Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1 Ostatnio edytowany przez elgebar (2014-07-01 01:17:13)

Temat: Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie

Powodem, dla którego tutaj piszę jest fakt, że spotkałem na tym forum bardzo wiele opisów trudnych sytuacji dojrzałych ludzi. Wiele z nich było bardzo pouczających. Bardzo doceniam to forum pod tym względem. Jest jak bestseller najlepszych biografii. Dlatego w tej beznadziejnej chwili chciałbym się nią z wami podzielić. Chciałbym prosić o wsparcie i ciepłe słowa, których nie mogę dostać od ludzi, których znam z realnego życia. Chciałbym prosić o opinie, wskazanie błędów, poznać wasze zdanie. Jednocześnie byłbym szczęśliwy, gdyby opisanie pewnego rozdziału mojego życia komuś pomogło.

Od samego początku nasz związek był wyjątkowy. Poznaliśmy się w zaskakujący sposób. W Święta Bożego Narodzenia późnym wieczorem przeglądałem internet. Troszkę mi się nudziło. Na jakimś serwisie, z którego korzystałem wyskoczyła reklama portalu społecznościowego. Nigdy nie wielbiłem tego typu witryn, a reklamy omijałem szerokim łukiem, jednak z nudów postanowiłem wejść. Był to prywatny chat, do którego trzeba było kogoś zaprosić. Zaproszenia wysłałem do kilku dziewczyn, a ona odpowiedziała. Popisaliśmy chwilę, a rozmowa zakończyła się wymianą numerów gg. Nigdy nie przywiązywałem się do internetowych znajomości. Tak było i w tym przypadku. Po dwóch tygodniach braku kontaktu (nie widziałem potrzeby, żeby napisać) nie widziałem potrzeby, by nadal była na liście kontaktów, więc ją wywaliłem z listy.

Napisała na początku lutego. Wtedy nie wiedziałem kto do mnie pisze. Zostało to wyjaśnione w kilku zdaniach. Ponownie ją dodałem. Rozmowa była ciekawa. Rozpoczął się intensywny kontakt. Oboje mieliśmy wtedy bardzo trudny okres. Męczyłem się z przedmiotem z warunku, a niezaliczenie ostatniego terminu groziło wykreśleniem z listy studentów. Jej problemy były natury emocjonalnej, związane z kontaktem z otoczeniem i osobistą sytuacją. Jeszcze pierwszego dnia znajomości wymieniliśmy się numerami i rozmawialiśmy o swoich problemach całą noc. To nas do siebie na prawdę bardzo zbliżyło. Kolejny tydzień minął na takich właśnie rozmowach. Myślę, że dzięki nim się zaprzyjaźniliśmy i nauczyliśmy się rozmawiać o trudnych problemach. Potem był kontakt przez Skype - pokochałem ją od pierwszego wejrzenia. Od momentu, gdy poczułem miłość pragnąłem spotkania. Mieszkam na drugim końcu kraju, ale moja rodzina mieszka blisko niej więc spotkanie było możliwe.

Pierwsze spotkanie pamiętam jako bajeczne. Wyszedłem z pociągu i zobaczyłem, że piękna dziewczyna wchodzi po schodach. Przytuliliśmy się na przywitanie. Czułem się wtedy bardzo dobrze. Tak dobrze, jak nigdy wcześniej. Potem poszliśmy na spacer. Ciągnęła mnie za rękę ulicami miasta, co jakiś czas odwracając głowę i patrząc mi w oczy, a jej włosy rozwiewał delikatny wiatr. To chyba najprzyjemniejsza chwila mojego życia. Nigdy przedtem ani potem nie czułem się tak wspaniale. Ofiarowałem jej w prezencie bransoletkę, którą wcześniej jej kupiłem. To była bajka. Zaliczyłem wtedy pierwszy pocałunek i chociaż ją pogryzłem (ups), to wspominam go wspaniale. Nie mogłem tam być długo i musiałem wracać. W ogóle nie odczuwałem braku jej obecności. To ona angażowała się w rozmowy. Zawsze dzwoniła pierwsza. Przez pierwszy miesiąc nie musiałem nigdy dzwonić. Nasze rozmowy telefoniczne dosłownie nigdy się nie kończyły (chyba, że przez przypadek, ale od razu oddzwanialiśmy). Rozmawialiśmy tak długo, aż w końcu zmęczeni zasnęliśmy bez rozłączania. Według bilingu rozmawialiśmy ponad 7000 minut każdego miesiąca. Potem powiedziała, że chce zostać moją dziewczyną. Z radością przyjąłem tę wieść. Od tamtego czasu byliśmy parą.

Potem przyszedł czas na pierwsze smutki. Nie miałem czasu, aby z nią rozmawiać. Nasze rozmowy ograniczyły się do 3h dziennie. Trwało to około tygodnia. Fakt, że chciała ze mną porozmawiać, a nie mogła bardzo ją zabolał. Nie rozumiałem tego. Obraziła się i nie chciała wcale rozmawiać. Wtedy to zabolało również mnie. To był już koniec jej dzwonienia. Owszem, dzwoniła potem, gdy nie mogła odebrać, albo czasem miała ochotę porozmawiać. Był to moment, w którym przejąłem inicjatywę. To ja zacząłem dzwonić. To ja zacząłem się angażować w znajomość. Był wieczór, gdy nie odbierała, więc poprosiłem kolegę, żeby do niej zadzwonił. Od niego też nie odebrała, ale popełniłem błąd życia. Kolega miał nas pogodzić, a kosztowało mnie to popsucie większości piękna, które było w naszym związku. On nie zakończył kontaktu z nią po naszym pogodzeniu się. W tajemnicy przede mną utrzymywał z nią kontakt. Zaprzyjaźnili się. Wszystko odwróciło się o 180 stopni, by nigdy już nie wyglądało jak wcześniej.

Wtedy po raz pierwszy bardzo mnie zraniła. Zranienie to bardzo łagodne określenie tego co się wydarzyło. Nikt nigdy nie skrzywdził mnie tak, jak ona tego dnia. Każdy kto był zakochany wie, jak bardzo zależy nam wtedy na drugiej osobie. Jechałem wtedy do niej po raz drugi. Korzystając z przesiadki w Warszawie poszukałem jej prezentu. Kupiłem dużego, czekoladowego piernika w kształcie serca, z napisem "Kocham Cię". Zadzwoniłem do niej. Rozmawialiśmy chwilę, po czym powiedziała, że musi na chwilę kończyć, bo ma coś do zrobienia. Rozłączyła się nie pytając mnie o zdanie. Zadzwoniła po 10ciu minutach. Porozmawialiśmy chwilę, po czym znów się rozłączyła. Resztę drogi nieustannie o niej rozmyślałem. Nie mogłem doczekać się, aż ujrzę tą piękną dziewczynę. Jej uroda przyćmiewa piękno zachodu słońca. Nigdy w życiu nie widziałem piękniejszej dziewczyny. Postanowiłem do niej zadzwonić. W odpowiedzi usłyszałem, że nie ma teraz czasu, bo musi posprzątać pokój. To mnie delikatnie zdziwiło, ale wtedy zbytnio się tym nie przejąłem. Po przyjeździe spędziliśmy ze sobą trochę czasu, a potem przeżyłem szok. Nie dosyć, że dowiedziałem się, że utrzymuje kontakt z moim kolegą, to jeszcze wtedy w Warszawie rozłączyła się specjalnie po to, by do niego zadzwonić. Mało tego dowiedziałem się, że trzy minuty po tym jak powiedziała mi, że nie może ze mną rozmawiać, bo musi sprzątać, napisał do niej ten kolega i pisali ze sobą półtora godziny. To mnie bardzo rozzłościło. Mówiłem jej o tym. W ogóle nie przejęła się tym, że mi to przeszkadza. Nie rozumiała mojego bólu. Mówiłem, tłumaczyłem, prosiłem, by przestała. Bez efektu. Doszło nawet do tego, że się całowaliśmy, a ona łapała za telefon i sprawdzała czy do niej nie napisał.

To było okropne. To był prawdziwy koszmar. Nigdy wcześniej nie cierpiałem tak bardzo. Do tego usłyszałem zdanie "Piszemy ze sobą, ale nie mogę Ci powiedzieć o czym". Tego było dla mnie zbyt wiele. Byłem zły i zarzucałem jej zdradę. Ją to rozgniewało i miała pretensję, że jej nie ufam. W ogóle nie rozumiała tego, że cierpiałem. Ze złością powiedziała, że pisał jej o sobie. O swoich relacjach z rodziną i nie chce, bym to czytał. Wysłała mi fragmenty ich rozmowy, abym przestał być zazdrosny. Wyjechałem stamtąd pełen smutku, żalu, łez i tęsknoty. Znów przesiadka w Warszawie. Zadzwoniłem, bo bardzo tęskniłem. Usłyszałem jak śmieje się z tego, co napisał do niej ten kolega. Już nie śmiała się z moich żartów. To, co kiedyś łączyło nas, łączyło teraz ich. To z nim jej się dobrze rozmawiało. Nie ze mną. Wzbudziło to we mnie ogromną zazdrość, ale i brak zaufania. Mówiłem o swoim cierpieniu, a spotykałem się z krytyką. To ją zdenerwowało i dała mi dostęp do całego archiwum rozmów, prosząc bym omijał fragmenty związane z jego rodziną. Przeczytałem tylko trzy pierwsze rozmowy, po czym stwierdziłem, że nie ma w nich nic niepokojącego. Nie chciałem czytać reszty. Nie zdradzała mnie. Jedyne co mi się nie podobało to fakt, że fascynowała się nim bardziej niż mną. Chociaż rozmawiali o bzdurach, takich jak muzyka, to nie podobał mi się jej zapał z jakim do niego podchodziła. Widziałem w nim zagrożenie. Nasza znajomość przecież od rozmów się zaczęła. Pełno było takich sytuacji, w których kończyła by np. zjeść obiad, obiecując, że do mnie zadzwoni od razu jak zje. Gdy oddzwaniała dowiadywałem się, że rozmawia z nim od 10ciu minut. Jego obecność powodowała ciągłe konflikty, a moja dziewczyna nie potrafiła zrozumieć tego, że jestem o niego zazdrosny. Każdą krzywdę zawsze przebaczałem, pomimo tego, że po jakimś czasie pojawiała się nowa.

Pewnego dnia w jej życiu wydarzyło się coś okropnego. Wracała ode mnie i zostawiła legitymację. By uniknąć mandatu pozwoliła konduktorowi dotykać swoich policzków i bawić się włosami. Wyszło to z jego inicjatywy. Wysiadając uniknęła pocałunku w usta, jednak pocałował ją w policzek. Dała mu maila (naszego wspólnego). To był dla mnie ogromny cios. Nie potrafiłem pogodzić się z tym, że policzków mojej księżniczki, policzków, których dotykałem kilka godzin wcześniej, dotykał jakiś obcy mężczyzna. A ona na to pozwoliła. Nie pokrzyczała na niego. Nie wyrywała się. Przez to spadło na mnie ogromne cierpienie. Przebaczyłem jej i to. Ale zaraz po tym opowiedziała o wszystkim mojemu koledze (ciągle temu samemu, o którym pisałem). Tego było dla mnie zbyt wiele. Napisałem jej o wszystkich rzeczach, które mnie bolały. O wszystkich, które przebaczyłem. Ale nie mogłem z nią być ze świadomością, że o całym naszym prywatnym życiu wie kolega, którego nie lubię. Napisałem, że dłużej nie mogę z nią być. Wyłączyłem wszystko i poszedłem spać.

Obudziłem się w środku nocy. Włączyłem komputer i telefon. Przeczytałem wiadomości od niej. Bardzo żałowała i przepraszała. Zadzwoniłem i powiedziałem, że nie akceptuję tego kolesia w naszym związku. Nie mogę być z nią, jeśli on będzie się z nią zadawał. Powiedziałem, że nasz związek jest niemożliwy. Ona zapytała czy jeśli przestanie z nim pisać kilka miesięcy, załatwi to sprawę. Uznałem, że nie, bo i tak po czasie opowiedziała by mu całe nasze życie. Zażądałem zerwania z nim jej znajomości. Zgodziła się. Napisała mu, że kończy tą znajomość i aby nie dopytywał dlaczego to robi. Początkowo mnie to uspokoiło i dało poczucie bezpieczeństwa. Jednak po naszej rozmowie zrozumiałem, że potrzebowała się wygadać, a ja swoją zazdrością zniszczyłem jej chęć rozmowy ze mną. Bardzo żałowałem tego co się stało. Dlatego poprosiłem ją o zgodę na naprawienie tego. Dostałem zgodę. Zadzwoniłem do kolegi i naprawiłem sytuację. Ich znajomość została wznowiona, chociaż nie wyglądała już tak jak wcześniej. Zrywając z nim znajomość po raz pierwszy od bardzo długiego czasu pokazała mi, że jestem dla niej ważny, a co najważniejsze - ważniejszy od niego. Postanowiłem pozbyć się zazdrości, bo bardzo pragnąłem, aby zaczęła ze mną rozmawiać tak szczerze i chętnie jak na początku naszej znajomości. Pojawiły się inne problemy, bo chociaż prosiła, bym szczerze o wszystkim z nią rozmawiał, nie wpłynęło dobrze na jej chęci fakt, że znała moje smutki. Co jakiś czas pojawiały się rzeczy, o których nie chciała rozmawiać, aby nie sprawić mi przykrości. Pozbyłem się także i tego. Obiecałem pracę nad sobą.

Kiedy przyjechała do mnie po raz kolejny, wszystko zepsułem. Niedługo przed jej przyjazdem, pokłóciła się ze wspomnianym kolegą. Poczułem się tak bardzo pewnie, że zacząłem ją zaniedbywać. Nie zawsze pomagałem jej w kuchni. Przestałem pomagać w sprzątaniu. Siedząc przy komputerze nie zauważałem tego, że chce ze mną porozmawiać. Zrozumiałem to dopiero wtedy, gdy wyjechała. Zająłem się pracami domowymi, gdy tylko wróciłem z dworca. Posprzątałem cały pokój. Bardzo źle czułem się z tym, że pozwoliłem jej samej wykonywać czynności domowe. Zadzwoniłem. Przeprosiłem. Powiedziałem, że jej to wynagrodzę. Zapewniła mnie, że wszystko jest w porządku i nie mam się czym przejmować. Ale potem było już coraz gorzej. Był to czas przed obroną. Musiałem wziąć się do nauki. Nie miałem dla niej wcale czasu. Kiedy się obroniłem chciałem odwiedzić rodzinę, której w większości nie odwiedzałem ponad pół roku. Chciałem mieć to jak najszybciej z głowy, by móc od nich wrócić i poświęcić czas ukochanej. Będąc u rodziny prawie wcale nie miałem czasu na rozmowę z dziewczyną. Bardzo przeżyła brak kontaktu ze mną. Były chwile, że potrzebowała mojego pocieszenia. Potrzebowała rozmowy ze mną, a ja jej tego nie dałem.

Wróciłem w niedzielę. Po dłuższej rozmowie wydawało się, że wszystko jest w porządku. Dzisiaj ze mną rozmawiała radośnie. Śmiała się. Żartowaliśmy. Wieczorem zaczęliśmy rozmawiać na jakiś trudny temat, który ją rozgniewał. Powiedziała, że ma już dość bycia ze mną w związku. Chciała wrócić do przyjaźni. Nie oponowałem. Zawsze chciałem jej pozwalać robić to, na co miała ochotę. Powiedziałem, że czuję pustkę po tym, jak zerwała. W odpowiedzi usłyszałem, że ona czuje ulgę. To mnie utwierdziło w zdaniu, że nie jestem dobrym chłopakiem. W ogóle nie nadaję się na chłopaka. Ona po kilku godzinach chce znów być w związku i żałuje swojej decyzji, ale ja wiem, że to niczego nie rozwiązuje. Straciłem sposób na porozumiewanie się z nią. Moja ex nie chce już rozmawiać o swoich problemach. Nie czuje takiej potrzeby rozmów jak niegdyś. Proponowałem zasypianie przy słuchawce - jak kiedyś - bez rozłączania. Ale i na to się już nie zgadza i mówi, że jej to przeszkadza. Nic już nie jest takie, jak było wcześniej. Nic, poza moją miłością i uczuciem, którym ją darzę.

Dlaczego jest tak, że z całych sił chcę wszystkiego najlepszego dla swojej ukochanej, a ona otrzymuje jedynie rozczarowanie? Miałem wielkie szczęście poznać piękną dziewczynę, która do tego chciała ze mną być. I zepsułem nasz związek. Do tego stopnia, że jedynym dla niej wyjściem było zerwanie. Jestem załamany.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie

Ojjj długa historia.. pełna wzlotów i upadków... ale tak to w życiu bywa i chyba każdy to musi przejść..
Nikogo do miłości się zmusić nie da i nie można.. Jeśli ktoś nie chce z kimś być, to inaczej się nie da, bo bycie na siłę jest jeszcze gorszę..
Fak faktem, trochę ją 'zaniedbałeś' przez ten ostatni okres.. Ona mimo wszystko wykazywała chęci na rozmowę z Tobą, ale Twój brak czasu to uniemożliwił..
Myślisz że jej uczucia się wypalił ? Czy po prostu chce odpocząć ?
Może daj jej czas.. i nie określaj tego mianem -związku straconego .. nie jesteś złym chłopkiem, a błędy popełnia każdy.. nie zdradziłęś, nie uderzyłeś.. więc nie miej o sobie taaakiej opini.. po prostu się trochę 'zapomniałeś' ?
Odczekaj trochę, niech emocje ochłoną .. przemyślcie sobie oboje czego tak na prawdę chcecie.. a potem porozmawiaj z nią jeszcze raz na spokojnie i otwarcie.. Czy da Ci jeszcze 'szanse', czy możesz na co liczyć, czy z jej strony to definitywny koniec lub czy jest jeszcze jakaś iskierka nadziei ..

Pozdrawiam

Wszystko siedzi w Twojej głowie !
                        &
" Z natury jestem słodka- tak mnie wychowała mama,
lecz ten piepr*ony świat, przerobił anioła na chama."

3

Odp: Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie

Czesc.

Mlody jesteś i mam nadzieje, ze szybko się otrząśniesz i poznasz dziewczyne, która nie będzie z Toba tak pogrywać. Moim zdaniem jesteś jak najbardziej ok i nadajesz się na chłopaka, wbrew własnemu przekonaniu wink, - a rozstanie, wiadomo, zawsze boli, jeśli druga strona cos dla nas znaczy.  Potrzeba czasu, by się otrzasnac i pojsc dalej.
Jeśli już koniecznie chcesz omawiania jakichś swoich bledow, to chyba tylko tyle, ze pozwoliles się trochę wodzic za nos, - i wmawiać sobie, ze to Ty cos popsules. Wziales na siebie wine za niepowodzenie związku, IHMO niepotrzebnie. Czasem tak jest, ze im więcej ktoś się stara, tym mniej znaczy dla drugiej strony, warto o tym pamietac.

4

Odp: Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie

Nie jesteś złym chłopakiem , musisz po prostu znaleźć kobietke stworzoną dla ciebie wink widać wy nie jesteście dla siebie stworzeni smile

5

Odp: Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie

No daruj ale rozmowa przez telefon codziennie przez kilka godzin? Mnie by już się zapaliło ostrzegawcze światełko że to jest jakaś patologia. Dziewczyna ma problemy, jak sama przyznaje, i było widać w tym miejscu że jest mała szansa na normalność w kontakcie z nią. Musi być dłuższy kontakt bezpośredni żeby dobrze wyczuć druga osobę. To że jest ładna, nie jest korzystne. Z praktyki wiem, że im ładniejsza dziewczyna, tym większe ma zaburzenia, co wynika z kilku powodów. W sumie nie powinieneś był się w to pakować od samego początku.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Historia Mojego Związku - Od poznania się, po zerwanie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018