Jak w temacie. Nie umiem się pozbierać już trzeci dzień, nie wiedziałam że coś może tak potwornie boleć...
Powiedział, że już nie kocha. Że myślał nad tym dłuższy czas, bo nachodziły go wątpliwości, nie chciał nic mówić dopóki nie był pewny. Nie ma żadnej innej, u mnie też nie było żadnego innego, ani żadnego pisania z innymi (przeglądałam inne tematy o rozstaniu tutaj, zakładam nowy bo sytuacje nie pasują). Jedynym powodem, dla którego się ze mną rozstaje jest to, że już nie kocha. Ma nadzieję, że kiedyś będziemy mogli normalnie porozmawiać. Poprosił moją przyjaciółkę żeby się o mnie troszczyła i czasem mu powiedziała co ze mną.
Problem w tym, że ja kocham tak samo mocno jak kochałam na początku. Dla mnie to jest koniec świata.
Mam znajomych, ale nie mam ochoty się z nimi spotkać. Mam studia, które przestały mnie interesować. Nie pamiętam kiedy coś jadłam, coś pewnie tak, bo trzy dni mijają, a ja dalej żyję. Sypiam szczątkowo. Potrafię tylko o nim myśleć i wyć. Tak bym chciała, żeby on tak nie czuł...
Kiedy przestanie boleć? I jak chcieć dalej żyć? Bo nie chcę.