Niby wiem, że większość facetów źle znosi wyznania ze strony kobiet. I niby wiem, że lepiej było by odpuścić, z drugiej strony tyle szczęśliwych związków zaczęło się właśnie od kobiecego wyznania.
Ale od początku, poznaliśmy się na początku moich studiów on był wtedy na trzecim roku.. Czyli ciągnie się to od 6 lat. Na początku było zwykłe kolegowanie się, potem przyjaźń, choć ja czułam coś do niego chyba od samego początku, tylko z różną siłą. Około 3 lat temu wyleciałam ze studiów, wyprowadziłam się z miasta, dla niego to też nie był najlepszy okres, dostał kosza od laski na której mu na prawdę zależało (zresztą oni to materiał na osobną książkę) padło wtedy parę słów które nie powinny paść i mocno mnie zranił, szczególnie mocno że potrzebowałam wtedy jego pomocy. Ale pozbierałam się, wróciłam, przez jakiś czas spotykałam się z jego bratem (teraz żonaty raczej nieszczęśliwie), i po jakimś czasie znów zaczęliśmy być blisko. Prawda jest taka że mimo kilku zauroczeń po drodze, epizodu z jego bratem itp. przez te wszystkie lata zawsze po czasie wszystkie moje uczucia do niego wracają. Przeżyłam kilka kręcących się w okół niego dziewczyn, kilka takich które chciały rozbić naszą relację, ale zawsze jakoś z tego wychodzimy i po jakimś czasie znów jesteśmy blisko.Było tez kilka "wyznających mu miłość" dlatego strasznie nie chce dołączyć do tego grona.
On jest trudnym typem, z jednej strony ma niesamowicie dobre i czyste serce.. Nie spotyka się takiego normalnie u dorosłego faceta. Z drugiej strony ma okropne kompleksy, nienajlepsze dzieciństwo, i kilka epizodów z depresją. Nigdy nie było między nami żadnej fizyczności, dotyk ręki w tańcu to wszystko, jakbyśmy się obydwoje tego panicznie bali.
Nie chcę go stracić, nie chcę zepsuć tego co mamy.. Ale czy jeśli zacznie być z kimś innym to własnie go nie stracę? Nie mam pojęcia czy wie o moich uczuciach.. Ja też "Łatwa" nie jestem, niestety w ostatnim czasie to ja jestem mistrzem słów które nie powinny były paść. Więc tym bardziej myślę że może nie wiedzieć.