ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

Witam,
Trafilam tu przpadkiem.... licze ze ktos z was wytlumaczy mi co dzieje sie w moim zyciu... glupie jest to co pisze ale hormony tak we mnie buzuja ze nie ogarniam nawet co sama czuje...
Zaczne od pocztku... jestem mloda mama. Pierwsze dziecko urodzilam w przelomie 16|17 lat. Z obecnym mezem bylismy para prawie roku... no i wpadka. Ale szczeze powiem ze oboje dla sb. Bylismy pierwsza miloscia. Jego rodzina o ciazy dowiedziala sie jako pierwsza w 6 miesiacu. Zreszta on sam dowiedzial sie o c. Gdy bylam w 5 mies. Powiedzmy ze przechodzilam ja bez objawowo. Zero nudnosci, braku miesiaczki, itp. Moi rodzice dowiedzieli sie pozniej... mama ostatni dzien 7mies. A tata 1dzien 8... byli w szoku, ale przyjeli to o wiele lepij niz sadzilam. Myslalam ze mnie z domu wyzuca lub jeszcze gorzej. A oni przeciwnie okazali mi mega wsparcie. Poprostu to zaakceptowali. Ja z moim mezem, bylismy nastawieni na walke z calym swiatem, byle by tylko nasza milosc przetrfala i zebym urodzila dziecko a reszta sie jakos ulozy. W 8miesiacu przeprowadzil sie do mnie do domu. U niego mieszkac nie moglismy.,, raz ze wielka rodzina 4braci i siostra, do tego tesciowa w trakcie rozwodu z mezem Alkocholikiem, dodatkowo wlanie przeprowadzila sie do swojego nowego partnera. Ojciec jego co prawda mieszkal sam przez chwile ale zaraz okazalo sie ze na wyjezdzie AA poznal kogos. Noi co... noi zrobil jej dziecko a po drodze okazalo sie ze moj maz ma jeszcze oprocz nienarodzonego brata tez 2 nowe siostry(nastolatki). Masakra... straszny pasztet sie w tedy wyprawial. Wiec musielismy sie gniezdzic w malym pokoju. Za ktory tez bogu dziekuje!!!  Bylismy silni dla naszego dziecka. Gdy sie juz wreszcie urodzilo to zajmowalismy sie najlepiej jak potrafilismy. Wiadomo bylismy mlodzi zaczelismy sie w wielu sprawach sprzeczac... czasami sie nawet rozstawalismy... gora na 2 tyg. Nie dluzej bo kazde tesknilo... po pol roku od narodzin zrobilismy chrzciny i wzielismy slub. Nic wielkiego. Najblizsza rodzina. Tata wszystko sponsorowal. Zapytal sie mnie cz chcemy miec wielkie wesele czy skromne przyjecie a w zamian za to on odremontuje mi mieszkanie po babci... a bylo w fatalnym stanie. Oczywiscie wybralam mieszkanie. O niczym innym nie marzylam pokoj ,kuchnia, lazienka... baja. Szkole konczylam juz jako mezatka oczywiscie za pozwoleniem sadowym. Ktore tez nie bylo latwo zalawic, gdyz moj maz byl wczesniej karany za sprawy szczeniackie. Chcieli mi go zabrac na odwieszenie wyroku, i pewnie tak by sie stalo gdyby nie zyczliwy kurator ktory wiedzial o ciazy i chcial nam dac szanse na normalne zycie. Wiedzial ze ja nie mam patosa w rodzinie. I moze myslal ze to pomoze. Faktycznie. M. Pracowal w roznych firmach. Nigdy sie od pracy nie migal. Ja skonczylam szkole dzieki mamie. Bo to ona zostawala z dzieckiem. Bylo nam ciezko z jednej pensji ale dalismy rade pozniej m. Zaczol prace u mojego ojca i nie moge powiedziec bylo troche latwiej. Nie chcielismy miec wiecej dzieci wiec oboje wpadlismy w wir kariery ja pracowalam w sklepie franczyzowym on z czasem otworzyl firme. Klucilismy sie tak w standardzie. Wreszcie bylo nas na cos stac. Tyle ciezkiej pracy syn wreszcie odchowany z najgorszego okresu a mojemu m. Zaczyna sie chciec 2 dziecka. Nie zgadzalam sie na to bo 1 c. Przeszlam bardzo zle. Ale jakims dziwnym cudem wpadlismy rok pozniej. U mnie rozpacz bo dopiero co trafil m sie awans. A on radosc... nie moglam sie od niego opedzic. Co chwila pytal sie jak sie czuje. Opowiadal znajomym. I wogole. Ale z uplywem czasu zaczelo sie robic coraz gorzej... oddalalismy sie od sb. Mi zaczely wariowac hormony co budzilo moja agresje wobec niego, mimo ze tego nie chcialam a on zaczynal uciekac od tego. Wracal poznym wieczorem wszedzie wychodzil sam. Gdy probowalam z nim rozmawiac Zeby to jakos naprawic to za pierwszhm razem sie udalo. Natomiast szybko minelo. Znow zaczelismy sie od sb oddalac. Zaczelismy sie czesciej klucic o wszystko. W koncu pekla jakas ama i koniec nie ma juZ nas.jestem w 8 miesiacu i rozstalam sie z mezem moze i dalo by to rade jeszcze odratowac ale on sie tak zapiekl w sobie ze nawet nie ma ochoty ze mna rozmawiac.  Stwierdzil tylko ze on ma juz dosc tych klutni, awantur i ze on juz odposcil. Zabolalo mnie to strasznie. Kazalam mu sie wyprowadzic ze nie chce go znac. Faktycznie on szuka mieszkania ale nie jest podobno mu latwo. Wszedzie chca mega kaucje. Wiec ja na ten moment wyprowadzilam sie z synem do mamy. On natomiast zostal sam w mieszkaniu. Wraca kolo 2 w nocy lub troche wczesniej, krazy samochodem. Podobno kogos poznal. On sie zarzeka ze tak nie jest ale ja czuje inaczej. Powiedzial mi ze jesli mial by sie decydowac na nowy zwiazek to tylko czysty uklad zadnego planowania przyszlosci.bo on nie chce 2raz cierpiec. Szczeze bardzo bym chciala zeby sie wyprowadzil. Mieszkam u mamy na tym samym osiedlu wiec czeste widywanie go i swiadomosc ze on tu jeszcze mieszka strasznie bola. Natomiast on stwierdzil tak : ze on pomoze mi oplacic wszystkie rachunki domowe (a troche ich jest) poniewaz ja jestem na l4 ale nie bede miala jednej pensji (dluga historia) dokladnie przez caly lipiec, a pod koniec mies. Rodze. zeby byc wobec mnie byc fair... i ze postara sie mi przelewac jakas kase na zycie i na wyprawke do szpitala na zasadzie alimentow. Bo on nie da rady tak odrazu wynajac mieszkania mi placic alimenty splacic rachunki, wplacic kaucji za m.i jeszcze sie jakos utrzymac. Spoko ja z jednej strony go rozumiem... jego pensja sie nie rozciagnie... ale zrozumcie tez mnie... zostawil mnie w najgorszym momencie a to przecież on tak chciał mieć 2dziecko. Jest mi tak źle... sama... oblatuje mnie strach jak podołam wszystkiemu sama. Jak on mógł tak z obojetnieć... wymazać mnie z pamięci. Nawet nie odbiera tel. Nie szukam osadzenia kto jest winny bo z reguły wiem ze to tak nie działa... szukam wsparcia bo oszaleje z tych emocji...


Boże jaki kogel mogel  z tego wyszedł przepraszam za błedy.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Lily89 (2014-07-02 12:38:04)

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

Weź kobieto powstawiaj jakieś akapity, popraw błędy itp. Nikt ci nic nie doradzi, bo normalnie człowiek nie jest w  stanie przebrnąć przez taką ilość tekstu bez akapitów .

???? ?? ?? ????? ??? ?? ??? ?????? ?? ?? ????.
???? ?? ??
???? ??? ??? ?? ??? ?????
?? ???????? ??????,???? ??? ???? ?...
Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

Lily89 nie przesadzaj.... Ja jakoś normalnie tekst przeczytałam pomimo błędów.
Autorko, ciężko cokolwiek doradzic w twojej sprawie. Tak dokładnie nie napisałaś dlaczego właściwie się rozstaliście, tylko to, że częste kłótnie was od siebie oddaliły... Czy zależy Ci nadal na nim? Wiesz, tak naprawdę to Ty go znasz najlepiej, więc ty dobrze wiesz, jak z nim rozmawiac. Na pewno czujesz, czy z jego strony jest choc trochę miłości...
Ale - nie ukrywam tego, że zachował się okrutnie. Powinniście to jakoś jeszcze ratowac, rozmawiac, starac się rozwiązac konflikty, dla waszego pierwszego dziecka i tego, które niedługo się narodzi! Jeżeli tworzyliście tak długi czas dobrą parę, to dlaczego ma to się zepsuc? I to właśnie teraz, kiedy przed Wami kawał życia z waszymi kochanymi pociechami? Napisz cos więcej o tym wszystkim.

4

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

lily 89
Przepraszam za błędy i brak akapitów... sorry ale pisałam ten tekst w beznadziejnym momencie. A bardziej chodziło mi o szybka odpowiedz. A nie dostawanie od ciebie bury za to ze tekst nie jest perfekcyjny...

5

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

paulinazlublina

Rozstawaliśmy się z różnych powodów , byliśmy młodzi a ogrom sprawy (narodzin pierwszego dziecka) bardzo nas przytłaczał. Mimo to walczyliśmy o siebie i po krótkim czasie wracaliśmy do siebie.. Ale po paru latach gdy każde z nas zajęło się pracą i karierą zaczęliśmy również zapominać o sobie ,przestaliśmy o siebie walczyć.
Teraz rozstaliśmy się podobno przez moje humory i przez to ze chciałam go zatrzymać w domu, by pobył trochę z rodziną. On natomiast uciekał bo miał dość tego ze go przytłaczałam. Tak mi to wytłumaczył...
Czy jest w nim jeszcze trochę miłości do mnie? Nie wiem... ostatnia nasza rozmowa była zimna bez emocji. On twierdzi ze zamknął już etap naszego związku i żeby sobie o mnie nie przypominać nie chcę na ten temat rozmawiać. Szczerze już nie wiem , jak jego słowa interpretować. Mam w głowie sieczkę.

Przepraszam za moje wszelakie błędy ale mam dysleksję, dysgrafię i dysortografię.
Ogólnie nie staram się nie wychodzić z domu bez słownika.

6

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

Czesc
Mam troche podobną sytuacje, tak samo moj partner chciał dziecka i tez zostalam sama w ciazy, fakt z wlasnej woli, coś pękło i nigdy nie bedzie jak dawniej, nie potrafilam dluzej z nim byc...
Zlej sytuacji nie masz, ciesz sie, ze jest na tyle rozsadny ze chce ci pomoc finansowo i łożyc na dziecko dobrowolnie( rzadkosc w tych czasach). Ja jestem w 8 miesiącu i nie dostalam ani zlotowki od byłego ( takim chamem sie okazał) wszystko bedzie sadownie, dodatkowy stres.
Wiem, ze jest ciezko, nie masz z kim cieszyc sie tak waznym momentem w zyciu. Musisz byc twarda, nie pros sie o miłosc, tylko pokaz ze ssobie sama doskonale poradzisz. Zajmij sie wyprawką i na tym ie skup, staraj sie o nim nie myslec.
Jak kocha to wroci, nic na sile wink) tylko go odrzucisz od siebie jak bedziesz sie narzucac.

7

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...
Lily89 napisał/a:

Weź kobieto powstawiaj jakieś akapity, popraw błędy itp. Nikt ci nic nie doradzi, bo normalnie człowiek nie jest w  stanie przebrnąć przez taką ilość tekstu bez akapitów .

przecież to nie sprawdzian z polskiego,jeden pisze lepiej drugi gorzej

8

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

moim zdaniem może jeszcze wam się ułoży
facet który chce drugie dziecko pewnie dorósł do ojcostwa,małe nieporozumienia wszędzie się zdarzają więc bądz dobrej mysli

9 Ostatnio edytowany przez kasiahania (2014-08-02 20:46:21)

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

Nie wiem jaka miłość Was łączyła, ale uważam że wróci do Ciebie. Ciężko wypowiadać się w tak trudnych sytuacjach ale skoro chciał dziecka, bedzie pomagał finansowo to dobrze świadczy o nim. Dużo siły i wiary życzę smile

10

Odp: ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

lubiewinogrono - myślę że dobrze by było gdybyś zastanowiła się czy chcesz ratować ten związek i czy wyciągnęłaś wnioski na przyszłość , jak żyć aby nie popełniać tych samych błędów.  Nie tylko dla dzieci należy starać się o siebie ale także powalczyć musicie o waszą wspólną przyszłość. Nie zwalaj wszystkiego na hormony i jak piszesz nie chciałaś tego dziecka, on je chciał i tutaj poległaś. Nie umiałaś cieszyć się wraz z mężem tą ciążą ale wytykałaś mu że Ty dziecka drugiego nie chciałaś, oj masz wiele do naprawienia a jak już pomyślisz o tym wszystkim to wtedy poproś jego o rozmowę.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » ciąża w samotności... ból ktory nie ma końca...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018