej swoją wiedzę, doświadczenie, pozwalając jednocześnie żeby sama podejmowała decyzje ale już świadomie, znając inny punkt widzenia.

Uważam, że rozmowa z bratem, taka empatyczna, wypływające z troski, jest najbardziej na miejscu. 

Nie zmienisz dorosłej osoby na siłę ale skąd wiesz że to, co masz do powiedzenia nie będzie akurat bodźcem do zmiany?

25

Odp: niedojrzały dorosły brat

Wracam tutaj po długim czasie, przeczytałam ten wątek jeszcze raz, żeby się wesprzeć w tym, że próby "przemawiania do rozsądku" to droga donikąd.
U mojego brata nic się nie zmieniło jeśli chodzi o zachowanie, tylko jego stan się pogarsza, a ja już nawet nie mam ochoty z nim rozmawiać. Boję się o niego, jestem na niego wściekła, mam do niego żal. Dlatego zarzuciłam kontakt, co powoduje we mnie jeszcze dodatkowo poczucie winy, że porzuciłam brata.
Po waszych wypowiedziach postanowiłam go zapytać, jak to jest, że on właśnie o siebie nie zadba. Był rozbrająco szczery, że chce, że wcale nie chce być u rodziców, i że próbuje, ale ciągle coś jest nie tak, ten lekarz konował, tamten przepisał złe leki, tutaj 18 miesięcy oczekiwania na miejsce, do tamtego lekarza też kolejka... I że on by chciał, ale nie działa. I pomyślałam, że nie mogę załatwić za niego tych rzeczy, ale chociaż będę przy nim, zapytam jak się ma, podpowiem, gdzie może zadzwonić, podwiozę jak będzie potrzeba... Ale zmęczyła mnie ta rola.
Gdzieś po drodze moje rozmowy z nim zaczęły sprawiać mi taką trudność, że przestałam dzwonić. On nigdy sam z siebie tego nie robił. Może to źle, może powinnam mu pomagać, być przy nim, on nie ma nikogo poza rodzicami, nawet z nikim nie rozmawia, nie ma znajomych żadnych. Źle się z tym czuję. Ale nasze rozmowy były tylko o tym, jakie on leki bierze i jaki lekarz go ostatnio zdenerwował, co nie wyszło, jaką wizytę odwołali i co nowego u niego szwankuje... Brakuje mi już empatii na to sad
I zjada mnie to w środku, bo już nie chcę mieć z nim relacji jako z "chorym bratem", chciałabym z nim iść na piwo albo do parku, odwiedzić go gdzieś, zaprosić do siebie... Nie idzie mi akceptacja tego stanu.

If you can be anything, be kind.

26

Odp: niedojrzały dorosły brat

mam podobnie z ojcem.  Też niewiele mogę zrobić. Totalnie nieodpowiedzialny czlowiek. I w dodatku alkoholik. Z jednej strony mu pomagam, co tydzien jestem u niego, robię zakupy, przynoszę obiad, piorę i wódkę kupuję.  Oczywiście za jego pieniądze. Z drugiej nie cierpię go za to, jaki jest i najchętniej zostawiłabym go samemu sobie. Ale sumienie mi nie pozwala. Nie czuję żadnego moralnego obowiązku wobec niego. Nigdy mi nie pomógł tak naprawdę w niczym i nigdy się nie interesował mną, odkąd rozstali się z matką, gdy miałam 6 lat. To ja podtrzymywałam kontakt. Potem już tylko na święta go zapraszałam... Przypominał sobie o mnie głownie, gdy potrzebował pomocy, czyli pieniędzy.
Wstyd mi, że mam takiego ojca. To pomaganie mu psychicznie mnie męczy. Ale gdybym mu nie pomagała, męczyłoby mnie to jeszcze bardziej. Jestem w kropce. Czekam aż umrze i sprawa się rozwiąże.

27 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2020-12-20 08:50:56)

Odp: niedojrzały dorosły brat

mialam duze problemy zdrowotne,z zatokami i zębami,lekarz usuwajac skaleczyl mi zatoke, potem goilo sie pol roku i bolalo po zaszyciu.
wszystko prywatnie bo jest pandemia i nie poszlam na nfz,bylam w stanie brac kredyty,poza tym mam bruksizm i lamią mi się zeby,kruszą.
wydalam z 4-5tys od marca na jeden ząb do wrzesnia.
szkoda ze brat nie moze pousuwac tych chorych zebow i byc ewentualnie bez nich,bo zatok nie wyleczy bez zdrowych zebow, a kanalowe kosztuje najtaniej tysiac zl za sztuke.miala kilka rtg i 3tomografie,kazda po kilkaset zl. eh temat rzeka...

'Netkobiety są kompasem w moim życiu'

"mam czas dla każdego absurdu"

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » niedojrzały dorosły brat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021