Mam 24 lata, tymczasowo pracuje u taty w firmie, ale za kilka miesięcy zamierzam przeprowadzić się do większego miasta.
Od 3 miesięcy spotykam sie z chłopakiem w swoim wieku, który też pracuje w tym samym miejscu co ja. On twierdzi że bardzo mnie kocha (nigdy wcześniej nie miał dziewczyny), widać ze mu zależy i że się stara. Ja bylam w dwóch związkach: jeden kilkuletni bardzo uczuciowy, ostatni 8-miesięczny związek na odległosc, po którym choć minęło pół roku od rozstania , dalej jakoś się nie pozbierałam, bo bylam bardzo zaangażowana uczuciowo, byłam zakochana, zawsze marzyłam o takim facecie, byłam czuła i kochana, jednak przez odległość i małą ilość wspólnie spędzanego razem czasu przestaliśmy się dogadywać. Nie wyrządziłam mu żadnej krzywdy, jednak on chyba się odkochał. Cięzko to przeżyłam.
Powiedziałam obecnemu chłopakowi, że potrzebuje czasu, ale że mi na nim zależy, że bardzo go lubie i chcę się z nim spotykać ale to idzie dla mnie za szybko. Zgodził się. Nie umawiam się z innymi facetami,ale mysle ciagle o tamtym.. Z tym spotykamy się całujemy, ale nie sypiamy ze sobą, ja nie mam ochoty na sex. Na początku byłam podekscytowana, cieszyłam się z tej znajomości, ale przytłoczyło mnie jego wyznanie miłości. Jest mi smutno. Niby powinnam się cieszyć że poznałam czułego kochanego chłopaka ale jakoś nie potrafię. Nie wiem czy to tylko za wcześnie...? Bardzo liczyłam na to, że uda mi się poprzedni związek , chyba w głębi duszy dalej tęsknie za tamtym facetem.
Chciałabym mieć więcej czasu, żeby uporządkować swoje własne sprawy, swoje uczucia, sprawy związane z przyszłością, ale nie mogę. Moi rodzice naciskają na mnie. Od początku znajomości z obecnym chłopakiem ktoś wymaga ode mnie deklaracji. Mój ojciec ciągle pyta jak traktuję tę znajomość, czy jest poważna, bo jak nie to mam ją zakończyć. A ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie i jestem przytłoczona. Dziś mój ojciec kazał mi spoważnieć i się zdecydować, powiedział że nie jestem najmłodsza, mam już swoje lata i że przez to swoje niezdecydowanie zostanę sama i dopiero będę płakała. Moja matka z kolei, gdy na grilu wypiłam dwa piwa, powiedziała że nie powinnam tyle pić, bo "dostanę kopa od kolejnego faceta".. Nie rozumiem tego, bo mój ostatni związek nie skończył się wyłącznie z mojej winy.
Czy naprawdę muszę juz decydować???
Nie chcę go ranić, ale też Nie chcę kończyć tej znajomości, bardzo go lubię, ale czy go kocham..nie wiem. Przez to naprawdę czuję że zostanę kiedyś sama.