Mam pewien problem i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Chodzi dokładnie o moje życie uczuciowe i cały z resztą mój charakter.
Jestem osobą bardzo zamkniętą w sobie, nie nieśmiałą, bo potrafię nawiązywać kontakty. Jednak nie potrafię rozmawiać, otwierać się ani mówić o uczuciach. Przez bardzo długi okres czasu byłam niepewna siebie, nie miałam pewności siebie przede wszystkim, nie wierzyłam w siebie, miałam bardzo obniżone poczucie własnej wartości.
Wiele lat temu chodziłam z chłopakiem przez rok, byłam w nim szaleńczo zakochana. Taka prawdziwa miłość. Po roku zaczęliśmy się kłócić, rzucać się sobie prawie do gardeł, ale myślałam, że to kryzys, że damy radę, jak za pierwszym razem, chociaż wtedy nie było takich kłótni. Ale on nagle zakomunikował, że już mnie nie kocha i to koniec. Bardzo to przeżyłam i dochodziłam przez parę miesięcy do siebie. Weszłam w związek, który z perspektywy czasu nie powinien mieć miejsca - po prostu był to związek na pocieszenie. Ale chłopaka nie zraniłam, też mnie nie kochał. Ale od czasu kiedy po roku związku chłopak ze mną zerwał wszystko moje związki kończyły się fiaskiem. Po paru miesiącach, zwykle po 4-5 miesiącach uczucie mi przechodziło. Zaczynałam dostrzegać wady, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Zaczynało mnie drażnić wszystko i nie mogłam nic na to poradzić. Zerwać też nie potrafiłam, bo nie chciałam ranić, chociaż z drugiej strony też raniłam. To byli zawsze dobrzy faceci, nie jakieś bydlaki ani nic. Jednak nie potrafiłam nic na to poradzić, po prostu mi przechodziło. Zerwanie wychodziło i tak jakoś z ich winy.
Ok 9 miesięcy temu wyprowadziłam się z rodzinnego miasta, zostałam rzucona na głęboką wodę, musiałam znaleźć mieszkanie i pracę. Udało mi się. Dzięki temu stanęłam na nogi, nabrałam pewności siebie, uwierzyłam w siebie i wszystko szło dobrze. Nie wchodziłam w związki, nie szukałam nikogo specjalnie, żeby tego nie zaburzyć. No ale poznałam Go i myślałam, że to ten. Jednak minęły już 4 miesiące i problem znowu się pojawił. Chłopak jest cholernie dobry dla mnie, oczywiście ma jakieś wady, doprowadza mnie czasem do szału, robi awantury na które nie mam sił i wymusza rozmowę o uczuciach, emocjach, myślach, o których nie umiem mówić, ale traktuje mnie bardzo dobrze, jest czuły, kochany, troskliwy, czuję się z nim dobrze. Ale mam wrażenie, że to nie wystarcza. Ze tylko czucie się z nim dobrze nie wystarczy, aby to miało przyszłość. Mam całkowity mętlik w głowie, bo nie wiem co do niego czuję. Nie chcę go ranić i unikam rozmów o uczuciach, ale wiem, że od tego nie ucieknę i szybciej czy później będziemy musieli o tym porozmawiać. Ale ja naprawdę nie wiem co robić.
Podobne tematy
Zawsze gdy konczy sie etap motylków to czujesz niedosyt i chcesz, by trwało to wiecznie? Sama musisz dowiedzieć się czego pragniesz i czemu ten ktoś Ci tego nie daje. Tyle było tych związków, że cos wspolnego muszą mieć. Cos wspolnego co przyciąga, ale i koniec koncow odpycha.
Nie chce byc cynicznym, ale wychodzi na to, że może musisz spotkac bydlaka ; ) ?
Nigdy nie twierdziłam, ze motylki mają trwać wiecznie, ale uczucie powinno.
Bydlaka już raz spotkałam i to mi wystarczyło (nie był to żaden z wymienionych wyżej) i sądzę, że to on mnie zniszczył pod tym względem, ale no własnie nie wiem