Szczerze mówiąc ja też tego nie rozumiem. Mam znajomych, który mieszkają z rodzicami, bo nie mają partnera, ale mają pracę, dokładają się do rachunków. Nie mają mieszkania, bo ich na razie nie stać. Mieszkanie z obcymi ludźmi w wynajmowanym mieszkaniu to dobre dla studentów, potem to jest zwyczajnie męczące. Oczywiście, można wynająć kawalerkę, tylko jaki jest tego sens, skoro tyle samo zapłaci się za kredyt na mieszkanie? To głupota, a nie samodzielność. Żeby wziąć kredyt, trzeba też mieć odpowiednie warunki finansowe, wkład własny.
Ja np poszedłem na studia w swoim mieście, do uczelni miałem 15 minut drogi. Miałem więc specjalnie wynajmować mieszkanie, żeby komuś coś udowadniać? Co, co wynajmowali, to były osoby przyjezdne, zwyczajnie nie mieli innej możliwości. A pieniądze im i tak rodzice przysyłali na życie. Ja tymczasem dorabiałem sobie i jeszcze dokładałem się do rachunków. Po studiach przez kilka lat mieszkałem w domu rodzinnym, w zasadzie to tylko z matką, w mieszkaniu było więcej pokoi niż domowników. Każde żyło swoimi sprawami. I to jakaś patologia? A kiedy poznałem kogoś, to zamieszkaliśmy razem.
Większość znanych mi osób mających swoje mieszkania zawdzięcza to wkładowi rodziców, albo spadkowi po babci. No faktycznie, jest powód do dumy 
Tak się zastanawiam, ze może tu nie o samodzielność chodzi, tylko taka dziewuszka szuka faceta z mieszkaniem, żeby się wprowadzić na gotowe, co?
Nie podoba ci się, że facet mieszka z rodzicami? To zamieszkajcie razem w wynajętym wspólnie - w czym problem?