Chciałabym wszystkim osobom, które miały kiedyś bolesne zerwanie i teraz są szczęśliwe, pogratulować. Naprawdę, podziwiam was za sile i życzę wam jak najlepiej.
Ja jestem po zerwaniu miesiąc i jestem w ogromnej rozsypce. Byłam w 4 letnim związku, który uważam, ze był udany, były wzloty i upadki, ale takie życie. W maju na początku mieliśmy matury, stad dużo stresu i wtedy coś zaczynało pękać, bo ja chciałam po prostu rozmawiać o tym wszystkim, wspierać wzajemnie, a on zaczął się odsuwać. Znikał na parę dni, nie odzywał się, bo chciał być sam, powtarzałam mu wiele razy, ze jak chce takich chwil okej, ale niech mnie uprzedzi, bo martwię się i nie wiem co się z nim dzieje, tak nagle znika.. były tez dobre dni, ogólnie byłam pewna, ze po egzaminach wszystko wróci do normy... a tu nagle on zrywa ze mną. Kompletnie nie byłam na to przygotowana, wiec błagałam o rozmowę, o chociaż przemyślenie tego, a on stal ze złożonymi rękoma i miał taki wyraz twarzy jak by chciał mnie zabić, mówił, ze to nie ma sensu, bo i tak nasze drogi się rozejdą kiedyś . Co za głupi powód po tylu wspólnych latach. W szczególności, ze wcześniej nie martwiliśmy się o to.. czułam się taka upokorzona. Ustaliliśmy ostatecznie, ze porozmawiamy po moim tygodniowym powrocie (pojechałam z rodzina na wakacje), miałam się odezwać. Ale będąc tam kompletnie o tym nie myślałam w ten sposób, tylko miałam zal do niego, ze zerwał takim błahym powodem i jeszcze w taki sposób z taka wręcz nienawiścią. Odezwałam się, tydzień po powrocie jednak z jego strony zero kontaktu, wiem co to oznacza... ale mija miesiąc a ja nadal jestem w tym samym miejscu. Wychodzę do ludzi, na imprezy, chodzę na basen, ale to nic nie daje, ja po prostu tylko oddycham tak się czuje. Jestem taka nieszczęśliwa. Leze godzinami i patrze w niebo..Nie daje sobie rady, nie wiem jak mam sobie pomoc, mieszkam w niewielkim mieście, przez co gdziekolwiek nie pójdę widzę wspólne chwile. Jestem taka słaba, ze aż naprawdę wstyd i głupio mi gdy stoję w lusterku, bo wiem, ze nie takie tragedie się dzieją, ludzie maja gorsze problemy, a ja plącze za kimś, kto ma mnie gdzieś. W dodatku wydaje mi się, ze to az obsesyjne myślenie, takie natrętne są te wspomnienia, skojarzenia.
Wiecie co jest najgorsze? chyba jeszcze ta nadzieja.. która mnie dodatkowo zabija, bo ciągle gdzieś wierze w głębi, mój rozum powtarza mi jasno "koniec", a serce na cos i tak liczy .
I tak może miał inna, nie wiem, ale własnie ten powód, jakim zerwał jest taki głupi. Po tylu latach, ludzie według mnie, gdy jest w porządku nie powinni tak się rozstawać, jeżeli nie skrzywdzili siebie w sensie, ktoś zdradził kogoś itd. Powinni odbyć długa rozmowę i powiedziec sobie takie definitywne zegnaj.. bo ja po prostu nie wierze w to nadal.
Jeśli tu chodziło o to, ze ktoś mu się spodobał, to mógł powiedziec wprost, bo bolałoby bardziej, ale może o te 10% wyeliminowałoby to nadzieje.
Mimo tego, ze pewnie wiele wyniosłam z tego związku, to jesli tak to mialo wygladac nie bylo tego warte... znam siebie i wiem doskonale, ze jestem strasznie wrazliwa i sentymentalna, teraz zwiazek ten bede przezywac przez 5 lat, po co rodza sie tacy ludize jak ja..
Nie wiem po co pisze tutaj, wiem, ze mnostwo takich osob jest jak ja i wiem, ze jestem zalosna, ale tak mi wstyd ciagle opowiadac o tym samym przed bliskimi..
Podobne tematy
Wiem, że niewiele Cię pocieszę, ale w tym wieku też rzucił mnie mój ukochany ... najukochańszy, z którym już chciałam przeżyć całe życie. Też długo to przeżywałam i nie wyobrażałam sobie życia bez niego czy kolejnych miłości. Mimo, że starsze ode mnie osoby mówiły "daj sobie spokój, jeszcze wielu takich będziesz miała, jeszcze wiele razy się zakochasz". Tak jest prawda. Wiem to po latach. Mój chłopak też podał jakiś bzdurny powód w stylu, że "on ma dość swoich kłopotów, żeby słuchać jeszcze moich". Długo się zastanawiałam, jakimi to kłopotami tak go zadręczałam nie widząc tego. Ale prawda była bardziej banalna - już miał inną na oku. Po latach jestem szczęśliwa, że się z nim nie związałam. Wyrósł na strasznego snoba i egoistę
Wyobraź sobie, że ja jestem tak sentymentalna, że "pamiętnik", który wówczas razem z nim pisaliśmy mam do dzisiaj
Po co ? Sama nie wiem ? Były chwile bardzo romantyczne, do których lubię się czasem uśmiechnąć po latach.
Wiem, że niewiele Cię pocieszę, ale w tym wieku też rzucił mnie mój ukochany ... najukochańszy, z którym już chciałam przeżyć całe życie. Też długo to przeżywałam i nie wyobrażałam sobie życia bez niego czy kolejnych miłości. Mimo, że starsze ode mnie osoby mówiły "daj sobie spokój, jeszcze wielu takich będziesz miała, jeszcze wiele razy się zakochasz". Tak jest prawda. Wiem to po latach. Mój chłopak też podał jakiś bzdurny powód w stylu, że "on ma dość swoich kłopotów, żeby słuchać jeszcze moich". Długo się zastanawiałam, jakimi to kłopotami tak go zadręczałam nie widząc tego. Ale prawda była bardziej banalna - już miał inną na oku. Po latach jestem szczęśliwa, że się z nim nie związałam. Wyrósł na strasznego snoba i egoistę
Wyobraź sobie, że ja jestem tak sentymentalna, że "pamiętnik", który wówczas razem z nim pisaliśmy mam do dzisiaj
Po co ? Sama nie wiem ? Były chwile bardzo romantyczne, do których lubię się czasem uśmiechnąć po latach.
To straszne co piszesz, ale prawdziwe. Nie rozumiem tylko dlaczego faceci nie moga byc szczerzy. Wiem, ze chca pewnie abysmy mniej cierpialy, bo w koncu uslyszec "podoba mi sie inna" boli, ale wg mnie to jest jasna sprawa - podoba mu sie inna, nie ma mozliwosci powrotu bo nienawidze go, ze mnie tak zranil blablabla ... a tak to zerwal w sposob niewinny pozostajacy wiele znakow zapytania i glupia nadzieja. Nienawidze siebie, ze jestem w tym wszystkim gdzies w glebii optymistka
Odpowiedź jest bardzo prosta - na pewno nie myślą, by nas nie zranić, tylko zwyczajnie nie mają cywilnej odwagi
Yhym. A jak kobieta zrywa to akurat nie chce zranić. Ona za to odwagę ma ? ![]()
Moze i to nielogiczne, ale wydaje mi sie, ze latwiej byloby sie pozbierac, gdy sie uslyszy "nie kocham cie", "zdradzilem cie", "mam inna", bo to daje Ci ogromnego kopa, boli mocniej, ale wiesz, ze nie masz odwrotu i to czujesz, chyba...
a tak to gdzies jeszcze czujesz, ze a moze jednak, chociaz wiesz, ze nie. O ile to ma sens
I tak zrywają ludzie o mentalności 5 latka, nietaktowni - czyli mało kto. Zobaczysz jak będziesz sama zrywała - jesli tego nie robiłaś. I tak prosto w oczy komuś komu chwile wczesniej wyznawalas milosc, a dzis "tu juz nic nie ma, nie ma nas i nie będzie, nie kocham cie, odchodze, zapomnij o mnie". I pozniej blablabla jestes fajnym facetem, znajdziesz sobie kogos blablabla.