Bardzo proszę o odpowiedź na to pytanie, gdyż czytając różne (feministyczne), artykuły, w żadnym z nich nie ma najmniejszego wyjaśnienia - czym z zasadzie jest ten "SEKSIZM" i jak się przejawia (objawia)? Tego nie wiem i prosiłbym o udzielenie mi krótkiego wyjaśnienia odnośnie tego pojęcia.
Podobne tematy
Najwidoczniej pojęcie to jest nieznane większości społeczeństwa, więc teraz postaram się wyjaśnić samemu jak ja to widzę.
Otóż SEKSIZM - według definicji (z Wikipedii) - to pogląd, że kobiety i mężczyźni nie są sobie równi lub że nie powinni posiadać równych praw. Zazwyczaj sprowadza się to do wiary w wyższość mężczyzn i wynikających z niej dyskryminujących zachowań wobec kobiet. - innymi słowy SEKSIZM to niechęć lub nienawiść w stosunku do innej płci. Co ciekawe, zauważcie jak fajnie to wszystko wygląda w tych definicjach - tam już bowiem nie ma mowy o żadnej "równości" - tam jest jasno zdefiniowany "zbrodniarz" czyli mężczyzna i ofiara czyli kobieta. Seksistami według tej definicji są tylko i wyłącznie mężczyźni, zaś kobiety (a nie daj Boże feministki), seksistkami w żadnym wypadku nie są.
A teraz chciałbym się zapytać, co też takiego w męskim działaniu powoduje, że feministki uważają ich działania za przejaw seksizmu? Czy to że mężczyźni podają kobietom płaszcze, czy to że przepuszczają ich jako pierwsze w drzwiach, czy to że całują je w dłonie? Jeśli tak, to ja jestem strasznym seksistą, gdyż nie zdarzyło mi się jeszcze bym nie przepościł jakiejś pani (nawet jeśli była daleko za mną, czy też z daleka dobiegała), jako pierwszą przez drzwi do budynku, czy też np. do pociągu. Ostatnio nawet, gdy przepuściłem pewną damę, ona stwierdziła ze zdziwieniem: "Ale pan jest dżentelmenem?" Dla niej było to coś, najwidoczniej dziwnego, a dla mnie zupełnie nie pasowało do kanonu "zachowań dżentelmeńskich". Ja po prostu uważam że wpychanie się jako pierwszy przed kobietę, jest najzwyklejszym chamstwem i mężczyźni nie tylko powinni, lecz wręcz muszą ponownie przyswoić sobie tę prawdę.
Podobnie z kwestią całowania rąk - słyszałem komentarze wielu pań, że całowanie rąk im przeszkadza - ciekawe tylko w czym? Być może te panie (jak feministki), uważają że to "upadla" kobiety, czyni je mniej wartościowymi od mężczyzn? No cóż, pustej głowie łatwo jest wmówić wszystko, a szczególnie gdy ta głowa jest "natchnięta" ideologią walki (w tym przypadku walki z mężczyznami, ale nie tylko - bowiem wszelkie ideologie i ich fanatyczni wyznawcy, to ludzie w ogromnej większości szalenie ubodzy intelektualnie, wierzący jedynie w swoje dziejowe posłannictwo i rewolucyjną - co znaczy krwawą zmianę "starego porządku" świata).
Ostatnio spotkałem się z siostrą mojego kolegi-przyjaciela który już z jakieś dziesięć lat temu wyemigrował do USA, gdzie ponoć miał ciotkę czy wujka. Od tego czasu rozmawialiśmy może ze dwa razy, a już od dłuższego czasu ten kontakt prawie całkowicie zanikł. Teraz, gdy spotkałem jego siostrę (z którą też dość rzadko Karol - bo tak nazywał się mój szkolny kolega), się kontaktuje. Spytałem czy Karol jest już żonaty, na co ona odpowiedziała że nie jest, nie ma nawet dziewczyny. Ponoć chodził z jedną - Amerykanką, do tego czarnoskórą, lecz im nie wyszło - teraz ponoć szuka w polskiej "diasporze" w USA (mieszka w Miami). Nie chce już spotykać się z Amerykankami, a dlaczego? Ponieważ tamtejsze dziewczyny zostały już (w ogromnej większości) "pogryzione" feministycznymi pierdołami i to tak dotkliwie, że ta choroba wdarła się głęboko do skóry, zakażając krew i czyniąc z kobiety - hybrydowe monstrum, które wszędzie i we wszystkim widzi seksizm.
Zresztą co się dziwić że dzisiejsza Ameryka staje się Związkiem Sowiecki XXI wieku, skoro poziom wykształcenia tamtejszej młodzieży jest jest wręcz alarmująco niski. Większość z nich nie potrafi chociażby odpowiedzieć na pytanie ile to jest 2 + 2 x 2. Muszą mieć kalkulator inaczej w głowie nie obliczą wyniku. Choć nawet i z kalkulatorem obliczą to błędnie. Zresztą co się dziwić uczniom, gdy podobne pytanie otrzymał nauczyciel akademicki w jednej z publicznych szkół w USA, szybko wyliczył że wynik to 8. Taki jest właśnie poziom wykształcenia w tamtejszych szkołach - miernoty uczą kolejne miernoty, które potem będą nauczać następnych debili. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto przy tak prostym równaniu "zapomina" (lub może nawet tego nie wie), że ZAWSZE (a szczególnie w tym równaniu), najpierw wykonujemy mnożenie, a dopiero potem dodawanie - wynik więc, jaki otrzymujemy to nie 8 a 6. Co ciekawe, jeśli nauczyciel w amerykańskiej szkole zada uczniowi takie równanie, a ten nie będzie potrafił na nie odpowiedzieć, to zgodnie z zaleceniami departamentu oświaty USA - nauczyciel powinien to zrozumieć i nie pytać o to ucznia więcej, gdyż...może to spowodować u niego psychiczny uraz na całe życie. To nie bajka, nie wymyśliłem tego - to amerykańska realność.
W ogóle w USA (zresztą nie tylko tam, to co się dzieje we Francji i Niemczech - a znam to można powiedzieć z autopsji - jest również bardzo niepokojące), wszystko zmierza do tego by wyrugować z nauczania wszystkie programy polegające na umiejętności przeprowadzania dowodów. Tym samym zabija się w uczniach i studentach myślenie (każe im się nauczyć na pamięć danej formułki od - do, po to aby "zaliczyć" kolokwium lub egzamin, a potem i tak zapomnieć to czego się nauczyli. Zabija się myślenie, nie pyta się uczniów o konkrety tylko o jakieś nudne formułki, np. z historii pyta się o daty i to co się wówczas wydarzyło, ale nie tłumaczy się w szkołach (i na uniwersytetach), dlaczego to się wydarzyło, jaki miało związek i z czego wyrosło - nie, po co? To co umieją im wystarczy, zresztą tępymi ludźmi łatwiej jest zarządzać, da się im przysłowiową "miskę ryżu" (czy też "wodę w kranie" jak chce Donald Tusk), i to powinno im wystarczyć. Tacy ludzie są wygodni dla każdej władzy, gdyż nie buntują się. Nie buntują, bo skoro nie potrafią pomnożyć i dodać prostego równania, jak mogą wyciągnąć wnioski że coś co rządy tworzą na ich oczach, nie jest jakimś wyodrębnionym przykładem, nieznanym kilkudniowym newsem - lecz konsekwencją określonych celów i zamierzeń, wynikających z poprzednich działań. Jak przysłowiowy amerykański debil (zresztą nie tylko amerykański), który za pazuchą nosi do szkoły giwerę, żuje gumę i w ogóle szkoła potwornie go nudzi, ma to wiedzieć? I oto właśnie chodzi.
Lecz żeby zrozumieć posunięcia władzy, zrozumieć wszystko co dzieje się w polityce, zrozumieć dlaczego jakieś wydarzenia miały miejsce w historii i z czego one wynikały - należy najpierw pojąć i polubić matematykę - Królową Wszelkich Nauk. Od niej bowiem wszystko się zaczyna, całe nasze życie i działalność podporządkowane są matematyce. Jak Napoleon mógłby zwyciężyć pod Austerlitz czy Wagram, gdyby nie miał pojęcia o matematyce? Jak Józef Piłsudski mógł pod Warszawą a potem nad Niemnem pobić pełzającą na Zachód czerwoną zarazę, gdyby Jego obliczenia nie były obliczeniami matematycznymi? Zresztą, tu ciekawa moja refleksja - podczas wszystkich tych lat PRL-u Polacy myśleli sobie tak: "No tak tu jest komuna, niewola i przymus, ale tam jest Zachód - wolność, sprawiedliwość, dobrobyt, jak pójdziemy "na Zachód" tak też będzie i w naszym kraju". Wszystko ładnie pięknie, tylko Polacy zamknięci przez 45 lat za Żelazną Kurtyną wschodniej barbarii, nie zauważyli (bo zauważyć nie mogli), że w tym samym czasie na Zachodzie w latach 60-tych i 70-tych dokonała się inna lewicowa rewolucja, nie marksistowska bynajmniej (choć nie odżegnująca się od założeń Marksa, Lenina a nawet...Stalina), lecz taki miks - luksemburgizmu i gramscizmu - taka mieszanka wybuchowa, mająca rozsadzić tradycyjne (czytaj normalne) społeczeństwo USA i Zachodu i wprowadzić obecną społeczną degenerację.
Krótkie wyjaśnienie - Róża Luksemburg to była działaczka lewicowa, komunistyczna - która głosiła że droga do komunizmu nie powinna być realizowana drogą rewolucyjną (choć ideały rewolucji zachwalała), poprzez zbrojna walkę klasową, a raczej na drodze demokratycznej, poprzez ewolucyjne dążenie do socjalizmu/komunizmu, przy jednoczesnym wykorzystywaniu nadarzających się tendencji rewolucyjnych (np. tworzenie rad robotniczych w każdych zakładach pracy itd.). Dążyła do ewolucyjnej "permanentnej rewolucji", która doprowadziła by do powstania najpierw jednopartyjnego państwa, a potem bezklasowego społeczeństwa, a do tego była oczywiście feministką (ostatnio polskie feministki świętowały zdaje się rocznicę jej urodzin). Czyli innymi słowy droga Luksemburg do rewolucji tylko w założeniach była trochę łagodniejsza od tej leninowskiej - tak naprawdę oboje dążyli do tego samego krwawego zniszczenia "Starego Świata", i na jego gruzach stworzenia innego, nowego, lepszego świata.
Zaś Antonio Gramsci - włoski marksista, zawiedziony tym co widział podczas rządów Mussoliniego we Włoszech i poparcia jakiego udzielili mu włoscy robotnicy i chłopi (a potem analogicznie w Niemczech, gdzie poparcie Hitlera wśród klasy robotniczej było ogromne, wręcz całkowite). Zawiedziony tym, szukał przyczyn, którymi mógłby wytłumaczyć owe zjawisko - dlaczego robotnicy nie popierają komunistów? I znalazł je. Uznał że rewolucyjny przewrót komunistyczny w jakimkolwiek z państw nie ma sensu, dopóty, dopóki nie opanuje się kultury tego państwa, nie zacznie tworzyć nowych "socjalistycznych" wzorców kulturowych i nie opanuje wszystkich środków masowego przekazu. Nowa "kultura" ma być narzucana odgórnie w sposób ewolucyjny, nie rewolucyjny, gdyż wówczas spotkałaby się z jawnym sprzeciwem, a przecież nie o to chodzi. Robotnicy, chłopi intelektualiści i inni przedstawiciele danego społeczeństwa - muszą propagować i nadzorować te nowe wzorce kulturowe, tak długo, aż staną się prawdami objawionymi. Wówczas już nikt nie stanie na przeszkodzie komunistom w osiągnięciu celu głównego - stworzeniu nowego świata. Ten świat wcześniej należy ludziom stworzyć w ich głowach - takie było (i jest po dziś dzień), przesłanie Gramsciego.
Mimo to ani Luksemburg, ani Gramsci nie odżegnywali się od rozwiązań siłowych, i choć krytykowali działania Lenina - jednocześnie wychwalali go za to iż jako pierwszy osiągnął celi, który w społeczeństwach Zachodu możliwy jest dopiero za kilka pokoleń (i to tylko wówczas gdy będzie się konsekwentnie zmieniało tamtejsze społeczeństwa).
Każda rewolucja powoduje śmierć, zniszczenie i rozkład - cel główny wszystkich rewolucjonistów. Zniszczenie "Starego Świata" to jest to, do czego dążą. Nie wiedzą jednak że każda rewolucja ZAWSZE powoduje więcej cierpień i nieszczęścia dla tych których ma chronić - niż dawne reżimy. Zresztą skąd oni mają to wiedzieć? Przecież ani historii ani matematyki nie znają - a nawet odrzucają jako...przykład patriarchalnego niewolenia kobiet (to w przypadku feministek - autentyk, pewna pannica w jednym z amerykańskich uniwersytetów, która nie zaliczyła kolokwium z matematyki - podeszła do profesora i zupełnie spokojnie zapytała go czy to dlatego że jest...kobietą. A potem złożyła na niego (i innych jemu podobnych wykładowców), donos do władz uczelni, że "narzuca jej męski, czyli ścisły obraz świata, nie pozwalając rozwijać się w...kobiecej nauce". No tak - tam już takie debilizmy są na porządku dziennym, tam już oficjalnie walczy się z matematyką, jako przejawem "męskiej dominacji" nad kobietą. Czy więc można się dziwić że Ameryka to dziś Związek Sowiecki świata XXI wieku?).
Do czego doprowadziła sławetna Wielka Rewolucja Francuska, ze swymi szlachetnymi hasłami: "Liberté - Égalité - Fraternité (Wolność - Równość - Braterstwo), do czego? Do rewolucyjnego szaleństwa, które utopiło cały kraj we krwi niewinnych (tych których rewolucja miała chronić). Najpierw zabito na gilotynie króla Ludwika XVI i królową Marię Antoninę, a potem...to już z górki i zaczęło się. "Jeśli nie budzisz żadnych podejrzeń, to w każdej chwili możesz być podejrzany o podejrzliwość" - jak głosiło francuskie powiedzenie z czasów Rewolucji i Wielkiego Terroru. Czy komuś nie nasuwają się tutaj jakieś analogie? Chociażby z Wielką Rewolucją Październikową i późniejszym stalinowskim szaleństwem w Związku Sowieckim? Tam też, jeśli nie budziłeś żadnych podejrzeń, to na następny dzień słuch po tobie ginął i nikt z sąsiadów nigdy cię nie znał, nigdy nie widział, nigdy tu nie mieszkałeś - ty w ogóle nigdy się dla nich nie urodziłeś. Tak więc Trybunały Rewolucyjne w Paryżu (i innych miastach i wioskach), rozpoczynają pracę i nawet początkowo oskarżeni mieli prawo do adwokata, którego praca była jednak niezwykle trudna. O uniewinnieniu oskarżonego nie można było (poza nielicznymi przypadkami), w ogóle mówić, jedyną drogą by ocalić życie skazańcowi, było...odroczenie jego sprawy "na później". Tylko to ratowało życie oskarżonym, gdyż po takim odroczeniu - o skazańcu najczęściej...zapominano. Trudno się dziwić, Trybunały Rewolucyjne każdego dnia miały pełno roboty, a kaci nie nadążali ze szlifowaniem stępionych o kręgi szyjne ostrzy gilotyn.
Co ciekawe, oskarżonym bardzo nie podobała się metoda ich obrońców, pisali na nich skargi do prokuratury, oskarżając adwokatów o niedbalstwo i...żądając szybkich decyzji w ich sprawie. Oczywiście można to zrozumieć, ci ludzie byli pewni swej niewinności i wierzyli w sprawiedliwość (rewolucyjną sprawiedliwość), to znaczy taką, która udowodni ich niewinność, skoro takimi byli. Uważali odraczanie spraw i przeciąganie procesów za przejaw niedbalstwa. Szaleni, nie wiedzieli co czynili. Nie wiedzieli że Trybunały Rewolucyjne zostały powołane do życia (przez Dantona, który oskarżony o zdradę przez Robespierre'a w Konwencie i skazany na ścięcie na gilotynie - w swych ostatnich słowach stwierdził: "To ja powołałem utworzyłem trybunały rewolucyjne. Teraz proszę ludzi i Boga o wybaczenie mi tego", po czym dodał: "Oni wszyscy są braćmi Kaina. Robespierre chce mojej śmierci, ale Robespierre podąży za mną". Tak też się stało, ale nim do tego doszło we Francji działy się rzeczy straszne (z tego najmniej okrutne w samym Paryżu, choć Paryżanom wydawało się zapewne inaczej). To co działo się na prowincji, to był jeden wielki mord i to mord tak okrutny, jakiego nawet nie sposób sobie wyobrazić.
Czy słyszeliście na przykład o gotowaniu dzieci "wrogów klasowych" w kotłach z wrzącymi...odchodami? Zabija się wszystkich, bez wyjątków (dla feministek to zapewne oznacza - równość?), starców, dzieci i kobiety z niemowlętami przy piersi (rozbijając je o ścianę, lub wrzucając do studni), mężczyzn w większości wiosek już nie ma, poszli "na odstrzał" jako pierwsi. "Iluż jest tych wrogów Rewolucji", zastanawiają się przysłani na prowincje przez Konwent komisarze i piszą listy że nie nadążają z wyrokami śmierci i że zarówno kaci jak i żołnierze zaczynają się buntować. Dlaczego? Bo nie mogą odpocząć, cały czas, nawet w nocy trwa "oczyszczanie" narodu z "kontrrewolucyjnego elementu". "Obywatele, trzeba ratować Republikę" - jak krzyczał w Nantes pewien komisarz, któremu zmęczeni kaci i wartownicy odmówili dalszego uczestnictwa w ścinaniu i mordowaniu kolejnych ofiar, póki sami nie wypoczną. Zabija się codziennie od 100 do 500 osób (CODZIENNIE), w różnych regionach kraju. Wreszcie tam gdzie ostrza przenośnych gilotyn stępiły się tak iż nie nadąża się z ich ostrzeniem, a nie chce się marnować kul, niektórzy komisarze wpadają na "genialne" nowatorskie pomysły. mianowicie pakują ludzi do barek, zamykają ich na klucz i zatapiają barkę - wszyscy toną - można? Można, ale...znów nie tak, te przebrzydłe kontrrewolucyjne elementy nie rozumieją że wraz z nimi tonie barka, czyli coś co należy do ludu. Trzeba to zmienić towarzy...obywatele, teraz będziemy ich topić bez barek. Tak też się dzieje - mężczyzn i kobiety wiąże się razem za ręce i tak wrzuca do wody - nazywa się to..."republikańskim weselem".
Można też oczywiście wieszać, gdy tylko znajdzie się jeszcze miejsce i czas to można i wieszać. Ludzie, przyłóżcie się do pracy, musimy zwiększyć produktywność, inaczej nie wywalczymy ani wolności, ani równości ani tym bardziej braterstwa - do roboty! - tak zapewne myśleli i mówili rewolucyjni fanatycy - czyli komisarze i wszelkiego typu rewolucyjni "patrioci". A była to niewątpliwie najróżniejsza zbieranina największych społecznych mętów i kanalii, jakich świat wcześniej nie widział. Rzekami płynęły ciała pozbawione głów, gdyż nie było ani czasu ani ochoty by ich grzebać. Ale najstraszniejsze jest to co dzieje się później z tymi ciałami. Włosy kobiet, ściętych na gilotynie są przeznaczane na peruki, a ciała, a raczej skóry zerwane z ciał - służą jako materiał na kurtki czy spodnie. Przy czym cenione są głownie "skóry męskie", gdyż są bardziej wytrzymalsze. "Żeńska skórka" nie jest tak popularna, gdyż jest zbyt miękka, spodnie z niej zbyt szybko się wycierają, a poza tym nie nabiera takiego odcienia jak męska - przechodzącego w zamsz (dla feministek to zapewne kolejny powód do...seksizmu). Wreszcie dochodzi do ostatniego etapu tego szaleństwa, odbiera się oskarżonym prawo do adwokatów. Po co im adwokaci, oni już są martwi, teraz tylko trzeba to oficjalnie "przyklepać", bo przecież nawet nie udowodnić im winy. Tak więc w jednej sali oskarża i skazuje się hurtowo (pracy jest bowiem po łokcie), nawet po 150 osób jednocześnie.
Na końcu rewolucja pożera własne dzieci - Danton, Robespierre, de Saint-Just (zwany Archaniołem Terroru), Couthon i wielu innych. Naród wreszcie pragnie odpoczynku, potrzeba kogoś kto przywróci w kraju normalność, kogoś kto ukróci swawolę jakobinów, matactwa Dyrektoriatu i okrucieństwo komisarzy - czy taki ktoś jednak istnieje? Dobre pytanie, może powinno się go zadać 24-letniemu wówczas porucznikowi, oblegającemu Tulon - noszącemu nazwisko...Bonaparte.
CDN.
To co tutaj napisałem to dopiero początek, tak naprawdę wśród organizacji radical-feminist istnieją grupy które pragną...fizycznej eliminacji mężczyzn. To nie jest wcale mój wymysł, ani majaki jakiejś grupki "nienormalnych", one naprawdę mają swe organizacyjne zaplecze. Pierwszym ich celem jest...zatarcie różnic płci, czyli "zrobienie" z kobiet mężczyzn a z mężczyzn kobiet. A potem to już z górki, będą nawet specjalne miejsca gdzie każdy mężczyzna będzie (dobrowolnie lub pod przymusem) - usypiany gazem.
Choć osobiście bylem wstrząśnięty tymi planami i uznałem je za żart, to jednak okazuje się że to wcale nie był żart, te plany powstały pod koniec lat 60-tych XX wieku i w różnych radykalnych feministycznych grupach przetrwały po dziś dzień.
Wkrótce o tym napiszę!
Bardzo proszę, abyś zwrócił uwagę, że zgodnie z naszym regulaminem (pkt 12) posty edytujemy. Pisanie ich jeden pod drugim jest sprzeczne z obowiązującymi na Netkobietach zasadami.
Z góry bardzo dziękuję i pozdrawiam, Mod. Olinka
5 2014-06-17 00:50:31 Ostatnio edytowany przez Primus (2014-06-17 00:52:13)
Bardzo proszę, abyś zwrócił uwagę, że zgodnie z naszym regulaminem (pkt 12) posty edytujemy. Pisanie ich jeden pod drugim jest sprzeczne z obowiązującymi na Netkobietach zasadami.
Z góry bardzo dziękuję i pozdrawiam, Mod. Olinka
Dobrze, również dziękuję i będę pamiętał, ale też chciałbym dokończyć to o czym teraz piszę.
NAJLEPSZA SCENA:
Shaw: "Marks zrobił ze mnie człowieka, natchnął mnie wiarą. A wiara była podnietą do rebelii i buntu"
Stalin: "Taaa".
Tutaj mamy pięknie pokazane, jak idiota z Zachodu przyjeżdża do komunistycznego kraju i wychwala jego ideały, nie mając ZIELONEGO POJĘCIA co tak naprawdę się tam dzieje.
Szczególnie dobitnie brzmią ostatnie słowa Stalina: "Sukinsyn, on przyjeżdża do obcego państwa, i bez przerwy krytykuje Anglię. Kraj w którym mieszka i na którym zbił olbrzymi majątek. Gryzie rękę która go karmi - bydlak".
http://youtu.be/tpd7vIxFKZU
Na moment chciałbym zatrzymać się przy tym filmiku i tym autentycznym wydarzeniu - wizyty Georga Bernarda Shaw'a w Związku Sowieckim w 1931r. Chodzi mi o przedstawienie pewnego zjawiska, jakie wówczas opętało "światłych" ludzi sytej i w miarę bezpiecznej Zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych. Przytoczę pewien autentyczny przykład, który opisany został po latach przez radziecką tłumaczkę, biorącą udział w oficjalnych uroczystościach, związanych z powitaniem "gości z Zachodu". Ta kobieta, dopiero prawie pod koniec życia, zdecydowała się o tym napisać, a ja czytałem to z jakieś dwa, trzy lata temu. Mianowicie chciałbym odnieść się do jednego tylko wydarzenia (nie mogę odnaleźć tych jej zapisków, przytaczam więc to wydarzenie z pamięci). Gdy delegacja robotników z Anglii (była to delegacja robotnicza w tym przypadku), odjeżdżała już pociągiem z Moskwy, wśród żegnających ich tłumów rosyjskich robotników, nagle - ktoś przez okno przerzucił kawałek zwiniętej w rulon i obciążonej kamykiem kartki. Owa tłumaczka podeszła by podnieść tę kartkę (ona też znajdowała się w przedziale pociągu wraz z gośćmi). Nie mogła tego zbagatelizować, gdyż widać było że "coś" wpadło do przedziału. Rozwinęła więc papier i...zamarła z przerażenia. Stała jak wryta nie mogąc wydobyć z siebie nawet słowa, patrzyła się na na ową kartkę i na zachodnich gości i nie wiedziała co ma zrobić, czy czytać to, co tam napisano, czy też nie czytać. Jedno i drugie wyjście mogło się dla niej źle skończyć.
Gdy tak stała cała odrętwiała z przerażenia, podszedł do niej jej przełożony (komisarz), stanął za nią i zerknął na kartkę, po czym jak by nigdy nic zwrócił się do niej: "Towarzyszko Maszo, dlaczego nie czytacie tego, co tu jest zapisane? Nasi goście pewnie chcieliby poznać treść tej wiadomości?" Dziewczyna miała prawie zły w oczach, zaschło jej w gardle i nie potrafiła nic powiedzieć. Trudno się zresztą jej dziwić ze bała się odczytać treści tej wiadomości, brzmiała on bowiem tak: "Towarzysze Anglicy, błagamy was tu wszyscy - opowiedzcie tam u siebie jak my tu żyjemy. My tu zdychamy - zdychamy jak zwierzęta. Nie mamy co jeść - żyjemy tu jak zwierzęta i zdychamy jak zwierzęta. Pomóżcie nam, opowiedzcie o tym wszystkim u siebie" (tam było jeszcze inne dopiski mówiące o ich tragicznym położeniu, lecz więcej nie potrafię sobie przypomnieć). Tłumaczka stała nadal, a wśród gości z Anglii niektórzy zaczynali coś między sobą szeptać. Wówczas ów komiasrz polityczny, który nakłaniał ją do odczytania wiadomości, zabrał jej kartkę i sam "odczytał" jej zawartość: "Drodzy towarzysze Anglicy, dziękujemy wam bardzo że odwiedziliście nasz kraj i prosimy byście opowiedzieli u siebie o wszystkim co was tu spotkało i o naszym pięknym i szczęśliwym kraju..." Dalej chyba kończyć nie trzeba, zważywszy że pobyt Anglików w stalinowskim ZSRS był urządzony w iście królewskim stylu. Kobieta ta jeszcze pisała jak to gdy tylko nikt jej nie widział - ładowała do torebki jedzenie z bankietu, wydanego na cześć angielskich gości, bo w domu czekała na nią głodna rodzina. Tak samo czyniły i inne tłumaczki.
Czy można się więc dziwić że gdy 22 czerwca 1941r. Niemcy najechały Związek Sowiecki, miliony ludzi wychodziły im naprzeciw, wręczały kwiaty a nawet częstowały niemieckich żołnierzy ostatnim kawałkiem słoniny, lub łykiem jakiejś tam namiastki herbaty. Lecz za frontowcami podążały odziały SS i Gestapo, które rozpoczęły nowe prześladowania ludności, nowe konfiskaty i gwałty i bandyckie mordy na całych grupach ludności (głównie na wsiach), odmieniły radość i nadzieję jaką w Niemcach pokładała ludność umęczonych narodów Związku Sowieckiego, żyjących w jednym wielkim gułagu. Zresztą nie potrzeba było SS-manów i gestapowców, by Rosjanie odwrócili się od Niemiec. Wystarczyły same zbrodnie zwykłych liniowych jednostek Wehrmachtu, które były popełniane na skalę masową (o wiele większą niż innych niemieckich formacji zbrojnych). Tak oto Hitler zapatrzony w swą oderwana od rzeczywistości ideologii (każda ideologia jest oderwana od rzeczywistości - bez wyjątków), stracił szansę na pokonanie Stalina, przy pomocy samych Rosjan. A wystarczyło polegać na wziętych do niewoli rosyjskich żołnierzach, którzy oficjalnie opowiadali się po niemieckiej stronie i mówili: "Tylko dajcie nam broń, a rozpędzimy komunistów". Jeden z wziętych do niewoli rosyjskich żołnierzy bardzo chciał się widzieć z niemieckim komendantem, i gdy powiedziano mu że jako jeńcowi nie przysługują mu te prawa, odpowiedział: "Panie kapitanie, ja tylko chciałem wskazać wam prawidłowe cele, gdyż wasza artyleria strzela zbyt daleko - przestrzeliwujecie". Taka była miłość do Stalina i komunistów z WKPb.
Zresztą mogę przytoczyć też i "polskie doświadczenia" z krasnoarmiejcami, po wrześniu 1939r. Mianowicie na pewnym przyjęciu w jednym z mieszkań we Lwowie, na który polska rodzina zaprosiła rosyjskiego porucznika, gdy już gość sobie ostro popił, powiedział to co myśli naprawdę, a mianowicie zwrócił się do gospodarzy tymi słowy: "A tak bardzo liczyliśmy, że to jednak wy nas wyzwolicie". Za te słowa (gdyby ktoś doniósł) - czekała go natychmiastowa czapa. Inny przykład, do sklepu z zabawkami w Lwowie wchodzi kobieta (już po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną) i widzi dwóch radzieckich oficerów, jak bawią się pacynką. Tak ich to bawiło że sami zaczęli skakać jak ta pacynka, tak jakby nigdy nie widzieli na oczy czegoś podobnego. Gdy wyszli sprzedawca zwrócił się do kobiety: "Pani widziała to samo co ja? Przecież to byli oficerowie. Boże drogi co z nami będzie". Inny przykład - Lwów listopad 1939r. Długa kolejka po chleb (wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej na polskie ziemie wschodnie, już w kilka dni rozgrabiono cały towar ze sklepów spożywczych i zaczęły się niedobory i kolejki). W kolejce wśród zwykłych mieszkańców miasta, znalazł się też jakiś radziecki oficer i wdał się w rozmowę. No to go pytają: "A czy w Sowietach to macie banany i pomarańcze?" "Mamy!" - odpowiada krasnoarmiejec "Są dwie fabryki "pomarańczów" w Doniecku i w Moskwie i trzy fabryki bananów w Kazaniu, Leningradzie i Woroneżu..." ![]()
Albo inny przykład - dokwaterowany do mieszkania pewnej lwowianki sowiecki oficer (po wejściu Sowietów zaczęły się też "dokwaterowania"), pewnego razu gonił ją po mieszkaniu z pistoletem w ręku. Dlaczego? Bo jak sam twierdził on coś popsuła i gdy tylko wkłada głowę do sedesu woda leci tylko przez krótki moment i on nie zdąża umyć sobie głowy". A ponoć bardzo się starał wkładał ją prawie całą go klozetu
. Mimo to mieszkańcy Lwowa w tych ponurych dniach, za tzw.: "Pierwszego Sowieta" (czyli w latach 1939-1941), starali się dodać sobie otuchy i radości w tym pełnym smutku i trwogi okresie. Mianowicie specjalnie zwracano się do sowieckich oficerów i żołnierzy per: "Panie Tymczasowy". Był to podwójny nietakt - po pierwsze określenie "pan", co w uszach krasnoarmiejców brzmiało ja inwektywa, gdyż żądali by zwracać się do nich "towarzyszu". A po drugie określenie "tymczasowy", sugerowało nietrwałość sowieckich rządów we Lwowie i na całych polskich Kresach, zagrabionych przez Sowiety. W grudniu 1939r. przed świętami Bożego Narodzenia, po Lwowie krążył wierszyk: "Czy wiecie dlaczego Lwów w tym roku stał się nowym Betlejem? Bo na urzędzie miasta zawisła gwiazda, a po ulicach przetaczają się pastuchy".
Owe "pastuchy" - to oczywiście sowieccy oficerowie, którzy naprawdę wyglądali jak pastuchy, obładowani worami z jedzeniem lub ubraniem, tachający je do swych nowych kwaterunków. A ich żony...chodziły w halkach do teatrów, gdyż myślały że to są kreacje wieczorowe, lub rozpalały ogień w środku mieszkania, przynosząc drewno na opał (jak dziewczęta z sowieckiego Czerwonego Krzyża, które zakwaterowane w jakimś mieszkaniu we Lwowie - rozpaliły na środku pokoju ognisko, bo nie wiedziały nie tylko jak się pali w piecu, ale do czego w ogóle on służy.
Nie muszę chyba tłumaczyć że żaden przedwojenny polski oficer, nie wyglądał nawet w połowie (nawet po pijaku i całonocnej potańcówce), tak beznadziejnie i prostacko jak najwięksi sowieccy oficerowie - dokwaterowywani do prywatnych polskich domów na zrabowanych nam Kresach.
Tyle w temacie sowieckich obyczajów i zachodnich idiotów pijących z zachwytu nad tym światowym krwawym i okrutnym pandemonium.
http://youtu.be/o4Ma4V-hxW8
Co to za belkot?
Nawet trudno zrozumiec o czym Ty piszesz. Prosze ogarnij troche umiejetnosc pisania zwiezle i na temat. Bo to moglaby byc ciekawa sprawa, ta cala dyskusja, ale Ty tak mieszasz, ze nie chce sie czytac.
Co to za belkot?
Nawet trudno zrozumiec o czym Ty piszesz. Prosze ogarnij troche umiejetnosc pisania zwiezle i na temat. Bo to moglaby byc ciekawa sprawa, ta cala dyskusja, ale Ty tak mieszasz, ze nie chce sie czytac.
Wiem! Za dużo tego. Za bardzo rozciągam temat (ale to dlatego, że pragnę pokazać cały kontekst sprawy, jego korzenie, które bardzo często są pomijane, bagatelizowane lub o których w ogóle się nie pamięta) - postaram się jednak już więcej tego nie robić i przejść od razu do sedna sprawy.
8 2014-06-19 19:17:12 Ostatnio edytowany przez Primus (2014-06-19 19:21:11)
Przejdę wreszcie do sedna sprawy, gdyż niepotrzebnie nazbyt "rozciągam" ten temat (choć moim celem jest dotarcie do źródeł, do korzeni danego ruchu, ideologii czy organizacji, gdyż szczególnie w dzisiejszych czasach, nie wszystko na pierwszy (a nawet drugi), rzut oka - wydaje się być tym - czym jest w rzeczywistości). Zatem teraz przejdę wreszcie do konkretów.
Jakiś czas temu znalazłem na jednym z feministycznych portali taki oto artykuł, zatytułowany: "Przykro mi panowie, ale nie jesteście uciskani".
http://codziennikfeministyczny.pl/przykro-mi-panowie-nie-jestescie-uciskani-magiczne-sekrety-mizoandrii/
Autorka tego artykułu stara się "wytłumaczyć" iż przypadki mizoandrii (Mizoandria - silna niechęć lub jawna nienawiść w stosunku do mężczyzn), to tak naprawdę...przypadki mizoginistyczne (Mizoginia - silna niechęć lub jawna nienawiść w stosunku do kobiet). Wybaczcie ale potwornie śmieszy mnie ten artykuł. Zastanawiam się czy szanowna autorka Katarzyna Płecha - nigdy nie słyszała o tak sławnej postaci w ruchu feministycznym - jaką była Valerie Solanas?
Solanas (ur. w 1936r.), znana jest przede wszystkim z dwóch rzeczy: pierwszym była próba zabójstwa Andy'ego Warhol'a (1968r.), gdy postrzeliła go w klatkę piersiowa (zresztą wcześniej, próbowała też zastrzelić Maurice Girodiasa - został ciężko ranny, a trzeciemu tylko przystawiła pistolet do głowy, lecz ten...nie wypalił). Drugim (a raczej głównym), powodem "sławy" Solanas był jej manifest, skierowany do wszystkich kobiet (wszystkich? raczej nie, zresztą ona sama dzieli kobiety na "lepsze" i "gorsze"), noszący dość oryginalny tytuł: "Manifest Szumowin" ("SCUM Manifesto"). W tłumaczeniu każda z literek w słowie SCUM coś oznacza, a dokładniej oznacza ("Society of Cutting Up Men"), czyli "Towarzystwo Wyniszczenia Mężczyzn".
Czytając SCUM Manifesto, możemy dojść do wniosku (do którego dochodzi część feministek, które całkowicie bagatelizują Solanas), że tak naprawdę ta kobieta była niezrównoważona psychicznie (rzeczywiście spędziła jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym), ale...czyż jej popularność w kręgach feministycznych na tym ucierpiała? Czy gdy Hitler trafił do więzienia w 1923r., po swym nieudanym puczu monachijskim, mającym na celu "Marsz na Berlin", szlakiem Mussoliniego, to czy jego popularność w Niemczech na tym ucierpiała? Wprost przeciwnie - zdobył ogromną sławę i znaczenie, tworząc w więzieniu dzieło swego życia - "Main Kampf". A potem gromadząc wokół siebie tłumy, zdołał przekonać tych, dotąd oczytanych i kulturalnych mieszczan - że są narodem wybranym przez Boga, narodem panów i należy im się nie tylko "miejsce pod słońcem" - lecz ogromna "przestrzeń życiowa", dla swego rozwoju, kolonizacji i nowego życia. Ten sam cel przyświecał Solanas, która założyła owo "Towarzystwo Wyniszczenia Mężczyzn".
Teraz, dla porównania z poprzednim artykułem pani feministki, która w słupku tłumaczy że przejawy mizoandrii są tak naprawdę ukrytą niechęcią do kobiet, zademonstruję krótką "próbkę" poglądów pani Solanas, tak by czytelnicy mieli dokładny obraz tego o czym pisała i do czego dążyła. Krótko wybrane fragmenty z jej obszernego SCUM Manifesto:
"Mężczyzna jest absolutnym egocentrykiem, zamkniętym w sobie niezdolnym do współczucia ani utożsamienia się z innymi, do miłości, przyjaźni, wzruszenia czy czułości. Jego reakcje są skierowane do wewnątrz, nie dotyczą one procesów myślowych, jego rozum to zwykły instrument służący do obsługiwania własnych namiętności i potrzeb, nie jest zdolny do wzlotu myśli, do wymiany idei, nie zestawia siebie z niczym poza własnymi fizycznymi odczuciami. Jest na wpół martwą, niereagującą na nic masą, absolutnie nudnym zjawiskiem, obojętną plamą. Zastygł w połowie drogi w ponurej przestrzeni pomiędzy człowiekiem a małpą, ale jest gorszy od małpy, ponieważ w odróżnieniu od niej, jest zdolny odczuwać mnóstwo negatywnych emocji - nienawiść, zazdrość, hańbę, odrazę, winę, wstyd, wątpliwości".
"Będąc niepełnowartościową kobietą, mężczyzna traci całe życie, próbuje osiągnąć pełną wartość próbując stać się kobietą (
). W tych usiłowaniach nieustannie szuka kobiety, starając się z nią zaprzyjaźnić, żyć z nią, zespolić się z nią i posiąść kobiece cechy - siłę uczuć i niezależność, dynamizm, zdecydowanie, niewzruszoność, upór, śmiałość, zwartość, witalność, energiczność, głębię natury, siłę itp. Równocześnie usiłuje skazić kobietę wszystkimi męskimi cechami - próżnością, powierzchownością, banalnością, słabością itp (...) Twierdzenie mężczyzn, że kobiety znajdują satysfakcję w macierzyństwie i seksualności, oznacza, że mężczyźni chcieliby zostać kobietami" (
).
"Z powodu dążenia do zrekompensowania swojej niekobiecości i niezdolności do współczucia i komunikacji, ród męski przekształcił się w kupę gnoju (...) Każdy mężczyzna w głębi duszy wie, że jest bezużyteczną kupę gnoju. opanowany przez zwierzęce uczucia i głęboko nimi zażenowany, stara się w żaden sposób nie ujawnić tego, ukryć przed otoczeniem swoją fizjologiczność, absolutny egoizm, nienawiść i pogardę jakie - jemu się zdaje - żywią do niego inni mężczyźni. Posiadając prymitywną strukturę nerwową, która łatwo załamuje się pod presją najmniejszego nawet objawu uczuć i emocji, mężczyzna dąży do ustalenia kodów społecznych, które gwarantują mu czystą uprzejmość, niezmąconą nawet śladami uczuć czy też nieakceptowanych poglądów".
"Nie ma uzasadnienia dla istnienia pieniędzy. Nic nie uzasadnia też tego, żeby ktokolwiek pracował więcej niż dwie, trzy godziny w tygodniu (...) Wolny czas przeraża mężczyznę, który nie ma wtedy nic innego do roboty, jak tylko zastanawianie się nad własną nonsensownością. Niezdolny ani do zrozumienia, ani do miłości, mężczyzna musi pracować. Kobiety tęsknią do wszechogarniającej, emocjonalnie satysfakcjonującej, ważnej działalności, jednak, nie mając takiej możliwości albo okazji, wolą bezczynność i tracą czas w dowolnie wybrany sposób - śpią, chodzą na zakupy, grają w kręgle i bilard, w karty i inne gry, rozmnażają się czytają, spacerują, marzą, jedzą, masturbują się, łykają tabletki..." (basta już więcej nie mogę tego cytować).
"Tak więc wiele kobiet, nawet w sytuacji pełnej ekonomicznej równości płci, woli żyć z mężczyznami albo handlować swoim tyłkiem na ulicy niż tracić kilka godzin dziennie na wykonywanie nudnej, poniżającej, nietwórczej pracy upodabniającej je do maszyn. Wynika z tego, że wyzwolić kobiety spod władzy mężczyzn może jedynie likwidacja systemu pieniądz -praca, nie zaś osiągnięcie ekonomicznej równości w ramach tego systemu".
"Wpływ ojców, najogólniej biorąc, polega na tym, że całe społeczeństwo jest przeżarte rdzą męskości. To, co męskie, posiada negatywną umiejętność Midasa - wszystko, czego się tknie, przekształca w gnój" ( :huh:). Osobnik męski to jedynie suma odruchów warunkowych, niezdolna do wolnej myśli (...) Mężczyzna nie posiada żadnej indywidualności. Kobieca indywidualność, której istnienia jest on głęboko świadomy, ale której nie jest w stanie ani zrozumieć, ani odczuć emocjonalnie, przeraża go, niepokoi, napełnia uczuciem zawiści. Dlatego też usiłuje on przekonać sam siebie i kobiety, że funkcją kobiety jest noszenie i wychowywanie dzieci (
). W istocie natomiast funkcja kobiety polega na obcowaniu z samą sobą , na kochaniu siebie, napawaniu się sobą i byciu sobą. Funkcją mężczyzny jest produkowanie spermy".
"Najbardziej ukrytym, najgłębszym i najbardziej odrażającym lękiem mężczyzny jest obawa, że zostaną schwytani na tym, iż nie są kobietami (
), lecz osobnikami płaci męskiej, nieludźmi, zwierzętami (...) Ród męski lubi śmierć - pobudza go ona seksualnie. Mimo że mężczyźni są już martwi, tym bardziej pragną śmierci. Mężczyzna w samej swojej istocie jest pijawka, emocjonalnym pasożytem, i z tego wynika, że nie ma moralnego prawa by żyć. (...) Unicestwienie mężczyzn jest wiec działaniem słusznym, pożytecznym dla kobiet, równym aktowi miłosierdzia".
"Gdyby mężczyźni byli mądrzy, staraliby się zostać prawdziwymi kobietami, realizowaliby poważne badania naukowe, które pozwoliłyby im (...) przekształcić się w kobiety" (...) kobiety w ogóle nie lubią być kobyłami rozpłodowymi, chociaż wiele z nich, kobiet robotów - zombi, tak twierdzi. Kiedy społeczeństwo będzie się składać z absolutnie świadomych siebie osób, nie będzie tego chciała żadna z nich (...) Rozwiązaniem alternatywnym jest laboratoryjna produkcja dzieci".
"Stopniowy i naturalny rozwój zdarzeń, ewolucja społeczna doprowadzi do pełnej władzy kobiet na świecie i w rezultacie - do przerwania reprodukcji rodzaju męskiego. Jednak Towarzystwo Wyniszczenia Mężczyzn jest niecierpliwe. TWM nie potrafi pogodzić się z myślą, że prawdziwy postęp będzie dany dopiero przyszłym pokoleniom, ono samo chce teraz żyć pełnią życia. Gdyby znakomita większość kobiet wstąpiła do TWM (...) w ciągu kilku tygodni byłyby w stanie w pełni podporządkować mężczyzn kobietom. Mężczyźni są podatni na wpływy i nietrudni do sterowania, łatwo ulegają władzy kobiety, która zechce ich sobie podporządkować. Osobnik męski w istocie rzeczy pragnie być kierowany przez kobietę" (
).
"Jednak dzisiejszy konflikt nie polega na walce pomiędzy płcią żeńską i męską, lecz między TWM - dominującymi, spokojnymi, pewnymi siebie, bezwzględnymi, agresywnymi, egoistycznymi, niezależnymi, dumnymi, poszukującymi mocnych wrażeń, niepodporządkowującymi się, wyniosłymi kobietami uważającymi się za zdolne do rządzenia wszechświatem (
), który dotarł do granic możliwości tego "społeczeństwa" i gotowymi sięgnąć daleko poza jego granice - a układnymi, pasywnymi, posłusznymi, "ukulturnionymi", uprzejmymi, dystyngowanymi, podporządkowanymi, zależnymi, zahukanymi, bezmózgimi, niepewnymi siebie, szukającymi akceptacji Córeczkami Tatusiów. Czyli tymi które chcą pozostać w społeczeństwie małp. Tymi które gotowe są dzielić swój los ze świniami, które przyuczyły się do zwierzęcych radości, które czują się z tym komfortowo i nie znają innego sposobu życia, które zniżyły swoje myśli, ideo i olśnienia do poziomu mężczyzn".
"Wiele kobiet wstępuje w szeregi TWM, ale jest też wiele takich, które od dawna liczą już jedynie na litość wroga, które na tyle przyzwyczaiły się do swojego zwierzęcego życia, do wszystkiego tego, co męskie, że podobają się im ograniczenia i zakazy, które nie wiedzą co począć z wolnością i które akceptują swoją rolę ścierek i lizusów (...) Jednak TWM bezlitośnie zmiażdży je swym walcem drogowym".
"Nawet niewielka garstka członków TWM jest w stanie zdobyć władzę w kraju w ciągu jednego roku, przeprowadzając wybiórcze akty niszczenia własności i dokonując zabójstw. (...) TWM zabije wszystkich mężczyzn, którzy nie wstąpią do Grupy Męskiego Wsparcia. Mężczyźni z GMW to ci, którzy podejmą aktywną pracę na rzecz własnego wyniszczenia. Mężczyźni którzy (...) nazywając rzeczy po imieniu (jak na razie, żaden jeszcze tego nie zrobił), mówiący kobietom, że ich najważniejszy cel powinien polegać na rozdeptywaniu rodu męskiego. Aby upowszechnić realizację tego celu,TWM będzie przeprowadzać Gówniane Zloty, na których każdy z obecnych męskich osobników będzie wygłaszał mowę zaczynającą się od słów: "Jestem gównem, marnym, godnym pogardy gównem". Następnie każdy z nich wymieni przyczyny zadeklarowanego stanu rzeczy. Nagrodą za to będzie, po zakończeniu zebrania, możliwość przyjacielskiego obcowania przez całą godzinę z obecnymi tam przedstawicielkami TWM (...) Członkostwo w TWM jest koniecznym, choć niewystarczającym warunkiem tego, by trafić na listę ratunkową GMW".
"Grabiąc niszcząc i rozbijając pary, burząc i zabijając, TWM prowadzić będzie równocześnie werbunek. TWM będzie więc składać się z werbowniczek, elitarnych formacji i...najbardziej elitarnych zabójczyń. TWM, by osiągnąć swoje cele, nie będzie organizować pikiet, marszów, demonstracji czy strajków. Te sposoby walki przystają jedynie przyzwoitym, dobrze wychowanym damom, które starają się podejmować tylko takie akcje, które z góry skazane są na niepowodzenie (...) TWM zawsze będzie działać na kryminalnych podstawach, nie zaś opierając się na obywatelskim niepodporządkowaniu. Nie będzie jawnie łamać prawa, żeby trafić do więzienia i tym samym zwrócić uwagę na niesprawiedliwość (...) TWM będzie zawsze złodziejskie, podłe, zakulisowe (...) Z zimną krwią i świadomie TWM będzie śledzić swoje ofiary i docierać do nich by je zabić".
"TWM będzie niszczyć, grabić, psuć i zabijać dopóty, dopóki (...) wystarczająca liczba kobiet nie zacznie współpracować z TWM (...) Nieliczni pozostali przy życiu mężczyźni mogą wieść swój nędzny żywot, pogrążając się w narkotykach, spacerując w kobiecych sukniach lub biernie obserwując wszechwładzę kobiet w działaniu i realizując się w roli widzów jako surogaty kobiet. Mogą ewentualnie udać się do gościnnego centrum samobójstw, gdzie cicho, szybko i bezboleśnie zostaną uśpieni gazem".
"Osobniki męskie mogą być wykorzystywane przez kobiety. Będą im służyć, odgadywać ich najdrobniejsze pragnienia, podporządkowywać się każdemu poleceniu, staną się ich absolutnymi niewolnikami, będą istnieć w zupełnym podporządkowaniu się ich woli (...) Rozumni mężczyźni, pragną by ich poniżano i deptano (...) Mądrzy mężczyźni nie będą się sprzeciwiać ani walczyć, podnosić larum, lecz po prostu wyluzują się i będą siedzieć w kąciku, napawając się historycznym widowiskiem i płynąc z prądem ku swemu końcowi"
Starczy, więcej nie daję rady więcej!
No i jak podoba się Wam jawny przykład mizoandrii i nienawiści do płci męskiej? Przyznam się szczerze, ale nigdy nie spotkałem żadnego mężczyzny, który wygłaszając różne hasła antykobiece (raczej antyfeministyczne, ale niech będzie), mówił o potrzebie fizycznej eliminacji kobiet, lub o uczynieniu z nich niewolnic mężczyzn. Nigdy nie spotkałem takiego mężczyzny - a kobiety widać takie istnieją, i nie jest to sama idiotka Solanas. Zaraziła tym swoim myśleniem kolejne stada femi-idiotek (trudno nazwać te kobiety" innym określeniem, choć przyznam się że wybrałem wyjątkowo łagodne).
http://youtu.be/8Nk8lVLLuyU
To ty chyba kolegów nie czytasz.
Największym seksizmem jest pitolenie bzdur przez mężczyznę i to na kobiecym forum. Wciskanie nam ciemnoty, jedynie słusznych poglądów, tudzież dyskutowanie sam ze sobą.
Wystarczy?
10 2014-06-20 19:01:45 Ostatnio edytowany przez Primus (2014-06-20 19:02:50)
To ty chyba kolegów nie czytasz.
Największym seksizmem jest pitolenie bzdur przez mężczyznę i to na kobiecym forum. Wciskanie nam ciemnoty, jedynie słusznych poglądów, tudzież dyskutowanie sam ze sobą.
Wystarczy?
Tak tak, odwieczna wina mężczyzn - normalne
.
Ale mam pytanie...czy napisałem nieprawdę? Czy tezy Solanas nie są wdrażane w życie przez wszelakie femi-idiotki typu Andrea Dworkin, Mary Dali i inne.
Swoją droga zastanawiam się coraz poważniej - jak normalna kobieta może zostać...feministką? (jak normalna osoba w ogóle może o tym pomyśleć?).
chaber05 napisał/a:To ty chyba kolegów nie czytasz.
Największym seksizmem jest pitolenie bzdur przez mężczyznę i to na kobiecym forum. Wciskanie nam ciemnoty, jedynie słusznych poglądów, tudzież dyskutowanie sam ze sobą.
Wystarczy?Tak tak, odwieczna wina mężczyzn - normalne
.
Ale mam pytanie...czy napisałem nieprawdę? Czy tezy Solanas nie są wdrażane w życie przez wszelakie femi-idiotki typu Andrea Dworkin, Mary Dali i inne.
Swoją droga zastanawiam się coraz poważniej - jak normalna kobieta może zostać...feministką? (jak normalna osoba w ogóle może o tym pomyśleć?).
Różne są oblicza feminizmu. Tak więc, dla mnie jak najbardziej normalna kobieta może zostać feministką.
Różne są oblicza feminizmu. Tak więc, dla mnie jak najbardziej normalna kobieta może zostać feministką.
Dzięki Wielbicielu ![]()
Tak jak napisałeś: są różne oblicza feminizmu.
Autor wybiera skrajne, choćby Solanas.
Uważam się za feministkę, w pierwotnym znaczeniu tego słowa.
Nie lubię radykalizmu w żadnych aspektach życia.