To ja nie będę się wstydzić. W sumie po to założyłam ten wątek.
hmm ja mam dość dominujący charakter, jednak w relacji z nim staram się być tą spokojniejszą, ugodową. Mój jest narwowy, szybko wybucha, jednak nie dzieje się to ot tak. Na jego rozdrażnienie ma wpływ kilka czynników, które doskonale rozumiem, nie zarzucam mu więc winy i dlatego od pewnego momentu sama staram się być właśnie spokojna i opanowana. W naszych kłótniach najczęściej to tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi, po co i przez co się kłócimy... Zawsze jednak któreś odpuści lub oboje odpuszczamy (rozłączamy się -żyjemy jeszcze przez chwilę na odległość więc chcąc, nie chcąc najczęściej kłócimy się przez tel), emocje opadają i jest ok. Najczęściej jednak dotyczą poczucia niezrozumienia przez niego, ale sama już czasem nie wiem czy mam rację, czy się czepiam.
Wkurza mnie gdy słyszę
- "ty tylko marudzić potrafisz" -czy tylko? Czy może akurat łapię go za słówka bez sensu i ciągnie się dalej.
- "sama nie jesteś ideałem" -raz powiedziałam mu coś w podobnym stulu, nigdy nie mówię niczego podobnego. Dla mnie idealnych ludzi po prostu nie ma ale uważam, że ludzie sobie bliscy nie powinni tego mówić. Świat i tak jest okrutny, to po co sobie dokładać, stwórzmy dla samych siebie idealny azyl...
- "przepraszam" -hmmm jak już naprawdę, naprawdę, naprawdę przegnie, robi to sam.
- zamiatanie pod dywan... nie wiem, czy czasem może po chwili przemyśleń dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę nie ma o co się kłócić więc odpuszczamy i jest spokój czy nieświadomie zamiatamy te sprawy pod dywan...
- płacz - "ostateczny argument kobiety" nie, nie, nie traktuje tego jako broni ale czasem gdy zdaża mi się już popłakać na nim jakby nie robi to "wrażenia"