Witam,
przeczytałam na tym forum już bardzo dużo wątków i niektóre sytuacje były podobne do mojej, jednak zdecydowałam się opisać swoją, bo potrzebuję pomocy czy może nawet tylko wygadania się, ale będę wdzięczna za jakieś rady ![]()
Obecnie mam pewien kryzys w związku, kolejny, ale jesteśmy razem już ponad rok, a jesteśmy młodzi - trochę nam obojgu brakuje do 18, jednak mimo tego wieku mam nadzieję, że zostanę potraktowana poważnie, bo każdy wiek ma swoje problemy...
W ciągu tego roku związku bywało różnie, rozstawaliśmy się wiele razy, ale na krótko. Na początku błagałam jego o powrót, później już zaczęłam trochę inaczej na to patrzeć, powiedzmy, że zaczęłam bardziej siebie cenić. Na przełomie roku 2013/2014 mieliśmy nieco dłuższe rozstanie, które trwało około miesiąca. Rozstaliśmy w dniu w którym mieliśmy razem iść na urodziny mojej koleżanki. Ja błagałam go, żeby tego nie robił, żeby mnie nie zostawiał, ale był nieugięty. Rozstaliśmy się z tego powodu, że nie chciałam, żeby miał kontakt na fb z jedną dziewczyną, z którą wcześniej pisał i to w bardzo znaczący sposób, a ja to odkryłam. Co do urodzin to stwierdziłam, że pójdę bez niego na te urodziny, bo nie mogę się załamywać, muszę jakoś żyć, a to jakbym nie poszła to by pogorszyło mój stan. Na urodziny poszłam z przyjaciółmi - zaproponowałam przyjacielowi, żeby poszedł ze mną i z naszą przyjaciółką zamiast mojego chłopaka. Na urodzinach poznałam gościa, który twierdził, że jest psychologiem bez wykształcenia, czyli po prostu kimś do pogadania, kiedy masz problem. Zagadałam do niego i tak zaczęła się znajomość, o którą później miał wielkie pretensje mój chłopak. Znajomość zdecydowanie za bardzo się rozwinęła i mimo, że starałam się hamować to doszło do pocałunków, ale po dwóch tygodniach znajomość się zakończyła z dziwnych powodów, o których mogłabym osobną historię napisać. Mój chłopak podczas rozstania mniej więcej wiedział, że gdzieś chodzę, czasem się z kimś widzę, ale jak już do siebie prawie wróciliśmy i jak się dowiedział, że się całowałam z innym to nie chciał mieć ze mną kontaktu. Później jednak znów do mnie wrócił, jednak mi tak bardzo na nim zależało, że bałam się powiedzieć mu pewnych spraw i jak się dowiedział, że całowałam się z tamtym więcej niż raz to zrobił mi wielką awanturę, a ja tym bardziej bałam się powiedzieć mu wielu rzeczy, bo wiedziałam, że mnie zostawi, a ja nie chciałam... Nie mogłam żyć jednak z moimi domówieniami, kłamstwami i w końcu zdecydowałam się mu to jakoś wyznać i dla niego to było szokiem, że będąc na dwóch imprezach tańczyłam z innymi chłopakami, że tańczyłam z nimi blisko, że z tamtym całowałam się nie raz i nie dwa, ale trochę więcej. Przypominam, że wtedy nie byliśmy razem, więc nie zdradziłam, ale gdy o tym wszystkim się dowiedział znów mnie zostawił. Przez ostatnie pół roku było lepiej. Staraliśmy się zacząć wszystko od początku, na czysto. Całkiem nieźle nam szło, ale ciągle jest coś co jest naszym największym problemem, a mianowicie jego zazdrość i zaborczość, a moi przyjaciele. Przed związkiem z nim bardzo często wychodziłam z domu z innymi ludźmi, z przyjaciółmi, praktycznie każdy wieczór miałam zajęty i było mi dobrze z tym. W czasie związku z nim musiałam niektóre relacje bardzo ograniczyć, niektóre zakończyć, przestałam w tygodniu widywać się z innymi, a zaczęłam głównie z nim w weekendy, bo w roku szkolnym tylko wtedy możemy się zobaczyć, bo mieszkamy od siebie w odległości kilkudziesięciu kilometrów. Obecna trudna sytuacja jest wynikiem innych trudnych sytuacji związanych z moim przyjacielem. Chodziło tym razem o urodziny przyjaciela na które mój chłopak nie chciał się zgodzić, bo ma złe wspomnienia z moim chodzeniem na imprezy, kiedy nie byliśmy razem... Błagałam go, żebym mogła pójść, bo nie mogę znieść myśli, że osoby, które kiedyś były dla mnie najważniejsze muszę od siebie odsuwać przez mojego chłopaka; że relacje kiedyś tak dobre muszą się rozluźniać nie dlatego, że nie mam czasu czy że nie chcę, ale dlatego, że ktoś mi zabrania. Poszłam na urodziny do klubu, choć mój chłopak wszelkimi sposobami starał się mnie odciągnąć, nawet po tym jak już się z nim pożegnałam na fb i miałam wychodzić to napisał "Czekaj, nie zostawiaj mnie... Jeśli mnie kochasz to zostań.". Wiem, kompletna manipulacja. Pół godziny przed wyjściem jest ok, ale 5 minut przed już nie. Taką samą sytuacje miałam wczoraj kiedy znów chciałam się spotkać z przyjacielem, bo nie widzieliśmy się kilka tygodni. Jednak jest w tym też moja wina, ponieważ wcześniej znów wyszły na jaw moje niedomówienia czy kłamstwa... Idąc na imprezę urodzinową miałam postawione pewne warunki, m.in., że nie będę z nikim tańczyła. A jednak zatańczyłam z jubilatem - z moim przyjacielem. Co prawda, nie za bardzo chciałam ze względu na obietnicę, ale zostałam objechana przez przyjaciół, że tylko siedzę i robię zdjęcia, ale się nie bawię w ogóle. Oczywiście oni o tej obietnicy nie wiedzieli, bo znów by ich trafił szlag przez mojego chłopaka... Zmierzam do tego, że mój chłopak o tańcu z przyjacielem dowiedział się ze zdjęć i znów stracił do mnie zaufanie. Chciał, żebym całkowicie zerwała kontakt z przyjacielem i początkowo chciał także, żebym nie miała kontaktu z żadnymi chłopakami, jednak nie zgodziłam się na to i już nie błagałam go o nic, bo od dłuższego czasu miałam wątpliwości. Wczoraj złożyło się tak, że mój chłopak stwierdził, że jednak pozwoli mi się spotykać z przyjacielem, a przyjaciel akurat chciał się spotkać i oczywiście wyszła chora sytuacja, bo chłopak nie chciał mnie puścić z domu pisząc, że znów go zostawiam, że coś sobie zrobi, że jest beznadziejny, że go nie kocham... A to nieprawda, ale kiedy miałam się spotkać na około półtorej godziny z przyjacielem, to mój chłopak zabierał z tego czasu kolejne minuty na kłótnie ze mną i się zdenerwował, że powiedziałam, że wrócę później niż początkowo przypuszczałam. Później zadzwonił do mnie i kazał dać do telefonu mojego przyjaciela, do którego bluzgał, a potem sam miał do mnie pretensje, że jak mogę lubić takiego chama, a nic do niego nie docierało, że on zaczął. Tłumaczył się, że był zdenerwowany...
Powolutku zbliżam się do końca mojej długiej opowieści i każdemu kto przeczytał bardzo dziękuję i chciałabym powiedzieć, że wiem, że popełniam błędy, ale czy nawet mimo tych błędów to normalne, że mój chłopak zawsze wie gdzie i z kim jestem i kiedy według niego mnie zbyt długo nie ma to narzeka? Nie lubi gdy wychodzę z domu, bo uważa, że go zostawiam i przede wszystkim mimo moich wielu tłumaczeń ciągle uważa, że skoro potrzebuję przyjaciół i nie mogę znieść myśli, że tak okrutnie ich czasem traktuję to jest wynikiem tego, że on mi nie wystarcza i że on się stara, a ja tego nie zauważam, a on nie da rady bardziej. Aaa, jeszcze dodam, że bez niego nie mogę chodzić na koncerty, do teatru czy do kina i bardzo często on ma humory. To chyba tyle. Koniec opowieści, a Was, Forumowicze, proszę o podpowiedzenie czy da się coś zrobić? Opisałam same najgorsze rzeczy, ale jak jesteśmy razem to jest nam cudownie, więc czy warto poświęcić dla niego przyjaciół? Bardzo trudno mi kogokolwiek zostawić, bo mam taki charakter, nie umiem się rozstawać... Podczas tego miesięcznego rozstania wewnętrznie było mi gorzej bez niego, bo wszystkich porównywałam do niego. Rozstanie tylko mnie uświadomiło jak bardzo mi na nim zależy. No dobrze, rozpisałam się mocno, ale już koniec i proszę o rady ![]()
Podobne tematy
Witaj. Ten chłopak nie jest dla ciebie. Ogranicza cię i podcina Tobie skrzydła... Oddziela od przyjaciół... Wasz związek i tak nie przetrwa, ponieważ jesteście zbyt różni. Piekli się o to, iż całowałaś się z innym a przecież i tak nie byliście parą. Jak na moje oko to jego najbardziej zabolało to, że tak szybko znalazłaś sobie pocieszyciela. Przyzwyczaiłaś go do tego, iż za nim się uganiałaś. Chcesz być szczęśliwa? Zostaw go i nie wracaj do niego.
Z tego co napisałaś nie wróżę nic dobrego temu związkowi. Nic z tego nie będzie, Ty w pewnym momencie nie wytrzymasz takiego życia z ciągłymi ograniczeniami. Związek nie na tym polega, wręcz przeciwnie, powinno się mieć kontakt z innymi ludźmi.
Powiedz, że nie chcesz być ograniczana i albo przestanie, albo odejdziesz. Ale nie gnij w tym związku ograniczana. Jesteś młoda, potrzebujesz przyjaciół ![]()
Trochę przykro słyszeć, że radzicie odejście, ale może w końcu się z tym pogodzę i jakoś to do mnie dojdzie. W każdym razie dziękuję za odpowiedzi ![]()
W sumie miałam podobną sytuację. No może nie aż tak straszną
Pięć lat temu poznałam mojego obecnego chłopaka.. Ja byłam typem, który lubi imprezować, on nie. Dwa lata siedziałam w domu i słuchałam się jego. Nie wychodziłam na imprezy, na integracje klasowe itp. Straciłam w pewnym sensie przyjaciółkę. Żałuję troszkę tamtego okresu. Po tych dwóch latach zamieszkaliśmy razem i zmieniłam swoje nastawienie. Wychodzę na piwo, na imprezy, gdzie chce... On ma focha, ale powiedziałam mu, że za młoda jestem na spędzanie czasu przed komputerem. Czasami nawet mnie zawozi, czy odbiera
Także kiedy postawisz na swoim to facet to zaakceptuje. Jeżeli nie... To uważam, że szkoda życia. Baw się ! Jesteś młodziutka jeszcze ![]()
Oj, chciałabym, żeby było tak jak u Ciebie... Zawsze to jakaś nadzieja
Ale teraz ciągle coś mi się sypie. Nawet przyjacielskiej relacji nie możemy mieć, bo nawet jak między sobą nie mamy problemów to przychodzą one z zewnątrz... Nie daję rady. Chciałabym, żeby było chociaż źle, a stabilnie, ale tak chyba się nie da, bo ciągle przychodzi coś nowego, gorszego, co psuje.
Oj, chciałabym, żeby było tak jak u Ciebie... Zawsze to jakaś nadzieja
Ale teraz ciągle coś mi się sypie. Nawet przyjacielskiej relacji nie możemy mieć, bo nawet jak między sobą nie mamy problemów to przychodzą one z zewnątrz... Nie daję rady. Chciałabym, żeby było chociaż źle, a stabilnie, ale tak chyba się nie da, bo ciągle przychodzi coś nowego, gorszego, co psuje.
Nie możesz dać się ograniczać. Nikt nie ma prawa ograniczać nikogo innego. Jeżeli on chce Tobą rządzić to nie możesz mu na to pozwalać. Albo zrozumie albo niech spada ;p
No tak, ale trudno to ot tak zatrzymać jak już wszystko za daleko zaszło... Ale trochę rozluźniamy relacje, więc można powiedzieć, że powoli oboje od siebie spadamy
Chociaż mimo wszystko ja tego nie chcę. Ale i moi i jego rodzice trochę nas hamują, bo widzą, że nie bardzo sobie radzimy...
Organizujcie swoj czas, jesli on woli zebys siedziala z nim sama itd to np 3 razy w tygodniu wychodzicie gdzies i 3x w tygodniu siedzicie sami. Staraj sie go zabierac na te imprezy, i przekonywac do swojego stylu zycia - tak zwany kompromis.
Dzięki za radę, ale sytuacja jest o tyle trudniejsza, że mieszkamy od siebie godzinę drogi i jest trochę problem z dojazdem. Teraz w ogóle się nie spotykamy, tylko ze sobą piszemy po przyjacielsku. Próbowałam różnych kompromisów, które czasem wypalały, ale w końcu on mówił, że albo stawiam na swoim albo że go ranię albo że on nie chce gdzieś ze mną iść... Teraz to już nie takie istotne, bo jakoś muszę się nauczyć żyć z tym, że teraz nasz związek nie wypalił i że muszę zrezygnować ze swoich marzeń związanych z nim i pogodzić się z tym, że musimy ograniczyć spotykanie się... Już tyle osób mi powtarzało i Wy mi powtarzacie, że nie warto itp., a ja nie mogę tego przyjąć do wiadomości ![]()
Czy ktoś mi powie jak się uwolnić od uzależnienia od chłopaka i jego manipulacji mną?
Czy ktoś mi powie jak się uwolnić od uzależnienia od chłopaka i jego manipulacji mną?
Urwij z nim kontakt, zmień nr, odbębnij "odwyk" i żyj ![]()
Właśnie zaczynam taki odwyk... Ciekawe jak mi pójdzie, ale może mi się uda dzięki temu, że wyjeżdżam, od czego chciał mnie brutalnie odwieść mój były chłopak. Teraz sam się nie odzywa, bo wyjeżdżam. Cóż, ciągle staram się sobie przypominać jego złe zachowania, żeby nie popaść zbytnio w tęsknotę ![]()