Witam Panie (bo chyba są tu zdecydowaną większością)
Chciałbym się do Was zwrócić o w sumie małą pomoc...
Mam dziewczynę, którą ogromnie mocno kocham wiąże z nią całą swoją przyszłość i nie widzę świata poza nią już od około podejrzewam 5 lat.. Jesteśmy razem również mniej więcej tyle czasu może rok mniej. Wiadomo, początki były cudowne, wyjątkowe itp itd... zakochaliśmy się w sobie, dbaliśmy o siebie - każdy się starał jak mógł. Na początku był to związek na odległość, od 2 lat już jak nie jest. Ona zaczęła studiować więc przyjechała specjalnie dla mnie całą Polskę by zamieszkać na jej drugim końcu.
Zacznę od tego, że dla mnie ten związek nadal jest naprawdę ważny i bardzo ją wciąż kocham mimo tego co się dzieje już od długiego czasu jednakże chciałbym coś w końcu w nim zmienić bo jak dotychczas ani mi to nie wychodziło ani jej... Ona jest kobietą, która łatwo się co do nas poddaje, bardzo często ze mną zrywała, raniła mnie tym ogromnie bo jednak mieliśmy wspólne marzenia o przyszłości itp. No ale idźmy do sedna sprawy - przy każdej kłótni wypomina mi to, że jej nie szanuję jak kobiety ani Ona mnie nie szanuje i jej się to nie podoba... Owszem, uważam, że nie pokazuje jej szacunku tak jak kiedyś ale nie umiem tego przemóc czasem w sobie kiedy po prostu Ona ma taki charakter, że robi mam wrażenie pewne rzeczy specjalnie mi na złość. Kiedy ja układam sobie już w głowie, że chcę by było dobrze, że jej znów zaufałem znów co do tego, że chce być ze mną zawsze wtedy Ona robi coś w taki sposób, że ja to odbieram jakby chciała mi pokazać, że nic nie znaczę. Chodzi przede wszystkim o jej częste wyjazdy ze znajomymi - poznaje cały świat z tym, że beze mnie. Co prawda nie jestem jakąś super rozrywkową osobą, która zawsze się zgadza ale Ona już mnie nawet nie pyta bo jak to mi tłumaczy "zna moją odpowiedź".
Mimo jej wad, naprawdę uważam, że jest wspaniałą kobietą i oddałbym za nią życie gdybym musiał. Chodzi też o to, że jest niedowartościowana (jak i ja zresztą też) i moje komplementy co do jej urody nie są wystarczające a nie potrafię chwalić jej charakteru/osobowości gdyż po prostu tak jak pisałem wcześniej - mam wrażenie, że wszystko jest robione tak by mi nie było dobrze. Dodam, że prawie 5 lat związku NIGDY nie dodała naszego wspólnego zdjęcia na facebooku (co często było również powodem kłótni), nie mamy siebie w znajomych bo ją za bardzo kontrolowałem i czepiałem się o wszystko.. Najbardziej boli mnie to, że dość często coś zwiedzamy gdzieś jeździmy i Ona ZAWSZE jak już wrzuca zdjęcia to tylko te, na których jest sama. Nie rozumiałem tego nigdy i nie umiem tego zrozumieć do dziś... Rozmowy nic nie dają, myślę, że te "szczegóły" bo inaczej tego nazwać nie mogę działają na moją wyobraźnie w ten sposób, że zawsze sądziłem, iż Ona mnie nikomu nie chce pokazywać dlatego bo się mnie wstydzi albo szuka sobie alternatywy dla mnie. Boli mnie to strasznie... Teraz znów mamy ten czas w związku kiedy Ona myśli o rozstaniu.
Nie wiem już co mam z tym robić. Dodam, że temat zaręczyn kończy się zawsze zdaniem "jeszcze nie czas, przestań".
Trochę się rozpisałem a tyle by było jeszcze do pisania ... ![]()
Niech mi ktoś odpowie - jak przemóc to w sobie i okazywać jej ten szacunek? Stłamsić w sobie to poczucie beznadziejności?