Kilka dni temu powiedziałam mojemu mężowi, że spotykam się z kimś i, że między nami to koniec. Od wielu lat nic nas już nie łączyło, przynajmniej w sferze uczuć. Od roku nie kochaliśmy się i żadnemu z nas tego nie brakowało. Wiele razy już próbowałam zakończyć to małżeństwo, ale zawsze brakowało mi odwagi. Bałam się, że nie poradzę sobie sama z dwójką dzieci. Pewnie o zwykłe tchórzostwo, ale nic na to nie poradzę. Teraz jestem zakochana. To miłość, która powróciła po wielu, wielu latach. A raczej zawsze we mnie tkwiła tylko mocno ukryta pod grubym pancerzem. No, ale nie o tym chciałam pisać.
Nie umiem kompletnie poradzić sobie z tą sytuacją. Codziennie wracam do domu z bóle brzucha. Mąż nie robi mi awantur, ale widzę, że bardzo cierpi. Mimo, że go chcę zostawić nadal zależy mi na nim jako na człowieku. Niestety nie chce iść, ani do psychologa ani rozmawiać z nikim znajomym.
Kolejny problem to jak wytłumaczyć to wszystko dzieciom? Mąż chce, abym im powiedziała, że to ja chcę się rozstać hmmm w sumie nie mam nic przeciwko temu. Planuję skonsultować to wszystko z psychologiem, o w tych sprawach trzeba być bardzo ostrożnym. Oni nie mogą cierpieć przez moje wybory- tak, wiem, że i tak będą, ale trzeba to jakoś zminimalizować.
W ostatecznym rozrachunku wiem, że mąż znajdzie sobie kobietę, która da szczęście jemu i on jej. Niestety my jesteśmy kompletnie niedobrani. Wiele lat i razy próbowałam jakoś to posklejać, ratować to co było. Niestety do tego trzeba dwojga. Ja byłam wiecznie sama z dziećmi a on miał swoje hobby, które było ważniejsze od nas. Zero wyjść razem, zero spontaniczności, zero czegokolwiek, a ile samemu można się starać....?????
Wiem, post pełen chaosu, ale taki właśnie bałagan mam teraz w głowie.
Podobne tematy
No ale z tego co piszesz, to nie jest tylko wina obojetnosci męża. Ty tez nie za bardzo przykładałaś się do tego małżeństwa. Piszesz o innej miłosci, która była w Tobie przez te wszystkie lata małżeństwa. A teraz o spotykaniu się z ta osobą za plecami męża. Tak się nie da bez pełnego zaangazowania i miłosci. Niestety bez przekonania poszłaś w tą drogę i teraz nie może obyć sie bez cierpienia przede wszystkim dzieci, męża i Twojego.
Jedynym plusem dla Ciebie i męża, że nie macie zbytniego zaangazowania emocjonalnego do siebie i na spokojnie przebrniecie przez rozwód i ulozycie sobie sprawę opieki nad dziećmi.
Dzis zapewne już wiesz, że nie warto robić czegoś do czego nie jestesmy przekonani.
W ostatecznym rozrachunku wiem, że mąż znajdzie sobie kobietę, która da szczęście jemu i on jej.
A posiadasz szklaną kulę, w której widzisz przyszłość i z tego powodu masz tą pewność, że tak będzie...?
Poza tym co mu psycholog powie... show must go on? Jakoś da sobie radę...chyba.
No ale z tego co piszesz, to nie jest tylko wina obojetnosci męża. Ty tez nie za bardzo przykładałaś się do tego małżeństwa. Piszesz o innej miłosci, która była w Tobie przez te wszystkie lata małżeństwa. A teraz o spotykaniu się z ta osobą za plecami męża. Tak się nie da bez pełnego zaangazowania i miłosci. Niestety bez przekonania poszłaś w tą drogę i teraz nie może obyć sie bez cierpienia przede wszystkim dzieci, męża i Twojego.
Jedynym plusem dla Ciebie i męża, że nie macie zbytniego zaangazowania emocjonalnego do siebie i na spokojnie przebrniecie przez rozwód i ulozycie sobie sprawę opieki nad dziećmi.
Dzis zapewne już wiesz, że nie warto robić czegoś do czego nie jestesmy przekonani.
I tu się nie zgodzę i nie jest to usprawiedliwienie. Ja zrobiłam wszystko co mogłam. Po pierwsze unikałam przez 15 lat kontaktu z człowiekiem z którym obecnie się spotykam. Ślad po mnie zaginął dla niego. Po drugie o męża i małżeństwo walczyłam jak mogłam. Walczyłam o jego zainteresowanie mną i rodziną. Widząc, że coś się dzieje proponowałam terapię dla par- zrezygnował jak Pani psycholog powiedziała, że wszystko zwala na mnie i nie angażuje się w nic. Potem sama w sobie szukałam przyczyny, chodziłam do psychologa itp. Rozmawiałam- a raczej przemawiałam, nie mając odzewu z drugiej strony. zawsze pozostawiona samej sobie, z każdą sprawą- no bo przecież jestem taka dzielna i sama sobie poradzę (wg męża). Sama po operacjach moich i dzieci. Sama na izbie przyjęć kiedy dziecko było poważnie chore, sama kiedy mało nie straciłam ciąży- a gdzie on był??? Na ryba, w pracy, nie miał czasu dla mnie. Pomagali mi obcy ludzie. I nie robię tu z siebie sierotki, absolutnie. To są suche fakty. Zresztą sam przyznał, że miał mnie w d... Ostatnie miesiące prosiłam żeby zorganizował spotkanie u mediatora rodzinnego bo jest źle między nami. Powiedział, że nigdzie nie pójdzie i ma to w nosie. chciałam, żeby sam zaczął coś robić w kierunku poprawy sytuacji. Nie doczekałam się. Ile czasu ile starań miało ? Kiedyś trzeba było to zakończyć. Ile można??? Czy bez przekonania poszłam tą drogą? Raczej nie. Raczej świadomie i to bardzo.
Jedynym plusem dla Ciebie i męża, że nie macie zbytniego zaangazowania emocjonalnego do siebie i na spokojnie przebrniecie przez rozwód i ulozycie sobie sprawę opieki nad dziećmi.
A skąd wniosek, że mąż nie jest zaangażowany? Bo zdradzaczka tak napisała? Litości :-))
Facet pewno jest na samym dnie, myśli czy teraz sobie walnąć w łeb - czy jeszcze może trochę poczekać.
A tymczasem autoreczka żyje w obłokach i zostawi po sobie smród w postaci zniszczonych kilku żyć.
adamajkis napisał/a:Jedynym plusem dla Ciebie i męża, że nie macie zbytniego zaangazowania emocjonalnego do siebie i na spokojnie przebrniecie przez rozwód i ulozycie sobie sprawę opieki nad dziećmi.
A skąd wniosek, że mąż nie jest zaangażowany? Bo zdradzaczka tak napisała? Litości :-))
Facet pewno jest na samym dnie, myśli czy teraz sobie walnąć w łeb - czy jeszcze może trochę poczekać.
A tymczasem autoreczka żyje w obłokach i zostawi po sobie smród w postaci zniszczonych kilku żyć.
Nic się nie dzieje bez przyczyny. A wina zawsze leży po środku.
Zakładając, że sytuacja przedstawia się tak jak opisujesz tzn. podejmowałaś próby użycia pomocy z zewnątrz nawet, potępiać nie będę, tylko wybacz, ale nowe zaczęłaś od d... strony i nie dziw się opiniom takim a nie innym.
Za to, że w małżeństwie jest kibel odpowiadają 2 osoboy...
Ale to Ty zdradziłaś i to jest tylko i wyłącznie Twoja wina :-)
Ty postawiłaś kropkę nad i... choćbyś nie wiem jak pięknie opisywała swoje emocje, potrzeby, pragnienia to zdradzacz jest zdrazdaczem <kropka>.
życzę Ci żeby Ciebie potraktowano tak jak teraz traktujesz innych. :-) Powodzenia!
Zakładając, że sytuacja przedstawia się tak jak opisujesz tzn. podejmowałaś próby użycia pomocy z zewnątrz nawet, potępiać nie będę, tylko wybacz, ale nowe zaczęłaś od d... strony i nie dziw się opiniom takim a nie innym.
No wiesz pochwał nie oczekuję.
aniutek77 po prostu większość z nas wychodzi z założenia, że jak chce się od kogoś odejść, to się to robi. A dopiero potem angażuje się w kolejny związek.
Ja rozumiem, brak męża wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałaś, brak wspólnych pasji. O braku więzi seksualnej nie wspomnę, choć to przecież bardzo istotne.
Piszesz, że zależy ci na mężu. Ale chyba nie zasłużył żeby przyprawiać mu rogi?
Zrób najpierw porządek ze swoim życiem. Skup się na tym by dzieci wyszły z tego z jak najmniejszą traumą.
A potem angażuj się w kolejny związek.