netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Czy da sie uratować mojego faceta?

17 odpowiedzi3 883 wyświetleniazałożony przez Fighter00, 24.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy da sie uratować mojego faceta?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: Czy da sie uratować mojego faceta?

Hej dziewczyny. Pisze bo juz nie wytrzymuje tego, co sie dzieje w moim zyciu, ale równocześnie chciałabym jakos to naprawić, chociaż spróbować... Otóż: jestem z facetem od 3 lat, zanim sie zeszliśmy on dłuuuugo był moja niespełniona miłościa. Początek związku był super dla nas obojga(rozmawialiśmy, wspieralismy sie nawzajem, była czułość i bliskość), ale przede wszystkim dla NIEGO. On sie uśmiechał, rozmawiał, miał znajomych i w ogole dobre zycie.
Otóż po jakimś czasie w mojego faceta wszedł demon i zmienił go nie do poznania. Zaowocowało to tym, ze został totalnie sam, popsuł wszystkie relacje, ktore miał rzekomo bliskie i z tego co widzę stanął w jakimś martwym punkcie pod każdym względem... Opisze Wam w punktach te jego zmiane, która doprowadziła do lawiny wydarzeń.
1. Przestał sie cieszyć i uśmiechać. Całkowicie. Ciagle szukał i szuka powodów do krytyki i narzekań, jakby mu to sprawiało jakaś perwersyjna satysfakcję. Wszystko i wszyscy sa nudni i frustrujacy, nieważne czego sie z nim nie spróbuje zrobic to zawsze jest do niczego. Oczywiscie ja, jego obecnie jedyna bliska osoba, tez jestem: krytykuje moje ciało, charakter, wszystko co mi sie podoba albo co uwazam za wartościowe... Kiedyś przez to tak spadła mi samoocena, ze az popadlam w zaburzenia odżywiania, ale na szczęście wyrosłam z przejmowania sie jego gledzeniem, bo jestem kobieta zadbana: zawsze jestem czysta, mam schludne ubrania, trenuje duzo sportów, i moze nie jestem jakaś super pięknością, ale nie zasługuje na az tak natrętne krytykanctwo. Sprawami lozkowymi tez nie jest zainteresowany, co mnie w jakiś tam sposob wiadomo, ze dotyka. W każdym razie doszło do tego, ze zapomniałam jak moj facet wyglada uśmiechnięty...
2. Ma potworne kompleksy, ktore sie przerodzily w dzika paranoję. Podam przykład. Otóż, kiedyś dawno temu jakaś tam koleżanka powiedziała mu W ŻARCIE, ze ma łupież. Wtedy wpadlo w ruch koło psychozy. Zaczął sie martretowac jakimiś plynami, szamponami, wszystkim, choć całkiem szczerze ON TEGO ŁUPIEŻU NIE MA. Wcale. Okej, to jeszcze mogłam zrozumieć, właściwie wydało mi to pozytywne, ze chce byc zadbany itd. ale na dzień dzisiejszy jest taka paranoja łupieżu, ze ten łupież mu chyba zdominował zycie... Jesli leżymy sobie razem i ja mu położę (nie daj Boże!),dłoń na głowie lub w okolicach to od razu mnie agresywnie odpycha, czasem każe sie wynosić, bo ja mam na rękach zarazki i mu zaraz zrobię łupież. Albo jak czasem chodzi tak wściekły, ze mam wrażenie, ze za moment cos rozwali, autentycznie w ogromnym gniewie i go pytam o co chodzi to słyszę, ze nienawidzi tej głowy bo ona tak swędzi przez ten łupież... A na głowie łupieżu jak nie było tak nie ma. Jak próbowałam z nim pogadać, ze to wymyślone troszkę, to zaczął sie drapać niemal do rany, zeby mi udowodnić, ze jestem głupia bo z niego sie łupież sypie jak śnieg z chmury. No cóż... Poza łupieżem jest kilka innych i na ich punkcie tez ma obsesje.
3. Obwinia wszystko i wszystkich (a najbardziej mnie) za wszystko. Wystarczy, ze na wspólnym wyjeździe ze znajomymi zaproponuje cos, na co on nie ma ochoty, a momentalnie słyszę ze: zniszczylam mu cały wyjazd, a tak chciał, zeby było fajnie, ze zawsze wszystko mu niszcze... Wystarczy jedna głupota, zeby usłyszeć, ze mu sie popsuło cos dużego i ważnego, albo wręcz zniszczyło zycie... I to nie tylko do mnie tak ma, a kurde, to sa poważne zarzuty i moga kogoś bolec.
4. W OGOLE nie widzi swoich złych zachowań i paranoi. I to nie tak, ze udaje bo mu sie nie chce. On autentycznie ich nie widzi, uważa, ze każdy ma świra, tylko nie on. Twierdzi, ze on jest po prostu najszczęśliwszy sam, kiedy jak sie od niego odsunę za bardzo, to cierpi i tęskni za moja obecnością.
Bo moj facet mnie kocha na swoj bardzo pokręcony sposob, tylko zycie z nim jest po prostu nie do zniesienia emocjonalnie. Ja wiem, ze tez mam swoje wady, gadaliśmy o tym 1000 razy i za każdym razem zmieniłam w sobie to, co mu przeszkadzało i czym go ranilam. Czasem zdarza mi sie jeszcze zrobic cos głupiego, wiadomo, jesteśmy ludźmi, ale ogólnie jestem dobra dziewczyna dł niego, bardzo o niego dbam, staram sie z nim rozmawiać i w ogole żyć w zgodzie z tymi, których kocham. A to nie jest wcale łatwe... Nawet z rodzina bardzo poprawiły mi sie stosunki, na tyle sie postaralam z wyrozumialoscia i zmienianiem swoich wad. A on? Z żadnej rozmowy ni wyniósł nic, bo on oczywiscie w jego mniemaniu jest najnormalniejszy i to moje wady niszczą związek, a nie jego. Rozmowa o nim zawsze przechodzi w rozmowę o mnie.
Próbowałam tysiąc taktyk i przeczytałam tysiąc książek: próbowałam chwalić, doceniać, cieszyć sie za dwóch - porażka. Próbowałam sie odsunąć, zeby musiał zawalczyć -porażka. Próbowałam gadać jak z człowiekiem -porażka. Próbowałam gadać jak z kretynem - porażka.
Nie wiem juz dziewczyny co mam robic... Moze on sie po prostu nie nadaje do zycia? Przyjaciółki mówią, ze z nim sie nie da, ze albo zwiewam albo musze sie nauczyć z tym żyć... Ale naprawde nie ma innej drogi? Kiedyś te jego zachowania mnie niszczyły emocjonalnie i potwornie przez ni cierpialam, teraz staram sie śmiać z jego ględzenia i paranoi, ale tak naprawde to wcale nie jest śmieszne... Chciałabym, zeby moj chlopak był szczęśliwy, i jestem totalnie zdeterminowana by jakos do tego doprowadzić, bo go kocham. Zastanawiam sie czy to tez nie jest tak, ze moze on jest na cos chory psychicznie... Ale niestety próbowałam i do żadnego psychologa/psychiatry/kogkolwiek sie zaprowadzić nie da.
Jesteście moja ostatnia nadzieja, bo pewnie większość z Was ma znacznie wiecej doświadczeń z facetami (ten jest moim pierwszym) i moze akurat możecie mi doradzić cos, co pomoże? Z góry dziękuje smile i przepraszam, ze tak sie rozpisałam.

2

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Nie da.

3

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Po pierwsze - poważnie porozmawiać, poszukać przyczyny jego zmiany zachowania, może wydarzyło się coś o czym nie wiesz. Po drugie - naciskać na psychologa. Po trzecie - zająć się sobą, bo jeszcze chwila i ten gość rozpieprzy ci psychikę.

4

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Uciekaj gdzie pieprz rosnie.

5

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Psychiatra. Jak nie będzie chciał się leczyć, to radzę Ci odpuścić.

6

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Nie demon tylko zaburzenia psychiczne. Jestes pewna ze nie mial ich wczesniej, zanim sie z nim zwiazalas? Tak czy tak psychiatra.

7

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Psycholog lub psychiatra.

8

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Najlepiej  by było, gdyby udał się na konsultacje do psychoterapeuty czy psychiatry, no ale nie zawleczesz go siłą.

To zdanie mnie zainteresowało: "Próbowałam sie odsunąć, zeby musiał zawalczyć -porażka".

Co to znaczy, że porażka? Czy po prostu olał Twoje "odsunięcie się", więc wróciłaś sama (czyli pokazałaś, że niezależnie, co on zrobi, Ty zawsze będziesz pod ręką), czy nie wiem, wymusił marudzeniem/szantażem Twój "powrót"?

Ciężko tutaj coś Ci doradzić, bo jeśli on sam nie będzie chciał, to nic nie zrobi. Ja bym na Twoim miejscu powiedziała, czego oczekuję, tzn. wizyty u specjalisty (i jeśli psychiatra uzna leczenie i regularne wizyty za konieczne, to chodzenie na nie), zmiany podejścia do Ciebie, tzn. braku ciągłeś krytyki, podważania Twojej wartości, obwiniania Cię o zepsute coś tam i... sama najlepiej wiesz, co jest niezbędne. I najważniejsze - po przedstawieniu tego MUSISZ być konsekwentna. Jeśli skończy się na tym, że Ty o to prosisz, a on odkłada to w czasie, to nic nie da. Bo zobaczy, że i tak jesteś przy nim, on się nie zmienia i musi się tylko nagimnastykować trochę, żeby znaleźć wymówkę. NIE. Przedstawiasz to, co jest dla Ciebie niezbędne, żeby ten związek miał jakąś szansę. Niezbędne, czyli dopóki tego nie ma = nie ma związku. Wiem, że miłość lubi być bezwarunkowa i inne takie tam cuda, ale chyba nie chcesz całe życie być z kimś takim? Właśnie. Więc dwie drogi - albo odchodzisz, albo on się zmieni.

9

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

ewidentnie twój chłopak jest chory. ale niech cię to nie pociesza.
bo to nie działa tak, że twoja miłość czy wsparcie go wyleczą. (jestem pewna, że tak właśnie myślisz)
na niektóre zaburzenia działa jedynie terapia i psychotropy.
to tak jakbyś chciała leczyć grypę miłością.
bez psychologa/psychiatry ani rusz.
jeśli nie chce terapii proponuje ci poszukac na własną rękę pod pojęciami Zaburzeń Osobowości. po nitce do kłębka pewnie dojdziesz mniej więcej do tego co mu jest, choć na pierwszy rzut oka widać psychozę (łupież), całkiem możliwe, że stosuje na tobie bierną agresję czy inne manipulacje, być może jest borderline.
aha, jest wiele chorób które mogą dawać takie początki typu schizofrenia czy nerwice, zaburzenia obsesyjno kompulsywne.
to są choroby, nieuleczalne, powracające. to nie jakiś tam gorszy nastrój.
Generalnie jeśli on nie będzie chciał się leczyć to nie polecam tkwić w tym związku.
jaki on był zanim się poznaliście? zawsze miał takie jazdy?
powinien też pojsc do lekarza ogólnego na badania.
może ma jakieś poważne niedobory albo inną chorobę, która może dawac neurologiczne objawy.

10

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Nie uwazam, ze moja milosc moze wyleczyć chorobę, az taka głupia nie jestem. Po prostu nie byłam pewna, czy juz mozna to podejrzewać, no ale skoro tak... Odsuwanie sie od niego nie działa, bo on wtedy sie czuje przez to źle i wpada w zachowanie 'takas nieszczęśliwa, to odejde' co dla mnie = dwa razy wiecej ględzenia.  Z reszta ja tez sie nie czuje dobrze w takim układzie, bo m zamiast sie zmieniać jeszcze bardziej popada w swoje depresje i widzenie tylko złych stron zycia... On teraz obrał taktykę, ze to ja z niego świra robię, ale zgodził sie pójść do psychologa, zeby mi pokazać, kto tu z kogo robi wariata. Mam nadzieje, ze to pomoże smile) oczywiscie wcale nie widzi swojej psychozy, twierdzi, ze on tak wcale nie robi i ze wymyślam... ale o tym bedzie gadał z nim specjalista, i super.

11

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Gratuluję sukcesu.

12

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

O Matko...z którego bądz kościoła,uciekaj,ten czlowiek doprowadzi Ciebie do paranoi.

13

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?
Cynicznahipo napisał/a:

Psychiatra. Jak nie będzie chciał się leczyć, to radzę Ci odpuścić.

Dokładnie. Nie brnij w  to dalej, bo będzie Ci coraz trudniej wyjść.

14

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Jak będziesz go tak chciała wyciągać na siłę, to on Cię wciągnie w swoje paranoje.

15

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

Witajcie. Przypadkiem trafiłem na to forum, a że lubię doradzać to się wypowiem jako facet.
Tutaj ewidetnie to jest taki przypadek, w którym kobieta nie za bardzo może coś zrobić. Odpowiedzi Pań w tym temacie dodatkowo to potwierdzają.
Tak jak Szanowna Pani powiedziała na początku był facet sobie..... szczęśliwy a tu nagle bum. Otóż Pani mężczyzna stracił swoje EGO. Kluczowym momentem był etap rozwiązania znajomości z kolegami, a wiadomo nic tak nie podwyższa ego faceta jak szacunek innych facetów. Jak do tego doszło? Mogło poprostu z przypadku, sprawa nie jest znana więc nie będziemy tego drążyć.
Jakie jest rozwiązanie problemu? Dobry stary kumpel (najlepiej którego daży szacunkiem) musi dać mu w "ryj" i powiedzieć żeby się ogarnął. Jeżeli ma Szanowna Pani taką możliwość to proponuję dogadać się z jakims jego starym znajomym, pod warunkiem oczywiście jeżeli, Szanowna Pani nadal ma sily w to dalej drążyć

Serdecznie Pozdrawiam.

16

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?
Fighter00 napisał/a:

Hej dziewczyny. Pisze bo juz nie wytrzymuje tego, co sie dzieje w moim zyciu, ale równocześnie chciałabym jakos to naprawić, chociaż spróbować... Otóż: jestem z facetem od 3 lat, zanim sie zeszliśmy on dłuuuugo był moja niespełniona miłościa. Początek związku był super dla nas obojga(rozmawialiśmy, wspieralismy sie nawzajem, była czułość i bliskość), ale przede wszystkim dla NIEGO. On sie uśmiechał, rozmawiał, miał znajomych i w ogole dobre zycie.
Otóż po jakimś czasie w mojego faceta wszedł demon i zmienił go nie do poznania. Zaowocowało to tym, ze został totalnie sam, popsuł wszystkie relacje, ktore miał rzekomo bliskie i z tego co widzę stanął w jakimś martwym punkcie pod każdym względem... Opisze Wam w punktach te jego zmiane, która doprowadziła do lawiny wydarzeń.
1. Przestał sie cieszyć i uśmiechać. Całkowicie. Ciagle szukał i szuka powodów do krytyki i narzekań, jakby mu to sprawiało jakaś perwersyjna satysfakcję. Wszystko i wszyscy sa nudni i frustrujacy, nieważne czego sie z nim nie spróbuje zrobic to zawsze jest do niczego. Oczywiscie ja, jego obecnie jedyna bliska osoba, tez jestem: krytykuje moje ciało, charakter, wszystko co mi sie podoba albo co uwazam za wartościowe... Kiedyś przez to tak spadła mi samoocena, ze az popadlam w zaburzenia odżywiania, ale na szczęście wyrosłam z przejmowania sie jego gledzeniem, bo jestem kobieta zadbana: zawsze jestem czysta, mam schludne ubrania, trenuje duzo sportów, i moze nie jestem jakaś super pięknością, ale nie zasługuje na az tak natrętne krytykanctwo. Sprawami lozkowymi tez nie jest zainteresowany, co mnie w jakiś tam sposob wiadomo, ze dotyka. W każdym razie doszło do tego, ze zapomniałam jak moj facet wyglada uśmiechnięty...
2. Ma potworne kompleksy, ktore sie przerodzily w dzika paranoję. Podam przykład. Otóż, kiedyś dawno temu jakaś tam koleżanka powiedziała mu W ŻARCIE, ze ma łupież. Wtedy wpadlo w ruch koło psychozy. Zaczął sie martretowac jakimiś plynami, szamponami, wszystkim, choć całkiem szczerze ON TEGO ŁUPIEŻU NIE MA. Wcale. Okej, to jeszcze mogłam zrozumieć, właściwie wydało mi to pozytywne, ze chce byc zadbany itd. ale na dzień dzisiejszy jest taka paranoja łupieżu, ze ten łupież mu chyba zdominował zycie... Jesli leżymy sobie razem i ja mu położę (nie daj Boże!),dłoń na głowie lub w okolicach to od razu mnie agresywnie odpycha, czasem każe sie wynosić, bo ja mam na rękach zarazki i mu zaraz zrobię łupież. Albo jak czasem chodzi tak wściekły, ze mam wrażenie, ze za moment cos rozwali, autentycznie w ogromnym gniewie i go pytam o co chodzi to słyszę, ze nienawidzi tej głowy bo ona tak swędzi przez ten łupież... A na głowie łupieżu jak nie było tak nie ma. Jak próbowałam z nim pogadać, ze to wymyślone troszkę, to zaczął sie drapać niemal do rany, zeby mi udowodnić, ze jestem głupia bo z niego sie łupież sypie jak śnieg z chmury. No cóż... Poza łupieżem jest kilka innych i na ich punkcie tez ma obsesje.
3. Obwinia wszystko i wszystkich (a najbardziej mnie) za wszystko. Wystarczy, ze na wspólnym wyjeździe ze znajomymi zaproponuje cos, na co on nie ma ochoty, a momentalnie słyszę ze: zniszczylam mu cały wyjazd, a tak chciał, zeby było fajnie, ze zawsze wszystko mu niszcze... Wystarczy jedna głupota, zeby usłyszeć, ze mu sie popsuło cos dużego i ważnego, albo wręcz zniszczyło zycie... I to nie tylko do mnie tak ma, a kurde, to sa poważne zarzuty i moga kogoś bolec.
4. W OGOLE nie widzi swoich złych zachowań i paranoi. I to nie tak, ze udaje bo mu sie nie chce. On autentycznie ich nie widzi, uważa, ze każdy ma świra, tylko nie on. Twierdzi, ze on jest po prostu najszczęśliwszy sam, kiedy jak sie od niego odsunę za bardzo, to cierpi i tęskni za moja obecnością.
Bo moj facet mnie kocha na swoj bardzo pokręcony sposob, tylko zycie z nim jest po prostu nie do zniesienia emocjonalnie. Ja wiem, ze tez mam swoje wady, gadaliśmy o tym 1000 razy i za każdym razem zmieniłam w sobie to, co mu przeszkadzało i czym go ranilam. Czasem zdarza mi sie jeszcze zrobic cos głupiego, wiadomo, jesteśmy ludźmi, ale ogólnie jestem dobra dziewczyna dł niego, bardzo o niego dbam, staram sie z nim rozmawiać i w ogole żyć w zgodzie z tymi, których kocham. A to nie jest wcale łatwe... Nawet z rodzina bardzo poprawiły mi sie stosunki, na tyle sie postaralam z wyrozumialoscia i zmienianiem swoich wad. A on? Z żadnej rozmowy ni wyniósł nic, bo on oczywiscie w jego mniemaniu jest najnormalniejszy i to moje wady niszczą związek, a nie jego. Rozmowa o nim zawsze przechodzi w rozmowę o mnie.
Próbowałam tysiąc taktyk i przeczytałam tysiąc książek: próbowałam chwalić, doceniać, cieszyć sie za dwóch - porażka. Próbowałam sie odsunąć, zeby musiał zawalczyć -porażka. Próbowałam gadać jak z człowiekiem -porażka. Próbowałam gadać jak z kretynem - porażka.
Nie wiem juz dziewczyny co mam robic... Moze on sie po prostu nie nadaje do zycia? Przyjaciółki mówią, ze z nim sie nie da, ze albo zwiewam albo musze sie nauczyć z tym żyć... Ale naprawde nie ma innej drogi? Kiedyś te jego zachowania mnie niszczyły emocjonalnie i potwornie przez ni cierpialam, teraz staram sie śmiać z jego ględzenia i paranoi, ale tak naprawde to wcale nie jest śmieszne... Chciałabym, zeby moj chlopak był szczęśliwy, i jestem totalnie zdeterminowana by jakos do tego doprowadzić, bo go kocham. Zastanawiam sie czy to tez nie jest tak, ze moze on jest na cos chory psychicznie... Ale niestety próbowałam i do żadnego psychologa/psychiatry/kogkolwiek sie zaprowadzić nie da.
Jesteście moja ostatnia nadzieja, bo pewnie większość z Was ma znacznie wiecej doświadczeń z facetami (ten jest moim pierwszym) i moze akurat możecie mi doradzić cos, co pomoże? Z góry dziękuje smile i przepraszam, ze tak sie rozpisałam.

Droga dziewczyno smile

Tak sobie czytam Twoją wypowiedź i się zastanawiam cóż z Twoim facetem jest nie tak. Sądząc z tego co opisujesz, zapytam wprost: Czy Twój facet nie miał trudnego dzieciństwa, czy jego rodzina była pełna?
Pytam dlatego bo zaburzona emocjonalność u niego (także u innych ludzi) może występować właśnie na skutek niewłaściwych relacji w najbliższej rodzinie, w dzieciństwie, z braku akceptacji w społeczeństwie.
I mimo iż na początku było Wam razem dobrze, to zmiany w psychice mogą ujawnić się znacznie później.
Zawsze do tego wracam, gdyż prawidłowy rozwój człowieka musi opierać się o okazywanie uczuć, emocji, akceptację takiego jakim się jest. I to prawdopodobnie zostało u Twojego faceta nadszarpnięte gdzieś w przeszłości. Może nawet o tym nie wiesz, może Ci o tym nie powiedział.
Aby się zmienił musi przede wszystkim sam dojść do tego że jest coś z nim nie tak, inaczej niestety nie da rady. Może spróbuj poprzez jego rodzinę, może mają na niego większy wpływ. Bo jeśli ci się to nie uda
to może być problem.

I na koniec Fighter00 uśmiechnij się smile

Pozdrawia facet wink sylvain1

17

Odp: Czy da sie uratować mojego faceta?

sylvain

zgadzam się, mam podobne zdanie do twojego co do genezy takich zachowań

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy da sie uratować mojego faceta?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026