netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

20 odpowiedzi2 661 wyświetleńzałożony przez muffin2933, 21.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Witajcie,

jestem tu po raz pierwszy, szukam pomocy w ocenie mojej sytuacji, wskazania drogi, dodania otuchy......, ale od początku.

Pochodzę z dobrego domu, matka pracująca, opiekująca się dziećmi, ojciec zarabiał całe życie i łożył na rodzinę lecz poza tym nie miał wkładu w nasze wychowanie. Pamiętam po pracy zawsze ciepły obiad, spanko, bo zmęczony i piwo. Miał problem z alkoholem, do dziś ma choć mama i on sam uważają, że poprostu piwo lubi - uważam inaczej, bo np majac grypę jest mocna ocena co do leków no bo przecież piwa nie można się napić, każda impreza zakończona była powrotem do domu z mamą za kierownicą itd. To nie jest tak, że większość czasu pijany, nie, zdarzało się lecz w większości wielka kultura natomiast to piwo to zawsze był nieodłączny element. Pomyślicie pewnie straszne rzeczy o naszych relacjach.... . Nie, mam z tata super kontakt, rozumiem się z nim lepiej niż z mamą, z uwagi na mocne charaktery relacja z mamą jest napięta jednak kocham moich rodziców, praktykujących katolików przekonanych o wyższości naszej wiary i wszystkiego co się z tym wiąże. Ja-inteligentna, mądra, wykształcona (wykształcenie pedagogiczno-psychologiczne o zgrozo), silna, piękna kobieta w średnim wieku, obecnie nie jestem czynna zawodowo, przerwałam z uwagi na dziecko kilka miesięcy temu, wcześniej byłam. On - pochodzi z tzw. trudnego domu, matka nieżyjąca (samobójstwo), ojciec alkoholik. Mąż zajmował się domem i swoim młodszym bratem od lat. Podobało mi się, ze jest opiekuńczy, zaradny choć widziałam jego wady, tłumaczyłam sobie jednak, że przecież kocha i cokolwiek by się nie działo, miłość przezwycięży wszystko, przynajmniej mnie nie zostawi jak poprzedni.

Poznaliśmy się gdy miałam 20 lat, byłam po 3letnim nieudanym związku ze zranioną duszą. Mąż nigdy nie był gentelmanem-przerywał innym w czasie rozmowy, nieprawdomówny, bajkopisarz, nauczyłam go trochę, pracowałam nad nim, ale był i jest szalenie dobrym człowiekiem (pomocny, ciężko pracował, nie tzw. leń). Potrafił bardzo ranić słowami w momencie dla siebie dogodnym, myslę sobie, ze może nawet nieintencjonalnie. Boi się odpowiedzialności gdy coś idzie źle, przeklina, podnosi głos bardzo często. Po jakiś 2 miesiącach euforii, doszłam do wniosku, ze nie chcę takiego chłopaka, pamiętam, gdy mu to powiedziałam zaczął krzyczeć, żebym sobie nie myślała, ze jestem jakąś księżniczką i nikt nie będzie się nade mną użalać więc mam nie wymyślać, przecież nie chcę chyba być sama z tym swoim okropnym sarkastycznym tonem. Zostałam, uznałam jak już pisałam, że jak kocha to się ułoży. Po 6msc oświadczyny, przyjęte - żal/litość/wiara, ze trzeba się 'dotrzeć' co mówiła mama, nast. 1.5 roku ślub, ciąża (mamy jedno dziecko). Myślę, ze nigdy nie byłam tak naprawdę szczęśliwa natomiast nie powiem, żebym narzekała, ot bywało lepiej czy gorzej, gdy żaliłam się mamie wpajała mi, ze oni tacy są, trzeba to zaakceptować, ze mężczyzna to gatunek głupszy, niemyślący, a my jesteśmy strażniczkami domowego ogniska i to my się musimy wszystkim zaopiekować, naszym mężem też. Mogłabym pisać i pisać, nakreśliłam trochę temat, ale do rzeczy. Sytuacje niepokojące z dawnych lat aż po dziś dzień.

1. Poznawanie się, ślub, pierwsze lata małżeństwa

- pretensje i przekleństwa nt mojej edukacji, w jego mniemaniu był pantoflarzem, że pozwolił mi studiować (rodzice płacili jako, ze miałam wtedy 19-20lat),miałam siedzieć na tyłku w domu i zajmować się nim,

-kiedy nie chciałam kupić obrączek takich jak chciał on krzyczał na środku ulicy w biały dzień, ze jak tak będę wymyślać to mi założy drut na palec i takie będą obrączki, a nie księżniczka chce niewiadomo czego,

-przez pierwsze lata nie zajmował się dzieckiem, 5 minut i wkładał córkę w moje ręce, robił wyrzuty nt zakupów dla dziecka, ze nie potrzebuje np. tylu kaftaników (kupowałam tylko by były na zmianę)

- początkowo bardzo duże wyrzuty o pienądze, na co wydałam, on mi daje wszystkie wiec chce wiedzieć czemu już się  kończą(jestem bardzo gospodarną i oszczędną osobą, to on jest raczej lekkoduchem),

- jak mnie zobaczył w sukni ślubnej powiedział, ze może być, ale wolałby bardziej kręcone włosy, może nic poważnego, ale niezbyt przyjemne usłyszeć w dniu ślubu od przyszłego małżonka,

- wizyta u znajomych których za bardzo nie mieliśmy, na dłuższą metę nie miał przyjaciół, ludzie od niego stronili (poza kumplami z którymi zawsze można było iść do pubu czy na imprezę), za dużo wypitego alkoholu i opowiadanie o naszym beznadziejnym jego zdaniem życiu erotycznym, dodam byłam tuż po porodzie,

- generalnie jego zachowanie spowodowało, ze brakowało mi wiary w siebie, na każde pytanie koleżanek np. na studiach 'o, ładna sukienka, podoba ci się?' odpowiadałam'no nie wiem, mężowi by się raczej nie podobała', raz usłyszałam w odpowiedzi, ze przecież nie o męża pyta tylko moje zdanie,

- przemoc seksualna, bez bicia coprawda i siniaków, ale zmuszanie do czynności seksualnych 'na życzenie', nawet tych które były dla mnie bolesne, niezgodne z moimi przekonaniami, używanie siły, by np. zatrzymać mnie na moment dłużej dla jego przyjemności (inny rodzaj seksu, niestandardowy, myślę, ze każdy wie bez wchodzenia w szczegóły). Gdy po wszystkim chciałam tłumaczyć i rozmawiać on zaczynał swoje sarkastyczne uwagi, ja odchodziłam i spałam w 2 pokoju to on specjalnie kontynuował, niby do siebie, ale tak żebym słyszała.

2. Ok 4-5 lat po zawarciu małżeństwa

- stałam się mocniejsza, bardziej dbałam o moje 'ja', umiałam się 'postawić' co zwiększało jego bezczelność np. pretensje i żale do wszystkich naokoło jaka jestem zła, źle gotuje (to nie była moje mocna strona lecz nigdy głodny nie chodził, dbałam o niego), w związku z tym, ze nasza córka była bardzo poważnie chora liczne wyjazdy, szpitale, leczenia, on albo pracował, co rozumiałam, albo mówił, ze mam sama jechać bo jest zmęczony, bez mrugnięcia okiem zbierałam się, bo wiedziałam, ze nie mam co na niego liczyć,

-naśmiewanie się i szydzenie ze mnie z kolegami w pracy (mojego wyglądu i figury, rozmiar w tamtym czasie to 40-42), śmianie się np. przy bliskich, ze mi zrobi dietę, przypnie do samochodu i będę biegać, ale pokazywanie zdjęć kobiet w większych rozmiarach i szydzenie ' o zobacz kochanie, już ci niewiele brakuje',

- bezustanne wmawianie, że np przeze mnie i 'nasze podróże' - moje i córki, leczenie, nie może sobie kupić upragnionego samochodu,

- generalnie nigdy nie słuchał mojego głosu w dyskusji, zawsze miał coś lepszego do powiedzenia, mądrzejszego.. .

3. Teraz

- gdy było tragicznie zaproponowałam terapię dla małżeństw, powiedział, że nie jest 'debilem'

- w maju zeszłego roku przestałam się łudzić, od tamtego czasu już nie próbuję nas naprawić, staram się tylko stworzyć w miarę szczęśliwy dom dla córki która jest naszych oczkiem w głowie, jego także (po kilku latach się obudził), ale czuję, ze utknęłam, gdy mówię otwarcie o separacji, co próbowałam, ale obiecywał na kolanach także wróciłam po 2 mscach, on wykrzykuje, ze mam iść, on sobie będzie zarabiał, bawił się ,mi zapłaci alimenty, ale wieczorem jak gdyby nigdy nic chce się przytulać, uprawiać sex, moja mama cały czas 'wybiela' jego występki, nawet wtedy gdy opowiada jej o tym jej wnuczka, a nasza córka, nie mogę wiec na nią liczyć choć jest jedyną osobą z którą mam kontakt, nie mam nikogo oprócz niej, mąż nie lubi i nie chce mnie wypuszczać gdziekolwiek, jeśli się tak wydarzy, kontroluje i jest zaborczy, przed wyjazdem w obecności dziecka powiedział np. ze on sobie mysli, że ja tam będę go zdradzać z różnymi mężczyznami (nie wiedziałam czy mam wstać i go spoliczkować czy zachować fason i zmienić ton rozmowy dla niepoznaki córki),

- wyrzuty nt tego, ze np wszystkie kobiety pracują i zajmują się domem a ja nie pracuje tylko idę na studia znów (podyplomowe, nowe kwalifikacje z racji tego, ze w miejscu gdzie mieszkamy nie mam szans na pracę w zawodzie, muszę także być w domu z uwagi na córkę, mieszkamy w tzw. 'push area' - Uk, on nieregulowane czasy pracy wiec ja muszę dbać o wszystko i być na miejscu, dodatkowa opieka z racji godzin nie wchodzi w grę),

- potrafi np. namawiać mnie na zakup czegoś, ja mówię że to dużo, może poczekajmy jeszcze, on że nie, chciałam to od dawna spokojnie mogę kupić (jest taki w zależności od humoru), kupujemy w rezultacie nawet trochę taniej, po czym na nast. dzień o nagle mówi o poważniejszym zakupie na 'już', ja na to, ze to dużo, nie planowaliśmy itd. a on, ze jakoś wczorajszy zakup nie był niezbędny i nie miałam z nim problemu.

Dbam o dom, piorę, gotuję, sprzątam, zajmuje się rachunkami, listami, inspekcjami, urząd skarbowy, dbam o dziecko itd., on zarabia.
To nie jest tak, ze same wady, potrafi zająć się czasem dzieckiem-rower, rolki, lody, spacer, plac zabaw jednak jak jest coś nie po jego myśli to zastrasza córkę np. 'ok, w takim razie koniec z .....lodami, grami, zakupami, sama nauka i czytanie'. Nie słucha moich grzecznych i kulturalnych wskazówek. Ale on nie słucha. Ostatnio krzyczał podczas obiadu w obecności dziecka i do dziecka, że ma nienormalną chorą matkę wariatkę i jej matka powinna się leczyć. Ja w większości jestem spokojna, opanowana natomiast staram się dbać o swoje 'ja', nie jestem cicho, nie boję się go i w większości daję radę. Przyznam jednak, iż kilka razy gdy doprowadził mnie do skrajności, nie wytrzymałam i go spoliczkowałam. Powiedziałam, że idiotę to może ze mnie robić, przywykłam, ale nie przy dziecku. Chronię ją bo wiem, ze ona ma tylko mnie.  Czy jest złym człowiekiem?! Nie, jest szalenie pracowity, obecnie, gdy trzeba coś załatwić, gdzieś podjechać<ja nie mam prawo jazdy> mogę liczyć na jego czynną pomoc, coś naprawić itd. Jednak gdy nie jest mu to na rękę, to wymawia się pracą.

Nie boję się go, walczę z nim, chciałabym odejść, ale jestem sama, nie mam tak naprawdę z czym, zaplanowałam, że jakoś jeszcze rok wytrzymam dopóki nie skończę studiów, wtedy zawiozę córkę do mamy na wakacje, a sama wynajmę mieszkanie, znajdę pracę itd. Potrzebuję środków i perspektyw, bo wyprowadzka będzie do całkiem innego miasta (miasta w którym mieszkaliśmy przez lata, które znam). Jego i tak nie ma całymi dniami, jestem sama więc jakoś może dam rady. Jednak nie jestem pewna, mam mętlik w głowie, on w większości jest takim chamem po to by za moment być miłym i słodkim. Myślę, że już go nie kocham, nie ma zaufania - niespełnione obietnice itd. To nie jest związek, zyjemy obok siebie, nie ze sobą. Powiedzcie co o tym sadzicie. Czy to przemoc? Nie wiem jak się odnieść do mojego związku, nie wiem co robić, jak. Podpowiedzcie. Z góry dziękuję za każdą, nawet najmniejszą pomoc, wsparcie. Pozdrawiam

2

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Wiedziałaś co brałaś. Dobrze wiesz z kim Ci przyszło żyć i dobrze wiesz, co zrobić, aby być naprawdę szczęśliwa.

Postanowiłaś już co zrobisz, więc to zrób. Walcz o siebie póki możesz.

3

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Czy wiedziałam?! wierzyłam ślepo w miłość, tak, widziałam jak się sprawy mają lecz wierzyłam, ze go zmienię. Postanowiłam już dawno, ale nie jestem pewna, motam się pomiędzy jego humorami, wierzę w siebie gdy jest źle, a gdy dobrze to zastanawiam się nad tym, czy aby na pewno mam rację...ciągła huśtawka. Dziękuję za odpowiedź.

4

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Każda czynność, słowo, gest które Cię ranią jest przemocą.

Strasznie smutne jest to co piszesz.

Nie jest łatwo odejść od kogoś kto Cię utrzymuje. Dąż do tego co zaplanowałaś. Musisz mieć pieniądze i mieszkanie by mogło mieszkać z Tobą dziecko. Podczas rozwodu możesz starać się na alimenty na utrzymanie dziecka.

5

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
muffin2933 napisał/a:

lecz wierzyłam, ze go zmienię.

To był podstawowy błąd i dobrze o tym wiesz. NIKOGO nie można zmienić jeśli dana osoba SAMA nie chce się zmienić. Pobawiłaś się w Matkę Teresę, ale teraz widzisz, że to nie ma najmniejszego sensu.
Teraz jest czas, aby to zmienić.

6 Ostatnio edytowany przez muffin2933 (2014-07-21 13:31:58)

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
Teo napisał/a:
muffin2933 napisał/a:

lecz wierzyłam, ze go zmienię.

To był podstawowy błąd i dobrze o tym wiesz. NIKOGO nie można zmienić jeśli dana osoba SAMA nie chce się zmienić. Pobawiłaś się w Matkę Teresę, ale teraz widzisz, że to nie ma najmniejszego sensu.
Teraz jest czas, aby to zmienić.

Tak, powolutku zaczynałam rozumieć cały ten mechanizm. Nie powiem, jest innym człowiekiem niż wcześniej, lepszym, ale dużo rzeczy zostało i jest powielanych, powtarzanych do dnia dzisiejszego. Już nie wychodzi z kolegami, nie pije, potrafi się w miarę ogarnąć w towarzystwie natomiast to ciągle jest ogromna przepaść, przestrzeń dzieląca to, co powinno być w związku, a jest naprawdę . Dziękuję Teo

7

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
FollowMe napisał/a:

Każda czynność, słowo, gest które Cię ranią jest przemocą.

Strasznie smutne jest to co piszesz.

Nie jest łatwo odejść od kogoś kto Cię utrzymuje. Dąż do tego co zaplanowałaś. Musisz mieć pieniądze i mieszkanie by mogło mieszkać z Tobą dziecko. Podczas rozwodu możesz starać się na alimenty na utrzymanie dziecka.

Zdaję sobie z tego sprawę wiec nie unoszę się honorem, wiem jak sprawa wygląda, czy mi się podoba czy nie muszę wytrzymać. Dziękuję FollowMe

8

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Po pierwsze to facet musi miec szacunek dla swojej kobiety bez tego nie ma co z gburem sie wiazac.
Alkohol przemoc slowna fizyczna czy nawet glupie docinki odzywki to juz jest powod do niepokoju i zastanowienia sie nad istnieniem zwiazku a co dopiero zakladaniu rodziny.
Wazna jest z jakiej rodziny wywodzi sie owy wybranek bo jak jest tam alkohol a matka akceptuje to to za pare lat zaakceptuje alkohol u syna i sytuacja sie powtorzy on bedzie powielal zycie rodzicow.
Szkoda ze wybaczalas ze chcialas z takim kims byc i wogole wiazac sie bo ja bym uciekla.
Ja napisalam swoj post pod tytulem "skad sie biora toksyczne zwiazki" inni mnie zrugali drudzy wysmiali a inni nie mieli zdania.....ja przynajmniej mam spokojne zycie bez problemow i jak pewien pan napisal ze hormony w ciazy mi szwankuja i temu wypisuje glupoty to nie zwracam uwagi na to bo to zwykly samiec ktory pewnie posiada te same zdolnosci interpersonalne co inni.
Uciekja dziewczyno uciekaj to moja rada ....a na przyszlosc zwiaz sie z "ciepla klucha" przynajmniej zaden debil nie bedzie ci proponowal extremalnego sexu i wydziwial w lozku jak chce to niech idzie i niech sobie zaplaci za extreme.

9

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Wpisz do wyszukiwarki "Moje dwie głowy".
Poczytaj blog i książkę. Myślę że pomoże Ci to uporządkować się, bo jest pisane przez kobietę, która przeszła podobną historię co Ty.

10

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Szanowna Pani. Ojciec nie mający wkładu w wychowanie dzieci, nadużywający alkoholu ? to z pewnością dobry dom ? jak to określiłaś. No bo przecież nie bił, a mógł. Bo alkoholik bije, a jak nie bije to wspaniały ten tata. Nie angażował się w wychowanie, więc nic nie popsuł, bo nic nie robił. Więc wspaniały był. Mama jest ta zła, bo kazała robić to i tamto. Myć się kazała albo i posprzątać. A tata w doopie to miał. Uwaliłaś się w kałuży ? a co tam. Nie chciałaś czegoś jeść ? to nie jedz. Taki dobry kochany wyrauszowany tatuś.
Alkohol? To jest meritum sprawy, to jest Twoje dzieciństwo. Dlaczego tak się tego uczepiłem? Mogłaś w poście tyle rzeczy napisać o swojej młodości, mogłaś napisać więcej bądź mniej. Napisałaś mniej ? czyli najważniejsze. I co z tego wyszło? Alkohol i pozostawienie Cię samopas.
I ta porąbana hierarchia jaką wyniosłaś z domu ?owocuje? tym co piszesz. Ot, przykład z brzegu: ?Czy jest złym człowiekiem?! Nie, jest szalenie pracowity? i w innym miejscu ?Przyznam jednak, iż kilka razy gdy doprowadził mnie do skrajności, nie wytrzymałam i go spoliczkowałam?.
Chcesz wiedzieć ? zgodnie z zapytaniem - co o tym sądzę? Ja uważam, że jesteś we wspaniały związku. Bo przecież oprócz tego, że nawyzywa Cię od ?szmat? to naprawi dziecku rower. Przecież to facet-marzenie. Kontroluje Cię, trzyma w domu, wmiawia zdradę, zmusza do seksu, ale potrafi się również pobawić z dzieckiem. Czego jeszcze zatem Ci brakuje? Masz jakieś dylematy?
Jesteś naprawdę psychologiem? Ty mu nie proponuj terapii tylko najpierw za samą sobie się weź, bo jeżeli Ty nie widzisz tego co się dzieje w Twoim życiu i jeszcze się pytasz, czy aby coś jest nie tak ? to Tobie należy się terapia w pierwszej kolejności. Tylko jeżeli mógłbym zasugerować ? terapia nie u absolwenta uczelni, którą skończyłaś.

11

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Gdybym nie miała problemu to by mnie tu nie było. Zdaję sobie sprawę, że nie jest tak jak być powinno, ale pewne rzeczy mam zakodowane tak więc szukam opinii, pomocy, chcę to zmienić. I na litość boską, czytanie ze zrozumieniem, gdzie napisałam, że jestem psychologiem?! Mama? Nie, nie dlatego brak porozumienia, problemy miedzy nami bo to właśnie do niej jako pierwszej zwr?ciłam się o pomoc, a jej nie otrzymałam (usłyszałam że nie jest tak zle, inni maja gorzej, mam super męża). I proszę o łagodniejszy ton na przyszłość i nie zapędzanie się w ocenach nie mając wszystkich danych. Za resztę wypowiedzi dziękuję, już zabieram się za wyszukiwanie lektury :-) Pozdrawiam.

12

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
muffin2933 napisał/a:

Gdybym nie miała problemu to by mnie tu nie było. Zdaję sobie sprawę, że nie jest tak jak być powinno, ale pewne rzeczy mam zakodowane tak więc szukam opinii, pomocy, chcę to zmienić. I na litość boską, czytanie ze zrozumieniem, gdzie napisałam, że jestem psychologiem?! Mama? Nie, nie dlatego brak porozumienia, problemy miedzy nami bo to właśnie do niej jako pierwszej zwr?ciłam się o pomoc, a jej nie otrzymałam (usłyszałam że nie jest tak zle, inni maja gorzej, mam super męża). I proszę o łagodniejszy ton na przyszłość i nie zapędzanie się w ocenach nie mając wszystkich danych. Za resztę wypowiedzi dziękuję, już zabieram się za wyszukiwanie lektury :-) Pozdrawiam.

To podaj nam wszystkie dane, proste.

Nie będę pisać, że jesteś DDD, czy DDA, czy inne "literki", bo to jest swoiste usprawiedliwienie, jak dysleksja - mam stwierdzoną więc już się uczyć pisać poprawnie nie będę, bo po co.

Wiesz doskonale co masz zrobić, ale tego nie robisz, tylko pytasz się, czy warto przy nim zostać. Twoje życie i zrobisz z nim co chcesz i możesz zrobić dosłownie WSZYSTKO.
Niesamowite, nie? WSZYSTKO!

13 Ostatnio edytowany przez muffin2933 (2014-07-22 11:08:46)

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Z tymi danymi nie tak prosto...musiałabym całe życie opisywać, sytuacje, proszę o zrozumienie i jeszcze jedno, Teo, twoje posty bardzo dobitne, nie jesteś 'słodką' osobą, ale ja je bardzo lubię, dają tzw. kopa - dziękuję.

14

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
muffin2933 napisał/a:

Z tymi danymi nie tak prosto...musiałabym całe życie opisywać, sytuacje, proszę o zrozumienie i jeszcze jedno, Teo, twoje posty bardzo dobitne, nie jesteś 'słodką' osobą, ale ja je bardzo lubię, dają tzw. kopa - dziękuję.

Jestem przesłodka i cudowna, jak wiem, że warto smile

Wiesz co, ja zwyczajnie nie lubie pierdzielenia i nadmuchiwania problemu. Można się czasem popieścić i poużalać nad sobą, każdemu to potrzebne, ale jak się to przeciąga w nieskończoność, to ja protestuję. Kiedyś psycholog mi powiedział, że życie jest proste, tylko ludzie sobie je utrudniają i to jest prawda. Sami sie wiążemy i sami się plączemy w niewidzialne liny, a potem nie wiemy, co zrobić.
Sama uświadomiłam sobie, że moje życie jest moim życiem i tylko ja mam na nie rzeczywisty wpływ.
Życie jest za krótkie, aby marwtić się o wszystkich i o wszystko, aby pomagać wszystkim i doradzać i nawracać, to nie ma sensu.
Mam wokół siebie najbliższych, na których mi zależy i im zawsze chętnie doradzę czy pomogę, ale jeśli ktoś nie chce, nie slucha i robi po swojemu, to przecież ja na siłę nie będę mu wciskać prawd objawionych, bo każdy swój mózg podobno ma.

15

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Teo absolutnie się z tobą zgadzam, bardzo logiczne podejście czasem tylko.... (proszę powstrzymać się od niemiłych i szyderczych komentarzy) żal człowieka. Ale wiem, że to moje głupie podejście i to ja mam przede wszystkim problem, bo mimo, że doświadczenia bolesne to ciągle ktoś inny na pierwszym miejscu, a moje uczucia spychane na koniec. Smutne, ale prawdziwe. Trzeba zacząć myśleć o sobie, bez dwóch zdań - już zaczęłam i mam zamiar kontynuować.

16

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
muffin2933 napisał/a:

Teoczasem tylko.... [...] żal człowieka.

Tak, żal człowieka. Czy zdajesz sobie sprawę, że TY też JESTEŚ człowiekiem? Nie żal Ci siebie?

17

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
Teo napisał/a:
muffin2933 napisał/a:

Teoczasem tylko.... [...] żal człowieka.

Tak, żal człowieka. Czy zdajesz sobie sprawę, że TY też JESTEŚ człowiekiem? Nie żal Ci siebie?

Oczywiście, że żal z tym, ze tylko w teorii, bo w praktyce to mimo iz staram się mysleć o sobie ciągle daję się wplątywać w to smieszne poczucie winy - non stop słyszę od męża "co ja mam czuć, mysleć, robić, jak możesz....'. Wkońcu zapytałam więc: 'czy ty choć raz zapytałeś przez 10 lat co ja czułam/czuję, myslałeś, dlaczego twoje obietnice były puste, bez pokrycia?'. A on mi na to odwraca kota ogonem, że jak on sie teraz czuje itd, co robimy, jak to naprawić. Powiedziałam tylko, że miał szansę...10 lat, już dość. Ręce opadają. Nie mam możliwości odejścia już teraz, tak jak stoję, zaplanowałam wszystko, ale przyznam, że trudno pod jednym dachem wytrzymać, bo ciągle otrzymuję jedne i te same dręczące pytania, odpowiadam na nie tylko po to by znów usłyszeć to samo. Dręczy, znęca się psychicznie, pytaniami, stwierdzeniami, że np zostawi mnie z wszystkim i pójdzie bo on nic nie potrzebuje, on nie umie sam spać i mnie woła cały czas, nie słyszy mojego 'nie', wczoraj myslałam, ze sie nie umyję, bo ciagle co otwierałam drzwi do łazienki to znów miał do przekazania jakąś 'złotą myśl'. Nie boję się go - w sensie fizycznym, ale tak sobie myslę, ze np moja nadwrażliwość na nawet najmniejsze, niespodziewane hałasy, skądś się wzięła (każdy, nawet mały, stuk, łopot, szelest i strach momentalnie), ahh, szkoda gadać.

18

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji
muffin2933 napisał/a:
Teo napisał/a:
muffin2933 napisał/a:

Teoczasem tylko.... [...] żal człowieka.

Tak, żal człowieka. Czy zdajesz sobie sprawę, że TY też JESTEŚ człowiekiem? Nie żal Ci siebie?

Oczywiście, że żal z tym, ze tylko w teorii, bo w praktyce to mimo iz staram się mysleć o sobie ciągle daję się wplątywać w to smieszne poczucie winy - non stop słyszę od męża "co ja mam czuć, mysleć, robić, jak możesz....'. Wkońcu zapytałam więc: 'czy ty choć raz zapytałeś przez 10 lat co ja czułam/czuję, myslałeś, dlaczego twoje obietnice były puste, bez pokrycia?'. A on mi na to odwraca kota ogonem, że jak on sie teraz czuje itd, co robimy, jak to naprawić. Powiedziałam tylko, że miał szansę...10 lat, już dość. Ręce opadają. Nie mam możliwości odejścia już teraz, tak jak stoję, zaplanowałam wszystko, ale przyznam, że trudno pod jednym dachem wytrzymać, bo ciągle otrzymuję jedne i te same dręczące pytania, odpowiadam na nie tylko po to by znów usłyszeć to samo. Dręczy, znęca się psychicznie, pytaniami, stwierdzeniami, że np zostawi mnie z wszystkim i pójdzie bo on nic nie potrzebuje, on nie umie sam spać i mnie woła cały czas, nie słyszy mojego 'nie', wczoraj myslałam, ze sie nie umyję, bo ciagle co otwierałam drzwi do łazienki to znów miał do przekazania jakąś 'złotą myśl'. Nie boję się go - w sensie fizycznym, ale tak sobie myslę, ze np moja nadwrażliwość na nawet najmniejsze, niespodziewane hałasy, skądś się wzięła (każdy, nawet mały, stuk, łopot, szelest i strach momentalnie), ahh, szkoda gadać.

Sama widzisz, ze Cię dręczy. Stosuj metodę zdartej płyty - czyli powtarzaj to samo bez zmiany tonu głosu, a potem nie mów nic. Milknij, nie zwracaj uwagi, nie reaguj. Olej go najzwyczajniej w świecie i pamiętaj, to nie jest Twoja wina więc poczucia winy nie musisz czuć.

19

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Staram sie olewać, ale jest to trudne.Teraz przyjął taktykę biednego, pokrzywdzonego i szalenie kochającego/doceniającego męża. Pamiętam jak mu rok temu obiecywał prwie na kolanach, ze ten ost raz - wtedy -mam mu dać szansę, jak nie to on mi pozwoli odejść, znów gów.. zrobił i teraz ten sam scenariusz. Na dodatek rozmawiałam wczoraj z mamą i jestem załamana. W głowie mi sie nie mieści jak mozna być taką sosbą-po wysłuchaniu mnie powiedział , że to nie koniec, trzeba wyjaśnień, trzeba działać i coś zrobić, ratować związek, znów zaczyna mnie mamić tym pierd....ym psychologiem co mu niby pomoże na 1 wyzycie, mówi, że mnie nie wini, ale kobiety maja większe problemy i walczą o związek, jak to sobie wyobrażam itd. Oczywiście wszystko na podniesionym, oskarżycielskim tonie.Mam dość. Wstyd by mi było będąc taką dla swojego dziecka sad Jestem sama, wszyscy przeciwko i to chyba boli najbardziej.

20 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-07-24 20:28:30)

Odp: Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Dobra nie przeczytałam całości bo to nie na moje nerwy. Ale generalnie powiem tak kobieto co ty z takim pustym, nic nie wartym, głupim debilem jeszcze robisz. Co to za niewartościowy człowiek ja takiego to był w puch rozniosła w pierwszym starciu!!!!!
Ku... jakby mi tak mąż studia wypomniał to by się chyba w lustrz nie poznał. A ten twój głupiec  Skoro sam nie ma to nazwałabym go nic nie wartą życiowa ciupą który do kobiety z wykształceniem wyższym powinien mówić pani. Jakby mi ktoś powiedział, ze bo ja Ci pozwoliłem studiować to bym  powiedziała masz 5 sekund na to żeby to odszczekać, bo za chwile to ja Ci nie pozwolę zębów i godności zachować!!!!!!
A co do obrączek ja to już wtedy bym powiedziała: ty nic nie warta pusta świnio mam Cię w d... Cb i ślub z takim śmieciem jak ty!!!! Tak bym powiedziała i wyszła. U mnie ktoś taki był by kompletnym zerem be żadnych szans. Obrączki  to rzecz święta i ma niezależnie od kosztów, i wszystkiego ma być elegancka, ma się podobać!!!!!

Co do tego, ze sie drze, ze pyskuje, oj chyba ma za miękką zonę bo ja jakbym w furię wpadła to by miał problem fizyczny i psychiczny. Jej jak ja takich debili nie lubię!!!! Ja feministka nie toleruję. To przykład klasycznej świni, klasycznego zera osoby godne linczu przez feministki. Jak w ogóle mogłaś się z kimś takim zadawać, ja kogoś takiego to bym kijem nie dotknęła.
Ty kobieta wykształcona z takim nikim?!!! Zastanów się co Ci takie zero może zaoferować, już Ci życie zniszczył.
Ten twój ojciec to super gość, nawet jeżeli lubi wypić, ale zachowuje się w porządku. A ten mąż to przykład klasycznej życiowej ciapy, życiowego nieudacznika, który jest nic nie warty, żadnej szans, beznadziejny człowiek na całkiem straconej pozycji.

Przepraszam, za te słowa i jak się uniosłam ale jak słyszę o takich zerach i o tym jakie wyrozumiałe sa niektóre obiety, to mnie szlak trafia. KOBIETY SZANUJCIE SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jej kobieto za dobra i za delikatna jesteś ja takiego pustaka to bym co najmniej psychicznie wykończyła.
Wez mu jeszcze dzisiaj  te obrączki rzuć w twarz i powiedz a wez se te swoje badziewia w d... wsadź, żadnej wartości nie mają ani finansowej ani nawet sentymentalniej. widzisz głupcze jakie z Cb zero????? nawet na obrączki Cie nie stać. Dokuczaj mu wywyższaj się, ulżyj sobie za te lata, zasługuje na wszystko co najgorsze. A ty wyroluj dziada, zabierz wszystko, podaj o alimenty, wygoń z domu, wsadz do wiezienia za znęcanie i jeszcze dziecko nabuntuj, bo taki człowiek to w ogóle nie zasługuje na miano męża i ojca. A ty bez niego żyj pełnią życia, korzystaj ile się da!!!!!!

Ten gość jest w ogóle nieżyciowy i całkiem beznadziejny przypadek ale sytuacja z obrczkami to już przegięcie na cąłej lini, ja isę zastanawiam dlaczego ty wtedy nie zerwałaś przecież jakby mi tak facet powiedziała to bym zmieszła z błotem, dala w pysk i traktowął jak śmiecia. Sorry ale dla takich to ja żadnego szacunku nie mam. Zachował się jak dno kompletne zero, jak ktoś się tak zachowa to już wiadomo ze w gole jet g... śmierdzącym i szkoda na niego tracić czasu. Mi ot się w głowie nie mieści.
Moje panie dla ,,chamów'' tego typu zero litości, zero wyrozumiałości zero litości. Tylko ostry lincz!!!!  Bo jak ktoś już był tak beznadziejnie głupi to nigdy się nie zmieni.
Albo z tymi obrączkami to lepiej było wejść do jubilera i powiedizec poprosilibyśmy jakiś najtańszy drut, bo ten ot tu gołodupiec nawet na najtańsze obrączki nie ma  pieniędzy, to w ogóle takie zero, zę proszę mu dać najgorszy towar bo to bez gust i tak się nie połapie. Ja to bym mu takiej przysłowiowej wiochy zrobiła, że psychicznie by sie wykończył. Kobieto ty mu nie możesz odpuścić to co on zrobił, nawet nie wiem jak w ogóle tacy faceci mogą istnieć. Temu facetowi to nawet nie kubeł wody na głowę jest potrzebny, bardziej  zasadny byl by kubeł śmieci.

Przepraszam, ze sie tka unoszę ale to nie do pomyślenia. Dziewczyny patrzcie i uczcie się. Z takimi to trzeba od razu krótko i radykalnie. Facetowi wcale nie warto nic pobłażać i nic zapominać. Należy wymagać i być zołzą i  księżniczką, cenić się , nie iść na żadne ugody, nie być tolerancyjnym, nie próbować zmieniać siebie a jak nie jest ,,księciem'' tylko jełopem to kopa w dupę i papa.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Moje małżeństwo, moja historia-prośba o ocenę sytuacji

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026