Witam, piszę tu bo potrzebuje rady osób nie będących w moim otoczeniu. Od 8 lat jestem w związku w tym od roku w małżeństwie. Męża poznałam przypadkiem, jak to zazwyczaj bywa, mając 19 lat. Na początku nie planowałam długiego związku, nawet nie myślałam o tym, ale znajomość trwała. On jest i był zawsze dobry, oddany ponad wszystko, po prostu wyobraźcie sobie mężczyznę doskonałego. Ma oczywiście wady jak każdy facet, ale ja je już dawno zaakceptowałam. Kryzysów było kilka- kilkanaście, rozstawałam się z nim ale on przekonywał mnie biegał z kwiatami, płakał... Byłam młoda i chciałam się bawić, będą z związku nie można poznawać bliżej ludzi itp... wiadomo można ale z dystansem. I zdarzyło się że go zdradziłam, to raz fizycznie, to raz tylko samymi spotkaniami i przytulaniem. chodzi o to że nie jestem osobą, która akceptuje takie rzeczy w związku, dlatego nie chciałam z nim być dla NIEGO. Bo skoro ja to zrobiłam to mój problem ,ale po co on ma cierpień. Nie pozwalał mi odejść. Potem mijało wszystko on wiedział o tym, i dziwiło mnie to że nadal mówi mi że mnie kocha i chce być ze mną mimo wszystko. Jest mi dobrze z nim, ale nie czuje chyba do niego nic, pisze "chyba" bo jeśli się kocha to nie robi się takich rzeczy. Dziś jesteśmy po ślubie rok, mam 26 lat, a on 27. Moje życie nie jest typowe. Pracuje, ale mam pasje muzyka, fakt w tej chwili nie koncertuje ale uwielbiam te klimaty, koncerty, jeam season .... on wiecznie pracuje, i nauczyłam się być sama, w domu jak i w towarzystwie. CO TO ZNACZY ŻE SIĘ KOGOŚ KOCHA??? może po prostu w dup** mi się poprzestawiało skoro od zawsze jesteśmy razem, ale czy żyć razem,skoro widać po mnie że nie kocham go, czy rozstać się i spróbować żyć szczęśliwie. Chyba ze na tym polega miłość, nawet nie wiem co to jest, chyba nigdy nikogo nie kochałam .... moje związki to zawsze były porażki, zdrady ....
Podobne tematy
po cholerę wychodziłaś za mąż ?????????
3 2014-06-29 22:12:11 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-06-29 22:14:24)
po cholerę wychodziłaś za mąż ?????????
Przecież napisała... bo prosił i latał.
Następna mężatka, która nie wzięła własnego życia w swoje ręce w odpowiednim czasie...
Kolejnym etapem scenariusza będzie wpadka i romans...
in_ka napisał/a:po cholerę wychodziłaś za mąż ?????????
Przecież napisała... bo prosił i latał.
Następna mężatka, która nie wzięła własnego życia w swoje ręce w odpowiednim czasie...
Kolejnym etapem scenariusza będzie wpadka i romans...
masakra...
dokładnie, prosił i latał. zaręczyny odkładałam 2 lata, czasem wydawało mi się że po prostu wymyślam i mam wahania ale go kocham ale teraz już zbyt często ta wątpliwość wraca i nie chce kolejnego błędu popełnić. Dodam że byłam w ciąży, zaraz po ślubie ale poroniłam, przeżyliśmy wiele pięknych i trudnych chwil ale to wszystko mnie przeraza co zrobić ...
w dodatku , rodzina itp.. juz tyle lat razem moze ślub itp... i on bardzo tego chciał. A ja się zgodziłam.
a jak myślisz ? co powinnaś...
8 2014-06-29 22:28:51 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-06-29 22:30:27)
dokładnie, prosił i latał. zaręczyny odkładałam 2 lata, czasem wydawało mi się że po prostu wymyślam i mam wahania ale go kocham ale teraz już zbyt często ta wątpliwość wraca i nie chce kolejnego błędu popełnić. Dodam że byłam w ciąży, zaraz po ślubie ale poroniłam, przeżyliśmy wiele pięknych i trudnych chwil ale to wszystko mnie przeraza co zrobić ...
Czyli trafiłem...
Ku przestrodze co się dzieje, gdy unikamy trudnych decyzji, poczytaj sobie wątek założony przez użytkowniczkę MAJA_ http://www.netkobiety.pl/t67750.html
w dodatku , rodzina itp.. juz tyle lat razem moze ślub itp... i on bardzo tego chciał. A ja się zgodziłam.
Kropka w kropkę to samo...
wydaje mi się że powinnam odejść, ale matko to nie takie proste...a co jeśli jestem paranoiczką i okaże się ze to jednak ten, a ja idiotka dałam mu odejść.
ale ja nie chce odejśc by być z kimś. gdyby już to się stało to na pewno dla siebie. Nie wiem, może po prostu odpuścić sobie i żyć dalej.
ale ja nie chce odejśc by być z kimś. gdyby już to się stało to na pewno dla siebie. Nie wiem, może po prostu odpuścić sobie i żyć dalej.
Ona też nie chciała nic zmieniać, tylko wszystko samo jakoś tak wyszło. Może psycholog Ci pomoże, nie wiem... Kiepsko by było, gdybyś teraz została, a potem nagle by Ci się odwidziało, a Twój m miałby parę lat w plecy, żyjąc w matrixie, gdzie żona chyba go nie chce...
pójdź z tym do psychologa, polecam ci to bardzo.
Może miałaś ciężkie dzieciństwo i teraz życie spokojne ci przeszkadza, szukasz ciągle adrenaliny, spokojne życie cię nudzi. A to nie jest normalne.
Pozdrawiam
Oddałabyś mu nerkę jakby była potrzebna, czy raczej byś się zastanawiała czy oddać?
Czy jeśli mąż ma kłopoty, to Ciebie te kłopoty bolą, czy raczej to są jego sprawy i wolałabyś nie mieć z tym nic wspólnego?
Jak mogę dowiedzieć się czy kocham męża?
Zadzwoń pod 112
No, ale teraz już na poważnie...Nie rozumiem po co w ogóle brałaś z nim ślub. Myślałam, że małżeństwo to coś dla ludzi, którzy się kochają i chcą być ze sobą, a nie dla kobiety, które chyba faceta nie chce i mężczyzny który prosi, lata, błaga by nie odchodziła. Takie trochę bez sensu...Mniejsza z tym. Strasznie się mieszasz w uczuciach i to czuć przez monitor. Moim zdaniem powinnaś niezwłocznie zasięgnąć pomocy specjalisty(Nie psychiatry, bo ten Cię tylko lekami nafaszeruje, a psychologa) by pomógł Ci to ogarnąć bo sobie nie radzisz i jak dalej tak pójdzie, będzie coraz gorzej, będziesz ranić siebie i jego a przecież nie o to chodzi.
Myślę, że Gary postawił tutaj bardzo dobre pytania, nie mniej jednak można się martwić losem przyjaciela i być gotowym na oddanie mu nerki. Wydaje mi się, że relacje męża i żony to powinno być coś więcej niż (choć aż ) przyjaźń. A z tego co napisałaś wnioskuję, że odczuwasz do niego pewną sympatię, jest Ci bliski i nie chcesz go ranić. Ale nie jest tak, jak z mężem. Nie ma tego przyciągania.
Oczywiście mogę się mylić, jak jest naprawdę wiesz tylko Ty sama. Mam nadzieję, że podejmiesz dobrą decyzję i wszystkim wam będzie żyło się lepiej.
Pozdrawiam ![]()
Oddałabym mu nerkę, wątrobę i martwię się o niego. Racja jest taka, ze to prawda miałam bardzo trudne dzieciństwo, i chyba za szybko musiałam być odpowiedzialna za innych i po prostu nawet nie pamiętam żebym miała okres buntu młodzieńczego. Zawsze byłam rozsądna i dojrzalsza od innych. A teraz kiedy minęło już tyle lat, chyba zaczyna mi się ten bunt na świat.To prawda nienawidzę nudy, mam częste wahania nastroju. Tłumacze sobie to po prostu tym że jestem artystką i artyści tak mają. Natomiast kiedy nie daję rady racjonowanie poukładać sobie myśli przeraża mnie to i zastanawiam się nad psychologiem.
Nie jestem złą osobą, dla innych zrobiłabym więcej niż dla siebie i po prostu pogubiłam się, a z racji swoich przekonań i tego że nie wolno robić ludziom tego czego nie chce się dla siebie. zastanawiam się nad tym by nie ranić i zmienić siebie, ale tyle razy zaczynałam w głowie : tak od dziś będzie inaczej. No i potem znów było tak samo.
wiesz zawsze warto zastanawiać się...szukać sposobów
myślę, że masz problem ze sobą i powinnaś od tego zacząć
czego ja oczekuję od siebie? od życia? od męża i małżeństwa?
"jak mogę dowiedzieć się czy kocham męża "
google prawdę Ci powie ![]()
...
Z tego co piszesz to masz MEGA szczęście mając takiego Faceta, który jest z Tobą pomimo tego co zrobiłaś i jak Go traktujesz.
Masz też MEGA pecha, bo docenisz to dopiero wtedy jak go stracisz.
Daj mu szanse na bycie szczęśliwym, facet ewidentnie zasługuje na wartościową Kobietę.
Ty śmigaj do dyskoteki na spotkania w kiblu. Powodzenia.
Jeśli się zastanawiasz czy go Kochasz to znaczy, że nie kochasz ![]()
Być może poczujesz to, że ci zależy kiedy on się kimś zainteresuje, kiedy to on bd miał cię w du... .....
Szczerze mu tego życzę, naprawdę nie doceniasz tego, co masz dziewczyno.......
rok po ślubie...
biedny facet.. z serca mu współczuję ... i szkoda takiego, bo mógł trafić na dziewczynę która na prawdę by go kochała i była z nim szczęśliwa, a nie z taka jak Ty i się fajny mężczyzna marnuję ... Jeśli Ty go nie doceniasz to inna zrobi to za Ciebie.
Współczuję... przechodziłam to samo. Burza myśli w głowie. Pytania co to jest miłość, czy w ogóle potrafię kochać, czy starać się dla męża. I w kółko to samo, okresy lepsze pomieszane z okresami tragicznymi, kiedy totalnie nie mogłam zrozumieć samej siebie. Znam to wszystko na wylot. Radzę idź do psychologa. Pół roku temu podjęłam decyzję o odejściu od męża. Dziś nie żałuję. Choć cały czas chce z nim żyć w przyjaźni.. Jednak to nie takie łatwe przyjaźnić się z osobą, która kocha Cię nad życie, a została porzucona.. Przygotuj się na ciężką drogę.
Nie wiem, czy słusznie od razu przyklejać Autorce etykietkę takiej, co to ma, a nie docenia, wrażeń szuka i tak dalej. Być może tak jest, ale to nie działa w ten sposób, że sobie postanowi - ok, od jutra kocham go bardziej.
ignessszzz, spróbuj wyobrazić sobie swoje życie bez niego - tęskniłabyś, martwiłabyś się? Żałowałabyś? Czy odczuła ulgę? Kiedy patrzysz na niego to czy widzisz mężczyznę?
Nie ma uniwersalnego sposobu na sprawdzenie stanu swoich uczuć. Jest możliwe, że kiedy doszłoby do rozstania to poczułabyś żal, ale to tez nie musi jeszcze oznaczać miłości, a chociażby przywiązanie, przyzwyczajenie, strach przed samotnością, brak wizji siebie samej bez partnera.
Miłość nie jest czymś "stałoskładnikowym". Nie musisz mierzyć swoich uczuć czyjąś tam miarą. Można szaleć za kimś, a po roku nagle przestać, można odczuwać stagnację i mieć chwile, kiedy emocje wręcz eksplodują, można być osoba, która do odczuwania miłości potrzebuje stałych silnych bodźców - tęsknoty, ciągłej walki, niepewności...
Tak czy inaczej - jeżeli bardzo potrzebujesz dookreślić swoje emocje wobec męża, a nie jesteś w stanie - to potrzebuje jakiegoś rozwiązania. Nie zniknie samo, będzie wracać.
Na czym opiera się Wasz związek?
Nie zależy mi na lataniu z imprezy na imprezę ani bzykaniu się jeśli mam mówić otwarcie. Chyba ktoś po prostu nie czyta dokładnie tego co pisze, łatwo mówić o kimś kto dopuścił się zdrady. Fakt -Kjersti, to będzie wracać i wraca. Dlatego postanowiłam, choć dawno temu powinnam to zrobić, umowie się na wizytę do psychologa/ psychiatry.
A tak w ogóle, to fakt mój mąż jest wspaniałym człowiekiem, ale ja mimo wszystko nie jestem aż tak złą osobą. Wiem o tym, bo każdy mi to mówi, oddaję się dla ludzi z pomocą jak nikt. I dlatego czasem brakuje miejsca dla rade dla samej siebie. Można na mnie liczyć i jedyną moją wadą jest to że pogubiłam się mega w życiu.
Jak sobie radzisz? Obecnie przeżywam podobne chwile zwątpienia czy kocham czy nie kocham, ale sytuacja jest o tyle inna, że jest mi ciężko przez to, że mój chłopak mnie ogranicza. Wcześniej nie miałam wątpliwości co do mojej miłości i chyba nadal bardzo go kocham, ale jestem zmęczona... Nie wiem czy byłaś już u psychologa, ale myślę, że nie powinnaś się z nim rozstawać skoro tak naprawdę niczego Ci nie brakuje i skoro on jest taki dobry. Chociaż ja mam w to sobie, że trudno mi z kimkolwiek się rozstać, więc może źle radzę... Ale Ty po prostu napisz czy coś się u Ciebie zmieniło ![]()
ignessszzz i co byłaś już u tego psychologa? będziesz chodzić na terapię?
Ja w zachowaniu Twojego faceta widze sporo toksycznosci. Bombardowal Cie miloscia az uleglas. Nie wiem czy wyblagane (by nie powiedziec wymedzone) malzenstwo da Ci szczescie.
Sytuacja wygląda tak, że przeprowadziłam z mężem kolejną szczerą rozmowę, powiedziałam mu o tym że aby ratować wszystko muszę iść na terapie, bo te moje wahania i dziwne zachowanie jest okropne , i to moja wina. I czy będzie ze mną w tym czasie , bo nie chce tak szybko rezygnować z nas. Mąż stwierdził że skoro zdaję sobie sprawę z tego dlaczego tak się dzieje, nie ma potrzeby abym musiała korzystać z psychologia. Teraz staram się po prostu aby nie odtrącać go, jeśli mam ochotę iść na piwo , proszę by poszedł ze mną .Jeśli wychodzę mowie z kim, nie kręcę. A przede wszystkim poszukałam sobie pasji która mogę się zająć by wracając do domu , nie smucić się że nikogo nie ma, a ja znów jestem sama. Staram się z dystansem podchodzić do życia i z nastawieniem że dziś znowu zrobię coś fajnego. Jestem milsza dla męża, on nie krzyczy i ogólnie jest sielanka. Wie że jestem nerwowa, trudna sytuacja w pracy , brak hobby więc po prostu dostarcza mi relaksu i zajęcia. Mam nadzieje, że będzie już tak trwało i trwało i nie zwątpię w Nas.
Współczuję... przechodziłam to samo. Burza myśli w głowie. Pytania co to jest miłość, czy w ogóle potrafię kochać, czy starać się dla męża. I w kółko to samo, okresy lepsze pomieszane z okresami tragicznymi, kiedy totalnie nie mogłam zrozumieć samej siebie. Znam to wszystko na wylot. Radzę idź do psychologa. Pół roku temu podjęłam decyzję o odejściu od męża. Dziś nie żałuję. Choć cały czas chce z nim żyć w przyjaźni.. Jednak to nie takie łatwe przyjaźnić się z osobą, która kocha Cię nad życie, a została porzucona.. Przygotuj się na ciężką drogę.
odbiegając od wątku głównego...
Madowa mimo, że boli jak reagujesz,bo analogicznie do mojej b.żony, to dziękuje ci bo dałaś mi spojrzeć od waszej strony:)
Jeśli przypomnicie sobie za co tak naprawdę kochałyście kiedyś waszych lubych to może uda się wam wrócić do stanu pierwotnego, jeśli nigdy nie kochałyście, to pozamiatane...walić co myślą inni.. Ważne co my czujemy, sprawdzanie czy dobrze wnioskujemy na forach czy u psychologa jest obłudą, jeśli nie boimy się odpowiedzi z serca to wiemy co mamy robić. Napisał ten, co mimo podpowiedzi serca, złożył pozew o rozwód>
Sytuacja wygląda tak, że przeprowadziłam z mężem kolejną szczerą rozmowę, powiedziałam mu o tym że aby ratować wszystko muszę iść na terapie, bo te moje wahania i dziwne zachowanie jest okropne , i to moja wina. I czy będzie ze mną w tym czasie , bo nie chce tak szybko rezygnować z nas. Mąż stwierdził że skoro zdaję sobie sprawę z tego dlaczego tak się dzieje, nie ma potrzeby abym musiała korzystać z psychologia. Teraz staram się po prostu aby nie odtrącać go, jeśli mam ochotę iść na piwo , proszę by poszedł ze mną .Jeśli wychodzę mowie z kim, nie kręcę. A przede wszystkim poszukałam sobie pasji która mogę się zająć by wracając do domu , nie smucić się że nikogo nie ma, a ja znów jestem sama. Staram się z dystansem podchodzić do życia i z nastawieniem że dziś znowu zrobię coś fajnego. Jestem milsza dla męża, on nie krzyczy i ogólnie jest sielanka. Wie że jestem nerwowa, trudna sytuacja w pracy , brak hobby więc po prostu dostarcza mi relaksu i zajęcia. Mam nadzieje, że będzie już tak trwało i trwało i nie zwątpię w Nas.
to nie twoja wina,,,
Jesteś wielka, oby więcej takich kobiet
Madowa mimo, że boli jak reagujesz,bo analogicznie do mojej b.żony, to dziękuje ci bo dałaś mi spojrzeć od waszej strony:)
Do usług ![]()
Sytuacja wygląda tak, że przeprowadziłam z mężem kolejną szczerą rozmowę, powiedziałam mu o tym że aby ratować wszystko muszę iść na terapie, bo te moje wahania i dziwne zachowanie jest okropne , i to moja wina. I czy będzie ze mną w tym czasie , bo nie chce tak szybko rezygnować z nas. Mąż stwierdził że skoro zdaję sobie sprawę z tego dlaczego tak się dzieje, nie ma potrzeby abym musiała korzystać z psychologia. Teraz staram się po prostu aby nie odtrącać go, jeśli mam ochotę iść na piwo , proszę by poszedł ze mną .Jeśli wychodzę mowie z kim, nie kręcę. A przede wszystkim poszukałam sobie pasji która mogę się zająć by wracając do domu , nie smucić się że nikogo nie ma, a ja znów jestem sama. Staram się z dystansem podchodzić do życia i z nastawieniem że dziś znowu zrobię coś fajnego. Jestem milsza dla męża, on nie krzyczy i ogólnie jest sielanka. Wie że jestem nerwowa, trudna sytuacja w pracy , brak hobby więc po prostu dostarcza mi relaksu i zajęcia. Mam nadzieje, że będzie już tak trwało i trwało i nie zwątpię w Nas.
Trzymam kciuki