Pomóżcie bo nie daję rady ![]()
Od lutego 2010 roku nawiązałam bliższy kontakt z facetem, którego znam od zawsze. Zaczęliśmy się spotykać, dużo rozmawiać, zwierzać się sobie.On otwarcie mówił, że bardzo mu się podobam i chce żeby coś z tego było, ja natomiast mówiłam, że nie chce mieć chłopaka. Coraz więcej spotkań, rozmów i zaiskrzyło także z mojej strony. Niestety musiałam wyjechać na 1,5 miesiąca, ale byłam spokojna bo zapewnial, że poczeka i po moim powrocie zaczniemy wszystko na poważnie. Przed wyjazdem rozmawialiśmy o sexie, byłam dziewicą i chciałam pierwszy raz przeżyć z facetem, którego pokocham a on właśnie takim się stał. Wróciłam, zrobiliśmy to i nie żałowałam, był cudowny. Prawie każde nasze spotkanie konczyło się w łóżku. Spotykaliśmy się nadal, ale to nie było już to samo co wcześniej, miał coraz mniej czasu, stał się bardziej obojętny co do mojej osoby. Cała sytuacja zaczęła mnie męczyć, dlatego postanowiłam poruszyć temat "nas", których tak na prawdę nie było. On tłumaczył, że boi się zaangażowania (w marcu ubiegłego roku rozstał się z dziewczyną, z którą był 5 lat), zranienia, kolejnej porażki. Prosił żebym poczekała, dała mu trochę czasu. Od mojego powrotu minęło 5 miesięcy, a ja nadal czekam i nie naciskam.
Nadal się widujemy, najczęściej wieczorem. Odwiedzam go, siedzimy razem , rozmawiamy, oglądamy TV i ?.kochamy się. Nie potrafię z tego zrezygnować bo cały czas mam nadzieję, że coś z tego będzie. Rozmawialiśmy ostatnio i powiedziałam , że ma się w końcu określić na co uzyskałam odpowiedź- ja sam nie wiem czego chce. Najgorsze jest to, że on nie powie mi wprost żebym dała sobie spokój bo nic z tego nie będzie, a ja cały czas żyję nadzieją. Co powinnam zrobić w tej sytuacji? co o tym wszystkim myśleć? Wszyscy doradzają mi, że mam dać sobie spokój, ale jak to zrobić skoro wiem, że go kocham i jest bardzo wartościowym facetem, ma to czego szukam w mężczyźnie. Dodam jeszcze, że on jest bardzo wrażliwa osobą. Przez pewien okres miał chyba depresję- cały czas powtarzał, że nic mu w życiu nie wychodzi, że zawsze będzie już sam, itd. Do tego wszystkiego doszły jeszcze jego problemy ze zdrowiem. Bardzo proszę o jakieś rady.
Podobne tematy
Mogę Ci jednynie doradzić to, co "wszyscy". Facet najwyraźniej nie traktuje Cię poważnie. Jest mu z Tobą wygodnie i... obawiam się, że to wszystko.
Tylko dlaczego poprostu nie powie, że nic z tego nie będzie. On jest "innym" facetem, nie umie tak poprostu się kimś zabawić...
Tylko dlaczego poprostu nie powie, że nic z tego nie będzie. On jest "innym" facetem, nie umie tak poprostu się kimś zabawić...
Bo wie, że wtedy straci Ciebie i seks. Myślę, że po tym czasie mógłby się już określić, chociaż Ty powinnaś wiedzieć lepiej. Jeżeli jesteś w stanie to powstrzymaj się od intymnych zbliżeń. Wtedy będziesz mogła zaobserwować czy zależy jemu na Twojej osobie, czy tylko na seksie.
Miłości nie zdobywa się przez seks.
Nadal się widujemy, najczęściej wieczorem. Odwiedzam go, siedzimy razem , rozmawiamy, oglądamy TV i ?.kochamy się. Nie potrafię z tego zrezygnować bo cały czas mam nadzieję, że coś z tego będzie.
Nie będzie nic z tego, jeżeli on będzie otrzymywał to co chce, bez starania się ze swojej strony.
niektorzy doceniaja dopiero to co mieli w momencie kiedy to traca.
to oczywiscie nie mozna przyjmowac jako pewnik ze on obudzi sie w tym momencie i uzna ze to jest to. moze utwierdzic sie ze jednak dobrze ze sie rozpadlo ale ty bedziesz miala czyste sumienie ze nie dajesz sie poniewierac i WYKORZYSTYWAC bo niestety tak jest.
seks bez zobowiazan , przejzyj na oczy, piszesz ze on jest inny i ze jest wrazliwy nigdy by nie posunal sie do czegos takiego zeby cie tylk wykorzystac ... niestety postaw sie w jego sytuacji czy osoba ktora nam przedstawiasz kochalaby sie z dziewczyna po ktorej widzi ze cos do niego czuje ale nadal zwleka...? chyba nie . bo facet wrazliwy odpowiedzialny i z klasa nie sypial by z kobieta ktora go kocha jednoczesnie nie mogac jej tego samego dac bo wiedzialby ze ja rani a on mimo wszystko dalej to robi. spotyka sie z toba daje ci nadzieje widzi jak cierpisz a jednak dalej tej udreki nie rozwiazuje i niestety wszystko w Twoich rekach zeby ta sytuacja sie rozwiazala.
bylam w IDENTYCZNEJ sytuacji ja rowniez spotykalam sie z facetem ktory rozstal sie po 5 latach z dziewczyna mieszkali juz razem , i od razu po tym spotkal sie ze mna byla roznica miesiaca.
ja bylam oschla on chcial czegos wiecej ja nie chcialam prosilam o czas. kiedy juz jednak sie zaangazowalam zobaczylam ze z jeo strony cos nie gra , naciskalam prosilam o jakies zdefiniowanie naszego ukladu bo byl seks byly spotkania jak w normalnym zwiazku z jedna roznica ze on sie do niego nie poczuwal uznawal to jako etap poznawania sie.
stwierdzil w koncu ze on nie wie czego chce ze mam dac mu czas bo dla niego to za szybko na deklaracje. pozniej uznal ze sam nie wie czego chce i ze dla mojego dobra to koniec...
bolalo bardzo bo ja juz poczulam cos znacznie wiekszego do niego cos co moglo w przyszlosci sie przerodzc w uczucie. on jednak to urwal...
wiesz co zrobilam ? probowalam sie z tym pogodzic pomimo ze moje serce krzyczalo zeby pisac czemu mi to zrobiles jak mogles wykorzystales mnie . ja sie po prostu od niego odcielam nie pisalam nie dzwonilam dalam mu spokoj on szukal ze mna kontaktu az po 2 tygodniach przyjechal i przeprosil uznal ze zalezy mu bardzo na mnie i chce byc ze mna razem oficjalnie tak juz na 100%.
uwazam ze powinnas mu powiedziec ze ten uklad cie poniza ze czujesz sie zle .. ze cie to rani a chcialabys byc kochana miec przy sobie faceta ktory bedzie z nia nie tylko w lozku ae tez w zyciu. i ze to koniec taka zdecydowana postawa moze twojemu facetowi wiele wjasnic i moze sie okazac ze nagle bedzie doskonale wiedzial czego chce
SNEJANA święte słowa. Zgadzam się w 100%
Pierwsze co zwróciło moją uwagę w tej historii i jednocześnie mnie zirytowało jest to, że ja na Twoim miejscu czułabym się oszukana i z pewnością bym mu o tym zakomunikowała.
To on pierwszy był Tobą zainteresowany, to on dawał Ci do zrozumienia, że mu zależy, to on się starał i on Cię zdobył. Pozwolił abyś się zaangażowała, abyś się zakochała. To on cię zapewniał, że poczeka aż wrócisz po 1,5 miesiącu. Wiedział, że go kochasz i chcesz z nim przeżyć swój pierwszy raz. Z tej opowieści wynika, że to on od początku wiedział czego chce i podobno był bardzo zaangażowany, podobno zależało mu na poważnym związku. Swoim zachowaniem, postawą dawał Ci to do zrozumienia, że on chce poważnego związku. I teraz co? Jak już przeżył z Tobą kilka upojnych chwil to nagle "biedny" już nie wie czego chce?
Czyli co pocieszył się po rozpadzie poprzedniego związku i jak mu trochę zrobiło się lepiej to nagle już nie wie czy to z Tobą to coś poważnego? Wkurzyłabym się i to bardzo.
Teraz też podobno nie wie czego chce ale jednocześnie nie przeszkadza mu, że się z Tobą kocha pomimo, że wie co do niego czujesz i tym samym wciąż Cię przy sobie zatrzymuje, pozwala abyś angażowała się bardziej? To straszny egoizm i wygodnictwo!
Jeśli do tej pory mu tego wszystkiego nie powiedziałaś to powiedź. Powiedź mu co czujesz i czego oczekujesz. Jeśłi się liczy z Tobą, Twoimi emocjami to nie powinien tak postępować, niech się określi. Albo Cię kocha i chce z Tobą poważnego związku, albo niech odejdzie i Cię nie wykorzystuje.
Ty też musisz być bardziej stanowcza. W pewnym sensie pozwalasz mu na to wszystko, a on nie myśli tylko bierze. Jeśłi chcesz aby Cię szanował nie pozwól się wykorzystywać. Daj mu do zrozumienia, że są pewne granice! I po prostu nie sypiaj z nim, nie spotykaj się z nim tak jakbyście razem byli, bo tak nie jest. Odsuń się od niego do póki się nie określi, nie podejmie decyzji. Jeśłi postawisz sprawę jasno to on będzie musiał podjąć decyzję, a tak jak jest to właściwie nie musi jej podejmować. Jakby nie było jemu w tej sytuacji z pewnością jest wygodnie.
Niestety musisz się liczyć z tym, brak pod uwagę, że jeśłi postawisz sprawę jasno to może to być absolutny koniec. Musisz się do tego przygotować. Jednak z pewnością lepiej jest postąpić stanowczo i nie pozwalać się wykorzystywać niż trwać w tej "chorej" sytuacji.
Jak pisała tu już osoba post wyżej, może to w końcu nim wstrząśnie i może to być nie koniec, a początek lepszego.
Chcę dodać, że z własnej obserwacji, doświadczenia wiem, że często jak facet mówi: "nie wiem czego chcę", "lepiej dla Ciebie abym odszedł", "potrzebuję czasu" to nic dobrego z tego nie wynika. Skoro on nie wie czego chce to prawdopodobnie oznacza, że nie chce tak naprawdę się wiązać albo oznacza, że nie wie i pewnie już nie będzie wiedzieć czyli to tak jakby nie chciał.
Ale może w tym waszy przypadku będzie inaczej...
Dziekuje wam bardzo za rady i wiem, że macie racje. Postanowiłam, że nie dopuszczę do intymnego zbliżenia chociaż będzie mi ciężko, ale musze to zrobić. Pod koniec roku powiedziałam mu, że ma sie zdecydować czego chce i za jakiś miesiąc mam zamiar wrócić do tematu. Myślicie, że tak mogę zrobić?
Zawsze to jakaś zmiana w Twojej postawie. Jakimś mały "kroczek" w wyprostowaniu tej sytuacji.
Z pewnością niedługo przekonasz się co nim kieruje, jak tylko się spostrzeże, iż nie ma seksu i jak na to zareaguje!
Dziewczyny tutaj bardzo dobrze Ci radzą. Ja tylko dodam jeszcze od siebie , że umysł faceta działa trochę inaczej jak kobiety.
To znaczy , że jak Ci mówi " nie wiem czego chcę" albo " nie chcę nic poważnego" to na prawdę tak jest i tak właśnie myśli. To tylko kobiety mówią jedno a myślą drugie ... czasem ![]()
Pozdrawiam
Pod koniec roku powiedziałam mu, że ma sie zdecydować czego chce i za jakiś miesiąc mam zamiar wrócić do tematu. Myślicie, że tak mogę zrobić?
tak jestes za malo stanowcza nie potrafisz podjac jakiegos zdecydowanego kroku bo obawiasz sie ze go stracisz. Nie rozmyslaj o tym co bylo o slowach jakie kiedys mowil lub jakie piekne momenty tez byly skoncentruj sie na tym co teraz sie dzieje bo jest zle. Czy ty nie widzisz tego ze on traktuje cie jak panienke na noc a nie jak kobiete z ktora mozna wiazac jakas przyszlosc?
Jesli postawisz mu ultimatum i naswietlisz sprawe jasno on zacznie sie z toba liczyc bo teraz ewidentnie widzi ze cokolwiek zrobi nawet upokorzy cie ty zostaniesz.
Nie dawaj mu czasu nie czekaj na jego decyzje to ze przestaniesz z nim sypiac nie spowoduje ze nage zrozumie czy mu zalezy czy nie moze miec wrecz do ciebie pretensje ze przeciez wczesniej ci to nie przeszkadzalo. Pogadaj z nim szczeze powiedz stanowczo czy chce byc z toba czy nie bo dla ciebie sypianie z facetem z ktorym sie nie jest , jest nie moralne i ze albo w tyl albo w przod i ze nie bd czekac decyzje ma podjac od razu a jesli powie ne wiem albo daj mi czas powiedz ze juz wystarczajaco duzo go poswiecilas na niego i ze to koniec bo czujesz ze tracisz swoj cenny czas na feceta zupelnie nie zdecydowanego a jesli zalezy mu jedynie na seksie to chyba wie gdzie sie powinien zwrocic bo tobie nalezy sie szacunek i milosc.
A teraz odzywać się czy nie?
a powiedzialas mu ze nie godzisz sie na taki uklad ? uwazam ze powinnas sie odciac teraz od niego ne pisac nie dzwonic totalnie olac zobaczysz jaka bedzie jego reakcja.
14 2011-01-10 21:36:46 Ostatnio edytowany przez żyjącanadzieją (2011-01-10 21:37:35)
Ostatnio z nim nie rozmawiałam o tym...
Powiedzieć mu, że mi to nie odpowiada czy poprostu zerwać kontakt?
sama zadecydujesz ja bylam na Twoim miejscu jeszcze jakies 2 miesiace temu . i powiedzialam mu ze albo w tyl albo w przod bo szkoda mojego czasu uznal ze dla MOJEGO dobra to koniec a ja sie odcielam zero reakcji na jego sms typu co slychac itp az w koncu napisal ze chce pogadac zgodzilam sie . nagle wiedzial czego chce wrocilam do niego juz jako jego kobieta . wiec jak sama widzisz u mnie to zadzialalo a ty zrobisz jak sama uznasz
Tak od razu doszedł do tego, czego chce? nadal jesteście razem?
o tym jak powiedzialam mu ze chce zeby sie zdecydowal on uznal ze nie wie czego chce i ze dla mojego dobra bedzie dobrze zeby to zakonczyc ja jeszcze sie upokorzylam u oblagalam go zeby zostal po tym pojechalismy do niego i kiedy ja oczekiwalam ze bedzie mily i bedzie mnie przepraszal on mnie totalnie olal i zajal sie spr czegos na komputerze . zapytalam zalujesz tego co mi dzisiaj powiedziales? on po chwili namyslu powiedzal ' moze troche'
wyszlam ... powiedzialam ze to koniec ze tego nie zniose ze upokorzylam sie tylko i ze ni chce z nim ZADNEGO kontaktu a on po tym wszystkim zapytal czy moze mnie przytulic ? nie wiedzialam czy mam sie rozesmiac mu w twarz czy rozryczec . odwrocilam sie napiecie i poszlam do domu.
on studiuje 300 km od miasta w ktorym mieszkam i w ktorym ma rodzine jest tu bardzo rzadko . wiec nie wiedzialam co robi tam u siebie ... pomimo ze mnie to bardzo nurtowalo i nie raz mialam ochote napisac co u ciebie albo jakis sms pelen zalu.
odcielam sie a on po okolo 3 tygodniach przyjechal do mnie pod szkole w ogole mnie o tym nie inromujac i poprosil zebym wrocila bo zalezy mu na mnie i wiedzial ze w chwili kiedy sie rozstawalismy wroci do siebie i zacznie mu mnie brakowac przyjedzie i bedzie prosil o wybaczenie.
stwierdzil jeszcze ze ne spodziewal sie ze bede taka twarda i ze dzieki temu ze nie pisalam nie wyzywalam go tylko unioslam sie duma on mial czas o tym pomyslec i wiele zrozumial.
wrocilam i probuje mu na nowo zaufac chociaz ni bede cie klamac ze strach przed zranieniem i oszukaniem jest ogromny on widze ze zmienil do mnie stosunek ze zaczyna zabiegac o mnie starac sie . czest mowi mi jak wiele dla niego znacze ja na razie pozostaje neutralna i nie mowie nic podobnego wole go trzymac na lekki dystans jesli chodzi o jakies deklaracje co do uczuc bo nie chce zeby poczul sie za pewny jeszcze to nie jes ten moment. czasami mowi cos ze moglabym te cos mu milgo powiedziec bo ciagle wychodzi to z jego stony ...
teraz po tym powrocie jest miedzy nami ok i czasami jak o tym mysle to widze ze potrzebne byly nam te 3 tygodnie zeby nabrac dystansu a z jego strony zeby zdeklarowal sie co do uczuc.
żyjącanadzieją napisał/a:Tylko dlaczego poprostu nie powie, że nic z tego nie będzie. On jest "innym" facetem, nie umie tak poprostu się kimś zabawić...
Bo wie, że wtedy straci Ciebie i seks. Myślę, że po tym czasie mógłby się już określić, chociaż Ty powinnaś wiedzieć lepiej. Jeżeli jesteś w stanie to powstrzymaj się od intymnych zbliżeń. Wtedy będziesz mogła zaobserwować czy zależy jemu na Twojej osobie, czy tylko na seksie.
Miłości nie zdobywa się przez seks.żyjącanadzieją napisał/a:Nadal się widujemy, najczęściej wieczorem. Odwiedzam go, siedzimy razem , rozmawiamy, oglądamy TV i ?.kochamy się. Nie potrafię z tego zrezygnować bo cały czas mam nadzieję, że coś z tego będzie.
Nie będzie nic z tego, jeżeli on będzie otrzymywał to co chce, bez starania się ze swojej strony.
Dziewczyny ! Zakładać buciki , futerka i do sklepu po ramkę
Słowa Małgosi w tę ramkę ładnie wkomponować i powiesić nad łóżkiem .
Można by dodać oklepane hasło : Ramka w biedronce = 5zł , tusz z allegro do drukarki = 30zł , zdrowy związek , mniej tematów o problemach w relacji d/m na forum oraz widok paru byłych kandydatów zniechęconych bezproduktywnym śpiewaniem ballad pod Twym oknem w celu dostania się do domu i zerwania ramki ze ściany = bezcenne ![]()
nie chce mi sie wierzyc ze facet ktory spotyka sie tyle czasu z dziewczyna nie moze sie okreslic,tak szczeze to on sie juz okreslil,tak mu dobrze seks ma kiedy chce spotka sie kiedy chce ,bez zobowiazan bo tak mu pasuje.Zyć nie umierac.Ile chcesz jeszcze czekac ? bo watpie ze on zdecyduje sie z Toba byc ,bo spotykacie sie dosyc dlugo i gdyby chcial to by poprostu byl Twoim facetem.Musisz byc bardziej stanowcza bo wpedzisz sie w lata i nadal nie bedziesz wiedziala na czym stoisz.
Nie mam zamiaru już czekać i naiwnie wierzyć, że coś z tego będzie. Ciężko mi, ale musze w końcu to rozwiązać.
żyjącnadzieją- nie wierzylam w to co przeczytalam, bylam w dokladnie identycznej sytuacji, wlasciwie nadal jestem, najgorsze jest to ze mam do niego tatalna slabosc, i pomimo tego ze traktuje mnie jak "panienke do łóżka" bo nie okłamujmy się tak jest w moim przypadku, w Twoim chyba troche tez, to strasznie mnie do niego ciagnie, ale postanowilam i od dzisiaj zero kontaktu(trzymajcie za mnie kciuki!!)
Mam nadzieje, że Ty tez wytrwasz w swoich postanowieniach:) i bedziesz szczesliwa
witajcie, odświeżam wątek ![]()
wczoraj uslyszałam "nie wiem czego chce", wiec odwrocilam sie i odeszłam...
jest cieżko..... ale musialam tak zrobić, bo tylko cierpiałam.
byliśmy z sobą rok czasu, był moim facetem ale i tez przyjacielem, człowiekiem który pasuje do ciebie jak druga połówka jabłka..... nie czesto spotyka się taką osobę.
różnica miedzy tym co pisały wyżej dziewczyny jest taka, że nie było sexu, co prawda były pieszczoty, namietność i tak dalej, ale nie bylo pełnego stosunku, teraz wiem czemu na to nie nalegał...
jestem w rozsypce ![]()
ale przynajmniej zobaczę teraz jak on zareaguje, czy znaczyłam coś dla niego choćby jako przyjaciel.. bo nie wierze, że nic nie czuł... nadawaliśmy na tych samych falach, czytaliśmy w myslach i sciągalismy się nawet telepatycznie.
jak tam dziewczyny, jak potoczyły się wasze losy?? mineło trochę od ostatniego wpisu?
Wicherek,
czytałam Twoją wypowiedź przy okazji innego postu, nt. czy faceci okazują uczucia swoim partnerkom.
Mam bardzo podobną sytuację, teraz widzę, że Twój związek nie przetrwał. Może porozmawiałybyśmy na gg? Ja chętnie wysłucham Ciebie i może będziesz potrafiła rozjaśnić mi kilka kwestii, które są dla mnie nie do pojęcia. Liczę, że się odezwiesz, mój nr gg 4289109
Pozdrawiam!!
hej Zielona, niestety jestem bardzo nie ufna w stosunku do osób poznanych w internecie, dlatego bardzo trudno mi przejsc na kontakt gg, tak mam trudno...
jezeli jednak zdecydujesz sie podzielic z nami swoja historia na forum to chetnie sie wypowiem ![]()
w chwili obecnej rozgrzebywanie na gadu czegośc co dopiero co "zakonczyłam" nie jest łatwe...
co do mnie, bardzo mi ciezko gdyz czuje ze straciłam coś mi ważnego... obawiam się, że było to jednostronne i to bardzo boli, nie wiem dlaczego ale mam małą nadzieje, że On jeszcze się odezwie, chocby zeby mi wytłumaczyc swoje niezdecydowanie, ja glupia nadal wierze, że może bedziemy razem...... mimo wszystko co o nim pisałam nawet na tym portalu......
gdzies w głebi mam poczucie, ze on jest dobrym czlowiekiem, wartosciowym..... stworzonym dla mnie, ja idiotka sie zakochałam, bo sama przed soba go sobie usprawiedliwiałam, przymykałam oko nawet na jego wady....
moze gdyby wprost powiedział nie kocham cie, nie chce byc z toba, było by mi łatwiej zapomniec.
a on tylko, "nie wiem czego chce"
wiec co, ostatni rok był jednym wielkim kłamstwem? chwile kiedy bylismy szczesliwi tylko ja tak odbierałam? gdy mnie całował i dotykał nic nie czul? dlatego nie nalegał na seks? nie zabiegał na spotkania ze mna bo nie umierał z tesknoty?
czuje sie oszukana, zawiedziona.... oddałam serce i co z tego mam.
ja z ddd/dda, majaca toksycznego ojca, z poraniona psychą i duszą nie zasluguję na szczescie?
jak ja mam teraz zaufac mezczyźnie, gdy moj pierwszy poważny związek okazał się nic nie ważny??
dlaczego w faceci jestescie tacy niezdecydowani?
rany, ja nie wymagam oswiadczyn i miłosci do grobowej deski, nie mysle o tym co bedzie za 10 lat.
ja chce byc kochana, tu i teraz........ ![]()
Wicherek - roumiem doskonale, zarówno nieufność jak i stan, w którym się obecnie znajdujesz.
Co do mnie, ogólnie historia bardzo podobna do Twojej, z tą różnicą, że jest seks. Co prawda częściej jednak inicjowany przeze mnie niż przez Niego. Zdecydowanie jest to relacja jednostronna, mnie zalezy bardziej niż Jemu ( o ile w ogóle na czymś Mu zależy), niestety obnazyłam się z tego i On o tym wie.
Wiem, że jest człowiekiem bardzo zapracowanym, przez co ma mało czasu wolnego. Lubi pójść na impreze ze znajomymi zarówno z pracy jak i z czasów studiów. Nie mam nic przeciwko - dopóki nie odbywa się to kosztem "nas" (chociaż " nas" chyba nie ma). Nie ufam Jemu w 100%, przez to jestem podejrzliwa i męczę się zarówno ja ja i on. Ale....zaczyna mnie to wkurzać, bo to nie moja natura ani usposobienie. Nie mogę z Nim porozmawiać, bo nie lubi rozmawiać na takie tematy ( jak to facet) i zostaje ja i moje domysły.
Więc postanowiłam - basta, koniec z tym. Wrzucam na luz i co ma być to będzie, bo przecież, jeśli z tego nic ma nie być, to nie bedzie. Wiec chyba lepiej wcześniej niż później. Postanowiłam zachowywać się tak jak On w pewnych kwestiach, zobaczymy jak Jemu się to spodoba. Jeśli nic się nie zmien, pewnie zakończe to, bo już raz tkwiłam w takim związku i nie chcę powtarzac tego ponownie.
Trzymaj się dzielnie, mam nadzieję, że poukłada się wszystko tak, żeby szczęście Tobie sprzyjało ![]()
Pozdrawiam!!!
26 2011-06-03 21:57:22 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-03 21:59:02)
dzieki za miłe słowo ![]()
wiesz, radzę Ci być ostrozna w kwesti dania na luz i postepowania tak jak on.
ja w pewnym momencie, rowniez odpusciłam i przestalam się starac, zaczełam niekiedy postepowac podobnie jak on i nic to nie zmieniło, nie ruszyło go to.
po pewnym czasie mialam juz dosc tego, ze on nie traktuje mnie jak swojej dziewczyny, wiec i ja zaczelam traktowac go jak przyjaciela i przestalam okazywac milosc.
tez sie tym nie przejał. przeszedł do porzadku dziennego.
nasze stosunki sie ochlodziły a on rozmawiajac ze mna udawał, ze nic sie nie dzieje, nadal przesyłał buziaki i mowil skarbie do mnie, gdzie tak na prawde nie traktował mnie jak swojego skarba i zadne zachowanie nie swiadczylo o tym, ze mu na mnie zalezy jak na kobiecie swojego zycia.
a rownoczesnie byl wspanialym czlowiekiem, nigdy nie zaznałam od niego bezposrednio jakis przykrosci, zawsze miły, opiekunczy.
ale brakowalo tego "czegosc" co jest w zwiazku kobieta-meźczyzna.
wiem, moze on z chlopow co nie umieja mowic o uczuciach, okazywac ich....
pogubiłam sie, bo czasem mialam wrażenie, że mu na mnie zalezy i dobrze mu ze mną, a nie keidy czulam, że ma mnie gdzieś i nie traktuje jak drugiej połówki.
co w sumie potwierdza jego teorie z tym "niezdecydowaniem"
dlatego uwazaj Zielona, zebys sie nie przejechała na tym co planujesz.
ja nie zaluje, ponieważ gdybym nadal nie zareagowala i bawiła się w to jak bylo miedzy nami, do tej pory żyłabym łudzac sie, ze my tworzymy zakochaną pare... nadal bysmy sie spotykali, całowali.... a on tkwil by w swoim niezdecydowaniu bawiac sie moimi uczuciami.
a tak bynajmniej wiem, ze on ma watpliowsci!
co z nimi zrobi, przekonamy sie... chyba.
Wiesz, ja niczego nie planuje. Po prostu chcę być sobą, uśmiechniętą, wesołą nie dołującą się non stop. Pomijam fakt, że odbija się to w jakiś sposób na otoczeniu i czasem reaguję nazbyt nerwowo w sytuacjach , które kiedyś wywołałyby salwy śmiechu z mojej strony.
Ktoś powiedział mi kiedyś ciekawą rzecz, mianowicie, że jeśli facetowi zależy na dziewczynie, to zrobi wszystko, żeby z nią być i żeby ona czuła się bezpieczna. Natomiast, jeśli facetowi nie zależy, to nie ma takiej siły, która zmusi go do czegokolwiek i walka to strata czasu. Można czekać tygodniami, miesiącami na uczucie, ale jeśli po roku facet mówi, że nie wie czego chce - nie ma sensu marnować czasu na niego. Wiem, że to się łatwo mówi a jeszcze łatwiej pisze, ale wierz mi, ja swojego czasu przechodziłam podobną historię, wiem co mówię i wiem ile czasu kosztowało mnie dojście do siebie. Dlatego wiem, że tym razem widząc to co jest nie pozwolę, żeby sprawy zaszły za daleko. Już widzę, że powoli zaczynam się przed nim zamykać, ze strachu. Na pewno nie daje mi poczucia bezpieczeństwa, że jestem jedna ( nie mówię, że jedyna na całe życie, tylko jedna tu i teraz - a to spora różnica).
Takie sprawy zawsze są trudne i ciężkie do zrozumienia, bo dla mnie kompletnie nie do pojęcia jest, po co facet spotyka się z dziewczyną, jeśli wie, że nic poważniejszego z tego nie będzie. I nawet nie mam tutaj na myśli typka, któremu tak wygodnie z uwagi na łatwy sex ( bo tutaj wiadomo o co mu chodzi). Jeśli on wie, ze kobiecie zależy na czymś stałym a z kolei on nie może jej tego dać - niech spada i da żyć. Kobieta pocierpi i zapomni...z czasem jest szansa, że pojawi się ktoś nowy...a tak facet daje mimochodem złudną nadzieje na cokolwiek, bo przecież skoro dzwoni, chce się spotkać i spędza się wzajemnie miło i czule czas wspólny - oczywistym jest, że kobiecie daje to nadzieje na więcej.
Rozpisałam się
Ale mam nadzieje, że jeśli chociaż jednemu facetowi klapki na oczach się otworzyły, w jaki sposób krzywdzą fajne babki - to warto było. Bo jak nie chcecie od nas tego co mamy do dania i w zamian możecie zaoferować to samo - to nie zawracajcie nam głowy tylko poszukajcie kobiet patrzących na świat w podobny do waszego sposób.
Może teraz wypowiem się ja- autorka tematu.
Minęło już trochę czasu, odkąd założyłam ten temat i przez ten czas zrozumiałam parę rzeczy.
Przekonałam się, że mężczyźnie, o którym pisałam na pewno nie zależało tylko na sexie. Między nami wszystko powoli idzie do przodu i chociaż oficjalnie nie jesteśmy razem nie żałuję tego, że tyle czekałam i nadal czekam.
29 2011-06-04 21:52:08 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-04 21:53:43)
Zielona masz zupełną rację! ![]()
Żyjacnadzieją..... czyli co, daliscie sobie czas i masz nadzieje, ze wrocicie do siebie jako para? Możesz napisać coś wiecej, w sensie jak on zareagowal na wasze rozstanie, jak sie po rozstaniu zachowywał i jakie masz z nim teraz relacje? Oczywiscie, pisz jak masz ochotę, nie ciagam za język ![]()
Ja jestem na prawde w potrzasku emocjonalnym bo. Prócz tego, ze podczas mojego związku brakowało mi WYRAŹNYCH GESTÓW swiadczacych o jego miłosci, to nie mam na co narzekać. No może z czasem na brak spotkań, które malały cały czas delikatnie.... aż w końcu widywaliśmy się z 3 razy w przeciągu ponad 2 miesiecy. Ale one byly już spowodowane moja "ingerencją" czyli brak nacisku na spotkania, lekka olewka, czy zachowywanie sie tak jak on, czyli traktowanie go jak przyjaciela a nie chlopaka.
Bo było mi z nim dobrze, czylam sie przy nim sobą, mogłam otworzyc sie na niego, czułam sie bezpiecznie, czułam ze traktuje mnie z szacunkiem, ze mnie lubi, chetnie sprawial mi przyjemnosci, starał sie aby prezenty od niego były takie jakie sobie wymarzyłam, sam zabiegał o przytulaski, on był takim misiem tulakiem, chyba lepszym niz ja.. byl bardzo delikatny w gestach, slowach, dotyku. Moglismy rozmawiac godzinami o powaznych sprawach jak i o głupstwach. Czułam od niego ciepło, a nawet troske o mnie i o to jak sie czuje kiedy byłam chora czy miałam egzaminy. Nigdy nie powiedzial mi nic przykrego, nie nakrzyczał, nie wyzwał, nawet podczas naszej JEDYNEJ kłótni, czy raczej dyskusjia to była niz awantura, no ale nie odczułam wtedy ataku na mnie.
Ponadto wydaje mi sie, ze jest on wrazliwym facetem, ale niestety nie romantykiem. Nie za bardzo mowił o swoich uczuciach, twierdził ze pokazuje..... co uważam mu nie wychodziło, bo nie mam jako tako "wyrazów" milosci z jego strony. Milosci przez duze M, bo dowody sympatii to raczej były.... Tak teraz to widze.
Wiec tak na prawde, logiczne dla mnie jest teraz te jego NIEZDECYDOWANIE bo ono = ten brak konkretnych znakow miedzy nami, ze to TO.
Ale z drugiej strony, nie wierze w to, ze kiedy tulił sie do mnie sam z siebie i przytulał do mojego brzucha, piersi....... ze nic nie czul?
Że kiedy calowal mnie ukradkiem, kiedy spal obok mnie, ze tez nic nie czuł?
A nasze wspolne, wspaniale i radosne wycieczki, spacery..... Co wszystko bylo kłamstwem i udawał, ze mu ze mną dobrze???????????????????????????
Dlatego to wszystko takie dziwne.
A moze nie.
Moze to wszystko ma sens. Taki, ze dałam sie nabrac i nie poczuł nic do mnie procz sympatii, dlatego bylo trudno mu zerwac ze mna, bo obawial sie ze mnie zrani, odkładal to bo myslał, ze moze samo sie rozpadnie. Nie wiem.
On nie jest facetem z 'krwi i kosci" typu maczo itd...
Wszystkie zmiany zaczęły się od tego, że pewnego wieczoru napisał mi iż nie czuje się przy mnie tak jak powinien- dla mnie to był "gwóźdź do trumny", poprostu zrozumiałam, że to koniec. Nie szukałam z nim kontaktu, przestaliśmy się widywać, pisać do siebie itd. Po jakichś 2 tygodniach on się odezwał i mimo iż powoli oswajałam się z myślą, że nic ztego nie będzie zaczęłam odpisywać, zgodziłam się na spotkanie- to, co do niego czułam wzięło górę nad rozumem. Tak wszystko zaczęło się od początku, tym razem bez seksu. Bardzo chciałam się z nim kochać, ale powiedziałam otwarcie, że zrobimy to wtedy gdy między nami "coś" będzie, sam uznał, że to najlepsze wyjście.
Z każdym tygodniem coraz więcej spotkań, rozmów, smsów, wspólnych wyjazdów... czułam, że coś się zmienia na lepsze, a on utwierdził mnie w tym przekonaniu mówiąc, że czuje się przy mnie coraz lepiej. Widziałam, że sposób w jaki na mnie patrzy jest taki jak być powinien, już nie uciekał wzrokiem kiedy patrzyłam mu w oczy. Pewnego wieczoru zapytał czy go kocham i czy jestem pewna, że chciałabym z nim być.
Wczuwam obawy z jego strony- on boi się tego, że jestem jeszcze młoda i nie wiem czego chce (ja mam 21, on 27), boi się rozczarowania i kolejnego zranienia- był z dziewczyną 5 lat po czym ona stwierdziła, że chce spróbować życia bez niego.
Każdego dnia staram się mu pokazywać jak bardzo mi zależy i jak ważną osobą dla mnie jest. Cały czas cierpliwie czekam i nie mam zamiaru zrezygnować.
31 2011-06-05 19:05:44 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-05 19:06:49)
Żyjacnadzieja...... podziwiam Cię za cierpliwosc ![]()
Ja mecze sie juz kilka dni, nie potrafie sie odciac zupełnie od niego. Nieraz przechodzi mi myśł, zadzwon, napisz, wygarnij mu co o nim myslisz itd. Ale na szczescie nie jestem taka. Pragne by sie odezwał... rany jaka ja żalosna, bo mam cichą nadzieje i łudzę sie
Nic, trzeba po mału nauczyć sie znów życ samej ![]()
On pewnie o mnie nie mysli, nie mam znaku od niego. Moze poczul ulgę i się cieszy.... nawet przez głowe mu nie przejdzie, pogadaj z nia... Jaka ja naiwna.
Wiem, ze przez ostatnie pare dni po naszym rozstaniu, on chodził nerwowy i byl dla wszystkich niemily. Nie wiem czy to przez nasze rozstanie.... Moze w koncu cos do niego dotarło, a moze jest tylko zły że tak glupio wyszło.
Nie wytrzymam dłuzej, czas mi się dłuży... dni ledwo mijają a co dopiero tygodnie.
Wicherku przejdziesz to, zobaczysz. Osobiście uważam, że masz prawo wyrazić swoje emocje i uczucia w wiadomości skierowanej do swojego ex. W końcu zabrał Tobie kawałek czasu z życia, więc dlaczego nie miałby ponieść konsekwencji w postaci zrozumienia, jaką krzywdę Tobie wyrządził. Rada moja jedna, jeśli zdecydujesz sie na to - zachowaj klasę w 100%. Rzeczowo możesz przedstawić mu obraz sytuacji oraz to w jakim jesteś teraz położeniu. Tobie ulży, co on poczuje? Jeśli jest dupkiem to może i nic, ale jeśli czas spędzony z Tobą cokolwiek dla niego znaczył - najdą go refleksje i będzie musiał przemyśleć to co się wydarzyło. Bo dotrze do niego jak cierpisz.
Co teraz - musisz zorganizować sobie czas wolny, żeby zająć czymś umysł. Może jakiś kurs? Rozwinięcie zainteresowania, hobby?
Ja jestem w położeniu takim, że spotykam sie z facetem, który otwarcie mówi, że co ma być to będzie, jeśli ma być z tego cokolwiek to będzie...bez presji...czyli na chwile obecną jemu nie zależy a mnie zalezy i to bardzo. No ale, nie może być tak, że wyczekuje na telefon, kiedy bedzie miał czas, żeby się spotkać, czy zadzwoni, czy napisze itd...więc organizuję sobie czas wolny w sposób dość intensywny - kurs językowy od pn - pt w godzinach wieczornych, po pracy...i czasu na myślenie nie będzie za dużo a co za tym idzien dla niego również tego czasu zostanie niewiele, bo musi uświadomić sobie, że nie jest pępkiem świata, że jestem wartościową osobą, cenię swój czas i jeśli on nie skorzysta - znajdą się inni chętni ![]()
Trzeba wierzyć w siebie i nie dać się...(dzisiaj mam jasny umysł i jest to dla mnie oczywiste, ale wierz mi, po jakimś jego nie fajnym zachowaniu, to nie jest już tak logiczne i popadam w nieciekawe myśli....). Walka!!!Walka o siebie kochana ![]()
33 2011-06-07 21:43:58 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-07 21:46:59)
hej zielona, wiesz ja już w glowie sobie napisałam taki list pożegnalny.... ale chyba go nie spisze.
po kilku dniach milczenia, dostałam od byłego sms w którym napisal, ze nie potrafi mi wytłumaczyć dlaczego , ze jest zagubiony i sam nie wie...... tak sie zastanawiam, ale "czego" nie wie!, dlaczego! "co" ??
tak trudno uzyć slów nie chce z toba byc i nie kocham cię?
napisał tez, przepraszam i ze nie chciał mnie ranic.
po prawie tygodniu rozłąki i braku zerowego kontaktu, nadal nie był skłonny żeby cokolwiek mi wytlumaczyć, no ale jak nie wie.... to czego ja wymagam.
odpisalam mu na drugi dzien, ze nie zamierzam byc z kims kto nie odwzajemnia mojej miłosci, bo to mi sprawia bół, ale zachowam w pamieci te dobre wspomnienia oraz, że życze mu szczescia.....
nie lubie zalatwiać takich spraw przez sms, ale nie zostawił mi wyboru..
na moj sms jak na razie brak reakcji........... (choć mam jakies telefony z numerem ukrytym, ale nie jestem pewna czy to były, myślałam ze tak, ale jak dziś odebrałam to usłyszałam wolny sygnal, tak jakbym nie zdazyła odebrac, nie wiem.... czasem play mi tak wydzwania, wiec nie mam pewnosci kto)
musze sie odciąć od niego, może wtedy jego glówka zacznie pracować.
jak to mówią, jezeli cos kochasz pusc to wolno, jak wroci znaczy ze zawsze bylo twoje, jezeli nie.... to nigdy twoj nie był.... czy jakos tak, mniejsza o szczegóły, wiadomo o co chodzi ![]()
mam dosc zastanawiania sie i robienia sobie nadzieji.
musze złapać oddech i zacząć się śmiać i życ!
moje serce poskleja się samo, czas zrobi swoje.
jak nie wroci.... to lepiej dla mnie, bede mniej cierpiec niz gdybym zyła nadzieją.
jak wroci..... to nie dam się tak łatwo, nie wpadne w jego ramiona jak gdyby nigdy nic, bedzie musial mnie na nowo zdobyć i rozkochac.... oj dłuuuuugo bedzie musial sie starać, nie jestem już taka głupiutka i nie pozwole sie mną bawić już nigdy!
acha, moj były tez wyznawal zasade, co ma byc to bedzie....
jak jest u Ciebie Zielona? pisałas, ze dalas na luz w waszym związku i zaczełas dbac o siebie, tym samym lekko olewać partenera...... i co, jak tam sytuacja?
Wiesz, może nie olewać, ale pokazać, że jestem ważna. Mam swoje sprawy, cenię swój czas, siebie i tyle.
No u mnie nie jest zbyt fajnie, właśnie dzisiejszej nocy mieliśmy dość poważną i mało ciekawą rozmowę...nie wiem co mam myśleć o tym czego się dowiedziałam, zaczyna mnie to co raz bardziej męczyć i wydaję mi się, że nie ma sensu tkwić w tym. Bo wiesz, ja się irytuję i poniekąd odbija się to również na rozmowach z nim, a dla mnie nie ma takiej opcji, żebym musiała toczyć non stop jakąś walkę. Ale.... no właśnie jest to ale, które nie pozwala mi tak łatwo się od tego odciąć i powiedzieć mu "spadaj", jest dla mnie ważny, z różnych względów. Nie chcę używać górnolotnych słów, że go kocham, bo nie wiem czy to już miłość - wydaje mi się, że sama sobie na to nie pozwalam - wiesz jakiś instynkt samozachowawczy, ale zdecydowanie dużo dla mnie znaczy...
Zobaczymy co będzie.
A co do Twojej sytuacji - wydaje się, że facet zdaje sobie sprawę, że wyrządził Tobie krzywdę i zadał ból. To już coś. I masz rację, jak wróci - dajcie sobie czas i powoli próbujcie to odbudowywać. A jak nie wróci - dobrze, że teraz a nie za 2 albo 3 lata...mniej młodości zmarnowanej.
Zielona nic dziwnego, że cały czas jest jakieś ALE skoro naprawdę Ci na nim zależy.
U mnie myśli żeby to wszystko skończyć, wrzucić trochę na luz pojawiały się bardzo często, ale zrozumiałam że jest mężczyzną, za którym chcę i będę czekać.
Na początku nie rozumiałam tego jego niezdecydowania i zajęło mi dużo czasu za nim pojęłam dlacezgo on tak się boi.
Wiem, że pewne kwestie wymagają czasu, ale problem polega na braku zaufania. Wiesz to jest to, o czym pisałam w poprzednich postach - nie mam pewności, że na chwilę obecną jestem jedna. Dla mnie to jest bardzo istotna kwestia, kiedyś własnie ktoś w taki sposób mnie zranił i nie chcę powielać schematu. Niestety on jest specyficzną osobą, więc rozmowy w niczym nie pomogą, raczej jeszcze większy zamęt wprowadzają do mojej głowy...
No nic, będę czekała co z tego wyjdzie dopóty, dopóki starczy mi cierpliwości i zaangażowania.
Czasami sama się dziwię, że on chce się ze mną spotykać własnie po takich "wymuszonych" przeze mnie rozmowach, których on nie znosi i irytują go one wręcz. W wielu elementarnych kwestiach nie ma między nami porozumienia ( na zasadzie my z wenus oni z marsa + trudny charakter faceta
), chociaż ja też łatwego charakteru z Jego punktu widzenia pewnie nie mam, jestem tego świadoma ![]()
Zobaczymy co będzie...wg jego założenia, "co ma być to będzie"...
Co ma być to będzie, ale samo się nic nie zmieni- sama się o tym przekonałam
Samo się nie zmieni, zmienić może jedynie On, pytanie czy znajomość podąży w kierunku takim, żeby poczuł to co ja czuję. Może się zdarzyć, że nie.
Wiem, że nic na siłe, chociaż jak coś mi wpadnie do głowy to niestety męczę faceta milionami pytań i atmosfera robi się wiadomo jaka...ale on to na razie znosi, tak jak ja znoszę jego brak zaangażowania na chwilę obecną...
39 2011-06-08 17:33:12 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-08 17:35:08)
a ja gdzies czytałam propo problemów w związkach, ze to nie on ma sie zmienic tylko MY...... nasza postawa i nasza zmiana na lepsze spowoduje, że związek ruszy z miejsca a tym samym partner "obudzi się" i zacznie być lepszym partnerem....
zielona, wiesz co.... mimo, ze twoje rozmowy są wymuszone i partner nie pali się do nich, to jednak je znosi i ROZMAWIACIE...... w moim zwiazku mysmy umieli godzinami rozmawiac na wieksze i mniejsze tematy, ale nigdy nie rozmawialismy od tak o NAS, tylko raz sytuacja wymusiła na nas jakąś poważniejszą rozmowe, bo byla eks zaczeła mieszać..... ale i tak rozmowa ta była jakąs porazka, bo moj byly nie zabardzo wtedy kwapił się do deklaracji czy zapewnienia mnie o jego uczuciu itd.. procz tej jednej jedynej rozmowy, nie bylo czegos takiego jak rozmowa o NAS.... ewentualnie padalo zdanie "dobrze mi z toba"
ja mam do siebie zal, ze nie było takich rozmow, chcialam, marzylam zebysmy byli taka zakochana parą, ktora rozmawia o uczuciu jaki jest miedzy nimi, ale nie miałam checi żeby to marzenie spełnić bo partner traktował mnie bardziej jak przyjaciółkę, a nie ukochaną sobie osobę, nie czułam że byłam "jego".....
Wicherku, ale to też nie jest tak, że podczas rozmowy on zapewnia mnie o uczuciu, absolutnie nie - ja wiem, że mnie nie kocha, podejrzewam, że zależy mu w jakiś sposób na mnie, bo inaczej nie proponowałby spotkań, nie dzwonił, nie pomagał w różnych kwestiach itd....reasumując zarówno ja jak i on wiemy,że to mi zdecydowanie bardziej zalezy niż jemu.
Wydaje mi się (od kilku dni funkcjonuję z tą swiadomością dopiero - straszne uczucie), że on jeszcze czuje coś do swojej byłej dziewczyny, byli ze soba sporo czasu i wcale by mnie to nie zaskoczyło, sama po nieudanym związku kilka lat tęskniłam za "byłym".
Nie wiem co w powyższych okolicznościach mam uczynić, poprzedni związek własnie rozpadł się, gdy odkryłam, że facet kocha inną mimo wielokrotnych zapewnień, że kocha mnie...
Obecny partner unika wyznań, twierdzi że mamy na to czas ( dużo czasu), nie należy się spieszyć - doceniam jego szczerość pod tym wzgledem - nie mami mnie kłamstwami i czułymi słówkami bez pokrycia. Ale nie zmienia to faktu, jak ja się z tym czuję i pytanie jak długo wytrzymam.
Pustka w głowie, brak nadziei, nie ma nic... - tak bym podsumowała stan swojego umysłu na chwilę obecną...
Zielona2 on zerwał ze swoją byłą czy ona z nim?
Nie wiem, nie pytałam o to. Nie znam powodu rozpadu związku.
zielona doskonale cie rozumiem, moj byly zwiazał sie ze mna po 2 miesiacach od zerwania z swoja ex, ja sie o tym dowiedzialam po pol roku bycia razem, jak jego była napisała do mnie emaila! paranoja.....
juz wtedy wyczułam, ze on cos do niej jeszcze czuje ale dałam mu szanse bo twierdzil, ze nie zamierza do niej wracac i ze to przeszłosc...... jestem pewna, ze juz wtedy byl niezdecydowany ![]()
a rozstali sie dlatego, ze ona go skrzywdziła i on odszedł.... ale to jego wersja.
ja sie własnie obawiam, ze on cos do niej nadal czuje...swiadczą o tym na pozór mało istotne kwestie...
nie wiem co dalej, obiecałam sobie wyluzować, ale to niestety nie jest takie proste, gdy w gre wchodzą uczucia i emocje...
juz nie pamietam czy sie przewinelo w wątku...........
ile jestescie z soba?
jak długo byl z poprzednia partnerka?
i jaki odstep czasowy byl miedzy poznaniem Ciebie a rozstaniem z bylą?
Nie dziwcie się, że oni są niezdecydowani skoro zostali zranieni przez swoje byłe partnerki
wicherek do kogo skierowałaś swoje pytania?
48 2011-06-10 20:38:25 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-10 20:39:23)
ale to, ze zostali zranieni nie usprawiedliwia ich do tego że teraz nas ranią!
niech powiedzą wprost co czują, czego się boją a nie bawią sie nami i uczuciami..........
a po zatym, postepują gorzej niż swoje byłe, bo one ich zdardziły, oszukiwały (przynajmniej u mojego tak było), wiec miał czystą sytuacje, zdrada, kłastwo....... dostał w pysk i odszedł.
a my co? wolałabym też dostać po gebie i nie miec złudzeń!!! gdyby zdardził, nie oglądalabym się za siebie i odeszła. a tak...... co mogę? dzień w dzień życ iluzją związku???????????
a takim niezdecydowaniem, kombinowaniem bardziej nas krzywdzą!
przepraszam, ale moj były mnie dzis zdenerwował i moje serce dziś się rozsypalo w proch ![]()
żyjąc nadzieją........ zapytałam się zielonej ![]()
jestem dzis roztrzepana, eh......
był z nią 6 lat, rozstali nie cały rok temu, my sie spotykamy od stycznia...o tym, ze kilka miesięcy po rozstaniu zaczął spotykać sie ze mną dowiedziałam się nie dawno, myslałam, ze był dłuższy odstęp czasowy...
Wicherek
Nigdy nie powiedział Ci, że boi się kolejny raz zaangażować?
U mnie sytuacja tak wyglądała, cały czas powtarzał że się boi kolejnego zranienia, kolejnej porażki i po długim czasie to zrozumiałam.
Facet, który był z poprzednią partnerką kilka lat, poważnie myślał o ich przyszłości został zraniony i stąd obawa przed tym, że kolejny raz nie wyjdzie.
tylko ile dać tego czasu...tam gdzie w gre wchodzą emocje i uczucia - czas nie jest sprzymierzeńcem...ja chyba jednak należe do tych niecierpliwych osób niestety
Mnie też zawsze brakowało cierpliwości, ale przy nim się jej nauczyłam dlatego, że to już trwa rok!
tylko ja przez to gasnę w oczach...otoczenie również to zauważa, nie chcę tak funkcjonować, nie chcę go stracić i nie chcę z Nim walczyć...u mnie trwa to pół roku, nie wyobrażam sobie kolejnego w takich męczarniach emocjonalnych, to mnie niszczy w pewien sposób...
JA nie żałuję, że tyle czekałam i nadal czekam. Były momenty, w których miałam serdecznie dość, przez pewien czas dopadła mnie nawet depresja. Za każdym razem uświadamiałam sobie jednak jak bardzo mi zależy i że to co czuje nie jest tylko zwykłym zauroczeniem
zielona -> przytulam cie mocno, nawet nie wiesz jak bardzo cie rozumiem i jak mamy podobna sytuacje.....
zyjac nadzieja -> tez chciałabym wierzyc, ze on byl/jest tym JEDYNYM ale sama moja wiara nie wystarszy, a to jak on mnie traktuje (oklamuje, olewa, nie pokazuje jak bardzo mu zalezy czynami i slowami) tylko sprawia mi ból i prowadzi do tego, ze ja chyba nie chce w to brnąć ![]()
bo gdy facet czuje cos do swojej kobiety to chyba wie jak postepowac, co robic, jak pokazac ze mu zalezy zeby jej nie stracic, tym bardziej wtedy gdy zwiazek wisi na wlosku, albo juz go nie ma!
widze po sobie, on mnie rani, sprawia zawód a ja nadal bre w to wszystko a powinnam uciec!
a on....... zero inicjatywy, bo on nie wie czego chce...... bo on nie jest typem maczo o trzesące się gacie!!!!
gdzie Ci mezczyzni?????????????
Dziewczyny macie racje, zarówno Wiecherek, która twierdzi, że uczciwiej z ich strony byłoby jasne określenie nam na czym stoimy jak i żyjąca nadzieją, że powinnyśmy rozumieć ich dystansowanie się do nas i potencjalnego związku z nami ( osobiście mimo, że spotykamy się i sypiamy ze sobą - nie uznałabym swojej znajomości jako związek z oczywistego powodu - on nie postrzega we mnie swojej dziewczyny, tak mi się wydaje przynajmniej), z uwagi na rozczarowanie jakie im się w życiu w związku z wieloletnią partnerką przytrafiło.
U mnie jest jeszcze ta dodatkowa kwestia - ja już kiedyś zostałam zraniona przez faceta, który jak się na końcu znajomości okazało był niezdecydowany, bo cały czas kochał inną ( o tym dowiedziałam się oczywiście na zakończenie związku). Dziewczyny, kilka lat mam wyjęte z życiorysu, bo pomimo, że okazał się dupkiem, to ja tego dupka kochałam naprawde, pierwsza miłość...więc pomimo krzywdy i bólu jaki mi sprawił tęskniłam za nim bardzo długo (całe szczescie zbiegło się to z czasem wyjazdu na studia, zmiana otoczenia i wyjazd z naszej miejscowosci bardzo pomógł - nie trafiałam na niego w kazdym napotkanym miejscu i na imprezach u wspólnych znajomych).
Nie mam zaufania do obecnego chłopaka i on mi w tym nie pomaga, jakby było mu wszystko jedno. Twierdzi, że ja chcę za szybko, że potrzeba czasu...tylko jak dziewczyna ma cofnąć zaangażowanie i uczucie do faceta, na którym jej zalezy? Nie da się tego zrobić i świadomość jak to jest u Niego boli tym bardziej.
Nie wiem, naprawde nie wiem co należałoby zrobić. Wczoraj rozmawiałam z kolegą, który poprostu poradził mi, żebym to zakończyła, dla własnego zdrowia psychicznego. Stwierdził, że jestem kopią zapasową - jak nie uda się wrócić do byłej, to może łaskawie będzie ze mną...tylko no własnie, kumpel jest osobą, która x lat temu chciała, żebym z nim była, bo się zakochał. Ja byłam swieżo po rozstaniu ze wspomnianym ex, więc wiedziałam, że nic z tego nie bedzie i nie chciałam użyć go jako klina i tracić Jego czasu, ktory mógł de facto poświęcić innym dziewczynom. On tego do dnia dzisiejszego nie rozumie, twierdzi, że nie dałam mu szansy a ja uważam, że zachowałam się uczciwie. No i własnie pytanie, czy jego "męska" opinia jest obiektywna???Może być, że nie i nie powinnam tego męskiego punktu widzenia brać pod uwagę przy ewentualnych rozważaniach.
Najlepiej byłoby tego wcale nie roztrząsać i nie rozkładać na czynniki pierwsze, ale jakoś nie potrafię. Ale wydaje mi się, że to nie jest tylko mój problem, tylko my kobiety ogólnie tak mamy, bo nie podchodzimy na zasadzie luzu do uczuć - jak to robią faceci ( oni mają filozofię, że jak nie ta to pewnie będzie inna...)
57 2011-06-11 19:36:12 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-11 19:39:32)
Zielona, powiem Ci tak.... u mnie jest podobnie, bo mam przyjaciela ktory jest rowniez kumplem mojego byłego, ten "ktos" jest wtajemniczony nieco w sprawe przez to, ze zna nas oboje.
dla mnie to przyjaciel przez wielkie P, bo to maz mojej przyjaciolki, ktora jest dla mnie jak siostra i znam ja całe zycie, to najblizsza moja "rodzina" ![]()
wiec od kiedy wynikły w moim zwiazku jakies problemy, moj przyjaciel byl zawsze po mojej stronie oraz zawsze odradzał mi brnięcie w ten związek!
co najsmieszniejsze to przez niego poznalam byłego. on zawsze byl bezstronny w swoich opiniach, moge mu ufac, ma doswiadczenie w sprawach damsko-meskich i jego spostrzezenia mialy mnie otrzezwiac. nie zawsze sie o rady prosilam, ale niestety/stety zawsze domyslał sie, ze cos sie dzieje po tym jak wspiera mnie jego zona, czyli moja przyjaciołka. lubie go sluchac bo to są głosy rozsądku i nie zawsze serce chce się tego posłuchać. ciagle mi powtarza "obudz sie" "zerwij z nim" "otworz oczy" "po co ci on" "znajdziesz lepszego" itp.
ja dochodze do takich mysli, ze jednak to nie TEN jedyny.... to nie jest tak jak byc powinno, gdyby to było TO to inaczej sprawy by sie potoczyły, z kazdym dniem trace wiare i sens tego by to ciagnac, choc juz nie jestesmy z soba.
ja zaczynam zyc na nowo, choc ciagle o nim mysle.....
jednak, ostatnio coraz bardziej jego zachowanie mnie rani, wiec kolejne ciosy od niego sa na tyle bolesne, ze serce moje przestaje po mału bic dla niego.
dochodze do wniosku, ze albo ja byłam slepa, albo to on udawał kogos innego niz jest naprawde ![]()
ja chyba odpuszczam na dobre, nie chce byc z takim czlowiekiem, milosc jest slepa, ja nie chce cierpiec..
Zielona, przemysl wszystko......
czy jest sens....
jestes pewna jego milosci i tego, ze bedzie o ciebie walczyc? ze mu zalezy?
jak niee, to odpusc.... na swiecie jest wielu cudownych mezczyzn ![]()
mnie samotnosc nie przeraza, moge byc nawet sama, wole byc sama niz zyc w nieszczesliwym zwiazku.
Zielona, przemysl wszystko......
czy jest sens....
jestes pewna jego milosci i tego, ze bedzie o ciebie walczyc? ze mu zalezy?
jak niee, to odpusc.... na swiecie jest wielu cudownych mezczyzn
Wiecherku ja już chyba pisałam o tym wcześniej, ja wiem w 100%, że on mnie nie kocha. Mogę mieć jedynie świadomość tego, że w jakiś sposób Jemu na mnie zależy, tylko on nie potrafi/nie chce zdefiniować tego ile dla Niego znaczę i czy faktycznie w ogóle cokolwiek znaczę.
Trudne są to sprawy, bo to jest tak zawsze, kiedy w grę wchodzą uczucia i emocje, dlatego czasami ciężko osobom postronnym zrozumieć, dlaczego ktoś tkwi w takim układzie. Tylko osoba postronna nie wie wszystkiego, bo nawet jeśli tutaj na forum czy w rozmowach z przyjaciółkami wylewamy nasze żale, bo własnie w danym momencie jest nam źle, to chyba należy jednak mimo wszystko pamiętać, że są również i dobre chwile, które nadają pewnym kwestiom sens.
Cześć dziewczyny. Jestem od Was trochę starsza, z 30 + na karku. Przeżyłam to u czym tu piszecie i to nie raz. Podobnie moje przyjaciółki. Jako młoda dziewczyna pragnęłam miłości, a seks uważałam za jej dopełnienie (zresztą to się nie zmieniło). Chłopcy, mężczyźni inaczej podchodzą do tych spraw, wiem, że to banał powtarzany 10-tki razy, niestety prawdziwy. Młody chłopak chce się bawić, uprawiać seks, być wolny, móc chwalić się przed kolegami swoim powodzeniem, chce rozładować napięcie. Związek - brzmi poważnie, do tego jeszcze najczęściej nie dorósł, zostawia to na później. Niektórzy podchodzą do tematu całkiem poważnie - czekają na tą jedyną, ale po drodze nic nie stoi na przeszkodzie aby korzystać z życia, zdobywać doświadczenie - no cóż każdy różnie to sobie nazywa. Dla chłopaka nie jest problemem seks z kimś, kogo nie kocha, po takim seksie nie czuje się źle. Pewnie podoba mu się taka dziewczyna, ale to nie jest ta, z którą chciałby się związać, bo najzwyczajniej w świecie nie zakochał się. I wierzcie mi, że mało który zrezygnuje z takiej "koleżanki" i seksu z nią skoro widzi na niego wyraźną szansę, tylko dlatego że wypadałoby nie mieszać dziewczynie w głowie. Gdy przyjdzie czas na wyjaśnienia pod presją dziewczyny - wytłumaczy się, że "nie jest jeszcze gotowy na związek" (tym samym daje nadzieję a dziewczyna staje na rzęsach i najczęściej seks jest dalej, do czasu gdy będzie się to już naprawdę długo ciągnęło albo gdy delikwent znajdzie sobie...dziewczynę). Niektórzy już dorośli mężczyźni nadal uprawiają takie gierki. Na końcu jest "przepraszam, nie chciałem ciebie zranić" i taki facet idzie dalej.
Moim zdaniem to jest klasyk. Odbywa się często wg podobnego scenariusza. Najczęściej nic dobrego z tego nie wychodzi, dziewczyna zostaje zraniona, czasem przeżywa to bardzo długo, facet ... zapomni w mig, nawet nie pomyśli.
I wg mnie Ci mężczyźni dobrze wiedzą co robią, granie biednego misia, którego zraniła była, dlatego on nie może być z Wami albo potrzebuje czasu ale seks teraz to świetny pomysł -to także klasyka tematu. Najgorsze, że czasem trwa to latami a my potrafimy nadal ich usprawiedliwiać i sobie to zawsze wytłumaczyć, a frustracja narasta, płaczemy, zwijamy się z bólu i nadal w tym tkwimy.
Mój przyjaciel powtarzał mi - zanim cokolwiek zrobisz - upewnij się czy jemu naprawdę zależy na tobie, jak kocha to poczeka, chyba że chcesz tylko dobrego seksu, po którym niczego potem nie oczekujesz.
Trzymajcie się!
60 2011-06-12 13:00:56 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-12 13:04:27)
Zielona, skoro jestes przekonana, ze on Cię nie kocha..... to z własnej woli godzisz się na chory związek, ktory jest tylko iluzją imitacją prawdziwego związku, im dłużej w tym będziesz tkwić tym bardziej bedziesz cierpiec, ale twoja decyzja o odejsciu bedzie z kazdym dniem rosła.
wiem po sobie, ja już od kilku miesiecy rozwazałam odejscie, kilka razy na własne zyczenie musiałam dostac po gębie, az dla własnego szacunku i godnosci w koncu postanowiłam odejsc, bo zwiazek to nie cierpienie.
Mówisz, ze Cię nie kocha ale na pewno coś dla niego znaczysz, ze zalezy mu w jakis sposob...... powiem tak, na pewno tak jest, bo przeciez jest on wrazliwym czlowiekiem, nie zakochałas sie /tak jak i ja/ w kims kto jest zamknietym w sobie burakiem, podstepnym facetem itd. wiec na pewno ma jakies sumienie i serce.. ale wynika to z tego, że on po prostu Cie polubil i poznał Cię... wiec te uczucia są przyjacielskie...... ale od troski, wsparcia i miłego słowa to ja mam przyjaciół! Ty rowniez
Nie trzymaj sie niego kurczowo tylko dla tych marnych okruchow sympatii i przyjazni! bo co dla sexu? az tak bardzo chcesz z nim byc dla odrobiny czulosci i bliskosci? wiem, ja tez to przebolałam, boli strasznie takie odrzucenie bliskosci..... ale to minie.
Na prawde rozumiem twoje gdybanie, "ale" i szukanie plusów..... tez tak mialam/mam..... bardzo mnie kosztowalo odpuszczenie i wymazanie wspaniałych chwil czulosci, radosci, dlugich rozmow, smiechu, jego ciała, pocałonkow, milych słów, troski itd bedzie cholernie trudne!
Libra, bardzo Ci dziekuje za słowa, bardzo ciezko uwierzyc, ze tam na swiecie jest ktos kto dam na szczescie a nie jego namiastke, zaczynanie od nowa jest trudne, ja jestem bardzo nie ufna i nie otwieram sie tak łatwo na mezczyzn, wiec ciezko mi uwierzyc ze znajde kogos kto przebije swoje osoba mojego byłego....... choc z drugiej strony, chyba nie było by to trudne ![]()
Wczoraj spedziłam wspaniały dzien z moja zwariowaną przyjaciołką i pierwszy raz od kilkunastu tygodni, kładłam sie spac pełna adrenaliny, zadowolenia i zasypiałam z wielkim usmiechem na twarzy!!
Czulam sie jak po udanej randce z byłym.... wiec skoro moja przyjaciolka dala mi to czego on mi dawał, to chyba nie było to nic tylko przyjazn miedzy nami. Bo jedyna roznica polegala na tym, ze nie bylo trzymania za raczki i pocałonkow
Bo gdyby wymazac z pamieci pieszczoty i dotyk meski...... to on nie dawal mi tego co nazywa się MIŁOŚĆ EMOCJONALNA... czyli okazywanie milosci w słowach i gestach...... no bo sorry...... trzymanie sie za reke, pocałunek czy nawet sex nie swiadczy o tym, ze ktos nas kocha! to tylko elementy chodzenia ze sobą, a nie tworzenia związku przez duże Z.
hey dziewczyny,czytam to wszystko i doświadczyłam to samo na własnej skórze,czemu zakochujemy się w takich dupkach??? niezdecydowanych,nie dojrzałych typach,nie warto tracić czasu na nich ,dotrze to do Was niebawem,ja tez jestem świeżo co po rozstaniu ,dałam mu również jedną ostatnią szanse i jej nie wykorzystał,chciał wrócić bo mu mnie brakowało ,tęsknił,myślał itp,ok zgodziłam się ,spotkaliśmy się z 3 razy ,jego zachowanie było dosyć dziwne,jakby dalej bardzo się wahał.mówił że się boi że znowu mnie zrani ,przed moimi rodzicami itp,chciałam rozwiać jego obawy ale nic z tego.stwierdził że to był zły pomysł,że nie ma sensu...to po co mi zawracał głowę?w momencie kiedy już się pogodziłam z rozstaniem w miarę.Kobietki,wiem że musicie przekonać się na własnej skórze jacy to dranie tak naprawdę i wtedy będziecie miały serdecznie dość,radziłabym już to uciąć,skoczyć bo będzie tylko gorzej,jak facet mówi już do Was wyraznie że nie wie czego chce ,nie jest pewny czy chce być co czuje itp to oznacza jedno -że są tchórzami!!! i tak na prawde dają do zrozumienia że nie ma szans na coś poważnego,może jest im teraz dobrze po prostu i tyle,chcecie tkwić w czymś takim???? ja wiem że kochacie,ja tak samo kochałam kocham nadal jak nikogo przedtem,ale miłość ma być odwzajemniona!! inaczej to nie ma sensu ,będą ranić coraz bardziej,robić to na co tylko mają ochotę bo wiedzą że i tak to zaakceptujecie,wybaczycie bo tak bardzo kochacie,oni to wyczuwają ,tego chcecie?poniżenia?braku szacunku? lepiej sie zastanowić czy warto kochać tak ślepo dupka...który tylko bierze a nie daje nic w zamian.
Problem polega na tym, że jeśli się coś czuję do chłopaka to nie jest łatwo skreślić jego i znajomość z Nim nawet po przeczytaniu dziesiątek podobnych do siebie historii na forum, których autorki radzą (na zasadzie mądry Polak po szkodzie), żeby osoba znajdująca się obecnie w takiej sytuacji rozstała się z takim delikwentem. Bo nawet jeśli my same mamy takie myśli, to łudzimy się, że przecież każda historia jest jednak inna i może w naszym przypadku chłopak naprawdę potrzebuje czasu, o którym wspomina. Wiem, że to może być naiwne, ale czy my - kobiety, nie jesteśmy takie kiedy kochamy, nawet jeśli jest to miłość odwzajemniona? Nigdy nie wiemy, czy nawet kochający partner, z którym jest się w związku nas nie skrzywdzi...
63 2011-06-13 20:49:14 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-06-13 20:51:20)
oj Zielona, już nie wiem jak Cię pocieszyć czy coś poradzić.... bo widzę Twój tok myślenia idzie w dziwną stronę.....
jestem ciekawa jak Twoje sprawy się potoczą, odezwij się w przyszłosci i daj znac czy była wkoncu ta milosc czy jednak nie ![]()
ja na chwile obecną zapominam o byłym, im mniej o nim mysle tym czuje się lepiej, fakt przykro mi i szkoda tego co było, bo byłam szczesliwa.. mam w pamieci te dobre, miłe chwile, czułosci, pocałunki.... gdy o nich mysle jest mi teskno za nim, wtedy mam ochote zeby to wrociło.... ale wiem, ze nie bylo miedzy nami tej milosci i lepiej zapomniec i otworzyc oczy, zeby nie przegapić tego jedynego, ktory czeka gdzies na mnie za rogiem ![]()
zgoda, łatwiej mi bo moj były mnie olewa, a nawet pokazał jak to on potrafi byc chamski, wiec taki zimny prysznic wynikajacy z jego chłodnego i wręcz bezczelnego zachowania sprawił, że promyk nadzieji dotyczacy tego ze on cos do mnie czuje, czy bedzie o mnie walczył.... zgasł we mnie i łatwiej mi się od niego odciąć.
zaczynam coraz czesciej sie usmiechac i jestem dobrej myśli, mimo ze na pewno jeszcze jest mi ciezko przejsc do rzeczywistosci pod tytułem - samotnosc i zycie w pojedynke ![]()
Wicherku,
jesteśmy umówieni na rozmowę dzisiaj. Mam nadzieję, że nie stchórzy i się pojawi. Jestem pełna obaw jak ona się potoczy, ale chyba lepiej dzisiaj usłyszeć najgorszą prawdę niż mamić się złudnymi nadziejami kolejne miesiące.
Zobaczymy...
To trzymam kciuki za rozmowe i mam nadzieje, ze wyjasni Ci ona wszystkie watpliowsci, a twoj facet w koncu się zdecyduje! Odezwij sie jak Wam poszlo ![]()