Postanowiłam napisać do Was i prosić o Wasze zdanie, bo dłużej nie potrafię już sama dźwigać tego problemu..
Z góry proszę o szczere odpowiedzi, rady..
Jesteśmy małżeństwem już/dopiero 5 lat, razem z 10. Mamy synka i na dniach spodziewamy się drugiego. Zaczęliśmy budować dom.
Mój mąż jest dobrym człowiekiem o wrażliwym sercu. Nie pije, nie pali, nie wychodzi z kumplami na imprezy, często to ja go mobilizuje by gdzieś poszedł się "wyluzować", bo... no właśnie chyba zatracił się w pracy..
Mąż zawsze był powściągliwy w uczuciach, nie lubił demonstrować ich wśród innych, na forum, ale jeszcze nigdy nie było aż tak źle..
Ja, nie ukrywam bardzo wymagająca wobec siebie i innych, ambitna, również pracująca, zaradna.. Wszystkim zawsze zajmowałam się sama, bo tak byłam wychowana, kumpele balowały na imprezach a ja miałam w domu obowiązki itd, więc od końca podstawówki byłam uczona życia..
Nasz problem? ... Trwa od ponad 2 lat.. Zupełnie nie możemy się z mężem dogadać, oboje mamy żywe temperamenty.
Czuje że żyjemy obok siebie, nie razem, on sobie a ja .. gdzieś z boku skrupulatnie wykonując swoje obowiązki, za które jeszcze mi się 'obrywa' , że się czepiam i , że wszystko ma być po mojemu ..
On pracuje non stop, non stop gada przez tel, jest na każde wezwanie "potrzebujących", twierdzi, że chce by zarobić jak najwięcej na dom. Staram się to zrozumieć. Choć telefony o 6 rano w niedziele odbierane przez niego w łóżku, czy przy wspólnym śniadaniu mnie dobijają.. Dziennie zamieniamy może 10 słów..
Od ponad pół roku nie przytula mnie, nie całuje jak kobiety, nie mówiąc już o jakimkolwiek miłym słowie, komplemencie czy słodkim spojrzeniu, jak kiedyś.. Jestem gdzieś obok, odsunięta.. Nie raz mówiłam mu o tym, nie potrafi odpowiedzieć, czemu taki jest, on nie widzi problemu, przecież mnie kocha, nie zdradza, haruje na dom..
Robię co mogę, wychowuję dziecko, pracuje zawodowo (oboje pracujemy z pasją), staram się utrzymać nasz "kąt" w porządku, piorę, gotuje, zawsze ma wszystko poukładane w szafach w kostkę, przygotowane, nie musi nic kompletnie robić.. Kiedyś jeszcze starał się mi w czymś pomóc, choćby odkurzyć raz na tydz. Dziś, kiedy mi ciężko z wielkim brzuchem, nawet nie zapyta czy potrzebuje pomocy.. Muszę prosić o wyniesienie kosza, poskładanie zabawek czy zmycie podłogi.
Non stop znika. Bez słowa.. Wiem, że jedzie pracować, ale gdyby mi powiedział przynajmniej gdzie jedzie i kiedy wróci, on wychodzi, wsiada w auto i znika.. (twierdzi, że nie musi się spowiadać)..
O cokolwiek go poproszę, ma problem, bo nie ma czasu. Innym leci z pomocą. Wszystko robi z łaską, w pośpiechu, żebym mu czasem za dużo czasu nie zajęła.
O coś dla dziecka muszę prosić nawet 2 miesiące.
Czuje się zupełnie odtrącona.. Nie rozumiem dlaczego tak się zmienił?
1000 razy proszę, by coś odkładał na swoje miejsce, nigdy tego nie robi, proszę o skoszenie trawy, nie ma czasu albo robi to z łaską, niedbale, niedokładnie i znika.. Proszę by pobawił się z dzieckiem- niecierpliwi się, siedzi z tel przy uchu..
Twierdzi, że czepiam się o wszystko.. O to, że stół ma być czysty, by nie jadł przy kompie tylko z nami, o to by chwilę rano poleżał obok ze mną (wstaje przed nami idzie na komp., kładzie się ostatni, bo znów siedzi na kompie.. każdego dnia..) .. że proszę by wkładał pranie do kubła, buty zostawiał w jednym miejscu, chował talerz po sobie od razu do zmywarki.. i wiele wiele innych przykładów mogłabym podawać..
Naprawdę wszystko rozumiem, że pracuje na dom, jestem w stanie to znosić, ale nie potrafię, bo czuje że strasznie się oddalił... zatracił w pracy?...
Zawsze o wszystko staram się dbać.. prezenty na Gwiazdkę czy inne okazje.. Nie pierwszy raz nic od niego nie dostałam, choć wie o czym marze.. Przykre to gdy wszyscy dostają jakieś drobne upominki tylko ja jedna nie dostaje nic.. zupełnie..
Brakuje mi męża.. uczucia.. żeby mnie przytulił, powiedział coś miłego, uśmiechnął się.. kiedyś był mi przyjacielem, teraz.. jedyny temat to dziecko...
Co radzicie? Czy to normalne? Wiem, że małżeństwo przechodzi różne fazy, ale takiej oschłości i obojętności nie było nigdy... Ja nie potrafię tak żyć, patrze na Niego jak stoi obok i tęsknie...