To może napisać trzeba, że kiedyś milość istniała, a dla niektórych zmieniła się z biegiem czasów? Ja nie raz widuję na ulicy parę staruszków, gdzie dziadzio trzyma pod rękę swoją żonę i spacerują powoli, bądź babcia-dziadka. Jak to się mówi "Kiedyś jak coś się popsuło to się to naprawiało, a dziś jak się coś popsuje, to się to wyrzuca". Ale ja właśnie patrząc na takie pary mocno wierzę, i mam dowód na to, że miłość istnieje, bo sama marzę o tym, aby na starość iść pod rękę ze swoim mężem
Do miłości potrzebne jest wszystkiego po trochu, czegoś wicej na początku, czegoś więcej trochę później. Przede wszystkim rozmowy, poznawania, zrozumienia i przyjaźni. Bo jak nie można już choć ma się chcicę, to przynajmniej trzeba mieć o czym porozmawiać
Ja też dostałam po dupie, bo po ponad 3 letnim związku, przez 4 lata twierdziłam, że będę singielką do końca. Charakter mi się pod tym względem zmienił, ale trafił się taki, który przełamał ten mur, dałam szansę, na początku ostrożnie z dystansem, ale opłaciło się! Jeśli ktoś wierzy w milość to znaczy, że chce w nią wierzyć i chce jej doznawać, a to oznacza, że decyduje się na staranie się i dbanie o nią (pielęgnowanie). Jeśli ktoś nie wierzy, to znaczy, że chyba nigdy nie wierzyl i po prostu idzie na łatwiznę. Nie życzę nikomu, żeby z takim myśleniem 'będę singlem/ką już na zawsze' dotarli do czasów, kiedy nikt bliski nie będzie mógł wam zaparzyć chociażby herbaty...