Jeżeli o mnie chodzi, to bardzo dużo zależy od sytuacji tego "zagadywania". Sama korzystając z komunikacji miejskiej "odcinam się" od otoczenia słuchając muzyki lub czytając książkę. Nie tyle, że nie lubię jak ktoś mnie zagaduje,ale... nie zawsze wiem jak się zachować.
Zwykle zagadują mnie starsze osoby na temat pogody/korków itd. Zdejmuję słuchawki z uszu, uśmiechnę się, przytaknę iii... rozmowa się urywa, więc ponownie zakładam słuchawki. Po chwili sytuacja się powtarza, ja już odpływam w swoich myślach iii czuję się taka... wybita. Wiem, że często są to osoby samotne, które potrzebują po prostu do kogoś usta otworzyć. Wychowywali się w innych czasach, kiedy to ludzie byli bardziej otwarci i niepochłonięci wirtualnym światem. W gronie znajomych uchodzę za gadułę i to jedną z większych,ale nie czuję się najlepiej podczas "sztucznej" rozmowy z kimś nieznajomym.
Drażni mnie bardzo wszelkiego rodzaju menelstwo, które lgnie do mnie jak muchy to syropu. Naprawdę nie wiem dlaczego zawsze zostaję wytypowana przez nich jako kandydatka do konwersacji.
W swoim życiu miałam jednak przynajmniej kilka sytuacji, w których rozmowa z kimś nieznajomym wywarła na mnie spore wrażenie. Pracowałam kiedyś jako ankieterka, w związku z tym codziennie miałam okazję porozmawiać z wieloma, jakże różnymi osobami. Wiadomo, jedni bardziej mili... inni mniej. 
Kiedyś siedziałam sobie podczas przerwy, popijałam wodę i nagle przysiadła się do mnie młoda dziewczyna. Sama zaproponowała, że mi wypełni ankietę, bo "i tak nie ma nic do roboty". Byłam trochę zaskoczona, bo nie ukrywajmy-zwykle każdemu się śpieszy i nikt nie chce chwili poświęcić. Zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że była na wagarach. Nie powiem, że sama nigdy nie wagarowałam,ale jak już się szło to większą grupą, a nie w pojedynkę. No i w dodatku był sam początek roku szkolnego. W toku dalszej rozmowy okazało się, że ludzie z klasy jej nie akceptują. Dziewczyna twierdziła też, że "matka jej nie kocha" i ją już kilka razy z domu wyrzuciła. Widać było, że jest niegłupia. Mówiła, że wieczorami w knajpie pracuje. To wszystko zdążyła powiedzieć w trakcie krótkiej rozmowy. Widać było, że ma cholerną potrzebę wygadania się komuś. Chwilę porozmawiałyśmy, później musiałam ją "przegonić", bo w końcu trzeba było do pracy wracać. Poszła i tyle ją widziałam. Później miałam nawet trochę wyrzuty sumienia, że mogłam jej chociaż maila mojego zostawić czy coś.