Witam ![]()
Mam dość nietypowy (a może i typowy) dylemat. Pracuję od ponad pół roku w mojej pierwszej stałej pracy. Po studiach bardzo długo szukałam pracy, nikt nie chciał przyjąć "świeżynki" z pustym cv. W końcu jednak udało się. Zaproponowali mi śmiesznie niską stawkę, ale wiadomo, że człowiek zdesperowany godzi się na wszystko. Pracuję tam już 8 miesiąc i, jako ktoś kto ma już doświadczenie zawodowe, chciałabym zarabiać trochę więcej. Obecnie zarabiam około 700-800zł na rękę mniej niż wynosi średnia na moim stanowisku (z opinii znajomych z branży i poszukiwań w necie). Dodam, że na początku rzeczywiście prawie nic nie umiałam (jak to zazwyczaj bywa po samej szkole
), ale przez te kilka miesięcy bardzo dużo się nauczyłam i mam teraz opinię bardzo dobrego pracownika. Szef zleca mi czasem obowiązki wykraczające poza moje formalne stanowisko, ale z tym też sobie radzę.
Teraz, kiedy "obyłam się" już z pracą, chciałabym dociągnąć do tej średniej z mojego stanowiska, ale boję się, że jak poproszę o 700zł podwyżki netto to tylko się ośmieszę. Kiedy poprosiłam o podwyżkę po okresie próbnym (3 miesiące) dostałam, ale...100zł. Wiem, że to lepsze niż nic, wiem, że mogłabym zarabiać minimalną krajową (teraz mam trochę ponad, ale wciąż z jedynką na początku na rękę), ale... wszyscy znajomi w branży zarabiają sporo więcej i czuję się wykorzystywana przez firmę
Wiem, że najprostsza rada to zmienić pracę - dociągnąć do roku doświadczenia i już mogę na rozmowach na pytanie o zarobki wymienić średnią ze stanowiska. Problem w tym, że ja naprawdę lubię moją pracę - i to co robię i przede wszystkim atmosferę w firmie. Ludzie są naprawdę cudowni, szef jest w porządku (niestety nie on decyduje o podwyżkach, tylko zarząd), bardzo chciałabym zostać w tej firmie, tylko...nie za taką pensję.
Poradźcie proszę, co robić, jest szansa ugrać przyzwoitą podwyżkę, czy zawsze będę traktowana gorzej, jako ta, która dostała pracę z łaski bez doświadczenia zawodowego?