netkobietyWszystkie działy
Psychologia

mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

20 odpowiedzi8 415 wyświetleńzałożony przez mary20, 09.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

witam, postanowiłam napisać o moim zwiąku, który jest kompletną katastrofą; będzie standardowo;
mamy dwójkę dzieci, ja uzależniona od niego finansowo, siedzę w domu i zajmuję się dziećmi; chciałabym od niego odejść, ale nie wiem czy sobie poradzę (szczególnie w stanie, w którym się znajduję), dzieci są bardzo małe, wymagają ciągłej uwagi, nie wyobrażam sobie pracować i jednocześnie zajmować się nimi po pracy, byłoby mi bardzo ciężko; facet nie przykłada się do wychowania, bo on jest od zarabiania pieniędzy, tzn. tak, spędza sobie z nimi czas, ale tylko w przyjemny sposób, wszystkie mniej przyjemne obowiązki, związane z wychowaniem spadają na mnie, on sobie rączek brudzić nie chce, a jak go proszę, to jest ból, nigdy nie wychodzi to samo od niego, tylko zawsze muszę prosić kilka razy i wtedy robi daną rzecz z wielką łaską;
jest bardzo mocno związany ze swoją rodziną; matka i siostry, robią dla niego wszystko, bez zająknięcia; one i ich potrzeby nie są ważne, jego zajęcia i potrzeby natomiast zawsze stoją na pierwszym miejscu i jak on czegoś chce, one muszą rzucić wszystko i na przykład zrobić mu jeść; ma jeszcze brata, który niby to niedawno wyprowadził się do swojego domu, ale jest stałym bywalcem domu rodzinnego, codziennie; jest taki sam jak mój facet;
mój facet jest typem, który czerpie energię z innych, pozornie słabszych od siebie; zawsze jego musi być na wierzchu; lubi rządzić ludźmi, potrzebuje ciągłej asysty innych, niezależnie od tego, co robi, potrzebuje ciągłego podziwu, lubi być w centrum uwagi;
na początku związku nie zdawałam sobie sprawy, że wszystkie z pozoru dobre cechy (przebojowość, zaradność, odpowiedzialność) staną się przekleństwem, bo on jest zbyt przebojowy, zbyt zaradny i zbyt odpowiedzialny i jest zwykłym gnojem, który ma w nosie innych ludzi a przede wszystkim moje uczucia i potrzeby;
myślałam, że coś mu pokażę, że on zmieni swoje myślenie na pewne tematy, myliłam się jednak; próbowałam odchodzić parę razy, ale zawsze przekonywał mnie, żebym wróciła, że on się zmieni, oczywiście nie zmieniało się nic, a jeśli już to na gorsze; w końcu zaszłam w ciążę i no wtedy zaczęła się na dobre równia pochyła w dół;
czuję się w tym związku jak w matni, jak w więzieniu, on cały czas próbuje mnie dołować, czego nie zrobię, jest ciągła krytyka (dlatego o niczym nie decyduję, bo nie ma sensu i tak wyjdzie jak on chce), dla zasady, do niego musi należeć ostatnie słowo, wszystko musi kontrolować, mieć nad wszystkim władzę, przewagę;
no i jego rodzinka, wszechobecna i również kontrolująca;
jestem psychicznie i fizycznie wykończona tym związkiem; nie chcę z nim być i jak jest w domu, to mnie trafia, nienawidzę weekendów, kiedy jest w domu, nigdy nie spędzamy fajnie czasu, on najchętniej siedziałby ze swoją rodziną (jest po 30stce) albo przed telewizorem i żeby mu tylko jedzenie donosić, albo co tam mu się akurat uroi;
dom, w którym mieszkamy jest obok domu matki, jest mały i mało funkcjonalny, brakuje nam miejsca, oczywiśce, przez długi czas nic nie mówiłam, zresztą nie pracuję, to nie mam zbyt wiele do gadania, poza tym byłam cierpliwa, wydawało mi się, że on ma możliwości i że w przyszłości będziemy mieli normalny dom bez udziału jego rodziny; oczywiście myliłam się;
od momentu zamieszkania tu mówiłam mu od razu, że mi się tu nie podoba i że nie chcę tu mieszkać w przyszłości, on na to, że to tylko tymczasowe miejsce, że nie będzeimy tu wiecznie mieszkać; w międzyczasie zaczął inwestować w to miejsce; a w tej chwili, że on chce tu się rozbudowywać (obok pochrzanionej i toksycznej rodziny), a ja do niego, że od początku przecież mówiłam, że obok jego rodziny nie chcę, on oczywiście ma moje zdanie i uczucia gdzieś (powiedział, że albo tutaj albo wcale); wcześniej jak zasugerowałam wynajęcie domu z dala od jego rodziny, w celu oczyszczenia atmosfery (a jest bardzo nieciekawie), to ten do mnie z, mniej więcej, takim tekstem: 'i co? że niby chcesz rządzić, zapomnij', dla niego wyprowadzenie się na neutralny grunt oznacza to, że ja będę rządzić!!!; chciał też kiedyś zamieszkać w domu matki (jest dużo większy od naszego) a ją umiejscowić w naszej klicie; jak to usłyszałam, to padłam; ta kobieta nigdy nie zamieszkałaby w niej, zresztą jak spytałam, czy pytał ją o zdanie, to stwierdził, że jeszcze nie, a ja wiem, że ta kobieta nigdy by się na coś takiego nie zgodziła, poza tym miałabym ją codziennie w jej 'starym' domu; i jeszcze innych członków rodziny, miałabym to pewne jak w banku;
czuję się osaczona, to ja jestem ta zła i niewdzęczna, przecież tyle jemu i jego rodzinie zawdzięczam, wymyślam i jestem popsuta, a oni są tacy dobrzy, tacy uczynni;
jestem strzępkiem nerwów w tej chwili;
to co napisałam, to tylko czubek góry lodowej; na moją sytuację w tej chwili składa się jeszcze wiele innych spraw, o których nie wspomniałam, a byłoby tego duużo;
mam możliwość udania się w miejsce dla kobiet doznających przemocy psychicznej, tylko nie wiem do końca, czy to jest przemoc psychiczna, bo on ani nie krzyczy, ani nie bije (to ja w napadach złości to robię, gdy on mnie olewa, gdy coś do niego mówię; nigdy wcześniej się tak nie zachowywałam, stałam się bardzo bardzo nerwowa);
a dzieci całą sytuację obserwują i wiem, że ma to na nich ogromnie negatywny wpływ; moje starsze dziecko nie chce chodzić do przedszkola, myślę, że stres w domu nie pomaga mu w i tak stresującej adaptacji przedszkolnej (zaczęło chodzić niedawno, ale przerwałam, bo już w niedzielę wieczorem był straszny płacz, że nie chce iść);

2

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Podsumowując, wdepnęłaś w związek z facetem, który wcześniej pokazywał na co go stać, ale Ty "nie umiałaś odejść", bo naiwnie wierzyłaś, ze się zmieni. Jak się nie zmieniał, to nadal zostawałaś, bo wierzyłaś, ze się zmieni... o.O Co więcej, spłodziłaś sobie z nim 2 dzieci. Brawo.

Dzieci są małe, a Ty nie wyobrażasz sobie pracować i zajmować się nimi po pracy? To masz kiepską wyobraźnię, moja droga.
Na Tobie spoczywa wychowywanie? A jakież wychowywanie jest przy małych dzieciach, które ciągle uwagi potrzebują?

Myślę, że jesteś znudzona, nie masz perspektyw, ale też boisz się zrobić pierwszy krok. Poślij dzieci do przedszkola/żłobka i zacznij szukać pracy.

3

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Teo, masz dzieci? jaki jest twój facet? pomaga ci? czy wszystko musisz robić sama? jak nie, to nie rozumiesz i nie zrozumiesz, łatwo się kogoś ocenia z boku, wiem o tym?
ja wiem, że gdybym chodziła do pracy miałabym zachrzan na dwa etaty, wszystko byłoby na mojej głowie, oprócz pracy, jeszcze dom i dzieci, młodsze ma 20 miesięcy, nie wyrobiłabym, w weekendy również, bo oprócz dzieci byłby jeszcze on; albo miałabym opcję oddawania ich pod opiekę jego mamusi, lub sióstr, za co dziękuję bardzo;
i jestem znudzona tym związkiem, tak, nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, nie mamy wspólnych pasji, a co ważniejsze takiej samej wizji związku; i wiesz co, w tym momencie krytyka jest mi najmniej potrzebna

4

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Noale od czegoś zacząć musisz nie? Magicznego zaklęcia chcesz? Przepisu na trutkę?

Żłobki i przedszkola są, pan mąż nie musi być ciągle obslugiwany, powinnaś wyrobić jakąś rutynę dla siebie i święty czas. Dałas sobie na głowę wejść, to teraz musisz metodycznie go z tej głowy ściągać.

5

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

rozumiem cie bo mam podobna sytuacje, jedyne wyjście przyzwyczaj dziecko konsekwetnie do przedszkola, staraj żeby w domu panowała miła atmosfera, wiec nie kłóć się z mężem, jeśli nie ma jakiegoś wielkiego problemu, od jego rodziny się odesapruj bądź mila ale na dystans, nie oczekuj od nich niczego,  no i najważniejsze szukaj pracy, bo poki nie masz jak się utrzymać sama nie masz co nawet myslec o odejściu, tym bardziej do domu samotnej matki, bo sa kobiety bardziej potrzebujące to raz a dwa nie jest tak zle z tego co piszesz, a może uda się wam porozumieć z mężem,

6

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

To wyglada na agresje bierna i/lub despotyzm ze strony twojego meza. Jesli jest cos wiecej niz piszesz moze to byc przemoc psychiczna. Nie trzeba byc poobijana, wystarczy byc znekana.

Jesli czujesz, ze musisz uciekac-zrob to.

7

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie
mary20 napisał/a:

mój facet jest typem, który czerpie energię z innych, pozornie słabszych od siebie; zawsze jego musi być na wierzchu; lubi rządzić ludźmi, potrzebuje ciągłej asysty innych, niezależnie od tego, co robi, potrzebuje ciągłego podziwu, lubi być w centrum uwagi;

na początku związku nie zdawałam sobie sprawy, że wszystkie z pozoru dobre cechy (przebojowość, zaradność, odpowiedzialność) staną się przekleństwem, bo on jest zbyt przebojowy, zbyt zaradny i zbyt odpowiedzialny i jest zwykłym gnojem, który ma w nosie innych ludzi a przede wszystkim moje uczucia i potrzeby;

dla zasady, do niego musi należeć ostatnie słowo, wszystko musi kontrolować, mieć nad wszystkim władzę, przewagę;

on oczywiście ma moje zdanie i uczucia gdzieś

Mary,
Twoj facet ma narcystyczna osobowosc.
Mam znajoma, ktora jest identyczna.
Jest bardzo przebojowa, zaradna zyciowo, dominujaca, zakochana w sobie, kontrolujaca wszystko, otaczajaca sie tlumem wielbiacych ja, podporzadkowanych jej ludzi, manipulujaca wszystkimi...
Inni maja byc dla niej na kazde zawolanie, a ona ma ich gdzies.
Zero empatii.

Nie wierze, ze mozna zmienic swoja osobowosc, Twoj partner jest egoista zapatrzonym w siebie i taki juz zostanie. Z kims takim nie mozna miec szczesliwego zwiazku.

Polecam Ci dobra ksiazke na temat zwiazku z narcyzem:
"KOCHAM NARCYZA" - Nina W. Brown

8

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

tak, dałam sobie na głowę wejść, i nie magicznego zaklęcia szukam, a zwykłego wsparcia bab w podobnej sytuacji, nie mam tutaj wokół siebie osób, z którymi mogłabym się spotkać i pogadać, spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy, mam tylko rodzinę mojego faceta, która obiektywna niestety nigdy nie będzie; matka jego mi np. przychodzi i narzeka na niego i jego brata, ale ja wiem, że jakbym ja słowo złe powiedziała na jej synka, to 'biada mi';

mariola856, właśnie się zaczęłam separować od rodziny, aż się boję, co będą mówić, czy jak reagować; ze względu na to, że czułam się tutaj długo jako gość, pozwalałam im wejść butami w moje/nasze życie, przyzwyczaili się do tego; pewnie teraz jest nawalanka na mnie, że jaka to okrutna jestem i separuję ich od dziecka, chociaż nie wiem, na razie jest cisza; no i z tym byciem miłym, ech ciężko jest, bo mi oni swoim natręctwem wiele nerwów napsuli

9

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

dzięki dziewczyny za odpowiedzi,
Marisa, dzięki za tytuł, postaram się dotrzeć i jak znajdę chwilkę czasu to poczytam (z takim facetem na prawdę tego czasu nie ma na nic, wszystko kręcić się musi wokół niego);
Bullinka, tak właśnie to wygląda, on uprawia, razem ze swoją rodziną despotyzm w białych rękawiczkach, w ogóle czego ja od niego chcę, przecież pracuje ciężko, jego rodzina jest taka porządna, wszystko jest ok dopóki się z nimi zgadzasz i im przytakujesz, spróbuj jednak chcieć zrobić coś inaczej, wbrew ich woli, wtedy będziesz mieć problemy, oni zawsze wygrywają;
nikt im nie naskoczy, tacy są; wszystkich traktują jak g..., dosłownie do każdego mają przypiętą łatkę, każdy jest nie taki, nabijają się ze wszystkich i krytykują, nie chcę, aby moje dzieci z nimi przebywały i stawały się takie jak oni, sama też nie chcę wysłuchwać ich wywodów na temat innych ludzi (a ludzi naprawdę w porządku, którzy żyją sobie i nie wchrzaniają się w niczyje życie), chcę mieć po prostu jak najmniejszy kontakt z nimi, co oczywiście ich denerwuje, i denerwuje ich, że nie mają takiego wpływu na wychowanie moich dzieci jak by chcieli

10

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie
mary20 napisał/a:

tak, dałam sobie na głowę wejść, i nie magicznego zaklęcia szukam, a zwykłego wsparcia bab w podobnej sytuacji, nie mam tutaj wokół siebie osób, z którymi mogłabym się spotkać i pogadać, spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy,

A NA CZYM owo hipotetyczne wsparcie ma polegać?
Na wspólnym "wieszaniu psów" na TYCH ZŁYCH? Taki wirtualny magiel Ci się marzy? Czy kubeł zimnej wody (jak od TEO) nie "ruszyłby" Cię prędzej niż wspólne smętki???
Bo widzisz głupotę JUŻ zrobiłaś - "widziały gały co brały"? WIDZIAŁY!
I wprawdzie nauczono mnie, że osobowość owszem, MOŻNA zmienić - LECZ wyłącznie JEST TO W GESTII zainteresowanego posiadacza owej osobowości!!! A "na kuta" mu zmieniać COŚ CO czyni go księciem na włościach...? Wziął Cię do orszaku, powinnaś być zaszczycona wink
ZATEM jedyne CO TY możesz zrobić - to zmienić własną, przeszła głupotę na przyszłą mądrość... A do tego prowadzi wyboista i trudna droga. Samodzielność finansowa proponowana przez TEO jest jej niezbędnym elementem.
Powodzenia i życzę owocnych przemyśleń smile

11

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Samodzielność finansowa i wyprowadzić się. Następnie rozwód i alimenty. Jak będziesz zdeterminowana, to poradzisz sobie. Lekko nie będzie, ale tam też lekko nie masz.

12

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Narzekanie  nie  wiele pomoźe....


Rodziny  męźa  nie  zmienisz,podobnie męźa -  to  trzeba odpuścić .Nie  masz szzans.
Najpierw  zmiana  myślenia -- wychowywanie dzieci,praca w domu  którą  wykonujesz  -  jest  równie waźna jak  praca męźa.Nie  jesteś gorsza,naleźy  Ci  się  szacunek.To  sä równieź  jego  dzieci .
To  źe  przynosi pieniądze  do  domu  nie  czyni go  bogiem to  jest  jego  obowiązek.
Rodzinka  czesto  Cię  nawiedza  -  "o ,jak  dobrze  źe  jesteś  kochana mam  załatwienie,popilnujesz  dzieci?"  - i  juź  Cię  nie ma.Raz ,drugi  ,trzeci  i  będzie ubywało  nieproszonych  gości.
Ciekawe jak  bardzo  zdziwiony   byłby  mąź  gdybyš  w sobotę  postanowiła   zostawić  dzieci  pod opieką  taty bo wybierasz  się  na spotkanie   z dawno  niewidzianą  koleźanką?Wyjdz z domu nawet  na  samotny  spacer.

13

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

a poza tym doceń to ze masz pomoc przy dzieciach ze strony rodziny męża, wiec możesz wyjść, pojsc do lekarza, poszukać pracy
nie każdy tak ma, zajmują się dziecmi, wiec chyba nie jest tak zle prawda?
maz pracuje dba o was

14

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Mary20.. poczytałam Twoje posty..
Rozumiem że możesz czuć się źle w roli jaką dało Ci zycie i Twoje decyzje lub ich brak (nieplanowane dzieci ).
Ktoś tu już napisał że masz duże możliwości , mając rodzinę do pomocy- rodzinę męża .
Nie brałabym za złe im rozpieszczanie Twoich dzieci - czytając Twoje posty widzę wielką niechęć do nich ..nie wiem , może wydarzyło się coś co każe Ci mieć taki negatywny stosunek do nich...
Piszesz gdzieś o nieprzeciętnej inteligencji Twojej i męża ..a czym ona się objawia ?
"połączył nas podobny sposób myślenia, odczuwania, no i właśnie podobny poziom inteligencji;"...
i co się stało z tą łącznością ??

Poukładaj sobie sprawy, skoro jesteś ambitna - przedszkole/żłobek , praca ... hobbi -wydaje mi się że nie masz własnego życia ... i pomimo że piszesz o jakimś tam poziomie inteligencji i twierdzisz że jest to poziom powyżej ludzi normalnych =przeciętnych

"I może nie 'normalni' a o przeciętnym ilorazie inteligencji."
to jesteś sfiksowana na tle rodziny męża... czujesz się gorsza od nich..może czegoś im zazdrościsz..i nie koniecznie materialnych rzeczy ..może po prostu sposobu bycia ??? to że są zżyci ?? o swojej rodzinie nie napisałaś nawet jednego zdania.
"ja nigdy nie słyszałam żadnych rozmów na mój temat, ale mogę się założyć, że takowe były i to przy moim własnym dziecku, gdy siedziało u babki;"moja 'teściowa' nigdy mi wprost nie powiedziała, że robię coś źle przy dzieciach, ale wiem, że za plecami gada i najlepiej jakby mnie nie było, wtedy mogłaby wychowywać moje dzieci sama, miałaby synka dla siebie i wszystko byłoby po staremu, na jej zasadach;
myślę, że nie pasuje jej to, że ja wciąż nie pracuję; najlepiej jakbym poszła do pracy a ona sama zajęła się wchowaniem moich dzieci;
"i tak jak piszę, nigdy mi ani matka, ani siostry nie zwróciły uwagi wprost, ale bez przerwy wpieprzały się w pomoc, były strasznie natrętne, ciągle kupowały zabawki, ubranka (tak, że ja praktycznie nie musiałam, mała ma całe sterty ubrań i zabawek od nich, na które ja nie mogę patrzeć najchętniej bym je spaliła, albo oddała dzieciom potrzebującym; ciągle też chciały zabierać mi dzieci do siebie do domu, żeby mi niby pomóc i mnie odciążyć, mój facet cały czas pracuje;"

to że ludzie rozmawiają to normalna sprawa ..dziwne tylko że nie mając dowodów twierdzisz że mówią tylko źle o Tobie ....


Zajmij się sobą , a rodzina męza jak chce pomagać - to im pozwól i napiszę brzydko " wykorzystaj " do swoich celów .. do układania swojego życia -i pamiętaj że Twoje życie i Twoje szczęście jest również dla Twoich dzieci .. i to Ty im fundujesz te stresy ....faceci nie reaguja na nasze żale , marudzenie i pretensje...oni tylko widzą czyny i obrazy.
"a dzieci całą sytuację obserwują i wiem, że ma to na nich ogromnie negatywny wpływ; moje starsze dziecko nie chce chodzić do przedszkola, myślę, że stres w domu nie pomaga mu w i tak stresującej adaptacji przedszkolnej (zaczęło chodzić niedawno, ale przerwałam, bo już w niedzielę wieczorem był straszny płacz, że nie chce iść);"

A takie zachowanie u dzieci to nic nowego smile

Trzymaj się .

15 Ostatnio edytowany przez mary20 (2014-06-11 21:37:24)

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Anhedonia, jestem teraz w takim stanie, że kubeł zimnej wody mi się na niewiele zda, jestem w naprawdę kiepskim stanie; wieszanie psów? chcę się wygadać, ułożyć sobie w głowie wszystko, znaleźć siły na usamodzielnienie się, tkwię w tym związku długo i wierz mi, że na psychice to się odbiło i to bardzo a nie mam z kim o tym pogadać;
masz faceta? wszystko Ci w nim pasuje? a jak nie, to co robisz? dusisz wszystko w sobie, czy gadasz z nim, a może masz znajome, z którymi możesz sobie na jego wady, których się nie da zmienić, ponarzekać?
a jak jest z rodziną faceta/męża? wszystko Ci w nich pasuje? czy też są rzeczy, które Cię ewidentnie denerwują? masz z kim o tym pogadać? jak nie mieszkasz obok, to nie wiesz, jakie to może być dokuczliwe;
ja piszę tutaj, bo w realu nie mam w tej chwili nikogo takiego, z kim mogłabym pogadać, do takich spraw potrzebni są zaufani ludzie, ja takich w tym momencie nie mam;
z rodziną faceta widuję się codziennie niemal i wiesz co, nazbierało się tego, nie potrafię z nimi rozmawiać, nie znoszę ich (z powodu wielu spraw, które się wydarzyły), poza tym oni są inni niż ja, nie mamy za bardzo o czym rozmiawiać;
według mnie mieszkanie razem czy obok zawsze powoduje konflikty, rzadko kiedy to wychodzi, bo zarówno ja jak i mój facet wyrośliśmy w innych środowiskach, nie może on oczekiwać ode mnie, że zacznę żyć tak jak oni, że będę żyć 'z nimi', jestem przyzwyczajona do innych rzeczy, mam inne granice prywatności, inne przyzwyczajenia, inny sposób na spędzanie wolnego czasu, im się to może nie podobać, to normalne; on nie powinien zmuszać mnie do życia przy jego rodzinie, powinien takie rzeczy rozumieć, widzisz on i jego dziwactwa mnie nie denerwują, jestem w stanie je znosić, ale już jego matki czy sióstr niekoniecznie;

pani wiosna, możliwe, że do tego w końcu dojdzie, bo czuję, że nawet gdybym pracowała i miała własne pieniądze, nic innego by się nie zmieniło, ja wiem, że jak już uniezależnie się finansowo, to nie chcę tu mieszkać, a on nie chce się wyprowadzić stąd, tak jak pisałam wcześniej, rozmawialiśmy na ten temat wcześniej i ustalenia były inne, wtedy twierdził, że tu mieszkać nie będziemy, że to tylko tymczasowe, teraz gada inaczej, więc na tej płaszczyźnie nie ma pomiędzy nami porozumienia a ja czuję się oszukana;

daria1968, ponarzekać też sobie czasem trzeba, wygadać się; rodzinka męża nigdy nie odmawia pomocy, najchętniej jakby dzieci siedziały u nich cały czas, ja nie chcę tak, bo to nie ich dzieci; facet nie zostanie z nimi, podrzuci do rodzinki a sam pójdzie do swoich zajęć; od czasu do czasu mogę im je podrzucić, ale nie bez przerwy, jakby to oni chcieli, wolę je wysłać do przedszkola, co zaczęłam robić ze starszym dzieckiem; była w tym tyg. dwa razy, wczoraj i dzisiaj, wczoraj mi taką awanturę zrobiła w aucie jak zajechaliśmy do przedszkola, że szok, myślałam, że z siebie wyjdzie, a dzisiaj rano już od 9 rano: 'mamo, ja chcę iść do przedszkola, kiedy idziemy do przedszkola?'

chceuciekacstad, skąd taki nick? smile, nie czuję się źle w roli matki, przyzwyczaiłam się, nie miałam wyjścia, raczej zmęczona jestem i sfrustrowana różnymi sprawami, których jak na razie nie mogę rozwiązać, mam ambicje, mam hobby, tylko czasu brak, bo jak dzieci bywały w domu rodzinnym mojego faceta, to ja cała w nerwach, nie mogłam się na niczym skupić, na prawdę nie czuję, aby to byli ludzie, którzy nauczą je odpowiedniego patrzenia na świat; nigdy nie słyszałam nic bezpośrednio skierowanego do mnie, bo ci ludzie nigdy nic takiego nie robią, oni nawalają na innych poza plecami, nie raz słyszałam ich opinie na temat innych i się z nimi po prostu nie zgadzam, w ogóle w szoku jestem, jak słyszę o kimś tam, kto jest ok, a im jak zwykle nie odpowiada i wiem, że ja im też nie odpowiadam, bo mam zbyt 'nowoczesne, zepsute' podejście do życia, nie chcę spędzać czasu z nimi i im przytakiwać, bo się z nimi zwyczajnie nie zgadzam; nie chcę też aby moje dzieci tego słuchały, nie chcę aby widziały świat ich oczyma; może przesadzam, może się za bardzo boję, ale kilka razy zdarzyło się, że przyszły i nie podobało mi się to, co usłyszałam od starszej, samo zachowanie moich dzieci mi nie odpowiadało, tyle, mogą je widywać raz na tydzień, ale nie częściej, długo nic nie robiłam, bo chciałam być miła, ale się zwyczajnie boję, że moje dzieci nie będą jak moje, bo tamci przekażą im nie taki sposób widzenia świata, jaki ja im chcę przekazać;

16 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-06-12 09:21:26)

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Mary ..ale dzieci też są Twojego męża .. jego rodzina jest też ich rodziną ..Twoją również ..nawet gdybyście się rozwiedli.
I popatrz na to teraz z drugiej strony - Twój mąż - syn i brat "Tamtych " ożenił się z Toba ..nie jesteś taka jak oni..sama to mocno podkreślasz.. ale oni muszą to akceptować.. nie ignorują Cię , próbują Ci pomóc...tak jak potrafią ........nie oni Cię izolują tylko Ty siebie i dzieci od nich ...sobie przywłaszczasz prawo do decydowania ..jak, kto, kiedy..niestety rodzina i związek to również kompromis ..nie tylko ja ..ale też inni .

Może powinnaś wyjechać na jakiś czas ... żeby odpocząć , bo rozumiem że życie w takim stanie jest bardzo męczące i trudno coś zmienić, przemyśleć.
Jedno Ci tylko powiem- zmiana zależy tylko od Ciebie - nie dasz rady..ale i nie masz prawa mówić innym jak mają żyć- tak jak bronisz swojego prawa do życia według swoich zasad..:)Trzeba spotkac się w połowie drogi..ale do tego potzrebna jaest komunikacja smile

Proponuję porozmawiać z teściową , rodziną męża - zasady co do dzieci , co Ci przeszkadza , uzgodnić... takim zachowaniem niczego dobrego nie zwojujesz...a konsekwencje ponosisz i tak Ty - stres, depresja, konflikty z mężem, ..i tak dalej.

mój nick - opisał mój stan sprzed kilku tygodni:)

17

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie
mary20 napisał/a:

Anhedonia, jestem teraz w takim stanie, że kubeł zimnej wody mi się na niewiele zda, jestem w naprawdę kiepskim stanie; wieszanie psów? chcę się wygadać, ułożyć sobie w głowie wszystko, znaleźć siły na usamodzielnienie się, tkwię w tym związku długo i wierz mi, że na psychice to się odbiło i to bardzo a nie mam z kim o tym pogadać;(...)
ja piszę tutaj, bo w realu nie mam w tej chwili nikogo takiego, z kim mogłabym pogadać, do takich spraw potrzebni są zaufani ludzie, ja takich w tym momencie nie mam;
z rodziną faceta widuję się codziennie niemal i wiesz co, nazbierało się tego, nie potrafię z nimi rozmawiać, nie znoszę ich (z powodu wielu spraw, które się wydarzyły), poza tym oni są inni niż ja, nie mamy za bardzo o czym rozmiawiać;

TO się właśnie nazywa SAMO ŻYCIE wink
Tyle, że z mojego punktu widzenia SAMO psioczenie i narzekanie NIJAK sytuacji nie zmieni...
ONI się WCALE nie zmienili - tacy byli i pozostali. CZEMU na boga uważałaś, że ślub czarodziejska różdżką odwróci wasze role... wszak nikt Ci oczu nie mydlił?

mary20 napisał/a:

według mnie mieszkanie razem czy obok zawsze powoduje konflikty, rzadko kiedy to wychodzi, bo zarówno ja jak i mój facet wyrośliśmy w innych środowiskach, nie może on oczekiwać ode mnie, że zacznę żyć tak jak oni, że będę żyć 'z nimi', jestem przyzwyczajona do innych rzeczy, mam inne granice prywatności, inne przyzwyczajenia, inny sposób na spędzanie wolnego czasu, im się to może nie podobać, to normalne; on nie powinien zmuszać mnie do życia przy jego rodzinie, powinien takie rzeczy rozumieć, widzisz on i jego dziwactwa mnie nie denerwują, jestem w stanie je znosić, ale już jego matki czy sióstr niekoniecznie;

Otóż SKORO ZGODZIŁAŚ się w TEN układ wejść, to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały... że WŁAŚNIE godzisz się na ZASTANY, TAKI a NIE inny układ!
Kochana - kto tu się "naciął" i dlaczego?
Ten kto nie ukrywała jak jest, czy ten kto żył w iluzji?
Ponadto: MASZ CO innego do zaproponowania...? INNE miejsce na ziemi, dom czy mieszkanie?
Litości... żeby CHCIEĆ co innego, trzeba to CO INNE zapewnić. A Ty tego nie chcesz a innego nie masz... Wiedziałaś gdzie i do kogo idziesz. Nikt tego przed Tobą nie ukrywał - więc jeśli czujesz się oszukana, to chyba sama przez siebie?

18 Ostatnio edytowany przez mary20 (2014-06-12 19:24:14)

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

chceuciekacstad, piszesz, że 'przywłaszczam prawo do decydowania jak, kto, kiedy', ale w końcu kto ma prawo do decydowania o dzieciach? chyba rodzic, prawda?, nie jest tak, że oni ich nie widują, ostatnio średnio wychodzi raz, dwa razy w tygodniu;
związek to kompromis, tak i to ja poszłam na wiele kompromisów, w moim odczuciu na zbyt wiele i nic nie dostaję za to w zamian;

jeśli chodzi o wyjazd gdzieś to, przydałoby się i to, ale na dłuższą metę to nie jest rozwiązanie problemu, bo po wyjeździe będę zmuszona tu wrócić, a ja nie chcę tutaj mieszkać, obok teściowej,

i nie zmuszam nikogo do życia jak ja chcę, oni niech sobie żyją jak im pasuje; czuję, że jest raczej odwrotnie, że to oni próbują zmusić mnie do życia według ich widzimisię, ma być tak jak oni chcą, jak było od zawsze i ja im ich syna/brata nie będę buntować i odciągać od rodziny, dla nich brak kontaktu z nim przez tydzień jest ciężki do zaakceptowania;

Proponuję porozmawiać z teściową , rodziną męża - zasady co do dzieci , co Ci przeszkadza , uzgodnić.

nie wiem czy to by się udało, bo oni wysłuchają, przytakną, a i tak za moimi plecami będą robić swoje, wiem to, bo ich znam i chodzi o zarówno o błahe jak i istotniejsze rzeczy, oczywiście chodzi mi o sprawy związane z dziećmi, nic innego;

19

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Mary,
Anhedonia ma dużo racji w tym co pisze .
Wygadanie się pomaga, ale nie rozwiązuje naszych problemów.
Żeby coś zmieniło się w Twoim zyciu , musisz sama dokonać zmian . Ale nie na wszystko i wszystkich masz wpływ.
Z pewnością możesz zmienić swoje nastawienie ...

Zrób rachunek zysków i strat - co chcesz zmienić a co możesz (miejsce zamieszkania ? masz gdzie , masz za co ?)- pamiętaj że jeżeli zabierzesz dzieci od męża i dziadków - zrobisz im krzywdę (dzieciom)- jakim jest ojcem/dziadkami ..i nie myśl tylko przez pryzmat swojej złości do nich... pamiętaj równiez że takie rozwiązanie spowoduje że pozbawisz się ich pomocy ..będziesz we wszystkim sama.
Bardzo często  jest tak ,  że rodzice krytykują podejście dziadków do ich dzieci ...to nic nowego...ale powiem Ci tak - dziadkowie są od rozpieszczania ..a rodzice od wychowywania .
Jeśli ich zachowanie nie krzywdzi Twojego dziecka ....a wręcz dzieci sa zadowolone..ja bym tak nie reagowała .
Jeśli nie łamią Twoich zasad ..ale takich konkretnych ..to po co się nakręcać.

Zasady wpajaj dzieciom - babci będzie głupio jak wnuczka jej powie,  że nie może oglądać bajek 3 godziny bo mama nie pozwala (oczywiście babacia musi wiedzieć o zasadach )... bo zepsują się jej oczy ..

Musisz uwolnić się od tych złych emocji co do rodziny i męża ...to Tobą kieruje...
złość i ogólnie emocje nie są  dobrym doradcą .

dlatego polecam wyjazd , choćby na tydzień - żeby zobaczyć jak może wygladać życie bez nich wszystkich.. wtedy byc może niektóre konfliktowe zagadnienia stracą swoją moc:)

Mary..porozmawiać zawsze warto... nie masz nic do stracenia..a zyskać możesz wiele.
jeśli nie umiesz sama ..to może terapia rodzinna - bo do tego trzeba spokoju i obiektywizmu... ktorego z pewnością każdemu brak w takich sytuacjach.

"chceuciekacstad, piszesz, że 'przywłaszczam prawo do decydowania jak, kto, kiedy', ale w końcu kto ma prawo do decydowania o dzieciach? chyba rodzic, prawda?, nie jest tak, że oni ich nie widują, ostatnio średnio wychodzi raz, dwa razy w tygodniu;
związek to kompromis, tak i to ja poszłam na wiele kompromisów, w moim odczuciu na zbyt wiele i nic nie dostaję za to w zamian;
"
Mary , nie rodzic- ale rodzice ...Twój mąż ma takie same prawo jak Ty .
Jeśli róznią Was kwestie dzieci - obgadajcie to i wypracujcie kompromis...
Poczytaj poradniki jak rozmawiać w związku - nie obrzucać się nawzajem...

Piszesz że to Ty poszłaś na kompromis i nic nie dostałaś w zamian...
powiem tak - ja bym chciała by mi ktoś dał mieszkanie/dom... zapewnił byt mnie i dzieciom..bym mogła się poświęcić ich wychowaniu... przeszłam troche w życiu - to co mam wypracowałam sama... syn miał 5 miesięcy jak poszłam do pracy..bo musiałam , żebyśmy mieli na utrzymanie... obiecałam sobie że nie będę mieć więcej dzieci jeśli nie będę mogła im poświęcić czas w pierwszych latach życia ....uciekałam z domu bo mój syn ryczał jak wychodziłam..nie było mnie stać na opiekunki.. podrzucałam go komu to tylko było możliwe ... dziadkom, ciociom, sąsiadkom....później przedszkola... nie mam więcej dzieci ..syn ma 17 lat...
Teraz zaczynam żałować - bo nie chcę by był sam ... a na kolejne dziecko ...chyba nie czuję się za bezpiecznie...

Nie wiem ile masz lat..ale wydaje mi się że jesteś dośc młoda... dlatego myślisz przede wszystkim że Tobie jest źle ...ale czy Twoim dzieciom także ? mężowi...

20

Odp: mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

dziękuję Wam za posty, w tej chwili nie mam czasu na jakiś długi wywód;
napiszę tylko tyle, że wina leży po obu stronach, że to jak jest nie jest ani tylko moją, ani tylko jego i jego rodziny winą;
mimo, że byliśmy ze sobą przez 5,5 roku zanim zaszłam w ciążę (nieplanowaną), nie dotarliśmy się, nie mamy ślubu, jest wiele rzeczy, które musimy sobie wyjaśnić i zmienić; wszystko komplikuje fakt, że pochodzimy nie tylko z różnych kultur ale i z różnych środowisk; nie jest to łatwe i o wiele trudniej iść na kompromis; mi nie podoba się wiele rzeczy w jego kulturze, uważam je za absurdalne, oni natomiast nie rozumieją mojego zachowania czy też podejścia do życia; oboje pochodzimy z toksycznych rodzin, z czego tylko ja zdaję sobie sprawę, on nie ma o tym pojęcia; nie wiem czy uda nam się dojść do porozumienia, zobaczymy; nie jestem w stanie nic więcej napisać, bo padam

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » mój facet mnie niszczy, jest silniejszy ode mnie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026