Jestem 21letnia mężatką. Od ślubu minęły 3lata.Gdy poznałam męża pracował za granicą i zarabiał ok 5tys na miesiąc.Po ponad pół roku po ślubie dostał wypowiedzenie z pracy i nie szukał pracy w Polsce na umowę tylko łapał jakieś fuchy to u brata,u kolegi itd i Zawsze kasa była ale było Ciężko. Do tego urodził się synek. Czasami zdarzało się że mąż skarcił mnie że za dużo wydaje ale Ja nie rozrzucałam pieniędzy na prawo i lewo. U mnie w domu też się nie przelewalo więc raczej jestem oszczędna osoba. Synek choruje często więc na leki pieniądze muszą być,do tego pampersy, kosmetyki do pielęgnacji itd. Teraz coraz częściej Słyszę że wydaje pieniądze, że dal mi 100złotych a po 3 dniach już ich nie mam. Kupuje żywność :mięso na obiad,wędline na chleb i inne potrzebne rzeczy i tyle. A za każdym razem Słyszę to samo. Ostatnio wypomnial mi że chce leki kupić (dla siebie które przepisał mi dermatolog), a on nie ma na Buty. A jak mówie że kupię mu Buty czy spodnie bo mu się zniszczyły to mówi że nie chce że nie ma pieniędzy i ma to w dupie. Ma pretensje że kase wydaje ale z czegoś żyć trzeba prawda? Czasami kupiłam synkowi mala zabawkę to też było źle. Ciągle tylko wypominanie.. Nawet ma pretensje że dam mojej mamie paczkę kawy czy napój. Wszystko liczy i patrzy czy nie brakuje nic w lodówce gdy zrobimy większe zakupy.. Mam tego dosyć.. Przez to wiecznie się kłócimy. Mnie boli to że muszę się tłumaczyć co kupiłam i ile wydałam.. Że nie mogę nic dać rodzicom którzy jak mogą to nam pomagaja głównie ze względu na mnie i synka. Co robić? Jest jakieś rozwiązanie ?
Podobne tematy
jesteś młodziutka.. może zatem jakieś osoby w Twoim wieku doradzą... ja tam nie wyobrażam sobie, żebym nie miała swoich pieniędzy.. wręcz przeciwnie, to ja utrzymywałam męża przez x czasu...
powodzenia moja Droga.. nie doradzam, bo nie umiem w tej sytuacji, ale trzymam z Tobą ![]()
A dlaczego rodzicą dajesz , skoro U Was jest ciężko . Wcale się Twojemu mężowi nie dziwie , że sprawdza lodówkę , bo chyba się poznał na Twoich rodzicach . Twój maż cieżko pracuje , a Ty rodzicom jeszcze dajesz , a Oni biorą . A rodzice nie mają żadnych dochodów , muszą od Ciebie brać , az tak żle mają .
DO AGATAN43 - rodzice zawsze wpajali mi, że trzeba się dzielić. Jeżeli oni coś nam dadzą to dlaczego Ja nie mogę? Tym bardziej jeśli wiem że akurat mogę bo mam trochę grosza a im jest Ciężko ? Nie daje pieniędzy czy wielkich zakupów tylko zwyczajne drobnostki : mleko, olej, odsypie trochę proszku do prania i tyle. Dziele się, tak mnie nauczono.. Ciebie nie ?
Autorko zamień się rolami. Ty do pracy, mąż przy dziecku. Ty ciężko pracujesz, on wydaje i wspomaga swoich rodziców, bo tak był nauczony, czyli dzielić się tym co ma.
Dziwię się też, że decydujecie się na dziecko gdy oboje nie macie pracy. Czasy gdzie to mężczyzna utrzymywał rodzinę dawno minęły. Teraz można robotę stracić z dnia na dzień. Etat współmałżonka jest zabezpieczeniem na czas szukania pracy przez drugą połówkę.
Przede wszystkim trzeba budżet domowy wziąć pod lupę. przechowywać paragony lub zapisywać. Najlepiej podzielić na grupy: ile na dom, dziecko, ciebie i męża i niespodziewane wydatki w każdym miesiącu. Wymaga to trochę pracy, ale warto.
Jeśli w danym miesiącu najwięcej wydałaś na dom, to w następnym wydajesz na dziecko albo męża. Tak na przemian. Najlepiej zostawić parę groszy i nie wydawać wszystkich pieniędzy od razu. Przydadzą się na niespodziewane wydatki.
Wspólne gospodarowanie pieniędzmi wymaga zaufania. Jeśli go nie ma, to lepiej, żebyście mieli osobne budżety.
Piszesz, że jesteś oszczędna. Może mąż o tym nie wie, a może nie jest zorientowany, ile, co kosztuje?
Piszesz o dzieleniu się z rodzicami, to bardzo ładnie z Twojej strony, ale pomyśl, że teraz masz własną rodzinę, o którą starasz się dbać.
Następna sprawa, to musisz mieć swoje własne pieniądze. Nie wiem, jak to zrobisz, ale musisz je mieć, choć parę groszy tylko na własne wydatki.
Dlugo sie znaliscie przed slubem,jak wtedy bylo z kasą? wiecej zarabial ale nie wydzielal Ci za nad to na wszystko?ciezka sprawa,nie wyobrazam sobie zeby moj maz tak stal nade mną i wszystko kontrolował..w ogole to policzcie wszystko dobrze, ile macie na osobe,rachunki, wydatki moze taki domowy budzet-plan by cos pomogl.. chyba nie pracujesz?ja bym sie starala sama tez cos zarabiac
Przed ślubem znaliśmy się 3 lata prawie, wtedy mąż pracował za granicą. Nie wydawal na mnie dużo bo zwykle jak wracał do Polski to byłam u jego rodziców. Czasami pojechaliśmy do jakiejś knajpki na pizzę czy coś takiego. Żadnych prezentów w czasie "chodzenia" też sobie nie dawaliśmy. Nie wyrzucał nigdy kasy na prawo i lewo ale darzyło się że jeśli spodobała mi się jakas bluzka czy lakier do paznokci to mi kupił. Ale Ja sama nie chciałam by on kupował bo źle się czułam. Odkad przestał pracować za granicą jest dużo Gorzej z tym jego kontrolowaniem. Ja osobiście nie pracuje bo nie mam z kim zostawić synka, prawka też nie mam. . Ciężka sprawa. Jestem uzależniona od męża niestety..
A ja to widze tak ze jesteś bardzo młoda szybko wzielas slub , fakt jestem tylko 3 lata starsza i tez mam dziecko większe ale na początku tez takie co przerabiałam, ale wiesz o co chodzi? niby siedzisz w domu, zajmujesz się pracami porządkowymi, dzieckiem ale nie chodzisz do pracy wiesz takiej poza domem gdzie zarabia się pieniądze. I mąż twój pewnie ma jakies zale sama nie jestem w stanie opisac dlaczego. A może pojdziesz do pracy? ja zrobiłam tak ze naszych klutni o to ze na co wydalam i ile było sporo z 4 lata temu ale po urodeniu synka wzielam sprawy w swoje rece, zalozylam firme typowa garmażerkę na wesela, komunie SAMA dziecko zabieram ze sobą bo nigdy nie miałam nikogo do pomocy, zadnej babci czy cos, i wiesz co, od tylu lat się nie klucimy, jest super, nawet czasem trochę zazdrosny bo praktycznie nie potrzebuje jego wyplaty to sam dzwoni i pyta może ci cos kupie? albo ostatnio zobacz jakie ladne szklanki kupiłem do domu;-) Także jak męzczyzna wie ze ma kobiete nie zależną to od razu zmienia podejście.
Ale faktycznie pamiętam jak mi było zal jego wypominania, plakalam często, choci się bardzo kochaliśmy czułam się jak taki smiec na utrzymaniu ale jak sama nic z tym nie zrobisz to nikt za ciebie tego nie zmieni.
Nauczono Cię, żeby się dzielić NIE swoimi rzeczami? Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ja NIE pracuję tylko mąż i biorę jeszcze od niego pieniądze i lece wspomagać MOICH rodziców.
Moja droga, zamiast jęczeć na forum, to sama się weź do pracy. I domowy budżet podreperujesz, męzowi ulży, a sama będziesz miała swoje pieniądze ma swoje wydatki.
Jeżeli jest się małżeństwem to chyba powinno być wszystko wspólne prawda? A nie moje czy twoje.. Do pracy bym poszła gdybym miała z kim dziecko zostawić. Mały ma 2lata więc co ? Mam go zabrać ze sobą?Jaki pracodawca się na to zgodzi?jak podrośnie i będzie mógł być w przedszkolu to z wielką chęcią Pójdę do pracy. Mieszkam w małej wsi, tutaj nie ma pracy na miejscu muszę dojeżdżać a dziecko?
Do pracy bym poszła gdybym miała z kim dziecko zostawić. Mały ma 2lata więc co ? Mam go zabrać ze sobą?Jaki pracodawca się na to zgodzi?jak podrośnie i będzie mógł być w przedszkolu to z wielką chęcią Pójdę do pracy. Mieszkam w małej wsi, tutaj nie ma pracy na miejscu muszę dojeżdżać a dziecko?
mój ma 3 latka nie chodzi jeszcze do przedszkola, mieszkam w dziurze zabitej dechami daaaleko od miasta, zadnych dziadkow ani rodziny do pomocy ale dalam rade, usiadłam po prostu i pomyslalam. Wszystko się da jeżeli się chce, ale jak komus jest wygodniej siedzieć na czyims garnuszku to żadne argumenty nie wtrafią.
Asia2105 napisał/a:Do pracy bym poszła gdybym miała z kim dziecko zostawić. Mały ma 2lata więc co ? Mam go zabrać ze sobą?Jaki pracodawca się na to zgodzi?jak podrośnie i będzie mógł być w przedszkolu to z wielką chęcią Pójdę do pracy. Mieszkam w małej wsi, tutaj nie ma pracy na miejscu muszę dojeżdżać a dziecko?
mój ma 3 latka nie chodzi jeszcze do przedszkola, mieszkam w dziurze zabitej dechami daaaleko od miasta, zadnych dziadkow ani rodziny do pomocy ale dalam rade, usiadłam po prostu i pomyslalam. Wszystko się da jeżeli się chce, ale jak komus jest wygodniej siedzieć na czyims garnuszku to żadne argumenty nie wtrafią.
A jestem ciekawa, jak dalas rade? Tak konkretnie...
Odnosze wrazenie, ze autorka szuka porady, i jest otwarta na propozycje, a dostaje tylko krytyke- przykro czytac....
DO ANGELA24 - widzisz Ty masz własną działalność jesteś sama sobie szefem więc dziecko do pracy możesz wziąć. Ja jestem z zawodu sprzedawca, jeśli dostanę pracę nikt mi dziecka do sklepu nie pozwoli zabierać. Moja siostra chciałaby założyć sklep w naszej wsi Ja bym się z chęcią do tego dołączyła ale skąd na to pieniądze? Jedynie dotacje jeśli się dostanie.
Tak konkretnie już napisałam ze facet pracowal non stop go nie było, ja zabierałam dziecko wszędzie ze sobą jak cos zalatwialam na rower,nie mam prawka, do tej pory go zabieram, zalozylam mala firme garmażeryjna w domu gotuje, kocham gotowac to tez było dla mnie ułatwienie i teraz w miedzy czasie choć nie mam wyksztalcenia to robie fryzury, farbuje, obcinam, ludzie zadowoleni i jakos dziecko mi nie przeszkadza zawsze jest ze mna, nigdy jeszcze go z KIMS INNYM nie zostawiłam, bo nie miałam takiej potrzeby. teraz np. mam przerwę i jezdze dorabiać przy zbiorach porzeczek i wisni i zabieram synka ze sobą, biore jedzonka dla niego, koc zabawki i jest ze mna. dla chcącego nic trudnego.
Poniewaz angela 24 i tak nie odpowie-
To moja porada:
Porozmawiaj z mezem o wydatkach, ile na co, konkretnie i z kartka, tylko delikatnie i spokojnie.
Wez pod uwage, ze dla niego sytuacja tez jest frustrujaca, niema pracy, nie moze utrzymac rodziny, i dlatego sie wscieka...
Zastanowcie sie wspolnie, jak mozecie zorganizowac wieksze dochody- znalezc prace dla niego lub ciebie, albo jakas dodatkowa fuche/zlecenie, moze cos chalupniczo?
Jesli to nie pomoze- to zamien sie rolami- idz do pracy, a on zajmuje sie domem/wydatkami.
Jesli nie pracuje, to niech zostanie z dzieckiem, zebys ty mogla zarobic...( gwarantuje, ze to wszystko zmieni)
DO ANGELA24 - widzisz Ty masz własną działalność jesteś sama sobie szefem więc dziecko do pracy możesz wziąć.
Tak ale to wszystko rodziło się w bulach, nie miałam na zycie, chłop mało zarabial, a ja z zawodu technik żywienia i dietetyk i sama zaczelam jezdzic rowerem i pytac, a to ludzi a to w uzedach i jakos się udało.
Wiesz mi chodzi tylko o to ze samam już się pewnie domyślasz ze mezczyzna twój się nie zmieni nagle i nie powie, oj zonko ale ładnie wydałaś pieniążki, tylko zawsze będzie marudzić a jedyne tylko wyjście to takie ze musisz mieć wlasna kase. To nie jest tak ze skoro mąż to twój to będzie cacy.nie. Może poszukaj w swojej okolicy we wsiach może jekies prace przy zbiorach będą? ja nawet sąsiadkom ogródki plewiłam za 20 zl:-P albo pomagałam przy wykopkach z synem:)
Tak konkretnie już napisałam ze facet pracowal non stop go nie było, ja zabierałam dziecko wszędzie ze sobą jak cos zalatwialam na rower,nie mam prawka, do tej pory go zabieram, zalozylam mala firme garmażeryjna w domu gotuje, kocham gotowac to tez było dla mnie ułatwienie i teraz w miedzy czasie choć nie mam wyksztalcenia to robie fryzury, farbuje, obcinam, ludzie zadowoleni i jakos dziecko mi nie przeszkadza zawsze jest ze mna, nigdy jeszcze go z KIMS INNYM nie zostawiłam, bo nie miałam takiej potrzeby. teraz np. mam przerwę i jezdze dorabiać przy zbiorach porzeczek i wisni i zabieram synka ze sobą, biore jedzonka dla niego, koc zabawki i jest ze mna. dla chcącego nic trudnego.
Angelo, a skad wzielas JAKIEKOLWIEK pieniadze na start?
Pytam z ciekawosci...
Ja zostalam sama z dzieckiem i dlugami, jak maly mial 5 m-cy, i sprzatalam , mylam klatki schodowe na osiedlu, zabieralam go ze soba- po to, zeby bylo cokolwiek na chleb.( nie na samochod, komputer, artykuly na start jakiejkolwiek dzialalnosci)
Z opisu wnosze, ze autorka ma problem z zaspokojeniem podstawowych potrzeb- chocby oplat w mieszkaniu, jedzenia..
Asia2105 napisał/a:DO ANGELA24 - widzisz Ty masz własną działalność jesteś sama sobie szefem więc dziecko do pracy możesz wziąć.
Tak ale to wszystko rodziło się w bulach, nie miałam na zycie, chłop mało zarabial, a ja z zawodu technik żywienia i dietetyk i sama zaczelam jezdzic rowerem i pytac, a to ludzi a to w uzedach i jakos się udało.
Wiesz mi chodzi tylko o to ze samam już się pewnie domyślasz ze mezczyzna twój się nie zmieni nagle i nie powie, oj zonko ale ładnie wydałaś pieniążki, tylko zawsze będzie marudzić a jedyne tylko wyjście to takie ze musisz mieć wlasna kase. To nie jest tak ze skoro mąż to twój to będzie cacy.nie. Może poszukaj w swojej okolicy we wsiach może jekies prace przy zbiorach będą? ja nawet sąsiadkom ogródki plewiłam za 20 zl:-P albo pomagałam przy wykopkach z synem:)
Ooo, i to tez jest pomysl...taka fucha- mozesz pomagac ludziom, w polu, w domu, a pan albo wychodzi w celach zarobkowych, albo dziecka pilnuje, zebys ty mogla zarobic...
Nie wiem, jak wyglada wasza codziennosc, ale jesli jego caly dzien niema w domu, a pracy niema- to slaboo
Jesli on siedzi w domu i narzeka, to beda klotnie...i wtedy najlepiej zamienic role- niech jemu dziecko fajda w pampersy, a ty zarabiasz- bedziesz bohaterka we wlasnym domu, a on szybciutko znajdzie prace- gwarantuje...
Wszystko wspólne? Owszem, tak może być. Ale jeśli tak, to wydatki też są wspólne, wspólnie uzgadniane prawda? A pomoc materialna rodzicom też jest wydatkiem. Nielogicznym jest twierdzenie, że pieniądze są wspólne, ale już ich podział nie, że Ty bez wiedzy, co więcej, bez aprobaty męża, wydajesz te wspólne pieniądze. Albo wspólne, albo nie.
Problem w tym, że - jak wynika z Twych postów - mąż martwi się waszymi kiepskimi finansami. Utrzymanie trzyosobowej rodziny z jednej, niezbyt dużej pensji, jest rzeczą karkołomną. Utrzymanie trzyosobowej rodziny z tzw. fuch, kiedy to raz praca jest a raz jej nie ma, jeszcze trudniejsze.
Jakie rozwiązania widzę?
Po pierwsze, zobaczenie, że mąż/żona nie jest wrogiem.
Po drugie, wasza szczera rozmowa (rozmowa, nie monolog, nie kłótnia) nad tym, co każdego z was boli w związku, przeszkadza, uwiera.
Po trzecie, wspólne zastanowienie się nad budżetem i koniecznymi wydatkami, wspólne ich planowanie.
Po czwarte, rozmowa nad podjęciem przez Ciebie pracy mimo posiadania dziecka i wspólne zastanowienie się nad tym, w jaki sposób zapewnić dziecku opiekę podczas waszej pracy.
Jeżeli jest się małżeństwem to chyba powinno być wszystko wspólne prawda? A nie moje czy twoje.. Do pracy bym poszła gdybym miała z kim dziecko zostawić. Mały ma 2lata więc co ? Mam go zabrać ze sobą?Jaki pracodawca się na to zgodzi?jak podrośnie i będzie mógł być w przedszkolu to z wielką chęcią Pójdę do pracy. Mieszkam w małej wsi, tutaj nie ma pracy na miejscu muszę dojeżdżać a dziecko?
Pewnie ze wszystko wspolne.tak powinno byc.wiesz ze jak koncza sie pieniadze to zaczynaja sie problemy.. Jest nawet takie powiedzenie ze gdy koncza sie pieniadze konczy sie i milosc. Albo porozmawiaj z mezem szczerze,pokaz rachunki,zabierz do sklepu i udowodnij ze za 100 nic kupic nie mozna, ridzicom ze dasz kawe lub proszku pewnie w ramach wdziecznosci- bardzo ladnie z Twojej strony.zeby wszyscy sie poczuwali do takiej wsziecznosci.. Poki co moze pomysl o jakies pracy chalupniczej lub konsultantki avon,oriflame.. Zawsze jakis grosz wpadnie.sprobuj!
Mialam tak samo, mieszkałam na wynajmie brakowało na pampersy, wiec zaczelam torty piec ludziom a to znajomym a potem się rozeszlo, oczywiście na czarno i zbierałam po malu kase, dostałam becikowe z krusu i zaczelam dzialac najpierw na czarno bylam panią do pomagania przy kuchni na weselach, komuniach az w końcu nazbierałam tyle ze dalo rade zacząc to już nie chodzi o to ze opisze dokładnie szczegoly ale o to ze znam kilka takich dziewczyn siedza w nędzy, chłop im kasy nie daje, beczą zyc im się nie chce bo babcia nie pomaga, sa nie wyspane, ja tez tak miałam ale sama, bez pomocy innych wzielam się w garść. nikt mnie nie kierowal gdzie isc co robic.
Wszystko wspólne? Owszem, tak może być. Ale jeśli tak, to wydatki też są wspólne, wspólnie uzgadniane prawda? A pomoc materialna rodzicom też jest wydatkiem. Nielogicznym jest twierdzenie, że pieniądze są wspólne, ale już ich podział nie, że Ty bez wiedzy, co więcej, bez aprobaty męża, wydajesz te wspólne pieniądze. Albo wspólne, albo nie.
Problem w tym, że - jak wynika z Twych postów - mąż martwi się waszymi kiepskimi finansami. Utrzymanie trzyosobowej rodziny z jednej, niezbyt dużej pensji, jest rzeczą karkołomną. Utrzymanie trzyosobowej rodziny z tzw. fuch, kiedy to raz praca jest a raz jej nie ma, jeszcze trudniejsze.
Jakie rozwiązania widzę?
Po pierwsze, zobaczenie, że mąż/żona nie jest wrogiem.Po drugie, wasza szczera rozmowa (rozmowa, nie monolog, nie kłótnia) nad tym, co każdego z was boli w związku, przeszkadza, uwiera.
Po trzecie, wspólne zastanowienie się nad budżetem i koniecznymi wydatkami, wspólne ich planowanie.
Po czwarte, rozmowa nad podjęciem przez Ciebie pracy mimo posiadania dziecka i wspólne zastanowienie się nad tym, w jaki sposób zapewnić dziecku opiekę podczas waszej pracy.
No, nareszcie ...
Problemy rozwiaxuje sie wspolnie. Razem ciagniecie wozek zwany zyciem, na ktorym siedzi dziecko..
Robiłam tak,że zbierałam paragony z zakupów i gdy coś mu było nie w nos to pokazywałam ile wydałam w tym sklepie ile w tym. Ile poszło na obiad ile na to ile na tamto. Jakiś czas był spokój potem się wściekal że mu pokazuje paragony.. Ale dziękuje za radę. Jest Ciężko wiem że nie mam swojego grosza, ale co mam teraz zrobić ?
Mialam tak samo, mieszkałam na wynajmie brakowało na pampersy, wiec zaczelam torty piec ludziom a to znajomym a potem się rozeszlo, oczywiście na czarno i zbierałam po malu kase, dostałam becikowe z krusu i zaczelam dzialac najpierw na czarno bylam panią do pomagania przy kuchni na weselach, komuniach az w końcu nazbierałam tyle ze dalo rade zacząc to już nie chodzi o to ze opisze dokładnie szczegoly ale o to ze znam kilka takich dziewczyn siedza w nędzy, chłop im kasy nie daje, beczą zyc im się nie chce bo babcia nie pomaga, sa nie wyspane, ja tez tak miałam ale sama, bez pomocy innych wzielam się w garść. nikt mnie nie kierowal gdzie isc co robic.
Zaraz- zaraz---pomagalas na weselach, a dzievko z toba???
Bo ja musialam pracowac z malym- wyobraz sobie 2, 3 latka kilka godzin poniewierajacego sie na chodniku, jak mama na szczotce pracuje..
Ale dalam rade- teraz mam prace, 'syn podrosl,
Najgorsze bylo to, ze nie mialam go z kim zostawic- a z malym dzieckiem, to przerabane...
Jak rozumiem, autorka ma rodzicoe( moze tez tesciow) no, i meza ma, wiec sama nie jest...
Robiłam tak,że zbierałam paragony z zakupów i gdy coś mu było nie w nos to pokazywałam ile wydałam w tym sklepie ile w tym. Ile poszło na obiad ile na to ile na tamto. Jakiś czas był spokój potem się wściekal że mu pokazuje paragony.. Ale dziękuje za radę. Jest Ciężko wiem że nie mam swojego grosza, ale co mam teraz zrobić ?
wiesz co ja pamiętam jak bylam w takiej samej sytuacji, nie chciało mi się zyc, chciałam żeby się to jak najszybciej się zmienilo ale trzeba czasu, dluga droga pomiędzy takim zżyciem jak masz w tej chwili a zżyciem bez klutni i długów.
Musisz spokojnie pomyslec no skoro macie slub to chyba kocha nie? nie jest taki zly tylko go pewnie przytłacza ze nie daje rady i ciężko wam, może zaczniesz w domu cos robic? ja tez robiłam zwykle jakies ozdoby swiateczne wystawiałam na tablicy i innych stronach, później piekłam placki itd., zastanow się.
Angela24 napisał/a:Mialam tak samo, mieszkałam na wynajmie brakowało na pampersy, wiec zaczelam torty piec ludziom a to znajomym a potem się rozeszlo, oczywiście na czarno i zbierałam po malu kase, dostałam becikowe z krusu i zaczelam dzialac najpierw na czarno bylam panią do pomagania przy kuchni na weselach, komuniach az w końcu nazbierałam tyle ze dalo rade zacząc to już nie chodzi o to ze opisze dokładnie szczegoly ale o to ze znam kilka takich dziewczyn siedza w nędzy, chłop im kasy nie daje, beczą zyc im się nie chce bo babcia nie pomaga, sa nie wyspane, ja tez tak miałam ale sama, bez pomocy innych wzielam się w garść. nikt mnie nie kierowal gdzie isc co robic.
Zaraz- zaraz---pomagalas na weselach, a dzievko z toba???
No dokładnie był ze mna ale raz zrobiłam mu kacik zabawowy dawałam jes pic wlaczylam baje na lapku i siedział grzeczny czasem goście go brali żeby potancowal ale teraz mój facet po prostu bierze wolne w pracy i on się zajmuje a ja pomykam pracować:) cos za cos bo on w zyciu nie zarobi 500zl dniówki wiec woli się zwolnic na jeden dzień a ja zawsze wszystko obrabiam sama sobota od rana i niedziela
Dykteryjaka taka:
Jak mialam 20 lat, mialam rente po mamie i studia... No i faceta..
I facet mial uwagi, ze zle wydaje pieniadze...krotko i bez klotni- powiedzialsm- zrob to sam- lepiej..
Po tygodniu przyszedl z placzem, ze niema kasy, i on sie wiecej budzetem nie zajmuje...:-) :-) :-)
Wy mieszkacie razem- on niema stalej pracy- dlaczego ty jemu pokaxujesz paragony, a nie on tobie?
A gdzie( w tym rownouprawnieniu) jest napisane, ze to ty kupujesz pampersy, a nie on?
To kupa waszego wspolnego dziecka- nie wylacznie twojego.
Zamien sie rolami- on wydaje- on sobie pokazuje paragony. Braklo na pampersy- trudno, bedzie zafajdane- tata sprzatnie- bo ty w pracy bedziesz...
Dykteryjaka taka:
Jak mialam 20 lat, mialam rente po mamie i studia... No i faceta..
I facet mial uwagi, ze zle wydaje pieniadze...krotko i bez klotni- powiedzialsm- zrob to sam- lepiej..Po tygodniu przyszedl z placzem, ze niema kasy, i on sie wiecej budzetem nie zajmuje...:-) :-) :-)
O i fajne podejście:-)
oldorando napisał/a:Angela24 napisał/a:Mialam tak samo, mieszkałam na wynajmie brakowało na pampersy, wiec zaczelam torty piec ludziom a to znajomym a potem się rozeszlo, oczywiście na czarno i zbierałam po malu kase, dostałam becikowe z krusu i zaczelam dzialac najpierw na czarno bylam panią do pomagania przy kuchni na weselach, komuniach az w końcu nazbierałam tyle ze dalo rade zacząc to już nie chodzi o to ze opisze dokładnie szczegoly ale o to ze znam kilka takich dziewczyn siedza w nędzy, chłop im kasy nie daje, beczą zyc im się nie chce bo babcia nie pomaga, sa nie wyspane, ja tez tak miałam ale sama, bez pomocy innych wzielam się w garść. nikt mnie nie kierowal gdzie isc co robic.
Zaraz- zaraz---pomagalas na weselach, a dzievko z toba???
No dokładnie był ze mna ale raz zrobiłam mu kacik zabawowy dawałam jes pic wlaczylam baje na lapku i siedział grzeczny czasem goście go brali żeby potancowal ale teraz mój facet po prostu bierze wolne w pracy i on się zajmuje a ja pomykam pracować:) cos za cos bo on w zyciu nie zarobi 500zl dniówki wiec woli się zwolnic na jeden dzień a ja zawsze wszystko obrabiam sama sobota od rana i niedziela
Noo, to jak ty lspka mialas, to bylo fajnie..
Ja sie tv dorobilam po paru latach,..a komputer po 9 ....o lapku to wciaz moge pomarzyc, mimo etatowej pracy...
W tamtym momencie modlilam sie zeby miec na bilet tramwajowy, jak pada, i ciezko z wozkiem na piechote...
Angela24 napisał/a:oldorando napisał/a:Zaraz- zaraz---pomagalas na weselach, a dzievko z toba???
No dokładnie był ze mna ale raz zrobiłam mu kacik zabawowy dawałam jes pic wlaczylam baje na lapku i siedział grzeczny czasem goście go brali żeby potancowal ale teraz mój facet po prostu bierze wolne w pracy i on się zajmuje a ja pomykam pracować:) cos za cos bo on w zyciu nie zarobi 500zl dniówki wiec woli się zwolnic na jeden dzień a ja zawsze wszystko obrabiam sama sobota od rana i niedziela
Noo, to jak ty lspka mialas, to bylo fajnie..
Ja sie tv dorobilam po paru latach,..a komputer po 9 ....o lapku to wciaz moge pomarzyc, mimo etatowej pracy...
W tamtym momencie modlilam sie zeby miec na bilet tramwajowy, jak pada, i ciezko z wozkiem na piechote...
Lapka miałam pożyczonego od starej koleżanki z klasy;-) dopiero od pol roku mam swój pierwszy w zyciu laptop z netem, ciężko na niego zapracowałam, do tej pory nie ma gór dolarów u mnie stare meble, tv z "dupą" ale radzimy sobie a nie jak kiedyś nie mielismy nawet tv na wynajmie jedna wersalka i się cisnelismy jakos, chyba każdy to musi przezyc:-( taki start maja ludzie w Polsce..
Powiem tak.
Pojdziesz do pracy, to nie dosc, ze sobie odpoczniesz, klotni bedzie mniej, bo nie bedziecie siedziec w domu i sie irytowac, to jeszcze bedziesz ta zarabiajaca- ta ktora sie stara..no i wraca meczona po pracy..
Facet jak dostaje etat- dom, zakupy, dziecko- zwlaszcza male- to woli kamieniolom- zapewniam cie, ze ucieknie do pracy.:-) :-) :-)
No i nie bedzie mial kogo rozliczac, jak to on bedzie wydawal...
Moze wtedy wypracujecie kompromis godzinowo/opiekunczy, i oboje bedxiecie pracowac- pomysl- zamiast jednej fuchy- dwie pensje..
Tylko musisz to madrze rozegrac. Bez awantur i laski...
Na zasadzie- trudno, niema kasy, wiec musze isc do pracy.( i znalazlam oferte, a nie stac nas na to, zebym oferty nie przyjela) skoro ja musze do pracy, to ty zostajesz, gotujesz obiadek, i pilnujesz malego...no..niestety..sam rozumiesz...no, pomysl- kasa sie przyda...itd, itp...
Zanim dostaniesz pierwsza wyplate, facet bedzie gadal innym glosem...o co zaklad?????
Zalezy ile on zarabia a ile one jest w stanie zarobic..
Oj- nie kazdy, angelo ma taki start- nie kaxdy....
Dlatego najpierw lapie orient
- jak wyglada - tak na prawde sytuacja u autorki
-jak spedzsja czas- ile go maja( bo czas to pieniadz)
- jak sie dziela obowiazkami..
I wyszlo mi- kasa ledwo, ledwo...
Czas maja, bo tak na prawde oboje nie pracuja
Ona nie moze isc do pracy, bo niema z kim dziecka zostawic( a tatus????)
Tatusiowi sie wydaje, ze jak zarobi na fuchach, to ma kieszonkowe na gadzety, o ona mu kase trwoni, na takie banaly, jak zarcie, czy pampersy.
Dlatego, niestety, jak ojciec nie jest zywicielem rodziny, to niech autorka nim zostanie- to jest znacznie lzejsza praca, ja tam odpoczelam, ja mlody poszedl do przedszkola, a ja do pracy...wiele matek ucieka do pracy, bo to lzejszy etat, niz domowy, ( jak nie masz kady, i nikt ci nie pomaga)
Tylko facet jeszcze o tym nie wie- i sie nie dowie, poki nie doswiadczy- wytlumaczyc sie nie da...
A wtedy sam do pracy ucieknie...
Nagonka, ze ona jest darmozjadem, i utrzymanka nie maja sensu. Jesli on potrzebuje niani/ kucharki/ sprzataczki na pelen etat, to niech ona zmieni etat- a wtedy to jego wszyscy beda krytykowac- ze darmozjad, ze na utrzymaniu zony, ze pracy nie umie znalezc, i mu w tym dziecko przeszkadza....nooooo, pasozyt jeden!!
I jeszcze oszczedzac nie umie! Jej pieniadze!!!
Pisalam- daje mu miesiac- i znsjdzie prace-:-) :-) :-) :-) :-) :-)
Jeśli mąż złapie jakas okazję to może w 2dni zarobić 400zł. Niedawno tak było ale to były tylko te 2dni. Postawił 2 kominy i praca się skończyła. Teraz jeździ z moim tata do jego znajomego tzn taty znajomego i coś przerabiają. Dziś wypłata zobaczymy jak to będzie. Raz rozmawiałam z mężem o tym że to Ja Pójdę do pracy a on będzie w domu to przez parę dni był potulny jak baranek, chyba bal się zostać w domu? Nie wiem.. On twierdzi że jeśli złapie dobra fuche to Ja ze swoją wypłata mogę się schować bo ile Ja zarobie do tego muszę dać na paliwo osobie z która będę dojeżdżala do miasta.. Ale te dobre fuchy zdarzają się rzadko a Ja bym miała stała pensje no nie?
Wy nie macie, nie tyle pieniedzy- co poczucia wspolnoty.
A gdzie jest napisane, ze pampersy, to TWOJ wydatek, nie jego?
Dlaczego to ty robisz zakupy, a nie on??
Dlaczego to ty sie martwisz o zaopatrzenie- nie on?
Nie rozumiem tego- to dziecko jest nie jego? Dom nie jego?? Wylacxnie Twoje?
Jeśli mąż złapie jakas okazję to może w 2dni zarobić 400zł. Niedawno tak było ale to były tylko te 2dni. Postawił 2 kominy i praca się skończyła. Teraz jeździ z moim tata do jego znajomego tzn taty znajomego i coś przerabiają. Dziś wypłata zobaczymy jak to będzie. Raz rozmawiałam z mężem o tym że to Ja Pójdę do pracy a on będzie w domu to przez parę dni był potulny jak baranek, chyba bal się zostać w domu? Nie wiem.. On twierdzi że jeśli złapie dobra fuche to Ja ze swoją wypłata mogę się schować bo ile Ja zarobie do tego muszę dać na paliwo osobie z która będę dojeżdżala do miasta.. Ale te dobre fuchy zdarzają się rzadko a Ja bym miała stała pensje no nie?
Dziewczyno! Wy potrzebujecie stalych, pewnych dochodow- nie okaxjonalnych fuch.
Fuchy, to sa dobre na kieszonkowe, na wakacje, albo dodatkowo- codziennosc opiera sie na stalych dochodach...nie okazjach...
Znajdz prace- i postaw przed faktem dokonanym- mam robote, ide zarobic, beda stale piniadze, a ty mozesz lapac fuchy, jak dziecko bedzie u babci( w koncu to dorazne wyjscia)
Tylko najpierw musisz miec oferte pracy, wystarac sie o nia...
Potem mowisz- owszem, dojazdy, koszta- zarobie tyla a tyle- i tak, pojde do pracy, bo potrzebujemy pieniedzy i kropka.
Oj niech sie zamieni rolami Twój mężulek. Zobaczymy jak będzie wydawał pieniądze. Wiem wiem dziewczyna jest tutaj potępiana bo nie pracuje nie ma swego grosza. Co nie którzy "ja w Twoim wieku to pracowałam", "żaden problem znaleźć prace" itp. Fajnie ze innym sie udaje, ale nie wszystkim. Krytyka jest potrzebna aby osoba spojrzała na to z innej strony. Ale widzę ze nie którzy potrafią aby dołować człowieka. Ja proponuje tak, niech sie zamieni rolami. Ty pojedz do rodzicow a on niech sie opiekuje domem zobaczymy co będzie śpiewał. Ewentualnie niech on robi zakupy, w tedy zobaczymy jak mu idzie gospodarność pieniążków.
Jeśli mąż złapie jakas okazję to może w 2dni zarobić 400zł. Niedawno tak było ale to były tylko te 2dni. Postawił 2 kominy i praca się skończyła. Teraz jeździ z moim tata do jego znajomego tzn taty znajomego i coś przerabiają. Dziś wypłata zobaczymy jak to będzie. Raz rozmawiałam z mężem o tym że to Ja Pójdę do pracy a on będzie w domu to przez parę dni był potulny jak baranek, chyba bal się zostać w domu? Nie wiem.. On twierdzi że jeśli złapie dobra fuche to Ja ze swoją wypłata mogę się schować bo ile Ja zarobie do tego muszę dać na paliwo osobie z która będę dojeżdżala do miasta.. Ale te dobre fuchy zdarzają się rzadko a Ja bym miała stała pensje no nie?
Przeczytaj dokładnie i powoli ten swój post. Może zauważysz, że zamiast wspólnego frontu, zbudowaliście (zbudowałaś?) barykadę i stanęliście (stanęłaś?) po przeciwnych stronach. Ustawiliście się po dwóch stronach i udowadniacie sobie, że to drugie jest gorsze, winne, "nie takie". Taka postawa niczemu dobremu nie służy. Prowadzi jedynie do coraz większego piekła. Ale... często nienawiść bardziej cementuje związek niż miłość. A to, że jest on toksycznym...
Mój mąż wogóle jest dziwny. Za granicą pracował 5lat. W lutym urodzil się syn a w sierpniu mąż dostał wypowiedzenie. Prosiłam go by starał się o rodzinne w Niemczech bo od zwolnienia przez rok pobierał tam koruniówke. Więc pieniądze na syna które się nam należą by były a on się uparł, Ciężko było mu pogadać z pracodawca o papierach i trochę pojeździć po urzędach.. Olał wszystko..
Kobietko droga Asiulu,jakże ja Ciebie rozumiem,bo sama to przerabiałam i jeszcze nie do końca wyszłam na prostą.Jestem co prawda starsza od ciebie drugie tyle,ale podobnie jest u mnie, zawsze było poświęcenie z mojej strony dla dzieci,domu,oszczędna jestem z natury,nie szastałam kasą i niestety,doczekałam się od ukochanego upokorzeń co niemiara związanych z wydawaniem pieniędzy.
Chcesz mojej rady? To napiszę Tobie z dobrego serca-dziecko oddaj pod opiekę i idź do pracy,czym wcześniej tym lepiej.Wiem,że najlepiej dziecku z matką,ale w tej sytuacji będziesz mieć pod górkę coraz bardziej.Musisz iść do pracy,zrobić budżet wspólny czyli ile kto dodaje ile na co kto wydaje,a póki co, teraz- rób listę mężowi co jest potrzebne,niech wie ile co kosztuje.Dziecko jest wasze,więc jego obowiązkiem jest zapewnić mu jedzenie,pieluchy etc. Jego potrzeby są ważne,ale dziecka ważniejsze.Ja ci to piszę z autopsji,inaczej zadręczysz siebie,dziecko będzie nieszczęśliwe,bo skoro ty to i ono to wyczuje momentalnie.Czasami trzeba zrobić ostre posunięcia w życiu dla własnego dobra,uwierz mi.I jeszcze jedna moja prośba-nigdy nie daj sobie wmówić,ani zmienić myślenia,że jesteś ta złą,rozrzutną,że jesteś pasożytem,brzydko pisząc.Uwierz w swoje siły,idź do pracy i miej swoje pieniądze.
Trzymam kciuku za ciebie kochana.
Kobietko droga Asiulu,jakże ja Ciebie rozumiem,bo sama to przerabiałam i jeszcze nie do końca wyszłam na prostą.Jestem co prawda starsza od ciebie drugie tyle,ale podobnie jest u mnie, zawsze było poświęcenie z mojej strony dla dzieci,domu,oszczędna jestem z natury,nie szastałam kasą i niestety,doczekałam się od ukochanego upokorzeń co niemiara związanych z wydawaniem pieniędzy.
Chcesz mojej rady? To napiszę Tobie z dobrego serca-dziecko oddaj pod opiekę i idź do pracy,czym wcześniej tym lepiej.Wiem,że najlepiej dziecku z matką,ale w tej sytuacji będziesz mieć pod górkę coraz bardziej.Musisz iść do pracy,zrobić budżet wspólny czyli ile kto dodaje ile na co kto wydaje,a póki co, teraz- rób listę mężowi co jest potrzebne,niech wie ile co kosztuje.Dziecko jest wasze,więc jego obowiązkiem jest zapewnić mu jedzenie,pieluchy etc. Jego potrzeby są ważne,ale dziecka ważniejsze.Ja ci to piszę z autopsji,inaczej zadręczysz siebie,dziecko będzie nieszczęśliwe,bo skoro ty to i ono to wyczuje momentalnie.Czasami trzeba zrobić ostre posunięcia w życiu dla własnego dobra,uwierz mi.I jeszcze jedna moja prośba-nigdy nie daj sobie wmówić,ani zmienić myślenia,że jesteś ta złą,rozrzutną,że jesteś pasożytem,brzydko pisząc.Uwierz w swoje siły,idź do pracy i miej swoje pieniądze.
Trzymam kciuku za ciebie kochana.
Brawo!!!!
Przeczxytaj autorko ze dwa razy, i wez do serca...
Bo jak nic nie zrobisz- bedzie coraz gorzej....
Będę musiała zacząć się rozglądać za jakas praca i dobra niania.. Nie będzie to dla mnie łatwe bo jestem zżyta z synkiem, ale będe miała za to święty spokój.. Mam nadzieję..mój mąż do opieki nad dzieckiem się nie nadaje bo sam jest jak dziecko. Ostatnio wszedł do łóżeczka synka i prawie pękła deska na której leży materac, jakiś czas temu rzucił się na nasze łóżko i rozwalił część która się rozkłada na noc a potem kurwował bo musiał naprawiać..totalna masakra. .
Będę musiała zacząć się rozglądać za jakas praca i dobra niania.. Nie będzie to dla mnie łatwe bo jestem zżyta z synkiem, ale będe miała za to święty spokój.. Mam nadzieję..mój mąż do opieki nad dzieckiem się nie nadaje bo sam jest jak dziecko. Ostatnio wszedł do łóżeczka synka i prawie pękła deska na której leży materac, jakiś czas temu rzucił się na nasze łóżko i rozwalił część która się rozkłada na noc a potem kurwował bo musiał naprawiać..totalna masakra. .
Nooo- to ty ty sie szybko bierz do roboty, bo jak nie wydorosleje- to bedziesz miec przerabane....a im dluzej zwlekasz, tym trudniej...
Ja wiem, jak jest ciezko z praca, sama zmienialam prace, tracilam i szukalam....i sama wychowalam malego(12lat).. Jak potrzebujesz pomocy, to sie jej domagaj- od kazdego, w otoczenu, na forum, wszedzie...
Dasz rade- tylko nie pakuj sie w dwojke dzieci( syna i meza)_ bo bedzie coraz trudniej...
Trzymam kciuki za Ciebie, dasz rade- musisz.
A awantur nie rob, nie marudz, nie tlumacz- bo to tylko zaognia, a niczego tym nie zmienisz...
Dzialaj, nie gadaj. A bedzie dfobrze- zobaczysz:-) :-) :-)
Tak jest oldorando, dobrze mówisz,nie myśleć za dużo, nie mówić tylko działać tak,jak sobie człowiek sam postanowi dla siebie.I nie czekać na cud,bo jak asia napisała to,co sama świetnie zauważyła-to jest DUŻE DZIECKO i to się nie zmieni.Ja mam takie duże dziecko od 20 lat,jeszcze...pozdrawiam Was moje drogie mocno-będzie dobrze!
DO AGATAN43 - rodzice zawsze wpajali mi, że trzeba się dzielić. Jeżeli oni coś nam dadzą to dlaczego Ja nie mogę? Tym bardziej jeśli wiem że akurat mogę bo mam trochę grosza a im jest Ciężko ? Nie daje pieniędzy czy wielkich zakupów tylko zwyczajne drobnostki : mleko, olej, odsypie trochę proszku do prania i tyle. Dziele się, tak mnie nauczono.. Ciebie nie ?
Twoi rodzice nie pracują , gospodarstwa nie mają ? Mnie też nauczono dzielić się , ale Ja już dawno przestałam się dzielić , mam niemiłe wspomnienia .
Mój ex nawet dziecka nie chciał mieć, bo ja bylam bezrobotna a on z jednej pensji nie utrzyma. Ciesz się ze masz dziecko i nie narzekaj.
Jak wyjechałam zagranice zarabiać pieniądze na nasze wspólne zycie , to mnie zdradzil z inna. Tacy sa ludzie...
![]()
Ja nie narzekam na to, że jest mało pieniędzy tylko chodzi mi o to, że mąż by chciał żeby mi 100złotych może na tydzień starczyło..jest dziecko,rodzina więc są wydatki a Ja tylko Słyszę że nie ma kasy i muszę oszczędzać. Oszczędzam jak się da. No chyba że chodzi mu o to by jeść suchy chleb i same ziemniaki..
ja dlatego zawsze mówię ze kobieta nigdy nie powinna sie uzależnić od faceta! predzej czy pozniej każdy bedzie wypominał kase, a jak byś sama pracowała to byś miala w dupie i moglby sobie gadać.
zresztą jesteś taka młoda że masz czas aby cois zroibić ze swoim zyciem i być kimś. jesli poijdziesz do szkoly, pozniej znajdziesz dobra pracę to zwycxajnie nie pozwolisz sobie na takie wypominanie, bo ono zapewne się szybko nie skonczy, albo wcale.
niestety, tacy sa faceci. nie chce wziąć odpowiedzialności, a powinni. Bo dziecko jest także ich.