Za "komuny" kobiety mogły czuć się wolne i równouprawnione. Dziwny pogląd, prawda? A jednak......
Praca była gwarantowana, macierzyństwo pod ochroną, żłobki, przedszkola przyzakladowe. Dostępna aborcja ze względów społecznych, badania prenatalne itd.
A teraz? Żadnej ochrony, praca niepewna, macierzyństwo powodem zwolnień, normy społeczne uniemożliwiające normalne życie (np. dziecko nie może samo iść do szkoły), problemy z aborcją ze względów zdrowotnych, z badaniami prenatalnymi, z klauzulą sumienia itd.
Kobiety straciły na polskiej transformacji, cofnięto je do.....średniowiecza. Czy to widzicie? Czy tylko ja tak to widzę?
Podobne tematy
Również to zauważyłam. Bez większych problemów wróciłam do pracy, a mój wychowawczy ciągnął się 6 lat. Chorobowych, opieki, itp akurat nie miałam, a jeśli już, to chyba tam niewiele, że nie pamiętam.
Przedszkola miały się dobrze, wciąż budowano nowe. Praca jaka była, to była, ale płacono. Teraz śmieciówki, praca ponad siły, a właściwie walka o nią.
Zwróćcie uwagę, kto dziś rodzi dwoje dzieci. Kobiety mające zaklepaną pracę. Często budżetówka (bez urazy), mający dobrze prosperującą firmę.
I te marsze w obronie życia. Kuchnia palica, a o żyjących kto się upomni? Nie ma chyba miesiąca, żeby media nie donosiły o olewaniu rodzącej, śmierci noworodka, itp kwiatki.
Nie ma to jak wspominać przeszłość przez różowe okulary :]
4 2014-06-20 16:14:36 Ostatnio edytowany przez luc (2014-06-20 16:15:43)
Za "komuny" kobiety mogły czuć się wolne i równouprawnione.
Kobiety straciły na polskiej transformacji, cofnięto je do.....średniowiecza. Czy to widzicie? Czy tylko ja tak to widzę?
Nie widzę.
Wprawdzie za czasów komuny nie miałam własnych dzieci, ale przypominam sobie wiecznie zapracowaną mamę.
Odnoszę przeciwne wrażenie - że dużo zyskały.
Oczywiście, to nie są same plusy, bo nie ma sytuacji gdzie tylko one występują. Niemniej jednak uważam, że kobiety stały się bardziej świadome swoich praw, domagają się ich, mają większe możliwości rozwoju zawodowego.
W relacjach damsko-męskich też nastąpił progres. Mężczyźni zaczęli je częściej dostrzegać i doceniać. Zauważać w nich równorzędnych partnerów (tam gdzie się da oczywiście
).
5 2014-06-21 08:15:39 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-06-21 09:00:28)
marena7 napisał/a:Za "komuny" kobiety mogły czuć się wolne i równouprawnione.
Kobiety straciły na polskiej transformacji, cofnięto je do.....średniowiecza. Czy to widzicie? Czy tylko ja tak to widzę?Nie widzę.
Z punktu widzenia osoby dawno temu urządzonej czy obiektywnie rzecz biorąc?
Marenie chyba chodzi o młode dziewczyny stające na starcie dorosłego życia, opierające się wyłącznie na własnych siłach...
I słowo wolność nie wydaje mi się adekwatnie użyte do opisanych symptomów.
Spokój, pewność wsparcia państwa i sprawiedliwości społecznej TO niekoniecznie <wolność>... chyba, że chodzi o pozostawienie tych kobiet samym sobie - bez ŻADNYCH "gwarancji"
poza ewentualnym "poczuciem przyzwoitości" ze strony partnera...
PS. Onet pisze: "... OECD porównało zagrożenie biedą wśród różnych grup wiekowych w latach 80., 90. oraz w 2007 i 2011 roku. Młodzi najmniej zagrożeni biedą byli w połowie lat 80. Wtedy też ryzyko biedy po przekroczeniu 45. roku życia rosło wprost proporcjonalnie do wieku. W połowie lat 90. młodzi już częściej zaglądali biedzie w oczy, natomiast starsi mieli się znacznie lepiej. W 2007 roku sytuacja młodego pokolenia nie uległa większym zmianom, podobnie w przypadku osób starszych, choć z każdym rokiem ich sytuacja materialna stawała się coraz lepsza. Wreszcie w 2011 roku, kiedy można było odczuć w pełni skutki kryzysu, zagrożenie biedą w przypadku najmłodszych osiągnęło swój szczyt i znacznie przewyższa ryzyko ubóstwa, jakie występuje w przypadku osób starszych..."
ALE każdy patrzy ze "swojego punktu siedzenia" czyż nie?
luc napisał/a:marena7 napisał/a:Za "komuny" kobiety mogły czuć się wolne i równouprawnione.
Kobiety straciły na polskiej transformacji, cofnięto je do.....średniowiecza. Czy to widzicie? Czy tylko ja tak to widzę?Nie widzę.
Z punktu widzenia osoby dawno temu urządzonej czy obiektywnie rzecz biorąc?
Jedno i drugie. A "urządzałam się" już po roku 1989 r. Własnymi ręcyma ![]()
Co do sytuacji kobiet, to napisałam wcześniej.
Co do opisywanych przez Marenę trudności, to dotykają one przedstawicieli obu płci. To o czym piszesz Anhedoniu, również.
Oczywiście, że każdy patrzy (chcąc nie chcąc) przez pryzmat własnego życia ![]()
Myślę jednak, że za komuny byłoby mi ciężej.
Co do konkretnych kwestii np. badań prenatalnych, to wydaje mi się, że nie było z nimi tak dobrze w komunie.
Można sobie od biedy porównywać ''komunę'' i lata dziewięćdziesiąte.
To co jest teraz jest nieporównywalne do PRL-u.Już zbyt duża różnica ''technologiczna''.
No wybaczcie.Trzydzieści czy czterdzieści lat temu życie było po prostu inne i to niezależnie od systemu politycznego.
Nie za bardzo też czaję, co ma rodzaj umowy o pracę wspólnego z wolnością kobiet...
Mniemam, że umowa-zlecenie to przejaw zniewolenia pracownic- tak?
A jeśli kobieta jest pracodawczynią?W takim układzie przymus zatrudniania ludzi na umowę o pracę nie jest łamaniem wolności?
Nie za bardzo też czaję, co ma rodzaj umowy o pracę wspólnego z wolnością kobiet...
Mniemam, że umowa-zlecenie to przejaw zniewolenia pracownic- tak?
A jeśli kobieta jest pracodawczynią?W takim układzie przymus zatrudniania ludzi na umowę o pracę nie jest łamaniem wolności?
Dlatego pisałam, że to są kwestie, które dotyczą obu płci.
To, czego mi obecnie brakuje (nie dla mnie, bo nie mam z tym problemów), to brak polityki pro-rodzinnej.
Nie - pro-kobiecej (bo to zakłada, że tylko kobieta powinna się domem zajmować), lecz właśnie pro-rodzinnej.
Ale znów, porównując do to czasów komuny (choć jak zauważył Pitagoras - nie da się prosto takich porównań przeprowadzić), to wcale kobiety nie miały łatwiej. Owszem, były żłobki, przedszkola, obiady w szkołach, etc. Niemniej jednak, takie działania nie prowadziły do równouprawnienia kobiet. Miały im pomóc, ale nadal zakładały, że to wyłącznie kobieta ma się domem zajmować. Mężczyzna miał zarabiać, obowiązki domowe miały spoczywać na kobiecie. Nie twierdzę, że nie istniały rodziny gdzie było inaczej. Zauważam tylko, że bardziej promowany był patriarchalny niż partnerski model rodziny.
Gdyby z terytorium Polski wyparowało nagle 10 milionów ludzi, a potrzeby państwa zamiast podatkami byłyby łatane zaciąganiem zagranicznych kredytów to jestem przekonana, że przez kolejne 30 lat też byłaby praca dla każdego.
Tylko skoro za komuny było tak pięknie, to dlaczego dług z czasów Gierka skończyliśmy spłacać ledwie kilka lat temu?
Jak się komuś marzy komunizm to bilet do Korei i szerokiej drogi...
10 2014-06-22 10:07:07 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-06-22 10:10:56)
CUDO!
"My o zupie... Wy o d..."
Marena pisała o polityce prorodzinnej zdaje się PRZEDE WSZYSTKIM. ![]()
W zbyt skomplikowany sposób to ujęła? Że poczucie bezpieczeństwa przekłada się na sposób życia współczesnych młodych ludzi? NIE o "wyższość" komunizmu chodzi a o BRAK porządnych zabezpieczeń dla rodzin w tych dzisiejszych quasi łatwiejszych czasach? Dane dotyczące OBU płci mówią jednak o ICH obiektywnie TRUDNIEJSZEJ sytuacji...? Przekłada to się na jakość życia młodych kobiet w roli matek TEŻ... czy nie?
Gratuluję podejścia do dyskusji - stłumić w zarodku... zamieść pod dywan. A przytłoczonych TRUDNIEJSZYM startem do Korei. Albo na księżyc.
Tylko jak jest TAK dobrze - to czemu jest tak źle? (obiektywnie, wg badań i subiektywnie, wg ciężaru do udźwignięcia)?
Ps. luc doskonale wkomponowujesz się w badanie, któremu zaprzeczasz.
Bo chyba jednak rok 1989 nastąpił PRZED połową lat 90-tych. Jesteś PEWNA, że w dzisiejszych realiach byłabyś w stanie osiągnąć TO SAMO co wówczas? Ja w tym samym okresie czasu miałam 3 dzieci w przedszkolu - DZIŚ nie byłoby mnie stać na taki luksus zapewne... Wówczas wysyłałam wszystkie dzieci na wakacje, dziś jednemu nie jestem w stanie tego zapewnić. CO nie znaczy, ŻE oślepłam na dobre strony transformacji...
A Ty miałabyś np. umowę na czas określony NA PEWNO a nie umowę śmieciową? TO oczywiście tylko luźny przykład (wszak nic nie wiem o Twojej pracy)
ale to jest wątek o wolności czy bezpieczeństwie socjalnym?
Te dwie sprawy się wykluczają.Obiektywnie najlepiej zabezpieczonym bytowo człowiekiem jest niewolnik- wszystko dostaje pod nos i o nic się nie martwi, za nic nie odpowiada.
No niestety coś za coś.Ja niby jestem mega wolny bo mam własną działalność itp, ale o wszystko muszę się martwić sam- nik mi niczego nie zapewnia ani nie gwarantuje.
Ta sławetna polityka prorodzinna też wiąże się z potężnym ograniczeniem wolności.Chcecie bezpłatnych żłobków, przedszkoli, wiecznych urlopów wychowawczych itp?To niestety trzeba bulić kolosalne podatki a więc pracować za pół-darmo.
Co do gierkowskich kredytów.Inwestycje poczynione za ówczesne pożyczki zwróciły się wielokrotnie, z tym że mega-dochodowe giganty typu KGHM zostały przywłaszczone przez ''swoich'', stąd konieczność spłacania ich z innych źródeł.
Gierek był niezłym ekonomistą i realistą.
12 2014-06-22 15:40:35 Ostatnio edytowany przez luc (2014-06-22 15:44:27)
"My o zupie... Wy o d..."
Marena pisała o polityce prorodzinnej zdaje się PRZEDE WSZYSTKIM.
W zbyt skomplikowany sposób to ujęła?
Nie tyle skomplikowany, co w nieuprawniony sposób wrzuciła różne aspekty do jednego worka.
Dane dotyczące OBU płci mówią jednak o ICH obiektywnie TRUDNIEJSZEJ sytuacji...? Przekłada to się na jakość życia młodych kobiet w roli matek TEŻ... czy nie?
Jeżeli przedstawiciele obu płci znajdują się w trudnej sytuacji, to nie można twierdzić, że kobietom jest trudniej. To sugeruje, że tylko kobietom jest trudniej, a tak przecież nie jest.
Skoro i kobietom i mężczyznom jest trudniej, to nie bardzo widzę sens pisania, że obecne czasy cofnęły kobiety do Średniowiecza.
Gratuluję podejścia do dyskusji - stłumić w zarodku... zamieść pod dywan. A przytłoczonych TRUDNIEJSZYM startem do Korei. Albo na księżyc.
Rozumiem, że chodzi Ci o wpis Iceni.
Jakie zamiatanie pod dywan? Iceni zapewne, podobnie jak ja, ma określony stosunek do komuny (pewno się do tego sama odniesie).
Ja już pisałam, że moim zdaniem w komunie kobiety wcale nie miały "większego" równouprawnienia. Moim zdaniem miały mniejsze.
Ps. luc doskonale wkomponowujesz się w badanie, któremu zaprzeczasz.
Bo chyba jednak rok 1989 nastąpił PRZED połową lat 90-tych. Jesteś PEWNA, że w dzisiejszych realiach byłabyś w stanie osiągnąć TO SAMO co wówczas?
Abstrahując od wiarygodności danych podawanych na onecie.
Wcale się w to badanie nie wpisuję. Tak, jestem pewna.
Dla mnie (wg kryteriów tych badań) najgorsze były lata 80-te.
CO nie znaczy, ŻE oślepłam na dobre strony transformacji...
A Ty miałabyś np. umowę na czas określony NA PEWNO a nie umowę śmieciową? TO oczywiście tylko luźny przykład (wszak nic nie wiem o Twojej pracy)
Ja też nie oślepłam, ani na dobre, ani na złe strony transformacji.
Tak, zdecydowanie lepszą mam sytuację zawodową w obecnych czasach niż miałabym to w czasach komuny.
Fakt, że zawód jest specyficzny, ale też nie wyobrażałam sobie (nawet w tamtych czasach) wybierać kierunek...hm... "nieprzyszłościowy", typu: filmoznawstwo, kulturoznawstwo etc. (bez urazy dla absolwentów takich kierunków
).
I wtedy i teraz trzeba z głową myśleć o swojej przyszłości.
Powtórzę: sytuacja ekonomiczna w podobny sposób dotyka przedstawicieli obu płci.
W niektórych aspektach życia mają obecnie lepiej, w innych gorzej. Nie ma czasów ani sytuacji idealnych. Wolałabym jednak aby moja młodość przypadała na obecne czasy, a nie na czasy komuny.
Co do innych aspektów poruszonych przez Marenę.
Aborcję i klauzulę sumienia zostawmy, bo wątek się zaraz przekształci w .... wiadomo co ![]()
Badania prenatalne są bardziej rozwinięte i dostępne w obecnych czasach.
Czy praca była gwarantowana? Fakt, formalnie bezrobocia nie było. Było za to bezrobocie ukryte - strukturalne. To ja dziękuję.
Żłobki, przedszkola. Były wtedy i są teraz. Że trzeba za nie płacić? Jak za wszystko. Wiem, że zaraz usłyszę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale właśnie tak uważam. Pewno moja Mama za przedszkole nie płaciła, ale też i zarobki miała takie, że i bez takich opłat na zbyt wiele nie zostawało. To ja dziękuję.
13 2014-06-23 05:51:01 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-06-23 05:55:28)
Anhedonia napisał/a:"My o zupie... Wy o d..."
Marena pisała o polityce prorodzinnej zdaje się PRZEDE WSZYSTKIM.
W zbyt skomplikowany sposób to ujęła?Nie tyle skomplikowany, co w nieuprawniony sposób wrzuciła różne aspekty do jednego worka.
Anhedonia napisał/a:Dane dotyczące OBU płci mówią jednak o ICH obiektywnie TRUDNIEJSZEJ sytuacji...? Przekłada to się na jakość życia młodych kobiet w roli matek TEŻ... czy nie?
Jeżeli przedstawiciele obu płci znajdują się w trudnej sytuacji, to nie można twierdzić, że kobietom jest trudniej. To sugeruje, że tylko kobietom jest trudniej, a tak przecież nie jest.
Skoro i kobietom i mężczyznom jest trudniej, to nie bardzo widzę sens pisania, że obecne czasy cofnęły kobiety do Średniowiecza.
Czy praca była gwarantowana? Fakt, formalnie bezrobocia nie było. Było za to bezrobocie ukryte - strukturalne. To ja dziękuję.
Żłobki, przedszkola. Były wtedy i są teraz. Że trzeba za nie płacić? Jak za wszystko. Wiem, że zaraz usłyszę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale właśnie tak uważam. Pewno moja Mama za przedszkole nie płaciła, ale też i zarobki miała takie, że i bez takich opłat na zbyt wiele nie zostawało. To ja dziękuję.
Chyba nie ma co dyskutować... Jeżeli jest tak samo łatwo/trudno kawalerowi jak matce z dzieckiem to o CZYM tu gadać?
Bezrobocie NIE JEST problemem?
Cóż - nie napiszę, że punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia... Sama napisałaś. Z tego wnoszę, że młode pokolenie nie stanowi dla Ciebie konkurencji... A DO TEGO ma start DOKŁADNIE tak samo łatwy jak miałaś Ty. Szczególnie te płci żeńskiej, które zaraz mogą zajść w ciążę ![]()
Coś z tą ślepotą musi być na rzeczy... skoro podnosi się, iż badania OECD to takie sobie zwykłe badania, jak ankietka z internetu ![]()
Mareno - może zajmiesz stanowisko w swej dyskusji. Takiego obrotu spraw się spodziewałaś?
Chyba nie ma co dyskutować... Jeżeli jest tak samo łatwo/trudno kawalerowi jak matce z dzieckiem to o CZYM tu gadać?
Widzisz i sama dusisz dyskusję ![]()
Czy ja napisałam, że tak samo jest łatwo kawalerowi jak i matce z dzieckiem?
Ale mężczyźnie samotnie wychowującemu dziecko jest tak samo trudno jak matce z dzieckiem.
Bezrobocie NIE JEST problemem?
Oczywiście, że jest problemem. Dla obu płci.
Z tego wnoszę, że młode pokolenie nie stanowi dla Ciebie konkurencji..
Zawsze jest konkurencja ![]()
A DO TEGO ma start DOKŁADNIE tak samo łatwy jak miałaś Ty.
W niektórych aspektach młodzi mają łatwiej, w innych trudniej. Np. kiedyś na studia trudniej się było dostać (to tylko przykład).
Napisałam tylko, że osobiście wolałabym wchodzić w dorosłe życie obecnie. Bo są większe możliwości.
Szczególnie te płci żeńskiej, które zaraz mogą zajść w ciążę
Kiedyś nie mogły zaraz zachodzić w ciążę? ![]()
Coś z tą ślepotą musi być na rzeczy... skoro podnosi się, iż badania OECD to takie sobie zwykłe badania, jak ankietka z internetu
OK. Nie zwróciłam uwagi na to, że podane przez Ciebie badania były robione przez OECD. Odniosłam się tylko do onetu.
Nie musisz od razu wyjeżdżać ze ślepotą ![]()
15 2014-06-23 11:31:12 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-06-23 12:00:37)
W komunizmie nie było polityki "prorodzinnej" tylko była "prorobotnicza". Kraj potrzebował rąk do pracy najpierw żeby odbudować zniszczenia wojenme a potem żeby rozwijać gospodarkę.
Ale polityka i gospodarka to naczynia połączone - nie ma tak, że w obu będzie przybywać. Czasy prosperity nie trwają wiecznie.
Po wojnie z Polski ubyło tyle ludzi że kraj świecił pustkami - te braki były nadrabiane przez następne 30 lat. A mimo to gospodarka nie dawała sobie rady.
To jest jakaś ułuda, że wtedy było lepiej. Byliśmy na szarym i smutnym technologicznym zadupiu Europy (pomijając gospodarkę) - ludziom się wydawało, że jest im dobrze bo było im tak źle, że otrzymanie czegokolwiek "od państwa" sprawiało że czuli się najszczęśliwsi na świecie.
Praca kobiet to nie byla wolność tylko gospodarczy przymus wiec rząd robił wszystko żeby kobiety w kierat wprzęgnąć - stąd działania zachęcające.
Ale pomysłem tego samego komunizmu były rownież przedszkola czy żłobki nocne, bo kobiety rownież MUSIAŁY pracować na III zmianę, w nocy i żadnych ulg z tego powodu nie miały, że dzieci mają albo przedszkola tygodniowe, skąd się dzieci tylko na weekend zabierało.
"Opieka prenatalna" to w zasadzie nie istniała oprócz miast wojewódzkich i wystarczy zapytać jakiejś starej pielęgniarki jakie ubóstwo i prymitywne leczenie było w malych miasteczkach.
Kobieta dostająca w twarz za to, że krzyczy podczas porodu to nie była żadkość - nikt się z nimi nie cackał.
Skąd na przykład kampania "Rodzić po ludzku" jak nie jest to walka z komunistyczmymi zwyczajami porodówek?
"Robotnica" to słówko wywodzące się z komunizmu. "Nie jest to nie jest słowo określające WOLNĄ kobietę.
I tak się dziwnie składa, że żaden komunistyczny kraj nie stał się potęgą. Nawet Związek Radziecki ani Chiny z komunizmem sobie nie poradziły a po czasach powojennej prosperity prawdziwy rozwoj nastąpil tam dopiero po przejściu na gospodarkę kapitalistyczną
Komunizm to nie jest droga do sukcesu i tyle.
Praca była gwarantowana
Ludzie, co się z wami dzieje...
W Korei Północnej praca też jest gwarantowana.
W obozach pracy podczas okupacji to samo.
W komunizmie nie było polityki "prorodzinnej" tylko była "prorobotnicza". Kraj potrzebował rąk do pracy najpierw żeby odbudować zniszczenia wojenme a potem żeby rozwijać gospodarkę.
Ale polityka i gospodarka to naczynia połączone - nie ma tak, że w obu będzie przybywać. Czasy prosperity nie trwają wiecznie.
Po wojnie z Polski ubyło tyle ludzi że kraj świecił pustkami - te braki były nadrabiane przez następne 30 lat. A mimo to gospodarka nie dawała sobie rady.
To jest jakaś ułuda, że wtedy było lepiej. Byliśmy na szarym i smutnym technologicznym zadupiu Europy (pomijając gospodarkę) - ludziom się wydawało, że jest im dobrze bo było im tak źle, że otrzymanie czegokolwiek "od państwa" sprawiało że czuli się najszczęśliwsi na świecie.Praca kobiet to nie byla wolność tylko gospodarczy przymus wiec rząd robił wszystko żeby kobiety w kierat wprzęgnąć - stąd działania zachęcające.
Ale pomysłem tego samego komunizmu były rownież przedszkola czy żłobki nocne, bo kobiety rownież MUSIAŁY pracować na III zmianę, w nocy i żadnych ulg z tego powodu nie miały, że dzieci mają albo przedszkola tygodniowe, skąd się dzieci tylko na weekend zabierało.
"Opieka prenatalna" to w zasadzie nie istniała oprócz miast wojewódzkich i wystarczy zapytać jakiejś starej pielęgniarki jakie ubóstwo i prymitywne leczenie było w malych miasteczkach.
Kobieta dostająca w twarz za to, że krzyczy podczas porodu to nie była żadkość - nikt się z nimi nie cackał.Skąd na przykład kampania "Rodzić po ludzku" jak nie jest to walka z komunistyczmymi zwyczajami porodówek?
"Robotnica" to słówko wywodzące się z komunizmu. "Nie jest to nie jest słowo określające WOLNĄ kobietę.
I tak się dziwnie składa, że żaden komunistyczny kraj nie stał się potęgą. Nawet Związek Radziecki ani Chiny z komunizmem sobie nie poradziły a po czasach powojennej prosperity prawdziwy rozwoj nastąpil tam dopiero po przejściu na gospodarkę kapitalistyczną
Komunizm to nie jest droga do sukcesu i tyle.
Drapieżny kapitalizm (a taki obecnie mamy) również nie wiedzie do sukcesu i krainy wiecznej szczęśliwości. Trzeciej drogi nie ma?
Nie wiem. Nie jestem Marksem ani Gatesem. Może jest inna droga, ale żeby ją odkryć trzeba iść do przodu, a nie cofac się, nawet jeżeli chwilowo jest pod górę.
19 2014-06-25 17:27:38 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-06-25 17:31:56)
Drapieżny kapitalizm (a taki obecnie mamy) również nie wiedzie do sukcesu i krainy wiecznej szczęśliwości. Trzeciej drogi nie ma?
O TO, TO!!! ![]()
Drapieżna i nieludzka postać - nie ma co siusiać po majtkach z tytułu zachwytu nad samym zachłyśnięciem się ![]()
Nie wiem. Nie jestem Marksem ani Gatesem. Może jest inna droga, ale żeby ją odkryć trzeba iść do przodu, a nie cofac się, nawet jeżeli chwilowo jest pod górę.
To może WARTO by się zapoznać z tematem, zamiast wszystkich nie radzących sobie, wysyłać w cholerę do Korei? I co Cię napadło z tą Koreą? Czep się Skandynawii, gdzie nikt nie miga się od płacenia podatków i... WBREW temu co napisałaś powyżej za szkolnictwo (a pod ten resort podlegają przedszkola) wszystko w cholerę jest za free - i nauka, i książki i posiłki w szkole! WIEM, sprawdziłam! TEŻ TAK chcę!
Tylko kudy temu naszemu, pożal się boże kapitalizmowi do tego u nich! Wszak u nas to punkt honoru "migać się " od płacenia ![]()
Czemu - bo jak TU się ktoś ustawi, to tymi którzy TAK nie potrafili, się gardzi... A jakie społeczeństwo - tacy politycy. Co mają nie korzystać - wszak, czy to wyżej czy niżej - wszędzie "grabie grabią KU sobie"
Najlepszy przykład: ten "podsłuchany" obiadek za 1.400 zł na dwóch (gdy rodzina nieraz ma tyleż na miesiąc) ZA państwowe czyli nasze. Biednych posłów przy ich dietach NIE STAĆ? A może tak po "socjalistycznemu": STAWKA żywieniowa finansowana przez państwo TAKA sama dla chorych w szpitalu i dla posłów? A za WSZYSTKO EXTRA z własnej kieszeni? Coś złego w tym ktoś widzi?
Wczoraj usłyszałam, że 65% rodaków NIGDZIE na wakacje się nie wybiera, bo ich nie stać.
Jeżeli na tym ma POLEGAĆ demokracja w postaci większości społecznej jako taka, to ja mam to w odwłoku... I tyle. Nie uważam by było czym się zachwycać na zasadzie: "sztuka dla sztuki"
TO CO - zmieniamy coś?
Wywieramy NACISK na tych co siedzą wygodnie TAM, gdzie się ustawy uchwala czy tylko kadzimy i problemy odsyłamy do Korei? ![]()
20 2014-06-25 17:48:10 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-06-25 18:05:39)
Iceni napisał/a:Nie wiem. Nie jestem Marksem ani Gatesem. Może jest inna droga, ale żeby ją odkryć trzeba iść do przodu, a nie cofac się, nawet jeżeli chwilowo jest pod górę.
To może WARTO by się zapoznać z tematem, zamiast wszystkich nie radzących sobie, wysyłać w cholerę do Korei? I co Cię napadło z tą Koreą? Czep się Skandynawii, gdzie nikt nie miga się od płacenia podatków i... WBREW temu co napisałaś powyżej za szkolnictwo (a pod ten resort podlegają przedszkola) wszystko w cholerę jest za free - i nauka, i książki i posiłki w szkole! WIEM, sprawdziłam! TEŻ TAK chcęzie: "sztuka dla sztuki
A może zamiast naskakiwać na mnie sama zastanów się o czym piszesz?
Podałam przykład Korei bo TAK WŁAŚNIE wygląda komunizm.
A to, co wam się marzy, to nie komunizm (który owszem, z socjalizmu wyrósł, ale nie jest z nim rownoznaczny) tylko socjalizm, a socjalizm to jednak coś innego.
I właśnie to co podałaś na przykładzie Szwecji to jest rodzaj socjalizmu, a dokładnie demokracja socjalistyczna - i w Szwecji socjaldemokracja jest dość silna.
Mnie rozróżniać te pojęcia uczyli w liceum jeszcze, dlatego owszem, jak sie komuś marzy komunizm to mu kupię osobiście bilet do Korei niech sie przekona o czym marzy,
Nigdzie też nie napisałam, że kapitalizm jest najlepszą drogą, a jedynie że jest skuteczniejszą niż komunizm.
Autorka pamięta przedszkola dla dzieci a ja pamiętam jak moja siostra jeździła po wyprawkę dla dziecka na Śląsk bo tam najbliżej tetra była.owszem, były wczasy pracownicze ale i kartki na żywność.
Owszem moja ciotka skończyła studia za darmo i troje dzieci wychowała, ale za to jwj męża za kratki wsadzili za niepoprawnie politycznie przekonania.
Dlatego napisałam, że patrzycie na te czasy przez różowe okulary bo pamiętacie same superlatywy zapominając JAKIM KOSZTEM się to odbywalo.
Drapieżna i nieludzka postać - nie ma co siusiać po majtkach z tytułu zachwytu nad samym zachłyśnięciem się
A ktoś siusiał i się zachwycał? ![]()
Nie zauważyłam. Krytyka minionej epoki, to jeszcze nie zachwyt obecną.
TO CO - zmieniamy coś?
To co? Robisz coś?
Ja na swoim poletku coś tam robię, a Ty?
Przepraszam że znów piszę w takim dosyć kontrowersyjnym wątku ale naprawdę nie rozumiem jak można łączyć polską ( a w sumie jakąkolwiek inną też ) komunę ze słowami takimi jak 'wolność i równouprawnienie' ...
Komuna na papierze i w założeniach wygląda z pozoru cudnie ( choć i tak każdy średnio rozgarnięty człowiek po chwili sam dojdzie do tego że to tylko majaczenie i bujdy na kółkach ) ale w praktyce jest zupełnie inaczej. Nie ma żadnej równouprawnienia ani tym bardziej wolności. Jest za to cholerne rozwarstwienie społeczne i ogromne problemy gospodarcze. I nie tylko one ale nie chce mi się o tym rozpisywać jeszcze bardziej po raz kolejny.
macierzyństwo pod ochroną,
Tzn? Ja to rozumiem jako godne warunki położnicze chociażby. Jeżeli mówimy o tym samym to proszę powiedzieć to mojej matce ( i zapewne nie tylko jej ) która przed porodem musiała leżeć w mocno średnich warunkach w przepełnionym szpitalu, korytarze, cudowanie z brakiem miejsc i inne tego typu atrakcje. Więc nie wiem co autorka miała na myśli pisząc te słowa - może mówiła o 'socjalu' na dzieci typu upominki na święta, słodycze czy zeszyty do szkoły ale to akurat dostawałem już PO komunie ... Więc?
żłobki, przedszkola przyzakladowe.
Przepraszam, może średnio siedzę w tym temacie ale o czymś takim w swoich okolicach to nie słyszałem. Za to o przepełnionych szkołach to i owszem.
Dostępna aborcja ze względów społecznych, badania prenatalne itd.
Dostępna aborcja? Hm? Chyba właśnie była niedostępna normalnie tylko po cichaczu można było coś takiego załatwić, tak przynajmniej słyszałem z paru źródeł. A co badań prenatalnych to szczerze mówiąc nie wiem jak to wygląda(ło).
A teraz? Żadnej ochrony, praca niepewna, macierzyństwo powodem zwolnień, normy społeczne uniemożliwiające normalne życie (np. dziecko nie może samo iść do szkoły), problemy z aborcją ze wzgędów zdrowotnych, z badaniami prenatalnymi, z klauzulą sumienia itd.
Kobiety straciły na polskiej transformacji, cofnięto je do.....średniowiecza. Czy to widzicie? Czy tylko ja tak to widzę?
OKEJ, wszystko fajnie tylko zadajmy sobie podstawowe pytanie - CZY TO KOMUNA BYŁA POWODEM TEGO ŻE BYŁO TAK RZEKOMO DOBRZE? Czy to ten 'KAPITALIZM' jest powodem tego że jest tak źle? I czy na pewno jest AŻ TAK źle? Bo sorry - wszędzie niemal w mediach klepie się gadki o tym jak to nam się starzeje społeczeństwo, jak to się ludzi mało rodzi a codziennie niemal widzę wózki z dziećmi i same dzieci. Pod blokiem, w autobusach, na rynkach, ulicach - wszędzie. Ludzie co rusz zakładają rodziny, rodzą im się dzieci. I jakoś sobie radzą. Więc chyba aż tak źle nie jest bo jednak nie chce mi się wierzyć że tak z 90% dzieci to 'przypadki'.
Poza tym o co chodzi z tym że dziecko NIE MOŻE samo iść do szkoły? Serio pytam.
23 2014-06-26 17:06:10 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-06-26 17:19:57)
Anhedonia napisał/a:TO CO - zmieniamy coś?
To co? Robisz coś?
Ja na swoim poletku coś tam robię, a Ty?
Analogicznie
"COŚ"
Za "komuny" kobiety mogły czuć się wolne i równouprawnione. Dziwny pogląd, prawda? A jednak...
(...)
Kobiety straciły na polskiej transformacji, cofnięto je do.....średniowiecza. Czy to widzicie? Czy tylko ja tak to widzę?
Natomiast zauważyłam, przyjrzawszy się dla dokładności pierwszemu postowi-zagajeniu JESZCZE RAZ, iż autorka wzięła słowo komuna w cudzysłów z czego mona wnosić, że również i ona miała na myśli to co tak kwieciście zostało napisane jako:
"to, co wam się marzy, to nie komunizm (który owszem, z socjalizmu wyrósł, ale nie jest z nim rownoznaczny) tylko socjalizm, a socjalizm to jednak coś innego.
I właśnie to co podałaś na przykładzie Szwecji to jest rodzaj socjalizmu, a dokładnie demokracja socjalistyczna - i w Szwecji socjaldemokracja jest dość silna"
Być może i ją nauczono rozróżniać TO już w liceum?
Kolejny lapsus miał miejsce w akapicie gdzie stwierdzono, że i cóż że płaci za przedszkola - za wszystko wszędzie się płaci... A właśnie, że JEDNAK nie? W Szwecji? No ja tam akurat nie o Szwecji myślałam, ale niech będzie. Ona TEŻ w Skandynawii ![]()
Dlatego wypadałoby by owe podziękowania wyrażone w słowach: "Pewno moja Mama za przedszkole nie płaciła, ale też i zarobki miała takie, że i bez takich opłat na zbyt wiele nie zostawało. To ja dziękuję" wyraziły te osoby, których problem AKTUALNIE dotyczy...
I chyba nie jest TAK różowo, skoro tak niewielu stać obecnie na wakacje... więc jest dyskusyjne, CZY tak wiele obecnie POZOSTAJE ![]()
A PEWNOŚĆ (choćby posiadania pracy) i SPOKÓJ (dnia powszedniego) jak to mówią w reklamie: BEZCENNE!
(oraz wczoraj we wspomnieniu "pośmiertnym" śp. Małgorzata Braunek określiła jak życie na większym luzie).
Wracając jednak do meritum. Myślę, że zakładając wątek autorka NIE MIAŁA na myśli pochwały komunizmu a to, iż TE zmiany, które zaszły "nie wyszły na zdrowie" najsłabszym... pewnie to nie najlepsze słowo, ale chwilowo inne, bardziej adekwatne, nie przychodzi mi do głowy. A rodzic obciążony opieką nad małym dzieckiem jest na tyle tym faktem obciążony, że nie może stanowić pełnoprawnej konkurencji dla pozostałych na rynku pracy. Przynajmniej ja tak zrozumiałam sens tej wypowiedzi...
Raczej jako wypowiedź z punktu widzenia kwestii społecznych niż stricte politycznych.
Pisz Metyl, pisz - każde mądre słowo rozszerza horyzonty ![]()
Ja uważam SAM kapitalizm jako taki, winnym wielu złych rzeczy, patologii i demoralizacji typu wybiórcza "uczciwość" i podwójna moralność. Ale ja jestem "spaczona" faktem, że dotknął mnie on osobiście w tak pięknym kraju jak Australia...
24 2014-07-05 17:33:36 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-07-05 17:39:23)
A co myślicie o dr Hazanie który zmusił kobietę do urodzenia dziecka przez cesarkę ponieważ dziecko miało za dużą w końcu miało cały mózg na wierzchu tj poza głową roztrzep twarzy oraz zwisającą gałkę oczną no i brak nosa. Dziecko będzie umierało miesiąc bądź dwa w wielkich męczarniach On zamiast skierować kobietę do ośrodka gdzie ktoś dokonałby aborcji grał na czasie. Poza tym jako dyrektor szpitala przełożył swoją klauzulę sumienia na cały szpital i on zostanie a za ten bajzel zapłaci polski podatnik bo 70000 zł zapłaci szpital.
25 2014-07-05 19:55:27 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-07-05 19:56:48)
Już pisałam co myślę w słowach:
...TE zmiany, które zaszły "nie wyszły na zdrowie" najsłabszym... pewnie to nie najlepsze słowo, ale chwilowo inne, bardziej adekwatne, nie przychodzi mi do głowy.
Arogancja osób postawionych "na świeczniku" z braku jakichkolwiek zahamowań spowodowanych opinią społeczną, bo... społeczeństwo to "im może "nakukać"...
BRAK rozdziału kościoła od państwa - "INTERES" kobiety dotkniętej tą tragedią niknie w tle, w obliczu światopoglądu wielkiego pana profesora... Bo nie on będzie patrzył na dziecka deformacje, cierpienie i umieranie... Nie jemu serce będzie pękać. On umył ręce i sumienie... jak Piłat?
Gdzie tu Q... miejsce na jakąś ETYKĘ???
Nawet nie wiadomo, czy owa matka jest w ogóle wierząca, ale podporządkować się EGO "pana i władcy" nieszczęsnego przybytku, gdzie biedna byłatrafiła, ZOSTAŁA ZMUSZONA...
26 2014-08-16 07:05:12 Ostatnio edytowany przez Summerka (2014-08-16 07:38:06)
"Za komuny" (nazwa umowna) było inaczej, co nie znaczy lepiej lub gorzej. Na pewno nie było wykorzystywania pracowników, w tym kobiet, tak, jak obecnie się to dzieje w niektórych prywatnych firmach. Pracują dłużej i wykonują więcej zadań, a rodzinie poświęcają mniej czasu.
A niech spróbuje jakaś kobieta zachorować, to jej praca stanie pod znakiem zapytania.
Myślicie, że za tamtych czasów można było tak łatwo dostać pracę? Może spawacza. Mit o Krysi traktorzystce trzeba było odłożyć do lamusa. Kobieta mogła iść, na przykład, do technikum budowlanego, ale i tak pracy nie znajdowała zgodnie z kwalifikacjami. Ale jak się już dostała w takim zawodzie, to na stanowisko kierownicze, bo jak to, kobieta na budowie?
Obecnie nie ma przeszkód, żeby kobieta wykonywała pracę uznawaną za przeznaczoną dla mężczyzn. Mamy przecież kobiety pracujące, na przykład, jako kierowcy autobusów, a nawet TIRÓW.
Ale jak już się dostało tę pracę, to im dłużej się w niej pracowało, tym lepiej się powodziło pracownikowi i pracownicy też. Pracowniczy system socjalny wyglądał inaczej. Kobieta mogła przez wiele lat nie pracować i jeśli wychowywała dzieci, miała się z czego utrzymać. Kiedyś nie było wolnych sobót. Ciekawe, że nikt tak nie czekał na weekend, jak teraz. Pracownicy byli bardziej szanowani i przez to przyjemniej się pracowało.
Żadnej kobiecie nie przyszłoby do głowy prosić o wsparcie finansowe, tak, jak dziś często się to dzieje. Być może te drogi próśb były inne. Nie było to tak powszechne. Pomocy oczekiwano od partii i gminy, a nie przypadkowych ludzi.
I jak dziecko poważnie zachorowało, miało gwarantowaną bezpłatną pomoc i leczenie. A dziś każdy wie, jak jest ze służbą zdrowia.
Ogólnie nie powiem czy jest lepiej czy gorzej. Jest inaczej.
Przepraszam że znów piszę w takim dosyć kontrowersyjnym wątku ale naprawdę nie rozumiem jak można łączyć polską ( a w sumie jakąkolwiek inną też ) komunę ze słowami takimi jak 'wolność i równouprawnienie' ...
Komuna na papierze i w założeniach wygląda z pozoru cudnie ( choć i tak każdy średnio rozgarnięty człowiek po chwili sam dojdzie do tego że to tylko majaczenie i bujdy na kółkach ) ale w praktyce jest zupełnie inaczej. Nie ma żadnej równouprawnienia ani tym bardziej wolności. Jest za to cholerne rozwarstwienie społeczne i ogromne problemy gospodarcze. I nie tylko one ale nie chce mi się o tym rozpisywać jeszcze bardziej po raz kolejny.
macierzyństwo pod ochroną,
Tzn? Ja to rozumiem jako godne warunki położnicze chociażby. Jeżeli mówimy o tym samym to proszę powiedzieć to mojej matce ( i zapewne nie tylko jej ) która przed porodem musiała leżeć w mocno średnich warunkach w przepełnionym szpitalu, korytarze, cudowanie z brakiem miejsc i inne tego typu atrakcje. Więc nie wiem co autorka miała na myśli pisząc te słowa - może mówiła o 'socjalu' na dzieci typu upominki na święta, słodycze czy zeszyty do szkoły ale to akurat dostawałem już PO komunie ... Więc?
żłobki, przedszkola przyzakladowe.
Przepraszam, może średnio siedzę w tym temacie ale o czymś takim w swoich okolicach to nie słyszałem. Za to o przepełnionych szkołach to i owszem.
Dostępna aborcja ze względów społecznych, badania prenatalne itd.
Dostępna aborcja? Hm? Chyba właśnie była niedostępna normalnie tylko po cichaczu można było coś takiego załatwić, tak przynajmniej słyszałem z paru źródeł. A co badań prenatalnych to szczerze mówiąc nie wiem jak to wygląda(ło).
A teraz? Żadnej ochrony, praca niepewna, macierzyństwo powodem zwolnień, normy społeczne uniemożliwiające normalne życie (np. dziecko nie może samo iść do szkoły), problemy z aborcją ze wzgędów zdrowotnych, z badaniami prenatalnymi, z klauzulą sumienia itd.
Kobiety straciły na polskiej transformacji, cofnięto je do.....średniowiecza. Czy to widzicie? Czy tylko ja tak to widzę?OKEJ, wszystko fajnie tylko zadajmy sobie podstawowe pytanie - CZY TO KOMUNA BYŁA POWODEM TEGO ŻE BYŁO TAK RZEKOMO DOBRZE? Czy to ten 'KAPITALIZM' jest powodem tego że jest tak źle? I czy na pewno jest AŻ TAK źle? Bo sorry - wszędzie niemal w mediach klepie się gadki o tym jak to nam się starzeje społeczeństwo, jak to się ludzi mało rodzi a codziennie niemal widzę wózki z dziećmi i same dzieci. Pod blokiem, w autobusach, na rynkach, ulicach - wszędzie. Ludzie co rusz zakładają rodziny, rodzą im się dzieci. I jakoś sobie radzą. Więc chyba aż tak źle nie jest bo jednak nie chce mi się wierzyć że tak z 90% dzieci to 'przypadki'.
Poza tym o co chodzi z tym że dziecko NIE MOŻE samo iść do szkoły? Serio pytam.
Do określonego wieku dziecko musi być odprowadzane do szkoły przez pełnoletniego opiekuna.
Chodzi pewnie o to że kiedyś dziecku dawało sie klucz na szyję i leciałom- do szkoły, ze szkoły. Teraz nie. Musi być doprowadzenie i odbiór :-)
Do określonego wieku dziecko musi być odprowadzane do szkoły przez pełnoletniego opiekuna.
Chodzi pewnie o to że kiedyś dziecku dawało sie klucz na szyję i leciałom- do szkoły, ze szkoły. Teraz nie. Musi być doprowadzenie i odbiór :-)
Tylko do ukończenia 3ciej klasy szkoły podstawowej. W czwartej zdaje egzamin na kartę rowerową, więc uznaje się że podstawowe przepisy ruchu drogowego powinno już znać. Także w czym problem?
Już zapomniałam, ze kiedyś popełniłam ten post pod wpływem jakiejś dyskusji w Tok Fm i gdybym go dzisiaj nie ujrzała....
Tak, ja nadal uważam, że kobiety straciły z powodu transformacji. Odwołuję się do "komuny", bo tylko takie odniesienie mam. Wtedy byłam młoda, wchodziłam w życie, rodziłam dzieci i zaczynałam pracę zawodową. Ustrój był paskudny i o tym nie zamierzam dyskutować. Mnie osobiście żyje się lepiej dzisiaj i ja czuję się wolna i bezpieczna, ale młodym kobietom, uwazam że zdecydowanie gorzej, choć byc może nawet tego niektóre nie zauważają. Bo nie znają innego życia!
Pamiętam, że zaraz po transformacji zaczęła się wielka akcja zamykania żłobków w moim wojewódzkim mieście. Zastanowiło mnie to, dlaczego? Teraz myślę, że była to forpoczta zmian obyczajowych inspirowana przez kk.
Potem religia do szkól, zakaz aborcji i z czasem coraz więcej potępienia dla in vitro, badań prenatalnych, klauzula sumienia itd. Prymat krzyża nad godłem w każdym urzędzie i w każdej szpitalnej sali. I prymat jedynego słusznego swiatopoglądu.
Polityki prorodzinnej nie ma, a efektem tego jest kryzys demograficzny. Za tej okropnej "komuny" macierzynstwo było pod ochroną. Kobieta w ciąży była pewna, ze nikt jej z pracy nie wyrzuci. Powrót po macierzyńskim i wychowawczym był gwarantowany. Praca była. Jasne, że zarobki były kiepskie, ale czy dzisiaj są wspaniałe? Śmiem twierdzić, że są gorsze niż wtedy. Z wyjątkiem Wa-wy oczywiscie. Ja w wieku 23 lat, zarabiałam 2400 w księgowości, dzisiaj 30-letnia córka sąsiadki w tejże księgowości ma 1600 i jest szczęśliwa, że wogóle ma pracę.
Ktos powie, że wszystko wtedy było drogie. A ja powiem, że zywność i odzież była droga, ale prąd, gaz, woda, czynsze były taniutkie. Po prostu odwróciły się proporcje.
Jak wygląda życie zwykłej młodej kobiety gdzieś na prowincji, w niewielkim mieście, a nawet w trochę większym?
Jeśli ma jakąś pracę to zwykle śmieciową, albo na czas określony. Zarabia jakieś grosze i to bez względu na to czy ma, czy nie ma studiów. Zajść w ciążę to tak jakby wyrok na siebie wydać. W budżetówce jeszcze w miarę bezpiecznie, ale gdzie indziej strach się bać. No dobrze, urodziła i po jakimś czasie chciałaby zacząć znów pracować, bo mąż zarabia skromnie, a potrzeby rosną. Nie ma pomocy w rodzinie, więc albo opiekunka albo żłobek dla dziecka. Żłobków nie ma, a na opiekunkę ich nie stać. No więc siedzi w domu z dzieckiem. Potem juz jest przedszkole. W mojej miejscowości czynne do ....15.30 i ani minuty dłużej. Znajoma mloda mama pracuje do 17, jej mąż calymi dniami. Gdyby nie sąsiedzka pomoc, dziewczyna musialaby nadal siedzieć w domu.
Przemęczy się, a potem dzieciak do szkoły i będzie lżej. A guzik, bo dziecko trzeba odprowadzić i przyprowadzić do jakiegoś wieku (10 czy 12 lat). Chociaz szkoła blisko i nawet przez ulice przechodzić nie trzeba. Bez pomocy sobie nie poradzi. Tak więc optymalne jest żeby kobieta odchowała dziecko do 12 roku życia i na ten czas wypadla z rynku pracy. w przypadku drugiego dziecka na jeszcze dłużej. Po takim czasie wątpię czy znajdzie pracę. Ale ok. niech tak będzie, w końcu dzieci maja ojca, który zarabia. Jeśli naprawdę solidnie zarabia, to dobrze, ale jakoś nie widzę tych solidnych zarobków u znajomych młodych mężczyzn.
A jak kobieta z dzieckiem zostanie sama, co jest wielce prawdopodobne, bo statystyki mówią, że co trzecie małżeństwo sie rozpada? Bez pracy, z byle jakimi alimentami na dziecko? Jakie ma zabezpieczenie ze strony Państwa. Żadne!!!! Ale jakie to ma znaczenie, wypełniła przewidzianą dla niej rolę świętej matki karmicielki i to jej powinno wystarczyć. Jej życie, jej ambicje, jej prawa, jej przyszlość - a kto by sie tym przejmował.
Kobieta nie może na Państwo liczyć i zbyt często nie może tez liczyć na partnera. Musi liczyć tylko na siebie. Musi być niezależna pod każdym względem, wtedy będzie mogła czuć się bezpieczna.
Rozśmieszyły mnie glosy o mojej tesknocie za "komuną". Zapewniam, że mnie w obecnym ustroju żyje sie super, mamy świetne dochody, swietne warunki mieszkaniowe, podróżujemy po swiecie i niczego nam nie brakuje. Ale mam oczy. Na transformacji stracili najsłabsi i straciły kobiety.
Na transformacji stracili najsłabsi i straciły kobiety .
Z tym ostatnim zdaniem zgodzę się najprędzej. Z jednym uzupełnieniem - słabsze kobiety.
Jest masa kobiet, które znakomicie sobie radzą w obecnym systemie.
Ani jednych nie gloryfikuję, ani drugich nie ganię. Po prostu stwierdzam fakt.
Sama (jakkolwiek wychowana w komunie) dzieci rodziłam i zaczynałam pracę zawodową już po transformacji.
Na jednym kobiety trochę ucierpiały, na innym zyskały. Nie ma co powtarzać argumentów, bo tu już wcześniej padły. Tylko w skrócie: mają większą świadomość, są bardziej niezależne, są częściej traktowane jako partnerzy, etc., etc.
Zdecydowanie poprawiła się też sytuacja kobiet na prowincji.
Moim zdaniem trudniej dziś o mieszkanie dla młodych ludzi. Żeby zdobyć środki na to mieszkanie, wyjeżdżają za granicę do pracy, a jeszcze inni tam zostają na stałe. Kiedyś był tzw kredyt dla młodych małżeństw. A dziś to chyba można mówić o kredycie z banku do spłacania na 30 lat.
32 2014-08-17 08:27:48 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-08-17 08:35:54)
zgadzam się z tym ostatnim postem Mareny, Iceni tez bardzo madrze pisze
a Luc co to znaczy słabe kobiety? pytam serio, słabe nie radzące sobie w obecnym systemie czyli?
jesli kobieta ma pomoc babci, ciotek i może isc do pracy, do tego mieszka w centrum dużego miasta wiec odpada problem z dojazdami do pracy, nawet na nocna zmiane, sa kluby malucha itd jest silna, a ta która nie ma z kim zostawić dziecka, nie stać jej na opiekunke, nie ma miejsca w zlobku lub nie chce oddac dziecka do zlobka, mieszka na wsi jest slabsza od tej pierwszej?
33 2014-08-17 08:55:32 Ostatnio edytowany przez Gosiar (2014-08-17 08:59:37)
Skończyłam studia techniczne w 1980 roku, zaczęłam pracę 1 września, czyli następnego dnia po podpisaniu porozumień sierpniowych. Mogę powiedzieć, że całe dorosłe życie towarzyszyłam transformacji. Co zapamiętałam z komuny? Beztroskie, ale skromne życie. Wieczne zdobywanie wszystkiego w długich kolejkach, które tylko na chwilę ustały za wczesnego Gierka, zapracowanych rodziców, którzy nie mogli korzystać z przywilejów, bo nie byli członkami PZPR. Nie bałam się, że nie będę mieć pracy po studiach, miałam ją i mogłam wybierać. Ale nie było już tak słodko za parę lat, jak miałam wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim. Mój etat na uczelni zajął kolega.
Urodziłam dwoje dzieci w koszmarnym szpitalu, jeden z tych porodów odbierał obecnie mocno afiszujący się poseł, senator i wreszcie europoseł, wtedy wiecznie pijany. Potem było zdobywanie wszystkiego, stanie w koszmarnych kolejkach z dwójką malutkich dzieci, szycie ubranek, itd.itp. Na wczasy jeździli tylko ci, co pracowali w większych zakładach pracy. Owszem, szybciej dostawało się mieszkania, ale też nie wszędzie, praktycznie tylko tam, gdzie ściągano ludzi do pracy, np. na Śląsku. W dużych miastach na mieszkanie czekało się 15- 25 lat i mogło się też nie dostać. Wtedy o kupnie mieszkania mogli myśleć nieliczni. Paszport dostałam dopiero w 1988 roku, bo podpadłam komuchom na studiach. Dostałam go na tydzień i musiałam oddać po powrocie. Normalny dostałam w 1992 roku.
O miejsce w przedszkolu musiałam zabiegać znacznie wcześniej, choć w moim mieście było ich wiele i wiele było dzieci, których babcie nie pracowały i zajmowały się wnukami.
I w komunie i teraz, bez tzw. znajomości i wsparcia rodziny było i jest bardzo ciężko. Wtedy nie było możliwości i żyło się skromnie, teraz są możliwości, ale trzeba za nie słono zapłacić, więc też żyje się większości bardzo skromnie.
Pracy w nadmiarze nie było i nie ma od tzw. transformacji. Wtedy wszystko państwowe się zwijało, ludzi wysyłano na wcześniejsze emerytury, ale na braku wszystkiego rodziły się fortuny, tym, którzy mocno kombinowali, potrafili wykorzystać okazję czy wręcz ukradli w majestacie "prawa". Nie znam uczciwych, którzy się dorobili znacznych majątków. Znam natomiast spektakularne upadki tych, którym się urwały kolesiowskie powiązania.
Sami stworzyliśmy sobie ten nieludzki kapitalizm, gdzie choroba od razu oznacza zwolnienie, dziecko oznacza brak pracy lub tułanie się od niańki do niańki.
Tak, za komuny KK był inny, był prześladowany, więc zabiegał o wiernych, nie był tak medialny, bo nie było mediów. Wtedy też był przeciwny aborcjom, wychowaniu seksualnemu, antykoncepcji. Traktował kobiety tak samo jak teraz. Wybrałaś to teraz cierp męża pijaka, sadystę, erotomana, bezmózgowca. Wiele z nas to słyszało. Kobiety rozwódki były i są piętnowane.
Nikt nie zastanawiał się, jakie spustoszenie w życiu dziecka i potem dorosłego człowieka czyni toksyczna rodzina. Nie było dostępu do wiedzy, nie było przepływu informacji.
Wtedy były i teraz są słabe, nie radzące sobie, kobiety. Teraz przynajmniej mogą mieć dostęp do wiedzy, jak sobie radzić, uciec stąd, wyjechać.
Temat powinien brzmieć wolność nie dla wszystkich
jesteśmy więźniami tego konsumpcyjnego systemu ekonomicznego oraz wszechobecnej reklamy i mas mediów które za chwile w śnie będą nam aplikować.
Za komuny była dozwolona aborcja, KK się tak nie panoszył, ale reszta była do niczego teraz reszta się zmieniła na lepsze ale aborcja i KK jak dorwał się do władzy to chce coraz więcej.
Ja mam kilka pomysłów którego pomogą wszystkim nie tylko kobietom :
-odpowiedzialność urzędników by odszkodowań nie dawać z budżetu państwa a egzekwować od wszystkich winnych zaniedbań. Z tym było lepiej za komuny, kiedyś przynajmniej taka osoba traciła pracę ponieważ psuła reputację partii, a teraz urzędnik pan a jak się pomyli to płaci budżet państwa. Podobnie jest z KK np komisja majątkowa, karanie szpitala zamiast karać dyrektora placówki Hazana ..
-Znieść przywileje tzw postępowania administracyjnego zaległości z komuny od których niema odwołania nawet jak sąd zdecyduje inaczej.
-Przywrócić nowoczesny system sądownictwa taki jak był przed wojną i jest obecnie prawie w całej europie. System sędziów śledczych, zastępując obecny rosyjski system pamiętający czasy carskie tj system odrębnej prokuratury która powinna być częścią sądownictwa.
Te wszystkie zmiany przyczynią się do poprawienia bytu całemu społeczeństwu i zniosą w pył układziki starych kadr które zatruwały i dotąd zatruwają krew społeczeństwa(znam takie osoby). Jeśli ktoś wypełni te postulaty to sytuacja w państwie znacznie się poprawi co odczują także kobiety .
Iceni napisał/a:Komunizm to nie jest droga do sukcesu i tyle.
Drapieżny kapitalizm (a taki obecnie mamy) również nie wiedzie do sukcesu i krainy wiecznej szczęśliwości. Trzeciej drogi nie ma?
jest:) ja wlasnie taka krocze;)
ale do czasow komuny, dziekuje, nie chce wrocic.
Moja mama tez nie.Ani moja mlodsza o nascie lat bratowa, ktora z braku pracy na rynku uruchomila wlasna dzialalnosc lat temu 2 i dzis zbiera pierwsze owoce swojej kariery bizneswoman. Czy moglaby tak latwo zalozyc firme za czasow komuny? Watpie.
Ja tez dorabialam sie w drugiej polowie lat 90, i tez urodzilam wtedy syna - poczatek kryzysu. Jako nie mezatka, osoba samotna i nie dostajaca zadnych alimentow. Nie moglam skorzystac ze zlobka ani z przedszkola z prostego wzgledu - za daleko pracowalam zeby zdazyc malego zawiezc i odebrac. Musialam niestety odbebnic pierwsze 3-4 lata katem u rodzicow, dzieki temu jednak moglam pracowac i zaczac starac sie o wlasne mieszkanie.
Latwo nie bylo, ale - zero kolejek po drodze z pracy, wszystkie potrzebne artykuly dla dziecka w jednym osiedlowym sklepie, zadnych pieluch, zadnych polowan w sklepach na owoce, odzywki, gotowe przecierki, czekolada o smaku czekolady a rajstopy i dla siebie i dla dziecka dobrej polskiej jakosci. Takie niby bzdury, tylko dla dzisiejszych mlodych mam sa juz jak gwarant a dla mojej mamy byly zdobytym i wystanym godzinami luksusem.
Dzisiaj dzieciom w szkolach i przedszkolach uklada sie wieloskladnikowe menu wedle przepisow dietetykow i zyczen rodzicow (alergie itp.), kiedys cieszyly nas swieze pomarancze dostawane RAZ do roku, w paczce swiatecznej.
Byla praca, byly przedszkola - tylko co z tym wszystkim zrobic w biednym kraju?
Moich rodzicow cieszyl pierwszy czarno-bialy telewizor, pralka Frania, jakis przedpotopowy szybkowar, opiekacz, wczasy w Wisle czy nad Baltykiem. Pol kilo szynki na kartki, ktora miala nas 4-ro nakarmic przez tydzien a moze i dluzej. Wystane na mrozie cytrusy. Mnie cieszyla kiecka, ktora mama mi z Burdy wykroila i uszyla. O pierwszych dzinsach, tzw. wycierusach, nie wspomne.
Dzisiejsze mlode panie lubia narzekac na rozne braki, bo one oczywiscie w kazdym systemi byly, sa i beda. Ale Anhedonio, z reka na sercu, niechby ktoras z nich zrezygnowala z kilku rundek w tygodniu po galeriach handlowych, po fastfoodach czy na posiadowach u bezrobotnych kolezanek, a troszke wiecej energii i czasu wlozyla w planowanie wlasnej kariery i nagle okazaloby sie, ze praca jest i dla kobiet. A i miejsce dla dziecka tez by sie gdzies znalazlo. I takich kobiet znam sporo, zawziely sie, zakasaly rekawy, uzbroily w cierpliwosc, nie daly sie zbyc byleczym, doksztalcily alnbo przeksztalcily i dzis prace maja. Na etat albo swoja wlasna.
Poza tym skoro o kobiecych obowiazkach, jak ja lubie to dzisiejsze zycie: pralka, zmywarka, mikro, piec termoobiegowy, gotowe dania w sklepie, knajpa na kazdym rogu od taniusiej po wypasiona, wakacje do wyboru do koloru bez blagania o wlasny paszport, kobieta szefem tak jak i facet kiedys - zyc nie umierac. No ale na to, rzecz jasna trzeba zapracowac, manna w zadnym systemie nie kapala z nieba.
Wiec pomimo pieknych wspomnien z dziecinstwa i mlodosci, tamtym czasom mowie zdecydowane, trzykrotne NIE.
37 2014-08-18 12:49:20 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-18 12:58:00)
Potem było zdobywanie wszystkiego, stanie w koszmarnych kolejkach z dwójką malutkich dzieci, szycie ubranek, itd.itp. Na wczasy jeździli tylko ci, co pracowali w większych zakładach pracy. Owszem, szybciej dostawało się mieszkaniaale też nie wszędzie, praktycznie tylko tam, gdzie ściągano ludzi do pracy, np. na Śląsku. W dużych miastach na mieszkanie czekało się 15- 25 lat i mogło się też nie dostać
Tak, za komuny KK był inny, był prześladowany, więc zabiegał o wiernych, nie był tak medialny, bo nie było mediów. Wtedy też był przeciwny aborcjom, wychowaniu seksualnemu, antykoncepcji. Traktował kobiety tak samo jak teraz. Wybrałaś to teraz cierp męża pijaka, sadystę, erotomana, bezmózgowca. Wiele z nas to słyszało. Kobiety rozwódki były i są piętnowane.
Nikt nie zastanawiał się, jakie spustoszenie w życiu dziecka i potem dorosłego człowieka czyni toksyczna rodzina. Nie było dostępu do wiedzy, nie było przepływu informacji.
Wtedy były i teraz są słabe, nie radzące sobie, kobiety. Teraz przynajmniej mogą mieć dostęp do wiedzy, jak sobie radzić, uciec stąd, wyjechać.
TERAZ mieszkań (chyba) się nie DOSTAJE?
Na podstawowej zasadzie kapitalizmu - "jak se pościelesz..." jakoś nie pamiętam bezdomnych z tamtego okresu...
Skoro już odgrzebaliście temat, to dopowiem na świeżo. Alimenty z FA. Od tatusia nie wpłynęły NAWET 1 RAZ! Przez ponad 3 lata! Przedstawiciel państwa w słusznym gniewie skierował sprawę do prokuratora jako uporczywe uchylanie się od płacenia. I cóż za decyzja zapada: "brak znamion czynu zabronionego"... - głupia matka zrobiła wszystko by PODSTAWOWE potrzeby dziecko miało zapewnione, samej sobie odejmując od ust! No (niestety) dziecko ma, dzięki niej, co jeść i co na siebie włożyć... O WCZASACH nie wspomnę, bo to NIE JEST żadna pierwsza potrzeba ![]()
...no to se chłopak machnął kolejnego dzidziusia - skoro NIE MUSI płacić na poprzednie?! Hulaj dusza...
Tia - niewątpliwie jest to objaw SŁABOŚCI charakteru tejże matki. Należało dziecku żałować... Tylko TAK dalej...
Za komuną i kolejkami nie tęsknię, ale nie oślepłam do końca... I przyznaję rację Marenie. BYŁO stabilniej i bezpieczniej. Teraz wystartować dużo trudniej...
"Co z tego że była praca i przedszkola..."??? ano gdyby ich WÓWCZAS nie było, to pewnie panie ze starszego pokolenia nie byłyby w tym momencie tam gdzie są teraz. Bo PO latach samego li tylko wychowywania dzieci przy rezygnacji z pracy zawodowej, zwyczajnie nie miałby jak wrócić na rynek pracy
więc o jakiej samodzielności finansowej byłaby mowa... wylądowałyby na łasce państwa bądź męża. To takie DŁUGOFALOWE skutki...
Za komuną i kolejkami nie tęsknię, ale nie oślepłam do końca... I przyznaję rację Marenie. BYŁO stabilniej i bezpieczniej. Teraz wystartować dużo trudniej...
"Co z tego że była praca i przedszkola..."??? ano gdyby ich WÓWCZAS nie było, to pewnie panie ze starszego pokolenia nie byłyby w tym momencie tam gdzie są teraz. Bo PO latach samego li tylko wychowywania dzieci przy rezygnacji z pracy zawodowej, zwyczajnie nie miałby jak wrócić na rynek pracywięc o jakiej samodzielności finansowej byłaby mowa... wylądowałyby na łasce państwa bądź męża. To takie DŁUGOFALOWE skutki...
Stabilniej i BEZPIECZNIEJ? W jakim sensie? Bo chyba nie tym doslownym. Szczegolnie pamietam patrole zomowcow legitymujace nas po godzinie policyjnej. Nie czulam sie zbyt bezpiecznie i komfortowo w tamtym momencie.
Anhedonio - moja mama pracowala, bo musiala, nie dlatego, ze chciala. Z jednej pensji to bysmy chleb ze smalcem (oby) tylko jedli. Zreszta czesto tak bywalo, bo z pustego to i Salomon nie naleje, a tak pamietam owczesne sklepy.
Tylko, ze moja mama jak i wiele innych mam, prosto z biura zasuwala jak wielblad z siatami wypchanymi tym, co udalo sie zdobyc po drodze - doslownie zdobyc, poznym wieczorem nastawiala pranie reczne, potem prasowanie albo magiel, potem klecenie kolacji czy obiadu z tego co przytachala, cerowanie naszej i wlasnej odziezy, sprzatanie naszego wymarzonego M4 o powierzchni 50m2 na warszawskim blokowisku, sprawdzenie lekcji, kanapki do szkoly na drugi dzien, wreszcie spac. Raz w miesiacu moze udalo jej sie wyskoczyc do Domow Centrum czy gdzies tam do jakiejs hali na Woli zeby sobie moze kawalek bistoru na kiecke kupic.
Stare mebloscianki, wysluzone sprzety AGD, wieczna latanina i kombinowanie jak z pustego w prozne nalac - i Ty to nazywasz stabilnoscia i poczuciem bezpieczenstwa? W kraju, w ktorym nie wiedzielismy, z ktorej strony zaczna do nas strzelac..tzw. sojusznicy?
Dzis tez jest praca i sa przedszkola ale trzeba cos wreszcie z siebie dac, zeby to wszystko miec. CXzasy, ze czy sie siedzi czy sie lezy tyle samo sie nalezy mamy za soba. Na szczescie.
39 2014-08-18 14:39:55 Ostatnio edytowany przez luc (2014-08-18 14:47:13)
a Luc co to znaczy słabe kobiety? pytam serio, słabe nie radzące sobie w obecnym systemie czyli?
Słabe, to takie, które w żadnym systemie sobie dobrze nie radzą.
Nie jest to z mojej strony żadne ganienie tych kobiet. Po prostu są tacy ludzie: i kobiety i mężczyźni.
jesli kobieta ma pomoc babci, ciotek i może isc do pracy, do tego mieszka w centrum dużego miasta wiec odpada problem z dojazdami do pracy, nawet na nocna zmiane, sa kluby malucha itd jest silna, a ta która nie ma z kim zostawić dziecka, nie stać jej na opiekunke, nie ma miejsca w zlobku lub nie chce oddac dziecka do zlobka, mieszka na wsi jest slabsza od tej pierwszej?
Odpowiem na własnym przykładzie. Nie miałam pomocy babci, mamy etc. Dzieci do żłobka nie chodziły. Fakt, wynajmowałam opiekunkę, ale sama za nią płaciłam. Mieszkam na obrzeżach dużego miasta, więc musiałam odwozić dzieci do przedszkola, szkół, zajęcia dodatkowe, przy czym cały czas pracowałam zawodowo.
Ergo, tak. Kobiety, które w normalnych warunkach sobie nie radzą, są w pewnym sensie słabsze.
Napisałam: w normalnych, bo zdaję sobie sprawę, że są sytuacje kiedy ciężko jest ogarnąć wszystkie sprawy. Czasem bez winy kobiety.
Zwykle jest tak wtedy gdy kobieta zostaje bez partnera/męża lub wprawdzie go ma, ale pomocy z jego strony żadnej.
Ale tak jest obecnie i tak było w minionej epoce. Nie twierdzę, że pod tym względem jest identycznie , bo takie porównanie nie jest do końca możliwe.
Tak jak już wcześniej pisałam - znacznie poprawiła się sytuacja kobiet na wsi.
Wiele młodych kobiet w ogóle nie zdaje sobie sprawy jak duże są obecnie ułatwienia.
Pralki - ja jeszcze korzystałam z "Frani". Żeby kupić pralkę automatyczną stałam w kolejce cztery dni.
Odżywki dla dzieci - mnie gotowanie jednorazowo tylko jakiejś kaszki zabierało pół godziny.
Pampersy - przy pierwszym dziecku (pierwszy rok po tzw. transformacji, więc warunki były jeszcze "stare") miałam wyłącznie tetrowe pieluchy (kto korzystał, to wie jaka to była "przyjemność").
"Za komuny" (nazwa umowna) było inaczej, co nie znaczy lepiej lub gorzej. Na pewno nie było wykorzystywania pracowników, w tym kobiet, tak, jak obecnie się to dzieje w niektórych prywatnych firmach. Pracują dłużej i wykonują więcej zadań, a rodzinie poświęcają mniej czasu.
A niech spróbuje jakaś kobieta zachorować, to jej praca stanie pod znakiem zapytania.
Nie było wykorzystywania kobiet w prywatnych firmach, bo tych prywatnych firm prawie nie było.
A obecnie "wykorzystywani" (w niektórych firmach) są pracownicy obojga płci.
Ale jak już się dostało tę pracę, to im dłużej się w niej pracowało, tym lepiej się powodziło pracownikowi i pracownicy też.
Wg mojej wiedzy, jest tak dziś. Ceni się "starszych" pracowników.
Żadnej kobiecie nie przyszłoby do głowy prosić o wsparcie finansowe, tak, jak dziś często się to dzieje. Być może te drogi próśb były inne. Nie było to tak powszechne. Pomocy oczekiwano od partii i gminy, a nie przypadkowych ludzi.
Nie wiem czy skala była mniejsza. Po prostu się o tym nie mówiło (tak jak i o przemocy w rodzinie, bezdomności i innych "wstydliwych" sprawach), bowiem w tym pięknym ustroju teoretycznie nie miały one miejsca.
Ogólnie nie powiem czy jest lepiej czy gorzej. Jest inaczej.
Zgodzę się, jest inaczej. Na pewno z niektórymi sprawami jest lepiej, w niektórych gorzej.
Nadal jednak wolę być kobietą w obecnych czasach ![]()
Skoro już odgrzebaliście temat, to dopowiem na świeżo. Alimenty z FA. Od tatusia nie wpłynęły NAWET 1 RAZ! Przez ponad 3 lata! Przedstawiciel państwa w słusznym gniewie skierował sprawę do prokuratora jako uporczywe uchylanie się od płacenia. I cóż za decyzja zapada: "brak znamion czynu zabronionego"... - głupia matka zrobiła wszystko by PODSTAWOWE potrzeby dziecko miało zapewnione, samej sobie odejmując od ust! No (niestety) dziecko ma, dzięki niej, co jeść i co na siebie włożyć... O WCZASACH nie wspomnę, bo to NIE JEST żadna pierwsza potrzeba tongue
...no to se chłopak machnął kolejnego dzidziusia - skoro NIE MUSI płacić na poprzednie?! Hulaj dusza...
Tia - niewątpliwie jest to objaw SŁABOŚCI charakteru tejże matki. Należało dziecku żałować... Tylko TAK dalej...
A w komunie alimenty płynęły szeroką rzeką.....
Samotne matki miały życie usłane różami.......
Wygrzebujesz pojedyncze sytuacje.
Na dodatek sytuacje, które często (nie zawsze) są zawinione przez kobiety.
W opisanej przez Ciebie sytuacji, kobieta trafiła na tatusia, jakiego trafiła. Być może miała pecha. Ale jak widać sobie poradziła.
A że dużym kosztem? Kurcze, życie nie jest sprawiedliwe, nie zawsze każdemu się wszystko pięknie układa.
Nie da się, no nie da się, stworzyć takiego systemu gdzie wszystkim będzie dobrze. Na pewno nasz system wymaga wielu zmian, poprawek (stworzenie systemu realnej pomocy najsłabszym, tym rzeczywiście potrzebującym), ale idealnie nigdy nie będzie.
40 2014-08-19 09:17:52 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-19 09:19:19)
Mussuka, wiesz jak cenię sobie Twoje wypowiedzi, mam nadzieję... ale mam wrażenie, że co innego siedzieć sobie "bezpiecznie" z boczku (w takim nieco BARDZIEJ uporządkowanym kraju) i wyrażać swoje opinie a co innego TKWIĆ w tym na co dzień ![]()
I kłóci mi się stwierdzenie iż Twoja mamusia pracowała bo musiała (choć wcale nie chciała) z ostatnim zdaniem o tym by: "coś wreszcie z siebie dać, żeby to wszystko mieć"... Zalatuje Kalim... mamusia się mordowała więc było beee, ale jak analogicznie któraś teraz się morduje... to niech nie marudzi tylko zakasze rękawy... Wbrew temu co piszesz - codzienność nie jednej dziewczyny I DZIŚ wygląda tak jak opisujesz: "poznym wieczorem nastawiala pranie reczne, potem prasowanie albo magiel, potem klecenie kolacji czy obiadu z tego co przytachala, cerowanie naszej i wlasnej odziezy, sprzatanie naszego wymarzonego M4 o powierzchni 50m2 na warszawskim blokowisku, sprawdzenie lekcji, kanapki do szkoly na drugi dzien, wreszcie spac...". Może wyjąwszy "zdobycze" współczesności... w postaci np. pralki automatycznej, bo więcej ich niż było kiedyś
(ale... wiesz, że do dziś dnia, nawet w stolycy są miejsca, gdzie w domach nie ma bieżącej wody a mieszkanie ogrzewa się węglem?).
Nie słyszałaś o życiu na styk w dzisiejszych czasach?
Że nagminnie zdarza się iż tylko jedno z małżonków pracuje... bo - wiesz - do tego "miodu" doszło jeszcze bezrobocie? 12% go jest, a na dokładkę dotyka w szczególności najmłodszą grupę wiekową - OWĄ startującą... i to są akurat fakty.
I co do tej codzienności niby mają patrole zomowców?
Już na górze wątku była mowa o tym iż rozmawiamy o "trudach" dnia codziennego (głównie kobiet), o niełatwym starcie w dorosłe życie, a nie o martyrologi narodu ![]()
Trochę to nie fair mieszać jedno z drugim...
41 2014-08-19 13:43:19 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-08-19 14:29:28)
Mussuka, wiesz jak cenię sobie Twoje wypowiedzi, mam nadzieję... ale mam wrażenie, że co innego siedzieć sobie "bezpiecznie" z boczku (w takim nieco BARDZIEJ uporządkowanym kraju) i wyrażać swoje opinie a co innego TKWIĆ w tym na co dzień
na to "bezpiecznie" tez trzeba zapracowac. Czy sadzisz, ze przy wjezdzie do bezpiecznego kraju dostajesz na dzien dobry pelen etat albo takie zaplecze socjalne, ze i bez pracy wyzyjesz na wysokiej stopie? Mit.Bylam tu 7 lat bez pracy ale tylko 2 w domu (na macierzynskim z corka) 5 lat uczylam sie, zdobywalam praktyke (za psie grosze), robilam staze, slalam podania, znowu przeksztalcalam sie i tak az do momentu, kiedy wreszcie ktos mi zaufal. Za ta zielona miedza tez nic z nieba nie kapie.
I kłóci mi się stwierdzenie iż Twoja mamusia pracowała bo musiała (choć wcale nie chciała) z ostatnim zdaniem o tym by: "coś wreszcie z siebie dać, żeby to wszystko mieć"... Zalatuje Kalim... mamusia się mordowała więc było beee, ale jak analogicznie któraś teraz się morduje... to niech nie marudzi tylko zakasze rękawy...
Chodzilo o to, ze wcale nie chciala isc do pracy majac male dzieci i oddawac je do zlobka, ale finanse ja do tego zmusily. Wiec, nie rozumiem narzekan, ze kiedys to praca stala na skrzyzowaniu i czekala na kobiety i tak im fajnie bylo. Dzis znow podobno pracy dla kobiet nie ma i tez zle. To prawda, ze teraz praca tak ot, po prostu nie nalezy sie kazdemu, kto wejdzie i o nia poprosi, i praca wreszcie zdobyla szacunek. O ktorym w czasach komunizmu mozna bylo pomarzyc.
A tak nawiasem mowiac, to ciekawa jestem ile z tych pan, ktore podobno szukaja pracy i cierpia bez niej, gdyby ja jutro dostaly i musialyby do niej o 6-tej rano wstac, zawiezc dziecko tramwajem do przedszkola, drugie do zlobka, potem do roboty, nastepnie z niej zapchanym autobusem albo tramwajem wrocic, via to przedszkole i zlobek i lokalny sam z niczym do zaoferowania, itd. ....gdyby im nagle dac te etaty do reki, ile z nich ruszyloby sie z domu nastepnego dnia. Mam spore podejrzenia, ze maly procent.
Malo to sie czyta, ze ona w supermarkecie to na kasie siedziec nie bedzie..bo sie nie oplaca i ciezka praca. Albo nie pojdzie do sprzatania, bo nie po to szkole skonczyla, albo musialaby dojezdzac, albo cos tam innego. A poza tym, kto dzieci nakarmi, dom posprzata, meza opierze...Tylko kobiety za komuny laczyly jedno i drugie. I dom i prace. W duuuzo ciezszych warunkach gospodarczych i jak to wspomnialas, bez tych dzisiejszych "wynalazkow", ktore badz co badz bardzo zycie jednak ulatwiaja.
Wbrew temu co piszesz - codzienność nie jednej dziewczyny I DZIŚ wygląda tak jak opisujesz: "poznym wieczorem nastawiala pranie reczne, potem prasowanie albo magiel, potem klecenie kolacji czy obiadu z tego co przytachala, cerowanie naszej i wlasnej odziezy, sprzatanie naszego wymarzonego M4 o powierzchni 50m2 na warszawskim blokowisku, sprawdzenie lekcji, kanapki do szkoly na drugi dzien, wreszcie spac...
Może wyjąwszy "zdobycze" współczesności... w postaci np. pralki automatycznej, bo więcej ich niż było kiedyś(ale... wiesz, że do dziś dnia, nawet w stolycy są miejsca, gdzie w domach nie ma bieżącej wody a mieszkanie ogrzewa się węglem?).
jak sobie poscielesz...w tamtych czasach niewielkie byly szanse na inne poslanie, bo kazden jeden tyle samo mial co drugi, czyli prawie nic albo minimum, rzucone na rynek, wydzielone talonami czy kartkami albo zdobyte nielegalnie. Dzis na rynku jest do wyboru do koloru, ale nic darmo. Coz, na rzesach stanac nalezy i tak pokombinowac, zeby z tego nieogrzewanego grajdolka bez cieplej wody wydostac sie na powierzchnie. Tylko, jesli zaczyna sie planowanie zycia od tylu czyli rodzenia kolejnych dzieci, to jakie sa na to szanse?
Nie słyszałaś o życiu na styk w dzisiejszych czasach?
Że nagminnie zdarza się iż tylko jedno z małżonków pracuje... bo - wiesz - do tego "miodu" doszło jeszcze bezrobocie? 12% go jest, a na dokładkę dotyka w szczególności najmłodszą grupę wiekową - OWĄ startującą... i to są akurat fakty.
Szczerze jak ksiedzu na spowiedzi. Ilu z tych bezrobotnych jest po studiach, po technikach, ma konkretne zawody, poznany jezyk i ilu z nich zaczelo planowanie swojej przyszlej kariery jeszcze w szkole? A ilu skupilo sie na zalozeniu rodziny najpierw a dopiero potem zaczeli latac dziury w budzecie rodzinnym? Ile wyksztalconych kobiet, ktore najpierw szukaly pracy i finansowej stabilizacji, a nie rodzily co rok to prorok jest dzis na bezrobociu? Ile z tych, ktore codziennie, nieustannie pisza, dzwonia, chodza do firm, pytaja, koncza dodatkowe kursy, biora staze a nawet umowy krotkoterminowe, byle sie zaczepic, nie ma dzis pracy? A ile tylko narzeka, ale palcem w bucie nie kiwnie?
Ci mlodzi, ktorzy maja ambicje i starali sie ale nie znalezli u nas, juz dawno robia kariery za granica. Dla takich zawsze bedzie praca. Jak nie tu to tam. I za te prace dostana godziwe pieniadze i kupia za nie godziwe zycie dla siebie i swoich dzieci. Czego niestety w czasach rownego podzialu soclajistycznego nie mogliby doswiadczyc. Bo nie bylo i koniec kropka.
Wtedy byly pieniadze w poirtfelach i nie bylo co za nie kupic, dzis jest towar, brakuje kasy. Ale jest wybor.
I co do tej codzienności niby mają patrole zomowców?
Już na górze wątku była mowa o tym iż rozmawiamy o "trudach" dnia codziennego (głównie kobiet), o niełatwym starcie w dorosłe życie, a nie o martyrologi narodu
Trochę to nie fair mieszać jedno z drugim...
Wspomnialas o bezpiecznych czasach czy zyciu. To bezpieczne zycie w pelnym socjalu mozna byla nader szybko stracic. A przynajmniej zdrowie. Wiec nie do konca takie to bylo pomieszanie.
Za komuny była dozwolona aborcja, KK się tak nie panoszył, ale reszta była do niczego teraz reszta się zmieniła na lepsze ale aborcja i KK jak dorwał się do władzy to chce coraz więcej.
Ja mam kilka pomysłów którego pomogą wszystkim nie tylko kobietom :
-odpowiedzialność urzędników by odszkodowań nie dawać z budżetu państwa a egzekwować od wszystkich winnych zaniedbań. Z tym było lepiej za komuny, kiedyś przynajmniej taka osoba traciła pracę ponieważ psuła reputację partii, a teraz urzędnik pan a jak się pomyli to płaci budżet państwa. Podobnie jest z KK np komisja majątkowa, karanie szpitala zamiast karać dyrektora placówki Hazana ..
http://kefir2010.files.wordpress.com/20 … chazan.jpg
-Znieść przywileje tzw postępowania administracyjnego zaległości z komuny od których niema odwołania nawet jak sąd zdecyduje inaczej.
-Przywrócić nowoczesny system sądownictwa taki jak był przed wojną i jest obecnie prawie w całej europie. System sędziów śledczych, zastępując obecny rosyjski system pamiętający czasy carskie tj system odrębnej prokuratury która powinna być częścią sądownictwa.
Te wszystkie zmiany przyczynią się do poprawienia bytu całemu społeczeństwu i zniosą w pył układziki starych kadr które zatruwały i dotąd zatruwają krew społeczeństwa(znam takie osoby). Jeśli ktoś wypełni te postulaty to sytuacja w państwie znacznie się poprawi co odczują także kobiety .
Są zawody, w których odszkodowania za spowodowane szkody pokrywa się z OC, a jak zabraknie, to z własnej kieszeni, są też sprawy karne. Niestety nie dotyczy to lekarzy i prawników, poza drastycznymi przypadkami no i niestety większości urzędników.