Cześć,
Z góry uprzedzam, że to trochę długa wypowiedź, ale z góry dziękuje, za przeczytanie całości. Jednocześnie przepraszam, jeśli nie trafiłem z tematem do dobrego działu. ![]()
Otóż od dłuższego czasu zauważyłem u siebie spadek pewności siebie w relacjach damsko-męskich. Precyzując brak mi nieraz odwagi przy nowo poznanych i znanych mi już dziewczyn, które mi się podobają. W innych obszarach nie mam takiego problemu z odwagą. Znajdę też sytuacje, w których po prostu miałem bardzo dużą odwagę i potrafiłem zdobyć się na to, żeby się przełamać i powiedzieć dziewczynie co mi leży dokładnie na sercu.
Patrząc na swoje przeszłe relacje z kobietami, to wcześniej nie miałem problemu z tym, żeby pocałować dziewczynę na koniec/w trakcie pierwszej randki. Po prostu tak samo wychodziło, nie stresowałem się i nawet gadkę miałem dobrą czasem. Wszystko się zmieniło od czasu, kiedy poznałem jedną dziewczynę, która odmieniła spojrzenie na siebie. Dojrzałem parę swoich problemów związanych ze sobą np. zazdrość, wkurzanie się, gdy nie szło po mojej myśli itp. No i spędziłem masę czasu z tą dziewczyną w pewnym momencie jednocześnie zacząłem czuć coś więcej i widziałem, że ona też zaczyna coś czuć. Jednym słowem, nigdy wcześniej się tak nie czułem. No i jednocześnie pojawił się leciutki strach przed podejmowaniem następnych kroków. Nie działałem tak jak wcześniej, bo chciałem, żeby każda sytuacja była no taka wyjątkowa. Dlatego nie pocałowałem jej na pierwszej randce, czy po imprezach (bo w sumie uznałem, że nie chce ją całować będąc lekko wstawionym). Próbowałem, więc stworzyć nieudolnie sytuacje, w której bym mógł podjąć kolejne kroki. Niestety nie udało mi się to. W pewnym momencie, jak grom z jasnego nieba coś się zepsuło i nie wdając się w szczegóły, wybrała innego.
Leczyłem się z niej ponad 2 lata, w sumie dalej trochę leczę. Próbowałem znaleźć sobie inną dziewczynę, jednak moje próby kończyły się fiaskiem. W pewnym momencie uznałem, że najpierw muszę ogarnąć swoją sercową sprawę, bo to w sumie nie w porządku szukać kogoś, jednocześnie kochając kogoś innego. Jednak po pewnym czasie stwierdziłem sobie, że póki tamta dziewczyna jest szczęśliwa to wszystko jest w porządku i mam też prawo do znalezienia kogoś, przy kim będę się czuł szczęśliwy.
To, czego się nauczyłem, że zawsze trzeba być w 100% sobą nikogo nie udawać. We wcześniejszych relacjach to troszkę udawałem, ale też bez przesady (byłem tak w 80-90% sobą). Natomiast zapłaciłem za to cenę, że nie potrafię udawać, że mi nie zależy czy zgrywać tajemniczego, czy lekko niedostępnego itp. inaczej nie byłbym w 100% sobą.
Zacząłem, więc próbować znowu poznawać nowe dziewczyny, będąc w 100% sobą. Zauważyłem jednak, że moja blokada przed takim działaniem pozostała. Przykładowo odprowadzam dziewczynę, no i chcę ją pocałować, ale czuję, że to nie ten moment, nie ma sygnałów, które by wskazały na to, że ona chce. Po spotkaniu, jednak mam wrażenie, że przegapiam takie sygnały nazwijmy je ?zielonym światłem?, które pozwoliłyby mi mieć poczucie, że mogę działać. Wcześniej nie miałem problemu z wychwyceniem takich sygnałów, a teraz nie jestem w stanie ich wychwycić. W wyniku czego często zostaje olany (przez brak zdecydowanych kroków), co podkopuje moją pewność siebie. To prowadzi, do tego, że mam nieraz takie zacinki i nie wiem o czym rozmawiać z dziewczyną, czy nie potrafię wychwycić prostych sygnałów. Próbowałem, więc zapytać koleżanek, czy faktycznie odnoszą takie wrażenie, że ja mało gadam i że mam zacinki. Były zaskoczone, że w ogóle wpadłem na taki pomysł i co ja im tutaj za bzdury opowiadam. Jednak je poznałem, wtedy kiedy nie miałem z tym problemu.
Próbowałem znaleźć też inne przyczyny olania. Ogólnie dbam o siebie, mam parę pasji, dość dużo czytam itp. Pomyślałem, więc, że problem może też leżeć dodatkowo w tym, że trochę jestem chudy i mało wysportowany, więc zapisałem się na siłownie i powoli są efekty. Szukałem winy również w swoim zachowaniu ogólnym (pomijając brak zdecydowanych kroków), ale nie znalazłem niczego.
Tak, więc dochodzę tutaj do sedna, że przyczyną dla których zostaje olany, to zwykle brak zdecydowanych kroków i lekkie zacinki podczas rozmowy. Wywnioskowałem, że przyczyną jest brak wiary we własne siły (czyli pewność siebie), a na tę przyczynę składają się zlewki i tamte małe fiasko z tą dziewczyną. Tak, więc mam tutaj małe błędne koło i próbowałem chyba już wszystkiego, by z niego wyjść.
Moje pytanie jest proste.
Czy macie jakieś pomysły na wyjście z tego błędnego koła?